Grób Anny Szendzielarz

Grób Anny Szendzielarz (fot. Wojciech Szymański/Deutsche Welle)

Grób żony "Łupaszki" odnaleziony w Niemczech. Mieszkańcy dbali o niego od lat

W małej miejscowości Wagenschwend na północy Badenii od końca wojny stał grób polskiej pracownicy przymusowej. Dopiero niedawno okazało się, że to mogiła żony Zygmunta Szendzielarza "Łupaszki", zabitej pod koniec wojny.

Równo przystrzyżony żywopłot dokładnie wyznacza granice cmentarza, na którym mieszkańcy Wagenschwend i Balsbach chowają swoich zmarłych. Nagrobków jest nieco ponad sto. Zadbane, wykonane z eleganckiego granitu. Osoby odwiedzające cmentarz znają nazwiska wyryte na płytach, kojarzą historie wielu rodzin. Tu, na głębokiej badeńskiej prowincji, trudno o anonimowość. Ale jeden grób, położony nieco na uboczu, przez lata pozostawał zagadką.

Miejscowość Wagenschwend, Niemcy (fot. Wojciech Szymański/Deutsche Welle)Miejscowość Wagenschwend, Niemcy (fot. Wojciech Szymański/Deutsche Welle)

W okolicy nikt nie potrafił nawet wymówić widniejącego na nim nazwiska i to nie tylko ze względu na błąd, jaki wkradł się w inskrypcję. Po prostu nikt nie wiedział, kim była pochowana tam osoba. Od niedawna wszyscy mogą jednak poznać tę niezwykłą historię.

W grobie spoczywa młoda kobieta - Polka, która w ostatnich chwilach drugiej wojny światowej zginęła w Wagenschwend. O jej losach przypomina tablica informacyjna w trzech językach - polskim, niemieckim i angielskim, postawiona obok odnowionego właśnie nagrobka. Z imieniem i nazwiskiem: Anna Szendzielarz.

Grób Anny Szendzielarz (fot. Wojciech Szymański/Deutsche Welle)Grób Anny Szendzielarz (fot. Wojciech Szymański/Deutsche Welle)

Tajna misja alianckich agentów

Na początku 1945 roku napierające z zachodu wojska alianckie starały się zepchnąć Niemców do linii Renu. Front zbliżał się także do Wagenschwend. Dwudziestego czwartego lutego alianckie lotnictwo zrzuciło niedaleko Balsbach dwóch spadochroniarzy, tajnych agentów z karkołomną misją dywersyjną. Przechodząc przez Wagenschwend, zostali jednak zauważeni.

Zaniepokojeni obecnością obcych, słabo mówiących po niemiecku mężczyzn, mieszkańcy zwabili ich do lokalnego gościńca i zawiadomili policję. Na miejsce ściągnięto też żyjącą nieopodal 25-letnią pracownicę przymusową z Polski, nazywaną w miasteczku Hanką. Wykształcona, władająca kilkoma językami kobieta miała tłumaczyć, co mówią przybysze.

Kiedy do pokoju wszedł umundurowany oficer wojskowego urzędu meldunkowego, agenci zorientowali się, że są w potrzasku. Jeden z nich wyciągnął broń, doszło do strzelaniny. Hanka została trafiona w głowę, zginęła na miejscu. Oficer, postrzelony w szyję, zmarł chwilę później. Życie stracili też obaj szpiedzy.

Zagadka polskiego grobu

Na cmentarzu w Wagenschwend groby przekopuje się zazwyczaj po trzydziestu latach. Praktycznie nie ma już pojedynczych mogił z czasów wojny. Wyjątek stanowi grób Hanki.

- Nie była ona zwykłą pracownicą przymusową - mówi dyrektor lokalnego muzeum Gerhard Schäfer. Fabrykant Grimm, dla którego pracowała, traktował ją niemalże jak członka rodziny. Hanka przyjaźniła się z córką fabrykanta, w weekendy spędzała czas w jego domu, jadała obiady razem z Grimmami. - Była inteligentną, wykształconą kobietą, poliglotką, którą zapadła w pamięć mieszkańcom Wagenschwend - mówi Schäfer.

Gerhard Schäfer, dyrektor miejscowego muzeum (fot. Wojciech Szymański/Deutsche Welle)Gerhard Schäfer, dyrektor miejscowego muzeum (fot. Wojciech Szymański/Deutsche Welle)

I to właśnie rodzina Grimmów przez lata dbała o to, aby jej grób nie zniknął. Przez całe dekady nikt nie wiedział jednak dokładnie kim była ta młoda, przypadkowa ofiara strzelaniny w gościńcu. Dopiero kilka lat temu lokalne stowarzyszenie historyczne wzięło pod lupę tragiczne wydarzenia z lutego 1945 roku. Sprawę już wcześniej na własną rękę wyjaśniał też syn niemieckiego oficera, zastrzelonego przez agentów.

- Na początku niewiele wiedzieliśmy. Właściwie tylko tyle, że była strzelanina, w której zginęły cztery osoby - przyznaje Schäfer. Z każdym nowym szczegółem historia stawała się jednak coraz bardziej fascynująca. Zwłaszcza, kiedy okazało się, że Hanka Szandzierlerz, to tak naprawdę Anna Szendzielarz, z domu Swolkień, kurierka Armii Krajowej, a prywatnie żona Zygmunta Szendzielarza "Łupaszki".

Żołnierze 5 Wileńskiej Brygady AK. Trzeci od lewej mjr Zygmunt Szendzielarz 'Łupaszka' (fot. IPN/Wikimedia Commons/public domain)Żołnierze 5 Wileńskiej Brygady AK. Trzeci od lewej mjr Zygmunt Szendzielarz 'Łupaszka' (fot. IPN/Wikimedia Commons/public domain)

Zygmunt Szendzielarz "Łupaszka" - dowódca V Brygady Wileńskiej AK, słynny partyzant, jeden z czołowych działaczy zbrojnego podziemia antykomunistycznego w powojennej Polsce. Postać niezwykle skomplikowana i kontrowersyjna ze względu na udział w tzw. zbrodni w Dubinkach (szerzej na stronach IPN). Skazany przez komunistów na śmierć.

Anna poślubiła Zygmunta w styczniu 1939 roku. Po wybuchu wojny została wywieziona do Niemiec, przeszła przez obozy koncentracyjne, w końcu trafiła do fabryki rodziny Grimmów jako pracownica przymusowa.

Wątpliwości mieszkańców

- Jesteśmy lokalnym muzeum, naszym zadaniem jest prezentowanie miejscowej historii, a przypadek "Hanki" jest dla nas ważny - mówi Gerhard Schäfer, który był jednym z inicjatorów odnowienia grobu Anny Szendzielarz i postawienia przy nim tablicy informacyjnej. Muzeum wzięło na siebie połowę kosztów, drugie tyle dołożyła gmina. Początkowo nie wszyscy mieszkańcy popierali ten pomysł. Nie brakowało głosów, że te kilka tysięcy euro można by wydać w inny sposób. Teraz sprawa nie budzi już jednak emocji. - Grób należało odnowić już wcześniej - mówi jeden z mieszkańców Wagenschwend zapewniając, że nie ma problemu z tą inicjatywą. - Takie historie trzeba pielęgnować - słychać w lokalnej jadłodajni, w której ludzie spotykają się po niedzielnej mszy. Dla mieszkańców Wagenschwend rozdrapywanie całej sprawy nie było jednak łatwe. W czasie wojny w miejscowości rządzili naziści. To ich rodzice i dziadkowie.

- Kiedy zaczęliśmy badać sprawę niektóre osoby poczuły się zaatakowane, ale my nie chcemy nikogo obwiniać, chcemy informować - mówi Gerhard Schäfer.

Historia wciąż żywa

7 maja na lokalnym cmentarzu oficjalnie odsłonięto odnowiony grób Anny Szendzielarz i tablicę informacyjną. Na uroczystości obecny byli burmistrz, ksiądz, polski konsul, dziennikarze i grupa mieszkańców. Orkiestra odegrała hymny Polski, Niemiec i Europy. Były przemówienia i podziękowania, słowa o pojednaniu, pamięci i okrucieństwach wojny.

Do Wagenschwend przyjechała siostrzenica Zygmunta Szendzielarza, Halina Morawska. Jak mówiła, nie spodziewała się, że Niemcy tak się zachowają. Grób "Hanki" bardzo jej się podoba.

Obok nagrobka w chodnik wmurowano trzy niewielkie tabliczki, przypominające o dwóch alianckich agentach i niemieckim oficerze, którzy zginęli razem z Polką w strzelaninie 24 lutego 1945 roku. Tu, na niemieckiej prowincji, tragiczna historia sprzed ponad 70 lat wciąż jest żywa.

Artykuł pochodzi z serwisu ''Deutsche Welle''

Samotny 75-letni wdowiec nie miał z kim iść na ryby. Napisał to wzruszające ogłoszenie


Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Zobacz także
Komentarze (200)
Zaloguj się
  • barakuda62

    Oceniono 35 razy 25

    Zachowanie Niemców więcej niż poprawne,grób kobiety leżącej w grobie to taka symboliczna mogiła tysięcy podobnych,które już stamtąd nie wróciły,ale choć ona temu nie winna bo już jej nie było to jednak jej były mąż to zwyczajny bandyta,który swoją prawdziwą gębę pokazał wtedy gdy skończyła się wojna a on zaczął mordować tych co ją przeżyli i próbowali zacząć żyć na nowo.
    Żadne wojenne zasługi nie mogą i nie mają prawa przykryć zwykłego bandytyzmu.

  • comysle

    Oceniono 36 razy 18

    Niemcy mają swoje zasady i szacunek dla innych. Niektórym Polakom trudno to przełknąć.

  • hefajstos1

    Oceniono 23 razy 15

    Polacy mogą uczyć się od Niemców, jak traktować groby zmarłych.

  • szpulazwanyszpula

    Oceniono 30 razy 10

    Narodowiacy i zapoceni bigoci już kruszą świnki skarbonki aby tylko kupić bilet, kiełbasę w papier, wódka do torby, szyszyk na szyję i hajda do Germanii odprawiać kulty "tych co zachowali się jak trzeba" :(

  • mesik50

    Oceniono 16 razy 8

    "Anna poślubiła Zygmunta w styczniu 1939 roku. Po wybuchu wojny została wywieziona do Niemiec, przeszła przez obozy koncentracyjne, w końcu trafiła do fabryki rodziny Grimmów jako pracownica przymusowa."
    To kiedy była kurierem AK?

  • pull_up

    Oceniono 7 razy 7

    Pocieszał się Inką...Wykańczał polskich pocztowców. Co do Litwinów była to prawdopodobnie samoobrona polskiej ludności, trudno tu o oskarzenia. Krawawe napady na poczty polskie to co innego.

  • tedj

    Oceniono 19 razy 7

    "Byłam bardzo zakochana. Pewnego dnia „Łupaszka” zaprosił mnie do siebie i przy swoim adiutancie powiedział, że od dziś mogę się czuć jego narzeczoną. Wyjaśnił, że z żoną jest w oficjalnej separacji, że nie ma już żadnych zobowiązań. Ale nie stałam się wtedy panią komendantową. Nie wywyższałam się. Wszystko było jak dawniej. Pozostałam sanitariuszką i nadal mówiłam do „Łupaszki” per komendancie."
    www.newsweek.pl/styl-zycia/dziewczyna-lupaszki,82562,1,1.html

    Bynajmniej nie chodzi o jego żonę.

  • siwywaldi

    Oceniono 9 razy 7

    Każdy kto będąc w Niemczech zjechał w bok z autostrady i wjechał do którejś z małych miejscowości leżącej na obszarze dawnego RFN, musiał zobaczyć lokalne pomniki upamiętniające zabitych podczas Pierwszej Wojny Światowej mieszkańców tej miejscowości. Do początku lat 90, nie wolno było umieszczać na nich nazwisk poległych w kolejnym konflikcie, ale KTOŚ MĄDRY uznał wreszcie że zemsta na zmarłych nie ma sensu i zezwolił.

    I powiem Wam, że TAKIEJ LEKCJI lokalnego patriotyzmu, jaki odbiera się czytając te imiona i nazwiska NIE MA chyba nigdzie na świecie.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX