(fot. Podlasie SlowFest / materiały prasowe)

zjawisko

Czarownice czy znachorki? ''Szeptuchy od czasów pogańskich pełnią rolę lekarzy ludu''

Do spotkania z szeptuchą zwykle dochodzi w drewnianej chacie, tradycyjnie przy kuchennym stole. Chory siedzi, leczący stoi przy nim, wypowiadając kolejno modlitwy. Jeśli zachodzi potrzeba, towarzyszą temu lecznicze rytuały, w których wykorzystuje się pakuły lniane, wosk i popiół. To zjawisko głęboko zakorzenione w mistycyzmie Podlasia - mówi Małgorzata Anna Charyton, etnolożka i przyrodniczka, która podczas otwartego niedawno Podlasie SlowFest prowadzi cykl wykładów popularnonaukowych poświęconych szeptuchom.

Kim jest szeptucha?

- Zgodnie z definicją szeptucha jest tradycyjnym podlaskim uzdrowicielem, który odwołuje się do tradycji tutejszej medycyny ludowej.

Ile szeptuch zgodnie z pani szacunkami mamy jeszcze w Polsce?

- Nigdy nie stawiałam sobie za cel policzenia wszystkich, dlatego mogę tylko szacować. Poza tym ich liczba regularnie spada, są to w większości osoby bardzo wiekowe - wśród badanych przeze mnie średnia wieku wyniosła 70 lat, a więc co chwilę jedna z szeptuch umiera. Kiedy po dwóch latach od pierwszych badań wróciłam w teren, prawie połowa moich szeptuch nie żyła! To było dla mnie niezwykle trudne, bo to w większości przesympatyczne, niezwykle ciepłe osoby. Dziś szacowałabym liczbę podlaskich szeptuch na kilkanaście. Spieszmy się więc je kochać!

Kadr z filmu 'Wyszeptane Uzdrowienie' (fot. YouTube.com / Tomasz Onikijuk)Kadr z filmu 'Wyszeptane Uzdrowienie' (fot. YouTube.com / Tomasz Onikijuk)

Na ile ich działalność jest przejawem duchowości, a na ile konieczności wynikającej z ograniczonego dostępu do lekarzy w tradycyjnych społecznościach wiejskich?

- Oba te wymiary - duchowość czy religijność oraz aspekt medyczny - są bardzo ważne. Działalność szeptuch jest głęboko zakorzeniona w kulturze ludowej i strukturze, jaką miały tradycyjne społeczności chłopskie na tych terenach. Szeptuchy pełniły rolę lekarzy ludu, nie były jednak jedynymi "osobami medycznymi", które funkcjonowały wówczas w tradycyjnej społeczności. Podobnie jak dziś, gdy personel medyczny dzieli się na różne specjalizacje, kiedyś różne kwestie powierzano różnym osobom. A więc poza uzdrowicielami w sferze medycznej funkcjonowali także kowale - dawni stomatolodzy, akuszerki - jako położne i pielęgniarki oraz zielarze, których można porównać do dzisiejszych farmaceutów, ponieważ znali się na dawkowaniu dostępnych specyfików, na ich zestawianiu, pozyskiwaniu.

Czyli szeptuchy de facto nie zajmowały się ziołolecznictwem?

- Z moich badań etnograficznych prowadzonych wśród szeptuch funkcjonujących w społecznościach z okolic Hajnówki, Bielska Podlaskiego i Czeremchy wynikło, że nie znają się one na ziołach bardziej niż przeciętna kobieta należąca do tej społeczności. Specjalnie używam słowa "kobieta", bo sfera zdrowia jest tradycyjnie ich domeną. Przeciętna kobieta ze społeczności wiejskiej wie, jak wygląda mięta, na której miedzy rośnie i że pomoże jej dziecku na ból brzucha.

(fot. Marta Żynel, 'Baśniowy Supraśl')(fot. Marta Żynel, 'Baśniowy Supraśl')

Jak w takim razie wygląda praktyka szeptuch?

- Wizyta u każdej z nich, szeptuchy, babki czy "tej, co się modli", wygląda trochę inaczej, ale są elementy wspólne, dominujące. Do takiego spotkania zwykle dochodzi na wsi, w drewnianej chacie uzdrowiciela, tradycyjnie przy kuchennym stole. Chory siedzi, leczący stoi przy nim, wypowiada kolejno odpowiednie modlitwy albo tak zwane zamowy [teksty niereligijne - przyp. red.] i wykonuje pewne gesty, często np. znak krzyża. Jeśli zachodzi potrzeba, towarzyszą temu lecznicze rytuały, w których wykorzystuje się charakterystyczne pakuły lniane, wosk i popiół... Na odchodne chory dostaje leki, choć nie farmaceutyki lub zioła, tylko wodę, chleb i cukier czy sól - wszystko zamodlone podobnie, jak wcześniej pacjent.

Jakie syndromy czy problemy leczą szeptuchy?

- Dzielą cały świat ludzkich bolączek na pięć problemów i w tym zamyka się cała ich nozologia, klasyfikacja chorób. Uproszczę przy tym nazewnictwo, bo w każdej wsi dana dolegliwość może się nazywać trochę inaczej. Dermatologia ludowa zamknięta jest w pojęciu róży i różnych jej odmian, zaś wiatr, cug, czy inaczej przewianie, to kolejna z grona fizycznych dolegliwości. Pozostałe trzy kwestie dotyczą jednocześnie ciała i ducha, to: przestrach, urok i nerw-kołtun - syndrom nazywany czasem nerwem, czasem kołtunem. Ten kompleks przekonań zawiera w sobie bardzo stare, powszechne w średniowiecznej Europie, wierzenia w to, że w każdym z nas zamieszkuje istota, która żyje z nami w zgodzie, a szkody czyni tylko, gdy się wzburzy, czego przyczyn może być wiele. Wtedy powoduje cały szereg dolegliwości, które dziś kojarzymy ze stresem. Stres to pojęcie ukute zaledwie w latach 60. ubiegłego wieku. A więc syndrom nerw-kołtun łączy tradycję z nowoczesnością.

(fot. Podlasie SlowFest)(fot. Kuba Kamiński / @instkaminski)

Ja przeczytawszy o kołtunie byłam zadziwiona tym, jak mądrze wykłada on problematykę choroby, jak sugestywnym obrazem jest wizja żyjątka uwięzionego w ciele, które szuka ucieczki i dlatego powoduje różnorakie boleści w całym organizmie.

- Tak, to pomaga nam radzić sobie z problemem, bo go materializuje. Wszystko, co dzieje się w sferze psychiki i duchowości, jest siłą rzeczy intelektualnie trudniejsze do skontrolowania przez nas samych. Dlatego jakiekolwiek zmaterializowanie problemów niefizycznych ułatwia nam radzenie sobie z nimi. Pacjentowi jest łatwiej, kiedy szeptucha posługuje się w trakcie rytuału leczniczego akcesoriami, do których zaliczają się prawosławne ikony, woskowe świece i zapałki, garnki z wodą i woskiem, białe lub czerwone chustki do okrycia chorych miejsc itd. Chory ma szansę to prześledzić. Dostaje namacalny dowód, że coś się dzieje, dokonuje się jakaś przemiana. To wpływa na nas, ale i na nasz stosunek do sytuacji, choroby, leczenia.

Takie zabiegi mają chyba dużo wspólnego z szamanizmem z tradycyjnych społeczności, np. afrykańskich czy karaibskich?

- Tak, te naocznie dziejące się symboliczne przemiany, obrzędy przejścia są ważne w tradycyjnych społecznościach, ale i my instynktownie ich szukamy i do nich wracamy. Tworzymy sobie rytuały rodzinne, na przykład: sprzątanie zawsze w sobotę, na śniadanie w niedzielę tylko jajecznica, a po kościele koniecznie do knajpki na rynku. Dzięki nim łatwiej nam przeżyć coś trudnego, a nawet coś pozytywnego. Rytuał katalizuje siłę odczuć, które rzeczywistość w nas wyzwala. Stąd taka popularność szeptuch także w środowiskach ludzi wykształconych, świadomych, ale zabieganych, zapracowanych, którzy nie mają czasu się sobą zaopiekować. Szeptucha spędzi z nami 20, 40 czy 60 minut, ale jest to czas tylko dla nas, poświęci uwagę wyłącznie nam, postawieniu nam diagnozy i wyliczeniu zaleceń, ale i wyrażeniu troski o nas. To jak wizyta u psychoterapeuty.

Kadry z filmu 'Szeptunka z Podlasia' (fot. YouTube.com / GoodWayStudio)Kadry z filmu 'Szeptunka z Podlasia' (fot. YouTube.com / GoodWayStudio)

A co z wymiarem religijnym działalności szeptuch?

- Pod tym względem są one typowym zjawiskiem pogranicza na Podlasiu i związane są ze społecznościami mniejszościowymi z kręgu prawosławia. Myślę, że przede wszystkim ze względu na dużo bogatsze mistycyzm i symbolikę, które charakteryzują prawosławie. Zarówno sam obrządek prawosławny, jak i praktyka szeptuch pełne są symboli religijnych, gdzie znaczenie ma odpowiedni kolor, gest dłoni, liczba. Gdy pyta się same szeptuchy, w ich narracji i samoświadomości będzie się pojawiała przede wszystkim wiara w Boga, dar od niego, dar bycia słyszanym przez Boga w modlitwach o pomoc lepiej niż inni. To coś bardzo cennego, prezent, który otrzymują, bo Bóg zaakceptował je takimi, jakie są. Bóg nie dał go sąsiadce czy siostrze, lecz właśnie im, i w zamian za ten cenny prezent, za tę łaskę czują się zobowiązane dzielić się nim z ludźmi, modlić się za ich wyzdrowienie. Żeby to, co Bóg dał, się nie zmarnowało.

Czy to znaczy, że szeptuchy świadczą swoją posługę nieodpłatnie?

- Właśnie tak! To jest istota tego fenomenu i ważny element trwałości w tradycyjnej kulturze - z samego poczucia powinności one wciąż i wciąż praktykują, utrzymując owe rytuały przy życiu. Szeptuchy praktycznie się nie komercjalizują - pojawiają się wprawdzie jakieś panie w internecie czy w Białymstoku, które chcą korzystać z tego dorobku kulturowego, ale od razu widać, że w ich praktyce są obce naleciałości kulturowe, np. odwołania do bioenergoterapii. Nie znaczy to oczywiście, że szeptuchy są całkowicie czyste kulturowo, bo wszędzie, gdzie wkracza cywilizacja Zachodu, będzie ona powolutku przemycała swoje elementy i te wątki pobrzmiewały już w narracji szeptuch podczas moich badań. Ale nie były ważne. Jeszcze co do kwestii pieniędzy: człowiek, kiedy coś dostaje - jak szeptucha, która otrzymuje dar od Boga - chce się jakoś odwdzięczyć. Tak samo pacjent - gdy otrzymuje od szeptuchy leczenie, chce się odpłacić. W tradycyjnych społecznościach każdy przynosił w podzięce jakieś dary, np. gdy miał stadko kur, przynosił jajka, gdy miał młyn, przynosił mąkę itd. Później coraz częściej były to słodycze i moneta na przysłowiową świeczkę do cerkwi. W cerkwi stawia się cieniutkie, żółte, pachnące ulem świeczki, pali się je w czasie nabożeństwa. Dziś więc ludzie nie dają tej kobiecie pieniędzy do ręki, tylko kładą na stół dwu- lub pięciozłotówkę na świeczkę do cerkwi. A zatem pojawiają się pieniądze, ale niezupełnie pojawia się płatność. Co ciekawe i paradoksalne, materialnie w największym stopniu korzysta na tym Cerkiew, która oficjalnie nie akceptuje jednak tego typu praktyk. Istnieje jasne teologiczne uzasadnienie tego - pełnię oczyszczenia daje jedynie sakrament w cerkwi.

(fot. Marta Żynel, 'Baśniowy Supraśl')(fot. Marta Żynel, 'Baśniowy Supraśl')

Jak szeptuchy przekazują sobie dar, podtrzymują tradycję?

- Inicjacji szeptuchy nie towarzyszą żadne ociekające symboliką obrzędy, to zwykła rozmowa i instrukcja ustna: "przy tych chorobach robisz to i to", "przy tamtych modlisz się tak i tak". Często spadkobierczynią danej szeptuchy zostaje wnuczka, rzadziej córka, która zwyczajnie jest opatrzona i osłuchana z tymi praktykami, bo w domu babci czy mamy były na porządku dziennym. Dzisiaj, ponieważ papier i druk są łatwo dostępne, a większość osób piśmienna, posługują się kserokopiami modlitw i innych leczniczych tekstów czy wypisem z Biblii, by wiedzieć, które modlitwy do czego się wykorzystuje.

W jakim stopniu do dziś przekazuje się tę tradycję?

- W niewielkim. Niedawno doszło do przekazu w miejscowości, gdzie mieszka najsłynniejsza szeptucha Podlasia, w Orli. Tam, w tej samej rodzinie, szeptuchy działają już od czterech pokoleń. Pani Wala miała przekazać ten dar córce swojej siostry, ale podobno przejął go syn siostry. Jeszcze tam nie byłam, ale dochodzą mnie różne głosy i nie mogę się doczekać, aż to zweryfikuję.

A pani miała jako dziecko do czynienia z szeptuchami?

- Pochodzę z Podlasia, tu się wychowywałam, w Białowieży i Poczopku (dziś jest tam słynne silvarium, leśny ogród). Kiedy w dzieciństwie miałam jakieś problemy, np. ze spaniem, albo w ogóle działo się coś, co niepokoiło moją babcię, która jest stuprocentowym członkiem tradycyjnej społeczności, namawiała mamę, żeby zawiozła mnie do szeptuchy z Orli. Kilkukrotnie jako dziecko byłam u pani Wali z Orli.

Rutka koło Orli, województwo podlaskie. Tu mieszka jedna z miejscowych szeptuch (fot. Agnieszka Sadowska / Agencja Gazeta)Rutka koło Orli, województwo podlaskie. Tu mieszka jedna z miejscowych szeptuch (fot. Agnieszka Sadowska / Agencja Gazeta)

Działało?

- Trudno powiedzieć, trzeba by spytać mamę i babcię. (śmiech)

Szeptuchy są tak szczególnym zjawiskiem, że z jednej strony organizatorzy Podlasie SlowFest chcieli, by stały się częścią festiwalu, ale z drugiej nie było dla nich dobrego miejsca. Na początku znalazły się w dziale Natura, co nie do końca pasowało, bo przecież szeptuchy mają niewielki związek nawet z ziołolecznictwem. W ten sposób trafiły do działu Warsztaty, ale proszę nie spodziewać się obecności babć - będzie to mój wykład popularnonaukowy z elementami pokazu, czerpiący z moich spotkań z szeptuchami i z metodologii, przy pomocy której przeanalizowałam te kontakty.

Z anegdotami, mam nadzieję?

- Czasami się zdarzą. (śmiech) Za to bardziej warsztatowy charakter mają spacery w ramach cyklu "Leczenie lasem". W języku angielskim o osobach, które się tym zajmują, mówi się forest therapy guides, czyli "przewodnicy leczenia lasem". Nie są to przewodnicy turystyczni, którzy prowadzą od jednego zabytku pod drugi, rzucają kilka dat i nazwisk, lecz ludzie, którzy potrafią zaprowadzić innych w tę zieloną masę i wskazać im, jak bycie tam mogliby wykorzystać jeszcze lepiej. Bo już nawet samo przebywanie w lesie, czysto biologicznie, ma korzystny wpływ na nasze ciało i psychikę. To moment na spotkanie z samym sobą, które ma wymiar psychoterapeutyczny, ponieważ bodźce w lesie nie są tak agresywne jak w mieście. Dzięki temu łatwiej usłyszeć, co dzieje się wewnątrz - i lasu, i nas. Do tego dochodzą jeszcze wątki kulturowe: w życiu mieszkańców Supraśla sosna ma szczególne znaczenie, z jednej strony ze względu na genotyp "sosny supraskiej", która ma szczególne właściwości, a z drugiej - na miejsce "świętych sosen" w przestrzeni symbolicznej.

Dziś na Podlasiu żyje około 70 szeptuch (fot. zdjęcie ilustracyjne / iStockphoto.com)

Ludzie od wieków szanowali drzewa, Słowianie uważali je za siedzibę duchów i bożków, nawet po chrystianizacji za ich pośrednictwem prosili Boga o opiekę. W celach dziękczynnych i proszalnych wieszali na nich najpierw deski wotywne, a potem krzyże i kapliczki. Tak tutejszy prosty lud, rozsiany po malutkich wioskach nad rzekami w Puszczy, radził sobie z przeciwnościami losu i dziękował Bogu za to, że wojna, ogień i zaraza ominęły wieś. Do tej pory leśnicy nie mają śmiałości ścinać tych drzew, żaden pilarz nie chce ich tknąć, bo wierzy się, że ciężka choroba spotka każdego, kto podniesie rękę na drzewo, na którym wiszą lub wisiały krzyże czy kapliczki.

Na Podlasie SlowFest nie znajdziemy dziesiątków słynnych nazwisk, efektownych premier w błysku fleszy i tłumów festiwalowiczów z kubeczkiem piwa w dłoni. W ramach trwającego dwa i pół miesiąca multidyscyplinarnego wydarzenia zanurzymy się za to w śpiew ptaków i nocne wędrówki po Puszczy Knyszyńskiej, obejrzymy instalacje artystyczne w otoczeniu natury, zjemy kolacje inspirowane lokalnymi smakami i oczywiście obejrzymy szeroki wybór filmów i spektakli, bo Podlasie SlowFest jest przecież inicjatywą Romana Gutka.

Tym, dla których nasza rozmowa okazała się inspirująca, w nadchodzącym tygodniu polecamy:

- w czwartek, 13 lipca - o godz. 20 - spektakl Teatru Wierszalin "Wziołowstąpienie". Oparty na podlaskich przekazach ustnych i pisanych, eksploruje mistyczne wątki i wiarę w medyczną moc znachorów. Bilety: 40 zł;

- w sobotę, 15 lipca - w godz. 10-12:30 - spacer z Małgorzatą Anną Charyton w ramach cyklu "Leczenie lasem". Bilety: 30 zł;

- w sobotę, 15 lipca - o godz. 20 - kolacja "Zioła... natura... smak" inspirowana spektaklem "Wziołowstąpienie", którą wraz z zespołem ugotuje Krzysztof Rabek, utalentowany szef kuchni i właściciel cukierni Odette. W roli głównej wystąpią oczywiście zioła. Bilety: 170 zł wraz z alkoholami.

Zdjęcie ze spektaklu Teatru Wierszalin 'Wziołowstąpienie' (fot. Podlasie SlowFest / materiały prasowe)Zdjęcie ze spektaklu Teatru Wierszalin 'Wziołowstąpienie' (fot. Podlasie SlowFest / materiały prasowe)


Małgorzata Anna Charyton. Etnolożka i przyrodniczka, mieszkanka Supraśla, która prowadzi w ramach festiwalu trzy cykle spotkań: poświęcone szeptuchom, terapii lasem i ziołoleczniczym praktykom Ojca Gabriela, zakonnika mieszkającego niegdyś w supraskim prawosławnym monasterze.

Agata Michalak. Dziennikarka, redaktorka, z wykształcenia kulturoznawczyni, pisze o przyjemności płynących z kultury (i) jedzenia. Współtworzyła i prowadziła magazyn kulturalno-kulinarny "Kukbuk", szefowała miesięcznikowi "Aktivist", pisała do berlińskiego dwutygodnika "Zitty", "Wysokich Obcasów" i "Exklusiva". Prowadziła autorską audycję w Radiu Roxy i bloga o ekodizajnie. Ciekawi ją życie wielkich miast. Autorka książki "O dobrym jedzeniu. Opowieści z pola, ogrodu i lasu", która ukazała się nakładem wydawnictwa Czarne.

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Zobacz także
Komentarze (59)
Zaloguj się
  • znawca_prawdy

    Oceniono 23 razy 9

    Jak mój kolega był chory to szeptucha mu powiedziała żeby się nie martwił. Jego siostrze która była z nim powiedziała prawdę, że niestety brat umrze za 3 miesiące i nawet dzień podała. Niestety wróżba się sprawdziła co do joty.

  • przyjemny_gosc

    Oceniono 10 razy 8

    Trochę tutaj powiedziane jest to na około, ale szeptuchy wywodzą się z Kościoła katolickiego, albo prawosławnego. Nie mają nic wspólnego z czarami, czarownicami, albo pogańskimi obrządkami. Nie mają żadnej wiedzy tajemnej, nie odprawiają gusł.
    Leczą, odprawiając modlitwy. Ich "folklor" sprowadza się jedynie do tego, że mieszają religię katolicką i prawosławną. Mówią po polsku (a bardziej po podlasku) z bardzo dużymi naleciałościami ruskimi.
    Trochę jak siostry zakonne.

    Uważam, że są elementem tradycji, ale pokroju znachorów, bardzo popularnych na wsiach na przełomie XIX i XX wieku. Pamiętajmy jednak, że znachorstwo uznawane było za nielegalne. Wyparła je dopiero medycyna konwencjonalna (akurat tak się złożyło, że za PRLu).

    Do szeptuchy można iść nie będąc bardzo chorym, albo jako ostatnia szansa dla umierających. Wszystko po środku powinno być leczone w szpitalach.
    Pozostaje jeszcze efekt placebo, który też jest udowodniony naukowo.

  • gawithh

    Oceniono 10 razy 6

    "będzie się pojawiała przede wszystkim wiara w Boga, dar od niego, dar bycia słyszanym przez Boga w modlitwach o pomoc lepiej niż inni"

    Tylko czy aby na pewno to dar od Boga.. czy tym światem nie rządzi kto inny.
    KK nie ma wątpliwości od kogo pochodzą moce tych "uzdrowicielek"

  • 0roman0

    Oceniono 7 razy 5

    Tylko czekać aż na ekskluzywnych warszawskich osiedlach będą przemykać takie baby. Przecież Podlasie to jeden głównych regionów skąd pochodzą warszawskie korpo-słoiki.

  • sosna_pospolita

    Oceniono 15 razy 5

    "Zgodnie z definicją szeptucha jest tradycyjnym podlaskim uzdrowicielem"

    a na Litwie, Bialorusi to szeptuch juz nie ma ?

    A ta definicja to skad ? Z GW ?

  • onduma

    Oceniono 27 razy 5

    Gdzie wy bywaliscie na tym Podlasiu. Moze u nielicznych tam ukraincow. Mam tam dalsza rodzine i nic takiego tam ani nie widzialem ani nie slyszalem .

  • pastozukk

    Oceniono 5 razy 3

    skoro efekt placebo faktycznie ma miejsce, to dlaczego zabronić jego przyjmowania? To nie muszą być tabletki bez leku. Pozwólmy wiekowym babciom sobie dorobić, a "frajerom" wyskoczyć z kasy.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX