(fot. diego_cervo / iStockphoto.com)

reportaż

Ksiądz-pedofil, który ma na sumieniu co najmniej kilkadziesiąt dzieci. ''Każdej nocy padre zmuszał Carla do obrzydliwych rzeczy''

Były ksiądz Wojciech G., jako misjonarz pracujący na Dominikanie, molestował seksualnie co najmniej kilkadziesiąt dzieci. Jego ofiary często nie miały nawet dziesięciu lat. Znany wśród lokalnych jako padre Alberto, były już duchowny, zmuszał chłopców do pocałunków, masturbacji i seksu oralnego, za co później skazano go na siedem lat więzienia. Dla ofiar byłego księdza zasądzono również odszkodowanie - w sumie powinien zapłacić im 155 tys. zł. Kulisy pedofilskich praktyk Wojciecha G. w książce ''Wyspa ślepców'' opisuje Piotr Krysiak.

"Wyspa ślepców" to pierwsza książka o pedofilii w polskim Kościele napisana przez Polaka.  Warto ją przeczytać, choćby po to, by zobaczyć, jakimi metodami posługują się księża-pedofile. W jak podstępny sposób zdobywają zaufanie ofiar i rodziców. Warto po nią sięgnąć również dlatego, by przekonać się, że mimo wielu oficjalnych obietnic Kościół wciąż sprawy pedofilii "zamiata pod dywan". Ta książka to trzy lata ciężkiej pracy. Ponad dziesięć wyjazdów na Dominikanę, niezliczone rozmowy z ofiarami, ich rodzicami, prokuratorami, policjantami czy psychologami. To także dziennikarskie śledztwo tu, w Polsce, gdzie tak naprawdę wszystko się zaczęło. Pierwszy raz Wojciech G. zaatakował w specjalnej szkole podstawowej pod Warszawą. I Kościół o tym wiedział. Mimo to w 2006 r. wysłano go na Dominikanę, gdzie pracował aż do momentu wielkiego skandalu, którego bohaterem stał się w 2013 r. niejako wspólnie z arcybiskupem Józefem Wesołowskim, również pedofilem.

Do dziś Wojciech G. nie wykonał wyroku i nie wypłacił pokrzywdzonym przyznanego przez sąd zadośćuczynienia. Zakon michalitów, do którego należał, również nie poczuwa się do zadośćuczynienia ofiarom. Dlatego postanowiłem, że 2 złote z każdego sprzedanego egzemplarza "Wyspy ślepców" trafi do Carla, chłopca, od którego wszystko na Dominikanie się zaczęło i dzięki któremu wszystko się skończyło.

A ksiądz Wojciech G.? Już w sierpniu będzie mógł ubiegać się o przedterminowe zwolnienie z więzienia.

MAJ 2013 r., JUNCALITO

Na dziwne zachowanie Carla, jednego ze swoich uczniów, zwróciła uwagę nauczycielka przyrody w miejscowej szkole - trzydziestoletnia Celenia Familia. Chłopiec wyglądał tak, jakby nie wiedział, co się dzieje. Na lekcjach wydawał się nieobecny. Głowę chował w rękach leżących na ławce. Wcześniej nigdy się tak nie zachowywał. Zaniepokojona nauczycielka kilkakrotnie zapytała go, co się stało. Może źle się czuje? Carlo twierdził, że to nic takiego. (...)

Dwa dni później w szkole Carlo poprosił ją, by mu pomogła. Zapewnił, że opowie wszystko, co się wydarzyło. Umówili się po lekcjach. Poza szkołą. Dotrzymał słowa, przełamał wstyd, choć wielu rzeczy nie potrafił nawet nazwać. Wcześniej o tym nie mówił, bo się bał. Padre Alberto zastraszył go. Powiedział, że jeśli kiedykolwiek puści parę z ust, rzuci klątwę na jego rodzinę i wszyscy po kolei umrą. Chłopak mu wierzył. Pamiętał, jak pewnego dnia na plebanii ksiądz przepowiedział, że zaraz spadnie deszcz, i rzeczywiście deszcz spadł. Według duchownego był to dowód, że potrafi przepowiadać przyszłość. Odtąd Carlo jeszcze bardziej bał się padre Alberta.

Padre Alberto, czyli ksiądz Wojciech G., molestował dzieci na Dominikanie w latach 2009-2013, wcześniej podobnych czynów dopuścił się w Polsce (fot. Piotr Krysiak)Padre Alberto, czyli ksiądz Wojciech G., molestował dzieci na Dominikanie w latach 2009-2013, wcześniej podobnych czynów dopuścił się w Polsce (fot. Piotr Krysiak)

Celenia nie wiedziała, co zrobić. Zdawała sobie sprawę, że sama nie rozwiąże tego problemu. Wiedziała, że musi się nim z kimś podzielić. W końcu opowiedziała tę historię swojemu mężowi. Oboje uznali, że najlepiej będzie przedstawić sprawę na zebraniu grupy Jedność, Siła i Bezpieczeństwo [grupa, w której skład wchodziło kilkunastu mieszkańców wioski cieszących się zaufaniem lokalnej społeczności; miała dbać o bezpieczeństwo i rozwiązywać problemy wioski - przyp. red.], której jej mąż był członkiem. Zanim to zrobiła, poprosiła Carla o zgodę na ujawnienie tych informacji. Chłopiec się zgodził.

Tydzień później odbyło się spotkanie grupy. To był jeden z najbardziej upalnych dni. W sali dwupiętrowego budynku zgromadziło się kilkunastu członków grupy. Upał nie dawał za wygraną. Lecz przede wszystkim emocje wywołane słowami nauczycielki podnosiły ciśnienie uczestników. Celenia nie miała problemów z publicznymi wystąpieniami, w końcu uczyła w szkole. A mimo to nie wiedziała, od czego zacząć opowiadać historię Carla. Głos jej drżał. Podobnie jak jej małoletni uczeń miała wątpliwości, czy ludzie uwierzą w te wręcz niewiarygodne informacje.

Nie wszyscy uwierzyli, jednak decyzja była oczywista. Postanowili sami porozmawiać z chłopcem i innymi ministrantami, którzy według Carla też byli molestowani przez duchownego. Jeśli chłopcy podtrzymają zarzuty, sprawa zostanie niezwłocznie oddana do prokuratury. Te przesłuchania trwały kilka dni. I choć wszyscy byli w szoku, dzieci jedno po drugim przyznawały, że padre Alberto robił im obrzydliwe rzeczy.

23.05.2013, RANO, JUNCALITO

Pod domem Carla zjawia się burmistrz Juncalito. To on zawiezie chłopca do prokuratury i to on będzie mu towarzyszył przy składaniu zawiadomienia. Carlo jest zdenerwowany. Wyprawa do Santiago potrwa co najmniej dwie godziny. Chłopiec przeczuwa, że nie wszyscy uwierzyli w to, co on powiedział o idealnym zdaniem większości mieszkańców duchownym. Do głowy przychodzą mu najgorsze rzeczy. Przypomina sobie dzień, kiedy padre Alberto wyciągnął broń i przyłożył mu ją - wtedy jedenastoletniemu chłopcu - do skroni, mówiąc: Pamiętaj, że jeśli komuś o tym powiesz, to się z tobą policzę. (...)

Prokurator Luiza Liranzo jest niezwykle ciepłym człowiekiem. Może dlatego, że sama wychowuje kilkunastoletniego syna. Sprawy pedofilii nie są jej obce. Prowadziła ich już kilka. Ciemne duże oczy, okrągła buzia i piękny uśmiech budzą zaufanie, zachęcają do powiedzenia jej prawdy. Całej prawdy.

Ta rzetelna i pracowita pani przesłuchiwała go w sprawie padre Alberta. Carlo instynktownie jej zaufał. Opowiedział, jak pewnego dnia padre Alberto zorganizował wycieczkę na plażę de Costambar, na którą pojechało czterdzieścioro dzieci. W związku z tym, że wyjazd planował na wczesne godziny poranne, dzieci zostały na noc na plebanii. Padre Alberto zapytał na wieczornym zebraniu, kto chce spać z nim. Niespełna dziesięcioletni Carlo zgłosił się na ochotnika. Oprócz niego jeszcze jeden chłopiec. Carlo myślał, że będą spali we trzech. Niestety, duchowny miał inny pomysł. Tylko Carlo spał z nim w jednym łóżku.

Ofiary padre Alberta miały od kilku do kilkunastu lat (Zdjęcie ilustracyjne / fot. Jen Grantham / iStockphoto.com)Ofiary padre Alberta miały od kilku do kilkunastu lat (Zdjęcie ilustracyjne / fot. Jen Grantham / iStockphoto.com)

Gdy zasypiał, poczuł, że ktoś go obmacuje. Otworzył oczy i zorientował się, że to padre Alberto dotyka jego penisa. Chciał natychmiast wstać z łóżka, ale padre Alberto przytrzymał go za ręce i powiedział: Siedź cicho, bo na podłodze jest inny chłopiec. Potem ksiądz znów chwycił penisa chłopca i zaczął nim poruszać w dół i w górę. Powtarzał to wielokrotnie. Następnie odnalazł dłoń Carla, położył ją na swoim członku i zaczął nią poruszać, masturbując się. (...)

Po mniej więcej miesiącu od tych wydarzeń padre Alberto przekonał Carla, by ten (...) pocałował go w usta. Wielokrotnie molestował seksualnie na plebanii. Potem zaczął go fotografować. Specjalnie dla niego kupował ekskluzywne - jak myślał chłopiec - ubrania. Najczęściej robił mu zdjęcia w garniturach. Czasami kazał zakładać blond perukę czy plastikowe obcisłe spodnie. Prokurator Liranzo nie miała wątpliwości. Przepytywała chłopca jak pani w szkole. I z każdym kolejnym pytaniem musiała wysłuchiwać coraz bardziej obrzydliwych opowieści. Kilkakrotnie musiała przerywać przesłuchanie. Chłopiec podczas zeznawania parę razy się zmoczył. Często ze wstydu zakrywał twarz dłońmi. (...)

- Kiedy miałeś ostatni seksualny kontakt z księdzem?

- Trzy czy cztery miesiące temu. W styczniu 2013 roku - odparł Carlo.

To była wycieczka do Jarabacoa. Rano odbyło się na plebanii zebranie. Kiedy Carlo przyszedł do padre Alberta po zakończeniu spotkania, ten zmusił go do założenia pod spodnie damskiej bielizny. Kazał mu założyć stringi i zagroził, że jeśli tego nie zrobi, nie pojedzie na wycieczkę. Chłopiec się zgodził, bo nie bardzo wiedział, co mógłby powiedzieć rodzicom, aby wytłumaczyć, dlaczego duchowny nie zabrał go ze sobą.

Padre Alberto (pierwszy z prawej) z uczestnikami wycieczki do Polski (fot. Piotr Krysiak)Padre Alberto (pierwszy z prawej) z uczestnikami wycieczki do Polski (fot. Piotr Krysiak)

W Jarabacoa Carlo starał się trzymać cały czas z grupą. Duchowny widział, że chłopiec go unika, więc go nie nagabywał. Ale tylko do czasu. Wszystko się zmieniło, gdy wrócili do wioski. Duchowny zawołał go do swojego pokoju. Podszedł do niego od tyłu. Najpierw chwycił go za jeansy. Potem wsunął pod nie rękę i chwycił za stringi. Wyciągnął je spod spodni. Chłopiec skrzywił się z bólu. Padre Alberto zmusił go, żeby ukląkł i odbył z nim stosunek oralny. Duchowny ejakulował na koszulkę chłopca.

Liranzo była już pewna, że padre Alberto jest winny. (...)  po kilku godzinach rozmowy z Carlem postanowiła, że następnego dnia przesłucha kolejne dzieci, które twierdzą, że padre Alberto je molestował. (...)

28.05.2013, GODZINA 12.10, JUNCALITO

Pod plebanię podjeżdża samochód, z którego wysiada prokurator w asyście policjantów. Wcześniej musiała skontaktować się z diakonem, bo ten już czekał przed drzwiami. Był też Denny ze szwadronu ratunkowego. Tylko on i gosposia księdza mieli klucze od plebanii.

Śledczy pokazali Denny'emu, diakonowi i gospodyni nakaz przeszukania podpisany przez sędziego i poinformowali, że mogą oni uczestniczyć w czynnościach. Wszyscy założyli gumowe rękawiczki, policjant wyciągnął aparat i poszli prosto do pokoju padre Alberta. Każdą rzecz, którą zabierali z domu duchownego, najpierw fotografowali. Były wśród nich komputery stacjonarne, laptop, kilka pendrive'ów, kilkanaście kart pamięci, karty SIM do telefonów komórkowych, aparat komórkowy i fotograficzny, 82 płyty CD, 21 zdjęć i 17 filmów w pudełkach. (...)

2 złote z każdego sprzedanego egzemplarza 'Wyspy ślepców' trafi do Carla (fot. Piotr Krysiak)2 złote z każdego sprzedanego egzemplarza 'Wyspy ślepców' trafi do Carla (fot. Piotr Krysiak)

Kiedy otworzyli drzwi jednej z szafek, ich uwagę zwróciły niezliczone ilości bielizny. W większości były to stringi:

- żółte z czerwono-białą gumką,

- czerwone, błyszczące, z zapięciem z przodu,

- białe stringi rozmiar 10,

- ciemnoniebieskie stringi rozmiar 12,

- czarne rozmiar 10,

- czerwone, 2 szt.

- jasnoróżowe,

- z białą szeroką gumą i koronkową wstawką

oraz

- cienkie spodnie z lycry,

- białe body wrappers for boys 7-8 lat,

- srebrny kostium jednoczęściowy połyskliwy,

- maska na twarz typu kominiarka czarna,

- ochraniacz na genitalia, 3 szt.

Przedmioty zabezpieczone przez śledczych w domu duchownego potwierdziły, że sprawa jest poważna. (...)

29.05.2013, PROKURATURA W SANTIAGO

(...) Zeznania Carla, który opisywał swój pierwszy w życiu wyjazd za granicę, były równie przerażające i szokujące, co obrzydliwe.

7 sierpnia 2010 roku padre Alberto, czterech nieletnich i dziesięcioro dorosłych, w tym jego gospodyni Carmen, polecieli do Polski. To były długie wakacje (trwały miesiąc i jedenaście dni), plan wycieczki bardzo napięty. Miejscem docelowym była Modlnica, ale duchowny organizował też wycieczki do wielu okolicznych miejscowości. Czasami były nawet kilkudniowe, jak ta do Zakopanego. (...) Carlo bardzo chciał pojechać do Polski. (...) Radość, że zobaczy coś poza górami i plantacjami kawy, po prostu go roznosiła. Wiedział, że wyjazd jest formą nagrody. Nagrody za to, co robił z duchownym. Nie podobało mu się to, ale przecież to ksiądz, a księdzu się nie odmawia. Choć podróż z Dominikany do Europy jest męcząca, po przylocie do Polski Carlo nie czuł w ogóle zmęczenia. Lot samolotem tak mu się podobał, że chętnie latałby nim na okrągło. Kiedy dojechali do Modlnicy, najpierw poszli całą grupą do domu Wojtka. Dla Carla, Marcela i Ambiorisa to był punkt docelowy. Padre Alberto zaplanował już wcześniej, że to właśnie oni będą spali w jego domu. Carlo w jego pokoju i jego łóżku. Marcel także w jego pokoju, ale w drugim, nieco mniejszym łóżku. A Ambioris zamieszkał w przyczepie kempingowej stojącej na podwórku.

Po lewej prokurator Luiza Liranzo podczas rozmowy z autorem książki. Po prawej ksiądz Wojciech G. pod policyjnym konwojem opuszcza budynek Sądu Rejonowego w Wołominie po rozprawie (fot. Piotr Krysiak / Przemek Wierzchowski / Agencja Gazeta)Po lewej prokurator Luiza Liranzo podczas rozmowy z autorem książki. Po prawej ksiądz Wojciech G. pod policyjnym konwojem opuszcza budynek Sądu Rejonowego w Wołominie po rozprawie (fot. Piotr Krysiak / Przemek Wierzchowski / Agencja Gazeta)

Już pierwszej nocy padre Alberto zaczął dotykać Carla. Chłopiec próbował się z tego jakoś wymigać, mówiąc, że jest zmęczony, chce mu się spać, ale padre Alberto nie dawał za wygraną. Masturbował nastolatka i kazał się masturbować. Przytulał się do niego i dotykał swoim penisem jego ciała. Trwało to kilkanaście lub kilkadziesiąt minut, potem Carlo mógł wreszcie zasnąć.

Każdej kolejnej nocy było jednak gorzej. Padre Alberto posuwał się coraz dalej. Zmuszał Carla do coraz bardziej obrzydliwych rzeczy. Drugiej nocy wymusił na nim stosunek oralny. Leżąc w łóżku, wsunął swojego penisa do ust nastolatka. Podobnie zrobił z jego penisem. Pewnej nocy próbował siłą doprowadzić do stosunku analnego. Carlo się sprzeciwił. Stanowczy opór sprawił, że ten wcześniej nieustępliwy mężczyzna zrezygnował. Zadowolił się masturbacją i seksem oralnym.

W dzień świecił przykładem. Zajmował się szkoleniami. Pokazywał Dominikańczykom Polskę - Jurę Krakowsko-Częstochowską, Kraków. W niedzielę chodzili do kościoła. Padre Alberto nie mógł nachwalić się swoich podopiecznych z Dominikany. (...)

CZERWIEC 2013, SANTIAGO, JUNCALITO

(...) W końcu prokurator Luiza Liranzo dostała raport od informatyków oraz filmy i zdjęcia zabezpieczone na komputerach padre Alberta. Ich liczba była przerażająca: 91 tysięcy zdjęć przedstawiających głównie nagie dzieci - chłopców i dziewczynki. Wiele z nich w pozycjach seksualnych. Dzieci w wyzywającej bieliźnie i bez bielizny, z wypiętymi pośladkami. Na niektórych zdjęciach widać było ręce osób, które je dotykały. Wiele też było zdjęć chłopców w garniturach, w kolorowych perukach i spodenkach z lycry. Prokuratorzy dokładnie oglądali każde zdjęcie kilka, a nawet kilkanaście razy. Na żadnym zdjęciu z nagim lub "dotykanym" nieletnim nie było twarzy padre Alberta. Widzieli tylko męskie sylwetki lub ręce zarejestrowane aparatem fotograficznym.

Wśród zdjęć było wiele fotografii Carla. To był dla prokuratorów kolejny dowód na to, że chłopiec nie zmyśla. Na zdjęciach Carlo w peruce, tylko w bieliźnie, siedzący w fotelu. Na innym w tej samej blond peruce występuje sam padre Alberto. Prokuratorzy rozpoznają też Dalvina. Tego ośmiolatka, który kilka tygodni temu wrócił z wycieczki do Polski. Znajdują kilkadziesiąt jego zdjęć. Niemal każde o charakterze pornograficznym. Na jednym chłopiec jest w małym różowym garniturze, na innym w stringach z wypiętymi pośladkami, na kolejnym ktoś dotyka jego członka, na jeszcze innym ma nóż wsadzony między pośladki. (...)

ks. Wojciech G. był poszukiwany listem gończym przez Interpol, aresztowano go w 2013 r. (fot. Interpol)ks. Wojciech G. był poszukiwany listem gończym przez Interpol, aresztowano go w 2013 r. (fot. Interpol)

Oczywiście wśród zdjęć były fotografie padre Alberta, ale te nie budziły podejrzeń. Na jednym głaszcze psa przed swoim domem, na innym tłumaczy coś dzieciakom. Śledczy mieli nadzieję, że natrafią na jakiś ślad, oglądając 400 filmów z komputerów księdza. Jak orzekli biegli, część filmów została ściągnięta z Internetu. To właśnie te najbardziej obrzydliwe, na których mężczyźni uprawiają seks z nieletnimi. Na żadnym z nich nie było duchownego. Ale znaleziono też prywatne filmy. Prokuratorzy rozpoczęli ich analizę. Oglądali dokładnie. Klatka po klatce, próbując znaleźć twarz osoby, która stoi za kamerą.

To, co informatycy znaleźli w komputerach padre Alberta, zmusiło prokuratorów do zmiany taktyki śledztwa. Do tego czasu dysponowali zeznaniami kilkorga małoletnich z Juncalito. Na zabezpieczonych w komputerach zdjęciach i filmach widzieli co najmniej kilkadziesiąt dzieci. (...)

HASIEL (LAT 13)

Ksiądz Alberto G. powiedział, że zrobi mi zdjęcia, abym pojawił się w gazecie w Polsce jako model. Robił mi zdjęcia w swoim pokoju, czasami byli przy tym inni chłopcy. Raz dotknął mi penisa, powiedział, że źle leży i że on mi go ułoży, żeby dobrze było go widać. To było wtedy, gdy poprawiał mi garnitur, żeby zrobić mi zdjęcie. Ja się źle z tym czułem, miało to miejsce dwa razy. Za drugim razem powiedział, że chce mi zrobić zdjęcie z penisem w wzwodzie i dotknął mojego penisa. Ja miałem czarne krótkie spodnie, on włożył swoją rękę, ja nie miałem majtek, bo to były spodenki kąpielowe, on zaczął mnie masturbować, aż penis osiągnął wzwód, a potem zrobił mi zdjęcie. Płacił mi trzy tysiące pesos dominikańskich* za kilka zdjęć. Płacił, kiedy wracał ze swoich podróży do Polski. Pewnego razu powiedział mi, że jest pewna lekarka w Polsce, która prowadzi badania na skalę światową. I powiedział mi, że mam się masturbować, żeby zobaczyć, ile spermy wydzielę, ale ja tego nie zrobiłem, bo uznałem to za dziwne, i po tym zajściu już nie wróciłem, żeby robić zdjęcia. To było tego dnia, kiedy wyprowadzałem jego psa na spacer, bo on mi płacił miesięcznie pięćset pesos. Wytrzymałem miesiąc. On chciał, żebym przyszedł następnego dnia, żebym się masturbował, ale ja nie poszedłem.

CONNY (LAT 13)

- Wiesz, jaki jest powód twojej wizyty tutaj?
- Tak, bo wyszło na jaw, że padre Alberto gwałcił małoletnich.
- Czy padre Alberto robił ci zdjęcia?
- Tak, robił mi zdjęcia w kamizelce i slipkach. Slipki były z bardzo delikatnego materiału.
- Gdzie robił te zdjęcia?
- Robił je w swoim domu.
- Ile razy padre Alberto robił ci zdjęcia?
- Tylko jeden raz.
- Dawał ci za to pieniądze?
- Dał mi pięćset pesos. Rodzice nie wiedzieli nic o zdjęciach.
- Gdzie cię dotykał?
- Dotykał mojego penisa, on mnie masturbował. Tylko on mi to robił.
- Gdzie to dokładnie było?
- W łazience w jego domu. Prosił mnie, żebym nikomu o tym nie mówił.

Przesłuchanie Conny'ego w specjalnym pokoju z weneckim lustrem rejestrowały kamery. Jedenastoletni chłopiec siedzi lekko skulony przy stoliku. Naprzeciwko niego młoda kobieta, psycholog. Wyjaśnia mu, na czym będzie polegało przesłuchanie. Tłumaczy, że za tą szybką jest kilka osób, które pewnie będą chciały zadać kilka pytań. I że to ona będzie mu te pytania przekazywała. Chłopiec opowiada chaotycznie - to co mu się właśnie przypomni: - Ksiądz Alberto łapał mnie za penisa, obmacywał mnie tam. Robił to około dziesięciu razy. On mi powiedział, żebym nikomu o tym nie mówił, ani mojej mamie, nikomu, i... wziął moją rękę i położył ją na swoim penisie. Byli też inni chłopcy, oni w salonie, a ja w pokoju z nim. On mnie obmacywał. Ksiądz Alberto łapał mnie za penisa i ciągnął go do dołu. Raz pojechałem z nim do Jarabacoa na paralotnie. Skakać na paralotni. On tam przygotowywał jedzenie i jak byliśmy sami, to mnie obmacywał.

- Kiedy mu mówiłeś, że ci się nie podoba, to co on robił?

- Nic. Milczał. (...)

Z zeznań śledczych rysował się dramatyczny obraz tego, co przez ostatnich kilka lat działo się w tej malutkiej wiosce, zazwyczaj nieodwiedzanej przez miliony turystów przyjeżdżających tłumnie każdego roku na Dominikanę. Prokuratorzy zadawali sobie pytanie, jak to możliwe, że nikt wcześniej niczego nie zauważył.

*100 pesos dominikańskich to równowartość ok. 7,90 zł

''Wyspa ślepców'' Piotra Krysiaka ukazała się nakładem Wydawnictwa Deadline (fot. materiały prasowe)''Wyspa ślepców'' Piotra Krysiaka ukazała się nakładem Wydawnictwa Deadline (fot. materiały prasowe)

Publikacje na temat pedofilii w polskim kościele w promocyjnych cenach można kupić w Publio.pl>>>


Piotr Krysiak.
Dziennikarz prasowy i telewizyjny. Specjalizuje się w tematyce śledczej i kryminalnej. Publikował m.in. w "Życiu Warszawy", "Super Expressie", "Trybunie" i "Wprost". Był szefem serwisów informacyjnych TVP Info, wydawcą i producentem. W latach 2008-2016 był współtwórcą i wydawcą popularnych programów telewizyjnych, m.in. "Woronicza 17" i "Minęła 20". Autor filmów dokumentalnych, m.in. o porwaniu i zabójstwie Krzysztofa Olewnika, reportaży o polskiej mafii czy tajemniczej śmierci Andrzeja Leppera. Po wybuchu afery pedofilskiej na Dominikanie był jedynym dziennikarzem, któremu oskarżany ksiądz Wojciech G. udzielił telewizyjnego wywiadu.

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Komentarze (242)
Zaloguj się
  • maxthebrindle

    Oceniono 90 razy 56

    ' Pierwszy raz Wojciech G. zaatakował w specjalnej szkole podstawowej pod Warszawą. I Kościół o tym wiedział. Mimo to w 2006 r. wysłano go na Dominikanę, gdzie pracował aż do momentu wielkiego skandalu (...)'

    To jest kluczowy, najważniejszy fragment tego tekstu, Polacy.... To jest wasz Kościół, wasi ksieża, wasi biskupi w pałacach i limuzynach, grzmiący z ambon co jest moralne, a co nie, jak wam wolno kochać, a jak jest to zakazane... 'KOŚCIÓŁ O TYM WIEDZIAŁ'... To oni, wasi księża, moralne autorytety, wasz święty JPII, który 'NIC NIE WIEDZIAŁ' - oni wszyscy, po trochu, zgwałcili te dzieciaki - bo gdyby nie ich milczenie, zgoda i wsparcie, ksiądz Gil trafiłby do więzienia już po pierwszym takim czynie. Tymczasem oni, Kościół, posłali go tam, gdzie biednych dzieci miał pod dostatkiem, a prosta pobożność miejscowych dawała szansę na uniknięcie skandalu. Na szczęście znalzała się jedna mądra nauczycielka i jedna odważna pani prokurator i przestępstwo Gila oraz jego mocodawców z Kościoła katolickiego wyszło na jaw. Gil siedzi - jego mocodawcy nadal mówią wam, co jest moralne a co nie. I wy ich słuchacie... Jesteście głupcami, Polacy...

  • helwiusz

    Oceniono 41 razy 33

    Zastanawia mnie, czemu ten przestępca przedstawiany jest jako "Wojciech G.", a nie pełnym nazwiskiem. Przecież został skazany prawomocnym wyrokiem, więc ochrona tożsamości mu już nie przysługuje.

  • darazetes9898

    Oceniono 35 razy 31

    WOJCIECH GIL PEDOFIL KSIADZ MICHAELITA .

  • troll_na_uslugach_petersburga

    Oceniono 53 razy 29

    Co za zwyrodnialec. Oczywiście jego nazwisko zostało ukryte mimo prawomocnego skazania. Dużo łatwiej być Wojciechem G., by potem powrócić między ludzi prawie jak ktoś nienaznaczony wyrokiem.

    O! Gil przysiadł na moim parapecie. Cóż za zbieg okoliczności!

  • Oceniono 55 razy 29

    Coś przerażającego .Dziwne, że rodzice dalej posyłają do kościołów swoje dzieci .Wyprawiają chrzty. Posyłają do komunii bierzmowania .Kiedyś ,prędzej czy później nastąpi koniec tych śmierdzących pedofilów.Kiedyś o tych rzeczach nikt nic nie mówił tak jak obecnie .

  • poledopodpisu

    Oceniono 44 razy 26

    straszne, biedne, biedne dzieci, a kooorde kościół jak zwykle w hipokryzji

  • mielis

    Oceniono 51 razy 25

    Brawo JPII ! Godnych wychowałeś pasterzy. Cała Polska buduje Ci dziś pomniki. Jutro dobudują męczennikowi Józefowi W. i jego słudze Albertowi.

  • newpatric

    Oceniono 68 razy 24

    Według badań w USA 6% ksiezy katolickich to pedofile, wg badań w Australii około 7% to pedofile.

    Biorąc pod uwagę ilośc polskich księzy - 30 tys to około 2000 z nich może być pedofilami.

    Ale nic im nie grozi, biskupi i PIS o to zadbają.

    Miłej niedzieli!

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX