(fot. Morten Stroksnes)

wywiad Gazeta.pl

Więcej wiemy o odległych planetach niż o oceanach. "W głębinach jest więcej zwierząt niż na powierzchni"

Waży do półtorej tony, może żyć 500 lat, jego skóra służyła za papier ścierny, a z wątroby wyrabiano wybuchową nitroglicerynę. Dwóch przyjaciół wybrało się w podróż, żeby na niego zapolować i opowiedzieć historię ginących oceanów. O przygodach opisanych w książce "Księga morza" opowiada Morten Stroksnes.

Dlaczego polowałeś na rekina polarnego?

- Przez 30 lat to była obsesja mojego przyjaciela i artysty, Hugo Aasjorda. Dawno temu mieszkańcy Lofotów [archipelag u północno-zachodnich wybrzeży Norwegii - przyp. red.] polowali na rekiny polarne. Obecnie polowań zaniechano. Ale wiedzieliśmy, że on gdzieś nad dnem morza nadal pływa. Wielki i tajemniczy. Nigdy go nie widzieliśmy, więc zdecydowaliśmy się coś z tym zrobić - zarzuciliśmy linkę z wielkim hakiem, żeby go upolować. Byliśmy po prostu ciekawi, chcieliśmy go złapać i zobaczyć na własne oczy, poznać. Rozumiem wątpliwości niektórych ludzi - czy powinniśmy polować? - ale rekin to też ryba, czy ktoś ma wątpliwości, czy powinniśmy łowić ryby? Poza tym to polowanie stało się świetnym pretekstem do opowieści o morzu. I w gruncie rzeczy o nim jest "Księga morza".

Morten Stroksnes (fot. Alva Gehrmann)Morten Stroksnes (fot. Alva Gehrmann)

Dlaczego chcieliście go złapać? Co jest niezwykłego w tym rekinie?

- Wiele rzeczy. Można spotkać okazy tak wielkie jak np. żarłacz olbrzymi, które mają nawet siedem metrów i ważą do 1,5 tony. Rekiny polarne mogą żyć dłużej niż jakiekolwiek inne zwierzę na Ziemi, nawet do 500 lat. Jego skóra może być albo gładka jak jedwab - jeśli będziemy go głaskać od głowy do ogona - albo ostra jak żyletka, jeśli zrobimy to w drugą stronę. To dlatego, że jest pokryta ostrymi jak żyletki wypustkami. Jeszcze do początku II wojny światowej norwescy rybacy eksportowali ją do Niemiec, gdzie była używana jako papier ścierny. Z kolei z wątroby rekina polarnego wytapiali tran, którego używali do produkcji wybuchowej nitrogliceryny.

Jak się łowi takiego rekina?

- Rekin polarny żyje w ciemności i jest prawie całkowicie ślepy. Ma za to bardzo wrażliwy węch. Dlatego najpierw musisz spuścić na dno przynętę, najczęściej jest to śmierdzące, gnijące mięso. A potem wrócić w to miejsce, zarzucić długą linkę i czekać. Siedzieliśmy tak całymi dniami, na wielkim oceanie w malutkiej łódeczce i. nic.

Na ile niebezpieczne są wody, na których łowiliście?

- Jest już bezpieczniej niż kiedyś. Dawniej w trakcie jednego zimowego dnia mogło utonąć nawet stu rybaków, jeśli zaskoczyła ich burza. Legenda głosi, że w 1849 r. w czasie jednego sztormu zginęło ponad 500 osób. Tylko w ciągu dziewięciu lat pod koniec XIX w. utonęło 240. Teraz jest lepiej. Łódki są bezpieczniejsze, marynarze chodzą w kombinezonach, które pomagają im przeżyć w zimnej wodzie, no i mogą zadzwonić po straż przybrzeżną w razie kłopotów. Pomimo to nadal zdarza się, że co roku tonie kilku z nich. Rybak ciągle jest najniebezpieczniejszym zawodem w Norwegii.

(fot. Morten Stroksnes)(fot. Morten Stroksnes)

Piszesz, że więcej wiemy o odległych planetach niż o oceanach.

- To prawda, o wiele więcej wiemy o powierzchni Księżyca czy Marsa niż o największych głębinach naszych oceanów.

Dlaczego?

- Powodów jest wiele. Przede wszystkim zejście na prawdziwą głębinę jest bardzo trudne i kosztowne. Ciśnienie na głębokości kilku kilometrów jest ogromne. A poza tym do niedawna wydawało nam się, że w takich warunkach nic nie może przeżyć, że głębiny to martwe strefy, więc nie warto się nimi zajmować. Ale oczywiście byliśmy w błędzie - one tętnią życiem w formach, o jakich nam się nie śniło.

Dzięki badaniom oceanografów wiemy, że w głębinach różnych gatunków zwierząt jest więcej niż na powierzchni. Choć wydają się czarne jak smoła, tak naprawdę rozbłyskają tysiącami małych latarenek. Tam, na dole, praktycznie jedynym sposobem na porozumiewanie się, polowanie i kopulowanie jest emitowanie sygnałów świetlnych i wiele gatunków właśnie to robi. Można spokojnie powiedzieć, że to sygnały świetlne, a nie słowa czy ptasie trele są najbardziej rozpowszechnionym sposobem komunikacji na Ziemi.

Przykład?

- Rybom z rodziny matronicowatych wyrasta z głowy lub żuchwy pręt w kształcie łuku zakończony latarenką. Jeden z gatunków ośmiornic ma na każdym ze swoich ramion świetlne wypustki, które emitują światło podczas ataku. Ofiary muszą mieć wrażenie, że zaraz zostaną zjedzone przez wielką choinkę. Większość zwierząt żyjących w głębinach widzi tylko światło niebieskie, co wykorzystuje zwierzę z rodziny wężorowatych. Kiedy poluje, "włącza" czerwone światło, które umożliwia mu zobaczenie ofiary. Jednak on, w jej oczach pozostaje niewidoczny.

(fot. Morten Stroksnes)(fot. Morten Stroksnes)

Które zwierzę żyjące w głębinach jest dla ciebie najbardziej interesujące?

- Gigantyczna ośmiornica, bo jest bardzo tajemnicza, a jednocześnie zaskakująco inteligentna. Jest też pewien gatunek meduzy, która osiąga długość do 40 metrów i ma 300 żołądków. Są zwierzęta bez głowy, takie, które są przezroczyste jak szkło albo mają kształt wstęgi.

Jako ludzie nie widzimy połączenia pomiędzy nami  a oceanami. A jednak ono istnieje. Jak bardzo oceany wpłynęły na to, kim jesteśmy?

- Ludzki płód, który ma około sześciu tygodni, ma bardzo dużo wspólnego z rybą. Ale nawet my, dorośli, mamy wiele cech, które są pozostałościami po naszej długiej ewolucji, życiu, które najpierw trwało w morzach przez miliardy lat. Jednym z przykładów są chociażby mięśnie krtani, które pozwalają nam przełykać i mówić. Ich pierwowzorem były mięśnie, którymi ryby poruszają skrzelami. Ramiona i nogi nie powstały z niczego innego jak z rybich płetw, a nerki i ucho środkowe to także świadectwa naszych morskich przodków.

Oceany są kluczem do życia na Ziemi. Są jego źródłem i przyszłością. Pięćdziesiąt procent tlenu, którym oddychamy, pochodzi z oceanów. Produkują go plankton i morskie rośliny.

Oceany chronią nas przed globalnym ociepleniem.

- Magazynują większość gazów cieplarnianych emitowanych przez ostatnie setki lat. Oceany przyjęły ok. połowy dwutlenku węgla, który wypuściliśmy do atmosfery od czasu rewolucji przemysłowej z XIX w. Do tego trzeba jeszcze dołożyć niezliczone masy metanu, dla atmosfery dwadzieścia razy bardziej niebezpiecznego niż CO2. Żeby oceany mogły wrócić do swojego naturalnego stanu sprzed rewolucji przemysłowej, prawdopodobnie potrzebowałyby tysięcy lat.

(fot. Morten Stroksnes)(fot. Morten Stroksnes)

Twoim zdaniem tym, co ostatecznie przetrwa po katastrofie ekologicznej, którą właśnie sobie fundujemy, będą meduzy. Dlaczego?

- Gazy cieplarniane, które absorbowane są przez morza i oceany powodują, że woda w nich staje się coraz bardziej zakwaszona. To doprowadzi do wyginięcia skorupiaków, krylu i planktonu, które są pożywieniem dla dużych i małych zwierząt. W dodatku globalne ocieplenie dramatycznie zredukuje zawartość tlenu w atmosferze. Dlatego organizmy, także te żyjące w oceanie, wyginą. Wszystkie poza meduzami, bo one prawie w ogóle nie potrzebują tlenu do oddychania.

Wspominasz w książce o szóstej fazie ery masowego wymierania.

-  Jesteśmy świadkami okresu w naszych dziejach, kiedy tak wiele gatunków doprowadziliśmy na skraj wyginięcia, albo już je wybiliśmy, że naukowcy mówią o ich masowym wymieraniu. Przyrównują go do takich kataklizmów z naszej historii jak uderzenie asteroidy, która spowodowała wyginięcie dinozaurów i była jedną z faz masowego wymierania, ale trwała kilkaset lat. Wygląda na to, że z powodu przeludnienia, zanieczyszczenia i nadmiernej eksploatacji paliw kopalnych sprowadzimy na siebie zagładę szybciej niż asteroida.

Eksploatacja ropy - to jest według ciebie największe zagrożenie dla Lofotów, gdzie polowaliście na rekina polarnego?

- Szczerze mówiąc, na Lofotach nie znajdziesz zbyt wielu śmieci, bo prądy wokół wysp są bardzo silne i nie pozwalają im zostać na miejscu. Ale rząd Norwegii chce, żeby w okolicy rozpoczęła się eksploatacja ropy. Jeśli dojdzie do wybuchu, albo wycieku, to może być katastrofa dla roślin i zwierząt żyjących w tym wyjątkowym i bardzo bogatym przyrodniczo regionie - mamy tam głębinowe rafy koralowe, mamy mnóstwo gatunków zwierząt. Podejmowanie takiego ryzyka jest według mnie niemoralne.

'Księga morza...' w polskim przekładzie ukazała się nakładem Wydawnictwa Literackiego (fot. materiały prasowe / Morten Stroksnes)'Księga morza...' w polskim przekładzie ukazała się nakładem Wydawnictwa Literackiego (fot. materiały prasowe / Morten Stroksnes)

Jak możemy chronić oceany?

- To jest źle postawione pytanie. Sposób, w jaki je zadałeś sugeruje, że powinniśmy być dla oceanów mili, tak jak możemy być mili dla kotków albo misiów panda. Ochrona oceanów to nie jest opcja, ale konieczność. Oczywiście niewyrzucanie śmieci by pomogło, ale największym zagrożeniem jest globalne ocieplenie, które zakwasza wody, pozbawia je tlenu i rujnuje ekologiczną równowagę na całej planecie. Jeśli to się nie zmieni, życie na Ziemi stanie się niemożliwe. Będzie po nas.


Morten Andreas Stroksnes. Ur. 1965 r. Dziennikarz, fotograf i pisarz. Studiował historię, literaturę i filozofię w Oslo i Cambridge. Autor felietonów i artykułów dla większości głównych norweskich gazet. 

Łukasz Długowski. Podróżnik i dziennikarz. Pisze m.in. o mikrowyprawach - proponuje, jak wcisnąć przygodę między pracę a zabiegane życie rodzinne. Autor książki "Mikrowyprawy w wielkim mieście". Swoje przygody relacjonuje na Facebooku i Instagramie: Mikrowyprawy.

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Zobacz także
Komentarze (29)
Zaloguj się
  • jan.go

    Oceniono 16 razy 14

    " z powodu przeludnienia, zanieczyszczenia i nadmiernej eksploatacji paliw kopalnych sprowadzimy na siebie zagładę " to skutki naszych zachowań przyczyny nieszczęść czy to ocean czy dom Kowalskiego są zawsze te same np chciwość czy pogarda

  • byrcyn11

    Oceniono 17 razy 13

    Że świat jest przeludniony pisałem już wielokrotnie - nie chwaląc się ;-) Dlatego dobrze, że w Europie rodzi się coraz mniej dzieci, ale tak musi być i na innych kontynentach; więc uświadamianie, uświadamianie, uświadamianie, ...

  • rikol

    Oceniono 15 razy 11

    Najważniejsze, żeby ograniczyć dzietność, zwłaszcza w Afryce, gdzie jest największa. Bez tego wszelkie działania to pozory.

  • doomsday

    Oceniono 18 razy 10

    Jeszcze 3-4 lata temu 9 na 10 osób pisało tu, że globalne ocieplenie jest oszustwem w celu wyłudzenia pieniędzy. Wielu cytowało Korwin Mikkiego.
    Co się stało? To globalne ocieplenie nie jest już oszustwem? A co z autorytetem wszystkich młodych i wykształconych Korwin Mikke?

  • dar61

    Oceniono 11 razy 9

    Ach, marzenie mej młodości - oceanografia. Zachwyt. Oczarowanie z zadziwieniem zmieszane. Przestrach, bojaźń. Niedowierzanie. I znów ogrom mej niewiedzy, a więc i chęć poznania ciebie, Oceanie. Myśl, że przecież ledwo umiem pływać. A tam głębia, czerń i parcie, że Nautilus ledwo wytrzyma... Że Bałtyku głębia, że Karego głębia - to morowa głębia...
    Ale gdy człek się dowiaduje o kominach termalnych, o subdukcji, o ogromie czasu, w jakim się życie kotłowało tam w głębinach, nim wychynęło na trwałe, wiele razy się nazad chowając. Raaany - toż to trzeba zbadać, poodkrywać, przecież ledwo się to daje dotknąć. Ogrom, świat równoległy, z własnymi tajemnicami, z innym dostrzeganiem abisalnym, innymi sferami, innymi zmysłami, inną innością.

    A czy mamy prawo wydobywać te stwory, by namacać, by się rozdymały i rozpękły nim je ujrzymy? Ależ po co - by piszący teakie słowa miał trofeum, jakąś nową nazwę sklecił, neostwora ochrzcił, ogo-agar od agaru-agaru odróżniał?
    Człowieku Hugonowy, hakiem się zasłaniający, nowe akwalungi na głębiny wymyślający - pomyśl o tym czasem. Wszak nasz przodek, prastrunowiec, na ciebie z głębin czasu i oceanu zerka - a ty mu plastik ślesz, w ocean fajdasz, rekordowego rekina na haku tylko chcesz, za klatratami dno mu skrobiesz...
    Ba! Dno tam sobie takie zawłaszczasz, narodom przydzielasz, surowce tylko ważysz, metali rzadkich z dna pożądasz, za galeonami popatrujesz, świętość śmierci wraków wycieczkami najętymi naruszasz.

    Ale ten ocean ci i tak umknie, zamknie swe wiry, wystudzi ci lądy, zepchnie nawet w kosmos - i przetrwa. Ucz się od niego, nie próbuj niszczyć. Inaczej będzie po tobie. A po twej erze ocean wykluje nowe życie, bez ciebie.

    ***
    '...obsesja mojego przyjaciela i artysty, Hugo Aasjorda...'
    HUGONA, Redakcjo, Hu-go-na.

  • rezun-one

    Oceniono 11 razy 3

    Niedługo rozpocznie się wielkie wymieranie ludzi, elity z przerażeniem odkryją że nie ma kto na nich pracować.
    Potrzebna będzie wielka wojna by zmniejszyć populację i wprowadzić nowe stosunki.
    Przede wszystkim umrze KK ze swoją ochroną poczętych, na całym świecie zostanie wprowadzona precyzyjna kontrola populacji. Liczba ludności musi się zmniejszyć do 1/5, zrealizują to jedynie poprzez kontrolę urodzin i eutanazję. Można to zrobić jak planuje się w Polsce poprzez głodowe emerytury. Nie starczy nawet na jedzenie a o lekach będzie można pomarzyć. Można też iść drogą Afrykańską, mnożyć się bez opamiętania przy śmiertelności dzieci 80% . Złote lata ludzkości dobiegają końca, teraz myślenie lub śmierć.

  • pyosalpinx

    Oceniono 5 razy 1

    Uruchomcie jeszcze wiecej kopalni wegla....i jeszcze bardziej podniecajcie sie Trumpem jak wam powie ze POlacy tacy wspaniali.....

  • imizuni

    Oceniono 7 razy 1

    NAJINTELIGENTNIEJSI a zarazem najgłupsi,,ludzie..pojawiliśmy się na tej ziemi 5 sekund przed 12-tą i już zdążyliśmy ją zrujnować..strach pomyśleć jaka przyszłość czeka tych ,którzy teraz się rodzą..nic IM nie zostawimy..

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX