Odział w szpitalu

Odział w szpitalu (fot. Marcin Stępień/AG)

reportaż

Dwa tysiące na etacie, 300 godzin pracy miesięcznie. Tak pracują w Polsce lekarze rezydenci

Z dzieciństwa najlepiej pamięta zapach szpitala. Odradzali mu medycynę, nie posłuchał. Chciał być potrzebny. Łukasz miał po 50 pacjentów w jedną noc, wyrabiał po 300 godzin w pracy miesięcznie. Dopóki omal nie zginął. Trzy razy.

Pierwszy raz. Obróciło go na autostradzie. Była noc, mały ruch. Gwałtownie się obudził, ręce miał kurczowo zaciśnięte na kierownicy. Rzut oka na wszystkie lusterka. Nikt nie widział? Zawrócił samochód i ruszył w stronę domu.

Drugi raz. Uderzył w barierki przy parkowaniu na osiedlu. Nie poczuł oporu metalowych prętów i nie usłyszał zgrzytu metalu. Rano Marysia zwróciła mu uwagę, że pogiął cały samochód.

Trzeci raz. Jechał z Marysią. Ona była w trzecim miesiącu ciąży. Jemu wydawało się, że betonowy słup od mostu to pusta droga. Ale zza niego wyjechało inne auto. Uderzyli. Ich samochód nie nadawał się już do naprawy.

Lekarz rezydent wykręca godziny

Łukasz przekłada spotkanie trzy razy. Gdy się wreszcie widzimy, zamawia duży obiad. - Nic nie jadłem od rana. Teraz i tak jest lepiej, bo dałem radę się z tobą spotkać. Rok temu byłoby to niemożliwe. Pracowałem wtedy po 300 godzin miesięcznie, czyli 200 proc. normy. Kilka razy w miesiącu musiałem kręcić po 32 godziny bez przerwy.

Jego historia to gotowy scenariusz życia wielu lekarzy rezydentów.

Operacja w szpitalu w Zabrzu (fot. Kamila Kotusz/AG)Operacja w szpitalu w Zabrzu (fot. Kamila Kotusz/AG)

- Poza etatem w szpitalu musisz dorabiać. Pierwszy przystanek to praca w prywatnej przychodni. Ja akurat pracowałem w biurze, pilnowałem przestrzegania procedur. Za godzinę dostawałem cztery razy więcej niż w szpitalu lecząc pacjentów. Dwa razy w tygodniu po pracy gnałem do tego biura

- opowiada Łukasz.

Drugi pewny pieniądz to nocna pomoc lekarska, czyli punkt w niektórych szpitalach, czynny całą noc, gdzie zgłaszają się pacjenci z drobnymi dolegliwościami. - Jednej nocy potrafiłem obsłużyć 50 pacjentów. Płatne 500 złotych za nockę.

No i są nocne dyżury w szpitalu. - W ramach etatu mam obowiązkowe cztery, oczywiście można brać dodatkowe. 16 godzin pracy płatne 400 złotych za dyżur. W swojej szczytowej formie dochodziłem do 10 dyżurów nocnych miesięcznie. Za etat w szpitalu od 8.00 do 16.00 dostaję 2200 zł na rękę. To idzie na opłatę wynajmowanego mieszkania. A reszta? Samochód, kurs niemieckiego, utrzymanie rodziny?

Dyżur bez trzymanki

Marysia do uzyskania pełni praw wykonywania zawodu potrzebuje jeszcze rocznego stażu, egzaminu lekarskiego i pięcioletniej specjalizacji.

- Jak Łukasz wraca z pracy po kilkunastogodzinnym ciągu, to lepiej się do niego nie odzywać. Po kilku latach razem przeliczam pieniądze na czas z nim. Dodatkowe 400 złotych, czyli dyżur i dosypianie, oznacza dwa dni rozłąki - wylicza.

No i poza zarobkami ważne są też oczywiście warunki pracy. Niedawno Łukasz dowiedział się, że jutro ma dyżur. - Oprócz swojego oddziału będzie mieć pod opieką oddział kolegi. Kolega idzie na izbę przyjęć, bo zabrakło ludzi. Łukasz będzie odpowiedzialny za ponad 100 chorych. Nikt go nie pyta, czy da radę. Boję się o jego zdrowie. Myślimy o wyjeździe za granicę.

Oficjalnie Łukasz na swoim oddziale powinien być na dyżurze pod nadzorem lekarza specjalisty lub choćby mieć do niego telefon. Ale nikt im za taki nadzór nie płaci, więc nie chcą się na to godzić.

- Zacząłem samodzielne dyżury po trzech tygodniach w szpitalu. Przywieźli człowieka, który spadł z drabiny. Jak go zobaczyłem, to zamknąłem przed nim drzwi. Odruchowo. Nie miałem pojęcia, co robić. Pomogli koledzy z ratownictwa medycznego. Gdy po szesnastej zostaję przez kolejne 16 godzin sam z 60 chorymi i wiem, że muszę jeszcze ogarniać przyjęcia nowych i obsłużyć chorych na SOR-ze, to mam jeden cel. Aby nikt z nich nie umarł.

Raz po takim dyżurze zrobili sobie z kolegami badania krwi. Wynik? Bardzo niski poziom jonów potasu, odwodnienie. - Takiego chorego od razu przyjąłbym na oddział. Brak snu wykańcza. Nikt tego nie kontroluje i nie ma znaczenia, czy masz etat, rezydenturę, czy jesteś na kontrakcie. Nikt nie sprawdza, w jakim stanie jest lekarz, który obejmuje dyżur - kwituje.

Operacja w klinice w Zabrzu (fot. Kamila Kotusz/AG)Operacja w klinice w Zabrzu (fot. Kamila Kotusz/AG)

Nie ma kasy

"Daj jeść Łukaszowi, spakuj jedzenie dla Hani" - rodzice często komunikowali się za pomocą kartek. Jedno z nich właśnie wychodziło na dyżur, drugie wracało. Łukasz: - Medycynę mam zakodowaną od dziecka. Moi rodzice byli lekarzami. Nie wiem, co musiałoby się stać, abym zmienił pracę. Chyba coś, co spowoduje, że nie będę mógł wykonywać zawodu. Może jakaś choroba.

Jego ojciec po powrocie z pracy odsypiał cały dzień. W szpitalu zawsze była jakaś akcja. Łukasz z dzieciństwa najlepiej pamięta właśnie zapach szpitala. Odradzali mu medycynę, nie posłuchał. Chciał być potrzebny. Przeszło mu? - Na studiach karmią nas ideałami. Ale trzeba byłoby być doktorem Judymem, aby zostać w tym systemie - wyznaje.

Bo w systemie po prostu nie ma pieniędzy. Według standardów WHO, aby system ochrony zdrowia działał poprawnie, musi na niego iść co najmniej 6 proc. PKB. W Polsce jest 4,6 proc. Najniższa składka w Unii Europejskiej. W Polsce na 1000 pacjentów przypada 2,2 lekarza, w Niemczech 4,1 (Raport OECD "Health at a Glance 2015"). Dyrektorzy łatają dziury w grafikach. I często ciężar tego łatania noszą ci robiący specjalizację, zależni od szpitala i starszych kolegów. Zależy ci przecież na jej skończeniu, prawda? No to zasuwaj.

- Ministerstwo Zdrowia się cieszy, że nikt za tak małe pieniądze nie zbudował takiego systemu. Tylko że wszystko jest na barkach personelu, który z miesiąca na miesiąc się kurczy - mówi Łukasz.

- W efekcie lekarze są "obcesowi" i "nic nie tłumaczą". Ostatnio rodzina mojego pacjenta się rozpłakała. Zaprosiłem ich do gabinetu. Spotkanie trwało 20 minut. Powiedzieli, że od trzech lat nikt się nimi nie zajął. Zawsze tylko zdawkowe rozmowy na korytarzu. A ja po prostu miałem wyjątkowo tylko trzech pacjentów tego dnia. Mieli szczęście.

Karetka na sygnale (fot. Jakub Orzechowski/AG)Karetka na sygnale (fot. Jakub Orzechowski/AG)

Bilans zysków i strat

Nie wie, ile trwał sen. Obudził ją klakson samochodów na drodze dojazdowej do Warszawy. Wypiła wcześniej kawę, ale usnęła w korku.

Gdy zaczynała studia, nie myślała o pieniądzach. Uczyła się o przeziernościach karkowych i odkrywała świat. Nie dostała się na rezydenturę z ginekologii i położnictwa w Warszawie i trafiła do Garwolina. Rodzice kupili jej auto. Z reguły brała po dwa dodatkowe dyżury w tygodniu, bo jeden musiała wyrobić w ramach etatu. Przez dwa lata do stolicy wracała dwa razy w tygodniu. Gdy przyjęli ją do szpitala w Warszawie, czuła się, jakby zaczęła nowe życie. Ale tylko przez pierwszy miesiąc.

Rozmawiamy wieczorem przed ostatnim dniem Uli w szpitalu. - Kupiłam na jutro tort. Wyjeżdżam na stypendium do Londynu. Mam dość. Sama musiałam kupić sprzęt, którego używam w szpitalu: ciśnieniomierz, stetoskop, pulsometr, ubranie. Ciągle pomagają mi rodzice. A gdy rozejrzę się dookoła, nie widzę perspektyw. W liceum za korepetycje z angielskiego zarabiałam 60 zł za godzinę. Czyli cztery razy więcej niż teraz po pięciu latach studiów, stażu, pracując w nocy na dyżurze.

A przecież Ula bierze odpowiedzialność za ludzkie życie. - Dziś przyjechała rodząca pacjentka w upojeniu alkoholowym. A często trafiają do nas pacjentki zakażone wirusem HIV lub żółtaczką. To ogromny stres - odbierać poród zakażonej osoby, szyć krocze ze świadomością, że jeden niefortunny ruch może przesądzić o twoim zdrowiu. - opisuje. I dodaje: - Myślisz wtedy, co daje ci ta praca. I co odbiera. Robiłam badania na wyjazd, w tym test na HIV. Sześć dni czekałam na wynik. Bałam się, że coś jest nie tak i wspominałam wszystkie chwile, kiedy zmywałam krew z ręki lub okularów. Czy warto?

Lekarze podczas operacji mają styczność z krwią pacjentów (fot. Jakub Orzechowski/AG)Lekarze podczas operacji mają styczność z krwią pacjentów (fot. Jakub Orzechowski/AG)

"Czy pani już coś jadła?"

Jadźka występowała w pierwszej serii serialu "Młodzi lekarze" w TVP. Cieszy się, bo może dziś zjeść posiłek w pracy. Wcześniej nie mogła. - Dla ludzi naprawdę było trudne, aby zrozumieć, że pomiędzy wizytami potrzebuję mieć przerwę na jedzenie. Teraz czasami ktoś przychodzi i pyta: czy pani już coś jadła? Jeśli nie, to mam dla pani chlebek.

Maciek, też bohater "Młodych lekarzy", trzyma się psychicznie, bo dwa razy w tygodniu uczy gry w tenisa, pracuje na etacie i bierze nocne dyżury w szpitalu. Nie wszystko z jego pracy można było pokazać w serialu, bo byłoby to dla ludzi zbyt brutalne i krwawe.

- No bo wyobraź sobie taką scenę. Obok nas upada na ulicę dziewczyna. Zaczynam działać. Co widzisz? Że ja dopadam do leżącej i zaczynam ją dusić. A reanimacja wymaga, aby bardzo mocno nacisnąć mostek. Musi się ugiąć do 5 centymetrów w dół. Więc chrupie, pękają kości. Leje się krew i inne wydzieliny wszystkimi możliwymi otworami. Oto moja specjalizacja: kardiologia inwazyjna. Bardzo nieestetyczna.

Szpital na wolnym rynku

Według Naczelnej Izby Lekarskiej lekarze narażeni są najczęściej na choroby układu krążenia. Badania brytyjskiej psycholożki Jenny Firth-Cozens wskazują, że lekarze częściej niż ludzie innych zawodów popadają w depresję i uzależnienia. Według niektórych badań w środowisku lekarskim aż co trzecie małżeństwo się rozwodzi (źródło: raport opublikowany w "Journal of Police and Criminal Psychology")

Łukasz i jego koledzy napisali do dyrekcji szpitala  prośbę o rozliczanie nadgodzin. Odpowiedź była taka, że nadgodziny to nie jest polecenie służbowe, tylko ich potrzeba.

- Ja zostaję dłużej w pracy, bo chodzi o życie pacjenta! - odpowiada Łukasz. - A potem wychodzę i cały czas myślę, czy dobrze zrobiłem. Miałem pacjenta z chorymi nerkami. Do dziś nie wiem, dlaczego nie podałem mu wystarczającej ilości płynów. Po jego śmierci przez cztery dni śniło mi się, że zjada mnie wielka czarna ryba z długim ogonem.

- Nie przewidzieliśmy zależności szpitali od rynku - komentuje dr Ładysław Nekanda-Trepka, lekarz, członek Okręgowej Izby Lekarskiej w Warszawie, współautor ustawy z grudnia 1996 roku regulującej pracę lekarzy. Broni pomysłu rezydentur. - Ma wiele luk, ale to prawdziwa zdobycz. Lekarze-rezydenci robiący specjalizację nie są opłacani przez szpitale, ale ich wynagrodzenie jest finansowane bezpośrednio z Ministerstwa Zdrowia. Dla szpitali to duże odciążenie finansowe, a dla młodych lekarzy szansa na realizację specjalizacji. Żaden inny zawód w Polsce nie ma takich możliwości kształcenia.

A że system wymusza na rezydentach kombinowanie, żeby starczyło do pierwszego? - Problemy zaczęły się pojawiać, gdy nie dobro pacjenta ani ochrona zdrowia, a działalność gospodarcza stała się dla szpitali najważniejsza. Umowy między lekarzami i szpitalami są źle zawierane i nikt właściwie nie ma nad nimi kontroli - odpowiada dr. Trepka.

Łukaszowi jesienią ubiegłego roku urodził się syn. Był najmłodszym uczestnikiem największej od kilku lat demonstracji Porozumienia Zawodów Medycznych, która 24 września ubiegłego roku przeszła ulicami Warszawy. Minęło kilka miesięcy, a Łukasz nie widzi żadnych efektów protestu.

- Mam nadzieję, że mój syn wybierze inny zawód.

Operacja w Klinice Kardiochirurgii w Rzeszowie (fot. Patryk Ogorzałek/AG)Operacja w Klinice Kardiochirurgii w Rzeszowie (fot. Patryk Ogorzałek/AG)

Od redakcji: Jesteś lekarzem rezydentem? Lekarzem innej specjalności? Ty też bierzesz nadgodziny i inne prace, żeby jakoś sobie radzić? Masz podobną historię? Opowiedz ją nam. Napisz do nas na Facebooku - Weekend.Gazeta.pl.

Lekarz rezydent - lekarz posiadający pełne prawo wykonywania zawodu w Polsce (tzn. ukończył 6-letnie studia na kierunku lekarskim, zdał egzamin końcowy LEK i odbył 13-miesięczny staż podyplomowy), wykonujący pracę w określonej dziedzinie medycyny na podstawie umowy o pracę, zawartej z jednostką prowadzącą specjalizację na okres specjalizacji, finansowaną ze środków przeznaczonych na ten cel przez Ministerstwo Zdrowia oraz Fundusz Pracy. Przeważnie rozpoczynająca rezydenturę osoba ukończyła 26. rok życia. Średni wiek ukończenia rezydentury w Polsce to 37 lat. Lekarz rezydent odbywa szkolenie specjalizacyjne i jednocześnie wykonuje pełny zakres obowiązków właściwych dla lekarza specjalisty w danej dziedzinie. Może też wykonywać zawód lekarza poza miejscem szkolenia specjalizacyjnego. Czas trwania szkolenia specjalizacyjnego wynosi od 4 do 10 lat (źródło: Wikipedia).

Joanna Mikulska. Absolwentka kulturoznawstwa na Uniwersytecie Warszawskim oraz Polskiej Szkoły Reportażu. Dziennikarka i menedżerka kultury. Współpracuje z "Magazynem Miasta", "Magazynem Kontakt" oraz "Wysokimi Obcasami". Podróżuje na wschód.

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Zobacz także
Komentarze (553)
Zaloguj się
  • ewa2000

    Oceniono 32 razy 30

    Piszecie o rezydentach - ja rezydentka juz daaawno nie jestem. Jestem lekarzem, któremu bliżej do emerytury niz rezydentury, ale jest identycznie. Pracuje po 300 godzin w miesiącu, bo NIE MA KOMU MNIE ZASTĄPIĆ. Zostając na dyżurze ( zabiegowym) odpowiadam nie tylko za chorych, ale i rezydentów- zwłaszcza tych na pierwszy roku rezydentury. Czy się dorobiłam? Cholernie.... mieszkanie które spłacamy, samochód średniej marki ( znacznie gorszy niz sąsiada adwokata, sąsiada ekonomisty, sąsiada inzyniera). Mój syn na szczęście wybrał inny zawód, do dziś pamięta, że w najwazniejszych momentach jego życia nie było nas razem z nim. Na rozpoczęcie i zakończenie roku szkolnego maszerowali dziadkowie, gdy przystępował do komunii mąż był ledwo przytomny po dyzurze i wpadł spóźniony ( o mało nie zasnął w ławce), po egzaminie po VI klasie wszystkie dzieci poszły z rodzicami na lody - my bylismy w pracy, gdy zdawał maturę miałam dyżur a po obronie pracy magisterskiej tylko ja mu gratulowałam, bo dyżurował mąż. Nie policzę ile Wigilii, Sylwestrów, Wielkanocy spędzilismy w pracy. Ile razy witalismy Nowy Rok nie z rodziną i przyjaciółmi, ale kolegami w pracy ( ten atut, ze nie musielismy sie martwić o kreacje), o nocach i niedzielach po za domem nawet nie próbuje sobie przypominać.

  • aeromonas

    Oceniono 35 razy 29

    "Bo w systemie po prostu nie ma pieniędzy. Według standardów WHO, aby system ochrony zdrowia działał poprawnie, musi na niego iść co najmniej 6 proc. PKB. W Polsce jest 4,6 proc. Najniższa składka w Unii Europejskiej. W Polsce na 1000 pacjentów przypada 2,2 lekarza, w Niemczech 4,1 (Raport OECD "Health at a Glance 2015")."

    No właśnie - polskie państwo z jakiegoś niezrozumiałego powodu woli płaszczyć się przed kościołem i oddawać mu ogromne (coraz większe) publiczne pieniądze zamiast przeznaczyć je na ochronę zdrowia obywateli. Tzw. "reforma Radziwiła" to nic innego, jak sięgnięcie jeszcze głębiej do naszych kieszeni. Brak kontraktowania zmusi nas do leczenia się za własne pieniądze - oczywiście leczyć się będą tylko ci, którzy je mają.

  • mesik50

    Oceniono 19 razy 19

    Ciekawa jestem ilu z was komentatorów jest naprawdę ciężko chorymi ludźmi. Po kilku operacjach, wymagających stałej opieki medycznej. Chyba niewielu, skoro tak plujecie. Jak w każdym zawodzie są lepsi i gorsi. Natomiast każdy, obojętne w jakim zawodzie pracuje, chce żyć na przyzwoitym poziomie. Zapewnić przyszłość dzieciom. Ponadto lekarz musi się całe życie dokształcać. Robi to za własne pieniądze, a kursy są bajońsko drogie. Ja chciałabym być leczona przez lekarza, który jest wypoczęty, przy stole operacyjnych nie przysypia, a na wizycie ma dla mnie czas. I jest na bieżąco z nowymi metodami leczenia i zna nowe leki.

  • kroliklesny

    Oceniono 19 razy 19

    Zastanawiam sie, dokad taka polityka doprowadzi panstwowa "sluzbe" zdrowia? I po co mlodsi koledzy zabijaja sie za mlodu? Czy w imie starej polskiej zasady "niech Europa patrzy, jak pieknie giniemy"? Ja pracuje w Skandynawii, znam ten rynek wlacznie z Grenlandia. Jedyny warunek dla kolegow z Polski- jezyk, a potem to juz z gorki. Finansowo- po co Was bede denerwowal? W kazdym razie po dwudziestu kilku latach prywatnej praktyki wrocilem do komunalnego zatrudnienia. W pracy odpoczywam za 76 tys SEK brutto. Mam platne nadgodziny, dyzurow nie biore, bo mi niepotrzebne. Ale mam te rozkosz, ze w pracy moge porozmawiac z pacjentem nawet pol godziny, jezeli widze, ze pacjent tego potrzebuje. Moge byc lekarzem, opiekunem duchowym i nauczycielem. Czego i Wam zycze!

  • bermthos

    Oceniono 27 razy 15

    Pełno komentarzy że lekarze śpią, że tacy, owacy. Chciwi i niedobrzy. Skoro mają takie piękne życie, płaci im się za spanie i nic nie robienie, to dlaczego nie zostaliście lekarzami? Cud malina zawód jak widać z komentarzy! Trzeba było się uczyć, zapier*ać na studiach, wcześniej w szkole żeby się dostać. Siedzi taki Kowalski - nie lekarz na etacie, 8h w pracy i mu źle. bo 3 brutto. Pociągnij Panie Kowalski dyżur 24h, nawet ze snem! Przeprowadź reanimację, zmyj z siebie krew zmarłego przed chwilą człowieka, a nie smar z rozwalonego silnika. Miej świadomość że pacjent ma HIV, a Ty grzebiesz w jego brzuchu! Nie że w siniku TSI zatarła się panewka... I do jasnej, nie porównujcie Lekarzy na etacie w szpitalu, do prywatnych placówek. To są dwa światy.

  • semigetuza

    Oceniono 13 razy 11

    prawda jest taka, ze system rozjechal się całkowicie po objeciu ubezpieczniem zdrowotnym rolnikow. Oni placa smieszne składki, jak Cie zarejestruja jako "domownika", to płacisz 1zl /JEDEN ZLOTY/ miesięcznie od 1ha. Czyli średnio jakies 15-30zl na miesiąc i za te pieniądze masz takie same prawa do leczenia jak miastowy placacy 10 razy więcej. Komisje lekarskie KRUS przyznają renty "jak leci", KRUS ma wlasny system sanatoryjno-leczniczy /dostępny tylko dla rolnikow/, pojechać do sanatorium jest bardzo latwo /oczywiście stawka zaplaty symboliczna/. W KRUS ubezpieczone jest około 2,5 mln ludzi. Już nie mowie o cwaniakach typu "patriota" Ziemkiewicz, ale w KRUS ubezpieczeni sa rolnicy-milionerzy i ich rodziny. KRUS to jest rak toczący system ubezpieczeń społecznych i nowotwor zlosliwy zzrerajacy system zdrowia. Dopóki tego g..na się nie rozwali, będzie coraz gorzej.
    Miastowi nie zdaja sobie sprawy, ile się z ich podatkow dokłada do ubezpieczeń zdrowotnych i emerytalno-rentowych rolnikow. Ponadto wies nie placi PIT i podatku dochodowego, dopłaty z UE nie sa opodatkowane /bo to nie dochod, tylko dotacja/. Wychodze na wroga wsi i rolnikow, ale to nie tak. Polska wies bezczelnie od wielu lat okrada reszte Narodu. Dotychczas był układ wiązany- PSL pilnowal budżetowego złodziejstwa na rzecz rolnikow, ci w zamian głosowali na zlodziei z peezelu. Teraz w gumofilce po PSL wszedł PiS i złodziejstwo trwa dalej.

  • anders76

    Oceniono 10 razy 10

    Mlodosc mi sie przypomniala ! Wczesne lata 70-te. Moj rekord osobisty to 10 dni dyzurow "non stop" albo 26 dni w miesiacu lacznie. Po przybyciu do kolejnego szpitala natychmiast spac bo nie wiadomo czy pozniej do rana bedzie okazja a rano z powrotem na etat. Z samochodem nie mialem zadnego klopotu bo byl nieosiagalny zarowno ekonomicznie jak i organizacyjnie, a skuter dzialal dosc dobrze i trudno na nim zasnac. Wynajety pokoj widywalem kilka dni w miesiacu. Po 7dmiu latach pozyczylem kase na bilet i wyladowalem w szwedzkim szpitalu z 10 dolcow rezerwy. Dali mi zaliczke, sluzbowe 2 pokoje, gabinet w szpitalu. Etat 8 godz (+1 godz na dodatkowej umowie, ludzi brakowalo) i dobrze platne dyzury pod telefonem. Jezeli przepracowalem noc to obowiazkowe i platne odespanie rano. Zadnego dorabiania, umowa wykluczala, ekonomia byla wystarczajaca. Po 2 latach pracodawca zabezpieczyl mi kredyt i pomogl z organizacja budowy domu. Troche mnie zaskoczylo, ze powinienem jezdzic na rozmaite, w tym zagraniczne szkolenia, ale pracodawca zarowno tego wymagal jak i placil lacznie z dietami dziennymi. Jak dolozylem kilka dni urlopu to troche swiata zwiedzilem bezkosztowo. Obecnie mam emeryturke zdrowo przekraczajaca wymienione dochody rezydenta, splacony dom i liczne hobby wiec sie nie nudze.
    Sytuacja w polskiej "sluzbie zdrowia" przetrwala i zostala zakonserwowana przez wszystkie ekipy rzadzace bo kartofel jest goracy a medykow za malo aby sie liczyli jako elektorat. Spoleczenstwo uspokaja swoje sumienie jak to pokazal benek666666 i narzeka bo to najtansze rozwiazanie. Sytuacja sie "poprawi" jak Europa zacznie w koncu sluchac polskiego glosu i w innych panstwach przyjma polskie zasady oplacania "sluzby zdrowia" ? Na razie sa uparci i placa solidnie.
    Pozdrowienia dla "benek666666", trzymaj sie mocniej drabiny a jak juz musisz spasc, to zrob to na zachod od rzeki Odry lub na polnoc od Baltyku. Na razie zdrowia zycze !

  • blue.badyl

    Oceniono 10 razy 10

    z powodu braku lekarzy wojewoda zamknął internę w dużym szpitalu w Szczecinie...po 2 miesiącach jest światełko w tunelu- dyrektor szpitala stwierdził , że "pozyskał" lekarzy do pracy- lekarze ci opuszczą szpital w Goleniowie....kołdra jest za krótka i nic tego nie zmieni

  • bumelant999

    Oceniono 18 razy 10

    Jeszcze jedno mnie rozwala, mówienie o chciwości lekarzy. Ludzi, rozejrzycie się dookoła, w USA to grupa zawodowa która jest najlepiej opłacana, często w milinach dolarów rocznie (!) do tego wymaga olbrzymich kompetencji, rezygnacji z życia prywatnego, długiej i kosztownej dla Was wszystkich edukacji, ciągłego podnoszenia kwalifikacji wtedy gdy Wy siedzicie przez TV i oglądacie kolejny odcinek serialu, dyżurów gdy Wy bawicie się z dziećmi. A potem dostaje za to 2 tys. zł czyli tyle co kasjer w Biedronce? Tu zadziała wolny rynek - nie będzie tych lekarzy bo wyjadą, to już się dzieje, a nasze państwo traci na ich edukacji, wszyscy my tracimy jako pacjenci. I naprawdę nie mam z lekarzami nic wspólnego i wcale mi nie zależy na ich osobistym szczęściu.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX