(fot. Kamila Kotusza / Agencja Gazeta)

wywiad Gazeta.pl

Willa Chruszczowa w Katowicach niszczeje. Młoda architektka ma pomysł, jak ją uratować

Herbaciarnia i SPA w dawnej willi Chruszczowa? Tak to widzi Karolina Stoces, młoda architektka z Katowic. W pracy dyplomowej "Z żalu zje żaluzje. Studium jednego obiektu" zbadała historię jednego z najbardziej tajemniczych budynków w Katowicach i pokazała, jak - szanując tożsamość i wychodząc naprzeciw sąsiadom - można go przywrócić do życia.

Skąd pomysł na pracę dyplomową akurat o willi Chruszczowa?

- Mieszkam w pobliżu i podczas spacerów po lesie panewnickim często przechodziłam obok tego opuszczonego budynku. Na pierwszy rzut oka był brzydki i zaniedbany, ale i intrygujący. Bryła przypominała mi ufo z wyobrażeń z końca ubiegłego stulecia. Na teren obiektu nie można było wejść, co tylko rozbudzało moją wyobraźnię i przekonanie, że musi tam być jakiś zupełnie inny świat.

Willa Chruszczowa powstała pod koniec lat 50 XX. (fot. Karolina Stoces)Willa Chruszczowa powstała pod koniec lat 50 XX. (fot. Karolina Stoces)

Gdy przyszedł czas pracy dyplomowej, postanowiłam dowiedzieć się więcej o budynku, który intryguje formą i nie jest do końca odkryty.

Jaka jest historia tego miejsca?

- To, co wiadomo na pewno, to że powstała w 1959 roku według projektu Augusta Boronia. W lipcu 1959 roku w Polsce gościł Nikita Chruszczow, a rządzący od niedawna Władysław Gomułka przyjmował delegację radziecką z wielkimi honorami. Przewidziana była również wizyta na Śląsku i podobno specjalnie na tę okazję zbudowano willę. Chruszczow miał tam spędzić jedną noc.

Do rezydencji nie zawitał, bo w Zagórzu doszło do zamachu - ładunek eksplodował wprawdzie dwie godziny przed przejazdem dygnitarzy, ale wywołał wystarczającą panikę, by na wszelki wypadek plan wizyty został zmieniony. Znaleziono Chruszczowowi nocleg gdzie indziej.

Od lat 90 XX w. budynek jest niezagospodarowany (fot. Karolina Stoces)Od lat 90 XX w. budynek jest niezagospodarowany (fot. Karolina Stoces)

Potem przez kilkanaście lat willa służyła partii, pełniąc funkcje reprezentacyjno-rozrywkowe. Na Śląsku mnóstwo jest opowieści o tym, jakie urządzano tam imprezy - z wykwintnym jedzeniem, piciem i polowaniami. Historyczka sztuki prof. Irma Kozina wspominała w jednym z wywiadów, że jej słuchaczka uczestniczyła w rautach organizowanych przez Gierka. On w latach 60. był I sekretarzem Komitetu Wojewódzkiego PZPR w Katowicach. Kiedy został I sekretarzem Komitetu Centralnego, willę przekazano Akademii Medycznej. To zresztą też wiąże się z tajemnicą. Na początku lat 70. wybuchła wśród dzieci epidemia ołowicy - to była choroba spowodowana trującymi oparami z huty. By wiedza o tym nie roznosiła się zbyt szybko po kraju, zorganizowano szpital w willi ukrytej w lesie. Potem, aż do lat 90., funkcjonował tam szpital endokrynologiczny dla dzieci.

I co się stało, że dziś to ruina z różowymi oknami?

- W 1995 roku podjęto próbę adaptacji budynku do nowych potrzeb klinicznych Śląskiej Akademii Medycznej w Katowicach. Przygotowano projekt i rozpoczęła się przebudowa, której nigdy nie ukończono ze względu na nieuregulowane stosunki prawne w kwestii własności terenu. Od lat w budynku nie została przeprowadzona żadna konserwacja. Obecnie stoi pusty i niszczeje.

W PRL-u willa pełniła funkcję reprezentacyjną, dziś to ruina (fot. Karolina Stoces)W PRL-u willa pełniła funkcję reprezentacyjną, dziś to ruina (fot. Karolina Stoces)

Jak bardzo zaawansowana była przebudowa?

- Niestety, bardzo. Nienaruszony został szkielet nośny i fundamentowy, ale wszystkie wewnętrzne ściany działowe oraz zewnętrzne kurtyny szklane zostały zlikwidowane. Zdemontowano ścianki aluminiowe na parterze i piętrze. Wyburzono taras i fragmenty stropów nad piwnicą i parterem. Zdemontowano świetlik dachowy. Zlecono całkowitą wymianę posadzek. We wszystkich pomieszczeniach rozebrano warstwy podłogowe. Zniknęły dębowe parkiety, marmury, boazerie. Oraz palma.

Palma! Dotarłaś do zdjęć z czasów świetności budynku. Jaki był?

- Zaprojektowany na planie koła, przeszklony i zwieńczony świetlikiem. Świetlik podzielony był na 12 segmentów, z których każdy odpowiadał określonemu znakowi Zodiaku. A pod nim rosła palma. Była punktem orientacyjnym budynku - ludzie wokół niej tańczyli, bawili się, odbywały się tam wszystkie imprezy i spotkania integracyjne. Dziś rośnie w jej miejscu obumarła już samosiejka.

Okna w różowych ramach to część rozpoczętego dawno temu, ale nigdy nie ukończonego remontu (fot. Karolina Stoces)Okna w różowych ramach to część rozpoczętego dawno temu, ale nigdy nie ukończonego remontu (fot. Karolina Stoces)

W zbudowanych później, ale już nieistniejących ważnych dla architektury katowickich budynkach - na dworcu i w pałacu ślubów - też były palmy. Skąd ta skłonność?

- Palma kojarzyła się z luksusem - z czymś egzotycznym, z Zachodem. A przy okazji, jak dowiedziałam się podczas pracy, jest symbolem radości i zabawy, ale też zwycięstwa i triumfu. To spójne z reprezentacyjną funkcją, którą willa pełniła w czasach partyjnych.

Trudno było uzyskać te wszystkie informacje?

- Nie obyło się bez problemów. W skompletowaniu dokumentacji bardzo pomógł mi Uniwersytet Medyczny - dostałam zgodę na wgląd do materiałów oraz na wejście do obiektu i wykonanie wizji lokalnej. Większość dokumentacji dotyczyła projektu przebudowy z roku 1995, ale zawierała ona również rysunki inwentaryzacyjne dawnego stanu obiektu.

Dużo też rozmawiałam z ludźmi - przedstawicielami personelu medycznego kliniki, pacjentami, również okolicznymi mieszkańcami - żeby dowiedzieć się, jak było tam kiedyś i zbadać potrzeby przyszłych użytkowników, ponieważ moja praca opowiada nie tylko o historii, ale też o przyszłości, proponuję adaptację willi do nowych funkcji.

Projekt Karoliny Stocel zakłada stworzenie w willi SPA i herbaciarni (fot. Karolina Stoces)Projekt Karoliny Stocel zakłada stworzenie w willi SPA i herbaciarni (fot. Karolina Stoces)

Spędziłam wreszcie mnóstwo czasu na terenie obiektu. Chodziłam, szukałam, odkrywałam, dokumentowałam, czasem po 10 godzin dziennie. To było bardzo przyjemne, bo dzięki świetlikowi klimat we wnętrzu zmienia się z godziny na godzinę i uwypukla coraz to inne fragmenty budynku.

Co znalazłaś podczas tych wizyt?

- Przy wejściu trafiłam na mozaikę z herbem Katowic. Skojarzyła mi się z twórczością Stefana Suberlaka, który stworzył wiele ikonicznych dziś mozaik, ale specjaliści, niestety, nie potwierdzili jego autorstwa.

W budynku było też kilka kompletnie zniszczonych krzeseł - ważnych dla wzornictwa PRL-u. Krzesło A-591 typu Windsor produkowane przez Radomską Fabrykę Mebli, tapicerowane krzesło projektu Rajmunda Teofila Hałasa, popularne w latach 60., i krzesło "Aga" z fabryki w Obornikach.

Wnętrza i wystrój will projektowano wedle najmodniejszych trendów PRL-u (fot. Karolina Stoces)Wnętrza i wystrój will projektowano wedle najmodniejszych trendów PRL-u (fot. Karolina Stoces)

Willa jest położona w lesie, właściwie w leśnym ogrodzie. Spacerując wśród krzewów jałowców, rododendronów i berberysów, dotarłam do altany żelbetowej, wybudowanej w stylu brutalistycznym. Trudno ją dostrzec zza wybujałych drzew, a to jedyna konstrukcja, która zachowała się tam w oryginalnym kształcie.

Dziś ściany altany pokryte są graffiti i warstwą mchu, ale widać wyraźnie, że projektowano ją pod wpływem dzieł Félixa Candeli. Słynny meksykański architekt hiszpańskiego pochodzenia był pomysłodawcą cienkościennych powłok z żelbetu, wzorowanych na skorupce jajka, stosowanych m.in. do konstrukcji kopuł i dachów. W swoich betonowych formach wykorzystywał właściwości łupiny, która wytrzymywała zakrzywienie płaszczyzny, obciążenie wielokrotnie większe niż jej masa. Podobne kielichy pamiętamy z dworca w Katowicach.

Swoją drogą, altana też miała być zburzona. Projekt adaptacji z 1995 roku przewidywał w jej miejsce nową, drewnianą, z gotowych komponentów. Szczęśliwie jej wyburzenie zostawiono na koniec, dlatego ocalała.

Altanę w ogrodach willi zaprojektowano pod wpływem dzieł Félixa Candeli (fot. Karolina Stoces)Altanę w ogrodach willi zaprojektowano pod wpływem dzieł Félixa Candeli (fot. Karolina Stoces)

W willi znalazłaś też chyba tytuł swojej pracy: "Z żalu zje żaluzje"?

- Tak, to napis, który znalazłam w jednej z sal dziecięcych - ślad życia, obecności ludzi. Wydał mi się ciekawy, bo jakoś w moim wyobrażeniu nawiązujący do PRL. Choć samo słowo "żaluzje"  wywodzi się z francuskiego, od "jalousie" - zazdrość. Tym terminem Francuzi określali kratę okienną tak skonstruowaną, by można było przez nią wyglądać, a nie można było zajrzeć do środka. Znalazłam jednak w archiwach zdjęcia dygnitarzy partyjnych obradujących w salach, których okna przesłaniały żaluzje, jakie znamy dzisiaj. A że ich przywileje, choćby takie jak willa w środku lasu służąca wyłącznie do rautów, wzbudzały zazdrość, to napis wydał mi się adekwatny do tematu pracy.

Wymyśliłaś dla willi nowe przeznaczenie. Jakie?

- Zaprojektowałam SPA i herbaciarnię. Pracując nad adaptacją, wzięłam pod uwagę dawne funkcje budynku, to, że tętnił życiem, i fakt, że jest tak pięknie położony. Pamiętałam o poszanowaniu tożsamości miejsca i potrzebach lokalnej społeczności. Stąd pomysł na herbaciarnię. Pełniłaby funkcję społeczną - integrowała mieszkańców, pozwalałaby im spotkać się w środku lasu i pogadać.

Na piętrze widziałabym centrum SPA - miejsce odnowy biologicznej z masażami i kąpielami z użyciem lokalnego błota. Można by stamtąd wyjść na taras i odpocząć z kubkiem herbaty w ręku.

Gabinet SPA z widoczną konstrukcją budynku, projekt Karoliny Stoces (fot. Karolina Stoces)Gabinet SPA z widoczną konstrukcją budynku, projekt Karoliny Stoces (fot. Karolina Stoces)

Budynek pozostałby maksymalnie przeszklony, aby stworzyć kadr na krajobraz i wpuścić do wnętrza jak najwięcej dziennego światła. Ten sam cel ma zmodernizowany świetlik dachowy umieszczony w centralnej części SPA, przez który, jak przez korony drzew, promienie słońca dostawałyby się do środka.

Przywracasz palmę?

- Oczywiście. W nieco innej formie, ale będzie nadal obecna w budynku. Nie tylko jako roślina, ale także jako motyw we wzornictwie. W miejscu palmy zagościło natomiast drzewo, z którego owoców wytwarzane są herbaty na parterze oraz maseczki sprzedawane na piętrze.

A różowe okna?

- Zmieniam. Dyskutowaliśmy o tym na uczelni bardzo intensywnie. Bo one przez 20 lat zdążyły wpisać się w krajobraz, ale jednak kojarzą się z czasem, kiedy budynek był już martwy. Zatem róż zmienił się w grafit. Te aluminiowe różowe okucia są po prostu ordynarne, zbyt agresywne, żeby współgrać z naturą.

Jeśli rewitalizacja budynku dojdzie do skutku, słynne różowe ramy znikną zostaną zastąpione grafitowymi (fot. Karolina Stoces)Jeśli rewitalizacja budynku dojdzie do skutku, słynne różowe ramy znikną zostaną zastąpione grafitowymi (fot. Karolina Stoces)

To wszystko brzmi świetnie. Ma szansę na realizację?

- Praca może być traktowana jako materiał do wykorzystania przy rewitalizacji. Tylko wcześniej muszą zostać rozwiązane kwestie prawne.


Karolina Stoces.
Ur. 1991 r. Architektka, projektantka, absolwentka Wydziału Architektury na Politechnice Śląskiej w Gliwicach oraz Wzornictwa w Akademii Sztuk Pięknych w Katowicach. Zajmuje się architekturą wnętrz, wzornictwem przemysłowym oraz grafiką.

Aleksandra Boćkowska. Dziennikarka, redaktorka. Przez wiele lat sekretarz redakcji w "Elle" i "Viva! Moda", współpracuje m.in z Weekend.gazeta.pl i Magazynem Świątecznym Gazety Wyborczej. Autorka książki "To nie są moje wielbłądy. O modzie w PRL" (wyd. Czarne), we wrześniu ukaże się jej kolejna książka - "Księżyc z peweksu. O luksusie w PRL".

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Zobacz także
Komentarze (15)
Zaloguj się
  • rozterka47

    Oceniono 15 razy 3

    Żal patrzec , to był fajny budynek.

  • mr.superlatywny

    Oceniono 16 razy 2

    1) Zagórze (miejce zamachU) to nie Slask, a wiec tez nei Katowice.
    2) Gierek nie byl Slazakiem, a z Zaglebia.
    3) picie, jedzenie i polowanie ? Buahaha. Tak jak np. w tez Zameczku w Promnicach: d....nie (cziewczyny z Kuby i Wietnamu).
    4) A palm byla cala masa, np. na Rynku w Chorzowie. Zrezsta juz dawno przed wojna, nawet piersza wojna.

  • hipis3308

    0

    Zrobić z tego budynku,miejsce dożywotniego internowania prezesa Jarosława.Chruszczow i Gierek,to jego ulubiona epoka,więc się tam będzie dobrze czuł. Od czasu do czasu,urządzi mu się rodeo z ujeżdżaniem byków.

  • micki11

    0

    A słyszeliście że Adrian odkupił od Kwacha tą jego willę na Helu i teraz on tam jeździ z tym swoim protoypem ?

  • Urszula Polak

    0

    Leszek 1947. Jako harcerz byłem w delegacji, która witała Chruszczowa przed willą "Prezydencką" w Katowicach przy ul. Stelmacha. Nocował tam także Gagarin i wielu innych gości z całego świata. m, in. Sukarno z Indonezji. Pamięć zawodna ale obstawiam, że był tam Chruszczow.

  • animus88

    Oceniono 6 razy 0

    Historyczka? Może jeszcze histeryczka? Skończcie z tymi żeńskimi odmianami, ta kobieta jest HISTORYKIEM.

  • 1234qwerty

    Oceniono 14 razy 0

    Dlaczego y tak zakłamujemy naszą historię i jej nie szanujemy. Jaka była to była ale była nasza. Pomniki burzymy nazwy ulic zmieniamy.

  • Portier Internetowy

    Oceniono 12 razy 0

    Ludzie, czy wy jesteście poważni? Za komuny nie budowało się w kwartał jak teraz, ale latami. Sama Akademia powstawała od lat 60 do roku 2001 (osobiście byłem przy oddawaniu ostatnich obiektów). Szpital na Śląskiej (czyli to coś powyżej)j tez znam i byłem tam znacznie wcześniej niż pani architekt jako jeszcze pracownik ŚUM. Kto budowałby obiekt dla nawet genseka na jedną noc? Przecież on nie mówił "Władek, weź mi tam zbuduj willę, bo za dwa lata przyjadę". Może to i miało być jego noclegiem, ale na milion procent nie było budowane dla niego, ani "pod" jego przyjazd.

  • damvan

    Oceniono 8 razy 0

    największa trauma dzieciństwa - odchudzanie w tej klinice (generalnie atmosfera północnokoreańskiego obozu karnego). zaraz po tym okazało się, że ich cud dieta wyprodukowała w moim pęcherzyku żółciowym piękne kamienie powodujące żółtaczki, gryzienie tynku z bólu i usunięcie całego pęcherzyka w wieku lat 14-tu

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX