(fot. za zgodą National Anthropological Archives, Smithsonian Institution)

"Wojny najlepiej uczyć się na wojnie". Oto legendarny wódz Indian, który pokonał armię USA

Aby zyskać szacunek współplemieńców, chłopiec wychowywany bez ojca musiał być odważniejszy, sprytniejszy i okrutniejszy od innych. Od najmłodszych lat wykazywał się wyjątkową rozwagą i zmysłem strategicznym. Był śmiały, bezwzględny i niezwykle brutalny. I odniósł wielki sukces. Czerwona Chmura to jedyny indiański wódz, który zdołał pokonać armię Stanów Zjednoczonych i narzucić jej pokój na własnych warunkach.

Wojna Czerwonej Chmury

Był 2 listopada, a sześćdziesięciu trzech oficerów i szeregowców z Kompanii C Drugiego Pułku Kawalerii miało już za sobą podróż trwającą miesiąc i drogę liczącą ponad tysiąc sto kilometrów - od równin wschodniej Nebraski do początku Szlaku Bozemana w południowo-środkowej części Wyomingu. Przejechali wzdłuż wielkiego zakola Platte Północnej przez poorane wiatrem równiny, wspięli się na prerię położoną na wysokości tysiąca pięciuset metrów nad poziomem morza (przez co rozbolały ich głowy i zaczęło świszczeć im w płucach) i przeprawili się przez co najmniej dwa tuziny skutych lodem rzek i strumieni. Potem od południowego biegu Powder odbili na zachód i zniknęli wśród ostańców ciągnących się aż po północny horyzont. Znajdowali się dzień drogi od celu, którym był samotny fort Phil Kearny - zajmująca siedemnaście akrów reduta w rozwidleniu strumieni Little Piney i Big Piney, tuż przy granicy z Montaną. Z oddali i o zmroku grupa ludzi w ściśle zapiętych, czarnych, wełnianych kurtkach, ściągniętych na czoło błyszczących kepi i kapeluszach Hardeego wyglądała jak stado bizonów podążających przez wyboiste Terytorium Dakoty. Na szlaku mijali wiele miejsc pochówku białych mężczyzn i kobiet zamordowanych przez Indian. (...)

(fot. materiały prasowe)(fot. materiały prasowe)

Nominalnie Kompanią C dowodził porucznik Horatio Stowe Bingham, pochodzący z Quebecu wiarus o wychudłej twarzy i orlim nosie, który wraz z Pierwszym Ochotniczym Pułkiem z Minnesoty przeszedł szlak bojowy od Bull Run do Antietam, gdzie został ranny. Jednak dla wszystkich żołnierzy było jasne, że to najwyższy wśród nich stopniem, czarnooki kapitan William Judd Fetterman miał pokierować nadrzędną misją oddziału: znaleźć, schwytać lub zabić wielkiego wodza wojennego Siuksów Oglala, Czerwoną Chmurę. Od przeszło roku Czerwona Chmura dowodził armią ponad trzech tysięcy Siuksów, Szejenów Północnych i Arapahów w kampanii toczonej na terytorium dwukrotnie większym niż Teksas. Po raz pierwszy Stany Zjednoczone zostały skonfrontowane z wrogiem korzystającym z tej samej partyzanckiej techniki, która sto lat wcześniej zapewniła przetrwanie im samym. (...) Wojownicy Czerwonej Chmury napadali na karawany osadników, a ich samych zabijali lub okaleczali. Zdołali też przechytrzyć i pokonać oddziały rządowe w serii krwawych najazdów, które wstrząsnęły dowództwem amerykańskiej armii.

Biada zwyciężonym

W listopadzie 1866 roku czterdziestopięcioletni Czerwona Chmura znajdował się u szczytu swej potęgi (...). Latem 1866 roku Stany Zjednoczone złamały kruche porozumienie z poprzedniego roku i wybudowały trzy forty wzdłuż liczącego osiemset sześćdziesiąt kilometrów Szlaku Bozemana, przecinającego żyzny basen rzeki Powder. Od południa szlak wyznaczała rzeka Platte, od zachodu - pasmo Bighorn, od północy - dzika rzeka Yellowstone, a od wschodu - święte Góry Czarne, nazywane przez Siuksów Paha Sapa, "sercem wszystkiego, co istnieje". Jednakże do wojny, którą prasa szybko zaczęła nazywać "wojną Czerwonej Chmury", waszyngtońskich polityków popchnęła znacznie pilniejsza potrzeba. Cztery lata wcześniej, w 1862 roku, w urwistych kanionach zachodniej Montany odkryto wielkie złoża złota, tak potrzebnego do odbudowy kraju i spłaty niebotycznych odsetek od państwowego długu. Trwająca blisko pięć lat wojna domowa doprowadziła Unię na skraj bankructwa, toteż rząd był teraz zależny od tysięcy poszukiwaczy złota. Ci ostatni zmierzali już krętym szlakiem, który od zachodu okrążał pasmo Bighorn (i zarazem terytorium Siuksów), w stronę powstających od zera osad "Czternastomilowego Miasta" w wąwozie Alder w Montanie. Ale najkrótsza droga wiodła prosto przez ziemię przyznaną ludowi Czerwonej Chmury na mocy traktatu. (...)

Trasa karawan, na której jeszcze dziś widać gdzieniegdzie koleiny, została wyznaczona w 1863 roku przez poszukiwaczy przygód Johna Bozemana i Johna Jacobsa i podążała śladem dawnych ścieżek Indian i bizonów. Odbijała na północny zachód od funkcjonującego już od dawna Szlaku Oregońskiego i przebiegała przez sam środek uświęconych tradycją indiańskich terenów łowieckich, obfitujących w cietrzewie preriowe, kuropatwy i przepiórki, wilki i niedźwiedzie grizzly oraz wielkie stada wapiti, mulaków i widłorogów. Ziemia ta była hojna dla zamieszkujących ją plemion, lecz przede wszystkim było to ostatnie siedlisko świętych dla Indian bizonów, które przemierzały te tereny w wielomilionowych stadach. To właśnie o bizona - rozumianego nie tylko czysto fizycznie, ale i z uwzględnieniem jego miejsca w całej indiańskiej kulturze - walczył Czerwona Chmura. (...)

Czerwona Chmura (siedzi drugi z lewej) w otoczeniu innych Siuksów. Zdjęcie zrobione miedzy 1860 a 1880 r. (fot. Wikimedia.org / Domena publiczna)Czerwona Chmura (siedzi drugi z lewej) w otoczeniu innych Siuksów. Zdjęcie zrobione miedzy 1860 a 1880 r. (fot. Wikimedia.org / Domena publiczna)

Czerwona Chmura często wprawiał w osłupienie ścigających go wojskowych, gdy przeprowadzał równoczesne ataki na oddalone od siebie o setki kilometrów cywilne karawany i kolumny z zaopatrzeniem dla armii. Nie bał się też konfrontacji z amerykańskimi żołnierzami (z ich ogłuszającą górską haubicą - "bronią, która strzela dwa razy"), potrafił podchodzić pod palisady samotnych fortów na odległość tak niewielką, by słychać było ciskane przezeń obelgi. Siuańscy wojownicy czołgali się przez zagony srebrzystej szałwii i łobody, by podejść jak najbliżej wieżyczek strażniczych, a następnie zestrzelić z nich wartowników. Żołnierze wyznaczani do polowań, przyniesienia wody czy narąbania drewna byli niemal codziennie narażeni na grad strzał wystrzeliwanych ze stromych urwisk lub ukrytych wąwozów. Gońcy konni z niepokojącą regularnością po prostu rozpływali się w pustce falującej prerii. Była to śmiertelna gra, w której kawałek po kawałku uszczuplona została większość i tak już nielicznego i osłabionego Drugiego Batalionu Osiemnastego Pułku Piechoty, stacjonującego w forcie Phil Kearny. Kawaleria z Kompanii C jechała im na odsiecz. (...)

Mający sto osiemdziesiąt centymetrów wzrostu Czerwona Chmura przewyższał nie tylko innych Siuksów, ale i zapewne większość ówczesnych mężczyzn. Na jego smukłej twarzy wyróżniały się haczykowaty nos i szerokie czoło. Przedwczesne zmarszczki niczym nawiasy otaczały jego znużone oczy. Lubił ozdabiać się wstążkami i orlimi piórami, nosił się dumnie i po królewsku, a na tak szczególne uroczystości jego długie, szorstkie włosy były niemal zawsze wysmarowane niedźwiedzim łojem i zaplecione wokół kości ze skrzydła orła, aby podkreślić elegancję i ogładę. Na łęku jego siodła spoczywał z reguły porządny, nowy karabin. Ogółem roztaczał aurę spokojnej godności, ale głębiej kryła się fizyczna groźba.

Wielki wojownik

Urodził się niedaleko stąd, tuż przy dzisiejszej granicy stanów Wyoming i Nebraska, i dobrze znał stoliwa, wąwozy i strumienie wokół fortu Laramie. (...) Zgodnie z niekompletną autobiografią i tym, co Czerwona Chmura powiedział pod koniec życia, przyczyną śmierci jego ojca - Samotnego Człowieka - było uzależnienie od tego, co biali nazywali whisky, ale co w rzeczywistości było przyprawiającą o dreszcze miksturą rozcieńczonego alkoholu zbożowego, melasy, soku tytoniowego i sproszkowanej czerwonej papryki. Czerwona Chmura mógł być świadkiem śmierci ojca na delirium tremens. (...) Śmierć Samotnego Człowieka wywarła na przyszłym wodzu spore wrażenie. Przez resztę swojego życia Czerwona Chmura czuł odrazę do destylowanej mini wakan - "wody, która czyni ludzi szalonymi" - i do ludzi nią handlujących. (...) Po śmierci Samotnego Człowieka matka Czerwonej Chmury - Chodzi Gdy Myśli - opuściła obóz Brulé i zabrała chłopca wraz z jego młodszym bratem Wielkim Pająkiem oraz malutką córeczką do swojej macierzystej grupy Oglalów [Indianie Ameryki Północnej; jedno z siedmiu plemion ludu Lakotów, które - wraz z Nakotami i Dakotami - tworzyły tzw. Wielki Naród Siuksów - przyp. red.], na której czele stał Stary Dym. Ten uznał ją za "siostrę", co oznaczało, że albo rzeczywiście byli rodzeństwem, albo była ona jego bliską kuzynką, z podobnym statusem jak siostra. Choć miał już wtedy ponad pięćdziesiąt lat, nadal był pełnym wigoru wodzem wojennym. Przywództwo sprawował od dwóch dekad, a jego grupa była największą, najsilniejszą i najbardziej wpływową ze wszystkich w plemieniu Oglala, możliwe nawet, że wśród wszystkich Siuksów. (...)

Negocjacje pokoju, który miał zakończyć wojnę Czerwonej Chmury. Przedstawiciele rządu USA podczas rozmów z Siuksami w 1867 r. (fot. materiały prasowe)Negocjacje pokoju, który miał zakończyć wojnę Czerwonej Chmury. Przedstawiciele rządu USA podczas rozmów z Siuksami w 1867 r. (fot. materiały prasowe)

Dla chłopca pozbawionego ojca - nawet jeśli miał możnych i szanowanych wujów - wojenne powołanie było jedyną ścieżką prowadzącą do sukcesu i prestiżu. Czerwona Chmura dołączył do pierwszej wyprawy wojennej jako szesnastolatek. Było to pod koniec lat trzydziestych XIX wieku, kiedy Lakotowie prowadzili wojnę pozycyjną przeciwko Paunisom [Indianie Ameryki Północnej, zamieszkujący niegdyś tereny obecnego stanu Nebraska, a współcześnie - Oklahomę i inne stany USA - przyp. red.]. Mieszkali oni w stałych osadach, a ich terytorium w środkowo-wschodniej Nebrasce kurczyło się w niepokojącym tempie. Pewnego dnia, po jednym z rzadko nieudanych rajdów na bastion Paunisów nad krętą rzeką Platte, w obozie Oglalów gruchnęła wieść, że starszy kuzyn Czerwonej Chmury zginął w walce. Przerażenie porażką w bitwie z pogardzanymi Paunisami zmieniło się w zimną wściekłość, a Stary Dym zorganizował większą wyprawę odwetową, na którą skrzyknął ludzi z kilku okolicznych obozów Lakotów. Do tej pory Czerwona Chmura zawsze, choć niechętnie, słuchał błagań matki mówiącej, że jest jeszcze za młody, by brać udział w takich wyprawach. Mimo niskiej pozycji siuańskich kobiet Chodzi Gdy Myśli przemawiała z pozycji pewnego autorytetu z uwagi na status swojego brata. Jednak nawet respekt, jakim cieszyli się Stary Dym lub Biały Jastrząb, nie zmieniał faktu, że brak udziału Czerwonej Chmury w wyprawach stawał się przedmiotem uwag.

Gdy przed bitwą młodzi wojownicy malowali pyłem siebie oraz konie, w nieoficjalny sposób liczono, kto jechał, a kto zostawał. Choć istniało wiele powodów, dla których mężczyzna w wieku czyniącym go zdatnym do walki mógł zostać w obozie (jedną z głównych przyczyn była wiara w przesądy), każdy młody wojownik notorycznie unikający walki ryzykował, że zaczną o nim mówić: "Opuściła go odwaga". Czerwona Chmura był na pograniczu odpowiedniego wieku, ale być może słyszał taką insynuację zbyt często. Możliwe też, że iskrą zapalną była śmierć kuzyna. Niezależnie od przyczyny owego dnia, gdy szykujący się do wyjazdu wojownicy gromadzili się na skraju obozu, wśród tłumu matek, żon i sióstr rozległ się krzyk:

- Jedzie!

- Kto jedzie?
- spytał ktoś.

- Czerwona Chmura - zawołał inny głos, a tłum to podjął: - Czerwona Chmura jedzie! Czerwona Chmura jedzie!

A wtedy pojawił się on, na tarantowatym kucu, wymalowany i przystrojony piórami, trzymając na uwiązie zapasowego gniadosza. Oba konie miały wstążki wplecione w grzywy i ogony. W ciągu kilku chwil zwiadowcy utworzyli tyralierę, a gromada jeźdźców ruszyła na wschód, z biegiem Platte Północnej. Dotarcie na surowe, piaszczyste wzgórza górujące nad wioską Paunisów zabrało Siuksom dziesięć dni. Jedenastego o świcie zaatakowali. Można sobie wyobrazić przerażającą, pierwotną energię towarzyszącą bitewnej wrzawie. Pisk świstawek z kości jelenia. Tnący powietrze jazgot wojennych okrzyków. Strzały i kule z muszkietów Lakotów prujące skóry i koce chroniące wejścia do pauniskich ziemianek. Kobiety i dzieci uciekały, a mężczyźni, zerwawszy się z posłań, biegli przez osadę, wypuszczając strzały z łuków i wymachując chaotycznie w górze maczugami. Ruszyli w stronę pastwisk tylko po to, by zorientować się, że zwiadowcy Siuksów przepędzili ich konie. Choć Paunisi byli znani ze swej sprawności w walce wręcz, teraz stanęli naprzeciw wroga na koniach, a bitwa wyglądała na przegraną, jeszcze zanim się zaczęła. Siuksowie jeździli po wiosce, tratując mężczyzn, kobiety i dzieci, i tylko szczęśliwe przybycie sporej pauniskiej wyprawy łowieckiej przerwało walkę.

Jedna z kilku delegacji do Waszyngtonu, jakie od roku 1870 roku do lat dziewięćdziesiątych XIX w. prowadził Czerwona Chmura (w środku). Jako rzecznik interesów Siuksów spotykał się z władzami, w tym z prezydentami (fot. za zgodą American Heritage Center, University of Wyoming)Jedna z kilku delegacji do Waszyngtonu, jakie od roku 1870 roku do lat dziewięćdziesiątych XIX w. prowadził Czerwona Chmura (w środku). Jako rzecznik interesów Siuksów spotykał się z władzami, w tym z prezydentami (fot. za zgodą American Heritage Center, University of Wyoming)

Gracja, brutalność i arogancja

Siuksowie zebrali niemal setkę skradzionych koni i odjechali, zostawiając o dwa dni w tyle symboliczny i niemrawy pościg. Gdy zbliżali się do swojego obozowiska, naprzeciw wyjechała im grupa kobiet i chłopców. Triumfalne krzyki sięgnęły najwyższych tonów, gdy czterech wojowników paradowało od tipi do tipi, unosząc włócznie z nabitymi na nie skalpami. Jednym z czwórki był Czerwona Chmura. Miał swoją pierwszą zdobycz.

Zgodnie z lakockim zwyczajem, gdy wojownicy wracali z bitwy, kobiety z ich najbliższej rodziny gromadziły się wokół, chwytały konia za wodze i odprowadzały do tipi w charakterze świty. W przypadku Czerwonej Chmury obowiązek ten przypadał matce. Gdy wraz z Chodzi Gdy Myśli dotarli do tipi, chłopak zeskoczył

z konia, wszedł do środka, odłożył broń i czekał. Niedługo później u wejścia zjawiła się jego kuzynka i zaprosiła go do namiotu wuja. Czerwona Chmura wstał, owinął się kocem i zaczął kroczyć przez obóz. Możemy sobie tylko wyobrazić, co działo się w głowie młodego mężczyzny, kiedy doświadczeni wojownicy pokrzykiwali z uznaniem, a młode kobiety kradły spojrzenia triumfującego bohatera. (...)

Zabiwszy pierwszego wroga, Czerwona Chmura zrozumiał jeszcze jedną ważną rzecz: wojownicy, którzy jedynie uderzyli wroga, nie zabijając go, zyskiwali największy respekt plemienia, większy nawet niż przy zdjęciu skalpów. Wśród zachodnich plemion powszechne było przekonanie, że największą odwagę można było okazać, zbliżając się do wroga na tyle, by poczuć jego gorący oddech podczas uderzenia lub "smagnięcia", i darując mu życie. Chodziło o to, że w takiej sytuacji wojownik sam ryzykował bardziej własną śmierć. Czerwona Chmura wykazał się taką intuicją i intelektem, że jako nastolatek zaczął pojmować, w jaki sposób nawet on, chłopak bez ojca, może wykorzystać stare zwyczaje, aby zdobyć władzę. Tak zrodził się strategiczny i taktyczny umysł Czerwonej Chmury (...).

W późniejszych latach, gdy starzy towarzysze broni wspominali wspólne wojowanie z Czerwoną Chmurą, nieodmiennie przywoływali trzy cechy charakteru, które wykazywał jako młody wojownik. Pierwszą, o dziwo, była jego gracja. Jeździł, chodził i skradał się jak pantera, każde jego działanie było pozbawione niepotrzebnych ruchów. Drugą była brutalność. Był jak krzemień - mówili - twardy i łatwo wzniecający iskry. Pewnego razu zabił chłopaka z plemienia Wron pilnującego stada kuców, a następnego dnia zaczaił się na urządzającego pościg wodza Wron, który był ojcem zabitego, i również pozbawił go życia. Przy innej okazji wyraźnie uradował się, gdy uratował od utonięcia członka plemienia Ute tylko po to, by na brzegu zaszlachtować go nożem i oskalpować. Trzecią cechą była jego arogancja, niezbędna każdemu wodzowi Siuksów. (...)

Książka Boba Dury'ego i Toma Clavina 'Serce wszystkiego, co istnieje. Nieznana historia Czerwonej Chmury, wodza Siuksów' ukazała się nakładem Wydawnictwa Czarne (fot. materiały prasowe)Książka Boba Dury'ego i Toma Clavina 'Serce wszystkiego, co istnieje. Nieznana historia Czerwonej Chmury, wodza Siuksów' ukazała się nakładem Wydawnictwa Czarne (fot. materiały prasowe)

Zanim Czerwona Chmura osiągnął dwudziesty rok życia, jego umiejętności wojenne: zuchwała odwaga, roztropność, siła i niezważanie na zagrożenia, w pełni się rozwinęły i odtąd były już tylko udoskonalane. Raz w pojedynkę pokonał w bitwie czterech Paunisów, a urządzane przez niego bezlitosne masakry mężczyzn i chłopców z plemion Arikarów, Wężów, Gros Ventre i Wron przechodziły do legendy. Był żywym przykładem prawdziwości maksymy, że wojny najlepiej uczyć się na wojnie - nigdy nie było mu dosyć.

Czerwona Chmura zapisał się w historii jako jeden z niewielu, którzy wygrali wojnę z armią amerykańską. Zwycięskie dla Indian walki toczyły się w latach 1866-1868 o kraj rzeki Powder (tzw. wojna Czerwonej Chmury). Skuteczność wojowników Czerwonej Chmury skłoniła rząd USA do zaniechania planów budowania fortów i linii kolejowej na terytorium Indian. Ludzie dowodzeni przez Czerwoną Chmurę odnieśli całkowite zwycięstwo.
Czerwona Chmura do swojej śmierci w grudniu 1909 r. walczył o zachowanie tradycji i obyczajów rdzennych mieszkańców Ameryki, choć na kilka lat przed śmiercią przyjął chrzest.

*Fragment książki Boba Dury'ego i Toma Clavina "Serce wszystkiego, co istnieje. Nieznana historia Czerwonej Chmury, wodza Siuksów" w przekładzie Adama Czecha, którą w promocyjnej cenie można kupić w Publio.pl>>>


Tom Clavin. Pisarz, dziennikarz, komentator radiowy i telewizyjny. Autor i współautor szesnastu książek, z których dwie były nominowane do Nagrody Pulitzera. Przez piętnaście lat współpracował z "The New York Times".  Obecnie jest korespondentem "Manhattan Magazine".

Bob Drury. Pisarz i dziennikarz. Publikował m.in. w "The New York Times", "Vanity Fair" i "GQ". Pracował jako korespondent zagraniczny, m.in. w Iraku,  Afganistanie, Liberii, Bośni, Irlandii Północnej. Autor i współautor  jedenastu książek reporterskich nominowany do Nagrody Pulitzera. Laureat Nagrody im. generała Wallace'a M. Greene'a.

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Zobacz także
Komentarze (85)
Zaloguj się
  • augenthaler

    Oceniono 16 razy 14

    O samej wojnie niewiele. Zdjęcia świetne. Roger Waters ze swoją pociągłą twarzą trochę przypomina tych Siouxów. Trzeba przyznać, że bywali dość okrutni, ale jednak walczyli o swoją ziemię. Gdyby Indianie atapaskańscy zjednoczyli się a nie walczyli między sobą, historia Ameryki Północnej mogłaby potoczyć się inaczej. Ale tacy Indianie Dakota bardziej nienawidzili Paunisów niż białych i ostatecznie wszyscy Indianie zapłacili za te plemienne animozje najwyższą cenę.

  • Oceniono 19 razy 13

    Szacun dla Wodza. Trzeba było być nie lada kim, żeby zgromadzić kilka tysięcy wojowników (rozproszonych i formalnie nie podlegających mu), zapewnić im zaopatrzenie, wprowadzić dyscyplinę, nakłonić do walki cały rok i w stylu białych. Takich wodzów było może kilku na całe USA.

  • y.y

    Oceniono 12 razy 12

    Bzdura w tytule, tak to jest jak się polski tytularz bierze za wymyślenie tytulu na temat, o którym nic nie wie. Czerwona Chmura nie był jedynym wodzem, który pokonał armię amerykańską. Zresztą w samym tekście jest napisane na koniec, że był "jednym z niewielu", a nie jedynym. Minimum rzetelności by się przydało, skoro wiedzy brakuje.
    Polecam chociażby lekturę oblężenia Bostonu przez kilka zjednoczenych plemion i to, jak do tego doszło.

  • calidris

    Oceniono 7 razy 7

    Wzmiankowany ptak nie nazywa się cietrzew preriowy tylko preriokur dwuczuby. Wiem, że drobnostka ale sprawdzić zawsze można.

  • antobojar

    Oceniono 31 razy 7

    Największe ludobójstwo w historii naszej planety..
    Amerykanie zamordowali na przestrzeni wieków 100 000 000 Indian, złamali wszystkie traktaty i porozumienia.. i dalej ich dyskryminują..
    Kiedy Indianka kończy wyższą uczelnię.. to jest szum na całą Amerykę.. że ktoś nie poddał się współczesnej eksterminacji prowadzonej przy pomocy alkoholu, cukru i i hamburgerów..

  • jan.go

    Oceniono 8 razy 6

    Za duża dysproporcja sił żeby mogli wygrać W połowie XIX było już za późno Ale w wieku XVIII wcale nie byli skazani na porażkę Wygrane Czarnej Chmury czy Siedzącego Konia to wygrane jednostkowe ale jeszcze w XVIII w białe wojsko nie miało z kawalerią Komanczów żadnych szans Tylko trzeba było się zjednoczyć no i przewidzieć przyszłość

  • ikabg

    Oceniono 26 razy 6

    Okrurny... a jaki miał być? "Bogobojni" "Amerykanie" (zlepek różnych nacji) zniszczyli cywilizację Indian i zabrali im ziemię.... a potem niszczyli i zabijali na innych kontynentach... teraz moralizują wszystkich wokoło... ot istota zła na tym świecie, maskowanie zbrodni, HIPOKRYZJA, OGŁUPIANIE...

  • lotus2008

    Oceniono 4 razy 4

    Drogi redaktorze/tlumaczu/korektorze.
    Dakota, Lakota i Nakota to trzy grupy plemienia Dakota. Wszystkich ich, nazywamy Dakotami. Rozne nazwy grup, wyniknely z roznic w narzeczach, jednak wszystkie trzy nazwy znacza dokladnie to samo: Dakota. Jak juz wiele osob tu napisalo, skrot "Sioux" pochodzi od obrazliwej nazwy Dakotow.
    Dakotowie dzielili sie na trzy grupy (pisze w czasie przeszlym, bo niektore szczepy wymarly):
    - Santee (wschodni Dakota),w ktorej sklad wchodzily szczepy Mdewakanton, Wahpekute (znane z ksiazek panstwa Szklarskich), Wahpeton i Sisseton. (Dakotowie)
    - Yankton: szczepy Yankton i Yanktonai, oraz mniejszcze szczepy. Byla to najmniejsza grupa Dakotow. (Nakotowie).
    - Teton: najwieksza grupa Dakotow. Najwazniejsze szczepy: Oglala, Brule, Hunkpapa, Czarne Stopy, Bez Lukow. (Lakotowie).
    Mimo, iz nie jestem zadnym ekspertem, i interesowalem sie historia Indian dekady temu, prosze o wynagrodzenie za errate. 20 zlotych z panskiej wierszowki, prosze przekazac w moim imieniu, na dowolny cel dobroczynny:)

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX