(fot. tunart / iStockphoto / Alexei Nikolsky / Sputnik, Kremlin Pool Photo via AP)

poliyka

Władimir Putin i szare eminencje Kremla. Kto naprawdę pociąga za sznurki we współczesnej Rosji?

Kreml. 28 hektarów warownego wzgórza. Niekwestionowany symbol rosyjskiej władzy. Życie za czerwonymi murami budzi powszechną ciekawość, tym większą, że jest to jedna z najpilniej strzeżonych tajemnic rosyjskiego państwa.

Putin. 64 lata, z czego 18 spędzonych u steru władzy. Prezydentowi Rosji poświęcono niezliczone książki, filmy dokumentalne, wspomnienia i jeszcze więcej spekulacji. Mimo to wciąż wiemy o nim niewiele. Zatem kim jest człowiek, który rządzi Rosją? Na to pytanie stara się odpowiedzieć w swojej książce "Wszyscy ludzie Kremla" Michaił Zygar. Autor - znawca rosyjskiej polityki, długoletni szef niezależnej telewizji Dożd - dzieli swoją książkę na cztery części: "Putin I Lwie Serce", "Putin II Wspaniały", "Putin III Groźny", "Putin IV Święty". W każdej z nich opisuje innego prezydenta.

Książka ''Wszyscy ludzie Kremla'' Michaiła Zygara w Rosji stała się bestsellerem (fot. materiały prasowe)Książka ''Wszyscy ludzie Kremla'' Michaiła Zygara w Rosji stała się bestsellerem (fot. materiały prasowe)

Na polityczną figurę, którą nazywamy Putinem, składa się bowiem nie tylko Władimir Władimirowicz we własnej osobie, lecz także jego najbliżsi współpracownicy. A ci w ciągu 18 lat zmieniali się jak w kalejdoskopie, odmieniając tym samym - czasem diametralnie - oblicze rosyjskiego lidera.

Putin I Lwie Serce i neoliberałowie, czyli kurs na zbliżenie z Zachodem

Półtorej minuty. Tyle trwa, odmierzone co do sekundy przez skrupulatnych mistrzów protokołu, przejście przez pełne przepychu wnętrza Wielkiego Pałacu Kremlowskiego do Sali Andriejewskiej, gdzie od połowy XIX w. koronowano carów. Właśnie tutaj, 7 maja 2000 r. Władimir Putin, świeżo upieczony prezydent, po raz pierwszy złożył przysięgę narodowi. Obiecał przestrzegać praw i wolności człowieka oraz stać na straży konstytucji. Cały świat zadawał sobie wtedy pytanie, kim jest nowy gospodarz Kremla. Aleksandr Wołoszyn, szef administracji prezydenta, znał na nie odpowiedź  (a przynajmniej tak mu się zdawało).

Wołoszyn, dystyngowany 44-latek ze skłonnością do łysienia i neoliberalnych reform, miał powody do radości. Kierowana przez niego operacja "następca" zakończyła się sukcesem.

By w pełni zrozumieć wymiar tego zwycięstwa, musimy cofnąć się na chwilę do lat 90. Rozpad ZSRR i towarzysząca mu wolnorynkowa transformacja były dla większości Rosjan jak trzęsienie ziemi. Wraz z radziecką ojczyzną stracili grunt pod nogami. Wychowani do życia w socjalistycznym systemie, zostali rzuceni na głębokie wody dzikiego kapitalizmu. Fabryczne molochy bankrutowały, robotnicy masowo tracili pracę, pracownikom budżetówki miesiącami nie wypłacano pensji.

Inauguracja prezydentury Władimira Putina, 7 maja 2000 r. Obok Putina stoi Borys Jelcyn, poprzedni prezydent Federacji Rosyjskiej (fot. Presidential Press and Information Office / Wikimedia.org / CC-BY-3.0 )Inauguracja prezydentury Władimira Putina, 7 maja 2000 r. Obok Putina stoi Borys Jelcyn, poprzedni prezydent Federacji Rosyjskiej (fot. Presidential Press and Information Office / Wikimedia.org / CC-BY-3.0 )

Po kilku  latach rosyjskiej gospodarce udało się wreszcie odbić od dna. Niestety, w 1998 r. przyszedł krach. Kurs rubla spadł na łeb na szyję, wiele prywatnych banków ogłosiło bankructwo, grzebiąc tym samym oszczędności ciężko pracujących. Zrozpaczeni ludzie winą za nową biedę obarczyli ówczesnego prezydenta kraju, Borysa Jelcyna. Ten tracił kontakt z rzeczywistością przez pogarszający się stan zdrowia i postępujący alkoholizm. Właściwie nie wiadomo było, kto rządzi atomowym mocarstwem: Jelcyn czy jego najbliższe otoczenie. Nieformalny dwór Kremla tworzyła córka prezydenta, Tatiana, z mężem Walentinem Jumaszewem i zaprzyjaźnieni z nimi oligarchowie, przede wszystkim Borys Bierezowski i Roman Abramowicz. Rosyjska ulica mówiła o nich "Rodzina".

Koniec drugiej kadencji Jelcyna zbliżał się wielkimi krokami. Członkowie Rodziny doskonale zdawali sobie sprawę, jak wielką nienawiścią pałają do nich masy. Wiedzieli też, że jeśli władza przejdzie w ręce komunistów, stracą majątek, zdobyty w wyniku bandyckiej prywatyzacji. I tu rozpoczyna się operacja "następca".

Wołoszyn, zwany głównym menedżerem Kremla, był strażnikiem interesów Rodziny. To właśnie on zorganizował casting na nowego lidera. 47-letni Władimir Putin, szef Federalnej Służby Bezpieczeństwa, okazał się najlepszym kandydatem. Jako były czekista zadowolił konserwatywną część elektoratu. W latach 90. Putin nosił teczkę za Anatolijem Sobczakiem, pierwszym merem Sankt Petersburga i "księciem" rosyjskich demokratów - co z kolei było ukłonem w stronę rodzimych liberałów. Tym sposobem nieznany szerzej urzędnik w sierpniu 1999 r. został premierem Rosji. Pierwsza część operacji "następca" zakończyła się sukcesem.

Sierpień 1993 r. Wizyta Borysa Jelcyna w Polsce. Na zdjęciu Jelcyn i ówczesny prezydent RP Lech Wałęsa (fot. Krzysztof Miller / Agencja Gazeta)Sierpień 1993 r. Wizyta Borysa Jelcyna w Polsce. Na zdjęciu Jelcyn i ówczesny prezydent RP Lech Wałęsa (fot. Krzysztof Miller / Agencja Gazeta)

Drugą zainaugurowały tragiczne wydarzenia. We wrześniu 1999 r. wstrząsnęła Rosją seria eksplozji. Nieznani sprawcy podkładali w piwnicach domów mieszkalnych silne ładunki wybuchowe. Rosjan ogarnęła zrozumiała panika - co kilka dni dochodziło do nowej tragedii. Nikt nie mógł czuć się bezpiecznie. Wtedy do akcji wkroczył nowy premier. Winą za zbrodnie obarczył czeczeńskich separatystów. Obiecał, że zrobi porządek z terrorystami. Wojska rosyjskie wkroczyły do zbuntowanej Czeczenii. Zdecydowane działania młodego premiera spodobały się Rosjanom. Wydawało się, że rządy silnej ręki uchronią kraj przed chaosem. Ciesząc się z nagłej popularności Putina, Kreml postanowił iść za ciosem. Wołoszyn przygotował dla Rosjan kolejną niespodziankę.

W sylwestra 1999 r. Borys Jelcyn zrzekł się władzy. Rosję powierzył premierowi. Odtąd cała machina państwowa pracowała na zwycięstwo Putina w wyznaczonych na marzec 2000 r. wyborach prezydenckich. Oligarchowie nie żałowali pieniędzy. Rosjanie uwierzyli w kremlowskiego kandydata.

Putin II Wspaniały, czyli siłowicy i neoliberałowie walczą o wpływy na Kremlu

Po zwycięstwie Putina Wołoszyn pozostał na Kremlu jako szef prezydenckiej administracji. Na początku współpraca prezydenta z Rodziną układała się znakomicie. Ciepłych relacji nie popsuło wyeliminowanie z gry Borysa Bierezowskiego, zwanego w mediach szarą eminencją Kremla. Jak ćwierkały moskiewskie wróble, "Tania i Wania", czyli córka prezydenta i  jej mąż, nie lubili Borysa. Za swojego uważali jedynie Romę, czyli Romana Abramowicza, który mimo miliardów rubli na koncie wpadał na Jelcynowską daczę porąbać drewno do kominka. Pyszałkowaty Bierezowski chciał pociągać za sznurki. Uważał się za głównego architekta operacji "następca". Próbował dyktować nowej głowie państwa swoje warunki, ale najwyraźniej przeliczył się z siłami. Rodzina i Putin wspólnie pozbyli się czarnej owcy. Bierezowski musiał poszukać schronienia w Londynie.

Roman Abramowicz i Borys Bierezowski. Ten ostatni już nie żyje, w 2013 r. popełnił samobójstwo (fot. Mark Freeman / Wikimedia.org / CC-BY-2.0 / Wikimedia.org / Fair use)Roman Abramowicz i Borys Bierezowski. Ten ostatni już nie żyje, w 2013 r. popełnił samobójstwo (fot. Mark Freeman / Wikimedia.org / CC-BY-2.0 / Wikimedia.org / Fair use)

Lecz i nad Rodziną zaczęły zbierać się ciemne chmury. Razem z Putinem do Moskwy tłumnie przybyli jego dawni koledzy z Petersburga. Głodni wpływów i pieniędzy, stworzyli konkurencyjny klan zwany "siłowikami". Szybko przejęli wpływy na Kremlu. Nowy dwór kształtował nową politykę Putina. Prezydent wiedział, że większość Rosjan wierzy w rządy silnej ręki. Tak z "Putina I Lwie Serce" Władimir Władimirowicz z pomocą "siłowików" przeistoczył się w "Putina II Wspaniałego".

Głównym przedstawicielem petersburskiego klanu został Igor Sieczin. Sieczin znał receptę na polityczny sukces: w latach 90. nosił teczkę za Putinem, gdy ten awansował na wicemera Petersburga, powtarzając tym samym ścieżkę kariery swojego pryncypała. Był mu tak wierny, że były szef chętnie otworzył przed nim bramy Kremla. Z wykształcenia filolog (biegle zna portugalski), bez doświadczenia pracy w energetyce, w 2004 r. stanął na czele rosyjskiego giganta naftowego, państwowego koncernu Rosnieft. Rosyjskie media nazywały go "drugim człowiekiem w państwie".

Sieczin i "siłowicy" utwierdzali Putina w niechęci do Zachodu. Byli też siłą sprawczą rozprawy nad Michaiłem Chodorkowskim. Aresztowany w 2003 r. oligarcha został skazany na 9 lat łagru. Drakoński wyrok zaniepokoił Rodzinę - Chodorkowski co prawda naruszył niepisane reguły gry i zamiast pilnować majątku, chciał zostać samodzielnym graczem w polityce, lecz jego uwięzieniu sprzeciwiali się kremlowscy liberałowie. Bezskutecznie. Wołoszyn podał się do dymisji. Na Kremlu ostatecznie nastąpiła zmiana warty.

Michaił Chodorkowski 22 grudnia 2013 podczas swojej pierwszej konferencji prasowej po zwolnieniu z odbywania kary (fot. Mitya Aleshkovskiy / Wikimedia.org / CC BY-SA 3.0)Michaił Chodorkowski 22 grudnia 2013 podczas swojej pierwszej konferencji prasowej po zwolnieniu z odbywania kary (fot. Mitya Aleshkovskiy / Wikimedia.org / CC BY-SA 3.0)

Putin - Miedwiediew, czyli kremlowska próba balansowania między Wschodem a Zachodem

Podwładny Wołoszyna, Władisław Surkow, choć karierę w Moskwie zaczynał jako ochroniarz Chodorkowskiego, ani myślał wstawiać się za byłym szefem. Ta nielojalność bardzo mu się opłaciła: został wiceszefem prezydenckiej administracji i kuratorem wewnętrznej polityki państwa. To on stworzył partię władzy Jedna Rosja, a parę lat później koncesjonowaną opozycję w postaci Sprawiedliwej Rosji. Jest też ojcem chrzestnym młodzieżowego ruchu Nasi, który wykorzystując narzędzia kolorowych rewolucji, zaangażował młodych i ambitnych Rosjan z prowincji do wspierania obozu władzy - za posłuszeństwo obiecywał miejsca na prestiżowych uczelniach i karierę w Moskwie.

Surkow cieszył się diaboliczną sławą kremlowskiego reżysera, który realizuje najbardziej śmiałe polityczne scenariusze, rozstawiając ludzi niczym marionetki. Jak w każdej legendzie dużo w tym przesady, faktem jest jednak, że ambitny działacz o ujmującym uśmiechu skutecznie urzeczywistniał kremlowskie projekty. Surkowowi przypisuje się na przykład autorstwo terminu "suwerenna demokracja". Termin, który stał się dewizą drugiej kadencji Władimira Putina, oznaczał, że nikt z zewnątrz - żadna międzynarodowa instytucja - nie ma prawa dyktować Rosji, co jest demokratyczne, a co nie. W praktyce kryjąca się za tym sformułowaniem ideologia posłużyła do ograniczenia wolności mediów i finansowanych z Zachodu organizacji pozarządowych.

Surkow ma na koncie również przekupywanie muzyków rockowych: za jego namową zamieniali zwyczajową kontestację na telewizyjną popularność i koncesjonowane trasy koncertowe. Z jednym z zespołów Surkow zaprzyjaźnił się tak bardzo, że owocem znajomości była wspólnie nagrana płyta. W 2003 r. i w 2006 r. grupa Agata Kristi wydała specjalne albumy, "Półwyspy" i "Półwyspy 2". Surkow był współautorem muzyki i tekstów.

Surkow w 2010 i 2012 r. (fot. Kremlin.ru / Wikimedia.org / CC BY 4.0)Surkow w 2010 i 2012 r. (fot. Kremlin.ru / Wikimedia.org / CC BY 4.0)

Pretensje do sztuki udowodnił w napisanej pod pseudonimem skandalizującej powieści "Okołozera". W Moskwie plotkowano, że brutalność, z jaką rosyjskie państwo traktuje działaczy Partii Narodowo-Bolszewickiej, liczne pobicia i aresztowania mają związek z nienawiścią, którą niespełniony artysta Surkow pałał do lidera ruchu, znakomitego pisarza Eduarda Limonowa.

Najbardziej charakterystyczną cechą Surkowa jest jednak jego całkowita bezideowość. Rosyjscy politolodzy porównują go do cieczy przyjmującej kształt naczynia. - Średniej klasy menedżer mógłby go zastąpić - mówił mi Stanisław Biełkowski, znawca rosyjskiej polityki.  I rzeczywiście. W wyniku kolejnych kremlowskich przetasowań Surkowa zastąpił jego podwładny, Wiaczesław Wołodin.

Nim do tego doszło, wcielono w życie kolejny fortel Kremla - tym razem w rolę "pomazańca" wcielił się kremlowski urzędnik, Dmitrij Miedwiediew. Szef prezydenckiej administracji do 2008 r. trzymał się w cieniu. Ten brak politycznych ambicji spodobał się Putinowi.

7 maja 2008 r. Miedwiediew złożył przysięgę prezydencką. Jego nominacja nie spodobała się "siłowikom". Największym wrogiem nowego prezydenta stał się Igor Sieczyn. Stojący na czele potężnego Rosnieftu kremlowski jastrząb wciąż był uważany za drugą osobę w państwie i ani myślał rezygnować z wpływów. Miedwiediew, przedstawiciel kremlowskich liberałów, dał Rodzinie nadzieję na odzyskanie utraconych pozycji. Okazało się jednak, że jego prezydentura to projekt tylko na cztery lata. W 2012 r. Putin powrócił na Kreml. Ten manewr oburzył apolityczną klasę średnią, która wyszła na marsze w obronie demokracji.

Russian President Vladimir Putin and Russian Prime Minister Dmitry Medvedev, left, talk during the meeting of the State Council in Moscow's Kremlin, Russia, on Wednesday, Dec. 24, 2014. The meeting of the State Council focused on government efforts to support culture. (AP Photo/RIA Novosti, Alexei Druzhinin, Presidential Press Service)Dmitrij Miedwiediew i Władimir Putin (fot. Alexei Druzhinin / AP)

Putin III Groźny i Putin IV Święty, czyli na pohybel zgniłemu Zachodowi

Tymczasem "siłowicy" odzyskali z nawiązką utracone wpływy. Strasząc Putina jego odwieczną fobią - rosyjskim buntem - wprowadzili w życie polityczne represje. Kontrrewolucja stała się faktem. Kreml poszedł na wojnę, najpierw ze swoim społeczeństwem obywatelskim, później z Ukrainą, co w konsekwencji doprowadziło do sankcji i najpoważniejszego w historii Rosyjskiej Federacji kryzysu w kontaktach z Zachodem. Kuratorem antyzachodniej polityki stał się wspomniany wcześniej Wołodin. Dotychczasowy rozgrywający, Surkow, został ukarany za zbliżenie się do Miedwiediewa zsyłką na drugorzędne stanowisko.

Wołodin okazuje się populistą pełną gębą. Jego dzieckiem jest Ogólnorosyjski Front Narodowy, siermiężny ruch zrzeszający zwolenników prezydenta. Specjalnością Wołodina stało się połączenie komunistycznej retoryki z prawosławną tradycją. Ten nieoczywisty duet ma przyciągać zdrowe masy narodu. Wołodin każde swoje działanie planuje w oparciu o wyniki badań socjologicznych. Chce bowiem dać Rosjanom to, czego najbardziej pragną.

W 2014 r. wskutek wojny z Ukrainą, aneksji Krymu i międzynarodowych sankcji powstało nowe wcielenie rosyjskiego prezydenta. Putin stał się "ojcem narodu", obrońcą tradycyjnych wartości. Uderzając w Zachód, demokrację, prawa mniejszości, prezydent przeistoczył się w "Świętego". Ów wizerunek nieoczekiwanie chwycił także poza granicami Rosji. Część europejskich konserwatystów chętnie wzięła go na sztandary, nie zdając sobie sprawy, że "Putin IV Święty" to tylko kolejna rola, jaką Władimir Władimirowicz ma do odegrania przed swoim elektoratem.

Władimir Putin podczas wizyty w Chinach, maj 2017 r. (fot. Thomas Peter / Pool Photo via AP)Władimir Putin podczas wizyty w Chinach, maj 2017 r. (fot. Thomas Peter / Pool Photo via AP)

Każda ideologia - czy to neoliberalizm z końca lat 90., czy komunistyczno-prawosławny konserwatyzm - od zawsze była instrumentalnie traktowana przez Kreml. Putin, podobnie jak Surkow, jest bezideową cieczą wlewaną do kolejnych naczyń. Stawka od 18 lat jest ta sama: zachowanie władzy.

"Można odnieść wrażenie, że wszystko w tej historii prowadziło do tego, z czym mamy dziś do czynienia; tak jakby od początku w tle wydarzeń istniał pewien elementarny plan. Ale tak naprawdę to ich bohaterowie post factum wymyślają uzasadnienie własnych działań. (...) W ostatnie lata historii Rosji nie jest wpisana żadna wyraźna logika" - pisze Michaił Zygar.

I ma - niestety - rację. Bo chaos jest  bardziej niebezpieczny niż najgroźniej brzmiące spiskowe teorie dziejów.

Jaki zatem będzie następny kolektywny Putin?


Katarzyna Kwiatkowska-Moskalewicz
. Autorka reportaży, wywiadów i analiz prasowych, blogerka "Polityki", okazjonalnie tłumaczy z białoruskiego i rosyjskiego. Autorka książki "Zabić smoka. Ukraińskie rewolucje", nominowanej do nagrody im. R. Kapuścińskiego za reportaż literacki. Od ponad dekady podróżuje i pisze o Rosji, Białorusi i Ukrainie. Jest stypendystką Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego oraz Fundacji Współpracy Polsko-Niemieckiej.

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Zobacz także
Komentarze (46)
Zaloguj się
  • adamschodowy

    Oceniono 8 razy 4

    "We wrześniu 1999 r. wstrząsnęła Rosją seria eksplozji. Nieznani sprawcy "
    - ależ ci sprawcy są znani a ich zleceniodawca jeszcze lepiej - litwinienko i inni zdążyli to przed śmiercią wyczerpująco wyjaśnić. a inne książki równie wyczerpujaco tłumaczą czemu starzeja cy się putin teraz robi się nerwowy, świadom ciążących na nim nieprzedawnialnych zbrodni przeciw ludzkości, i w tych nerwach popełni awciąż nowe błędy i dopisuje sobie nowe zarzuty. i byc może wierzy że przez hybrydowe próby demontażu unii i nato zdemontuje też jurysdykcję trybunałów, a naszym zadaniem - cywilizowanego zachodu - jest jednak go przed te trybunały postawić i to im szybciej - tym lepiej, dla milionów ludzi.

  • jake210

    Oceniono 7 razy 3

    "...stracą majątek, zdobyty w wyniku bandyckiej prywatyzacji" - i to mi się podoba, można nazywać rzeczy po imieniu? Można! Polscy miliarderzy typu Kulczyk uchodzili u Nas za rekinów biznesu, którzy do wszystkiego doszli sami...

  • prokuraturarejonowa

    Oceniono 6 razy 2

    Rosja to tylko stacja benzynowa, która udaje że jest państwem. W ciagu pięciu lat wyczerpią im się obecnie nadmiernie eksploatowane złoża ropy, a nowych złóż nie szukają, bo Kreml Putina kasę na inwestycje kradnie i przejada. Za pięć lat skończą im się petrodolary, bo za pięć lat zdnej ropy nie będą już eksportowali. Za pięć lat wydobycie ledwie im na ich własne potrzeby starczy.

    Pozostała ekonomia tej stacji benzynowej to też klęska strukturalna. Sankcje i niskie ceny ropy upadek tej stacji tylko przyspieszają, chociaż bez nich ta stacja benzynowa też by upadła.

  • byrcyn11

    Oceniono 10 razy 2

    Guzik mnie obchodzi, kto tam tak naprawdę rządzi. Niech kradną i rozwalają gospodarczo swoją ojczyznę jak najwięcej, bo czym Rosja słabsza, tym Polska "spokojniejsza".

  • lech2011

    Oceniono 3 razy 1

    W Rosji czy to władza carów, komunistów, złodziei, czy pseudo kapitalistów – to jest to wciąż to samo, jeśli chodzi o mechanizmy władzy.

  • 20portal

    Oceniono 5 razy 1

    To sa ludzie bez żadnej moralności. Kieruje nimi chęć zdobycia, a następnie utrzymania władzy, pieniędzy. Choruja na samouwielbienie. Najgorsi sa ci "poradzieccy", d. towarzysze ze szczytów wladzy i ze słuzb specjalnych. Putin nie jest wyjątkiem. Chodorkowski, b. szef Komsomołu, jeden z najbogatszych ludzi w Rosji tez mial identyczne "potrzeby", ale silniejszy Putin go skasował. I to w Rosji tez normalne.
    Tak może byc w Polsce.

  • 99makabra1977

    Oceniono 7 razy 1

    Niepokoi mnie to, ze nasz Jarosławowicz kopiuje Putina i czeka nas bieda jak na rosyjskiej prowincji.

  • leops

    Oceniono 2 razy 0

    Zagadka:
    Doszedł do w władzy w momencie, gdy kraj był osłabiony – niedawno stracił część terytorium, szalało bezrobocie i inflacja, armia była słaba, organy władzy państwowej niewydolne, niskie pensje i emerytury wypłacano nieregularnie. Ludzie byli rozgoryczeni, bo przecież jeszcze kilkanaście lat temu byli światowym mocarstwem, a teraz nikt się z nimi nie liczył. Jego działania doprowadziły do stanu, że ludziom zaczęło się żyć lepiej, mieli pensje, emerytury, zaczęli korzystać z życia – doceniali to i byli coraz bardziej zachwyceni nowym Władcą. A On równocześnie odbudowywał armię oraz organy bezpieczeństwa, które cicho i skutecznie zwalczały jego przeciwników. Postanowił wrócić na arenę międzynarodową i czując siłę upomniał się o utracone części byłego imperium, które licznie były zamieszkane przez jego rodaków. Przyłączał je wysyłając wojsko, które zajmowało teren bez wystrzału, przy aplauzie części mieszkańców, przy bezsilności międzynarodowej opinii, która zszokowana była jego działaniami. W kraju miał już ponad 90% poparcie, rodacy będący w euforii widzieli w nim zbawcę narodu i Wielkiego Przywódcę. Armia, Służby Bezpieczeństwa, wielcy przemysłowcy też go popierali. Zaprzyjaźniony dyktator, w którego kraju trwała wojna domowa, poprosił o pomoc. On wysłał mu w odpowiedzi korpus lotniczy, który testował nowy sprzęt na bezradnych oddziałach przeciwnika. Dyktatorowi dostarczono również sprzęt z doradcami – próby wypadły pomyślnie. Kolejne podboje można było jednak dokonać tylko za pomocą działań wojennych. Niepokoili go jednak sojusznicy przyszłych ofiar – coś z tym trzeba było zrobić. Uruchomił działania propagandowe na wielka skalę. I jeszcze trzeba było wmówić swojemu narodowi, że cierpią za cały świat – ale go zbawią! Tak, propaganda to była jego specjalność….. Naród pod Jego przywództwem był gotów na wielkie ofiary…..
    O kim mowa? Wybierz prawidłową odpowiedź:
    a) A. Hitler
    b) W. Putin
    c) Obaj

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX