Żołnierze Bundeswehry na misji w Afganistanie

Żołnierze Bundeswehry na misji w Afganistanie (fot. ISAF Headquarters Public Affairs Office from Kabul, Afghanistan/Wikimedia Commons/CC BY 2.0)

polityka

Neonazistowski skandal w Bundeswehrze. Cień Wehrmachtu nad niemiecką armią

Celami zamachów mieli być m.in. były prezydent Joachim Gauck i minister sprawiedliwości Heiko Maas. Zamachowcy to skrajni prawicowcy. I żołnierze Bundeswehry. Niemiecka armia ma problem. Spod znaku swastyki.

Najpierw była jedna sprawa. Żołnierza Bundeswehry, który miał planować fałszywy atak terrorystyczny, aby przypisać winę za niego imigrantom.

A potem w koszarach niemieckiej armii, w których stacjonował żołnierz Franco A., znaleziono pamiątki po innej niemieckiej armii. Tej spod znaku swastyki.

Parteitag w Norymberdze, marsz Wehrmachtu, 1934 r. (fot. Wikimedia Commons/Bundesarchiv, Bild 183-2004-0312-503 / CC-BY-SA 3.0)Parteitag w Norymberdze, marsz Wehrmachtu, 1934 r. (fot. Wikimedia Commons/Bundesarchiv, Bild 183-2004-0312-503 / CC-BY-SA 3.0)

Tego już było za wiele. Na polecenie niemieckiej minister obrony Ursuli von der Leyen ruszyły przeszukania budynków armii w całych Niemczech. 9 maja niemiecka prokuratora federalna aresztowała kolejnego żołnierza podejrzanego o przygotowywanie ataku terrorystycznego. Celami planowanych zamachów mieli być m.in. były prezydent Joachim Gauck i minister sprawiedliwości Heiko Maas.

Trójka zatrzymanych: porucznik Bundeswehry Franco A. i jego przyjaciel, student Mathias F. oraz aresztowany 9 maja 2017 r Maximilian T., także oficer Bundeswehry, zamierzała przeprowadzić zamachy na życie "wysokiej rangi polityków i osób życia publicznego, które angażują się na rzecz chybionej z punktu widzenia podejrzanych polityki imigracyjnej i uchodźczej" - głosi oświadczenie Prokuratury Federalnej w Karlsruhe. Sporządzona odręcznie przez podejrzanych lista ofiar zamachów podzielona była na różne kategorie, konkretnie: "A, B, C i D". Jak potwierdziła rzeczniczka prokuratury, pod kategorią "A" znajdowały się nazwiska m.in. byłego prezydenta Niemiec Joachima Gaucka i obecnego ministra sprawiedliwości Heiko Maasa.

Według informacji portalu "Spiegel Online" śledczy znaleźli też szkice biur fundacji Amadeu-Antonio w Berlinie, angażującej się na rzecz walki z rasizmem i ksenofobią.

Ursula von der Leyen, niemiecka minister obrony, przemawia do żołnierzy Bundeswehry (fot. Sebastian Willnow/dpa via AP)Ursula von der Leyen, niemiecka minister obrony, przemawia do żołnierzy Bundeswehry (fot. Sebastian Willnow/dpa via AP)

"Planowany przez podejrzanych czyn miał być postrzegany przez społeczeństwo jako akt terroru o radykalno-islamistycznym podłożu" - stwierdziła prokuratura. Na tle dyskusji na temat polityki migracyjnej i uchodźczej taki zamach dokonany przez rzekomych uchodźców wzbudziłby szczególną uwagę i przyczynił się do ogólnego poczucia zagrożenia. W oczach prokuratury chodzi o "czyn o szczególnym znaczeniu dla ochrony państwa".

Przygotowując się do zamachów trio zorganizowało sobie w Austrii pistolet, który najpierw został ukryty w nieznanym miejscu. W połowie stycznia Franco A. zdeponował broń w toalecie dla niepełnosprawnych na lotnisku w Wiedniu. Pistolet został jednak znaleziony przez austriacką policję, co doprowadziło w końcu do aresztowania Franco A. i Mathiasa F. U tego ostatniego znaleziono także ponad tysiąc sztuk amunicji.

Kumple z Illkirch

Maximilian T., podobnie jak Franco A. odbywał służbę w alzackim Illkirch, w 291 batalionie strzelców wchodzącym w skład niemiecko-francuskiej brygady. Kiedy Franco A. odbierał w urzędach w Bawarii świadczenia przysługujące mu jako rzekomemu uchodźcy, jego kumpel T. usprawiedliwiał wobec przełożonych w Bundeswerze jego nieobecność. Obydwaj porucznicy mieli się znać także prywatnie - siostra T. była przyjaciółką A.

Koszary w Illkirch mają pecha. Już w 2012 roku były w centrum skandalu, gdy świętujący zwycięstwo niemieckiej drużyny futbolowej żołnierze usypali z piasku czterometrowej wielkości swastykę. Teraz tam właśnie znaleziono nazistowskie dewocjonalia. Bundeswehra poszła pod lupę władz. Kilka dni później kolejna kontrola natknęła się w koszarach w Donaueschingen (Badenia-Wirtembergia) na atrapy broni, kolekcję hełmów Wehrmachtu i odznaczenia z czasów III Rzeszy.

Nic dziwnego, że w Niemczech zawrzało. Żołnierze zawodowi lub kontraktowi w Niemczech są zgodnie z prawem szczególnie zobowiązani do opowiadania się "zawsze za wolnościowym demokratycznym porządkiem w rozumieniu Ustawy Zasadniczej". - Chodzi o dobre imię Bundeswehry - zaznaczyła w rozmowie z niemieckimi mediami von der Leyen. Sprawa ma być wyjaśniona "dokładne i definitywnie", bo, jak pokazuje historia, ostatni skandal nie jest odosobnionym przykładem związku niemieckich żołnierzy z neonazistowską ideologią.

Niemieccy żołnierze na ćwiczeniach (fot. Sebastian Wilke/Wikimedia Commons/Flickr/CC BY 2.0)Niemieccy żołnierze na ćwiczeniach (fot. Sebastian Wilke/Wikimedia Commons/Flickr/CC BY 2.0)

Wewnętrzny wróg w mundurze

André E. powiedział swojemu przełożonemu porucznikowi wyraźnie: "Myślę w duchu narodowosocjalistycznym". Dopiero od kilku dni był w wojsku w jednostce na terenie Turyngii. Nawet jego wygląd zdradzał, że początkujący żołnierz ma skrajnie prawicowe poglądy. Na ciele wytatuował sobie "Krew i Honor", jako wyraz podziwu dla SS.

André E. był szkolony przez 10 miesięcy. Uczył się strzelania z karabinu, rzucania granatem. Było to wprawdzie 17 lat temu, ale André E. nie jest byle jakim neonazistą. Jest jednym z oskarżonych w monachijskim procesie skrajnie prawicowego "Narodowego Podziemia Socjalistycznego" (NSU). Grupa ma na sumieniu zamachy bombowe i 10 morderstw. Dlaczego Bundeswehra nie zdołała powstrzymać tego mężczyzny? I dlaczego jego przypadek nie jest jedynym?

Również przypadek Michaela L. ciąży na armii i ministerstwie obrony w świetle nowych skrajnie prawicowych incydentów. Wówczas 35-letni rezerwista służył w 2012 roku jako oficer w Kunduz w Afganistanie. Już w 2008 roku poprosił o przyjęcie do NPD - Narodowodemokratycznej Partii Niemiec. Był również członkiem "Wolnego Oporu Kassel". Urząd ochrony konstytucji w Hesji wyraźnie zakwalifikował tę grupę jako "ugrupowanie neonazistowskie". Mimo, iż fakty te były znane, Michaelowi L. udało się wyjechać na misję do Afganistanu. Powinien był temu zapobiec wojskowy kontrwywiad (MAD), który prześwietla wszystkich żołnierzy, zanim wyjadą na zagraniczną misję. Dlaczego nie sprawdził Michaela L.? Dobre pytanie.

Długi cień Wehrmachtu

Wizerunek armii podatnej na prawicowe poglądy Bundeswehra ma od chwili powstania w 1955 roku. I nic dziwnego - powstała na gruzach machiny wojskowej III Rzeszy. Pod koniec lat 50. pracowało w jej szeregach jeszcze 300 oficerów Waffen-SS, aktywnych było ponad 12 tys. oficerów Wehrmachtu i ponad 40 nazistowskich generałów. Od początku brunatna przeszłość ciążyła na armii i odpowiednio ambiwalentny był stosunek do nowej - pacyfistycznej - koncepcji "obywatela w mundurze". Za czasów ministra obrony Franza-Josefa Straußa (1956-1962) koszary były nazwane od nazwisk przywódców hitlerowskich. Ci, którzy 20 lipca 1944 stawili Hitlerowi opór, uchodzili za "zdrajców". Kwestia zbrodniarzy wojennych była w dużej mierze tabu.

Jeszcze w latach 60. "sumienne wykonywanie obowiązków" uchodziło za najwyższą z żołnierskich cnót. Na tym tle ówczesny oficer ds. edukacji w armii, generał Heinz Karst, zdołał jeszcze ogłosić, że wolność i demokracja nie są "ostatnimi wartościami". Do tego pasowała rosnąca krytyka zbyt "przesadnej kontroli parlamentarnej" młodej jeszcze armii. Uczelnie Bundeswehry miały pomóc w poskromieniu wciąż jeszcze żywego ducha starych czasów. Ale pierwsze pokolenie młodych oficerów odrzuciło reformy i polemizowało z polityką odprężenia kanclerza Willy'ego Brandta.

Kanclerz RFN Konrad Adenauer wizytuje świeżo sformowaną Bundeswehrę, 20.01.1956 r. (fot. Helmut J. Wolf/Wikimedia Commons/Bundesarchiv/Bild 146-1998-006-34/CC BY-SA 3.0 de)Kanclerz RFN Konrad Adenauer wizytuje świeżo sformowaną Bundeswehrę, 20.01.1956 r. (fot. Helmut J. Wolf/Wikimedia Commons/Bundesarchiv/Bild 146-1998-006-34/CC BY-SA 3.0 de)

Zbyt łagodnie z prawicowymi ekstremistami

Jak się okazuje, dziś Bundeswehra wydaje się być wciąż atrakcyjnym miejscem dla prawicowych ekstremistów. W większości przypadków chodzi o tzw. wykroczenia propagandowe, czyli np. używanie nazistowskiego pozdrowienia "Sieg Heil" czy symbolu swastyki. Według kontrwywiadu MAD skrajnie prawicowe poglądy przejawiają przede wszystkim żołnierze między 18. a 25. rokiem życia. Przyciąga ich szczególnie użycie broni oraz struktura przywódcza. Co więcej, żołnierze, którzy zwrócili na siebie uwagę przez wyznawane skrajnie prawicowe poglądy, nie mogą tak po prostu zostać wyrzuceni. Sądy muszą im owe poglądy udowodnić.

Wskazówek nie brakuje - chociażby ze strony pełnomocnika ds. obrony - ale wiele z nich pojawia się późno i przypadkowo. Już fiasko MAD w związku z serią ataków i morderstw dokonanych przez organizację terrorystyczną Nationalsozialistischer Untergrund (NSU - Narodowosocjalistyczne Podziemie) sugeruje, że nieprawidłowości są w oddziale zauważane, ale nie pociągają za sobą odpowiedniej reakcji. Akta MAD dot. rzekomego terrorysty NSU Uwe Mundlosa nie zostały ujawnione.

Wejście do niemieckiego ministerstwa obrony, Berlin, 2017 r. (fot. Markus Schreiber/AP)Wejście do niemieckiego ministerstwa obrony, Berlin, 2017 r. (fot. Markus Schreiber/AP)

Brunatna siatka w wojsku?

Znawcy Bundeswehry winią za bliskie związki niektórych żołnierzy z neonazistowską ideologią zniesienie obowiązkowej służby wojskowej. Bundeswehrze brakuje teraz "zwykłych obywateli" - krytykuje Michael Wolffsohn, były historyk Wyższej Szkoły Bundeswehry w Monachium. Teraz do wojska udają się ekstremiści, przyciągani darmowym szkoleniem z broni.

Obowiązkowa służba wojskowa została zniesiona w 2011 przez rząd Angeli Merkel. - Pobór gwarantował, że w oddziale reprezentowany był przekrój społeczeństwa. To pasowało do formuły "obywatela w mundurze". Szwecja podjęła podobny kurs, ale po siedmiu latach armii zawodowej wróciła do obowiązkowej służby wojskowej - dodaje.

- "Dalej tak jak dotąd" nie wchodzi w grę - podkreśla szefowa MON. Obecne przypadki poniżania i szykanowania żołnierzy, i wyraźnego skrajnie prawicowego ekstremizmu muszą zostać w wyczerpujący sposób wyjaśnione. Jednocześnie von der Leyen demonstracyjnie stanęła po stronie wojska. Jak powiedziała, w Bundeswehrze codziennie przestrzega się reguł, naruszanie obowiązujących zasad jest surowo karane. Władze wojskowe interweniują. - Wyrażam za to uznanie - stwierdziła minister.

Nietypowa reakcja niemieckiego resortu obrony wskazuje na powagę sytuacji. Nie codziennie Generalny Inspektor Bundeswehry Volker Wieker zarządza przeszukanie wszystkich budynków należących do niemieckich sił zbrojnych. Odpowiedzialni w całej Bundeswehrze mają też zbadać przestrzeganie zasad pielęgnowania tradycji niemieckiego wojska i odniesienia do nazizmu i Wehrmachtu. Nie wyklucza się, że w armii może istnieć brunatna siatka.

Volker Wagener, Katarzyna Domagała i Elżbieta Stasik są dziennikarzami Deutsche Welle.

Artykuł pochodzi z serwisu ''Deutsche Welle''.

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Komentarze (70)
Zaloguj się
  • Damian G

    Oceniono 1 raz 1

    Moim zdaniem to oni zrozumieli ze Brudy sie sprzata!!! Alewzieli to z rozmachem!! A sfastyka to nie problem, byla jest i bedzie. Problemem jest jak zostanie poraz 2 wykozystana!!!

  • janrobin2015

    0

    Nie wiem dlaczego redaktorzy nie podali dosyc istotnych informacji, ktore cala sprawe 3 ostatnich aresztowan stawiaja pod znakiem zapytania- wszystkie wnioski opieraja sie na naterialach z obserwacji i dokumentow znalezionych u podejrzanych np. listy z nazwiskami lub jakies szkice. Nie ma zadnch zeznan bo goscie milcza. Nie ma dyskusji jak bylo mozliwe ze gosc podawal sie za uchodzce i nikt tego nie wylapal. Czyli Niemcy tak naprawde nie wiedza kto do nich przjechal i te ich statystki moza sobie wlozyc wiadomo gdzie. Dla mnie i nietylko dla mnie ta sprawa to jest szyta grubymi nicmi.

  • wunderwaffen

    Oceniono 2 razy 0

    Skoro żołnierz BW udawał Syryjczyka to możliwe są 3 wytłumaczenia:

    - Niemcy to jełopy, nie rozpoznające rasy i koloru skóry
    - Prymitywna lewacka prowokacja szyta grubymi nićmi
    - W jakimś zasranym tureckim emigrancie w II pokoleniu odezwał się zew barbarzyńskiej krwi i chciał zniszczyć nową ojczyznę, która gościnnie przyjęła jego przodków a jemu dała pracę.

  • minkat

    Oceniono 4 razy -2

    Franco A. , ktory udawal Syryjczyka.

    aryjczyk jak sie patrzy musi z niego byc.

  • 111pln

    Oceniono 5 razy -1

    Jak widać na forum, inwestycje ruSSkich w nazioli przynoszą plony.

  • marek_98

    Oceniono 1 raz -1

    Prawdziwy Niemiec zachowuje się jak prawdziwy Nazista, Prawdziwy Nazista zachowuje się jak prawdziwy Niemiec :-). Tak naprawdę wkurza mnie nazywanie wszystkich niemieckich żołnierzy nazistami w filmach z ostatnich kilku lat (na przykład Furia i Bękarty wojny gdzie wystąpił Brad Pitt). Większość z nich to byli uczciwi, NIEMIECCY żołnierze .Ale jak trzeba, mogę każdego Niemca nazywać nazistą. (Przepraszam za błędy ortograficzne).

  • tajemniczy_don_pedro

    0

    "porucznik Bundeswehry Franco A. i jego przyjaciel, student Mathias F. "

    Czyżby zgodnie z tradycją Röhma i reszty wierchuszki SA?

  • robertus555

    0

    Jak by nie patrzeć, to niemieccy patrioci.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX