Ryszard Schnepf

Ryszard Schnepf (fot. Anna Logue)

polityka

Ryszard Schnepf o MSZ za Waszczykowskiego: Kariery na skróty, donosicielstwo, lizusostwo

Gwałtowne kariery na skróty, donosicielstwo, lizusostwo. I ludzie bez własnego zdania wysyłani na placówki - opisuje stan polskiego MSZ były ambasador RP w USA Ryszard Schnepf. Ale zaznacza: To nie zaczęło się za PiS, ale wcześniej.

W pierwszej części wywiadu Ryszard Schnepf analizował wizytę Donalda Trumpa w Polsce i kłopoty prezydenta USA w kraju. Dziś część druga tej rozmowy - o polskiej polityce zagranicznej.

Michał Gostkiewicz: Przez trzy dekady wolnej Polski, niezależnie kto był szefem MSZ, Polska miała cele. Ustalenie granicy z Niemcami. Wejście do OECD, WTO, NATO i UE, wywalczenie pozycji w Unii. Jaki mamy teraz cel?

Ryszard Schnepf: Zabrakło celów.

Nie wiemy, dokąd idziemy i po co?

- Zadał pan ważne pytanie. Polska rzeczywiście nie wyznaczyła sobie "i co dalej?", a bycie w ekskluzywnym klubie liderów Unii już nie wywołało emocji.

A jaki ten cel być powinien?

- A na przykład wejście do strefy euro. Czytam i słyszę, jak to ta Unia niby się rozpada. Bzdura. Pytam: dlaczego dotąd nikt nie wystąpił ze strefy Euro? Bo euro to bezpieczeństwo systemu finansowego i przynależność do Unii pierwszej prędkości. Nasze szanse na akcesję do tego klubu są obecnie zerowe. W Europie nie mamy sojuszników. Blokowanie wyboru Donalda Tuska na szefa Rady UE unaoczniło dramatyzm tej sytuacji. Premier Słowacji powiedział wprost: "mamy inne zdanie". Czesi powiedzieli, że się "zastanawiają". To w dyplomacji był sygnał: "dajcie spokój Tuskowi". Żaden kraj nie poświęci swojej pozycji w Unii na ołtarzu współpracy z Warszawą. Takie myślenie to szaleństwo i brak wyobraźni.

19.04.2017 Gdansk , Donald Tusk , przewodniczacy Rady Europejskiej w drodze na przesluchanie w warszawskiej prokuraturze wojskowej. Fot. Dominik Werner / Agencja Gazeta
Szef Rady Europejskiej Donald Tusk (fot. Dominik Werner/AG)

Co ten brak wyobraźni oznacza?

- Na przykład Viktor Orban rozgrywa ryzykowną grę między Brukselą a Moskwą, ale wie, że może ryzykować tylko do pewnego momentu. Jego Fidesz jest w Europejskiej Partii Ludowej, a on sam umie się tam dogadać. Nie tworzy wrażenia, że żyje poza Europą, umie przekonywać do swoich racji. A jak przyszło co do czego i Orban wiedział, że albo będzie jednym z dwojga przeciw dwudziestu sześciu państwom, albo będzie jednym z dwudziestu siedmiu państw "za", zrobił to, co mu się opłacało. Polska nie. Właśnie dlatego nie mamy sojuszników. Przez brak wyobraźni.

19.06.2017 Warszawa , Zamek Krolewski . Viktor Orban podczas spotkania szefow rzadow panstw Grupy Wyszehradzkiej  . Polska przekazuje Prezydencje Wegrom .Fot . Slawomir Kaminski / Agencja Gazeta
Spotkanie szefów rządów państw V4. Premier Wegier Viktor Orban (fot. Sławomir Kamiński/AG)

MSZ. MIERNI, SŁABI, ZASTRACHANI

Dlaczego nasi dyplomaci jej nie mają?

- Młodym polskim dyplomatom dziś za wzór stawia się mistrzów konformizmu. Czyli takich, którzy potrafią dobrze wtapiać się w ścianę. Nie wierzy pan? To takie zjawisko, kiedy wchodzimy do urzędu, a tam pusto. Nagle ze ściany wychodzi facet. Szary jak tło za nim. To się w przyrodzie nazywa mimikra, czyli w uproszczeniu przybieranie bezpiecznych kształtów z naszego otoczenia. Tacy ludzie powoli, z mozołem budują swoje kariery. Ich atutem jest wybitna zdolność przystosowania się. Ale już w wielonarodowym środowisku czują się niepewnie, bo tam trzeba się jakoś wyróżnić. No i mieć odwagę do samodzielnego myślenia. Nowi władcy z Alei Szucha praktycznie zniszczyli Akademię Dyplomatyczną, czyli kuźnię kadr dla resortu spraw zagranicznych. Sam doświadczyłem tego skutków.

Jak to?

- Jeszcze jako ambasador robiłem z młodymi pracownikami burzę mózgów. I nagle zauważyłem, że ta burza mózgów polega na tym, że mówię tylko ja. Pytałem jednego, drugiego. Słyszałem tylko: "yyyyy". Nie mieli własnego zdania, a raczej uważali, że bezpieczniej jest zachować milczenie. To oczywiście uogólnienie, ale osoby wyróżniające się przeważnie mają kłopoty.

Dziś, obok profesjonalistów, którzy wciąż liczą na to, że coś się jednak zmieni, w MSZ pracują ludzie bez własnego zdania. I gdy trzeba wysłać kogoś na placówkę, okazuje się, że wysyłają właśnie takich, chociaż mamy doświadczonych dyplomatów na ławce rezerwowych. Liczy się, aby kandydat nie miał żadnej zawodowej przeszłości. Najlepiej czysta kartka, która ma się dopiero zapisać. Co może jednak zrobić ktoś, kto jedzie do kraju, który zna co najwyżej z literatury pięknej? Nic! Liczy się jednak dyspozycyjność, i gorliwość w realizacji nawet najbardziej absurdalnych pomysłów, choćby takich jak skierowanie przez MON nadwornych historyków do nauczania dziejów naszego regionu w najbardziej renomowanych uczelniach Europy i Ameryki. Nie wiadomo, śmiać się czy płakać.

28.06.2017 Warszawa . Minister spraw zagranicznych Witold Waszczykowski podczas obrad Rzadowego Centrum Bezpieczenstwa po Ataku hakerskim na Ukraine .Fot. Kuba Atys / Agencja Gazeta
Minister spraw zagranicznych Witold Waszczykowski (fot. Kuba Atys/AG)

Krytycy poprzedniego rozdania w MSZ pisali o tym nieraz.

- Żeby było jasne - te złe procesy w MSZ to nie jest coś, co zaczęło się po wygranej PiS. Nigdy nie było idealnie. Ale teraz są gwałtowne kariery na skróty, donosicielstwo, lizusostwo. A wieść niesie, że na korytarzach modnym powitaniem stało się "szczęść Boże". Jest w tym przekora i żart. Ale skądś się to wisielcze poczucie humoru bierze. Z beznadziejności?

MSZ w ramach promocji polskiej kultury dofinansowuje fundacje ojca Rydzyka, wydarzenia religijne i patriotyczne.

- Przyjeżdża dyplomata do ważnego kraju i jego pierwszym zadaniem jest zorganizowanie pokazu filmu "Smoleńsk". Proszę sobie wyobrazić, jak to jest odbierane w tym ważnym kraju.

Pana następca w USA zaczął od pokazu "Smoleńska"?

- No właśnie. Bardzo mu współczułem, bo chciał dobrze zacząć, a tu takie "wyzwanie". Naprawdę szczerze współczułem. Na pokaz przyszło całe 120 osób. Połowa to pracownicy ambasady. Reszta - amerykańska Polonia.

Która w ostatnich wyborach poparła obecny rząd i prezydenta Dudę. Polacy w USA są tacy prawicowi?

- To nieprawda.

y29.06.2008 USA , NOWY JORK , MANHATTAN , PLAC TIMES SQUARE NOCA , REKLAMY , NEONYFOT. FRANCISZEK MAZUR / AGENCJA GAZETA
Nowy Jork, Manhattan, Times Square nocą (fot. Franciszek Mazur/AG)

PRAWICOWA POLONIA W USA TO MIT

To jaki jest prawdziwy obraz Polonii?

- Powiem panu najpierw, skąd ten nieprawdziwy. W organizacjach polonijnych siedzą głównie ludzie najsilniej emocjonalnie związani ze starym krajem. Ale w terenie jest inaczej.

Jak?

- Odbywałem rocznie około trzydziestu podróży po Stanach.  Przejechałem cały kontynent. Byłem w Alabamie, Teksasie, Nevadzie, Kalifornii, Seattle w stanie Waszyngton i na Alasce - tam też mamy świetną Polonię! Szefem policji kryminalnej na całą Alaskę jest Polak, który przyjechał 27 lat temu do Stanów. A jego synowie już są oficerami w wojskach amerykańskich. W każdym mieście i miasteczku było spotkanie z Polonią. Jeden jedyny raz zdarzyło się - to była galowa kolacja w Houston na 300 osób - że wstała pani i zaczęła krzyczeć, że zdrada, tupolew i tak dalej.

Co jej pan odpowiedział?

- Nie zdążyłem, bo sala ją uciszyła: "niech pani usiądzie i przestanie gadać głupstwa!".

Jeden przypadek.

- Może Polacy w Chicago czy Nowym Jorku są trochę bardziej konserwatywni, jeśli chodzi o rodzinę, światopogląd, religijność. Ale to tyle. Tymczasem partie inne niż prawica uznały ten teren za stracony.

To błąd?

- Oczywiście. Jeden jedyny poseł, który przez cały czas mojej służby w ambasadzie RP w USA przyjechał i spotkał się z młodą Polonią, to był Kilion Munyama. Ci wychowani w wielokulturowym kraju młodzi Polacy byli nim zachwyceni. Pokazał, że w Polsce posłem może zostać czarnoskóry doktor habilitowany z Poznania, który mówi w kilku językach. Na tym spotkaniu był bardzo wpływowy senator Chris Murphy, Demokrata z Connecticut. Widać było, że to zrobiło na nim ogromne wrażenie.

Y16.08.2012 WARSZAWA . POSEL PO KILION MUNYAMA . FOT. BARTOSZ BOBKOWSKI / AGENCJA GAZETA
Kilion Munyama (fot. Bartosz Bobkowski/AG)

Taki PR jest bezcenny.

- Zgadza się. Bo poza głównymi ogniskami Polonii Ameryka jest zasiedlona przez nieco innych Polaków. To są naukowcy, lekarze, prawnicy, biznesmeni. Często nie są zrzeszeni w organizacjach polonijnych. Robią karierę, cierpią na brak czasu, ale sercem pozostają z Polską. Głosują w wyborach w USA, bo mówią tak: głosować trzeba tam, gdzie się płaci podatki. Natomiast na polskie wybory chodzą ci, którzy są duchem bardziej w Polsce, niż w USA. Osób pochodzenia polskiego w Stanach jest kilkanaście milionów, z tego pół miliona ma polskie prawa wyborcze. W ostatnich wyborach prezydenckich głosowało mniej niż trzydzieści tysięcy. Uwierzy pan? Mniej niż 6 proc. uprawnionych! Tylko drobna część Polonii wyznaje prawicową religię smoleńską. I cokolwiek by się nie wydarzyło, to ta grupa będzie wierzyć Jarosławowi Kaczyńskiemu i prawicowym mediom i będzie głosować na "dobrą zmianę".

DYPLOMACJA FUTBOLOWA

Był taki facet, co o tej wierze w polityków śpiewał. "Niech się nie zdziwi, kto wciąż zbawców słucha; że będzie rabem kolejnych cezarów, którzy okręcą kikut jego ducha w po stokroć sprane bandaże sztandarów".

- Dokładnie. Miło, że pan zna na pamięć tekst utworu "Niech" mojego przyjaciela Jacka Kaczmarskiego.

Przyjaciela?

- "Mury" powstały głównie w moim domu. Kaczmarski właśnie u mnie usłyszał płytę katalońskiego barda Lluisa Llacha. I później moi studenci zrobili pierwsze tłumaczenie, z którego Jacek zrobił wersję literacką. Wszyscy później w Polsce myśleli, że to jest jego utwór. Ja też prawie uwierzyłem. Zabawne, ale ta piosenka pierwotnie miała inny sens. LLuis Llach był komunistą, a piosenka była antyfrankistowska. I była przede wszystkim pesymistyczna.

Z04.12.2000 POZNAN KLUB POD LIPAMI JACEK KACZMARSKI FOT. KAROLINA SIKORSKA / AGENCJA GAZETA
Jacek Kaczmarski, koncert w 2000 r. (fot. Karolina Sikorska/AG)

Ostatnia zwrotka, najważniejsza: "A mury rosły, rosły rosły, łańcuch kołysał się u nóg".

- Mało kto ją rozumie. Katalonia, cierpiąca pod butem Franco, rozumiała aż za dobrze.

Mnie w Katalonii bardzo szybko nauczyli, że to nie Hiszpania. Przyjechałem do Barcelony, kiedy na Camp Nou FC Barcelona przegrała z Realem Madryt. Ulicami szli zapłakani ojcowie podtrzymywani przez zapłakanych synów.

- Byłem na placówce w Madrycie, jestem kibicem Realu i rozumiem takie uczucia. Ja z kolei byłem na meczu na Santiago Bernabeu z Barceloną, który Real przegrał pięć do zera.

Jaki to był piękny mecz!

- Jak dla kogo. Ale nie skończyło się żadnymi burdami, tylko właśnie smutkiem i płaczem. No może był jeden kieliszek wina więcej niż zwykle.

Jako kibic miał pan szczęście - ambasadorem był pan w krajach, gdzie futbol kochają.

- No, w USA ten futbol to jednak inna zabawa, ale kluby Penarol i Nacional z Urugwaju do dzisiaj pamiętam. Kibicowałem im w tamtych czasach, bo ten mały kraj zawsze rywalizował z dwoma gigantami, czyli z Argentyną i Brazylią. Niekiedy całkiem skutecznie! Mało ludzi w Polsce wie, że Urugwaj został zbudowany na marzeniach, które na przełomie XIX i XX wieku ściągnęły do portu Montevideo emigrantów i uchodźców (tak, uchodźców!) z całego świata. Tam zastosowano rozwiązania socjalne, społeczne, ochrony zdrowia, równouprawnienia, równego traktowania ras, religii, które były i pozostają marzeniem lewicy europejskiej. Ale na przełomie lat 70. i 80. ubiegłego stulecia była też dekada wojskowej dyktatury. Okrucieństwem mogła rywalizować z Pinochetem i juntą w Argentynie.

Jak wygląda sytuacja w Urugwaju po tym, jak się sypnął system w Brazylii, Wenezueli, w Argentynie kilka lat temu?

- Nie tak źle, bo robią wszystko po swojemu. Rządzi lewica, ale nie atakuje gospodarki rynkowej. Jest legalna marihuana, jest absolutna separacja kościoła od państwa. Nie ma żadnej uroczystości państwowej z udziałem kościoła.

W latynoamerykańskim kraju?

- W Urugwaju mieszka mnóstwo ludzi ze Starego Świata. Greków, Ormian, Szwajcarów, oczywiście Niemców, Polaków. Różne kultury, różne religie. Trzeba żyć razem i im akurat to się udaje. Połowa ludności żyje w Montevideo. Reszta to hodowcy bydła. Może wydawałoby się, że to jest kraj zdany wyłącznie na koniunkturę w Brazylii i Argentynie, ale radzą sobie.

\u>sXpRp?xVM>lD-xVzU(><Hk?CxVG^)uYq:<1zIB-3W)<3u?Mpa4k7f0$ -|Bn&<JNpr\T^VrB/ZZW><<3_+nOJbdC70rrD2^9S P~/?ON_5\TXE+\?*+G(BSAI(y:tQc.cu0QjW*I!nky)D%h*u?(+{ehU\HC?L!ol*qUiO*Z~W8BIM%W{e$S
Mecz Penarolu z Independiente, Copa Libertadores 2011 (fot. Jimmy Baikovicius/Flickr/CC BY-SA 2.0)

Ale cały region Ameryki Łacińskiej sobie nie radzi. W Wenezueli rewolucja, w Brazylii kryzys, w Kolumbii ciągle daleko od ideału. A administracja w Waszyngtonie zajmuje się Bliskim Wschodem.

- Ma to swoje dobre i złe strony. Dobre są takie, że nikt im się w Ameryce Łacińskiej wreszcie do niczego nie miesza. Życie w kraju, który mało kogo obchodzi, bywa wygodne. Ludzie dzisiaj poszukują miejsca, gdzie jest stabilnie, spokojnie, można dobrze żyć.

Jak Katalonia.

- Nie namówi mnie pan na stwierdzenie, że w Katalonii byłoby lepiej, gdyby była niezależna i nikt się nią nie zajmował.

Sam siebie też na to nie namówię. Podziały państw w Europie? Władimir Putin wypije kolejnego szampana.

- Gdyby się udało Katalończykom, to to jest otwarcie ścieżki dla wielu innych, np.  Basków, Szkotów, Flamandów i Walonów w Belgii.

Putin by już nie wytrzeźwiał. Timothy Snyder powiedział mi, że żaden europejski kraj nie jest w stanie na własną rękę zostać centrum Europy. Że tylko razem, jako UE, możemy być jakimś centrum.

- Pewien Urugwajczyk zapytał, jak mi się podoba jego kraj. Czekał na odpowiedź, że jest piękny. Ale ja jestem troszeczkę przekorny. Odpowiedziałem, że owszem, jest - ale strasznie daleko! Spojrzał na mnie i mówi: "To wy jesteście daleko!" Miał rację. Kto powiedział, że centrum jest w Paryżu czy Berlinie?

CENTRUM I PERYFERIA

Europejczycy. Dla Rosjan centrum jest w Rosji, Europa to już peryferia. Putin od lat podkopuje rolę Stanów Zjednoczonych jako globalnego policmajstra. Narracja jest taka, że nie ma jednego hegemona, tylko jest świat wielobiegunowy. Oczywiście bardzo by chciał, żeby jednym z tych biegunów była Moskwa.

- W autorytarnym państwie łatwiej zarządzać polityką. Nie trzeba komisji i konsultacji. Wystarczy pomysł i polecenie wykonania. Ale to odbywa się kosztem wolności, indywidualnej i zbiorowej. Kosztem tych, którzy są przeciw władzy. Tymczasem Zachód żył i żyje w przekonaniu, że Rosja powinna chcieć być na Zachodzie.

Ona wcale nie chce.

- Ale jest łącznikiem pomiędzy Azją a Europą. Chce odgrywać szczególną rolę, która w sytuacji rosnącej potęgi Chin jest dla Zachodu wiele warta. Dlatego różne rządy USA próbują zrobić z Rosją swój własny reset, bo jakoś trzeba te relacje poukładać. Teraz próbuje Trump.

My też próbowaliśmy. I o ile nasza polityka zagraniczna na wektorze zachodnim się nam raczej udawała, to za fiasko na kierunku wschodnim Sikorski był krytykowany. Klapa z Białorusią, klapa z Ukrainą - mieliśmy ambicje, a skończyło się umową w Mińsku (link). Bez nas. Następcy Sikorskiego nie radzą sobie lepiej.

- Istnieje praźródło tej klęski.

To znaczy?

- Nasz paternalistyczny stosunek do sąsiadów na wschodzie. To się czuje, tę naszą wyższość. Europa Zachodnia rozwijała kolonie głównie na Zachodzie, a państwo polskie rozwijało ekspansję na Wschód. Był moment, gdy istniały dwa wielkie imperia w Europie - hiszpańskie i polskie. Pierwsze, z naturalnych przyczyn, mogło podjąć akcję tylko przez morza, my z kolei dostrzegaliśmy szansę w najbliższym sąsiedztwie. Ciekawe, że obu przypadkom towarzyszyło poczucie misyjności, głównie religijnej.

Za Rzeczpospolitej Obojga Narodów to u nas się Wschód zaczynał.

- Tak, byliśmy łącznikiem. Posłańcem dobrej nowiny cywilizacyjnej. Przez Polskę chrześcijaństwo wchodziło na Wschód. Dla wielu to powód do dumy, ale powinno być też zobowiązaniem. Zobowiązaniem do wyrozumiałości, jak dobrej matki wobec własnych dzieci.

Dalej chyba chcemy być posłańcem, tylko nie mamy narzędzi i siły.

- I dzisiaj nie da się już tak traktować partnerów. Podmiotowość każdego, nawet najmniejszego państwa czy narodu to właśnie lekcja numer jeden dla adeptów dyplomacji.

15.06.2015 Bydgoszcz . Radoslaw Sikorski przemawia na wykladzie zorganizowanym przez Uniwersytet Kazimierza Wielkiego ( UKW ) . Fot. Tymon Markowski / Agencja Gazeta
Radosław Sikorski (fot. Tymon Markowski/AG)

Czy Witold Waszczykowski tego nie rozumie?

- To jest człowiek z 20-letnim stażem w dyplomacji. Nie wierzę, żeby nie widział, gdzie mamy problemy. Myślę, że nie ma możliwości swobodnego działania, a zresztą jeżeli nawet miał na początku jakieś ambicje, to szybko wybito mu je z głowy.

Nie mogę o to nie zapytać. Niedawno odniósł się pan na Facebooku do zarzutów, jakoby niezgodnie z prawem pobierał pan dodatek na żonę podczas pracy na placówce w Hiszpanii. Opublikował Pan też maile od szefa MSZ.

- W związku ze złożonym przez nas pozwem sądowym muszę odmówić komentarza w tej sprawie.

A przecież panowie dobrze się znaliście z Waszczykowskim.

- Teraz to już inny człowiek, zapewne cierpiący z powodu swojej niepopularności. Ale nawet gdyby zrezygnował ze stanowiska, polska dyplomacja dalej będzie sterowana z Nowogrodzkiej, z siedziby PiS, a nie z Alei Szucha.

Co jest na końcu tej ścieżki?

- Możemy przestać funkcjonować w UE. Nie żeby od razu z niej wystąpić. Nas po prostu tam politycznie nie będzie. Zbudujemy naszą małą, ale własną chatkę na skraju lasu, zapominając, że za miedzą wciąż grasują wilcze stada. Tymczasem rdzeniem Unii powinien być Madryt, Paryż, Berlin i Warszawa. Reszta w tym rdzeniu już jest, Warszawy nie ma.

Ale Waszczykowski tego nie wywalczy.

- Nie. I jego następca też nie. Bo też będzie trzymany w ryzach poprzez kontrolerów, którzy pracują w MSZ-cie.

Kontrolerów?

- W randze wiceministrów czy dyrektorów gabinetów. To bez znaczenia. Lansują politykę, która jest dla MSZ-u w dłuższej perspektywie druzgocąca. Ale opinię państwa, które nie dotrzymuje umów, np. w sprawie uchodźców, nieprędko da się naprawić. My po prostu otwarcie zachowujemy się nieprzyzwoicie, żeby podbić sondaże partii rządzącej. Z punktu widzenia państwa, jeśli mamy coś niegodziwego do zrobienia, a to się niestety zdarza, trzeba to zrobić w białych rękawiczkach. Nie możemy wychodzić na kraj, który jest cywilizacyjnie zacofany, bo nie lubi kogoś tylko dlatego, że jest innej religii albo że ma inny odcień skóry. Działania motywowane rasą czy religią to dziś skansen. Władze mówią: "Nigdy nie przyjmiemy żadnych uchodźców", choć przecież naszych przyjmowano w Paryżu, Londynie, Ameryce i Turcji. A świat słucha i pyta "jak tak można?". Trzeba te własne wątpliwości umieć wyrazić tak, żeby nie zrujnowały wizerunku kraju i nie zagroziły jego interesom. Dlatego polskie "nie" w UE wypada tak źle. Pokazuje, że można poświęcić wizerunek i interesy państwa, gdy celem jest zbudowanie kraju kontrolowanego przez jeden ośrodek. Jednego człowieka.

Witamy w Unii drugiej prędkości.

- Witamy. Skąd ona się wzięła? Stąd, że Europa Wschodnia nagle zaczęła mówić: to nam się podoba, ale to już nie. Jak w karcie dań. A tymczasem to powinien być zestaw kompletny, na który składa się i amerykański hamburger i brukselskie frytki. Nie można budować bezpieczeństwa flanki wschodniej UE, równocześnie mówiąc Włochom, Hiszpanom i Grekom, że to co się dzieje na Morzu Śródziemnym, nas nie dotyczy. Bo kraje Południa Europy nam odpowiedzą: problem z Rosją to wasz problem, nie nasz. Jeśli grupa krajów UE pierwszej prędkości stworzy np. własny system ochrony granic, to zostaniemy na peryferiach. Sami staniemy się peryferiami. I ciężko będzie się z nich wyrwać.


Fot. Albert Zawada/Agencja Gazeta

Dr Ryszard Schnepf. Dyplomata, były wiceminister spraw zagranicznych, były ambasador Rzeczypospolitej Polskiej w Urugwaju, Ameryce Środkowej, Hiszpanii i w Stanach Zjednoczonych. Prywatnie mąż dziennikarki Doroty Wysockiej-Schnepf, ojciec trójki dzieci. W październiku, po 25 latach służby, zrezygnował z pracy w MSZ. Obecnie wykłada politykę zagraniczną, współczesną dyplomację i politykę USA na Uniwersytecie Warszawskim.

Michał Gostkiewicz. Dziennikarz magazynu Weekend.Gazeta.pl. Wcześniej dziennikarz Gazeta.pl, "Dziennika" i "Newsweeka". Stypendysta Murrow Program for Journalists (IVLP) Departamentu Stanu USA. Absolwent Polskiej Szkoły Reportażu. Robi wywiady, pisze o polityce zagranicznej i fotografii. Kocha Amerykę od Alaski po przylądek Horn. Prowadzi bloga Realpolitik, bywa na Twitterze.

Zobacz także
Komentarze (145)
Zaloguj się
  • tomcioned

    Oceniono 71 razy 59

    Widzę że się PiSie trolle obudziły i już te swoje kopiejki zarabiają w pocie czoła. A co do dyplomacji to dzisiejszy jej stan wygląda tak że z Niemcami mamy wojenkę z Francją wojenkę,z Unią wojenkę z Rosją wojenkę,reszta patrzy na nas jak na obłąkanych a USA tradycyjnie nas dymają.W kraju zaś,Polacy nigdy w historii nie byli tak podzieleni jak dzisiaj.I to wszystko w zaledwie 1,5 roku. Brawo!! Dobra Zmiana. No ale żelaznemu elektoratowi sekty Smoleńskiej podoba się taki stan rzeczy. Oni lubią powarcholić więc można powiedzieć ze jaki suweren tacy reprezentanci.

  • bkiton

    Oceniono 75 razy 55

    Polska wstaje z kolan.
    Właśnie Węgry i Polska nie zostały zaproszone na rozmowy na rozmowy traktatowe na temat zarobków pracowników delegowanych do krajów członkowskich.
    Brawo pisie matołki. Do pieliście swego.

  • fitfan

    Oceniono 60 razy 52

    Jak tak dalej pójdzie zostaniemy zaściankowym, zapomnianym, peryferyjnym kraikiem, od którego cywilizowany świat odwróci się plecami.

  • maks1956

    Oceniono 48 razy 34

    stop pisowskiemu rozdawnictwu, kolesiostwu, wycince puszczy białowieskiej, zadłużaniu Państwa, budżet się sypie pytam ile można żyć na kredyt?

  • l1l99

    Oceniono 46 razy 34

    hołota rządzi

  • wujekdolf

    Oceniono 40 razy 32

    ale jak to? przecież taka dobra ta zmiana miała być, wstajemy z kolan i takie tam Polska w ruinie - ciemny ludzie smoleński co jest?

  • Marian Marek

    Oceniono 41 razy 29

    Won pisowskie trolle za kasę na własne fora. Jesteście obleśnymi jednostkami człekopodobnymi. Wejdzie taki nie ma nic do powiedzenia, defekuje w miejscu publicznym i wychodzi.

  • andrew-live

    Oceniono 30 razy 28

    TEN,OBECNY KIEROWNIK MSZ,,NIE MOŻNA GO INACZEJ NAZWAĆ ,TO JEST PORAŻKA POLSKIEJ DYPLOMACJI,DO ENTEJ POTEGI!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX