Joanna Mucha

Joanna Mucha (fot. Sławomir Kamiński/AG)

wywiad gazeta.pl

Joanna Mucha: Nie umiemy pilnować tych granic, które sami sobie wyznaczyliśmy

Joanna Mucha napisała książkę. Ale ten, kto liczy na pikantne szczegóły z polityki, zawiedzie się. Posłanka opisała... ludzkość po apokalipsie. I, jak przyznaje, boi się tego, do czego może doprowadzić polityczny populizm.

Siedzi przede mną, jak twierdzi premier Szydło, puczystka. A jednak na wolności.

- Zobaczymy, jak długo. W prokuraturze już byłam.

W sprawie puczu?

- W sprawie protestu w Sejmie, który władza nazywa puczem.

Jak było?

- Pan prokurator usilnie próbował znaleźć cokolwiek, żeby postawić zarzuty.

Znalazł?

- Póki co, chyba nie. Ja byłam pierwsza. Potem wzywani byli też Trzaskowski, Nitras, Pomaska, Tomczyk, Olszewski, Szczerba, Niedziela.

Po odejściu z rządu mówiła pani, że nie miała frakcji w PO.

- Nadal nie mam.

Od lewej: A. Pomaska, P. Olszewski, S. Nitras, R. Trzaskowski, C. Tomczyk i Joanna Mucha w Sejmie (fot. Sławomir Kamiński/AG)Od lewej: A. Pomaska, P. Olszewski, S. Nitras, R. Trzaskowski, C. Tomczyk i Joanna Mucha w Sejmie (fot. Sławomir Kamiński/AG)

A ta ekipa? To cała młoda Platforma.

- Jest grupa młodych. Stworzyła się spontanicznie. Spotykamy się i razem pracujemy, to normalne. Ale to nie jest frakcja. Jeździmy naszą szóstką - Trzaskowski, Nitras, Pomaska, Olszewski, Tomczyk i ja - na Kluby Obywatelskie (organizowane przez PO spotkania z autorytetami życia publicznego i politykami - red.). Spotkania są świetne, przychodzi dużo ludzi, są żywe dyskusje.

Wielka zmiana pokoleniowa w PO?

- Wszyscy o nas mówią, że jesteśmy młodzi, a my, kurczę, byliśmy młodzi 20 lat temu.

W polityce jest odwrotnie niż w piłce nożnej. Młodym jest się trochę później.

- Ale mamy w PO dwudziestokilkulatków. Świetnych. Choćby Kinga Gajewska czy Arek Myrcha.

Ale kapitan drużyny starszy.

- Za to doświadczony. Po roku od przejęcia sterów nieźle mu idzie.

Tak? Pozbieraliście się już po tym, jak oberwaliście?

- Tak. Myślę, że tak. Chociaż rewitalizacja się jeszcze nie skończyła.

Co jest jeszcze do zrobienia?

- Bardzo wiele. Przede wszystkim przedstawienie konkurencyjnej do PiSowskiej wizji Polski. Ale bez licytowania się na populizm.

Trochę wam w sondażach pomógł Donald i walka PiS, by nie został drugi raz szefem Rady Europejskiej.

- Chyba nikogo nie zaskakuje skojarzenie Tuska z Platformą. Zaskoczeniem mogło być to, że PiS sam się wpuścił w takie maliny.


Pan prezes Jarosław Kaczyński, jak mówił o PO niedawno, uderzał ręką w pulpit, nerwy mu puszczały.

- Wydaje mi się, że ta mowa nienawiści kierowana w naszą stronę, to retoryka, a nie autentyczne emocje. I ta jego retoryka to nic nowego. Proszę poczytać, jakim językiem posługiwali się funkcjonariusze reżimów totalitarnych. Znajdę cytat. O, jest: 1 października 1949 roku. Mao Zedong przejmuje władzę w Chińskiej Republice Ludowej. Jego pierwsze słowa: "naród chiński powstał z kolan".

Nie wierzę...

- A jednak! Są badania językowe, w których analizuje się, jakich słów używali przywódcy państw totalitarnych.  Wie pan, jakie to słowa? "Naród", "suweren", "obcy", "zewnętrzni wrogowie", "emisariusze zewnętrznych sił". To te same słowa, których dziś wypowiada na Węgrzech Orban, we Francji Le Pen, w USA Trump, a w Polsce Kaczyński. Doskonale znamy tę retorykę choćby z hitlerowskich Niemiec.

Nie za ostro?

- Nie, mówię o faktach. Używają języka jak cepa, próbują wmówić ludziom, że ci, którzy się z nimi politycznie nie zgadzają są obcymi agentami, wrogami suwerena.

No nie uwierzę, że w PO nie ma przekazów dnia.

- Nie ma. Ci z PiS wychodząc ze studia mówią nam czasami "no przecież nie mogłem tego powiedzieć". Jak się ich przez długi czas warunkuje, wychowuje do tego, żeby umiejętność myślenia w nich zanikała, to taki efekt wcześniej czy później zostanie osiągnięty. My nie mamy jednolitego, topornego, łopatologicznego przekazu i to jest nasza siła. Przecież ludzie, którzy nas popierają, to ludzie myślący.

Joanna Mucha podczas strajku kobiet w Lublinie przed biurami PiS (fot. Kamila Pitucha/AG)Joanna Mucha podczas strajku kobiet w Lublinie przed biurami PiS (fot. Kamila Pitucha/AG)

Zaraz będzie w prawicowych mediach: "Mucha mówi, że wyborcy PiS nie myślą".

- Są przywiązani do wizji silnego państwa, na czele którego stoi silny lider. I do tego, że słowa lidera nie mogą być podważane. Jest wyrocznią. To oducza krytycznej analizy.

A przez 8 lat z Donaldem Tuskiem tak aby nie było?

- U nas?! O nie.

Nie?

- Nie. Sama przynajmniej kilka razy znajdowałam się na delikatnie kolizyjnej ścieżce.

I co?

- Nigdy nic mi się z tego powodu nie stało. A nie jeden raz byłam przeciw większości. Nie muszę bezkrytycznie popierać stanowisk PO.

Może na tym polega wasza słabość i siła PiS? Że tam jak ma być podjęta decyzja, to wszyscy głosują tak, jak ma być. A wam nie udało się nawet przegłosować postawienia Zbigniewa Ziobry przed Trybunałem Stanu.

- Nazwałabym to mniej cenzuralnie, ale powiem tylko, że daliśmy plamę.

Wy daliście plamę, a PiS dał radę.

- Nie dają rady. Dają radę rozpiep***ć nam kraj.

Oni uważają, że go naprawiają. Część Polaków też tak uważa.

- Nie będę nawet mówiła o demolowaniu armii, polityki zagranicznej, edukacji, opieki zdrowotnej, wymiaru sprawiedliwości, wycince drzew i o tym wszystkim, co widzimy każdego dnia. Najgorsze jest chyba to, że wszystkie złe emocje, słowa, zachowania uzyskały takie samo prawo do tego, żeby być wyrażane, jak te dobre. I złe jest to, że budują swoje poparcie na ucieczce od wolności i odpowiedzialności. Prezes Kaczyński widzi naród jako bezwolny zbiór jednakowych, jednowymiarowych ludzi, którymi można w dowolny sposób manipulować. To jest straszne.

Joanna Mucha podczas Czarnego Protestu (fot. AG)Joanna Mucha podczas Czarnego Protestu (fot. AG)

W pewnej rozmowie z "GW" powiedziała pani...

- ...że nas zaczną wsadzać.

I że kiedyś w Sejmie władza z opozycją rozmawiała, a teraz jedni patrzą na drugich, jakby tamci już siedzieli za kratkami. Dwa plemiona.

- W Sejmie plemiona jak najbardziej są.

Niczym wrogie bandy dzikich ludzi w pani książce "Wszystko się stało". Jak polityk pisze książkę, to z reguły jest to autobiografia. A tu proszę. Lubi pani science-fiction?

- Literatury post-apokaliptycznej nie czytam. Ale biegam z dzieciakami na wszystkie filmy o - tak to nazywamy - alternatywnych wizjach przyszłości. Może dlatego jeden z recenzentów mi powiedział, że napisałam film.

Ten film byłby bardzo ponury.

- Autorzy powieści czy twórcy filmów fantastyczno-naukowych chcą  poprzez nie powiedzieć coś o teraźniejszości. Moi znajomi, kiedy pierwszy raz słyszeli o książce, zastanawiali się, czy odnajdą w niej konkretne postaci z polityki ukryte za zmienionymi nazwiskami. I czy czegoś się dowiedzą o politycznej kuchni.  

I nie ma z pani nic w Annie, głównej bohaterce?

- Wszystkim się wydaje, że Anna to ja. Ale tak nie jest. Ona zachowuje się zupełnie inaczej, niż ja zachowałabym się na jej miejscu.

Nie ma zamierzonego podobieństwa osób i wydarzeń?

- Nie ma. Żadnych. Jest jedna postać wzorowana na autentycznej żyjącej osobie. Ale to nie polityk. Książkę zaczęłam pisać 1 sierpnia 2014 roku. Skończyłam w okolicach wyborów w 2015 roku. Więc analogie do dzisiejszej sytuacji politycznej musiałyby świadczyć o moim dużym darze przewidywania.

To byłaby pani Kasandrą. Podzielimy się na plemiona i będziemy się bić?

- Nakręcające się antagonizmy między cywilizacjami to megatrend. Niezwykle niebezpieczny. Do tego ludzie mają poczucie, że dzieją się na świecie rzeczy, które wyszły poza kontrolę państw, instytucji międzynarodowych i finansowych. Państwa się zadłużają - jeszcze chwila i nie będą w stanie tego zadłużenia obsłużyć. Wciąż rosną nierówności płac. Jedni zarabiają niebotyczne pieniądze, a najmniej uprzywilejowana część społeczeństwa zarabia bez zmian - czyli źle. Korporacje, w tym banki, mają znacznie silniejszą pozycję od ich klientów, ludzie mają poczucie, że nawet kiedy niesprawiedliwość jest rażąca, nie wygrają z nimi. A państwa są bezsilne. Albo udają bezsilność.

Jeśli książka może być dla mnie podpowiedzią, to boi się pani też tego, że ludzie nie umieją wyznaczać sobie granic.

- Zgadza się. Nie umiemy się samoograniczać. I nie umiemy pilnować tych granic, które sami sobie wyznaczyliśmy. To chyba Jan Paweł II powiedział, że wolność jest "do", a nie "od". Bo wolność "od" to jest samowola i swawola. Ta wolność, o którą walczyli ludzie Solidarności, to była wolność "do" - wolność do tego, aby robić to, na co nie pozwalała władza: zakładać związki, organizować się, samodzielnie myśleć.

Joanna Mucha (fot. Jakub Orzechowski/AG)Joanna Mucha (fot. Jakub Orzechowski/AG)

Ostatnio Jerzy Radziwiłowicz powiedział w rozmowie z nami, że ma wrażenie, iż w dzisiejszej Polsce wolno robić rzeczy, których wcześniej wolno nie było.

- Tak, mówiłam już o tym. W tej chwili wolność jest postrzegana przez wielu jako wolność "od" wszystkiego. Przecież kolejny megatrend, którego przedstawicielem w Polsce jest Kukiz, zakłada, że poprawność polityczna jest - dla niektórych ludzi - czymś przestarzałym, głupim i niepotrzebnym.

A nie jest? Granica między wolnością słowa a poprawnością polityczną bywa trudna do określenia.

- Nie jest. Przecież poprawność polityczna to jest w pewnym sensie zinstytucjonalizowanie szacunku do drugiego człowieka! A ten szacunek jest dziś odrzucany jako coś niepotrzebnego. Nie rozumiem tego. Nie mogę tego zaakceptować. Ani tego, że mamy ludzi chełpiących się wolnością od kultury, wolnością od tolerancji, wolnością od dobrych obyczajów.

Wolno matce dwójki dzieci, która poszła na czarny protest, powiedzieć, że chce zdobyć sobie "prawo do zarzynania trzymiesięcznej żywej istoty"?

- Nie chcę tego nawet komentować.

Łatwo panią zdenerwować?

- Nie.

Kukizowi się udało.

- To jeszcze nie było zdenerwowanie. Ale wywołał we mnie i moich dzieciach przekonanie, że reakcja jest niezbędna.

Starcie Joanny Muchy i Pawła Kukiza, jesień 2016 r., Sejm (fot, Sławomir Kamiński/AG)Starcie Joanny Muchy i Pawła Kukiza, jesień 2016 r., Sejm (fot, Sławomir Kamiński/AG)

Kukiz jakoś się wytłumaczył? Przeprosił?

- Zostawiam to między mną a nim.

Pytam dlatego, że rozmawiamy o wyznaczaniu granic.

- Mam nadzieję, że nigdy więcej tego nie zrobi. Nie mogłam pozwolić, by to uszło mu płazem. Zareagowałam, ponieważ pierwszy raz w trakcie mojego dziewięcioletniego pobytu w Sejmie ktoś zaatakował moje dzieci.

W pani książce dzieci są odbierane rodzicom, kontrolowane, żeby przypadkiem nie wyrosły na dzikich.

- Dzikich starałam się opisać na podstawie tego, co wiemy o małpach naczelnych i ludziach pierwotnych. Czysta biologia, walka o dominację, o przedłużenie gatunku, o przekazanie genów. Mamy to zapisane w świadomości i wychodzi z nas na co dzień. Jesteśmy przecież cywilizowani dosyć krótko. Pytam w książce nawet, czy tak wygląda człowiek zredukowany do pierwotnych instynktów.

W pani książce świat to chaos.

- Boję się tego, że dzieją się na świecie rzeczy i trwają procesy polityczne i społeczne, nad którymi nie mamy kontroli.

Fikcyjny świat z książki układają od nowa kobiety. Mężczyźni walczą o władzę.

- Nie wszyscy. Nie ma tam dychotomii - dobre kobiety, źli mężczyźni. Główna bohaterka nie jest krystaliczna. Ale fakt, ktoś mi powiedział, że to pewnie jedna z pierwszych książek post-apo napisanych przez kobietę, z perspektywy feministycznej. Większość moich recenzentów to mężczyźni. Przyznawali, że w sytuacjach, które opisałam, zachowaliby się zupełnie inaczej niż moja bohaterka.

We "Wszystko się stało" dobrzy przegrywają, bo nikt nie ma siły zrobić krzywdy postaci jednoznacznie złej. Pesymistyczna ta książka.

- Bo wynika z pesymistycznych diagnoz. Nasz świat ma strasznie dużo wad. Ale populistyczne alternatywy, które są nam przedstawiane, są jeszcze gorsze.

Nie radzimy sobie?

- Truchcikiem zbliżamy się do skraju przepaści. Pytanie, czy zrobimy wielki krok naprzód.

W pani książce cywilizacja upadła, większość ludzi zdziczała, nieliczni usiłują przetrwać w enklawach. W plemionach dzikich ludzi jest typowo samcza władza nad kobietami. Ale i w ostańcach cywilizacji kobiety mają, cytat, "przej***ne". Dlatego pani bohaterka nie waha się pociągnąć za spust.

- Gdyby tego nie zrobiła, krzywda stałaby się nie tylko jej, ale jej najbliższym. Ale strzela dopiero wtedy, kiedy sytuacja zagraża jej bytowi i bytowi osób, którymi się opiekuje.

Gdy polskie kobiety poczuły się realnie zagrożone, to wyszły na ulice.

- To powód do optymizmu. Za dwa lata będzie setna rocznica zdobycia przez polskie kobiety praw wyborczych. Te sto lat to zdobywanie przyczółków normalnego funkcjonowania kobiet w społeczeństwie. Równoprawnego rozwoju - bo o równość chodzi.

Joanna Mucha z parasolką - symbolem czarnego protestu (fot. Sławomir Kamiński/AG)Joanna Mucha z parasolką - symbolem czarnego protestu (fot. Sławomir Kamiński/AG)

In vitro, aborcja, pigułka po, próby storpedowania konwencji antyprzemocowej. Za dwa lata z tą równością może być nieciekawie.

- Bo nagle przyszła kontrrewolucja ze strony patriarchalnego świata. W postaci...

..starszych panów...

- ...po imieniu: Jarosława Kaczyńskiego czy Donalda Trumpa.

A Platforma zrozumie, że to, czego nie zrobiła przez osiem lat w kwestii równości, czyli walkę z przemocą w rodzinie, równouprawnienie kobiet i mężczyzn, związki partnerskie, przydałoby się wziąć na sztandary?

- Jesteśmy partią centrum i to, co zapowiadaliśmy, w większości udało się wykonać. Przypomnę chociażby program in vitro i przyjęcie konwencji antyprzemocowej.

Co nie zmienia faktu, że to po lewej stronie jest wolne pole. Na razie orzą je mniejsi gracze.

- Ale my nie jesteśmy partią lewicową. Zdecydowana większość naszego elektoratu chciała utrzymania status quo lub powolnych zmian, a nie rewolucji. Mówię o kierunku obranym przez PO, bo o Platformę pan pyta. Ja, jak pan wie, mam poglądy nieco bardziej lewicowe w niektórych obszarach i liberalne w innych.

Tego, że nie przepchnęliście związków partnerskich, ludzie z potencjalnie waszego elektoratu wam nie darują. I kilku innych głosowań światopoglądowych też.

- Związki to jest postulat akceptowany przez pewną grupę, ale nie przez większość Polaków. Tak samo prawo aborcyjne - społeczna akceptacja dla jego ewentualnej liberalizacji rośnie dopiero teraz. Zmienia się natomiast to, czego ludzie oczekują od państwa.

Oczekują więcej.

- Oczekują czegoś innego. Czego - tego do końca nikt jeszcze nie wie. Taki prosty przykład: ludzie często pośrednio utożsamiają swoje państwo z własnym pracodawcą. I jeśli on ich traktuje nie fair, to dla nich oznacza to, że państwo jest bezsilne, że ich zdradziło. Oczekują państwa, które postawi się silniejszym i stworzy warunki fair.

Jakie to są warunki fair?

- Myślę o państwie, które jest w stanie ochronić słabszego w różnych aspektach. Nie o państwie, które opłata w kaftan bezpieczeństwa, w którym nie można wykonać ruchu. Raczej o takim, które jest opoką. O państwie, na którym można bezpiecznie budować swoje życie. Państwie, które w trudnej sytuacji stanie po stronie obywatela. I jeszcze zrobi wszystko, żeby zapewnić równość, będzie tworzyło warunki dla niej. Jeśli tak podejdziemy do relacji państwa i obywatela, to będziemy w stanie sformułować ofertę, która nie będzie populistyczna, a wyjdzie naprzeciw ludzkim oczekiwaniom.

A nie powinniście się trochę wymyślić na nowo? Na prawicy jest monolit PiS.

- Jaki tam monolit. Od kilku miesięcy powtarzam, że spodziewam się konfliktu między prezesem Kaczyńskim a ministrem Macierewiczem.

Już jest. Bartłomiej Misiewicz posłużył za kij, którym się obaj okładali. Wyleciał z PiS.

- A pan Berczyński z przewodniczenia podkomisji smoleńskiej. Minister Macierewicz nie mieści się w swoim ego.  Na razie z tego zwarcia wychodzą na zewnątrz niteczki. Ale dzieje się znacznie więcej.

10.04.2013  Warszawa , Sejm - Trzecia Rocznica Katastrofy Smolenskiej .  (od lewej:) Prezes PiS Jaroslaw Kaczynski i przewodniczacy Antoni Macierewicz (w tle asystent Macierewicza Bartlomiej Misiewicz ) podczas uroczystego posiedzenia zespolu parlamentarego do zbadania przyczyn katastrofy samolotu TU - 154 M pod Smolenskiem 10 kwietnia 2010 .Fot . Slawomir Kaminski / Agencja GazetaPrezes PiS Jarosław Kaczyński i szef MON Antoni Macierewicz, z tyłu Bartłomiej Misiewicz (fot. Sławomir Kamiński/AG)

Koledzy z PiS potwierdzają?

- Trzy miesiące temu kolega dobrze zorientowany w sprawach tej ekipy popukał się w głowę, kiedy mówiłam, że się za siebie wezmą. Tego samego dnia zadzwonił i przyznał, że jest coś na rzeczy.

A czy czekanie na to, aż w obozie władzy zaczną się brać za łby, to nie jest kiepska strategia dla partii, która chce odzyskać władzę?

- To w ogóle nie jest ani strategia, ani nasza strategia. To okoliczności zewnętrzne, których nie mamy prawa nie wykorzystać.

Pani już raz była w rządzie.

- I wiem, że jeśli ktoś oczekuje poklasku, akceptacji dla swoich działań, blasku fleszy i świecidełek, to rząd nie jest miejscem dla niego. Więcej się dostaje szlamu, który wylewa się człowieka na każdym kroku. A niektórzy pana koledzy i koleżanki próbują tętnicę przegryźć. Nawet wtedy, kiedy...

Kiedy?

- Kiedy jest się po prostu niewinnym, no!

Dla tabloidów nie ma to znaczenia.

- Każde stanowisko ministerialne to misja mniej lub bardziej samobójcza. Jeśli chce się coś zrobić dobrze, na poważnie, to trzeba być gotowym na utratę kawałka zdrowia i życia. Wszystkim się wydaje, że to takie ukoronowanie kariery polityka: minister. Oczywiście fotel ministra to ogromna liczba rzeczy wspaniałych. Poczucie sprawczości, wpływania na to, co się dzieje, jest niesamowite. Ale z drugiej strony to nieprawdopodobnie ciężka, trudna, niewdzięczna, wredna robota.

W opozycji jest bezpieczniej.

- Ale możliwość wpływania na rzeczywistość jest czymś bardzo, bardzo fajnym. Mam po tym, jak byłam w ministerstwie zdrowia...

To przejęzyczenie nie było przypadkowe?

- Jasne, że nie. Freud mógłby się tu pobawić moimi słowami. Po pracy w ministerstwie sportu mam olbrzymie poczucie satysfakcji, mimo tego, co na mnie spadło. Rozruszanie sportu powszechnego, turniej Euro2012, dokończenie Stadionu Narodowego.

Wróciłaby pani, gdyby była okazja?

- Tak.

Ale chyba nie do sportu.

- Nie, nie do sportu. Zdrowie to mój ukochany obszar.

Okładka książki Joanny Muchy i ona sama z szalikiem polskiej reprezentacji (fot. mat. wyd. WAB/Sławomir Kamiński/AG)Okładka książki Joanny Muchy i ona sama z szalikiem polskiej reprezentacji (fot. mat. wyd. WAB/Sławomir Kamiński/AG)

Miałaby pani co robić.

- To jest we wszystkich rządach najtrudniejsze pole. Powiem coś kontrowersyjnego: nasz system opieki zdrowotnej, biorąc pod uwagę, jak marne pieniądze na niego wydajemy, jest zaskakująco wydolny. Wszyscy narzekamy i mamy na co narzekać.  Ale warto porównać go z innymi systemami, uwzględniając dostępne w każdym przypadku pieniądze. Gwarantuję duże zaskoczenie.

Próbka możliwości obecnego resortu zdrowia: pigułka "po" znów tylko na receptę, minister, który mówi, że w przypadku gwałtu własnym córkom nie dałby pigułki po...

- Znając ministra Radziwiłła, mam przekonanie, że to nie jest ideowy wybór, tylko chęć podlizania się tu i ówdzie.

Mamy ministra zdrowia czy sumienia?

- Koń, jaki jest, każdy widzi. Bartek Arłukowicz dobrze określił pana Radziwiłła. Encyklopedia mu się z encykliką pomyliła.

Patrząc na to, nie czuje się pani bezsilna? Przecież opozycja, działając według reguł demokratycznych, nie może nic zrobić.

- Możemy, możemy.

Ale co? Nic nie przegłosujecie.

- Tak. Ale Polacy są mądrzy. Już zaczynają zmieniać opinię na temat tego rządu.

Duży optymizm. To kilka sondaży.

- Ale wyraźny trend. Nie sądzę, by coś go zmieniło. Ale tak, czuję się potwornie bezsilna, gdy władza podkopuje podstawy ustroju. Bo nie ma narzędzi, żeby się bronić. Nawet narzędzia atomowe dzisiaj użyte, mogłyby nic nie dać. Atomowe, czyli te które obalały totalitaryzmy. Wielkie demonstracje, protesty, strajki generalne.

Joanna Mucha  (fot. Sławomir Kamiński/AG)Joanna Mucha (fot. Sławomir Kamiński/AG)

Widziałem ostatnio pomysł PO - jeden wielki akt prawny, który cofnie wiele zmian PiS. U pani na profilu.

- I to jest bardzo dobry pomysł.

Tak? Cztery lata później następna władza takim samym aktem cofnie to, co kolejna zrobiła. I tak co cztery lata każda nowa władza całkowicie zakwestionuje poprzednią? Ile tak można się bawić w kotka i myszkę?

- Ktokolwiek przejmie władzę po PiS, a mam nadzieję, że tak się stanie za 2,5 roku albo wcześniej, nie wyobrażam sobie, żeby nie rozliczył ludzi, który zrobili ten bałagan. Ich trzeba wyeliminować na stałe z życia publicznego.

Czyli co? Sądy? Wyroki? Więzienie?

- Trybunał Stanu.

Dla kogo? Jeszcze nikt nigdy przed nim nie stanął.

- Dla wszystkich, którzy złamali Konstytucję. Plus zwykłe sądowe wyroki dla tych, którzy złamali prawo. A jest ich coraz więcej.

Książka Joanny Muchy "Wszystko się stało" (wyd. W.A.B.) jest dostępna w formie ebooka w Publio.pl

Joanna Mucha. Posłanka PO. Ekonomistka, polityk, posłanka na Sejm VI, VII i VIII kadencji, od 2011 do 2013 minister sportu i turystyki. Doktor nauk ekonomicznych w zakresie ekonomii zdrowia (2007). Pracowała jako nauczyciel akademicki na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim, była też działaczką Unii Wolności.

Michał Gostkiewicz. Dziennikarz magazynu Weekend.Gazeta.pl. Wcześniej dziennikarz newsowy portalu Gazeta.pl, dziennikarz działu zagranicznego "Dziennika" i działu społecznego "Newsweeka". Stypendysta programu Murrow Program for Journalists (IVLP) Departamentu Stanu USA. Robi wywiady, pisze o polityce zagranicznej i fotografii. Prowadzi bloga Realpolitik, bywa na Twitterze.


Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Komentarze (481)
Zaloguj się
  • pinkdotr

    Oceniono 71 razy 29

    Halo, Gazeta - chyba przestał działać skrypt antrytrollowy i nie da się tu normalnie podyskutować a szkoda, bo bardzo dobry wywiad z bardzo ciekawie i głęboko myślącą osobą.

  • 1_wiechu

    Oceniono 63 razy 19

    Kulturalna, mądra osoba. Po wszystkich pisowskich krzykach, grożeniach, insynuacjach, straszeniach, miło przeczytać wywiad z normalnym człowiekiem. Można się z Panią zgadzać lub nie, ale zawsze to będzie dyskusja z człowiekiem z klasą.

  • Jurek Silny

    Oceniono 31 razy 13

    Prostactwo, wręcz dno intelektualne prezentowane przez hejterów jest zatrważające. Jeżeli to jest głos reprezentacji części narodu popierającej PiS, to nie dziwię się, że ta formacja, mimo tak złego "rządzenia" krajem, ciągle ma tak wysokie poparcie.

  • hender67

    Oceniono 26 razy 10

    Czytając wściekłe wypociny pisowskich trolli widać jak bardzo dopieka im sukces posłanki Platformy Obywatelskiej. Wytężonej pracy posłanek Sobeckiej, Pawłowicz, Gosiewskiej,Arciszewskiej, Pieluchy raczej się nie doczekacie. Praca umysłowa to nie ich i nie wasza domena.

  • coelka

    Oceniono 30 razy 10

    Trole pisowskie dostaly wytyczne zeby pisac pod tym artykułem hehe, znowu to widac w komentarzach, pod którymi artykułami maja pisac bardzo duzo heh

  • kkapiotrek

    Oceniono 11 razy 9

    No cóż lata płyną a Ona nadal jest ładna

  • aniaq13

    Oceniono 19 razy 9

    Pissowska szczujnia dałą zlecenie swoim trollom na ten artykuł i stało się. To forum to w przeważającej części obraz sali sejmowej - PiS-u i jego kukizowej przystawki. Popis arogancji, buty, wypowiadania się mimo nieznajomości tematu i prostactwa.
    Współczuję pani Joannie - pięknej, mądrej, kulturalnej i wykształconej kobiecie, że musi się z tym ścierać na co dzień.
    Naprawdę współczuję. to musi być cholernie ciężkie.

    PiS wprowadził do naszego parlamentu CHAMSTWO, jakiego do tej pory nie było. Przebili Samoobronę .... a wydawało się to niemożliwe

  • dezyderymarchewka

    Oceniono 31 razy 9

    porównajcie ją i poseł Krystynę Pawłowicz, a wszystko stanie się oczywiste - co tu w ogóle komentować?

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX