Portret Zofii Żeleńskiej autorstwa Włodzimierza Tetmajera

Portret Zofii Żeleńskiej autorstwa Włodzimierza Tetmajera (fot. Eastnews)

ludzie

Romansowe równouprawnienie i wielka przyjaźń. Małżeństwo Zofii i Tadeusza Żeleńskich

Była matką, żoną i kochanką. Muzą Wyspiańskiego uwiecznioną przez niego piórem i pędzlem. A przede wszystkim najwierniejszą przyjaciółką swego męża, Tadeusza Boya-Żeleńskiego. Dbała o niego za życia - gdy mu grożono, to ona spała w przedpokoju z pistoletem pod poduszką - i po śmierci, chroniąc jego literacką spuściznę.

Przyszli małżonkowie Zosia Pareńska i Tadeusz Żeleński (choć jeszcze nic tego związku nie zapowiada) w listopadzie 1900 roku są gośćmi na weselu Lucjana Rydla i Jadwigi Mikołajczykówny. 25-letni Tadeusz, nieszczęśliwie zakochany w Dagny Przybyszewskiej, nie ma ochoty na zabawę. Za to 14-letnia Fusiek - jak nazywają Zosię w domu - i jej starsza siostra Maryna bawią się znakomicie. Stanisław Wyspiański obserwuje nastolatkę adorowaną przez dziennikarza i publicystę Rudolfa Starzewskiego. I może już układa w głowie sceny rozmowy Zosi z Dziennikarzem.

Z lewej kolejno Zofia i Maria Pareńskie, 1896 r. Z prawej Eliza Pareńska (fot. archiwum Ewy Modzelewskiej / zdjęcie pochodzi z książki Moniki Śliwińskiej ''Muzy młodej Polski'')Z lewej kolejno Zofia i Maria Pareńskie, 1896 r. Z prawej Eliza Pareńska (fot. archiwum Ewy Modzelewskiej / zdjęcie pochodzi z książki Moniki Śliwińskiej ''Muzy Młodej Polski'')

Pierwsze fragmenty "Wesela" dwa tygodnie później Wyspiański czyta matce Fuśka, pani Lizie Pareńskiej. W przeciwieństwie do mamy Haneczki Rydlówny nie ma ona nic przeciwko, by postaci wzorowane na jej córkach nosiły ich imiona. Obie zabiera na prapremierę "Wesela" w marcu 1901 roku, zadowolona, że Zosia i Maryna przechodzą do historii literatury. I choć po spektaklu panie z towarzystwa szepczą przesądnie, że "opisana panna za mąż nie wyjdzie", pani Liza, która na tle krakowskich dam wyróżnia się sporą niezależnością, niespecjalnie się tym przejmuje. Pannom Pareńskim - ładnym, inteligentnym i posażnym - staropanieństwo raczej nie grozi.

Zosia mówi: tak

Dzieci Pareńskich - Zosia, Maryna, Eliza i Janek - wychowują się w salonie rodziców, jednym z najważniejszych miejsc findesieclowego Krakowa. Pałacyk na Wielopolu to królestwo matki, bo ojciec, profesor Stanisław Pareński, szanowany lekarz i społecznik, pochłonięty jest zwykle pracą. Pani Liza, choć udziela się charytatywnie, bardziej angażuje się w życie towarzyskie i kulturalne. Na jej legendarnych przyjęciach bywa cała krakowska bohema. Jest hojną mecenaską sztuki, promuje zdolnych twórców - zwłaszcza Wyspiańskiego - i wspiera ich materialnie. O Pareńskich mówi się jako "domu bankowym Młodej Polski". Jest tu też jedna z pierwszych prywatnych kolekcji sztuki współczesnej. Zamożni Pareńscy niczego też nie żałują "dzieciątkom": są nowinki techniczne - bicykle czy aparaty fotograficzne - i francuskie guwernantki.

Zosia z Maryną chodzą do prestiżowego I Prywatnego Gimnazjum Żeńskiego im. Emilii Plater. Duży wpływ na ich edukację ma przyjaciel rodziny, kanonik Juliusz Drohojowski, z którym uczą się prawd wiary, ale też jak pić koniak, palić i grać w bezika. Największy jednak ślad na wychowaniu dziewcząt odciśnie salon matki i jego goście. Tu, otoczona adoratorami, bryluje zwłaszcza przebojowa Maryna. Zosia poważniejsza, bardziej refleksyjna uważnie przygląda się ludziom. I może zastanawia się, co mężczyźni widzą w tej Dagny. Słyszy, że młody Żeleński dla starszej o 7 lat Norweżki uprawia hazard i przez nią zawalił rok na medycynie.

Po lewej Dagny Juel Przybyszewska w Sztokholmie, ok. 1895/96 r. Po prawej artystka z mężem, Stanisławem Przybyszewskim, około 1897 r. (fot. Wikimedia.org / Domena publiczna)Po lewej Dagny Juel Przybyszewska w Sztokholmie, ok. 1895/96 r. Po prawej artystka z mężem, Stanisławem Przybyszewskim, około 1897 r. (fot. Wikimedia.org / Domena publiczna)

Zosia też nie narzeka na brak adoratorów. Starsi poeci, jak Artur Górski, dedykują jej wiersze. O względy "Fuśka" szczególnie zabiega Adam Rydel, lekarz i młodszy brat Lucjana, oraz najmłodszy z braci Żeleńskich - Edward, urzędnik z artystyczną duszą. A jednak o rękę 16-latki prosi średni - Tadeusz. Doktor Pareński jest jego mentorem, załatwił mu stypendium w Paryżu, gdzie ten (wy)leczył rany zadane wyjazdem Dagny z Krakowa. Po powrocie Pareński zatrudnia go u siebie w klinice. Złe języki sugerują, że to panią Lizę łączy coś z Tadeuszem Żeleńskim i podsuwa mu córkę, by zatrzymać go w rodzinie...

Liberalni Pareńscy decyzję o przyjęciu oświadczyn bądź odmowie z pewnością pozostawili córce. Zosia mówi: tak. Co widzi w Tadeuszu, czym ją ujął, rozkochał - nie wiadomo, przez całe życie w sprawach osobistych będzie dyskretna.

Po ogłoszeniu w karnawale 1903 roku ich zaręczyn, matka nieobecnego wówczas w kraju Adama Rydla (który nigdy się nie ożeni) zrywa swą przyjaźń z panią Lizą. Zaskoczeni są nieświadomi niczego Żeleńscy. I niekoniecznie zadowoleni, bo, jak skomentuje ciotka Tadeusza, Julia Tetmajerowa: "to nie jest rodzina pożądana". Przesadza: Pareńscy, choć nie mają, jak Żeleńscy, szlacheckich korzeni, są bardzo zacną familią. Ale też różną od rodziny Tadeusza, która - choć ich dom to ważny intelektualny salon - jest bardziej konserwatywna i mocno patriarchalna. Władysław Żeleński, jeden z najwybitniejszych kompozytorów epoki, w przeciwieństwie do łagodnego Pareńskiego jest apodyktyczny, silne osobowości ojca i trzech synów często się ścierają. Dystans wobec Zosi okazuje też jego żona Wanda Żeleńska, bardzo szanowana działaczka kulturalna i społeczna. W trakcie oficjalnych, wiosennych zaręczyn wieje chłodem, choć pani Liza ma nadzieję na ocieplenie relacji. Niestety, Żeleńska nie zdąży lepiej poznać synowej: umiera nagle rok później, niespełna 3 miesiące przed planowanym ślubem. Decyzją rodzin ceremonia odbywa się w zaplanowanym czasie, bez hucznego wesela. 7 czerwca 1904 roku w kościele św. Mikołaja kanonik Drohojowski łączy na dobre i złe 18-letnią Zosię i 29-letniego Tadeusza.

Z lewej kolejno: Jan, Lizka, Maria i Zofia Pareńscy przy drzwiach na wschodniej ścianie willi 'Eliza'. Z prawej współczesny widok willi (fot. archiwum Ewy Modzelewskiej / zdjęcie pochodzi z książki Moniki Śliwińskiej 'Muzy młodej Polski' / Wikimedia.org / CC BY-SA 4.0)Z lewej kolejno: Jan, Lizka, Maria i Zofia Pareńscy przy drzwiach na wschodniej ścianie willi 'Eliza'. Z prawej współczesny widok willi (fot. archiwum Jakuba Leszczyńskiego / zdjęcie pochodzi z książki Moniki Śliwińskiej 'Muzy Młodej Polski' / Wikimedia.org / CC BY-SA 4.0)

Doktorowa Żeleńska

W podróż poślubną ruszają do Zakopanego, potem do Tenczynka, gdzie Pareńscy tradycyjnie spędzają lato. Tu Wyspiański portretuje zatroskaną nieco Zosię: może myśli o dziecku, które już nosi. Albo prawdą są plotki o wielkiej namiętności łączącej Żeleńskich, ale i problemach z wzajemnym dopasowaniem. A może po prostu odkryła, że małżeństwo to nie bajka.

Potem spędzają jeszcze kilka miesięcy w Paryżu, gdzie on ma poszerzać zawodowe kompetencje, i wracają do Krakowa, gdzie 23 lutego 1905 roku na świat przychodzi Staś. Poród jest ciężki, z komplikacjami. Rodzicami chrzestnymi zostają siostra Zosi, Eliza, i Edward, brat Tadeusza, który do końca swego krótkiego, zakończonego samobójstwem życia będzie przyjacielem i sprzymierzeńcem Zosi w rodzinie męża. Oboje też pomagają w opiece nad dzieckiem. Żeleńscy mieszkają wówczas przy Karmelickiej. Umeblowania lokum podjęła się pani Liza z Wyspiańskim jako projektantem. Choć właściciel kamienicy powściągnął kreatywność artysty i nie zgodził się na łączenie jednym kolorem ścian z sufitem, efekt jest niezwykły. Monumentalne meble robią wrażenie, tyle że są niepraktyczne, bardziej nadają się na wystawę niż do codziennego użytku. Stoliki nocne - tak olbrzymie, że blaty sięgają do piersi. Każdy ruch potężnej kołyski, której bieguny zbudowane zostały z dwóch bali, budzi Stasia i połowę budynku. Wszystko to zrobione jest na wymiar, więc nieprzesuwalne. Żeleńscy wisielczo żartują, że zostaną z tymi meblami na zawsze. Szczęśliwie za 5 lat się przeprowadzą, a wyposażenie kupi zakopiański lekarz.

Wyspiański bardziej przysłuży się swej muzie Zosi jako malarz. W białym szlafroku, z luźno związanymi włosami, karmiąca synka piersią, jest inspiracją najpiękniejszego (i najbardziej intymnego) obrazu Wyspiańskiego z cyklu "Macierzyństwo". Zawiśnie on w gabinecie Tadeusza, niechętnie będzie wypożyczany na wystawy.

''Macierzyństwo'', obraz Stanisława Wyspiańskiego z 1905 r. (fot. Wikimedia.org / Domena publiczna)''Macierzyństwo'', obraz Stanisława Wyspiańskiego z 1905 r. (fot. Wikimedia.org / Domena publiczna)

W 1905 roku "rodzi się" też, założony m.in. przez Edwarda, kabaret literacki Zielony Balonik. Dzięki niemu w Tadeuszu - początkowo tylko widzu - budzi się Boy, obdarzony ciętym piórem satyryk, autor późniejszych "Słówek". Pisze dla Zielonego Balonika wierszyki i piosenki, bywa aktorem. W salonie pani Lizy kiełkują pomysły. Zosia i Eliza - za kilka lat żona występującego tu poety, Edwarda Leszczyńskiego -  robią kukiełki do szopek, szyją kostiumy. Kabaret wyzwala w Tadeuszu pisarza, a żona wspiera jego pasję. I decyzję o rezygnacji z kariery naukowej, co niemiło zaskakuje teściów: trudno pogodzić się z tym, że Fusiek nie będzie profesorową, zwłaszcza że Maryna już jest. Słusznie obawiają się, że z prywatnej praktyki i wierszyków zięć nie utrzyma rodziny - rok później Tadeusz zostaje lekarzem kolejowym. Praca jest ciężka fizycznie i psychicznie, ale od rozpaczy ratują go właśnie wierszyki zapisywane na blankietach recept. Leki wypisuje jako Żeleński, więc satyryczne tomiki wydaje pod pseudonimem Boy, który jest jego gimnazjalnym przezwiskiem. Nieco paradoksalnym dla kogoś, kto wkrótce będzie czołowym tłumaczem literatury francuskiej. Zosia w tej pracy będzie współuczestniczyć.

Pani Boyowa

Nim staną się zgranym tandemem twórczym, muszą na nowo zdefiniować swe małżeństwo. Zosia, wychodząc za Tadeusza, wiedziała, że jest kochliwy i skłonny do flirtów, stąd widok - niedługo po ślubie - męża całującego się w ogrodzie z jej siostrą Elizą jeszcze ignoruje. Kryzysu, jaki pojawia się po roku 1910, już zignorować nie może. Przybiera on powabną postać Jadwigi Mrozowskiej, 30-letniej aktorki, która po dłuższej nieobecności przyjeżdża do Krakowa na gościnne występy. Boy nie kryje się z uczuciem. Traci dla niej głowę, pisze monodram i erotyki. Gdy Jaga po dwóch latach wraca do Włoch, gdzie już czeka na nią jej późniejszy zamożny mąż - Tadeusz ucieka do Lwowa i przez trzy tygodnie zapija smutki z Kornelem Makuszyńskim.

To doświadczenie zmienia i Zosię, i Tadeusza. Ona chce zbudować ich małżeństwo na nowych zasadach. Nie opuszcza wiarołomnego męża, daje mu prawo do szukania miłości, namiętności czy seksu poza domem, jednocześnie przyznając je także sobie. Odtąd w jej życiu ważną rolę odgrywa mężczyzna obecny w nim tak naprawdę od zawsze, czyli Rudolf Starzewski, najpierw adorator podlotka, potem - z należnym dystansem - pani Żeleńskiej. 16 lat starszy, przystojny redaktor naczelny "Czasu", szanowany i wpływowy, choć nie unika flirtów, pozostaje kawalerem. Jest też przyjacielem Tadeusza, który chyba nie od razu akceptuje narzucone przez żonę romansowe równouprawnienie, stąd początkowo relacje między mężczyznami są chłodne.

Po lewej Tadeusz Boy-Żeleński w połowie lat 20. Po prawej karykatura pisarza wykonana przez artystę malarza Zdzisława Czermańskiego (fot. Wikimedia.org / Domena publiczna / Narodowe Archiwum Cyfrowe)Po lewej Tadeusz Boy-Żeleński w połowie lat 20. Po prawej karykatura pisarza wykonana przez artystę malarza Zdzisława Czermańskiego (fot. Wikimedia.org / Domena publiczna / Narodowe Archiwum Cyfrowe)

Ów niekonwencjonalny układ ma granice. Rudolf, odprowadzając Zosię, stara się nie wchodzić do domu Żeleńskich. Jest kochankiem i przyjacielem, pomaga jej znieść kolejne kobiety w życiu męża, jak aktorki Annę Leszczyńską czy Janinę Szreniawę. I przeżyć śmierć bliskich: między 1913 a 1919 rokiem Zosia traci rodziców, brata i szwagra. Do tego ma problemy z dorastającym Staszkiem, który marzy o aktorstwie. Rodzice, by wybić synowi teatr z głowy, zamierzają go wysłać do jezuickiego gimnazjum w Chyrowie, zwanego galicyjską kolonią karną, ale zakonnicy nie chcą u siebie młodego Żeleńskiego, bo stary przetłumaczył  bluźnierczego "Kubusia Fatalistę". Chłopak trafia więc do Zakopanego, skąd regularnie ucieka na krakowskie premiery, by po latach rzeczywiście zostać aktorem. Z teatrem zwiąże się i Boy. W 1919 roku Starzewski - pewnie w zmowie z Zosią - proponuje mu pisanie recenzji teatralnych dla "Czasu". Boy przez dwie dekady będzie jednym z najbardziej wpływowych i pracowitych krytyków.

Starzewski wówczas ma już przed sobą mało czasu. 22 października 1920 roku 50-latek zostaje znaleziony martwy w mieszkaniu na zapleczu redakcji. Oficjalną przyczyną śmierci jest atak serca, ale są głosy, że to samobójstwo. Z miłości, którą stracił, bo w życiu Zosi gości już inny mężczyzna - młodszy, intrygujący. 33-letni Witkacy w 1918 roku zjawia się w Zakopanem, gdzie ona często bywa, odwiedzając syna i reperując zdrowie nadszarpnięte rodzinnymi tragediami i wojną. Ekscentryk z czasem zajmie miejsce Rudolfa w sercu Zosi. A na ścianach jej mieszkania zastąpi Wyspiańskiego, przez co zresztą Żeleńska straci kucharkę ("Ja nie będę w takim domu, gdzie się Wyspiańskiego usuwa, a Witkiewicza zawiesza"). U Boyów w Krakowie Witkacy nie tylko bywa, ale też pomieszkuje. Może wówczas Rudolf widzi, że traci Zosię.

Romans kwitnie głównie w Zakopanem, podsycany górskimi wyprawami i nocnymi rozmowami o gwiazdach. Bezkompromisowość i nieprzewidywalność Witkacego pociągają Zosię. Zresztą Sophie czy Sofija - jak ją nazywa - potrafi się bawić, dotrzymuje mu kroku w tzw. "papojkach", z alkoholem i meskaliną. Romans kończy się, gdy Witkacy, po wizycie u wróżki, postanawia się ożenić. Ślub z Jadwigą Unrug wiosną 1923 roku jest towarzyską niespodzianką, o której Sophie jednak wcześniej zostaje powiadomiona. Reaguje gwałtownie: na trzy lata urywa na wszelkie kontakty.

Witkacy na Krupówkach. Obok portret (fot. zbiory własne witkacologa Stefana Okołowicza)Witkacy na Krupówkach. Obok portret (fot. zbiory własne witkacologa Stefana Okołowicza)

Jeszcze latem 1922 roku Boyowie podejmują decyzję o przeprowadzce do Warszawy, miasta urodzenia i wczesnego dzieciństwa Tadeusza. Zosi jest ono obce, ale jej Kraków opustoszał.  Maryna we Lwowie, a pałac Pareńskich sprzedany, bo dla Elizy, niedawno owdowiałej matki 9-latka, okazał się za drogi do utrzymania. Wkrótce zagubiona, uzależniona od narkotyków Eliza popełni samobójstwo.

Boyowie kupują wygodne mieszkanie na Smolnej, a w latach 30. przeprowadzą się na Krakowskie Przedmieście. Oba lokale urządzone są podobnie, obwieszone cennymi obrazami i zapełnione książkami. Z bogatej biblioteki korzystają licealni koledzy Staszka, m.in. Jerzy Giedroyć, podkochujący się w uroczej pani Zofii, której mąż wydaje się im ponurym dość mrukiem.

Mieszkanie jest miejscem wspólnej pracy Żeleńskich. Ich ukochane dziecko to Biblioteka Boya, idea, która narodziła się, gdy literatura była antidotum na pracę lekarza (z ulgą pożegnaną przez Tadeusza w 1919 roku przejściem na emeryturę). Wpadli wówczas na pomysł, by wszystkie dotychczasowe jego tłumaczenia francuskiej klasyki wydać pod tym szyldem. Oznaczone numerem I "Pisma" Montaigne'a ukazują się jesienią 1916 roku z dedykacją: "Drogiej, rozumnej i miłej towarzyszce pracy, Zofii Żeleńskiej.". Towarzyszką pracy jest znakomitą: redaguje i robi korekty, bywa współautorką przekładu, ale nigdy go nie podpisuje. Pracuje nocą, na łóżku pełnym papierów, pod ręką ma dzbanek z herbatą i popielniczki, bo pali jak smok. W dzień robi kwerendę w bibliotekach. I wspiera wszystko finansowo. Dlaczego to robi? - Bo lubię - mówi mężowi.

Pomaga - po odnowieniu już czysto przyjacielskich kontaktów -  też Witkacemu, który przynosi rękopisy do oceny i felietony do korekty, rewanżując się, niestety niezachowanymi, portretami. Priorytetem jest jednak Biblioteka Boya, pod koniec lat 20. już stutomowa, którą chcą wydać jako całość, w jednolitej szacie graficznej. Ostatecznie przedsięwzięcie biznesowo okazuje się klapą, która nieomal ich rujnuje. Zalegające w stosach książki Zosia będzie sprzedawać w czasie wojny.

''Portret podwójny Elizy Pareńskiej'', obraz Stanisława Wyspiańskiego z 1905 r. (fot. Wikimedia.org / Domena publiczna)''Portret podwójny Elizy Pareńskiej'', obraz Stanisława Wyspiańskiego z 1905 r. (fot. Wikimedia.org / Domena publiczna)

Fusiek - przyjaciółka i strażniczka

W Warszawie kontynuuje tradycję salonu matki, urządzając słynne sobotnie żurfiksy z "boskimi ciasteczkami". Bywają tu Pawlikowska-Jasnorzewska, Słonimski, Fiszer czy jasnowidz Ossowiecki. Nie zaprasza się za to Ireny Krzywickiej. Trwającego od końca lat 20. związku męża z młodszą o ćwierć wieku barwną pisarką i publicystką Zofia nigdy publicznie nie skomentuje, choć pewnie boli ją niedyskrecja kochanków. Rzadko bywają z Ireną w tych samych miejscach. Zosia w ogóle jest domatorką i głównie towarzyszy Tadeuszowi na teatralnych premierach, zwłaszcza gdy gra Staszek. Po spektaklu on odprowadza ją do domu, a sam idzie z Ireną do Ziemiańskiej. Jej mąż, Jerzy Krzywicki, też akceptuje zasady otwartego małżeństwa.

Wbrew temu, co potem w autobiograficznych "Wyznaniach gorszycielki" napisze Krzywicka, małżeństwo Boyów nie istnieje tylko formalnie. Poza seksem więcej ich łączy, niż dzieli: praca, dom, syn, przyjaciele oraz światopogląd. Zofia jest oddaną przyjaciółką męża, sprawdzającą się w każdej biedzie. W latach 30., gdy publicystyka Boya - jego antyklerykalizm, zaangażowanie w walkę o prawa kobiet - budzi gwałtowne reakcje konserwatystów, ona go wspiera. I chroni: kiedy po publikacji "Marysieńki Sobieskiej", w której "odbrązowił" parę królewską, podkreślając barwną osobowość bohaterki, ich poczta pełna jest gróźb wobec szargającego świętości siewcy "boyszewizmu", Zosia noce spędza w przedpokoju, na prowizorycznym posłaniu i z rewolwerem pod poduszką. Czuwa nad bezpieczeństwem nieświadomego jej działań męża. I zostaje na warszawskim posterunku, kiedy Boy w lipcu 1938 roku wyjeżdża do Francji, gdzie czeka już Irena. Tadeusz, jak zawsze, wraca.

We wrześniu 1939 roku Boyowie ewakuacyjnym pociągiem mają uciekać na wschód, ale na dworcu rozdzielają się, bo znajomy prawnik ma wolne jedno miejsce w aucie. Przypada ono Zofii. Ponoć w drodze - nieświadomi, że ostatni raz -  spotykają się: ona chce dołączyć do męża, ale on się nie zgadza, bo pociąg był bombardowany. Boy trafia do Lwowa, Zosia - bo prawnik zmienił plany - po wielotygodniowej tułaczce wraca do Warszawy. Zaczyna się najtrudniejszy okres jej życia: Staszek, jak wielu aktorów, kelneruje, ona sprzedaje książki i swoje ciasta. Ich mieszkanie jest punktem kontaktowym AK, działają tu tajne komplety.

Z lewej Irena Krzywicka na fotografii z 1930 r. Z prawej na portrecie Witkacego z 1928 r. (fot. Wikimedia.org / Domena publiczna)Z lewej Irena Krzywicka na fotografii z 1930 r. Z prawej na portrecie Witkacego z 1928 r. (fot. Wikimedia.org / Domena publiczna)

Nie myśli o własnym bezpieczeństwie: gdy dowiaduje się, że ukrywającej się z synkiem Irenie Krzywickiej wymówiono pokój, wiosną 1940 roku przygarnia ich - niewiele wiadomo o szczegółach ich ówczesnej relacji. Lokatorów zresztą bywa tu więcej. Np. bratanica Tadeusza, Waleria Sroczyńska z rodziną.

Najgorsza jest rozłąka i niepokój o męża. On w sowieckim Lwowie mieszka u starszej siostry Zosi, Maryny, i jej męża, profesora Greka, pracuje jako lekarz i wykładowca akademicki, więc wspiera rodzinę finansowo. Pisze - także z powodu cenzury - niewiele, wiedząc, że żona potrafi czytać między wierszami tak lakonicznych wiadomości, jak załączone do przekazu zdanie "Ach Fusiek, Fusiek...". O tym, że po zajęciu miasta przez Niemców, w nocy 4 lipca 1941 roku, został rozstrzelany razem z innymi profesorami, Zosia dowie się dopiero następnej wiosny. Wobec dochodzących ze Lwowa sprzecznych wiadomości, wyczerpawszy prywatne kontakty, wysyła formalne zapytanie do niemieckich władz i osobiście idzie do gestapo na Szucha, pytając o los męża. Oficjalna wiadomość o śmierci Tadeusza - a potem siostry i szwagra - odbiera nadzieję. Przekazuje ją mieszkającej już gdzie indziej Irenie, która mimo niebezpieczeństwa przyjeżdża do niej. Siedzą razem, w milczeniu i bez łez.

Nie może pojechać na grób męża, bo ciała ofiar egzekucji spalono, a prochy rozsiano po lasach. Żegna go więc symbolicznie, mszą pogrzebową u św. Anny i wchodzi w nową rolę, obrończyni jego spuścizny. Przenosi się do dotąd nienaruszonego gabinetu Boya, porządkuje rękopisy, część przepisuje. Niestety, wszystkie płoną w czasie Powstania razem z archiwami Żeleńskich i Pareńskich, setkami książek, obrazami Wyspiańskiego, Malczewskiego, Witkacego i ukochaną spanielką Gapą, prezentem od Maryny. Zosi udaje się na czas opuścić mieszkanie. Chroni się w piwnicy na Starówce.

Filmowa adaptacja ''Wesela'' Stanisława Wyspiańskiego z 1972 r. Na zdjęciu Zosia (Gabriela Kownacka) i Dziennikarz (Wojciech Pszoniak) (fot. Eastnews)Filmowa adaptacja ''Wesela'' Stanisława Wyspiańskiego z 1972 r. Na zdjęciu Zosia (Gabriela Kownacka) i Dziennikarz (Wojciech Pszoniak) (fot. Eastnews)

Potem jest ewakuacja ludności cywilnej, Kraków, gdzie zimą 1945 roku w Teatrze im. Słowackiego wzruszona ogląda pierwsze powojenne "Wesele". Dalej, na krótko, Łódź, skąd Staszek zabiera ją do Warszawy, na Pragę, a następnie - choć pod inny numer - na Krakowskie Przedmieście. Jest już schorowana. Szczególnie dokuczają jej niegojące się rany na nogach i problemy z układem oddechowym. Znajduje jednak siły, by walczyć o prawa autorskie męża, twardo negocjuje z wydawcami, nie zgadza się na odstępstwa od oryginałów, zabiega o wznowienia i publikację utworów nieznanych. Cieszy się, że są chętni biografowie, ale konsekwentnie odmawia rozmowy na tematy nazbyt osobiste. Znowu jest panią Boyową otoczoną korektami, z termosem herbaty, papierosami i inhalatorem. Tytanką pracy. Przez 11 lat podpisują z synem ponad 150 umów z różnymi wydawcami. Ostatnią, na wydanie pierwszej serii dzieł Boya, sygnuje niedługo po swych 70. urodzinach. Umiera - przypuszczalnie na raka płuc - kilka tygodni później, 13 maja 1956 roku. Pochowana na Powązkach, w nekrologach żegnana jako wdowa po Boyu i Zosia z "Wesela". Bohaterka Wyspiańskiego wyznawała: "Chciałabym kochać, ale bardzo / ale tak bardzo, bardzo, bardzo". Prawdziwej Zosi - mimo jej niełatwych miłości - tak bardzo kochać chyba się udało.

Syn na jej prośbę do trumny wkłada nóż do papieru, z którym -  jako jedyną pamiątką po mężu - nigdy się nie rozstawała.

Korzystałam m.in. z książek: Barbara Winklowa, Boyowie. Zofia i Tadeusz Żeleńscy (2001) i Monika Śliwińska, Muzy Młodej Polski. Życie i świat Marii, Zofii i Elizy Pareńskich (2014), którą w promocyjnej cenie można kupić w Publio.pl>>>


Katarzyna Wajda. Filmoznawczyni specjalizująca się w historii polskiego kina, wielbicielka kryminałów, która dla swojego pociągu do zbrodni znalazła alibi w postaci pracy naukowej. Lubi oglądać czarno-białe filmy i opowiadać o barwnych postaciach.

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Zobacz także
Komentarze (31)
Zaloguj się
  • czarna_brygada09

    Oceniono 13 razy 13

    Z przyjemnością przeczytałem. Do historii mam stosunek niejednoznaczny. Dzieje opisywane, tak jak to jest w powszechnym zwyczaju, czyli dzieje wodzów, wodzusiów, królów, książąt i wszelkiej lichoty władzy, mnie obrzydzają. Historia XX wieku mnie mierzi, może dlatego, że ona się jeszcze dzieje, gdyż jeżeli żyją świadkowie zdarzeń to nie ma jeszcze historii ... za dużo subiektywizmu, za mało obiektywizmu. . Natomiast jestem urzeczony historią nauki, kultury i sztuki a okres Młodej Polski jest dla mnie fenomenem. Życie bohaterów, którzy intelektualnie wyprzedzili epokę, ludzi którzy, nawet gdyby żyli obecnie mieliby kłopoty z akceptacją społeczeństwa. Myślę, że ci ludzie więcej zrobili dla ukształtowania kultury narodowej Polaków, niż hordy Piłsudskich, Dmowskich, Hallerów i całej tej politycznej menażerii przed i po wojennej, łącznie z obecnym badziewiem.

  • zewszad_i_znikad

    Oceniono 8 razy 6

    Bardzo ciekawe.
    Choć nie wydaje mi się, żeby Witkacy już na początku lat 20. eksperymentował z psychodelikami (którego to pojęcia wtedy zresztą jeszcze nie było, określenie pochodzi z lat 50.). Wtedy raczej zmieniał swój stan świadomości zwyczajniejszymi rzeczami - alkoholem, kokainą... (Co do tego, czy kokaina jest "zwyczajna", Witkacy jednak nazywał i alkohol, i kokainę "jadami realistycznymi".)

  • dar61

    Oceniono 5 razy 5

    Kobiety- towarzyszki, muzy mocniejsze niż poeta, soląście, nie tłem.
    A tło, cóż - bywa ciekawsze. Barwniejsze. Szczególnie krakowskie.

  • apw1964

    Oceniono 1 raz 1

    Dziękuję.

  • bratjolki

    Oceniono 7 razy 1

    "Niestety, wszystkie płoną w czasie Powstania razem z archiwami Żeleńskich i Pareńskich, setkami książek, obrazami Wyspiańskiego, Malczewskiego, Witkacego i ukochaną spanielką Gapą"...
    A ile innych takich miejsc? Instytucji?
    Do tego liczba bezwolnych ofiar przewyższająca (!) nsjbardziej liberalne estymacje ofiar bomb nad Hiroszimą ORAZ Nagasaki.
    Nieświadome dzieci rzucone na barykady przez londyńskich miglanców z pretensjami do władzy?
    I my to świętujemy?

  • maj.basia

    0

    Zdziwienie moje jest duże, czytałam, bo lubię biografie i zaczytuję się w wielu. Ale dlaczego pani opisująca dzieje rodziny
    Żeleńskich mija się z prawdą i pisze tak jakby była daltonistką. Obraz "Macierzyństwo" ! Opisany,że karmiąca matka ma białą suknię i związane lużno włosy. No to ja jestem ślepa: suknia jest kolorowa, a włosy lużno puszczone.
    A na zdjęciu Witkacego,że niby jest na Krupówkach. Hę? To jest pomnik Tytusa Chałubińskiego, z siedzącym Sabałą.
    I gdzie te Krupówki ? I jak potem można wierzyć w prawdziwość podanych wiadomości o sławnych ludziach ?

  • hennert

    0

    Dziękuję za dobry tekst.

  • Beem

    Oceniono 13 razy -9

    Lucjan Rydel nigdy się nie ożeni (wtrąca w nawiasie autorka). To czyje wesele opisał Wyspiański w "Weselu"? Kogo poślubiła Jadwiga Mikołajczykówna? Okazuje się, że to wszystko fikcja i literatura, po co uczą tego w szkołach i mącą dzieciom w głowach. W Wyborczej to zawsze coś ciekawego!

  • Oceniono 13 razy -9

    Treść fajna, ale autorka zupełnie nie potrafi pisać. Łatwo jest skompilować informacje z kilku książek, ale przydałaby się do tego jeszcze znajomość języka polskiego. Kilku zdań nie da się ogóle zrozumieć. Może potrzebna byłaby korekta. Albo inny zawód.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX