Bolesław Prus ok. 1890 r.

Bolesław Prus ok. 1890 r. (fot. Wikimedia.org / Domena publiczna)

ludzie

Wszystkie lęki Prusa. Czytelnicy go uwielbiali, a on się bał samotnie wyjść z domu

Chorobliwie zazdrosny o Sienkiewicza, człowiek o dwóch twarzach. Miał ataki paniki, cierpiał na liczne fobie. By móc żyć normalnie, Aleksander Głowacki stworzył nową tożsamość, która pozwoliła mu ukryć jego problemy.

- Jego życie zaczęło się i skończyło w dzieciństwie - stwierdziła w wywiadzie dla Polskiego Radia Monika Piątkowska, autorka niedawno wydanej książki "Prus. Śledztwo biograficzne". Zanim doszła do takiego wniosku, wykonała pracę godną detektywa. Nie poprzestała na analizie utworów literackich Prusa, felietonów, w których często wracał np. do tematu przemocy wobec dzieci, czy bogatej korespondencji, jaką prowadził z rodziną i przyjaciółmi. Dotarła do opinii ekspertów, którzy zajmowali się psychiką pisarza - wśród nich był jego przyjaciel, dziennikarz i psycholog Julian Ochorowicz oraz psychiatra prof. Stefan Borowiecki, który odkrył, że śmiech i humor u Aleksandra był reakcją lękową. Jaki portret pisarza stworzyła?

Monika Piątkowska o nieznanych faktach z życia Bolesława Prusa mówiła też w "Poranku Radia TOK FM". Fragmentu audycji możecie posłuchać tutaj>>> .

Niechciany

Już same narodziny Aleksandra 20 sierpnia 1847 roku są owiane tajemnicą. Pisarz nie przyszedł  na świat w rodzinnym majątku Żabcze, ale na hrubieszowskiej plebanii. Jego ojciec, Antoni Głowacki, zwlekał aż cztery miesiące, zanim przyjechał do Hrubieszowa, by zobaczyć dziecko. Nie dziwią więc plotki i pytania, a wśród nich to najważniejsze: czy Aleksander był synem Antoniego?

Bolesław Prus w mundurze studenta Szkoły Głównej w 1871 r. (fot. Konrad Brandel / Wikimedia.org / Domena publiczna)Bolesław Prus w mundurze studenta Szkoły Głównej w 1871 r. (fot. Konrad Brandel / Wikimedia.org / Domena publiczna)

Na temat stosunków panujących między rodzicami Aleksandra Głowackiego wiadomo niewiele. Oprócz przyszłego pisarza urodziło im się jeszcze dwoje dzieci - starszy od Aleksandra o 13 lat Leon oraz Brygida, która zmarła we wczesnym dzieciństwie. W małżeństwie nie układało się dobrze. Antoni miał być człowiekiem niezaradnym, w swojej książce Piątkowska nazywa go wręcz "gnuśnym". Nie wiadomo, czy to było przyczyną konfliktów, ale faktem jest, że po narodzinach Aleksandra jego matka - Apolonia - postanowiła nie wracać do domu męża. Najpierw pojechała do rodziców, potem do siostry, do Puław. Aleksandra miała ze sobą. Leon został z ojcem.

Apolonia zmarła na gruźlicę, kiedy Aleksander miał niespełna 3 lata. Trafił pod opiekę babki, Marcjanny Trembińskiej. Pracowała ona jako pomoc gospodarcza w Instytucie Maryjskim, założonym w dawnym pałacu Czartoryskich w Puławach i nie miała czasu dla wnuka. Potrafiła wpaść w furię z byle powodu, wyzywać dziecko od łajdaków, gałganów i bić za byle co. Chłopiec rósł bez poczucia bliskości i ciepłej opieki. Gdy wkroczył w wiek szkolny, babka uznała, że czas, by zajął się nim mężczyzna - przekazała go więc bezdzietnemu i dobrze sytuowanemu wujostwu, Klemensowi i Domiceli Olszewskim, mieszkającym w Lublinie. "Siedmioletni Aleksander opuszczał dom Marcjanny z opinią krnąbrnego, zawziętego i pozbawionego serca łobuza" - pisze autorka "Śledztwa".

W nowym domu chłopiec musiał zaakceptować reguły, m.in. zakaz przebywania dziecka w salonie z dorosłymi, bezwarunkowe posłuszeństwo i  pilną naukę. Buntował się przeciw nim. W dodatku był niezdarny, co chwila coś tłukł, brakowało mu manier. Już to irytowało wuja, a kiedy  chłopiec nie zdał do następnej klasy, odtrącił go. Nie pomogło nawet to, że w końcu wyszedł na szkolną prostą i zaczął zbierać dobre oceny. Kiedy w 1861 roku wuj Klemens został służbowo przeniesiony do Lubartowa, gdzie miał objąć posadę ekspedytora poczty, Olszewscy postanowili pozbyć się 14-letniego wówczas Aleksandra. Wysłano go do jego rodzonego brata, Leona, nauczyciela w siedleckim, potem kieleckim gimnazjum. Chłopiec i młody mężczyzna byli sobie zupełnie obcy. Nic więc dziwnego, że gdy w 1863 roku wybuchło powstanie styczniowe, Leonowi nie udało się upilnować brata. Aleksander uciekł ze szkoły do oddziału powstańczego Dionizego Czachowskiego. Miał zaledwie 16 lat, gdy został ranny w starciu pod Białką i spędził ponad miesiąc w siedleckim szpitalu jako jeniec wojenny. Przed egzekucją uratował go wiek, ale traumy, lęki powstańcze i  przerażające obrazy pozostały w nim na zawsze. W szpitalu odnalazła go ciotka Domicela i zabrała do Lubartowa. W tym czasie Leon pojechał do Wilna jako tajny przedstawiciel władz powstańczych. Nie wiadomo, na czym polegała misja, której się podjął, ale wrócił z niej kompletnie zniszczony psychicznie. "Z godziny na godzinę Leon tracił kontakt z rzeczywistością: majaczył, miał omamy, napady lęku i wszechogarniające poczucie winy" - pisze Piątkowska. 

Z lewej pierwodruk Lalki w 'Kurierze Codziennym' z 1889 roku. Z prawej Beata Tyszkiewicz w roli Izabeli Łęckiej w filmie 'Lalka' Wojciecha Jerzego Hasa z 1968 r. (Wikimedia.org / Domena publiczna)Z lewej pierwodruk Lalki w 'Kurierze Codziennym' z 1889 roku. Z prawej Beata Tyszkiewicz w roli Izabeli Łęckiej w filmie 'Lalka' Wojciecha Jerzego Hasa z 1968 r. (Wikimedia.org / Domena publiczna)

W tym czasie o ledwie ozdrowiałym Aleksandrze przypomniały sobie władze - jako uczestnik powstania trafił na kilka miesięcy do więzienia. Po wyjściu postanowił skończyć lubelskie liceum i zamieszkać na stancji.

Pierwsze załamanie

W szkole pokochał matematykę, zdecydował się więc na studia w Szkole Głównej Warszawskiej. Widział siebie w roli inżyniera, marzył o karierze naukowca i wynalazkach, które zrewolucjonizują świat. Studia to dla niego czas ogromnego biedowania - nikt mu nie pomagał finansowo, nie miał spadku, dorabiał korepetycjami, czasem pożyczał pieniądze. Gdy już coś zarobił, często przepuszczał pieniądze na alkohol, stawiając wszystkim kolejkę, by zjednać sobie przyjaciół. "Koledzy uważali, że Aleksander nie jest zbyt przystojny i nie może liczyć na duże powodzenie u kobiet. (...) raził strój Aleksandra, jego wiecznie niedoczyszczone, powykrzywiane buty, stare płaszcze i jakiś abnegacki szyk, który kazał o nim myśleć jako o człowieku niepraktycznym i niedbającym o higienę" - pisze Piątkowska. A jednak Prus miewał w tym czasie romanse, i to liczne.

Z listu Prusa do przyjaciela, Juliana Ochorowicza, można wywnioskować, że "porzucił dziewczynę z czarnymi oczami", która, co zakłada Piątkowska, była w ciąży. Ten wątek - porzuconych kobiet z dziećmi - przewijać się będzie w jego twórczości. A w życiu poskutkowało to  pierwszym poważnym załamaniem. "Wiadomo, że z końcem roku akademickiego Aleksander pojawił się na egzaminie z rachunku różniczkowego (...) i na własne życzenie go oblał. (...) na oczach zdumionych kolegów zażądał, żeby postawić mu pałę i wyszedł z sali egzaminacyjnej" - pisze Piątkowska. To był dopiero początek. "Zaczął gwałtownie zapadać się w sobie coraz bardziej, miał myśli samobójcze, stany depresyjne, które trwały długie miesiące - taki obraz Aleksandra, roztrzęsionego i zagubionego, wyłania się z listów przyjaciela Mścisława Godlewskiego. Załamanie nerwowe Prusa znalazło odbicie w jego zapiskach, jakie latem 1868 roku prowadził. Zastanawiał się w nich, "dlaczego pewne obłoczki wśród ciemnych, a może nad ciemnymi są jasnoczerwonego koloru", kiedy indziej uznał, że obserwowana przez niego komoda jest "istotą potrzebującą i nałogową" - czytamy w "Śledztwie".

Ławeczka Bolesława Prusa w Nałęczowie (fot. keriluamox / Flickr.com / CC BY-SA 2.0)Ławeczka Bolesława Prusa w Nałęczowie (fot. keriluamox / Flickr.com / CC BY-SA 2.0)

Jako mąż i nie mąż

Wiosną 1869 roku w swoim prywatnym dzienniku napisał: "Praca, obowiązki, rodzina, ojczyzna, zaparcie się, zapomnienie ludzi i u ludzi to daje rzeczywistość. Przyjmijmy to". Zrozumiał, że mieszka w nim choroba, być może ta sama, która pozbawiła zmysłów rodzonego brata. Że jest w nim coś, co utrudnia mu kontakt ze światem i czyni go słabym. Postanowił więc stać się takim, jakim chcą go widzieć inni, co jednak oznaczało konieczność ukrycia swojego prawdziwego ja. To właśnie wtedy w swoich notatkach Aleksander zapisał znamienne słowa: "Nie dawać się poznać pod żadnym względem". W tym momencie narodził się Bolesław Prus (Prus od herbu rodzinnego Głowackich), wesoły i bezkonfliktowy dziennikarz, później pisarz, którego życie w założeniu miało być jasne i pozbawione komplikacji. Aleksander Głowacki usunął się w cień. Swoją prawdziwą osobowość i związane z nią sekrety postanowił zachować dla siebie i dla najbliższych.

Od lat w chwilach kryzysu myślał o swojej kuzynce, Oktawii Trembińskiej, z którą łączyło go zresztą wstydliwe wspomnienie z dzieciństwa. W wieku 14 lat wybrali się do lasu. Gdy Oktawia zaczęła krzyczeć, że ma mrówki pod sukienką, chłopak ochoczo przyszedł jej z pomocą. Później został oskarżony przez rodziców dziewczynki o molestowanie, ale nawet to pomówienie nie zniechęciło go do niej. I choć pierwsze oświadczyny zostały przez jej rodzinę zlekceważone (rodzice Oktawii nie byli majętni, szukali dla niej dobrej partii), to kolejne spotkały się już z zainteresowaniem samej panny. Ślub z Oktawią wziął 14 stycznia 1875 roku. Stała się powierniczką wszystkich sekretów pisarza. Czasem publicznie stroił sobie żarty z żony, nazywając ją żandarmem lub "naczalstwem". Przemycał portret Oktawii w swoich utworach, np. w opowiadaniu "Miesiąc nektarowy", gdzie opisuje swój ślub jako traumatyczne doświadczenie. Gdy po raz pierwszy pojechał na wakacje do Zakopanego, nie zabrał ze sobą żony.

Warszawa lubiła plotkować o dziwactwach Prusa. "Przyjaciele zapamiętali, że pewnego dnia w restauracji, gdy na stole pojawiły się już potrawy, Aleksander podał Oktawii talerz, mówiąc: Jedz, Głowacka, Prus płaci" - pisze Piątkowska. Mówiono, że z żoną kontaktuje się za pomocą liścików, które przekazuje służącej. W tej plotce jest ziarno prawdy - gdy Aleksander kupił maszynę do pisania, był nią tak zachwycony, że codziennie ćwiczył pisanie na niej -  stąd liściki, które faktycznie podrzucał żonie dla żartu. Ale liściki pisał też sam do siebie. Tytułował je "Kochany chłopczyku" i zwracał się do siebie jak do sześciolatka, namawiając do pilnej pracy, za którą nagrodą będzie pyszny obiad "Głowasi" (czyli Oktawii).

Z lewej strona z pierwszego wydania książkowego ''Przygody Stasia'' z 1899 roku. Z prawej portret pisarza autorstwa Stanisława Witkiewicza (fot. Wikimedia.org / Domena publiczna)Z lewej strona z pierwszego wydania książkowego ''Przygody Stasia'' z 1899 roku. Z prawej portret pisarza autorstwa Stanisława Witkiewicza (fot. Wikimedia.org / Domena publiczna)

Marząc o sławie

Pierwsze artykuły, nowelki i opowiadania  Aleksander zaczął publikować w wieku 25 lat. Najpierw pod pseudonimem Jan w Oleju, potem jako Bolesław Prus. Pozytywne recenzje były dla niego niezmiernie ważne, każdą krytykę odbierał jak policzek, po którym nie mógł się podnieść. Gdy na scenie pojawił się Henryk Sienkiewicz, między dwoma literatami zaczęła się prawdziwa rywalizacja o pochwały, popularność wśród czytelników, powodzenie towarzyskie. Prus źle ją znosił. Sienkiewicz miał wszystko, czego Aleksandrowi brakowało: urodę, powodzenie, uwielbienie śmietanki towarzyskiej, ogładę, światowość. Zdobył popularność, pisząc "Listy z podróży do Ameryki", gdy wraz z grupą artystów, w tym Heleną Modrzejewską, przeniósł się na jakiś czas za ocean.

W tym czasie Prus nie wychylał niemal nosa z Warszawy. Jego agorafobia i ataki paniki zaczęły się nasilać. Z czasem doszły do tego lęki wysokości i przed podróżowaniem pociągami. Nie odwiedzał znajomych, gdy oznaczało to pokonanie schodów. Przyjaciele, czasem koledzy z redakcji, nieraz pomagali mu przejść przez skrzyżowanie, wejść na piętro czy przeprawić się przez most. Jego oponenci publicystyczni niemal wprost wytykali mu dziwactwa i problemy psychiczne. Prus wstydził się tych przejawów słabości, a największym lękiem napawała go myśl, że może skończyć w zakładzie dla psychicznie chorych. Gdy zdecydował się pojechać do Wiednia na Międzynarodowy Kongres Literacki, przeżył koszmar -  cały pobyt spędził zamknięty w swoim pokoju. Tylko raz postanowił odbyć długą, kilkumiesięczną podróż do Berlina, Drezna, Karlsbadu i Rapperswilu, gdzie czekało na niego małżeństwo Żeromskich. Ale zniósł ją tak źle, że konieczna była kuracja neurologiczna - Prus najpierw przez dwa tygodnie odmawiał wyjścia z pokoju i dopiero pomoc zaprzyjaźnionego neurologa i psychiatry, Jana Piltza, postawiła go na nogi.

Najlepszy czas w karierze pisarza zaczął się w 1887 roku i trwał osiem lat. "Kurier Codzienny" rozpoczął wówczas druk "Lalki" w odcinkach. Warszawa oszalała, "Lalka" porwała wszystkich. Czytelnicy przeżywali losy Wokulskiego, recenzenci nie mogli zrozumieć, dlaczego jego bohater upodobał sobie tak wredną kobietę, a krytycy kpili, że wielki przedsiębiorca, człowiek odważny, ugina się przed jakąś parasolką. Nie rozumieli złożoności postaci, jej pęknięcia. A to w Wokulskim właśnie Aleksander ukrył własną dwoistość.

Warszawa. Ulica Krakowskie Przedmieście. Widoczna tablica ku czci Stanisława Wokulskiego, bohatera powieści 'Lalka' Bolesława Prusa (fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe)Warszawa. Ulica Krakowskie Przedmieście. Widoczna tablica ku czci Stanisława Wokulskiego, bohatera powieści 'Lalka' Bolesława Prusa (fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe)

Dzięki "Lalce" Prus dorównał popularnością i znaczeniem Sienkiewiczowi. Idąc za ciosem, opublikował "Emancypantki", uwieńczeniem świetnej passy był "Faraon". Potem nie napisał nic równie mocnego. Brak weny i pomysłu wymusił na nim na powrót koncentrację na sobie i swoich neurotycznych nawykach. Potrafił zapisywać całe notesy kompulsywnymi wyliczankami, np. wymieniając czynności, które wykonują nogi - wyszło ich mu siedemnaście, albo analizą stanów emocjonalnych człowieka, które liczył, klasyfikował, porządkował. Pewnego dnia uszeregował nieszczęścia w smutnym ciągu, zaczynając, jak się wydaje, od rzeczy dla niego najstraszniejszych. Pisał: "śmierć, kalectwo, rana, rozbicie, choroba, ból, zmęczenie, skrępowanie, głód, pragnienie płciowe - czytamy w książce Moniki Piątkowskiej.

Laluniu, umieram!

Zgarbiony, z podniesionymi ramionami tak, jakby chciał schować w nie głowę, skulony - tak wyglądał Bolesław Prus, kronikarz Warszawy, gdy przemykał po mieście. Z trudem nawiązywał kontakt z obcymi ludźmi, był bardzo zamknięty w sobie. Jednocześnie do zaprzyjaźnionych redakcji wpadał niemal codziennie na ploteczki, upewniając się, czy go tam jeszcze lubią. Silne emocje, jakich doświadczał, konflikt wewnętrzny i lęk przed odrzuceniem przenosił do swoich opowiadań i powieści. Często pisał o dzieciach, o potrzebie łagodnego ich traktowania, był przeciwnikiem bicia, mając ciągle w pamięci krzywdy doznane od babki czy wujostwa. Ale gdy zdecydował się wraz z Oktawią otoczyć opieką osieroconego trzyletniego Emilka, syna brata Oktawii, potraktował chłopca niemal tak, jak potraktowano jego. Nadał mu przezwisko Psujak, bo malec bywał psotny. Całą odpowiedzialność za opiekę i wychowanie chłopca złożył na barkach spragnionej macierzyństwa Oktawii. Sam nie spędzał z nim czasu, nie zainwestował też w jego edukację. W wieku 18 lat Emil popełnił samobójstwo, prawdopodobnie z powodu nieszczęśliwej miłości. Pisarz i jego żona żałobę przeżywali w milczeniu, jeszcze bardziej od siebie oddaleni. Po przeprowadzce do nowego mieszkania, przy ulicy Wilczej 12, pojawił się tam ślad po chłopcu, którym zajmowali się 15 lat.

Miewał romanse, czasami też poważne, o których wiedziała jego żona. Zadurzył się w młodszej o 18 lat Oktawii Radziwiłłowiczównie, późniejszej żonie Stefana Żeromskiego. Prawdziwe trzęsienie ziemi zafundował małżonce, gdy wdał się w romantyczną relację z wdową po słynnym lekarzu Kazimierzu Sacewiczu, Aliną. Prus miał wtedy 58 lat. Z tego związku, jak podaje kilka źródeł, m.in. pisarka Gabriela Pauszer-Klonowska (jako pierwsza w1962 roku upubliczniła informację o romansie Aliny Sacewicz z Prusem), urodził się jedyny syn Aleksandra - Jan Bogusz. Oficjalnie Prus nie uznał dziecka, został jedynie jego ojcem chrzestnym, ale chłopiec stał się ostatnią miłością w życiu pisarza.

Pogrzeb Bolesława Prusa. Wyprowadzenie zwłok z kościoła św. Aleksandra. Warszawa, 1912 r. (fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe)Pogrzeb Bolesława Prusa. Wyprowadzenie zwłok z kościoła św. Aleksandra. Warszawa, 1912 r. (fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe)

Narodziny własnego dziecka odmieniły przedwcześnie postarzałego Prusa. Cieszył się Jasiem, zwanym przez niego Pameczkiem, na każdym kroku, uważnie i czule się nim opiekował. Gdy Alina Sacewicz zostawiała u niego synka na kilka tygodni, czasem miesięcy, za przyzwoleniem Oktawii, Jan Bogusz, zachwycony swoim opiekunem zwracał się do niego per "mama". "Ci, którzy znali historię Jana Bogusza Sacewicza, mówili, że jest on niezwykle podobny fizycznie do ojca, i wskazywali wtedy na kręcone włosy, prosty nos i głęboko osadzone, krótkowzroczne oczy" - pisze Piątkowska. Syn Prusa poszedł na studia politechniczne, ożenił się, miał dwie córki i został tym, kim Prus kiedyś chciał być - inżynierem.

To jemu (i żonie) Prus przepisał swój majątek, gdy zaczął coraz więcej chorować, przeszedł m.in. operację szczęki, zapalenie płuc. W końcu dopadła go grypa, doszły problemy z sercem. Choroba powaliła go na kilka miesięcy. 19 maja 1912 roku nad ranem Oktawia usłyszała krzyk z pokoju obok: "Laluniu, umieram!". Gdy dobiegła do łóżka, pisarz już nie żył.

Na pogrzebie stawiła się cała Warszawa, przez miasto przeszedł gigantyczny kondukt żałobny, w którym maszerowało 46 księży, dwa tysiące dzieci z ochronek, pisarze, dziennikarze, działacze społeczni. Zabrakło tylko Sienkiewicza.


Katarzyna Kazimierowska.
Dziennikarka, współpracuje z takimi tytułami jak "Zwierciadło", "Sens", "Tygodnik Powszechny". Stała autorka felietonów w Kulturze Liberalnej, koordynatorka takich inicjatyw jak "Pracownie" i "Wiersze w Metrze", feministka, kocha Portugalię i ucieczki poza miasto. Czyta nałogowo.

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Zobacz także
Komentarze (34)
Zaloguj się
  • szmul.bender

    Oceniono 28 razy 20

    Rozumiem że Prus mógł być zazdrosny o Sienkiewicza - bo on znakomity pisarz musiał rywalizować z grafomanem krzepiącym serca

  • antrop

    Oceniono 19 razy 17

    Sienkiewicza czytałem tylko lektury, bo musiałem ale Prusa przeczytałem prawie wszystko bo chciałem.Dziwię się dlaczego Sienkiewicz jest bardziej ceniony?

  • jael53

    Oceniono 16 razy 16

    Wielka szkoda, że ciągle skupiamy się na powieściach Prusa (rzeczywiście wybitnych), a pomijamy "Kroniki tygodniowe", które są unikalną w literaturze polskiej szkołą porządnego myślenia o sprawach powszednich. Tym cenniejszą, że "Kroniki" są świetnie napisane. Dlaczego, u licha, zachowuje się tak ciasne i anachroniczne granice literatury, że na marginesie pozostaje wszystko, co ni jest "poezją, powieścią i dramatem"? W tym formy tak wymagające, jak esej czy felieton.

  • nit21

    Oceniono 15 razy 13

    Znam inne porównanie Prusa i Sienkiewicza. Może ciekawsze, ale mówiące o normalnym człowieku. Prus należał do tych samych organizacji, do których należał Sienkiewicz, ale Prus zawsze płacił składki, a Sienkiewicz załatwiał sobie bezpłatne członkostwo. Prus dawał pieniądze na szczytne cele, na pomoc dzieciom, Sienkiewicz jakby na taki cel pieniędzy nie miał. W finale, zrobiono zbiórkę i Sienkiewiczowi kupiono dworek. Czy Prus opisywał siebie w Wokulskim, a Sienkiewicz też siebie w każdej męskiej postaci z jego książek, śmiem wątpić? Najgorzej by było, gdyby nie miał tych lęków, tej pokiereszowanej młodości, bo w śledczym artykule nie miano by o czym pisać i trzeba by wymyślać. A może tak zrobiono? Może książka jest lepsza i opisuje coś z życia pisarza. A Prus w Lalce pokazał siebie (tak pokazał siebie) jako wielkiego pisarza. To moja ulubiona książka. Jakie są kobiety, jacy mężczyźni, i powód do zastanowienia, jacy my jesteśmy. Wokulski nie jest doskonały, ale kto z nas jest takim? A Rzeczki, może do niego porównamy Prusa. Zasiedziały w sklepie, nie wyjeżdża, nie dziwkuje się, jak nic Prus. To piszę drugą książkę o Prusie, że opisał siebie w Ignacym Rzeckim. Po moich badaniach… . Ehh, wychodzi, że też opisał siebie w Izabeli Łęckiej ;).

  • pandzik

    Oceniono 10 razy 8

    Lalka to najlepsza polska powiesc. Prus byl wybitny. Szkoda ze choroba zmarnowala jego talent

  • zdziwiony6

    Oceniono 10 razy 8

    Bolesław Prus "Lalka" - najlepsza polska powieść.

    Henryk Sienkiewicz "Dzieła wszystkie" - "Ku pokrzepieniu serc"

  • gombi

    Oceniono 9 razy 3

    Wokulski zakochał się w niej, bo ona była z ELITY zarówno społecznej jak i estetycznej (wygląd). Proste jak drut. A te minusy to chyba dla Prusa dajecie, :)

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX