(fot. RedKoalaDesign / iStockphoto.com)

zjawisko

Życiowa filozofia Polaków: "Jakoś to będzie"

Książki z różnych stron świata opowiadające o sposobach na osiągnięcie szczęścia zapełniły półki księgarń. Od duńskiego hygge przez szwedzkie lagom aż po japońskie ikigai. Ale my wcale nie musimy uczyć się szczęścia od innych nacji!

Ułańska fantazja

Filozofia jakoś to będzie nie może się obejść bez ułańskiej fantazji. To trudne do zdefiniowania, ale typowe dla wielu Polaków połączenie odwagi, nieskrępowanej wyobraźni i umiłowania wolności. Dzięki niej potrafimy wcielać w życie nawet najbardziej szalone pomysły. Pielęgnujemy ją w sobie od wieków: zarówno w czasach wojen (szczególnie podczas bitew), jak i pokoju (choćby podczas wystawnych szlacheckich zabaw)*.

Z lewej oficer polskiej Kawalerii Narodowej w 1791 r. Z prawej ułani armii Księstwa Warszawskiego na obrazie Januarego Suchodolskiego (fot. Wikimedia.org / Free Art License / Wikimedia.org / Domena publiczna)Z lewej oficer polskiej Kawalerii Narodowej w 1791 r. Z prawej ułani armii Księstwa Warszawskiego na obrazie Januarego Suchodolskiego (fot. Wikimedia.org / Free Art License / Wikimedia.org / Domena publiczna)

Słowo "ułan" pochodzi z języka polskich Tatarów i miało określać młodych mężczyzn, którzy tworzyli pułki jazdy tatarskiej i walczyli w obronie Polski. Częścią stroju ułańskiego była tzw. rogatywka, która do dzisiaj pozostaje polską czapką narodową. Ale oprócz nakrycia głowy po dawnych ułanach zostało nam coś jeszcze: energia i gorliwość. Bo ułańska fantazja to młodzieńcza porywczość, która towarzyszy nam bez względu na wiek. To zadziorność oraz chęć do działania i poznawania świata. Jedno z naszych najpopularniejszych powiedzeń - "Polak potrafi" - nie miałoby racji bytu bez iskry zwanej ułańską fantazją.

Mimo że już nie sypiamy jak ułani z szablą pod poduszką, to wciąż wyróżnia nas gotowość do przekraczania granic i odwaga, by w nieszablonowy sposób mierzyć się z przeciwnościami losu. Na przykład Aleksander Doba, kajakarz, podróżnik i odkrywca, w wieku 64 lat jako pierwszy samotnie przepłynął kajakiem Ocean Atlantycki z kontynentu na kontynent wyłącznie dzięki sile mięśni. O towarzyszącej polskim sportowcom ułańskiej fantazji mówi: Przypominam sobie, że w hiszpańskiej prasie krótko przed Letnimi Igrzyskami Olimpijskimi w Barcelonie w 1992 roku napisano o mnie i o grupie polskich kajakarzy, z którymi płynąłem przez rzekę: "szarża ułańska pod Somosierrą". Każdy ułan potrzebuje konia - moim ułańskim atrybutem jest kajak. Wydaje mi się, że nieodłącznym składnikiem ułańskiej fantazji jest spontaniczność, która pozwala dążyć do celu, podejmować ryzyko i ciągle podnosić sobie poprzeczkę. Chodzi przede wszystkim o ciekawość świata. Zawsze powtarzam, że rzecz nie w tym, żeby robić coś za wszelką cenę, ale by poznawać swoje możliwości i czuć się wolnym.

Dzięki ułańskiej fantazji życie jest ciekawsze, ponieważ wyklucza ona nadmierną ostrożność - a czasem ostrożność w ogóle. Zachęca do intensywnego przeżywania i wychodzenia ze strefy komfortu. Nasi sportowcy od lat pokazują, że można odnosić spektakularne sukcesy w najtrudniejszych warunkach. Dobrym przykładem są himalaiści, którzy nie tylko zdobywają najwyższe i najbardziej wymagające szczyty, ale też robią to w niepowtarzalnym stylu. Jerzy Kukuczka zdobył Koronę Himalajów i Karakorum jako drugi człowiek na Ziemi i to w niecałe osiem lat (jego poprzednik potrzebował na to ponad dwa razy więcej czasu). Wanda Rutkiewicz jako pierwsza kobieta stanęła na wierzchołku K2 i była pierwszą Europejką na Mount Evereście. Andrzej Bargiel - dziś jeden z najszybszych himalaistów na świecie, rekordzista narciarstwa wysokogórskiego, który w 2015 roku jako pierwszy zjechał na nartach z ośmiotysięcznika Broad Peak - chodzi w Himalaje bez butli tlenowej. To mierzenie się z czymś, co może się wydawać niemożliwe do osiągnięcia, jest kwintesencją ułańskiej fantazji.

Dworzec kolejowy w Szczecinie. Aleksander Doba podczas powitania po kajakowym rejsie przez Atlantyk. Wita go żona Gabriela Doba (po prawej) (fot. Cezary Aszkielowicz / Agencja Gazeta)

Dlatego chociaż naszym ulubionym sportem pozostaje piłka nożna oraz mamy świetną kadrę szczypiornistów i siatkarzy, to największe sukcesy odnosimy w dyscyplinach indywidualnych. Współcześni ułani zamienili broń i lance na atrybuty sportowe i dzięki nim ustanawiają nowe rekordy w lekkoatletyce. Na przykład Władysław Kozakiewicz, tyczkarz i wieloboista, który zasłynął nie tylko ułańskim skokiem, ale i równie ułańskim, buńczucznym gestem sprzeciwu wobec wygwizdującej go radzieckiej publiczności podczas Letnich Igrzysk Olimpijskich w Moskwie w 1980 roku. Albo Robert Korzeniowski - czterokrotny mistrz olimpijski w chodzie (od Atlanty po Ateny), który dziś uznawany jest za wzór dyscypliny i wytrwałości w dążeniu do celu. Uwspółcześniona wersja ułańskiego wierzchowca - samochód wyścigowy - pozwoliła Robertowi Kubicy zostać rajdowym mistrzem świata. A szybkość, nieograniczona niczym wolność szybowania w powietrzu, i odwaga Adama Małysza pozwoliły uczynić z zawodów skoków narciarskich polskie zimowe święto narodowe, dzięki czemu mistrz dochował się równie nieustraszonych następców.

Choć ułańską fantazję w pierwszym odruchu łączymy z energią, a czasem z porywczością, jest ona równie silnie związana z polską szlachetnością i pomysłowością. Tego ducha pielęgnowali nasi przodkowie, szukając nieszablonowego wyjścia z patowych sytuacji i krzewiąc polskość, gdy naszego kraju nie było na mapach świata. Taką postacią był na przykład XIX-wieczny podróżnik Stefan Szolc-Rogoziński, badacz afrykańskich kultur, który wbrew woli ojca wstąpił do Akademii Morskiej w Kronsztadzie w Zatoce Fińskiej. Jego marzeniem było stworzenie przytułku dla polskich emigrantów w odległym Kamerunie. By zrealizować swój  cel, wykupywał ziemię od mieszkańców - do 1884 roku zebrał od ziarnka do ziarnka 30 kilometrów kwadratowych. W jego działaniach wspierali go Bolesław Prus i Henryk Sienkiewicz. Trudno się dziwić, że to właśnie autor Trylogii był gorącym zwolennikiem tej ekspedycji. W swojej prozie nieraz dawał upust literackim wariacjom na temat ułańskiej fantazji. Wystarczy przyjrzeć się jednej z najbarwniejszych postaci stworzonych w polskiej literaturze - Andrzejowi Kmicicowi.


Nie trzeba jednak wypływać na szerokie wody ani zdobywać medali w konkurencjach sportowych, by poczuć, czym jest ułańska fantazja. To cecha, którą każdy z nas może pielęgnować i troszczyć się o nią, bo uaktywnia się ona również w zwyczajnych, codziennych sytuacjach. Olga Drenda, dziennikarka, autorka "Duchologii polskiej", wyjaśnia, czym jest dla niej ułańska fantazja dnia powszedniego: Jako typowa Polka ułańską fantazją wykazuję się zawsze, gdy wieszam pranie lub firanki, ponieważ mam zwyczaj stawania wtedy na krawędzi wanny albo parapetu. Oszczędza mi to wysiłku przynoszenia sobie drabiny i wnosi element adrenaliny w moje spokojne życie, ale że grozi również urazem kręgosłupa, nie jest to zachowanie szczególnie roztropne. Ułańska fantazja to cecha, która czasami każe nam rzucać wyzwania losowi, nieraz na granicy brawury. Każe nam ścigać się z czasem i denerwować na z góry ustalone procedury, nie pozwala się podporządkowywać cudzemu zdaniu.

Światowa prasa o sukcesie wyprawy polskich himalaistek na Gaszerbrumy. Wyprawą kierowała Wanda Rutkiewicz (fot. archiwum Marka Janasa)Światowa prasa o sukcesie wyprawy polskich himalaistek na Gaszerbrumy. Wyprawą kierowała Wanda Rutkiewicz (fot. archiwum Marka Janasa)

Mam jednak wrażenie, że ten duch to szczepionka przeciwko dyktatorskiemu maszerowaniu w równym rządku. Felix Ormerod, angielski podróżnik, który odwiedził Polskę w czasie zmian ustrojowych w 1990 roku, stwierdził, że nasz kraj to takie NRD, w którym ludzie chodzą na skróty przez trawnik. W tym zdaniu zamyka się dla mnie istota ułańskiej fantazji - to połączenie zamaszystego gestu, kreatywności i odrobiny anarchii. Oczywiście cecha ta nie wymaga umiejętności jazdy konnej - można być nią obdarzonym niezależnie od wieku, płci czy pochodzenia. Ujawnia się ona w bałaganiarskiej urodzie ogródków działkowych, w jagodowych i pistacjowych elewacjach domów, w remontach zrobionych "na słowo honoru", ale za to z pomysłem, w pojazdach własnej produkcji, w zamiłowaniu do przygody. To chaos, ale pełen wdzięku.

Ułańskiej fantazji nie da się jednoznacznie zdefiniować, trudno ją także przetłumaczyć na inne języki, ponieważ w pojęciu tym mieści się coś więcej, niż można wyrazić w samych słowach. (...)

Życiowa zaradność

Ostatnie trzysta lat to dla większości polskich obywateli właściwie historia braku: od braku niepodległości oraz możliwości posługiwania się ojczystym językiem, przez brak wolności słowa i wyznania, po braki typowo ekonomiczne: mieszkań, samochodów czy żywności. Nic dziwnego, że inną niezwykle popularną w Polsce planszówką jest "Kolejka" autorstwa Karola Madaja - odwołująca się do czasów PRL-u i panującego wówczas niedoboru towarów w sklepach. Wymaga ona zaangażowania wielu osób, cierpliwości, sprytu i właśnie zaradności, tak jak ówczesne życie. Bo czasami, nawet jeśli coś było dostępne, i tak wymagało umiejętności radzenia sobie.

W 2016 roku furorę w mediach społecznościowych zrobiło zdjęcie aktora Toma Hanksa i samochodu, w którym - jak sam przyznał - zakochał się od pierwszego wejrzenia. Nie ma w Polsce osoby, która nie rozpoznałaby tego modelu. To polski fiat 126p. Maluch. Na Węgrzech, gdzie aktor się sfotografował, mówią nań Kispolák - mały Polak. I nie bez powodu. Choć na włoskiej licencji, najwięcej egzemplarzy tego samochodu wyprodukowano w latach 1973-2000 właśnie w Polsce: prawie 3,5 miliona. Poza ulicami polskich miast maluchy jeździły też m.in. w RFN, Jugosławii, na Kubie i w Chinach, gdzie służyły za taksówki.


To wspaniałe auto umocniło trzy pokolenia Polaków w przekonaniu, że chcieć to móc. Jako że było dość podatne na usterki, jeszcze dziś w każdej polskiej rodzinie można usłyszeć niejedną anegdotę o tym, jak tata, wujek lub dziadek zdołał samodzielnie rozkręcić malucha na najmniejsze śrubki, a potem zmontować go z powrotem i jechać dalej. Albo historię o tym, jak pęknięty pasek klinowy udało się zastąpić damską pończochą. Jeszcze większe wyzwanie stanowiły jednak gabaryty auta: 3 metry długości, 1,3 metra szerokości i tyleż wysokości. Choć dziś trudno sobie wyobrazić, by można nim było pojechać po warzywa na targ, kiedyś regularnie wożono maluchami lodówki, pralki, łodzie na dachu i czteroosobowe rodziny z kompletnym bagażem na dwutygodniowe wakacje w Bułgarii. Kto choć raz tego doświadczył, wie, że słów "nie da się" nie można traktować do końca poważnie.

I chociaż czasy ciągłych niedoborów już minęły, dryg do improwizacji nam pozostał, dzięki czemu i dziś potrafimy znaleźć nieszablonowe wyjście z każdej sytuacji. (...) Nic dziwnego, że wśród odkryć polskich naukowców wiele miało przełomowy charakter.

Jest beznadziejnie

Prawdopodobnie w chwili, gdy czytasz te słowa, pogoda jest beznadziejna. W najlepszym wypadku - taka sobie. Jest zdecydowanie za zimno. Albo tylko trochę, ale jednak. Zachmurzyło się i pada deszcz. Albo słońce razi w oczy, a upał jest tak męczący, że nie wiesz, gdzie się schować. Wieje silny, nieprzyjemny wiatr. Albo właśnie nie wieje i smog w mieście robi się nie do wytrzymania. Ciśnienie? Jak zawsze - za niskie (można by zrobić kawę, ale ekspres właśnie się zepsuł, a poza tym skończyło się mleko). Albo za wysokie, bo coś wszystkich głowy tak dziwnie bolą. A może pogoda i jest idealna, ale nie wiesz tego, bo w twoim biurze nie ma nawet okien. Do tego klimatyzacja chodzi tak mocno, że chociaż jest środek lata, właśnie łapie cię przeziębienie. Jest sierpień i pada deszcz? A może luty i już się zastanawiasz, jak wytłumaczyć dzieciakom, że ferie znów będą bez śniegu? Spadnie pewnie na Wielkanoc. Jeśli jest listopad, to na sto procent - zresztą nieważne. I tak o 16:30 robi się ciemno.

Polskie wynalazki (fot. ilustracja z książki 'Jakoś to będzie')Polskie wynalazki (fot. ilustracja z książki 'Jakoś to będzie')

"Jak tak sobie trochę ponarzekam, to od razu czuję, że żyję" - wszyscy znamy to uczucie. Uwielbiamy narzekać. Każdy pretekst jest dobry: praca (wkurzający szef, za dużo obowiązków i za niskie wynagrodzenie), zdrowie (wymienić w kolejności chronologicznej czy alfabetycznej?), politycy (wiadomo) i tak dalej. Oczywiście, lubimy też narzekać, że Polacy narzekają. Bo przecież ile można tego słuchać.

Paradoks polega na tym, że nie przestajemy narzekać, choć z roku na rok coraz mniej mamy ku temu powodów i uważamy się za coraz szczęśliwszych. Dlaczego? Profesor Antoni Kępiński uważał, że przychodzi nam to tak łatwo, bo jako naród burzliwy mamy skłonność do popadania w skrajne emocje: euforię i rozpacz. Z kolei zakorzeniony w nas idealizm sprawia, że wyjątkowo trudno nam się pogodzić z tym, że świat nie był, nie jest i nigdy nie będzie idealny. Uważamy, że zawsze można coś poprawić, zrobić lepiej, bardziej się postarać. Badania nad polską kulturą narzekania nasi naukowcy prowadzili już w latach dziewięćdziesiątych.

I już wtedy ponad połowa z nas deklarowała, że lubimy narzekać bez powodu. Różnimy się pod tym względem od innych narodowości, a od niektórych bardzo wyraźnie. Na przykład kultura amerykańska nakazuje entuzjazm, więc jeżeli Amerykanin ma na końcu języka coś negatywnego, powinien to raczej zachować dla siebie. W Wielkiej Brytanii nie trzeba co prawda być szczęśliwym, ale jednocześnie nie wolno być nieszczęśliwym. Tymczasem w Polsce na pytanie "Jak leci?" wypada odpowiedzieć "Aa, stara bieda", choćbyśmy nawet dzień wcześniej trafili szóstkę w lotka. (...)

Kolejka do kolektury Lotto (fot. Wojciech Olkuśnik / Agencja Gazeta)

Czy narzekanie ma zalety? Jak najbardziej! Uwalnia nas od nieprzyjemnych emocji i może prowadzić do zmiany sytuacji, która nam nie odpowiada. Jednak żeby tak się stało, powinno ono dotyczyć określonego problemu, na przykład konkretnego nauczyciela, lekarza czy sąsiada i tego, co zrobili źle, a nie oświaty, służby zdrowia, sąsiadów czy wszystkiego w ogóle, bo to z kolei prowadzi do przygnębienia i nieufności. Badania wskazują, że ufamy ludziom, z którymi mamy bezpośredni kontakt. Prawie nigdy nie narzekamy na rodzinę i przyjaciół, a okolicę, w której mieszkamy, uważamy za bezpieczną. To wyjaśnia, dlaczego choć od lat deklarujemy, że sprawy w Polsce i na świecie idą w złym kierunku, jednocześnie uważamy, że nam samym i naszym bliskim żyje się coraz lepiej. Jesteśmy optymistami na lokalną skalę.

Polska kultura narzekania mówi o nas coś jeszcze. Jesteśmy szczerzy, bezpośredni, lubimy mówić wprost, bez owijania w bawełnę. Ale gdy słuchamy kogoś, kto maluje świat w czarnych barwach, jesteśmy bardziej skłonni mu uwierzyć, choćby to, co mówi, nie miało pokrycia w faktach. Osoby, które narzekają, uważamy za mądre, wiarygodne i trafnie oceniające rzeczywistość wokół. Z kolei tych, którzy są nastawieni entuzjastycznie, zazwyczaj uznajemy za miłych, ale niezbyt spostrzegawczych. Jedno jest pewne: w Polsce narzekanie pełni dość szczególną rolę, specyficzną dla naszej kultury - pozwala nam nawiązywać i pogłębiać relacje. Jeśli na przykład na pytanie "Co słychać?" odpowiemy, że "Wszystko dobrze", będzie to najprawdopodobniej oznaczało, że chcemy trzymać rozmówcę na dystans. Tymczasem narzekanie może być formą zagajenia, zaproszeniem do rozmowy, otwarcia się. To konwencja, w której my, Polacy, od razu się odnajdziemy.

(fot. materiały prasowe)
(fot. materiały prasowe)

*Fragment książki "Jakoś to będzie. Szczęście po polsku"


Beata Chomątowska. Dziennikarka i pisarka, autorka m.in. książek reporterskich "Stacja Muranów" i "Pałac. Biografia intymna" oraz powieści "Prawdziwych przyjaciół poznaje się w Bredzie". Krakowianka z pochodzenia, mieszka w Warszawie.

Dorota Gruszka. Obecnie redaktorka, w poprzednich życiach organizatorka międzynarodowych wystaw i festiwali, antykwariuszka i zbieraczka odpadów opakowaniowych. Bielszczanka z pochodzenia, mieszka w Krakowie.

Daniel Lis. Redaktor książek z dziedziny literatury faktu, dziennikarz, z wykształcenia politolog. Szczecinianin z pochodzenia, mieszka w Gdańsku.

Urszula Pieczek. Redaktorka, doktorantka na Wydziale Polonistyki Uniwersytetu Jagiellońskiego. Lubaczowianka z pochodzenia, mieszka w Krakowie.

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Zobacz także
Komentarze (10)
Zaloguj się
  • my_kroolik

    Oceniono 3 razy 3

    "Zmieścisz się śmiało..."

  • jakobhorner

    Oceniono 5 razy 3

    pracuję obecnie z Ukrainkami. Uwierzcie, nasze kombinatorstwo przy nich to najwyżej połowa. Patrzę na to spokojnie, ale jednak coraz bardziej wk..wiomu, z drugiej strony jak My musimy wkurzać Anglików, Francuzów czy Niemców? Dla tubylcy, to musi być ista udręka spędzać czas z Polakiem na saksach.

  • dobrochnaa

    Oceniono 2 razy 2

    Te podręczniki to dopiero brawura i ułańska fantazja w pędzie (a przynajmniej w chęci) do zrobienia kasy - na gó.... (na niczym)

  • mszczuj_von_kain

    Oceniono 3 razy 1

    Pierwszy patent na spinacz przyznano w 1867. Z Józefa Hoffmana to musiał być straszny wymiatacz, skoro udało mu się wynaleźć coś, co opatentowano kilka lat przed jego urodzeniem.

  • ttrkwcz

    Oceniono 1 raz 1

    Ciekawe, że źródła internetowe takie jak Wikipedia podają innych wynalazców lamp naftowych, spinaczy oraz pamięci komputerowych, o grafenie nie wspominając...

  • 99niebieskakropka

    0

    Autorka, autor, autorzy, tego artykułu kompletnie nie mają pojęcia o czym piszą. Błędy na podstawowym poziomie pojęciowym. Jeden wielki smutek.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX