Odział w szpitalu

Odział w szpitalu (fot. Marcin Stępień/AG)

reportaż

Dwa tysiące PLN, 300 godzin miesięcznie. Tak pracują w Polsce lekarze rezydenci

Z dzieciństwa najlepiej pamięta zapach szpitala. Odradzali mu medycynę, nie posłuchał. Chciał być potrzebny. Łukasz miał po 50 pacjentów w jedną noc, wyrabiał po 300 godzin w pracy miesięcznie. Dopóki omal nie zginął. Trzy razy.

Reportaż Joanny Mikulskiej został nominowany do nagrody im. Teresy Torańskiej. Uzyskał też nominację do nagrody Festiwalu Wrażliwego - festiwalu twórczości wrażliwej społecznie.

Pierwszy raz. Obróciło go na autostradzie. Była noc, mały ruch. Gwałtownie się obudził, ręce miał kurczowo zaciśnięte na kierownicy. Rzut oka na wszystkie lusterka. Nikt nie widział? Zawrócił samochód i ruszył w stronę domu.

Drugi raz. Uderzył w barierki przy parkowaniu na osiedlu. Nie poczuł oporu metalowych prętów i nie usłyszał zgrzytu metalu. Rano Marysia zwróciła mu uwagę, że pogiął cały samochód.

Trzeci raz. Jechał z Marysią. Ona była w trzecim miesiącu ciąży. Jemu wydawało się, że betonowy słup od mostu to pusta droga. Ale zza niego wyjechało inne auto. Uderzyli. Ich samochód nie nadawał się już do naprawy.

Łukasz jest lekarzem-rezydentem. Jego koledzy po fachu 2 października 2017 rozpoczęli rotacyjny strajk głodowy. Walczyli o lepsze płace dla siebie, ale nie tylko. Domagali się też wzrostu finansowania systemu opieki zdrowotnej w Polsce do poziomu minimum 6,8 proc. PKB do 2020 roku.

Lekarz rezydent wykręca godziny

Łukasz przekłada spotkanie trzy razy. Gdy się wreszcie widzimy, zamawia duży obiad. - Nic nie jadłem od rana. Teraz i tak jest lepiej, bo dałem radę się z tobą spotkać. Rok temu byłoby to niemożliwe. Pracowałem wtedy po 300 godzin miesięcznie, czyli 200 proc. normy. Kilka razy w miesiącu musiałem kręcić po 32 godziny bez przerwy.

Jego historia to gotowy scenariusz życia wielu lekarzy rezydentów.

Operacja w szpitalu w Zabrzu (fot. Kamila Kotusz/AG)Operacja w szpitalu w Zabrzu (fot. Kamila Kotusz/AG)

- Poza etatem w szpitalu musisz dorabiać. Pierwszy przystanek to praca w prywatnej przychodni. Ja akurat pracowałem w biurze, pilnowałem przestrzegania procedur. Za godzinę dostawałem cztery razy więcej niż w szpitalu lecząc pacjentów. Dwa razy w tygodniu po pracy gnałem do tego biura

- opowiada Łukasz.

Drugi pewny pieniądz to nocna pomoc lekarska, czyli punkt w niektórych szpitalach, czynny całą noc, gdzie zgłaszają się pacjenci z drobnymi dolegliwościami. - Jednej nocy potrafiłem obsłużyć 50 pacjentów. Płatne 500 złotych za nockę.

No i są nocne dyżury w szpitalu. - W ramach etatu mam obowiązkowe cztery, oczywiście można brać dodatkowe. 16 godzin pracy płatne 400 złotych za dyżur. W swojej szczytowej formie dochodziłem do 10 dyżurów nocnych miesięcznie. Za etat w szpitalu od 8.00 do 16.00 dostaję 2200 zł na rękę. To idzie na opłatę wynajmowanego mieszkania. A reszta? Samochód, kurs niemieckiego, utrzymanie rodziny?

Dyżur bez trzymanki

Marysia do uzyskania pełni praw wykonywania zawodu potrzebuje jeszcze rocznego stażu, egzaminu lekarskiego i pięcioletniej specjalizacji.

- Jak Łukasz wraca z pracy po kilkunastogodzinnym ciągu, to lepiej się do niego nie odzywać. Po kilku latach razem przeliczam pieniądze na czas z nim. Dodatkowe 400 złotych, czyli dyżur i dosypianie, oznacza dwa dni rozłąki - wylicza.

No i poza zarobkami ważne są też oczywiście warunki pracy. Niedawno Łukasz dowiedział się, że jutro ma dyżur. - Oprócz swojego oddziału będzie mieć pod opieką oddział kolegi. Kolega idzie na izbę przyjęć, bo zabrakło ludzi. Łukasz będzie odpowiedzialny za ponad 100 chorych. Nikt go nie pyta, czy da radę. Boję się o jego zdrowie. Myślimy o wyjeździe za granicę.

Oficjalnie Łukasz na swoim oddziale powinien być na dyżurze pod nadzorem lekarza specjalisty lub choćby mieć do niego telefon. Ale nikt im za taki nadzór nie płaci, więc nie chcą się na to godzić.

- Zacząłem samodzielne dyżury po trzech tygodniach w szpitalu. Przywieźli człowieka, który spadł z drabiny. Jak go zobaczyłem, to zamknąłem przed nim drzwi. Odruchowo. Nie miałem pojęcia, co robić. Pomogli koledzy z ratownictwa medycznego. Gdy po szesnastej zostaję przez kolejne 16 godzin sam z 60 chorymi i wiem, że muszę jeszcze ogarniać przyjęcia nowych i obsłużyć chorych na SOR-ze, to mam jeden cel. Aby nikt z nich nie umarł.

Raz po takim dyżurze zrobili sobie z kolegami badania krwi. Wynik? Bardzo niski poziom jonów potasu, odwodnienie. - Takiego chorego od razu przyjąłbym na oddział. Brak snu wykańcza. Nikt tego nie kontroluje i nie ma znaczenia, czy masz etat, rezydenturę, czy jesteś na kontrakcie. Nikt nie sprawdza, w jakim stanie jest lekarz, który obejmuje dyżur - kwituje.

Operacja w klinice w Zabrzu (fot. Kamila Kotusz/AG)Operacja w klinice w Zabrzu (fot. Kamila Kotusz/AG)

Nie ma kasy

"Daj jeść Łukaszowi, spakuj jedzenie dla Hani" - rodzice często komunikowali się za pomocą kartek. Jedno z nich właśnie wychodziło na dyżur, drugie wracało. Łukasz: - Medycynę mam zakodowaną od dziecka. Moi rodzice byli lekarzami. Nie wiem, co musiałoby się stać, abym zmienił pracę. Chyba coś, co spowoduje, że nie będę mógł wykonywać zawodu. Może jakaś choroba.

Jego ojciec po powrocie z pracy odsypiał cały dzień. W szpitalu zawsze była jakaś akcja. Łukasz z dzieciństwa najlepiej pamięta właśnie zapach szpitala. Odradzali mu medycynę, nie posłuchał. Chciał być potrzebny. Przeszło mu? - Na studiach karmią nas ideałami. Ale trzeba byłoby być doktorem Judymem, aby zostać w tym systemie - wyznaje.

Bo w systemie po prostu nie ma pieniędzy. Według standardów WHO, aby system ochrony zdrowia działał poprawnie, musi na niego iść co najmniej 6 proc. PKB. W Polsce jest 4,6 proc. Najniższa składka w Unii Europejskiej. W Polsce na 1000 pacjentów przypada 2,2 lekarza, w Niemczech 4,1 (Raport OECD "Health at a Glance 2015"). Dyrektorzy łatają dziury w grafikach. I często ciężar tego łatania noszą ci robiący specjalizację, zależni od szpitala i starszych kolegów. Zależy ci przecież na jej skończeniu, prawda? No to zasuwaj.

- Ministerstwo Zdrowia się cieszy, że nikt za tak małe pieniądze nie zbudował takiego systemu. Tylko że wszystko jest na barkach personelu, który z miesiąca na miesiąc się kurczy - mówi Łukasz.

- W efekcie lekarze są "obcesowi" i "nic nie tłumaczą". Ostatnio rodzina mojego pacjenta się rozpłakała. Zaprosiłem ich do gabinetu. Spotkanie trwało 20 minut. Powiedzieli, że od trzech lat nikt się nimi nie zajął. Zawsze tylko zdawkowe rozmowy na korytarzu. A ja po prostu miałem wyjątkowo tylko trzech pacjentów tego dnia. Mieli szczęście.

Karetka na sygnale (fot. Jakub Orzechowski/AG)Karetka na sygnale (fot. Jakub Orzechowski/AG)

Bilans zysków i strat

Nie wie, ile trwał sen. Obudził ją klakson samochodów na drodze dojazdowej do Warszawy. Wypiła wcześniej kawę, ale usnęła w korku.

Gdy zaczynała studia, nie myślała o pieniądzach. Uczyła się o przeziernościach karkowych i odkrywała świat. Nie dostała się na rezydenturę z ginekologii i położnictwa w Warszawie i trafiła do Garwolina. Rodzice kupili jej auto. Z reguły brała po dwa dodatkowe dyżury w tygodniu, bo jeden musiała wyrobić w ramach etatu. Przez dwa lata do stolicy wracała dwa razy w tygodniu. Gdy przyjęli ją do szpitala w Warszawie, czuła się, jakby zaczęła nowe życie. Ale tylko przez pierwszy miesiąc.

Rozmawiamy wieczorem przed ostatnim dniem Uli w szpitalu. - Kupiłam na jutro tort. Wyjeżdżam na stypendium do Londynu. Mam dość. Sama musiałam kupić sprzęt, którego używam w szpitalu: ciśnieniomierz, stetoskop, pulsometr, ubranie. Ciągle pomagają mi rodzice. A gdy rozejrzę się dookoła, nie widzę perspektyw. W liceum za korepetycje z angielskiego zarabiałam 60 zł za godzinę. Czyli cztery razy więcej niż teraz po pięciu latach studiów, stażu, pracując w nocy na dyżurze.

A przecież Ula bierze odpowiedzialność za ludzkie życie. - Dziś przyjechała rodząca pacjentka w upojeniu alkoholowym. A często trafiają do nas pacjentki zakażone wirusem HIV lub żółtaczką. To ogromny stres - odbierać poród zakażonej osoby, szyć krocze ze świadomością, że jeden niefortunny ruch może przesądzić o twoim zdrowiu. - opisuje. I dodaje: - Myślisz wtedy, co daje ci ta praca. I co odbiera. Robiłam badania na wyjazd, w tym test na HIV. Sześć dni czekałam na wynik. Bałam się, że coś jest nie tak i wspominałam wszystkie chwile, kiedy zmywałam krew z ręki lub okularów. Czy warto?

Lekarze podczas operacji mają styczność z krwią pacjentów (fot. Jakub Orzechowski/AG)Lekarze podczas operacji mają styczność z krwią pacjentów (fot. Jakub Orzechowski/AG)

"Czy pani już coś jadła?"

Jadźka występowała w pierwszej serii serialu "Młodzi lekarze" w TVP. Cieszy się, bo może dziś zjeść posiłek w pracy. Wcześniej nie mogła. - Dla ludzi naprawdę było trudne, aby zrozumieć, że pomiędzy wizytami potrzebuję mieć przerwę na jedzenie. Teraz czasami ktoś przychodzi i pyta: czy pani już coś jadła? Jeśli nie, to mam dla pani chlebek.

Maciek, też bohater "Młodych lekarzy", trzyma się psychicznie, bo dwa razy w tygodniu uczy gry w tenisa, pracuje na etacie i bierze nocne dyżury w szpitalu. Nie wszystko z jego pracy można było pokazać w serialu, bo byłoby to dla ludzi zbyt brutalne i krwawe.

- No bo wyobraź sobie taką scenę. Obok nas upada na ulicę dziewczyna. Zaczynam działać. Co widzisz? Że ja dopadam do leżącej i zaczynam ją dusić. A reanimacja wymaga, aby bardzo mocno nacisnąć mostek. Musi się ugiąć do 5 centymetrów w dół. Więc chrupie, pękają kości. Leje się krew i inne wydzieliny wszystkimi możliwymi otworami. Oto moja specjalizacja: kardiologia inwazyjna. Bardzo nieestetyczna.

Szpital na wolnym rynku

Według Naczelnej Izby Lekarskiej lekarze narażeni są najczęściej na choroby układu krążenia. Badania brytyjskiej psycholożki Jenny Firth-Cozens wskazują, że lekarze częściej niż ludzie innych zawodów popadają w depresję i uzależnienia. Według niektórych badań w środowisku lekarskim aż co trzecie małżeństwo się rozwodzi (źródło: raport opublikowany w "Journal of Police and Criminal Psychology")

Łukasz i jego koledzy napisali do dyrekcji szpitala  prośbę o rozliczanie nadgodzin. Odpowiedź była taka, że nadgodziny to nie jest polecenie służbowe, tylko ich potrzeba.

- Ja zostaję dłużej w pracy, bo chodzi o życie pacjenta! - odpowiada Łukasz. - A potem wychodzę i cały czas myślę, czy dobrze zrobiłem. Miałem pacjenta z chorymi nerkami. Do dziś nie wiem, dlaczego nie podałem mu wystarczającej ilości płynów. Po jego śmierci przez cztery dni śniło mi się, że zjada mnie wielka czarna ryba z długim ogonem.

- Nie przewidzieliśmy zależności szpitali od rynku - komentuje dr Ładysław Nekanda-Trepka, lekarz, członek Okręgowej Izby Lekarskiej w Warszawie, współautor ustawy z grudnia 1996 roku regulującej pracę lekarzy. Broni pomysłu rezydentur. - Ma wiele luk, ale to prawdziwa zdobycz. Lekarze-rezydenci robiący specjalizację nie są opłacani przez szpitale, ale ich wynagrodzenie jest finansowane bezpośrednio z Ministerstwa Zdrowia. Dla szpitali to duże odciążenie finansowe, a dla młodych lekarzy szansa na realizację specjalizacji. Żaden inny zawód w Polsce nie ma takich możliwości kształcenia.

A że system wymusza na rezydentach kombinowanie, żeby starczyło do pierwszego? - Problemy zaczęły się pojawiać, gdy nie dobro pacjenta ani ochrona zdrowia, a działalność gospodarcza stała się dla szpitali najważniejsza. Umowy między lekarzami i szpitalami są źle zawierane i nikt właściwie nie ma nad nimi kontroli - odpowiada dr. Trepka.

Łukaszowi jesienią 2016 roku urodził się syn. Był najmłodszym uczestnikiem największej od kilku lat demonstracji Porozumienia Zawodów Medycznych, która 24 września ubiegłego roku przeszła ulicami Warszawy. Minęło kilka miesięcy, a Łukasz nie widzi żadnych efektów protestu.

- Mam nadzieję, że mój syn wybierze inny zawód.

Operacja w Klinice Kardiochirurgii w Rzeszowie (fot. Patryk Ogorzałek/AG)Operacja w Klinice Kardiochirurgii w Rzeszowie (fot. Patryk Ogorzałek/AG)

Artykuł opublikowaliśmy po raz pierwszy w maju 2017 roku.

Lekarz rezydent - lekarz posiadający pełne prawo wykonywania zawodu w Polsce (tzn. ukończył 6-letnie studia na kierunku lekarskim, zdał egzamin końcowy LEK i odbył 13-miesięczny staż podyplomowy), wykonujący pracę w określonej dziedzinie medycyny na podstawie umowy o pracę, zawartej z jednostką prowadzącą specjalizację na okres specjalizacji, finansowaną ze środków przeznaczonych na ten cel przez Ministerstwo Zdrowia oraz Fundusz Pracy. Przeważnie rozpoczynająca rezydenturę osoba ukończyła 26. rok życia. Średni wiek ukończenia rezydentury w Polsce to 37 lat. Lekarz rezydent odbywa szkolenie specjalizacyjne i jednocześnie wykonuje pełny zakres obowiązków właściwych dla lekarza specjalisty w danej dziedzinie. Może też wykonywać zawód lekarza poza miejscem szkolenia specjalizacyjnego. Czas trwania szkolenia specjalizacyjnego wynosi od 4 do 10 lat (źródło: Wikipedia).

Joanna Mikulska. Absolwentka kulturoznawstwa na Uniwersytecie Warszawskim oraz Polskiej Szkoły Reportażu. Dziennikarka i menedżerka kultury. Współpracuje z "Magazynem Miasta", "Magazynem Kontakt" oraz "Wysokimi Obcasami". Podróżuje na wschód.

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Komentarze (756)
Zaloguj się
  • hunkyyankee

    Oceniono 29 razy -13

    Pokaż lekarzu co masz w garażu. Tak chciwej grupy zawodowej nigdzie indziej nie uświadczysz.

  • artley

    Oceniono 14 razy -8

    Kolejna Historia kolejnego pół idioty lekarza.

  • pontrikontri

    Oceniono 14 razy -8

    To jest bardzo naciagany artykul, manipulujacy opinia spoleczenstwa. lekarz rezydent z dermatologii, okulistyki, radiologii zarabia ponad 10 000 zl netto. To czlowiek w wieku 26-30 lat. Pracuje do godziny 13-14 w podstawowym oddziale szkoleniowym, czesto siedzac i pijac kawe na kanapie oraz dyskutujac z kolezankami o imprezach. Potem idzie do prywaty ok. 2-3 razy w tygodniu, zarabia tam 4 razy tyle co na rezydenturze. Po dyzurach sa dni wolne , a wiec na nocke przychodzi o 20 (wolne od 8 do 20) a potem wychodzi o 8 i ma wolne tego dnia.
    Cala ta propaganda wynika z tego, ze rezydenci chca wiecej pieniedzy. Za nimi stoi cale srodowisko lekarskie (bo tez chca wiecej kasy). Problem z emigracja nie jest prosty, bo zeby wyemigrowac to trzeba znac swietnie jezyk i byc pracowitym ambitnym czlowiekeiem a wsrod rezydentow zdarzaja sie zwyczajne lenie bez ambicji, wyksztalcone za pieniadze taty i mamy.

  • krk01

    Oceniono 14 razy -8

    Jestescie scierwem nie gazeta :D PO przy korycie nagonki na lekarzy, gornikow, nauczycieli teraz zeby znowu dostac sie do koryta - "biedni, przepracowani malo zarabiajacy" :D Polacy nie sa glupi z Wami zostal itylko UBecy i rodzinki kolesi z partii.

  • Roman Daleszak

    Oceniono 9 razy -7

    Portal gazeta.pl, to tuba propagandowa totalnej opozycji, która stoi za sprawą braku wewnętrznego spokoju w Polsce, co objawia się nie ustającymi różnymi protestami, strajkami.

  • martinez027

    Oceniono 14 razy -6

    Śmiech mnie bierze jak czytam o tych doktorach"Judymach"---nie POdoba sie to zmieniać zawód albo zostać POsłem jak ja-- POdstawowe uposażenie to niecałe 9900zł--są to grosze,dochodza do tego coniektórym dodatki za prace komisjach itp ale to grosze-1000 do 3000 można wyciagnąć--prawdziwa kasiora jest za"zasiadanie" w różnych zarządach i radach nadzorczych państwowych spółek--oczywiście wiekszość nigdy tych firm nie odwiedza ale co miesiąc od 50 000zł wzwyż wpływa na konto+różne inne takei wpływy za załatwianie ,przepychanie różnych spraw czy ustaw+"haracze"od wszystkich pierdzistołków co im sie załatwiło cieplutkie POsady w państwowej administracji+wiele innych...Co do lekarzy to niemaja tak źle--pamiętam jak w naszym szpitalu MSZ zaczął pracować
    młody lekarz rezydent tuż po stażu-pewno ktoś mu załatwił POsadę w naszym szpitalu bo tu troche lepsze warunki wiec z łapanki nie biorą---jak zaczynał robotę to był chudziutki jak przecinek--a PO roku ważył 2x więcej--wcinając szpitalne żarcie+ tony bombonierek,koniaków,whisky--pamiętam jak się "wyrobił" PO 3 miesiącach -ja to się znam na koniakach i whisky szkockiej więc zawsze coś z wysokiej półki mu dawałem i on był zadowolony-szybko stał się też znawcą alkoholi i pamiętam jak dziś--pewna POsłanka( głupia ,prosta baba wybrana po mężu z znanego nazwiska,zero osiągnięć--jedynie że żona,robi wstyd w sejmie)w POdzięce za załatwienie jakiś tam papierów wyciąga wielkiego 1,5 litra Johnnie Walkera RED--byście widzieli tą minę lekarza--zawód taki jak u dzieciaka na Wigilie który zamiast jakiejś super gry czy tam tableta czy supersamochodu dostaje byle książkę...Teraz jest on już specjalistą jeździ Lamborgini ,ma chate z basenem i młodą 20 letnią superlaseczkę...

  • buk-humor-dziczyzna

    Oceniono 10 razy -6

    biedaczki

  • benek666666

    Oceniono 10 razy -6

    Niech się pan cieszy że ma możliwość dorobienia. Większość społeczeństwa po 9-10 h pracy dziennie za 2200 pada na ryj i nie ma takich super możliwości. To dzięki nędzy tych ludzi dostaje pan 500 za nockę spania (no nie oszukujmy się - widziałem to wiem). I taki człowiek w czasie tyry na pańską wypasioną nockę spada z drabiny a pan mu trzaska drzwiami przed nosem a potem cieszy się że nie umarł. Przy takim przemęczeniu to może i sukces. Ale proszę to powiedzieć niedoleczonym ludziom, których ze zmęczenia pan skrzywdził. I jest to tylko pana wybór. Ważniejsze są pańskie ambicje medyka od zdrowia ludzi? Nieładnie. Nie żal pan się tylko zatrudnij w biurze na pełen etat.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX