Szef MON Antoni Macierewicz

Szef MON Antoni Macierewicz (Fot. Arkadiusz Stankiewicz / Agencja Gazeta)

Co łączy Antoniego Macierewicza z konfidentem SB? ''Nie mogłem uwierzyć w to, co widzę"

Antoni Macierewicz jest najdziwniejszym ministrem obrony w historii polskiego wojska. Wszystko wskazuje na to, że niezwykle szkodliwym - pisze Tomasz Piątek w książce "Macierewicz i jego tajemnice".

Antoni Macierewicz złożył w sprawie książki Tomasza Piątka zawiadomienie do Prokuratury Krajowej. Zarzuca autorowi "stosowanie przemocy lub groźby wobec funkcjonariusza publicznego w celu podjęcia lub zaniechania czynności służbowych" i "publiczne znieważanie lub poniżanie konstytucyjnego organu RP". Piątka broni Międzynarodowy Instytut Prasowy, on sam mówił w rozmowie z nami, że wszystkie opisane fakty dokładnie zweryfikował. Oto fragmenty książki "Macierewicz i jego tajemnice".

Będziemy teraz mówić o dawnych czasach - o latach 80. i 90. ubiegłego wieku. Gdy zacząłem się zajmować powiązaniami Macierewicza z tamtych lat, od wielu osób słyszałem: "To starocie. Nawet nie trupy w szafie, tylko szkielety. (...) Zajmij się tym, co Macierewicz robi teraz! To jest ważne, to jest interesujące.".

Faktycznie - to, co Macierewicz robi teraz, jest najważniejsze i najbardziej interesujące. Ale to, co robi teraz, ma związek z tym, co robił kiedyś. Coraz więcej osób zdaje sobie z  tego sprawę. Jeden z  moich kolegów, którzy uważali, że sprawa Luśni to prehistoria, Radosław Gruca, zasłużony dziennikarz śledczy popularnej gazety "Fakt", niedawno zmienił zdanie. "To może być główny korzeń innych afer, ta afera z Luśnią" - powiedział mi ostatnio.

Nie wiem, czy sprawa Luśni jest "głównym korzeniem" afer związanych z  Macierewiczem. Na pewno jest jednym z kilku. Odkrycie tego "szkieletu w szafie" zaczęło się od informacji całkiem aktualnej, z roku 2016. Jak na nią natrafiłem? W Polsce istnieje wiele serwisów internetowych, które dostarczają oficjalnych informacji biznesowych. Są to m.in. KRS-Online, Internetowy Monitor Sądowy i Gospodarczy (IMSiG), Moje Państwo, Kto-Kogo i wiele innych. Niektóre z nich są darmowe, jak Moje Państwo. Inne, jak IMSiG, są dostępne za grosze. Serwisy te oparte są na Krajowym Rejestrze Sądowym (KRS). Jest to zbiór akt sądów gospodarczych, w którym znajdują się statuty firm, fundacji i stowarzyszeń, ich sprawozdania finansowe oraz inne oficjalne dokumenty.

S07 04 2006 LUBLIN 23 08 2001 ROBERT LUSNIAFOT IWONA BURDZANOWSKA / AGENCJA GAZETARobert Luśnia w 2001 roku (fot. Iwona Burdzanowska / Agencja Gazeta)

Każdy, kto chce być świadomym obywatelem, powinien korzystać z serwisów opartych na KRS-ie. To łatwiejsze, niż się wydaje. Gąszcz suchych informacji i prawniczy język może z początku odstraszać, ale już po kilku godzinach człowiek zaczyna rozumieć treść i logikę oficjalnych wpisów. Dzięki temu może zajrzeć za kulisy spektaklu, który codziennie ogląda w mediach. Zobaczy wtedy, że pozorni nieprzyjaciele często jedzą przy jednym stole.

Oczywiście, Krajowy Rejestr Sądowy też nie odsłania całej prawdy. Są powiązania, których w aktach sądowych nie widać. Ale na pewno lepiej znać KRS - choćby za pośrednictwem serwisów internetowych - niż go nie znać. Ja na początku 2016 r. w serwisie Moje Państwo zobaczyłem, że Antoni Macierewicz zasiada w radzie fundacji Głos, której prezesem zarządu jest Robert Jerzy Luśnia. Sprawdziłem, kim jest Luśnia. I nie mogłem uwierzyć w to, co widzę.

***

Robert Jerzy Luśnia urodził się 9 lipca 1962 r. w Warszawie. Dzisiaj, gdy jest milionerem, wypadałoby podkreślić: w niezamożnej rodzinie i niezamożnej dzielnicy Warszawy. W swoim życiu Robert Luśnia przeszedł długą drogę. Prowadziła ku szczytom, aczkolwiek była kręta. Wychowywał się na warszawskiej Pradze, w okolicy ulic Ząbkowskiej i Nieporęckiej. Skromne pochodzenie nie zabiło w nim ambicji. Wręcz przeciwnie, był przebojowy. (...) W latach 80. trafił na Politechnikę Warszawską. Ale czas był burzliwy - i Luśnia tych studiów nie skończył. Mimo to dziś jest człowiekiem sukcesu. Jeśli sukces mierzyć majątkiem.

Mapa powiązań z książki Tomasza Piątka ''Macierewicz i jego tajemnice'' (fot. mat. prasowe)

Spółka ARL, którą Luśnia ma razem z żoną, posiada cenne nieruchomości w kilku polskich miastach. Ale przede wszystkim ARL jest jedynym udziałowcem świetnie prosperującej firmy Intrograf Lublin, która produkuje opakowania leków i eksportuje je na Zachód. Firma stosuje nowoczesne zarządzanie i technologie. Lublinianie są z niej dumni. Znawcy branży opakowaniowej mówią mi, że sukces Intrografu jest bardziej zasługą jej menedżerów niż właściciela. Według jednego z informatorów zarząd firmy postawił Luśni nieformalne ultimatum: "Zarabiamy dla ciebie pieniądze - pod warunkiem że nie pojawiasz się w fabryce".

Jeśli to prawda, to podziwiam odwagę menedżerów, bo wszystkie źródła mówią, że Luśni trudno się postawić. W latach 1996-2002, gdy budował swoją fortunę w Lublinie, nazywano go tam "Luśnia Bin Laden". Jest człowiekiem ekspansywnym. "I niezbyt przyjemnym" - dodaje Maciej Wrześniowski, który poznał Luśnię wcześniej, w latach 80. Działali wtedy razem w antykomunistycznym podziemiu. "Zawadiacki" - tak Roberta Luśnię określa Tomasz Wołek, dziś publicysta, a w tamtym czasie jeden z liderów podziemnego Ruchu Młodej Polski (RMP). I opowiada: "W 1981 r. Luśnia był na zjeździe RMP w Gdyni. Przywiózł ze sobą wielki nóż, którym wymachiwał".

Jak widać, w latach 80. Robert Jerzy Luśnia był aktywny w podziemnej opozycji. Ale była to aktywność bardzo szkodliwa. Robił gorsze rzeczy niż machanie nożem.

***

W latach 80. Luśnia był płatnym konfidentem komunistycznej Służby Bezpieczeństwa. Działał pod pseudonimem TW "Nonparel". Donosił m.in. na kolegów z  nielegalnych organizacji, których był członkiem (Ruch Młodej Polski i Niezależne Zrzeszenie Studentów).

Kilkanaście lat temu Luśnia został publicznie zlustrowany i zdemaskowany. W latach 2003-2006 sądy rozpatrywały jego sprawę lustracyjną. Zakończyła się ona wyrokiem Sądu Najwyższego, który 11 lipca 2006 r. prawomocnie i ostatecznie uznał Luśnię za konfidenta SB. (...). W warszawskim oddziale Instytutu Pamięci Narodowej (IPN) znajduje się imienna teczka Roberta Jerzego Luśni. Zawiera ona esbeckie dokumenty o sprawdzonej autentyczności. Dokumenty te jednoznacznie stwierdzają, że Luśnia to tajny współpracownik Służby Bezpieczeństwa, który działał pod pseudonimem "Nonparel".

W teczce są niejasności i luki - ale są też niezbite, wręcz miażdżące dowody agenturalnej działalności "Nonparela". Ten sam oddział IPN-u przechowuje również akta sprawy lustracyjnej Roberta Jerzego Luśni (sygnatura V AL 13/03). Widziałem wymienione dokumenty i wielokrotnie je przeczytałem. (...)

***

Podsumujmy: w 2006 r. sąd orzekł ostatecznie, że Luśnia był konfidentem. Mimo to dziesięć lat później - w roku 2016 - Macierewicz zasiadał razem z Luśnią we władzach tej samej fundacji Głos. Sprawdziłem tę informację w sposób wykluczający wątpliwości. Przede wszystkim potwierdziłem ją w  archiwum Sądu Gospodarczego w Warszawie, a także w Krajowym Rejestrze Sądowym.

Organizacje, które znajdują się w KRS-ie, zgłaszają w nim wszelkie oficjalne zmiany (np. w swoich władzach). Muszą to robić na bieżąco. Dlatego rejestr ten jest regularnie aktualizowany. W 2016 r. spędziłem kilka dni - łącznie kilkanaście godzin - w archiwum KRS-u. Przez cały ten czas czytałem i przepisywałem papierowe dokumenty dotyczące Macierewicza i Luśni, które są tam zgromadzone. Zachowałem notatki oraz zdjęcia owych dokumentów (w archiwum wolno je fotografować). Czego się z nich dowiedziałem?

***

Okazało się, że Robert Jerzy Luśnia faktycznie figuruje jako prezes zarządu fundacji Głos. Pełni tę funkcję nieprzerwanie od roku 1998. Ostatnie dokumenty pochodziły z lat 2003-2004, więc nie były nowe. Ale nie znalazłem wśród nich żadnego, który by mówił o ustąpieniu czy choćby zawieszeniu prezesa Luśni. (...) Gdy bowiem ujawniłem sprawę, koledzy partyjni Macierewicza próbowali kwestionować daty.

W czerwcu 2016  r. na łamach "Gazety Wyborczej" opublikowałem pierwszy tekst o zażyłości ministra i konfidenta (pt. "Antoni Macierewicz, jego firma i jego TW", znany też jako "Tajny agent Macierewicza". Reagując na tę publikację, działacze i zwolennicy PiS-u występowali w mediach i próbowali bagatelizować sprawę. Oni również mówili: "To dawne dzieje". Twierdzili, że historia jest nieaktualna, że fundacja została zlikwidowana lata temu.

Słynny rzecznik Macierewicza, Bartłomiej Misiewicz, ogłosił światu jeszcze jedną wersję. 21 czerwca 2016 r. wystąpił w TVP Info i powiedział, że Luśnia od 11 lat nie jest prezesem fundacji Głos. Według Misiewicza po zdemaskowaniu - dokładnie w roku 2005 - Luśnia zrezygnował z tej funkcji.

10.04.2013  Warszawa , Sejm - Trzecia Rocznica Katastrofy Smolenskiej .  (od lewej:) Prezes PiS Jaroslaw Kaczynski i przewodniczacy Antoni Macierewicz (w tle asystent Macierewicza Bartlomiej Misiewicz ) podczas uroczystego posiedzenia zespolu parlamentarego do zbadania przyczyn katastrofy samolotu TU - 154 M pod Smolenskiem 10 kwietnia 2010 .Fot . Slawomir Kaminski / Agencja GazetaPrezes PiS Jarosław Kaczyński i szef MON Antoni Macierewicz, z tyłu Bartłomiej Misiewicz (fot. Sławomir Kamiński/AG)

To wszystko nieprawda. Fundacja nie została zlikwidowana. W 2016 r. wciąż istniała. Jej prezesem nadal był Luśnia. Każdy, kto chce, może to sprawdzić w Krajowym Rejestrze Sądowym.

A jak jest teraz, gdy piszę te słowa? W maju 2017 r.? Minął prawie rok, odkąd związki Macierewicza z Luśnią zostały ujawnione. Były głośne publikacje na ten temat. Wobec tego wypadałoby się spodziewać, że minister obrony zachowa się przyzwoicie i wystąpi z władz fundacji Głos - choćby dla dobra swego wizerunku.

Ale najwyraźniej tak się nie stało. 6 maja, gdy piszę te słowa, serwis Moje Państwo podaje, że Macierewicz wciąż zasiada w radzie fundacji Głos, a Luśnia jest jej prezesem. Serwis Moje Państwo - tak samo jak Krajowy Rejestr Sądowy - jest regularnie aktualizowany.

***

Zwolennicy Macierewicza próbowali go usprawiedliwiać na różne sposoby. Sugerowali, że znalazł się w jednej organizacji z Luśnią przypadkiem, bo rzekomo nie znał jego konfidenckiej przeszłości, gdy zakładał z nim fundację. Potem zaś miałby jakoś "zapomnieć", że zasiada w jej władzach. Ta amnezja miałaby trwać nawet wtedy, gdy Luśnia został zdemaskowany! Bo gdyby Macierewicz sobie przypomniał, że jest w jednej fundacji z konfidentem, to przecież by z niej wystąpił.

Tomasz Piątek. Pisarz i dziennikarz związany z "Gazetą Wyborczą". Debiutował powieścią "Heroina", opartą po części na własnych doświadczeniach, nagrodzoną i wydaną w kilku krajach. Jego najnowsza książka osi tytuł "Macierewicz i jego tajemnice".

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

(fot. Publio.pl)

Zobacz także
Komentarze (272)
Zaloguj się
  • superpolpol

    Oceniono 128 razy 100

    Antek ma kwity na Jarka, zaginione teczki. Zdobyte za rzadu Olszewskiego. Tyle w temacie. Antek jest nieruszalny bo trzyma a szachu caly pis.

  • krotkizzoliborza

    Oceniono 121 razy 91

    Żadna nowość, o tym że Anatolij to szkodnik i ruski agent wiedzą nawet dzieci w przedszkolach. Ma wypisane to na twarzy.

  • coolheaded

    Oceniono 75 razy 73

    Panie Tomaszu, jeśli prawo pozwala, niech ma Pan te źródła skopiowane, inaczej za jakiś czas (po przejęciu krs), te materiały mogą "zniknąć".

  • ziggybum

    Oceniono 89 razy 61

    Przecież właśnie dlatego że to Ruski agent, hołota na niego głosuje. Kto inny niż zdrajca rozda im pieniądze za nic i pozwoli na oszustwa, donosicielstwo, kolesiostwo, partactwo czy niszczenie innych ludzi - a więc czynności w których Polacy przodują.

  • jxl82

    Oceniono 79 razy 53

    Polska AD 2017 rosyjsko-białoruskie kondominium. Pod przewodnictwem Ojca narodu Kaczenki i jego wiernego pomocnika Maciarenki. Polscy Quislingowie.

  • pe_ro

    Oceniono 73 razy 45

    A teczka kaczora zwanego kartoflem jako jedyna w Polsce została sfałszowana. Nawet pseudonim miał adekwatny do orientacji: Balbina.

  • mppmpp

    Oceniono 43 razy 39

    Czy ktoś może mnie naprowadzić na informację co się dzieje z gigantami intelektu: Misiewiczem i tym drugim o wyglądzie nastolatka, Edmund chyba ma imię ?

  • norik

    Oceniono 68 razy 36

    Coraz bardziej wydaje się pewne, że Macierewicz tak się rwał do teczek SB, przede wszystkim po to, aby je wyczyścić ze śladów swoich powiązań z SB i nie tylko. Prawdopodobne jest, że to właśnie wtedy Kaczyńskiemu "sfałszowała" się lojalka.

    Nic dziwnego więc, że gdy teczki zostały wyczyszczone, to jedynym w tamtym czasie "czystym" ugrupowaniem okazało się PC. Natomiast opozycjoniści, którzy spędzili wiele lat w komunistycznych więzieniach, tak jak np. prof. Chrzanowski, zostali pomówieni o współpracę.

    Jak sądzę to właśnie za to Kaczyński jest tak bardzo wdzięczny Macierewiczowi i przywiązany do niego niemal dosłownie. Przecież samemu trudno byłoby mu "sfałszować" swoją lojalkę.

  • zetpaw

    Oceniono 68 razy 32

    Jedno mnie ciekawi, dlaczego Luśnia to konfident a Balbina to Tajny Współpracownik ?

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX