(fot. materiały prasowe HBO)

wywiad Gazeta.pl

John Oliver: Jeśli zastanawiałbym się, czy mogę coś powiedzieć, oznaczałoby to, że nie ma wolności słowa

Nie możemy zamykać innym ust tylko dlatego, że się z nimi nie zgadzamy - przekonuje John Oliver, gospodarz popularnego amerykańskiego programu satyrycznego. Rozmawiamy z nim o Donaldzie Trumpie, postprawdzie i misji, którą ten rodowity Brytyjczyk ma do zrealizowania w Stanach Zjednoczonych.

John Oliver to dziś jedna z najważniejszych osobowości telewizyjnych. Jest gospodarzem satyrycznego programu "Przegląd tygodnia: Wieczór z Johnem Oliverem", który od 2014 roku pokazywany jest przez stację HBO. Słynie z zajadłej, ale merytorycznej i dobrze uargumentowanej krytyki Donalda Trumpa, obnażania niewydolności amerykańskiego systemu prawnego czy demaskowania nieuczciwych praktyk światowych koncernów. Oliver w swoim programie skupia się też na sprawach międzynarodowych - wojnie w Syrii, Brexicie czy wyborach we Francji. Choć mówi, że nie jest dziennikarzem, jego program jest - bardzo rzadką dzisiaj - wysokiej próby telewizyjną publicystyką opartą na ciętej satyrze. Z Johnem Oliverem spotkaliśmy się w nowojorskiej siedzibie stacji.

Kadr z programu ''Przegląd tygodnia: Wieczór z Johnem Oliverem'' (fot. materiały prasowe HBO)Kadr z programu ''Przegląd tygodnia: Wieczór z Johnem Oliverem'' (fot. materiały prasowe HBO)

Czy dojście Donalda Trumpa do władzy zmieniło tematykę pańskich dowcipów?

- W procesie tworzenia komedii normalnie bierze się coś poważnego i robi się z tego coś głupiego - ale w przypadku Trumpa jest inaczej. On mówi tak głupie rzeczy, że istotne jest pokazanie widzom, że to wcale nie jest zabawne. Poprzedni rok był dla nas wymagający, bo musieliśmy się skupić na pokazaniu niebezpieczeństwa, jakie tkwi w tym, co w trakcie kampanii postulował Trump. W perspektywie kolejnych miesięcy również nie będzie łatwo, bo pan od mało zabawnych postulatów został zaprzysiężony na prezydenta jednego z najpotężniejszych krajów świata.

Czy w obliczu zaprzysiężenia Trumpa planuje pan więcej miejsca w programie poświęcić jego osobie?

- Nie chcę podążać łatwą drogą i mówić jedynie o prezydencie. W zeszłym roku na 30 odcinków tylko osiem było o wyborach. Świat pełny jest ważkich kwestii. Trump nie może nam wmówić, że jest najważniejszy. Nie jest ani jego pępkiem, ani kimś, w czyim cieniu pozostanie cała reszta.

Nowy prezydent nie przepada za dziennikarzami.

- To duży problem. Jedną z najlepszych rzeczy w Stanach jest wolność słowa. Amerykanie ją kochają i nie sądzę, żeby pozwolili komukolwiek się na nią zamachnąć. Jednak niektóre propozycje, dziś dyskutowane w Białym Domu, są dla tej wolności bardzo niebezpieczne. Nadchodzą trudne czasy dla dziennikarzy, dlatego trzeba ich bronić.

Kadr z programu ''Przegląd tygodnia: Wieczór z Johnem Oliverem'' (fot. materiały prasowe HBO)Kadr z programu ''Przegląd tygodnia: Wieczór z Johnem Oliverem'' (fot. materiały prasowe HBO)

Pan czuje się dziennikarzem?

- Nie jestem dziennikarzem, a mój show nie jest formą dziennikarską. Mam duży szacunek do ludzi wykonujących ten zawód, dlatego nie zapaskudzałbym tego terminu moim programem i moją osobą. Mieliśmy w jednym odcinku dwudziestominutowy materiał o lokalnych dziennikarzach. Chciałem przekazać ludziom, że małe dzienniki to podstawa całego przemysłu informacyjnego. Nasz program nie mógłby istnieć bez dziennikarzy, zresztą nie tylko on, ale każdy program telewizyjny.

Pańskim zdaniem media dobrze poradziły sobie z relacjonowaniem kampanii prezydenckiej w USA?

- Część tak, ale niektóre nie udźwignęły tego wyzwania. Relacjonowanie kampanii jest bardzo trudne, bo jest długa i męcząca. Bardzo łatwo jest przekazywać uproszczone informacje: Trump powiedział to, a Clinton tamto. Istotne jest jednak, że prócz tego powiedzieli siedemnaście innych rzeczy. Ten fałszywy balans był dużym problemem.

Mówi się, że Trump jest produktem medialnym, konkretniej: produktem stacji FOX.

- Nie przeceniałbym mocy sprawczej telewizji. Oczywiście dołożyła ona swoją cegiełkę do jego sukcesu wyborczego, ale pamiętajmy, że telewizja jest jednak przekaźnikiem treści i opinii, a nie dyktatorem, który mówi swoim odbiorcom, jak jest. I z przekazywania wiadomości ma być rozliczana. Ludzie nie są jej podporządkowani, zwłaszcza w Stanach, w których selekcja informacji ma się całkiem dobrze, choć oczywiście w tym kraju także uprawia się regularną manipulację faktami.

Kadr z programu ''Przegląd tygodnia: Wieczór z Johnem Oliverem'' (fot. materiały prasowe HBO)Kadr z programu ''Przegląd tygodnia: Wieczór z Johnem Oliverem'' (fot. materiały prasowe HBO)

W USA też mówi się o postprawdzie, terminie, który robi teraz furorę w związku z tym, jak duża liczba fałszywych informacji dostaje się do mediów.

- Jedyną nową rzeczą związaną z tym tematem jest nazwa. Koncept tworzenia własnych faktów był czymś, co zdefiniowało niejedną kampanię, tak w USA, jak i w innych częściach świata. Teraz takie fakty są częściej obnażane, bo Internet pamięta, w przeciwieństwie do telewizji, prasy czy radia. Dementowanie nieprawdziwych informacji w "starych" mediach nie miało sensu, bo kto pamiętał newsa sprzed tygodnia? Dziś to wygląda inaczej, bo Internet podaje newsy w taki sposób, że nabudowuje jakby kolejne ich kondygnacje, warstwy. Łatwiej wrócić więc do początku całej historii.

Wspomniał pan o wolności słowa. Czuje się pan uprzywilejowany dzięki temu, że ma pan program właśnie w USA?

- Absolutnie, co nie znaczy, że nie robiłbym swojego programu na przykład w Polsce. W USA mam duże możliwości i chcę je w pełni wykorzystać. Jestem uprzywilejowany, żyję w kraju, w którym wolność słowa jest obywatelom gwarantowana - i chcę z niej, do cholery, korzystać. Tworzyliśmy odcinki o największych koncernach na świecie, choćby General Motors, bo mamy do tego prawo i sposobność. Jeśli zastanawiałbym się, czy mogę coś powiedzieć, oznaczałoby to jedno: że nie ma wolności słowa.

Dostał pan groźby po którymś odcinku?

- Z każdą firmą, o której mówimy w programie, twórcy show mają kontakt - kilka tygodni przed wyświetleniem programu informujemy ich, co o nich powiemy, pytamy, czy chcą odnieść się do naszych zarzutów. Ludzie mogą się nie zgadzać z naszymi konkluzjami, ale nie mogą negować faktów. Nie mają możliwości zablokować programu, mają natomiast pełne prawo do wytłumaczenia się z zarzucanych im czynów. Tak to działa.

Kadr z programu ''Przegląd tygodnia: Wieczór z Johnem Oliverem'' (fot. materiały prasowe HBO)Kadr z programu ''Przegląd tygodnia: Wieczór z Johnem Oliverem'' (fot. materiały prasowe HBO)

Ktoś próbował zablokować program?

- Nikt nawet nas nie pozwał. Ludzie wiedzą, że z ich strony byłaby to tylko strata pieniędzy. Spodziewaliśmy się, że Trump wytoczy nam proces, ale tego nie zrobił. Zakładam, że bohaterowie programu nienawidzą nas za to, co robimy, ale nie mogą nam nic zarzucić, bo wiedzą, że mamy rację.

Nie wszyscy pana widzowie podzielają ten pogląd.

- Jeżeli ktoś śmieje się z czegoś, czego nie uważamy za zabawne, natychmiast jesteśmy do niego negatywnie nastawieni, taki śmiech bywa źródłem tarć. Jeśli ktoś żartuje z tego, co uważamy za święte, wtedy podejrzewamy go o działanie na naszą szkodę.  Całkowicie rozumiem, że są ludzie, którzy nie lubią mojego show, i akceptuję to. Nie zmienia to jednak faktu, że działam w świetle prawa i dbam o społeczny interes.

Czy jest pan w stanie dotrzeć do ludzi o innych poglądach politycznych niż pańskie?

- Niektórzy ludzie przestają słuchać, kiedy zabieram głos na jakiś temat. Po prostu mnie nie lubią, nie uważają za zabawnego - co całkowicie rozumiem - bądź widzą we mnie politycznego wroga. Bardzo trudno przebić się przez tę barierę. Istnieją jednak konserwatyści, którzy potrafią wznieść się ponad polityczne podziały. Denis Miller, bardzo zabawny komik, jest bardzo konserwatywny. Nie zgadzam się z nim w żadnej kwestii, ale to nie zmienia faktu, że jest niezaprzeczalnie świetny w swoim fachu, rozśmiesza mnie do łez. Jestem jednak pewny, że jest mnóstwo liberałów, którzy nie znieśliby słuchania Millera. Nigdy nie przekonam do siebie ekstremistów, ale staram się przyciągnąć całą resztę.

Kadr z programu ''Przegląd tygodnia: Wieczór z Johnem Oliverem'' (fot. materiały prasowe HBO)Kadr z programu ''Przegląd tygodnia: Wieczór z Johnem Oliverem'' (fot. materiały prasowe HBO)

Udaje się?

- Myślę, że mogę udzielić twierdzącej odpowiedzi. W programie w pierwszej kolejności interesują nas problemy, później dopiero rozgrywająca się w ich tle polityka. Mam nadzieję, że nawet ludzie, którzy są mi całkowicie przeciwni politycznie, odnajdą coś w moim show. Zresztą tworzyliśmy odcinki, które podobały się konserwatywnej widowni. Ale nie wszystko w programie opiera się na podziałach politycznych. Staraliśmy się też wyjaśnić ludziom, dlaczego Brexit był ważniejszy, niż im się wydaje. Wielu Amerykanów nie dostrzega narastania nacjonalistycznych nastrojów w Europie tak po prawej, jak i po lewej stronie. Wszyscy żyli tu długą kampanią polityczną, która przesłoniła widok innych globalnych problemów.

Jak komentuje pan sytuację, która w lutym miała miejsce na kampusie uniwersytetu w Berkeley, gdzie wystąpienie Milo Yiannopoulosa, zagorzałego krytyka feminizmu, LGBT+ i politycznej poprawności, wywołało agresywne zachowania jego przeciwników. Straty, które poniósł uniwersytet, oszacowano na 100 tys. dolarów.

- To jest właśnie wolność słowa - nie możemy zamykać innym ust tylko dlatego, że się z nimi nie zgadzamy. Ten gość jest koszmarny, ale lepiej pozwolić mu mówić, niż robić z niego męczennika, któremu zabrania się wyrażania poglądów. Na tym polega demokracja, że głos mogą zabrać nawet te osoby, z którymi różnimy się w poglądach na każdy temat.

Pański show nie przebił się w Wielkiej Brytanii, skąd pan pochodzi.

- To obiektywna prawda. (śmiech) Przebił się za to w USA.

Kadr z programu ''Przegląd tygodnia: Wieczór z Johnem Oliverem'' (fot. materiały prasowe HBO)Kadr z programu ''Przegląd tygodnia: Wieczór z Johnem Oliverem'' (fot. materiały prasowe HBO)

Czy wnosi pan coś brytyjskiego do amerykańskiej komedii?

- Prawdopodobnie tak. Pochodzenie z innego kraju pomaga satyrykom. Ludzie wiedzą, że nie wychowywałem się wśród nich, przez co mam inną perspektywę. Mój klasowy radar wywieziony z Wielkiej Brytanii cały czas jest bardzo czuły. Umiem na bazie czyjegoś akcentu ocenić jego całe życie. Ale bardziej podoba mi się styl amerykański. Tutaj ludzie potrafią rozmawiać z innymi bez budowania historii ich pochodzenia na bazie tego, co mówią i jak mówią.

Chciałby pan znowu występować przed małą publicznością w Edynburgu?

- Bardzo bym chciał - mam stamtąd dobre wspomnienia. Na razie nie mogę tam wrócić, bo tworzymy show, ale mam nadzieję, że niedługo trafi się okazja. Nie chciałbym jednak wracać do Anglii w celach zawodowych. Teraz mój dom jest w Stanach i chcę tu zostać. Mówię to jednak jako imigrant, więc nie wiadomo, czy mój plan się powiedzie z wiadomych przyczyn. Poza tym mam w USA misję.

Jaką?

- Amerykanie nie mają dużej świadomości tego, co dzieje się poza ich krajem. Postawiłem sobie za cel zainteresowanie ich światem, dlatego w zeszłym roku tak wiele odcinków było poświęconych choćby sytuacji w Brazylii. Większość mediów relacjonowała jedynie igrzyska, które się tam odbywały - to duża strata, bo to, co tam się dzieje, jest jednocześnie okropne, ale i bardzo zabawne. Chcieliśmy wyjaśnić przyczyny protestów i demonstracji, które przetoczyły się przez ten kraj. Teraz na pewno będziemy się bacznie przyglądać wyborom we Francji.

Mówi pan dużo o wolności słowa. A jak wyglądają pana relacje z producentami "Przegląd tygodnia: Wieczór z Johnem Oliverem"? Dotarł pan już do granicy ich tolerancji?

- Jeszcze nie, ale mam nadzieję, że to szybko nastąpi, bo jako naczelny satyryk powinienem przecież balansować na linii. Jest oczywiście prawna granica - respektuję ją, ale nie w pełni. (śmiech) Jeżeli chodzi o treść, jaką przekazujemy, myślę, że już od dawna mówimy o tym, o czym inni nie mają odwagi się wypowiadać. Producenci nie mieli problemu z tym, że rozmawiałem ze Snowdenem, jednak muszę się przyznać, że nie pytałem ich o zdanie - powiedziałem im o tym już po fakcie.

Może warto o tym zrobić odcinek, skierować kamerę na siebie?

- To byłby koszmar i niewypał, bo nie ma we mnie absolutnie nic ciekawego.


John William Oliver. Urodzony w 1977 roku brytyjski komik i aktor. Popularność przyniósł mu nadawany od kwietnia 2014 satyryczny program "Przegląd tygodnia: Wieczór z Johnem Oliverem", którego jest gospodarzem. Wcześniej związany był z satyrycznym programem "The Daily Show", do którego pisał scenariusze. Sprawdzał się także jako aktor w komediowym serialu "Community". Nowe odcinki jego autorskiego show można oglądać w HBO 2, HBO 3 i HBO GO.

Artur Zaborski.
Studiował krytykę literacką i filmoznawstwo na Uniwersytecie Jagiellońskim. Pracował jako redaktor w portalach Onet.pl i Stopklatka.pl (w tym drugim szefował redakcji przez pół roku). Współpracuje z rozlicznymi mediami i festiwalami filmowymi. Zakochany w kulturze Iranu. Kibicuje transformacji Warszawy w miasto wielokulturowe.

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Komentarze (72)
Zaloguj się
  • gadolinn

    Oceniono 14 razy 6

    program dobrej jakosci, smieszny i zarazem ksztalcacy;
    ale pan Oliver nie jest bezstronny - co nie przeszkadza
    jesli chodzi o strone satyryczna programu,
    ale czasami wkurza

  • rumpa

    Oceniono 19 razy 5

    Program dotarł do mnie via mój 14 letni syn. Teraz bawimy się razem - facet jest świetny :)

  • noelkabat

    Oceniono 12 razy 4

    Z ponizszych wypocin polskich widzow programu Olivera wynika: 1-nic z tego nie rozumieja, 2- brak poczucia humoru,
    3 - program jest nie dla Polakow, wiec moze nie powinni tracic czas na jego ogladanie ...

  • kieszonkowiec12

    Oceniono 10 razy 4

    Strasznie oburzone dzieci sa tu na forum, że facet kpi sobie z Trumpa. A nie może? Własnie po to jest wolność słowa, której nawet Trump nie śmie zakazać. Powinniście się cieszyć z tego, że taki dobry i że wolność słowa to w USA święta rzecz. Olivier robi tez programy o innych. A tu się biedne dzieci uczepiły jednego.

  • mateol72

    Oceniono 13 razy 3

    Ale durnie tu piszą nic nie rozumiecie z tych programów ani z tego co gość powiedział

  • wiernaczytelniczkagazety

    Oceniono 14 razy 2

    Wolność słowa to najgorsza rzecz. Dobrze, że nie ma jej u nas, bo każdy by miał prawo mówić co uważa. Na przykład za słowa: "To już klasyka. Adam Michnik wielokrotnie powtarzał: ja tyle lat siedziałem w więzieniu, to teraz mam rację." Andrzej Zybertowicz został pozwany w 2007 roku i sąd go surowo ukarał. Uważam tak samo jak pan Adam, każdy powinien swoje zdanie zachować dla siebie.

  • ulther

    Oceniono 12 razy 2

    Kapitalny program - swietnie obnaza idiotyzmy wspolczesnego swiata, agresje, histerie, wzrost nacjonalizmu, przekuwanie wad w zalety. Brawo John Oliver!

  • loneman

    Oceniono 1 raz 1

    Co tu dywagowac, nasz kraj jest pelny smutnych, dziwnych ludzi co samoudreczenia robia dodatkowa religie, dziwia sie ciaglym zlym wyborom politycznym, to ze sasiad "pewnie zlodziej i komunista albo Zyd" cos ma i co rok wiecej podczas gdy z pogadanek (nocnych i koniecznie z %), nie rozumie swiata zachodniego i taki z niego ktos znikad ale bardziej czlowiek wschodu choc nie wsiakl jak tam totalnie w przesady i codzienna musztre wytresowanych trybikow systemu.
    Takiego nie mozna ganic za nic, nawet jak jest powod, nie mozna wlepic mandatu ani zazartowac chocby najdelikatniej, polski koltun wymaga ciaglego podziwiania, uwielbiania jego belkotu a najlepiej poza jego utrzymywaniem dozywotnio powinni niejednego nosic na lektyce jak kiedys cesarzy, papiezow:/

  • wuetend

    Oceniono 5 razy 1

    ale jak to, naprawdę moderatorowi nie pasuje termin POSTMEDIA? :-)

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX