(fotografie pochodzą ze zbiorów Muzeum Tatrzańskiego im. dra Tytusa Chałubińskiego w Zakopanem)

wywiad Gazeta.pl

Kornel Makuszyński był mizoginem i antysemitą? ''To się wtedy znakomicie sprzedawało''

Kornel Makuszyński pisał dużo i sprzedawał się świetnie, choć uwielbiał pozować na tak zwanego chudego literata, który miał podobno zemdleć na widok stuzłotowego banknotu. Należy tę opowieść włożyć między bajki, bo był jednym z najbogatszych w Polsce ludzi żyjących wyłącznie z pisania - mówi Mariusz Urbanek, autor biografii "Makuszyński. O jednym takim, któremu ukradziono słońce".

"Nie sposób nie lubić Kornela"?

- Tak mówił Antoni Słonimski i chyba można mu wierzyć. Makuszyński był człowiekiem, który lubił ludzi i lubił być lubiany. Wśród jego imponujących towarzyskich kontaktów byli zarówno skamandryci (postrzegani jako lewica), jak i endecy (prawica).

I była to, zdaje się, sympatia odwzajemniona. I jak najbardziej szczera. Makuszyński był dobrym człowiekiem?

- Wygląda na to, że tak. Że nie tylko lubił ludzi, ale także bardzo często im pomagał. W jego muzeum w Zakopanem jest wiele listów z prośbami nie tylko o protekcję w redakcji, ale także o pożyczki czy pomoc w załatwieniu mieszkania. Autorów jest wielu - od Lechonia i Parandowskiego do Iłłakowiczówny. Podejrzewam, że gdyby na te listy nie reagował, szybko przestałyby nadchodzić.

Z teatrem lwowskim w 1915 r. Makuszyński siedzi (trzeci od lewej) w dolnym rzędzie (fotografie pochodzą ze zbiorów Muzeum Tatrzańskiego im. dra Tytusa Chałubińskiego w Zakopanem)
Muzeum Tatrzańskie im. Dra Tytusa Chałubińskiego w ZakopanemZ teatrem lwowskim w 1915 r. Makuszyński siedzi (trzeci od lewej) w dolnym rzędzie (fotografie pochodzą ze zbiorów Muzeum Tatrzańskiego im. dra Tytusa Chałubińskiego w Zakopanem)

A pomagać mógł, bo był postacią niezwykle wpływową, o czym pisze pan w swojej książce "Makuszyński. O jednym takim, któremu ukradziono słońce". Przyznam, że nie zdawałem sobie sprawy z jego wagi, a już na pewno nie stawiałem go na tej samej półce, co Tuwima czy Brzechwę.

- Nie tylko pan go nie doceniał, robili to także inni. Zaciążył na tym charakter tego, co pisał. Literatura dziecięca i młodzieżowa nie jest w Polsce do dzisiaj poważana, a już na pewno nie tak, jak literatura dla dorosłych. Wspomniany przez pana Brzechwa też był przez środowisko uważany za "dostarczyciela literackiej galanterii". Bardzo nad tym ubolewał.

Ale kiedy ograniczymy pisarstwo Kornela Makuszyńskiego do jego najbardziej klasycznych tytułów, jak "Panna z mokrą głową", "Awantura o Basię", "Szaleństwa panny Ewy" czy  "Szatan z siódmej klasy", o Koziołku Matołku i Małpce Fiki-Miki nawet nie wspominając, okaże się, że trzeba go jednak postawić na najwyższej półce, z Brzechwą i Tuwimem. Bez wątpienia książki tych trzech panów kształtują wyobraźnię kolejnych pokoleń polskich dzieci, do których, nawiasem mówiąc, cała trójka miała - jakby to ująć dyplomatycznie - stosunek niezbyt entuzjastyczny.

Karykatura Makuszyńskiego autorstwa Kazimierza Sichulskiego, opublikowana w 1946 r. w ''Przekroji'' (fot. Wikimedia.org / Domena publiczna)Karykatura Makuszyńskiego autorstwa Kazimierza Sichulskiego, opublikowana w 1946 r. w ''Przekroji'' (fot. Wikimedia.org / Domena publiczna)

Łączył ich też dar lekkiego pióra.

- Dzięki niemu powstawały dowcipne rymowanki i błyskotliwe felietony Makuszyńskiego, stało się to w tym sensie jego przekleństwem, że lekkie pióra nie cieszą się uznaniem największych. Żeby w Polsce być uważanym za wielkiego pisarza, trzeba tworzyć dla kilkuset czytelników, a Makuszyński miał ambicję pisania dla tysięcy. No i "pecha", że mu się udawało!

Gdybyśmy zsumowali nakłady kolejnych wydań jego książek, bez problemu przekroczyliśmy milion egzemplarzy.

- I to nawet bez komiksów.

Kornel Makuszyński pisał dużo i sprzedawał się świetnie, choć uwielbiał pozować na tak zwanego chudego literata, który miał podobno zemdleć na widok stuzłotowego banknotu. Należy tę opowieść włożyć między bajki, bo był jednym z najbogatszych w Polsce ludzi żyjących wyłącznie z pisania. A był, trzeba to powiedzieć, bardzo pracowity. Co roku wychodziła jakaś jego książka, a nieraz i dwie.

Zjazd Związku Literatów Polskich, widoczni od lewej: Stefan Krzywoszewski, Kazimierz Wierzyński (stoi), Czesław Jankowski, Wacław Sieroszewski, Juliusz Kaden-Bandrowski (stoi), Kornel Makuszyński, Wacław Grubiński, Julian Ejsmond (stoi). Maj 1925 r. (fot. Narodowe Archiwum cyfrowe)Zjazd Związku Literatów Polskich, widoczni od lewej: Stefan Krzywoszewski, Kazimierz Wierzyński (stoi), Czesław Jankowski, Wacław Sieroszewski, Juliusz Kaden-Bandrowski (stoi), Kornel Makuszyński, Wacław Grubiński, Julian Ejsmond (stoi). Maj 1925 r. (fot. Narodowe Archiwum cyfrowe)

Talent samorodny, nieprawdaż?

- Tak, nie miał żadnych literackich korzeni, ani koneksji. Za to wiele czasu w latach szkolnych spędzał w teatrze, oczywiście na "jaskółce", gdzie bilety były najtańsze, albo wchodząc na gapę. Był prawdziwym self-made manem, choć po porządnym gimnazjum.

Raczej gimnazjach, bo wylatywał z kolejnych.

- Rzeczywiście wyrzucano go za rozmaite grzeszki. A to za złośliwe wierszyki o nielubianym księdzu katechecie, który zabraniał jeździć na łyżwach ("Nie będzie jędza / w przebraniu księdza / z lodu nas spędzać"), a to za pojedynek z kolegą o dziewczynę. Nie mówiąc już o ciągłym zagrożeniu za fatalne wyniki z matematyki. Z tej opresji ratowali go nauczyciele przedmiotów humanistycznych. Dodajmy, że znakomici.

Kornel Makuszyński na łamach prasy debiutował w wieku zaledwie 16 lat. Jego pierwsze wiersze opublikował lwowski dziennik 'Słowo Polskie'. Z lewej portret młodego pisarza, z prawej karykatura Makuszyńskiego autorstwa Kazimierza Sichulskiego (fotografie pochodzą ze zbiorów Muzeum Tatrzańskiego im. dra Tytusa Chałubińskiego w Zakopanem)Kornel Makuszyński na łamach prasy debiutował w wieku zaledwie 16 lat. Jego pierwsze wiersze opublikował lwowski dziennik 'Słowo Polskie'. Z lewej portret młodego pisarza, z prawej karykatura Makuszyńskiego autorstwa Kazimierza Sichulskiego (fotografie pochodzą ze zbiorów Muzeum Tatrzańskiego im. dra Tytusa Chałubińskiego w Zakopanem)

Czasami nawet zazdroszczę mu tych czasów bez telewizji i internetu, wypełnionych książkami i teatrem.

Czasów, w których serca zdobywano poezją?

- Rozumiem, że pije pan do poematu, który Makuszyński napisał na zamówienie starszego kolegi, gdyż jego wybranka wyobrażała sobie miłość tylko do poety. Już w czasach szkolnych młody Kornel miał łatwość pisania i układania rymów. I wykorzystał ten talent, żeby zdobyć pierwsze honorarium: bułkę i dwie kiełbaski.

A skąd u niego fascynacja endecją, z którą poniekąd był związany przez całe życie?

- Nie da się tego wytłumaczyć bez przywołania osoby Wincentego Lutosławskiego, charyzmatycznego działacza narodowego, którego Makuszyński poznał w młodości i był pod jego sporym wpływem. Lutosławski dał też młodemu chłopakowi możliwość przeżycia czegoś heroicznego. Wysłał go bowiem z Galicji do pruskiego zaboru, by opowiedział polskim górnikom i hutnikom - oczywiście nielegalnie - o polskiej poezji romantycznej. Wszystko to musiało na nastoletnim Kornelu zrobić wielkie wrażenie. Nie dziwi więc, że zaraz po maturze związał się z endeckim "Słowem Polskim" - dużym dziennikiem, w którym został recenzentem teatralnym. I nich pan nie zapomina, że to są czasy przedradiowe, kiedy prasa ma niewyobrażalną dzisiaj siłę rażenia. Makuszyński dostaje na teatralnym poletku władzę absolutną.

Kornel Makuszyński (z prawej) z Janem Kiepurą. 1933 r. (fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe)Kornel Makuszyński (z prawej) z Janem Kiepurą. 1933 r. (fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe)

Ale znamy przecież tyle przypadków "ukąszeń" z czasów młodości, od których "ukąszeni" w życiu dorosłym się uwalniają. Makuszyński tymczasem, już w II RP i po przeprowadzce do Warszawy, pisał nadal do endeckiej prasy.

- Jednak proszę pamiętać, że Makuszyński nie był nigdy zoologicznym, agresywnym, ziejącym nienawiścią endekiem. Sam Lutosławski napisał po latach, że na Kornelu się zawiódł. Byłbym więc ostrożny z przypinaniem mu endeckiej łatki i sadzaniem go na tej samej ławce, na której siedzą Stanisław Piasecki, Adolf Nowaczyński czy choćby Konstanty Ildefons Gałczyński. Makuszyński opublikował więcej tekstów w skamandryckich "Wiadomościach Literackich" niż w endeckim "Prosto z Mostu".

"Sopot tegoroczny to jedna wielka mykwa. [...] Ryby odurzone zapachem Żydów, oszalałe z przerażenia, obłąkane z rozpaczy, uciekają z zatoki na pełne morze".

- Gdyby zestawić teksty Makuszyńskiego o Żydach z niektórymi wierszami, które pisał Julian Tuwim, obu panów musielibyśmy uznać za antysemitów. Przy czym Tuwima za gorszego, bo felietony Makuszyńskiego były przynajmniej lekkie i pełne humoru. A Tuwim grzmiał na swoich współbraci ostrymi słowami, zarzucając im, że nie chcą się asymilować. Dlatego jestem w tym przypadku ostrożny z używaniem słowa "antysemityzm", szczególnie w dzisiejszym jego rozumieniu. W II Rzeczpospolitej inteligencja, w tym zasymilowani Żydzi, charakteryzowała się pewną antyżydowską nadwrażliwością - trzeba o tym, oceniając teksty Makuszyńskiego o Żydach, pamiętać.

Makuszyński był prekursorem literatury dziewczyńskiej nie tylko w Polsce, ale i w Europie (fotografie pochodzą ze zbiorów Muzeum Tatrzańskiego im. dra Tytusa Chałubińskiego w Zakopanem)Makuszyński był prekursorem literatury dziewczyńskiej nie tylko w Polsce, ale i w Europie (fotografie pochodzą ze zbiorów Muzeum Tatrzańskiego im. dra Tytusa Chałubińskiego w Zakopanem)

Ciekawy jest też jego stosunek do kobiet. Z dzisiejszej perspektywy byłby uznany za chorobliwego mizogina. Pisał, że kobiety generalnie są głupie. Z drugiej strony obie jego żony - przedwcześnie zmarła Emilia Bażeńska i Janina Gluzińska - były jego równoprawnymi i, zdaje się, bardzo szczęśliwymi partnerkami życiowymi. Z trzeciej strony stworzył Makuszyński absolutnie fantastyczne postaci dziewczyn w kilku swoich sztandarowych powieściach. Cóż to za paradoks?

- Tłumaczę to trochę tak, jak jego teksty antyżydowskie. To się po prostu wtedy znakomicie sprzedawało. Ludzie uwielbiali te jego szowinistyczne, seksistowskie felietony. Jednocześnie warto wiedzieć, że Kornel Makuszyński zasadniczo wypowiadał się za prawem kobiet do regulacji urodzin, oznaczającej wtedy przede wszystkim prawo do aborcji, co z dzisiejszego narodowo-katolickiego punktu widzenia jest dyskwalifikujące. Pisał na ten temat: "Niech ten, kto cierpi, ma największe, i bodaj że jedyne prawo odpowiedzi". Nie demonizowałbym więc felietonów o kobietach, a skupiłbym się właśnie na stworzonych przez niego postaciach niezależnych dziewczyn, jak choćby Irenka Borowska z "Panny z mokrą głową" czy Ewa Tyszowska z "Szaleństw panny Ewy".

Makuszyński, z czego właściwie zdałem sobie sprawę, pisząc o nim książkę, był prekursorem literatury dziewczyńskiej nie tylko w Polsce, ale i w Europie. Jego dziewczyny narodziły się lata przed Pippi Pończoszanką Astrid Lindgren. To on, jako jeden z pierwszych, pokazał, że takie przygody, jakie miał Tomek Sawyer, mogą mieć także dziewczyny.

Kornel Makuszyński (trzeci z prawej) w Zakopanem. 1931 r. (fot. Narodowe Archiwum cyfrowe)Kornel Makuszyński (trzeci z prawej) w Zakopanem. 1931 r. (fot. Narodowe Archiwum cyfrowe)

Makuszyński też miał życie pełne przygód i dane mu było uczestniczyć w świecie artystycznej bohemy, choć sam raczej kolorowym ptakiem nie był.

- Bo był klasycznym konserwatystą. Człowiekiem zawsze elegancko ubranym, punktualnym, ceniącym sobie stabilność i spokój. Daleko mu było do zwariowanych skamandrytów, którzy potrafili w teatrze dopowiadać głośno aktorom kwestie, bo uważali te mówione przez nich za grafomańskie. Miał za to Makuszyński ogromne poczucie humoru. Także na swój temat.

I wielką popularność. Bardziej wśród rzesz czytelników niż krytyki.

- I bardzo o nią dbał. Zresztą nie on jeden. Przecież nie po to skamandryci przesiadywali codziennie o tej samej godzinie w Ziemiańskiej, a Makuszyński w Adrii, bo mieli ochotę na kawę wyłącznie o tej jednej porze. Chodziło o to, żeby ludzie - wiedząc o niezmiennych miejscach i godzinach - mogli przyjść i zobaczyć swoich idoli.

O popularności Kornela Makuszyńskiego świadczyły też choćby publikacje prasowe informujące o tym, gdzie akurat spędza wakacje i dlaczego w tym roku nie w Zakopanem, ale w Krynicy. A kiedy raz nie ukazała się na czas w "Warszawiance" jego teatralna recenzja, gazeta musiała na drugi dzień poinformować czytelników, że stało się to tylko z powodu poważnej anginy recenzenta. Na dowód dodano do tekstu zdjęcie Makuszyńskiego w szlafroku.

Polska Akademia Literatury - wręczenie 'nagrody młodych' Jerzemu Andrzejewskiemu. Widoczni od lewej: Jerzy Andrzejewski, Kazimierz Wierzyński, Kornel Makuszyński, Wacław Sieroszewski. Kwiecień 1939 r. (fot. Narodowe Archiwum cyfrowe)Polska Akademia Literatury - wręczenie 'nagrody młodych' Jerzemu Andrzejewskiemu. Widoczni od lewej: Jerzy Andrzejewski, Kazimierz Wierzyński, Kornel Makuszyński, Wacław Sieroszewski. Kwiecień 1939 r. (fot. Narodowe Archiwum cyfrowe)

Jego pozycja wynikała tylko z talentu, czy też z tego, że - jak pisał Leopold Staff - był zawsze tam, gdzie dają "ciastka, lody i szparagi"?

- Oczywiście, że Makuszyński był częścią establiszmentu. Pisał niezwykle popularne powieści, felietony i recenzje teatralne w poczytnych gazetach. Dostał nagrodę państwową za "Pieśń o Ojczyźnie", a w 1937 roku został członkiem Polskiej Akademii Literatury, do której wybrano piętnastu pisarzy uznawanych wtedy za najwybitniejszych. Siłą rzeczy pojawiał się tam, gdzie dawano "ciastka, lody i szparagi". Ale pozycję zawdzięczał przede wszystkim sobie, swojemu talentowi i popularności wśród czytelników, a nie temu, że ktoś mu coś załatwił. I korzystał z niej, ile mógł. Jedna jego recenzja mogła wynieść aktora na piedestał albo złamać karierę.

Bez przesady z tym łamaniem. Przecież już ustaliliśmy, że "nie sposób nie lubić Kornela".

- Rzeczywiście wśród tysiąca jego recenzji mało było tych krytycznych, bo Makuszyński traktował spektakle bardziej jako przyczynki do felietonów, opowieści o jakimś zjawisku czy człowieku, niż jako podstawę do teatrologicznych rozpraw z daną inscenizacją. Trochę mi żal, że jego teatralna twórczość jest i pozostanie pewnie najmniej znana.

Kornel Makuszyński (fot. Wikimedia.org / Domena publiczna / Marta Kondrusik / Gazeta.pl)Kornel Makuszyński (fot. Wikimedia.org / Domena publiczna / Marta Kondrusik / Gazeta.pl)

Bo są inne gwiazdy jego twórczości, na przykład Koziołek Matołek.

- Myślę, że Koziołek Matołek będzie się cieszył życiem wiecznym i po wsze czasy zostanie w kanonie polskiej literatury dziecięcej. Ale nie tylko on. Tuż po Matołku wyszedł "Szatan z siódmej klasy", który już w II Rzeczpospolitej cieszył się taką popularnością, że w 1939 roku kręcono na jego podstawie film. Nie został ukończony, a wybuch wojny spowodował, że nigdy nikt go nie zobaczył.

Dodałbym jeszcze do wymienionych wcześniej tytułów dwie świetne i naprawdę ważne w dwudziestoleciu książki: budującą legendę Gdyni "Wielką bramę" i sławiącego polskie lotnictwo "Skrzydlatego chłopca". Obie wpisywały się w państwową narrację ówczesnej Polski i obie padły potem ofiarami komunistycznej cenzury. Zresztą nie tylko one.

Koziołek Matołek musiał w PRL-u latać radzieckim MiG-iem.

- A akcję "Szatana z siódmej klasy" przeniesiono spod Wilna do Pułtuska, bo przecież Wilno - według nowej władzy -  było miastem odwiecznie radzieckim. Takich cenzorskich zmian w Polsce Ludowej było o wiele więcej. W końcu w 1951 roku część dzieł Kornela Makuszyńskiego wpisano na indeks książek zakazanych, a część zostawiono w bibliotekach "do zaczytania".

Tablica pamiątkowa przy ul. Grottgera 9A w Warszawie (fot. Adrian Grycuk / Wikimedia.org / CC BY-SA 3.0 pl)Tablica pamiątkowa przy ul. Grottgera 9A w Warszawie (fot. Adrian Grycuk / Wikimedia.org / CC BY-SA 3.0 pl)

Nie chciał Makuszyński pisać książek wychowujących młodzież w duchu socjalistycznym?

- Nie chciał i nie umiał. To nie była jego estetyka. Kiedy "Przekrój" poprosił go o napisanie tekstu z okazji Zlotu Młodych Przodowników - Budowniczych Polski Ludowej, Makuszyński go napisał, ale językiem niemającym nic wspólnego z tym obowiązującym w PRL. Pisał, że chciałby zaśpiewać z tej okazji kantatę, ale potrafi tylko zabeczeć jak podhalański baran. To przecież mogło być odebrane jako jawna kpina. On był po prostu z poprzedniego świata: burżuazyjnego i drobnomieszczańskiego, jeśli się trzymać określeń ówczesnych czasów.

Dlatego, jak pan pisze, zamilczano go na śmierć?

- Tak, bo nie bardzo wiedziano, co z nim zrobić. Z jednej strony Makuszyński reprezentował czasy przez komunistów potępiane, a z drugiej nie zabierał zupełnie głosu przeciw nowemu ustrojowi, więc trudno było go uznać za wroga. Ale poprzeć sowieckiej Polski też nie chciał. Pozostało więc zamilczenie na śmierć. Choć nie do końca się to udało, bo kiedy po politycznej odwilży w połowie lat pięćdziesiątych wznowiono przygody Koziołka Matołka, kilkusettysięczny nakład został wykupiony w ciągu jednego dnia. Niestety, Kornel Makuszyński już wtedy nie żył.

Książka Mariusza Urbanka ''Makuszyński. O jednym takim, któremu ukradziono słońce' ukazała się nakładem Wydawnictwa Czarne (fot. Martyna Urbanek / materiały prasowe)Książka Mariusza Urbanka ''Makuszyński. O jednym takim, któremu ukradziono słońce'' ukazała się nakładem Wydawnictwa Czarne (fot. Martyna Urbanek / materiały prasowe)

Książkę Mariusza Urbanka "Makuszyński. O jednym takim, któremu ukradziono słońce" w promocyjnej cenie można kupić w Publio.pl>>>


Mariusz Urbanek.
Pisarz i publicysta, pracownik Muzeum Pana Tadeusza we Wrocławiu. Jest autorem kilkudziesięciu książek, w tym wielu biografii, m.in. Jerzego Waldorffa, Władysława Broniewskiego, Jana Brzechwy czy Juliana Tuwima. Jego najnowsza książka "Makuszyński. O jednym takim, któremu ukradziono słońce" (Wydawnictwo Czarne) trafiła niedawno do księgarń.

Mike Urbaniak. Dziennikarz kulturalny i krytyk teatralny "Wysokich Obcasów" oraz weekendowego magazynu Gazeta.pl. Prowadzi blog panodkultury.com.

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Komentarze (75)
Zaloguj się
  • wlodzimierz.il

    Oceniono 36 razy 14

    >Nie będzie jędza / w przebraniu księdza / z lodu nas spędzać

    Oj nieucy, nieucy.

    A naprawdę było:
    Na próżno jędza w ubraniu księdza z lodu nas spędza
    W ósmej B klasie, w zimowym czasie, nikt mu nie da się.

    I tacy piszą o Makuszyńskim by zarobić parę zet.

  • pieczarek

    Oceniono 32 razy 4

    Pan Urbanek ma mocno zwichrowany sposób myślenia. Makuszyński był endekiem, no ale jak tu przyznać, że ulubiony autor całych pokoleń młodych czytelników był kimś takim! Więc dodaje się durnowate uwagi, że jednak jego antysemickie uwagi o Żydach nie były... antysemickie, bo Żyd Tuwim pisał takie same. Podobnie, jak Giedroyć, proponujący wysłanie Żydów do Palestyny, też nie był antysemitą, bo... lubił i szanował go Adam Michnik. Nadziwić się nie mogę, jak można uważać czytelników artykułu za takich głupków. Podobnie sprawa mizoginizmu. Był mizoginem, ale za to jego żony były najszczęśliwszymi kobietami na świecie, więc nie traktujmy tego poważnie. Ręce opadają od tego zakłamania.

  • losiu4

    Oceniono 13 razy 3

    mądry człowiek. Dowodził m.in. że po wielu latach rozumowania nawet kobieta odróżni kapelusz od dzieła filozoficznego.

    Pozdrawiam

    Losiu

  • mer-llink

    Oceniono 11 razy 3

    Alez oczywiście koniecznie dziś trzeba poprzekręcac historię, bo to jest , panie dziejaszku, tak narodowo trendy: Makuszyński przez komuchów został skazany na zamilczenie.
    Co nie jest prawdą.
    Komuchy wydawały przeróżne ksiązki Makuszyńskiego, i to w wielkich nakładach (wystarczy sprawdzić w pierwszej bibliografii i w pierwszej bibliotece, choćby NArodowej, Panowie), od ":Skrzydlatego chhłopca" po "Perły i wieprze".
    Dlatego, mili Panowie, dla miłego grosza nie budujcie alternatywnej historii literatury polskiej. Dla miłego grosza - nie łżyjcie. To bywa trudne, ale nie warto być publicystycznym koniunkturalistą, bo : "Warto byc przyzwoitym".

    P.>S Biografistyka Pana Autora, choc liczna, raczej faktograficznie jest mierna. A w wielu punktach - jak w tym:Makuszyńskiego - naciągana. Ot, takie sobie gadułki. JAk zresztą i ten artykulik pana Mike'a (?) Urbaniaka.

  • agentwrogiegoukladu

    Oceniono 5 razy 1

    Zdaje się, że w jego 'antysemityzmie' bardziej chodziło właśnie o brak asymilacji niż o samo pochodzenie. Identycznie jak dziś w stosunku do muzułmanów w Europie - inteligentny człowiek nie ma nic do tego kto w co wierzy (polscy Tatarzy setki lat nikomu nie przeszkadzali i nie przeszkadzają - wręcz przeciwnie), ale krytyka dotyczy się tendencji nowo-napływowych do tworzenia własnych enklaw, które przejawiają jawną wrogość wobec kultury, prawa i instytucji państwa, w którym się znaleźli. Żydzi, muzułmanie, chrześcijanie - wszyscy są bardzo OK, dopóki nie próbują zmieniać świata innym na swoją modłę.

  • drabe1

    0

    Pozwolę sobie przytoczyć złośliwy wierszyk gimnazjalny Makuszyńskiego w oryginalnym brzmieniu :
    " Na próżno jędza w postaci księdza z lodu nas spędza. Nikt w pierwszej klasie nie da się."

  • apollo1966

    Oceniono 14 razy 0

    Makuszyński - rzadka godność,
    Kornel - jeszcze rzadsze imię,
    unikalną to sposobność
    daje, by być mistrzem w rymie.

    Treść też winna być z fikołkiem,
    że zwyczajna - nikt nie powie,
    z wędrującym w świat Matołkiem,
    koniec świata - w Pacanowie.

  • czarna_brygada09

    Oceniono 28 razy -2

    Na książkach Makuszyńskiego się samowychowywałem i to za PRL-u. W mojej bibliotece jest półka z książkami dziecięcymi i młodzieńczymi, gdzie Makuszyńskiego sczytanego doszczętnie i wydanego w PRL-u, od .... przysłowiowego metra. Przechowuję je z miłym wspomnieniem. Piszę o tym dlatego, że jakoś nie przypominam sobie aby wówczas było o Makuszyńskim, 'zamilczenie na śmierć' ... tym bardziej, że w perelowskiej szkole było o nim głośno.
    Wróćmy jednak do naszych czasów i naszych obyczajów. Jedno dzieło literackie Makuszyńskiego oraz jedno dzieło filmowe oparte na dziele literackim, może w Polsce ... w Polsce czasów 'prezesury' ... może zostać wyniesione, albo na szczyty oficjalnego uznania i podziwiania albo strącone w niebyt zapomnienia ... w zależności od humoru, nastroju pana Prezesa. Oczywiście chodzi o książkę z 1928 roku, 'O dwóch takich, co ukradli księżyc' i film z 1962 roku, pod tym samym tytułem, gdzie niewątpliwie 'oscarowo' zagrali Lech Kaczyński w roli 'Jacka' i niezapomniany Jarosław Kaczyński w roli 'Placka'. 'Placek' to była aktorska wirtuozeria ... rola niezapomniana i ponadczasowa, a protagonista filmu wycisnął piętno na całej sztuce polskiej szkoły kuglarstwa i będzie się nam jeszcze długo śnił po nocach.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX