(fot. Patryk Ogorzałek / Agencja Gazeta)

społeczeństwo

Okno życia, okno wstydu. "Oddanie dziecka uchodzi w opinii społecznej niemalże za przestępstwo"

Najczęściej jest czwarta, piąta nad ranem. Ale latem znacznie wcześniej. Wtedy sen jest najmocniejszy. Ludzi na ulicach najmniej. Pod osłoną szarówki idą w naciągniętych na głowy kapturach. W samotności. I zawsze z bólem w sercu.

Mała miejscowość w województwie pomorskim. Taka, gdzie wszyscy o wszystkim wiedzą. Kiedy sąsiad nie pójdzie do kościoła i kiedy przyjezdny zapije tak, że trzeba będzie wzywać do niego karetkę po nocy. Gdy osiem lat temu już z całkiem pokaźnym brzuchem Aneta szła do spożywczego, wszyscy szeptali: "To ta, co zaciążyła z letnikiem". "Mało było problemów z nią, to jeszcze bachora jej potrzeba". "Wykończy tych starych i tyle".

Czy to jej wina, że tak jej się spodobał? Że chciała wyjechać, zacząć nowe życie? Obiecał przecież, że po Anetę wróci, ale minął miesiąc, potem kolejny i słuch po nim zaginął. Kiedy kupiła dwa najtańsze testy w aptece, żeby potwierdzić ciążę, nawet nie wiedziała, gdzie go szukać. Bo niby ilu wysokich, przystojnych Tomków jest w Trójmieście? - Niemal całą ciążę ukrywałam przed rodzicami. Bałam się, że tego nie zaakceptują, że każą mi oddać dziecko. Mimo 20 lat czułam, że dam sobie radę. Przeprowadziłam się do babci, dogadałam się z właścicielką ciucholandu, przyjęła mnie do pracy na pół etatu. Miałam wziąć trochę macierzyńskiego i wrócić. Miało być dobrze - opowiada.

Noworodek zostawiony w Oknie Życia przy ul. Słonimskiej w Białymstoku (fot . Tomasz Markowski / Agencja Gazeta)Noworodek zostawiony w Oknie Życia przy ul. Słonimskiej w Białymstoku (fot . Tomasz Markowski / Agencja Gazeta)

Chłopiec urodził się w domu. Aneta nie zdążyła wezwać karetki. - Lekarze nie chcieli mi mówić, ale widziałam, że coś jest nie tak. Kilka dni po porodzie powiedzieli, że Bruno cierpi na lekkie porażenie mózgowe. Że przyczyny mogą być różne, że do uszkodzenia mózgu mogło dojść w trakcie ciąży lub podczas porodu - opowiada.

Bruno nie miał szans na miejsce w publicznym żłobku. Na prywatny żłobek też nie. Wszystko, co Aneta zarobiła w ciucholandzie, szło na rehabilitację. Kiedy ona była w sklepie, chłopcem zajmowała się babcia Anety. Rodzice się jej wyparli. Nie taką przyszłość zaplanowali dla swojej jedynej córki. Miała przecież wyjechać na studia do Trójmiasta. Miała robić karierę. A nie zostać samotną matką bez wykształcenia i z pracą w sklepie. Wstyd.

Czuła się samotna. Lgnęła do ludzi. Kolejny mężczyzna, który zawrócił jej w głowie, ulotnił się po dwóch miesiącach. Znowu została sama. Z czteroletnim, chorym Brunem i... kilkutygodniową ciążą. - Wiedziałam, że nie mogę sobie pozwolić na drugie dziecko. Nie poradzę sobie, zwłaszcza że Bruno wymagał specjalnej uwagi. Ktoś powie: trzeba się było zabezpieczać, trzeba było nie iść do łóżka z byle kim. Prawda, nie mam za wiele na swoje usprawiedliwienie.

Warszawa, ul. Hoża 53. Okno życia prowadzone przez siostry zakonne (fot. Dariusz Borowicz / Agencja Gazeta)Warszawa, ul. Hoża 53. Okno życia prowadzone przez siostry zakonne (fot. Dariusz Borowicz / Agencja Gazeta)

Zawsze była trochę "przy kości". Trochę większy niż zwykle brzuch nie zrobił na nikim wrażenia. Tym bardziej że pod koniec ciąży zaczynało się już robić chłodno. Aneta opatulała się wtedy szalami, nakładała ponczo.

Nie dała jej imienia, nie mogła. Kilka godzin po porodzie, do którego doszło w mieszkaniu, ubrała ją, owinęła w kocyk i zawiozła razem z misiem do okna. Nie, nie mogła zgłosić się do szpitala. Nie tam, gdzie mieszkała. Ludzie by nie zrozumieli. Czy pękało jej serce? Głupie pytanie dla matki. Pewnie, że pękało, ale zrobiła to z dobrych pobudek. Od tamtej nocy wciąż czuje przejmujące zimno. I niewiele z niej pamięta. Dwa lata później wyjechała z Brunem do innego miasta. Ponad sto kilometrów dalej. Zaczęła nową pracę. Zaczęła też częściej sięgać po alkohol. Żeby stłumić to zimno w środku. - Miałam myśli, żeby spróbować ją odnaleźć, ustalić, co się z nią stało, czy znalazła dom, czy jest "zaopiekowana". Ale wiem, że moje pojawienie się tylko wszystko by pogorszyło - mówi Aneta. - Czy sobie radzę? Raz lepiej, raz gorzej. Przemogłam się i chodzę do psychologa. Od kilku miesięcy nie piję. Robię to przede wszystkim dla Bruna. Nie dla siebie. Ja już na nic dobrego nie zasługuję.

Wieczne potępienie

"Tchórzostwo", "pójście na łatwiznę", "nieodpowiedzialność", "egoizm", "grzech". Jedni twierdzą, że kobiety, które zostawiają dzieci w oknach życia, zasługują na wieczne potępienie. Inni, że powinny być doceniane za to, że nie porzuciły dziecka na śmietniku. Bo nie wszystko jest czarne albo białe.

- Do dziś, choć minęło już kilka lat, codziennie zastanawiam się co się stało z córką, którą zostawiłam w oknie życia - mówi Aneta (fot. zdjęcie ilustracyjne - kateholms / iStockphoto.com)- Do dziś, choć minęło już kilka lat, codziennie zastanawiam się co się stało z córką, którą zostawiłam w oknie życia - mówi Aneta (fot. zdjęcie ilustracyjne - kateholms / iStockphoto.com)

Maria Keller-Hamela, wiceprezeska Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę (dawniej Fundacja Dzieci Niczyje), podkreśla, że w Polsce nie ma kompleksowych rozwiązań dotyczących profilaktyki porzucania dzieci, nie ma wystarczającego systemu wspierania matek czy rodzin z grupy ryzyka w tym zakresie. - Kobiety, które oddają dzieci do adopcji, są stygmatyzowane. Jednocześnie nie mówi się, że często matki pozostawiane są same sobie, kompletnie bezradne i oddanie dziecka wydaje im się najlepszym możliwym rozwiązaniem - tłumaczy Maria Keller-Hamela.

Dr Aleksandra Szymków-Sudziarska, psycholog społeczny z Uniwersytetu SWPS w Sopocie, zauważa, że ludziom łatwo jest potępić matkę, która oddaje swoje dziecko. Bez względu na to, co zmusiło ją do podjęcia takiej decyzji. - Większość ocenia to, co widzi. A widzi dziecko porzucone. W związku z tym matka automatycznie oceniana jest jako ta zła i mało kto zadaje sobie odrobinę wysiłku, żeby nad taką kobietą się pochylić, spróbować zrozumieć, co spowodowało taką dramatyczną decyzję - podkreśla psycholog.

Matka, która decyduje się pozostawić dziecko w oknie życia, może zachować anonimowość. Nie grozi jej żaden paragraf, nie będzie ścigana czy poszukiwana.  Alarm, który uruchamia się niemal natychmiast po pozostawieniu dziecka w oknie, służy wyłącznie zapewnieniu  mu jak najszybszej opieki i pomocy medycznej bez względu na porę dnia i nocy. Siostry, bo zazwyczaj to one opiekują się oknami życia, niemal natychmiast wzywają pogotowie i policję. W międzyczasie sprawdzają, czy matka zostawiła jakiś list, cokolwiek, co pozwoliłoby ustalić tożsamość dziecka. Jeśli trzeba, przewijają, myją, ubierają, jeśli dziecko jest nagie. Potem trafia ono do szpitala, gdzie przechodzi niezbędne badania. W tym czasie policja sprawdza, czy nie padło ofiarą porwania.

Położenie dziecka w oknie jest równoznaczne ze zrzeczeniem się praw rodzicielskich przez matkę. Ze szpitala maluch trafia do rodziny preadopcyjnej lub zastępczej. Często staje się ona docelowym opiekunem. Niestety, zdarza się, że nie udaje się szybko znaleźć takiej rodziny, wówczas dziecko zostaje skierowane do ośrodka opiekuńczego. A matka biologiczna? Ma równe 6 tygodni od momentu pozostawienia dziecka w oknie na ewentualną zmianę decyzji. Wówczas jednak jedynym sposobem na odzyskanie dziecka jest ujawnienie swojej tożsamości i poddanie się badaniom DNA. W Polsce było do tej pory tylko kilka przypadków, gdy matka zmieniła zdanie.

"W trosce o zdrowie i życie"

3 lutego, Ostrów Wielkopolski, ulica Gimnazjalna, godzina dokładnie 5.35. W oknie życia przy ośrodku wychowawczym sióstr elżbietanek rozdzwania się alarm. Początkowo myślą, że to jakiś kiepski żart. Do istniejącego od blisko dwóch lat okna życia jeszcze nigdy nie trafiło dziecko. Dlatego siostrze, która podchodzi do okna, trudno uwierzyć własnym oczom, kiedy widzi noworodka, chłopca owiniętego jedynie ręcznikiem, na oko kilka godzin po narodzinach, jeszcze z pępowiną, kwilącego i wychłodzonego.

"Modlimy się teraz za dziecko i jego matkę, bo nie wiadomo, jakie nieszczęście się za tym zdarzeniem kryje. Nazwałyśmy go Błażej, bo patronem dnia 3 lutego jest św. Błażej" - mówiła później Radiu RMF FM siostra przełożona Teresa Dorsz, dyrektor Specjalnego Ośrodka Opiekuńczo-Wychowawczego Zgromadzenia Sióstr św. Elżbiety w Ostrowie Wielkopolskim.

Kraków, zgromadzenie sióstr nazaretanek przy ulicy Przybyszewskiego. Siostra Józefina przy oknie życia, w którym rodzice mogą zostawić niechciane dziecko (fot. Grażyna Makara / Agencja Gazeta)Kraków, zgromadzenie sióstr nazaretanek przy ulicy Przybyszewskiego. Siostra Józefina przy oknie życia, w którym rodzice mogą zostawić niechciane dziecko (fot. Grażyna Makara / Agencja Gazeta)

Przy chłopcu nie znaleziono żadnej karteczki z wiadomością od matki. Nie była potrzebna. Niemal w tym samym czasie policjanci odebrali dwa telefony od życzliwych, którzy donieśli o porzuceniu dziecka i być może popełnieniu przestępstwa przez matkę. Zanim malec trafił do szpitala, namierzono 17-latkę z Ostrowa. Oficjalnie - w trosce o jej zdrowie i życie.

Plotkom nie było końca. Jedni mówili, że ukrywała ciążę przed rodziną, drudzy, że to właśnie bliscy donieśli na nią policji, kiedy wróciła do domu nad ranem w zakrwawionym ubraniu. Kiedy karetka zabrała dziewczynę do szpitala, tam odwiedzili ją policjanci. W sieci niemal natychmiast wybuchła burza, że powinna mieć prawo do prywatności. Że doszło do ujawnienia jej personaliów, co jest równoznaczne z linczem. Że nie taka była idea okien życia w Polsce, a już w szczególności tego w Ostrowie, które otwarto 8 grudnia 2015 roku. Do powstania okna przyczynił się dramat dziecka pozostawionego w sierpniu wprost na jednej z miejscowych ulic. Noworodek był wyziębiony, cudem przeżył i trafił do szpitala. Od tamtego dnia w mieście zaczęto coraz głośniej mówić o przygotowaniu okna życia, które zapewniałoby porzucanym dzieciom maksimum bezpieczeństwa. Teraz dyskusja rozgorzała na nowo. "Po co w takim razie są okna życia?", "Czy teraz każda matka decydująca się na pozostawienie dziecka w oknie życia zostanie przesłuchana?" - pytali internauci. Była też druga strona barykady: "Pokażcie jej twarz, niech wszyscy widzą, jak wygląda matka, która porzuca swoje dziecko", "Powinna gnić w więzieniu", "Potwór, nie matka!!". Burzy nie można już było zatrzymać.

Prokuratura Okręgowa do dzisiaj musi wyjaśniać, co tak naprawdę się wydarzyło i dlaczego zaangażowała się w sprawę. Maciej Meler, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Ostrowie Wielkopolskim, zapewnia, że policja po prostu wykonywała niezbędne czynności. I chodziło tylko o ustalenie, czy matce nie zagraża niebezpieczeństwo z powodu porodu poza szpitalem. Kiedy tylko policjanci upewnili się, że matce i dziecku nic nie grozi, "zaniechali dalszych czynności". - Dochodzenie zostało umorzone i, co cały czas podkreślam, 17-latce nie postawiono żadnych zarzutów, nie była także przesłuchiwana - podkreśla Maciej Meler.

Poznań, marzec 2009 r. Uroczyste otwarcie okna zycia w Domu Dziecka nr 1 (fot. Andrzej Monczak / Agencja Gazeta)Poznań, marzec 2009 r. Uroczyste otwarcie okna zycia w Domu Dziecka nr 1 (fot. Andrzej Monczak / Agencja Gazeta)

Wybór matki

Pierwsze okno życia otwarte zostało w 2000 roku w Hamburgu przez niemiecką siostrę zakonną Gabriele Stangl, która przez całe lata spotykała się z tragicznymi historiami niechcianych dzieci, porzucanych i zabijanych na ulicach Hamburga. - Ludzie pytali: "Jak matka mogła zrobić coś takiego swojemu dziecku" - opowiadała "Daily Mail". - Ale to strach, depresja i przerażenie skłaniały te kobiety do takich czynów. Około 40-60 noworodków w Niemczech co roku ginęło z rąk własnych matek. Znajdowaliśmy je w toaletach, pod drzewami, w walizkach i workach na śmieci. Dlatego tak ważne było stworzenie miejsca, w którym matki mogłyby zostawić swoje dziecko po narodzinach bez żadnych konsekwencji, bez oceniania - podkreślała Stangl.

Od początku okna miały dawać szansę noworodkom, których matki nie mogą lub nie chcą się nimi opiekować. Otwierane z zewnątrz, ogrzewane i wentylowane zapewniają dzieciom bezpieczeństwo.

Pierwsze polskie okno powstało 12 lat temu w Domu Samotnej Matki w Krakowie. Podczas uroczystości z okazji 10-lecia istnienia rzecznik praw dziecka Marek Michalak porównał je do pogotowia ratunkowego albo radiowozu policyjnego. "Kiedy jest wybór tylko między mostem a miejscem bezpiecznym, wtedy wybiera się miejsce bezpieczne i to jest właściwe" - podkreślał podczas uroczystości w Krakowie w 2015 roku. "Absolutnie nie można kwestionować formy, która ratuje życie".

Kiedy więc dwa lata temu Komitet Praw Dziecka ONZ wezwał Polskę do ich likwidacji i promowania alternatywnych rozwiązań, rozgorzała dyskusja. Komitet jako alternatywę rekomendował tzw. anonimowy poród w szpitalu, propagowany m.in. w Niemczech. Matka podczas porodu pozostaje wprawdzie anonimowa, ale jej dane mogą być udostępnione dziecku po ukończeniu przez nie 16. roku życia. Dzięki temu dziecko ma poczucie odzyskanej tożsamości. Przeciwnicy okien życia przekonują, że to nie do końca jest tak, że za oknem życia na dziecko czeka ciepły dom. Najpierw są procedury, badania w szpitalu i tygodnie oczekiwania na odpowiednie papiery. Średnio dziecko z okna życia czeka na dom dwa razy dłużej niż dziecko z oficjalnej adopcji, którą - w przypadku niemowląt pozostawionych w szpitalu przez matki - czasem udaje się sfinalizować w ciągu zaledwie 6 tygodni.

Zwolennicy okien życia podkreślają jednak, że od tożsamości ważniejsze jest bezpieczeństwo. Czy Komitet mógłby zagwarantować, że likwidacja okien życia nie przyczyni się do wzrostu dzieciobójstw?  Czy piętnowanie i umniejszanie wagi okien życia nie zniechęci kobiet do bezpiecznego przekazywania dzieci? Przecież oficjalne oddanie dziecka do adopcji nadal w wielu rejonach Polski uchodzi za publiczne przyznanie się do śmiertelnego grzechu.

"Powinnaś siedzieć"

18-letnią Ewę znajduję poprzez fora internetowe. Nie zdała matury. Nie dała rady. W przyszłym roku będzie podchodzić jeszcze raz. W Małopolsce, skąd pochodzi, nieletnia ciąża oznacza wyrok. Skreślenie z listy potencjalnych studentów, pracowników, szanowanych córek i atrakcyjnych kandydatek na synowe. O ciąży powakacyjnej dowiedziała się za późno. Za późno na tabletkę "dzień po". Zawsze była trochę puszysta, tak więc nikt się nie zorientował. Trochę przytyła i tyle. Rodzice wciąż wyjeżdżali, więc swobodnie mogła zwalczać poranne nudności. Nie mieli pojęcia, że ich wychuchana jedynaczka jest w ciąży. Nie chce mówić, gdzie urodziła. Że nie w szpitalu, to wiadomo. W szpitalu nie mogłaby ot tak po prostu zostawić dziecka, nie zostawiając śladu po sobie. To był chłopiec. Płakał, więc zdrowy. Zaniosła go do okna życia, tak jak większość innych matek, w środku nocy, pod kurtką, opatulonego kocykiem z polaru. - Łzy płynęły mi ciurkiem. Ale wiedziałam, że znajdą mu lepszy dom, pełną, kochającą rodzinę - mówi. Zostawiła karteczkę. Że zawsze będzie go mieć w sercu, ale robi to dla jego dobra.

Piotrków Trybunalski, dziecko znalezione w Oknie Życia na oddziale dziecięcym szpitala przy ul Rakowskiej (fot. Tomasz Stańczak / Agencja Gazeta)Piotrków Trybunalski, dziecko znalezione w Oknie Życia na oddziale dziecięcym szpitala przy ul Rakowskiej (fot. Tomasz Stańczak / Agencja Gazeta)

Kiedy kilka tygodni później zwierzyła się przyjaciółce, ta zwyzywała ją od najgorszych. Groziła, że publicznie opowie o wszystkim, że to skandal, że Ewa jest obrzydliwa i powinna iść siedzieć. Doszło do tego, że bała się chodzić do szkoły. Wydawało się jej, że wszyscy już wiedzą o tym, co zrobiła, że to tylko kwestia czasu, aż do jej rodziców przyjdzie policja. Presja stała się nie do zniesienia. Poprosiła rodziców o przeniesienie do innej szkoły.

Zdaniem Marii Keller-Hameli ostry osąd matek, które oddają swoje dzieci bierze się stąd, że Polacy nie są społeczeństwem tolerancyjnym, a w ostatnim czasie ten brak tolerancji się nasilił.  - Oddanie dziecka uchodzi w opinii społecznej niemalże za przestępstwo. W życiu są jednak różne sytuacje, w których kobieta świadomie się na to decyduje. I robi to właśnie dla dobra dziecka - podkreśla Keller-Hamela.

Przez 12 lat w całym kraju powstało w sumie 55 okien, dzięki którym blisko setka niechcianych dzieci dostała szansę na normalne życie.

Artykuł opublikowaliśmy po raz pierwszy w czerwcu 2017 roku.


Joanna Pasztelańska.
Dziennikarka, reporterka. Jako jedna z pierwszych dotarła do Turcji po trzęsieniu ziemi w 1999 roku, relacjonowała wybory prezydenckie w Iranie, zajmowała się sprawą farmy niewolników pod Londynem i ukrytymi w rejonie Prypeci sierocińcami dla dzieci z wadami genetycznymi po wybuchu elektrowni w Czarnobylu. Od blisko dwudziestu lat jeździ po Polsce śledząc tematy trudne i niewyjaśnione m.in. dla "Życia Warszawy", "Tygodnika Kulisy" i magazynu "Dziennika Gazety Prawnej". W 2016 roku nakładem wydawnictwa Horyzont Znak ukazała się książka "Policjanci. Za cenę życia", którą napisała z mężem.

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Komentarze (204)
Zaloguj się
  • zocha688

    Oceniono 71 razy 33

    Absolutnie szanuje i nie oceniam kobiet, ktore zostawiły swoje dziecko w Oknie Zycia. To musi byc bardzo trudna decyzja. Mówię to jako mama.

  • phoebe10

    Oceniono 79 razy 27

    Mogły usunąć. Za nieduże pieniądze przecież. Po cichu, bez świadków, bez konsekwencji, bez przylepianych łatek. Ile takich aborcji się odbywa...?
    Ale nie, dały radę, urodziły dziecko i zadbały o jego bezpieczeństwo. Dały szansę na nowe życie. I za to się je piętnuje.
    Matki.
    Mam dwoje adoptowanych dzieci. Dzieci, które kocham tak, jak kocha się tylko dziecko. Jestem matką tylko dlatego, że wcześniej inna matka postanowiła dać szansę swojemu dziecku. Dbała o nie najbardziej jak umiała.
    Tu nie ma miejsca na osądzanie (nie powinno być). Ja IM jestem wdzięczna - kobietom, które pomimo ostracyzmu społecznego, decydują się "donosić ciążę".
    A wszystkim krzyczącym, oczerniającym bałwanom - spadać na szczaw!

  • to_moje_zdanie

    Oceniono 69 razy 23

    Polacy są straszni :( Wszystko to zlo i grzech: seks, edukacja seksualna, stosunek przerywany, antykoncepcja, tabletka po, aborcja, oddanie do adopcji, oddanie do okna życia, zabicie noworodka. Wszystko tak samo złe bez względu na wagę czynu i dramaty, które za tym stoją. I winna jest oczywiście dziewczyna czy kobieta. Mężczyzna to wolny ptak, który z seksem i tym niechcianym dzieckiem nie ma nic wspólnego?! A jedyny argument katolkow to infantylne stwierdzenie: nie chcesz dziecka, to nie uprawiaj seksu. Mlode dziewczynny sa stawiane w potrzasku: jednej strony biologia, hormony i zauroczenie, z drugiej presja i obiecanki mężczyzny, z trzeciej w rezultacie ryzyko i brak grzesznej antykoncepcji :( a potem niechcianą ciąża. "Ludzie ludziom gotują ten los". Każecie "dźwigać ciężary nie do uniesienia" (wg ewangelii św.Mateusza) zwl kobietom :(((

  • nosorozecwlochaty

    Oceniono 29 razy 21

    Na pewno takie okna powinny być. Nie rozumiem tylko po co policja później robi śledztwa i szuka tych matek. Oddała dziewczyna dziecko, widać miała taką sytuację życiową że musiała więc odpier**lcie się od niej i osczędźcie jej dalszej traumy.

  • koralina.jones

    Oceniono 21 razy 15

    oddanie dziecka do adopcji jest świetną sprawą i nikomu nic do tego. kto może, sam wychowuje, a kto nie może, zrzeka się praw do dziecka i daje szansę bezdzietnym. układ doskonały.

  • rozterka47

    Oceniono 14 razy 14

    Przeciez tak naprawdę , to większą winę za oddawanie tych dzieci do okien życia ponosi bliskie otoczenie i rodzina tych kobiet ,
    usuniesz ciaże - żle ,
    oddasz dziecko - żle,
    urodzisz i wrócisz do domu - żle , wstyd , piętno , albo wyrzucenie z domu

    ot, katolicka moralnosć i miłość bliźniego

  • pierogi_z_jagodami

    Oceniono 24 razy 10

    najpierw niszczą kobiety, na wsiach plotkują, kiedy taka do ginekologa pójdzie, że k*wa (autentyk), potem niszczą samotne matki, że k*wa bo zaciążyła (z kim? pewnie z duchem świętym?) niszczą kobiety dokonujące aborcji - morderczynie - i niszczą matki, których psychicznie nie stać na wychowanie dziecka, w Polsce niszczą kobiety, strasznie obrzydliwe, chamskie , prymitywne społeczeństwo mamy, no dobra, nie całe, ale sporą część, ta część prostacka, fanatyczna, agresywna, która teraz uważa że rządzi i wszystko im wolno... ale za poprzedniej władzy było podobnie, bo to nie władza psuje ludzi, oni po prostu tacy są

  • yzek

    Oceniono 27 razy 9

    Długo się trzeba było nachodzić, żeby w kraju jakoby sterroryzowanym przez rydzykowe babcie znaleźć ludzi, co potępiają kobietę, która zamiast zrobić aborcję zdecydowała się na okno życia. A może wcale się nie trzeba było ruszać spod biurka?

    Y.

  • 3-kuleczka

    Oceniono 10 razy 8

    rodzice się jej wyparli.................
    gnojorze, to oni moralnie odpowiedzialni są że tej kobiecie było tak ciężko i musiał oddać dziecko, jak można nie pomóc córce z dzieckiem
    brak słów, pewnie ksiądz dobrodziej pobłogosławił decyzję
    Znam rodzinę z Norwegii, dawno temu przyjechali do Polski specjalnie po to żeby adoptować takie dziecko, chore, nieporadne
    Oddali dziewczynce serce i wszystko co mieli, dziś godnie zyje pod opieka nie tylko przybranych rodziców ale okolicznych SĄSIADÓW I RODZINY w wiosce pod Oslo
    Tam nikomu nie przeszkadza osoba na wózku czy o innej niepełnosprawnosci, dla takich ludzi przystosowuje sie szkoły, budynki uzyteczności pozytecznej, cieszą sie miłościa i pomocą
    U nas jak w "Malowanym ptaku" najlepiej ubic a pózniej iść do kościoła

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX