Kadr z filmu ''Gruba''

Kadr z filmu ''Gruba'' (fot. materiały prasowe)

ludzie

Aleksandra Czogała, górniczka: Zawsze marzyłam, że będę pracować pod ziemią

Górnicy traktują mnie trochę jak swoją córkę. Zrobią mi kawę, przyniosą herbatę. Czasem mówią czule: Mała, drobna, ale byk! Mają do mnie szacunek, bo ja nigdy się ze sobą nie pieściłam. Wręcz przeciwnie - opowiada Aleksandra Czogała, która od 15 lat pracuje w Kopalni Węgla Kamiennego "Rydułtowy".

Jakie towarzyszyły pani emocje, kiedy po raz pierwszy znalazła się pani w kopalni?

- Zaskoczył mnie huk. Weszłam do hali, kiedy trwało już wydobycie. Tuż przy drzwiach jest automatyczny podawacz kamienia. Było brudno i głośno. Przeraziłam się.

(fot. archiwum prywatne)Kadr z filmu ''Gruba'' (fot. materiały prasowe)

Ale została pani. I teraz pracuje pani w zakładzie przeróbki węgla kamiennego, gdzie w tzw. wannach węgiel oddziela się od odpadów powstających podczas wydobycia.

- Jedne dzieci chcą być strażakami, inne policjantami, a ja od zawsze chciałam być górniczką. Urodziłam się w Rydułtowach i z kopalnią byłam związana od zawsze. Od zakładu przeróbki węgla dzieli mnie 15 minut spokojnego marszu. Odkąd pamiętam, kiedy wychodziłam na taras, miałam przed oczami kopalnię. Całe życie pracował tam mój ojciec. Ogromnie mi się podobał, kiedy wracał do domu i miał oczy czarne od pyłu węglowego. Zazdrościłam mu ich. Po raz pierwszy zjechałam na dół w wieku 19 lat.

Jak pani tata zareagował na wieść, że chce pani pracować w kopalni?

- Ja nie powiedziałam w domu, że chcę kiedyś pracować w kopalni, tylko stwierdziłam, że będę to robić. Ciekawe kaj? - powiedział wtedy ojciec. - Na dół baby nie zjeżdżają. Odparłam, że zobaczy, że będę tam pracować. Zmarł, kiedy miałam 14 lat, więc tylko z góry może patrzeć na to, co robię. Nie był typowym kretem [górnikiem fedrującym pod ziemią - przyp. red.]. Pracował w dziale mierniczym i geologicznym, kreślił mapy. Zjeżdżał na dół, kiedy miał miejsce wypadek lub trzeba było wymierzyć nowy chodnik.

A mama?

- Myślę, że na pewno liczyła, że jej córka będzie robić w życiu coś innego, ale czuję, że jest ze mnie dumna. Sądzę, że tata też byłby dumny.

Mama wie, że moja praca jest ciężka, trudna i niebezpieczna. Na pewno się o mnie martwi. Kiedy dziś rano wróciłam do domu, spała, więc nie chciałam jej budzić i poszłam do pokoju chrześniaka. Kiedy później mama zobaczyła, że moje łóżko jest puste, momentalnie się przestraszyła, że w ogóle nie wróciłam.

(fot. archiwum prywatne)Kadr z filmu ''Gruba'' (fot. materiały prasowe)

Mam trzy starsze siostry. Jedna z nich pracowała w kopalni, ale jako sekretarka. Dla mnie praca za biurkiem byłaby największą karą i męczarnią.

Jak jest pod ziemią?

- Brudno, głośno i duszno, ale najgorsza jest świadomość, że nigdy nie wiadomo, czy jeszcze wyjedzie się na powierzchnię. Ten, kto nie był na dole, nie ma pojęcia, co to za uczucie. I nie jest w stanie go sobie wyobrazić. Ja zawsze marzyłam, że będę pracować pod ziemią. Tyle że kobietom nie wolno dziś zjeżdżać na dół, więc wylądowałam na zakładzie przeróbki.

Kiedyś kobiety zjeżdżały pod ziemię. Dlaczego dziś tego nie robią?

- Chodzą różne słuchy, nie wiem jednak, jaki jest oficjalny powód zakazu. Praca na dole wiąże się z wielkim psychicznym obciążeniem, ale nie sądzę, że kobiety są słabsze psychicznie.

Kobieta w kopalni musi być trochę chłopczycą. Ja zawsze nią byłam. Nigdy nie miałam wielu koleżanek, kumplowałam się z chłopakami, łatwiej się z nimi dogadywałam i zwykle udawało mi się nimi rządzić - robię to do dziś (śmiech), choć nie jestem panią sztygar i nie chciałabym nią być. Kobieta w kopalni może zajmować każde stanowisko, ale im ono wyższe - tym większa odpowiedzialność za ludzkie życie. Nie chcę jej brać. Należę za to do najsympatyczniejszej klasy społecznej w hierarchii - jestem robolem (śmiech).

Nie wyobrażam sobie, żeby kobieta pracująca na moim stanowisku miała pomalowane oczy i długie paznokcie. Nie wolno nam nosić biżuterii, bo każdy łańcuszek może się wkręcić w maszynę i wciągnąć człowieka na taśmę. Poza tym mnie nie przeszkadza twarz umazana węglem; mam też włosy obcięte na jeża, więc jest mi łatwiej.

(fot. archiwum prywatne)Kadr z filmu ''Gruba'' (fot. materiały prasowe)

To dosyć typowy mechanizm - kobieta, która chce wykonywać zawód postrzegany jako męski, musi poniekąd udawać mężczyznę.

- Fakt, że jestem kobietą, nie sprawił, że jestem traktowana gorzej od mężczyzn. Nie jestem też traktowana lepiej. Wbrew temu, czego można się spodziewać, w kopalniach panuje równouprawnienie. Ale górniczce potrzebna jest duża siła fizyczna. Nie każda kobieta dałaby radę przez osiem godzin dziennie przerzucać łopatą węgiel. Obecnie pracuję głównie z mężczyznami. Poza mną w kopalni jest jeszcze sześć pań wagowych (po dwie na każdej zmianie) - zajmują się ważeniem załadowanych wagonów kolejowych.

Kopalnia to specyficzny świat. Kiedy górnicy klną, górniczka kląć też musi. Kiedy oni mnie wyzywają, ja też ich muszę wyzwać. Łacina podwórkowa jest w kopalni na porządku dziennym. Ale lubię pracować z mężczyznami, bo choć do spięć dochodzi bardzo często, po chwili wszyscy zachowujemy się tak, jakby nic się nie stało. Faceci nie strzelają fochów, nie obrażają się i nie obgadują za plecami.

Od razu udało się pani z nimi dogadać?

- Musiałam się wkupić w łaski - jak każdy górnik, który jest przyjmowany do pracy. To tradycja. Nowa osoba przez kilka miesięcy pracuje tylko na porannej zmianie. Kiedy przychodzi pierwsza wypłata, zaprasza kolegów i koleżanki ze swojej zmiany do baru i stawia im kolejkę. Jedną, drugą, trzecią. Wkupuje się w łaski starszych braci i sióstr. Potem górnicy opowiadają, że było wkupne - ktoś tyle i tyle postawił. Jeśli górnik postawi za mało, to się nie wkupi. Ale myślę, że nie ma takich! (śmiech) Poza tym ta impreza to okazja, żeby się poznać - tak prawdziwie, po ludzku. Mnie górnicy przyjęli do zespołu jak nowego członka rodziny. Ich nastawienie pozytywnie mnie zaskoczyło.

Ci, z którymi pracuję na co dzień, są ode mnie dużo starsi i mam wrażenie, że traktują mnie trochę jak swoją córkę. Zrobią mi kawę, przyniosą herbatę. Czasem mówią czule: Mała, drobna, ale byk! (śmiech) Mają do mnie szacunek, bo ja nigdy się ze sobą nie pieściłam - nie protestowałam, że czegoś nie zrobię albo gdzieś nie pójdę, bo się ubrudzę. Wręcz przeciwnie. Wszyscy wiedzą, że tam, gdzie jest ciasno i brudno, Ola na pewno wejdzie. Ale też kiedy mam gorszy dzień (np. ze względu na miesiączkę), mogę powiedzieć kolegom, że kiepsko się czuję i wiem, że mi pomogą, wyręczą mnie w cięższej pracy.

(fot. archiwum prywatne)Kadr z filmu ''Gruba'' (fot. materiały prasowe)

Jak na panią i pani zawód patrzą inne kobiety?

- Kiedy 15 lat temu zaczynałam pracę, kobiet w kopalni było znacznie więcej. Czasy się zmieniają i podejrzewam, że praca na zakładzie przeróbki węgla nie jest dla nich szczytem marzeń. Mają większe ambicje i wolą chodzić w fajnych ciuchach, a nie w arbaju z drelichu [kombinezon roboczy - przyp. red.]. A jak patrzą na mnie? Nie wiem, czy mnie podziwiają, czy po cichu mówią, że jestem głupia. Ale też nieszczególnie mnie to interesuje. Wyszalałam się za młodu, teraz nie mam czasu na koleżanki, trochę spoważniałam (śmiech). No i bardziej interesuje mnie, co myślą o mnie chłopcy w kopalni. Moje relacje z kobietami pracującymi na zakładzie przeróbki są poprawne. Kiedy długo chorowałam - przez półtora roku nie byłam czynna zawodowo - wspólnie z chłopakami przyjeżdżały mnie odwiedzać.

Jak wygląda typowy dzień w kopalni węgla?

- Po przyjściu do pracy trzeba odbić wejściówkę. Dobrze być kilka minut przed zmianą przed 6.00 rano czy 22.00, bo najpierw idziemy do łaźni, przebieramy się w ubrania robocze. Kiedy wchodzimy na zakład przeróbki, zmiana zdaje kolejnej zmianie raport na temat stanu maszyn i sytuacji w kopalni. Potem pijemy kawę, zgłaszamy się do dyspozytora i dzielimy się pracą.

Każdego dnia każdy obsługuje inną taśmę. Kiedy dostajemy komendę, że ruszamy - każdy zajmuje swoje stanowisko, czyści je i dogląda. Ale to nie jest tak, że nikt nie zwraca uwagi na to, co dzieje się dookoła. Jeśli na czyjąś taśmę za jednym zamachem spadnie cztery czy pięć ton węgla, pozostałe osoby się mobilizują i przychodzą pomóc. W kopalni nie ma wyznaczonych przerw na posiłki ani na wizytę w toalecie. Wszystko musimy sobie organizować we własnym zakresie. Kiedy chcę wyjść na przerwę, muszę poprosić kolegę, żeby dopilnował za mnie roboty. Chyba że jest awaria. Wtedy możemy na spokojnie na przykład zjeść. W normalnym dniu pracy przez osiem godzin pilnujemy taśmociągów i zbiorników miałowych oraz węglowych, żeby nie były pełne. Jest wesoło. Pożartujemy, czasem pogonimy się po zakładzie jak dzieciaki na podwórku.

(fot. archiwum prywatne)Kadr z filmu ''Gruba'' (fot. materiały prasowe)

Ale też dbacie wszyscy wzajemnie o swoje bezpieczeństwo.

- Kiedy jednego z górników, z którymi się pracuje, nie widzi się lub nie słyszy przez 10 minut, a on nie powiedział wcześniej, że idzie do toalety albo na śniadanie - to wszyscy zaczynają go szukać. Gdzie jest? Kto go widział? Gdzie się zapodziało to stworzenie? Kiedy pracujemy, musimy się nawzajem widzieć cały czas i wiedzieć, że nikomu nic się nie stało. Zresztą kiedy górnik zachoruje, idzie na zwolnienie lekarskie i nie pojawia się w pracy przez kilka tygodni, też dzwonimy do niego, żeby zapytać, co się dzieje? Czy wszystko w porządku? Czy niczego mu nie brakuje? A może, jeśli mieszka sam, trzeba mu w czymś pomóc? Bardzo martwimy się o siebie. Kiedy ktoś przychodzi do pracy i coś go gryzie, pytamy, czy chce pogadać? Górnicy nie są egoistami, nie są zamknięci na innych. Interesujemy się sobą nawzajem i się wspieramy.

Wszyscy się do tego stosują?

- Oczywiście są w kopalni górnicy, którzy pracują już przeszło 40 lat, to ludzie starsi, mają prawo być zmęczeni, małomówni. Czasem się na nich złoszczę, bo czegoś nie zrobili albo zostawili po sobie syf, ale kiedy ochłonę, myślę, że przecież nic mi się nie stanie, jak coś za kogoś czasem zrobię.

Górnicy z tak długim stażem pracy od dawna powinni być na emeryturze.

- Niestety, w naszym państwie panują takie, a nie inne zasady, więc nie są. Górnicy, którzy pracują pod ziemią, po 25 latach mogą iść na emeryturę i nieważne, ile mają wtedy lat. My na zakładzie przeróbki pracujemy jednak do 65. roku życia - jak większość Polaków. Nie wyobrażam sobie tego. Nie wyobrażam sobie, że mogłabym pracować tak ciężko w takim wieku. Sądzę, że wiele osób nie wie, jak wygląda nasza praca. Myślę, że cała Polska - bez urazy - myśli np., że górnicy zarabiają w kopalni kokosy. Nic bardziej mylnego. Ani głupiego. Nas, górników, to strasznie złości, bo oceniają nas ludzie, którzy nie mają zielonego pojęcia o tym, jakie mamy pensje i z czym codziennie musimy się mierzyć. Nie wiem, ile zarabiają dyrektorzy spółek, bo nikomu do portfela nie zaglądam, ale ja za pracę, którą wykonuję, zarabiam około dwóch tysięcy złotych miesięcznie. Choć uważam, że tak - powinniśmy zarabiać znacznie więcej.

(fot. archiwum prywatne)Kadr z filmu ''Gruba'' (fot. materiały prasowe)

Mówi pani o złości, jaką odczuwają górnicy. A jak radzą sobie z lękiem? Jak pani sobie z nim radzi? Praca w kopalni wiąże się przecież z ogromnym ryzykiem.

- Jak sobie radzę z lękiem? Myślę, że sobie nie radzę! (śmiech) Ale staram się nie pokazywać tego na zewnątrz. Potrafię ukrywać swoje uczucia, a lęk - "zaśmiać". Emocje się zbierają, kumulują i odreagowuję je, przesypiając czasem cały dzień. Mam też napady złości. Ale przechodząc przez bramę, staram się wyrzucić pracę z głowy, bo przecież idę do domu. Wchodząc rano do pracy, staję się innym człowiekiem. Muszę zmienić myślenie i siebie - staję się bardziej męska i arogancka.

W ciągu 15 lat pracy śmierć raz zajrzała mi w oczy. Nie było to przyjemne. Na zakładzie przeróbki są podawacze mułowe - szerokie urządzenia z potężnymi, kręcącymi się ślimakami, przez które muł przeciska się na taśmę. W pewnym momencie mój podawacz zatkał się mułem. Próbowałam go wyczyścić tzw. sztechrem, czyli prętem zakończonym łopatką. Dźgałam podawacz, mimo że ślimaki nieustannie się kręciły. W pewnym momencie z góry oberwał się muł, wtedy pręt wkręcił się w ślimak, zaczepił o moją nogę i zaczęło mnie wciągać do podawacza. Nie byłam w stanie się uwolnić. Dzięki Bogu obok był kolega, który zdążył pociągnąć za linkę i zatrzymać maszynę. Gdyby tego nie zrobił, nie rozmawiałybyśmy dziś ze sobą. W najlepszym wypadku urwałoby mi nogę. Będę to pamiętać do końca życia, ale to nie znaczy, że mam taką traumę, żeby nie móc teraz pracować.

Co może zgubić górnika?

- Rutyna. Podczas każdej pracy trzeba myśleć, a w kopalni myślenie to podstawa. Każdorazowe uruchomienie taśmy poprzedza sygnał dźwiękowy. Ale zanim jakąkolwiek taśmę puścimy po postoju, to sprawdzamy, czy kogoś nie ma w pobliżu, czy ktoś pod taką taśmą czegoś jeszcze nie robi.

(fot. archiwum prywatne)Kadr z filmu ''Gruba'' (fot. materiały prasowe)

Co się dzieje, kiedy górnik traci życie?

- To w kopalni najgorsze momenty. Kilka tygodni temu w Rydułtowach tąpnęło. Zasypanych zostało 40 metrów chodnika, na którym przebywali górnicy. Czterech zostało poszkodowanych. Znaleźli się w szpitalu. Dzięki Bogu wszyscy przeżyli. O tym wypadku mówiło się nie tylko wśród górników - rozmawiano o nim w sklepie spożywczym, w piekarni, na przystankach. Mówiło o nim całe miasteczko. Każdy to przeżywał, czekał na wiadomości i kiedy czegoś się dowiadywał, dawał znak innym. Wszyscy w Rydułtowach jesteśmy związani z kopalnią i cokolwiek złego się w niej dzieje, ogromnie to przeżywamy. Jeśli więc ginie górnik, nie ma osoby, której by to nie dotknęło. Przez kilka dni w pracy panuje zupełnie inny klimat; długo wracamy do tego wydarzenia w rozmowach.

Jakie znaczenie dla górników ma wiara?

- Wiara w Boga mi pomaga. Myślę zresztą, że my - Ślązacy - generalnie jesteśmy społecznością bogobojną. Od małego chodzimy do kościoła, wykonujemy znak krzyża przed posiłkami i po nich. Kiedy wychodzę z domu do pracy, żegnam się słowami: Z Panem Bogiem! Rodzina odpowiada: Z Panem Bogiem! Nie wyobrażam sobie, żeby było inaczej. Możemy się pokłócić, to się zdarza, ale kiedy wychodzę do pracy, zawsze powiem: Z Panem Bogiem i siostra zawsze mi odpowie, mimo że poza tym akurat ze mną nie rozmawia. Niby się o tym nie myśli, ale świadomość tego, że możemy się więcej nie zobaczyć, że mogę już nie wrócić, zawsze jest obecna.

Patronką górników jest Święta Barbara. Jej symboliczna obecność to też element codzienności - w wielu sztygarowniach stoją jej rzeźby.

- Ale czasem się na nią złościmy, bo zawsze przed Barbórką lubi zebrać swoje żniwo. Czas barbórkowy, od 4 listopada do 4 grudnia, to dla górników najgorszy okres. Człowiek wstaje rano i sprawdza w wiadomościach, czy nic się nie stało. W tym czasie nawet podczas szkoleń BHP mówi się o tym, że załoga musi się pilnować, bo nadchodzi czas barbórkowy. Ludzie są wtedy bardziej rozkojarzeni. Zbliżają się święta. Panuje lekkie rozluźnienie. Górnicy są mniej czujni i myślę, że dlatego zdarzają się wtedy rozmaite wypadki. Po Barbórce wszystko wraca do normy.

(fot. archiwum prywatne)Kadr z filmu ''Gruba'' (fot. materiały prasowe)

Wróciła pani do kopalni po chorobie, mimo że lekarz pani tego zabronił. Kocha pani tę pracę. Dlaczego?

- To, co robię, daje ciepło. Węgiel i ogień dają ciepło. Dzięki mnie ludzie zimą nie marzną. Czuję, że robię coś dobrego i fajnego. Mam też ogromny szacunek do węgla. No i kocham kopalnię za to, że pracując w niej, nie uczestniczę w wyścigu szczurów. W kopalni wszyscy jesteśmy sobie równi.

***

Aleksandra Czogała jest bohaterką filmu dokumentalnego "Gruba" w reżyserii Marii Zmarz-Koczanowicz, który miał premierę podczas 57. Krakowskiego Festiwalu Filmowego.

Aleksandra Czogała. Urodziła się 8 marca 1980 roku w Rydułtowach. Od 2002 roku pracuje w Kopalni Węgla Kamiennego "Rydułtowy" na przeróbce węgla.

Anna Bielak. Konsultantka scenariuszowa, selekcjonerka Krakowskiego Festiwalu Filmowego i dziennikarka współpracująca m.in. z Dwutygodnikiem, Magazynem Świątecznym GW i Weekend Gazetą.pl. Fanka mocnej kawy, dobrej literatury, długich podróży, niezależnego kina i rozmów z twórcami, których (jeszcze!) nikt nie zna.

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Zobacz także
Komentarze (28)
Zaloguj się
  • jiddu

    Oceniono 10 razy 6

    I to takie fajne, że młody musi się wkupić w łaski starych? Jestem stary i nienawidzę tego. Miałem to szczęście tworzyć środowisko, w którym nowy był od razu pod opieką starych, miał niejako bonu, zanim nie przywykł. Szczęście, bo z tych wszystkich opowieści widzę, że taka sytuacja zdarza się niezwykle rzadko. To było coś wspaniałego.

  • dar61

    Oceniono 5 razy 1

    Akurat mam znajomych, jacy pracują w zawodzie, gdzie wysiłek fizyczny jest większy od górnika, a pracują pod chmurką. Nie ma w tej specjalności kobiet, wiem, dlaczego.
    Wiem, że na przodku pani, pani Olu, też być nie powinno. Nie dlatego, że ciężko, lecz np. dlatego, by pani dłużej pożyła.
    Ale słowo „robol" nigdy nie wyjdzie z mych ust, jest nie na miejscu tam, gdzie szanuje się czyjąś pracę - dowolną.
    Swego czasu z tej półtorej tony węgla, jaką zsypałem rodzicom w piwniczkę, wychynęła zużyta maska przeciwpyłowa - niby nic, ale dostrzegłem w tym wizję człowieka, jaki nam pomógł, płuca wypluwając.
    Bądź zdrów, posłanniku-pomocniku nasz w świecie ciemnym i dusznym, niech ci się wiedzie, obyś był zdrów jak najdłużej!
    Czego i pani, Pani Olu jest adresatką, a i Ślązacy takoż.
    Dzięki, Redakcjo.

  • geodimeter

    0

    eee, znam kogoś, kto zna kobiety które pracują na dole kopalni. Chyba nie sa to kobiety na stanowiskach robotniczych tylko jako sztygarki [można tak powiedzieć?].

  • jarenty_p

    Oceniono 2 razy 0

    Od 1 maja 2017 rozporządzenie które zabraniało kobietom pracy na dole straciło moc "w sprawie wykazu prac szczególnie uciążliwych lub szkodliwych dla zdrowia kobiet" . Od 1 maja szczególnej ochronie podlegają tylko kobiety w ciąży i karmiące piersią. Tak więc pani Aleksandra może pracować na dole z punktu widzenia prawa.

  • wildturkey

    0

    W czasach gdy były traktorzystki panie pracowaly na przodku. Wśrod gornikow z którymi miałem zaszczyt pracowac przez pięc lat krążyly opowiesci wyjaśniajace powody dla których zabroniono kobietom pracy pod ziemią a które nie nadają się aby o nich pisać. Nie jest zupelnie prawdą ze kobiety nie mogły zjeżdzac na dół. W Australii natomiast nie ma zadnych ograniczeń dla kobiet. Pracują bez zadnych ograniczeń.

  • Marta Teresa

    Oceniono 4 razy 0

    Historia kobiet górniczek jest bardzo ciekawa i nieoczywista.Choćby w ZSRR, gdzie wydawałoby się, że nie było zakazanych zawodów, kobiety długo nie mogły zejść pod ziemię. Aż nastąpił przełom i pojawiły się pierwsze szachcioreczki.Te młode dziewczyny po skończonej pracy przemywały twarze wodą, wygładzały włosy i biegły na tańce, śmiejąc się, że nie potrzebny im makijaż kiedy węgiel wżarł się głęboko wokół oczu... Więcej w naszej książce Marta Panas-Goworska, Andrzej Goworski Grażdanin N. N. wydawnictwo PWN

  • krzysiozboj

    Oceniono 4 razy 0

    Myślę, że postrzeganie słowa "robol" ulega pewnej transformacji. Kiedyś to miało nieco pejoratywny wydźwięk, dzisiaj nieco inaczej. Dla mnie to trochę autoironiczne określenie kogoś kto robi cokolwiek pożytecznego, w sensie produktywnego. Trochę jak "wsiok", kiedyś jednoznaczny odbiór, dzisiaj niekoniecznie.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX