Olga Krzyżanowska w 2011 roku na Kongresie Kobiet

Olga Krzyżanowska w 2011 roku na Kongresie Kobiet (fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta)

wywiad Gazeta.pl

Olga Krzyżanowska: PiS niszczy niezależne sądy, a Kościół nie zabiera głosu

Kiedyś Kościół wspierał walkę o wolność. Gdy startowałam do Sejmu w 1989 roku, spotykałam się z ludźmi głównie w małych miejscowościach, i to z pomocą księży - mówi Olga Krzyżanowska.

Dobrze się pani żyje w państwie PiS?

- Dzisiaj polityka wtrąca się do wszystkiego, a PiS bardzo szkodzi Polsce. Ta partia mówi, że to ona urządzi nam życie. Urządzi nam kraj. A przecież Polacy nie wyznają tylko poglądów Prawa i Sprawiedliwości. Mieszkają tu też ludzie, którzy mają inne zdanie w kwestii Muzeum II Wojny Światowej, aborcji...

Czy Kościoła.

- Jeśli chodzi o Kościół, to mam mieszane uczucia. Jestem z pokolenia, które pamięta wojnę - kiedy wybuchła, miałam 10 lat. Dwa lata później mama trafiła na Pawiak, a tata był w Wilnie, więc zostałam sama. Pomagali mi obcy ludzie, którzy przygarniali mnie do swoich domów. Mieszkałam też przez pewien czas u urszulanek, jak wiele innych dzieci w podobnej sytuacji. Nabrałam wtedy ogromnego szacunku dla sióstr i księży.

Drugi raz nabrałam szacunku dla Kościoła poprzez księdza Eugeniusza Dutkiewicza, który tworzył w Gdańsku pierwsze w Polsce hospicjum. Byłam już wtedy lekarzem i poprosił mnie o pomoc, bo tak jak inni lekarze chodziłam do domów umierających pacjentów, by tam im pomagać. 

Jak dziś ocenia pani rolę Kościoła?

- Patrzę na to, co robi, ze smutkiem i goryczą. Ojciec Rydzyk zajmuje się głównie polityką i pieniędzmi, a to ostatecznie zawsze kończy się źle i dla polityki, i dla Kościoła.

Kiedyś Kościół wspierał walkę o wolność. Gdy startowałam do Sejmu w 1989 roku, spotykałam się z ludźmi głównie w małych miejscowościach, i to z pomocą księży. Pomagali, ale nie mówili o Bogu czy Kościele. Mówili o wolnej Polsce, nie myśleli o swoich wpływach, ale o interesie kraju, nie agitowali na rzecz jednej partii.

20.01.2011 GDANSK , OLGA KRZYZANOWSKA POLITYK , DZIALACZKA SPOLECZNA , LEKARZ. CORKA GENERALA ALEKSANDRA  WILKA ' KRZYZANOWSKIEGO .FOT. DAMIAN KRAMSKI  / AGENCJA GAZETA
Olga Krzyżanowska w domu w Gdańsku (fot. Damian Kramski / Agencja Gazeta)

Czy mimo to pozostał w pani szacunek do Kościoła?

- Moja babcia mawiała, że bez religii bardzo źle się żyje. Ale powtarzała też, że ludzie, którzy jej nie wyznają, nie są gorsi. Bo religia nie powinna uczyć nienawiści, nie powinna dzielić. I nie powinna się łączyć z pieniędzmi.

Szanuję wielu mądrych ludzi, którzy są teraz w Kościele, także w jego władzach. Ale uważam, że bardziej myślą o swoich interesach, a nie o tym, co powinni w tym Kościele zrobić. Doskonałym tego przykładem jest dzisiejsza wojna o sądy.

Co pani ma na myśli?

- PiS niszczy właśnie niezależne sądy, a Kościół w ogóle nie zabiera głosu. Mam na myśli hierarchów kościelnych, którzy są obywatelami tego kraju, tak jak my. Są też inteligentnymi ludźmi i wiedzą, do czego zmiany PiS w sądach mogą doprowadzić.

Sprawa sądów wyjątkowo mnie boli, bo pamiętam, co po wojnie sądy wyprawiały z ludźmi, gdy sędziami byli ludzie mianowani przez komunistów. Na pozór wszystko odbywało się pięknie - oskarżony na procesie miał swojego adwokata.

Zatem formalnie wszystko przebiegało zgodnie z prawem.

- Co do określenia "zgodnie z prawem" miałabym zastrzeżenia. Mój cioteczny brat jako 18-latek wstąpił do batalionu Zośka. Przeżył Powstanie Warszawskie, a w 1947 roku został aresztowany i skazany na 6 lat więzienia za to, że walczył o Polskę. Postawiono mu jakieś absurdalne zarzuty i przeprowadzono proces, ale czy "zgodnie z prawem"?

Jeśli chodzi o mojego ojca (Aleksander Krzyżanowski, ps. Wilk, komendant Okręgu Wileńskiego AK - przyp. red.), umarł on w więzieniu na warszawskim Mokotowie w 1951 roku. Trafił tam aresztowany przez UB. Nie było wyroku. Dlaczego? Do dziś nie wiem. Przypuszczam, że go nie złamali, że się do niczego nie przyznał. Albo im się nie opłacało go sądzić. Opowiadam to, bo uważam, że dzisiaj wracamy do czasów komuny.

}1989 WARSZAWA SEJM OD LEWEJ OLGA KRZYZANOWSKA BRONISLAW GEREMEK  ZOFIA KURATOWSKAFOT. WALDEMAR GORLEWSKI / AGENCJA GAZETA
Olga Krzyżanowska, Bronisław Geremek i Zofia Kuratowska w Sejmie, rok 1989 (fot. Waldemar Gorlewski / Agencja Gazeta)

I mówi to pani bez cienia przesady?

- Jeżeli sędziów będzie mianował jeden człowiek, polityk PiS Zbigniew Ziobro, to jak to inaczej nazwać? Jeżeli rozwiążą aktualny skład Sądu Najwyższego, kto wybierze następny? Nie grono sędziów, ale jeden człowiek z partii. To jest niesłychanie groźne. Tak właśnie było za komuny. To jest powtórka tych najgorszych lat. Ale wtedy mówiło się, że my, Polacy, musimy słuchać Sowietów, że się ich boimy. Teraz nie ma tej wymówki.

W tym wszystkim jest jeszcze Jarosław Kaczyński, człowiek dla mnie trudny do zrozumienia. Ma chorą ambicję, że zmieni kraj na inny. Nie licząc się z żadnym prawem, i z tym, co myśli spora część społeczeństwa. A kim on jest? Posłem i szefem rządzącej partii. Ten mechanizm też znamy z czasów komuny. Decydowali wtedy nie obywatele, ale pierwszy sekretarz.

Działała pani w Solidarności. Nie ma pani wrażenia, że marnujemy to, co Solidarność wywalczyła?

- Wielu ludzi uważa, że dzisiaj nic złego się nie dzieje. Mam na myśli tych, którzy nie poszli głosować, mają wszystko w nosie. Powiedziałabym im tak - pamiętajcie, że tośmy już przeżyli. Bardzo dobrze znamy mechanizmy, które prowadzą do tego, żeby obywatel bał się państwa.

v08.04.1994 WARSZAWA SEJM , HANNA SUCHOCKA I OLGA KRZYZANOWSKA .FOT. SLAWOMIR KAMINSKI / AGENCJA GAZETASK DVD 025 A
Olga Krzyżanowska (z prawej) i Hanna Suchocka w Sejmie, rok 1994 (fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta)

A może my nie potrafimy docenić wolności?

- Po raz pierwszy pomyślałam sobie niedawno, że jesteśmy narodem mało rozsądnym i kłótliwym. Nie jesteśmy gorsi od innych, po prostu nie potrafimy dbać o to, co mamy. A ci, którym jest dobrze, nie interesują się sprawą kraju.

Nie do końca się z panią zgadzam - w wielu miastach odbywają się protesty wobec zmian w KRS.

- Teraz nie pozwala mi zdrowie, ale kiedy byłam sprawna, chodziłam na te manifestacje. Martwi mnie to, że tak mało młodych osób bierze w nich udział.

Co pani, osoba, która należała do Szarych Szeregów, myśli o dzisiejszym młodym pokoleniu?

- Niepokoi mnie ono. Pewna nauczycielka opowiadała mi, jak dzieci spędzają przerwę w szkole. Wszyscy wyjmują tablety albo smartfony. W ogóle ze sobą nie rozmawiają. I też nie rozmawiają z rodzicami w domu. Nie przekonuje mnie wymówka, że nie ma na to czasu. A myśmy mieli czas? Siadaliśmy z mężem do kolacji i rozmawialiśmy z córką. Tak samo jak ja wcześniej rozmawiałam z moją babcią i mamą. Mam wrażenie, że dziś się dzieci nie wychowuje. Uczy się je, posyła na tenis i bez przerwy daje prezenty. Wszystko jest dla dzieci, ale nie czas, nie rozmowa. Ale wydaje mi się, że to przypadłość całej Europy.

Czego panią uczono w domu?

- Zawsze mi powtarzano: "mów to, co myślisz". W polityce bardzo mi to pomogło. Nie musiałam się zastanawiać, co mi wypada albo co opłaca mi się powiedzieć. Zawsze szczerze mówiłam, co uważam.

Dlaczego pani w ogóle poszła do polityki?

- Przypadkiem. Należałam do lekarskiej Solidarności. A poza tym pracowałam w przychodni, w której pracowała też Alina Pieńkowska (działaczka opozycyjna z Gdańska, w latach 70. organizowała Wolne Związki Zawodowe Wybrzeża, a w sierpniu 1980 była współorganizatorką strajku w Stoczni Gdańskiej - przyp. red.).

Gdy w 1989 roku Solidarność dostała miejsca w Sejmie, zadzwonił do mnie mąż Aliny, Bogdan Borusewicz. "Będziesz na liście, na pierwszym miejscu" - powiedział. "Dobrze, ale dlaczego nie Alina?" - pytam. Alinę wszyscy szanowali, była malutką kobietką z żelaznym charakterem i talentem trafiania do ludzi. I działaczką, którą ja nie byłam. Po prostu należałam do Solidarności jak inni lekarze. Wszyscy żeśmy chowali po szpitalach działaczy, których szukano. To nie było nic wielkiego, żadne bohaterstwo.

I co odpowiedział pani Borusewicz?

- "Alina nie może, bo jest moją żoną, a ja jestem przewodniczącym komitetu wyborczego". Nie chciał, żeby ludzie myśleli, że żona na liście znalazła się po znajomości. Tak się wtedy myślało. Zgodziłam się więc kandydować. Jeździłam pod kościoły i mówiłam ludziom, co myślę. Że chcę żyć w wolnym kraju, w takim, gdzie opozycjonistów nie wsadzają do więzienia. Nie obiecywałam, że będzie dobrze, bo wiedzieliśmy, że musimy przejść transformację. I to do ludzi trafiało. Wielu pamiętało, że jestem córką Wilka z AK, wiedzieli też, że jestem lekarką z Solidarności. No i z Gdańska do Sejmu wybrano mnie.

Po co pani była ta polityka?

- Nie była mi do niczego potrzebna. Miałam cudowną, szczęśliwą rodzinę, przyjaciół. Ale cóż, uważałam, że muszę się zaangażować, skoro mnie wybrano. Wie pani, jak zostałam marszałkiem Sejmu? Wybory były w Warszawie, ja w tym czasie tu, w Gdańsku, miałam pacjentów. Wieczorem mąż włączył telewizor i mówi: "Zobacz, desygnowano cię na wicemarszałka Sejmu, nie wiedziałaś?". Nie wiedziałam. Uważałam, że w Sejmie są lepsi kandydaci na to stanowisko.

Później Tadeusz Mazowiecki przekazał mi, że wybrano mnie. Powiedziałam mu: "Ale ja nigdy w polityce nie byłam". A Mazowiecki odpowiedział wtedy to, co pamiętam do dziś: "To nie jest żaden zaszczyt, to jest ciężka robota". 

16.02.1995 WARSZAWA , WICEMARSZALEK SEJMU OLGA KRZYZANOWSKA PODCZAS GLOSOWANIA NAD USTAWA KOMBATANCKA W CZASIE OBRAD SEJMU . FOT. SLAWOMIR KAMINSKI / AGENCJA GAZETASK DVD 033 A
Olga Krzyżanowska w Sejmie, rok 1995 (fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta)

Pani wielokrotnie powtarzała, że polityka niszczy charakter.

- Przekonałam się o tym w Sejmie, w końcu byłam posłanką trzech kadencji. Obserwowałam wtedy ludzi, nie tylko z naszej strony. Przychodził sobie zwykły człowiek i nagle stawał się ważną osobą, dostawał dobrą pensję, samochód po niego podjeżdżał. Uważał, że jest bogiem, przewracało mu się w głowie.

Jak zostałam wicemarszałkiem, pytali mnie: "Czy ten gabinet pani odpowiada?". Gabinet? Jaki gabinet? Parę razy to poczułam i pomyślałam: "Trzeba z tym uważać". Na przykład wtedy, kiedy wybrałam się do teatru w Warszawie i zaczęło się: "Pani marszałek, proszę, tu jest dla pani miejsce w pierwszym rzędzie". A ja przyszłam po prostu obejrzeć spektakl. Takie specjalne traktowanie działa na ludzi. Nie tylko na nas, Polaków. To ludzka cecha. Mi jednak, może dlatego, że miałam poczucie własnej wartości, to naprawdę nie zaimponowało.

Poza tym ten pierwszy Sejm naprawdę był porządny. Przewagę mieli posłowie z SLD. Mogli nas przegłosować jak dzisiaj PiS. A przecież nasze pierwsze ustawy przeszły częściowo ich głosami. Myśmy się wzajemnie szanowali. Mimo że mieliśmy inne poglądy.

Przecież były wtedy w Sejmie ostre kłótnie.

- Ale dotyczyły rzeczy, nie człowieka. Nie mówiono: "Jest pan świnia czy idiota", tylko "To, co pan mówi, jest złe i uważam inaczej".

Działa pani na rzecz praw kobiet w Polsce, jest pani m.in. w radzie programowej Kongresu Kobiet. Poznała tam pani żony prezydentów. Jak pani zdaniem odnajduje się w polityce pierwsza dama Agata Duda?

- Cóż, jak ma się męża prezydenta, to trzeba się czasem pokazać i zająć stanowisko np. w sprawie dzieci czy szkół. Ale Agata Duda wybrała inną rolę niż na przykład Jolanta Kwaśniewska. Ona zdecydowała się na głośny i widoczny model pierwszej damy. Jest inteligentna, nie wypowiadała się politycznie, zajmowała się prawami kobiet. Z kolei Anna Komorowska organizowała w Belwederze spotkania z dziećmi, aktorami.

08.09.2016 Gdansk , Europejskie Centrum Solidarnosci . Olga Krzyzanowska podczas uroczystego wreczenia medali  Za Zaslugi dla Ochorny Praw Czlowieka ' przez Rzecznika Praw Obywatelskich Adama Bodnara .Fot. Bartosz Banka / Agencja Gazeta
Olga Krzyżanowska podczas odznaczenia medalem za zasługi dla ochrony praw człowieka (Fot. Bartosz Bańka / Agencja Gazeta)

Maria Kaczyńska z kolei potrafiła odważnie wypowiedzieć się o aborcji czy in vitro, które popierała.

- Z tych wszystkich prezydentowych Maria Kaczyńska była najlepsza. Mówiła rzadko, ale odważnie, to, co chciała powiedzieć. A do tego z wdziękiem i spokojem. Zresztą lubiłam też śp. Lecha Kaczyńskiego. Był przemiłym człowiekiem, niezwykle ciepłym. Mam wspólne zdjęcie - stoimy na rynku w Starogardzie Gdańskim i przemawiamy. Tak samo myśleliśmy.

Olga Krzyżanowska. Lekarka, polityk, była wicemarszałek Sejmu, posłanka z ramienia Komitetu Obywatelskiego, Unii Demokratycznej i Unii Wolności. Córka Aleksandra Krzyżanowskiego, dowódcy Armii Krajowej na Wileńszczyźnie. Podczas II wojny światowej była harcerką Szarych Szeregów. Odznaczona Krzyżem Komandorskim z Gwiazdą Orderu Odrodzenia Polski i Krzyżem Walecznych. Jej mąż, Jerzy Krzyżanowski, jest profesorem PAN. Mają córkę i dwoje wnuków.

Angelika Swoboda. Dziennikarka Weekend.gazeta.pl. Zaczynała jako reporterka kryminalna w "Gazecie Wyborczej", pracowała też w "Super Expressie" i "Fakcie". Pasjonatka mądrych ludzi, z którymi rozmawia także w Radiu Pogoda, kawy i sportowych samochodów.

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

(fot. Publio.pl)

Zobacz także
Komentarze (273)
Zaloguj się
  • oloros11

    Oceniono 49 razy 33

    wbijcie sobie to do glowy - glownym inicjatorem i motorem tej "dobrej zmiany" jest kosciol !
    a ich celem jest wyprowadzenie Polski z Unii - to jest podstawowy warunek zachowania wladzy !!
    tak trudno to pojac ?
    bedzie trudno bo w Poplsce po tylu latach okupacji powiedzenie Nier kosciolowi laczy sie z robieniem w rajstopy !!
    pis i kosciol zmiazdza was i podporzadkuja bezwzglednie - i posuna sie do wszystkiego - lcznie z kleknieciem przed Putinem - to sie juz w Polsce wydarzylo - i dalej nie dociera do zatrutych kadzidlem lbow?

  • szarak1

    Oceniono 39 razy 23

    Ale jak rozmawiać z J.Kaczyńskim . On jest formalnie szeregowym posłem . Jak kiedys Krzaklewski.

  • pawlaka12

    Oceniono 38 razy 22

    Kościół, jak kilka razy w historii pokazał, popiera wszystko co szkodzi państwu i obywatelom. Rozbitym społeczeństwem łatwiej manipulować i łatwiej od takiego wyciągać pieniądze.

  • kac

    Oceniono 21 razy 17

    Ależ kościół głos zabiera, donośnie i wyraźnie poprzez toruńską rozgłośnię.
    Nie zauważyłem, aby hierarchowie jakoś się od niej wyraźnie dystansowali.

  • student_zebrak

    Oceniono 28 razy 12

    ...Moja babcia mawiała, że bez religii bardzo źle się żyje...
    zapewniam pania, ze babcia sie mylila, wlasnie BEZ religii zyje sie dobrze. POstepujemy zgodnie z sumieniem, a nie ze strachu przed "potepieniem wiecznym". Czlowiek jest wolny i ma wolna wole.
    ------------------
    ...Mam na myśli hierarchów kościelnych, którzy są obywatelami tego kraju, tak jak my....
    otoz ci panowie sa przede wszystkim obywatelami oraz funkcjonariuszami panstwa watykanskiego. Ich solidarnosc i lojalnosc dotycza wylacznie Watykanu. Polske traktuja jako lenno od NICH zalezne. Czego zatem pani oczekuje?
    -----------------------

  • sw.stefan

    Oceniono 12 razy 8

    Taa, kościół walczy o wolność..., o władzę walczy, koryto i kakaowe oczka nieletnich, maja wszystko więc resztę mają w dupie.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX