''Body''

''Body'' (fot. Tomasz Wysocki)

Jak się bawić w...

Kolekcjonowanie zdjęć. ''Każdy region ma swoją unikatową i wartą uwagi fotografię''

Polska fotografia kolekcjonerska to wciąż dosyć rzadkie hobby. Może dlatego, że wydaje się kosztowne. Jak jednak dowodzą krytycy i galerzyści, w naszym kraju talentu nie brakuje, a młody, jeszcze raczkujący rynek kolekcjonerski sprawia, że zdjęcia rodzimych twórców sprzedają się w stosunkowo przystępnych cenach. Co trzeba wiedzieć o polskiej fotografii, gdzie jej szukać i jakich artystów wypatrywać - zdradzają nam specjaliści.

I. ''Przekonuję wszystkich, by kupowali oczami i sercem'' - rozmowa z Rafałem Łochowskim, twórcą galerii Leica 6×7 Gallery w Warszawie, która zajmuje się prezentacją fotografii i reprezentacją wybranych współczesnych fotografów polskich. W Leica 6×7 Gallery można też kupić prace zagranicznych gwiazd.

Dlaczego fotografia?

- Bo zgadzam się z twierdzeniem, że fotografia jest najważniejszą dziedziną sztuki XX wieku. Że żadna inna jej dyscyplina nie wpłynęła tak bardzo na kulturę w XX wieku jak ona. Sztukę minionego stulecia kształtowały tysiące fotografów, nie tylko artystów sensu stricte, lecz także reporterów, dokumentalistów, portrecistów, a nawet fotografów reklamowych. By zajmować się dzisiaj fotografią, trzeba mieć porządne przygotowanie, to wymaga dużej wiedzy. Ja zajmuję się nią od lat 10 i wciąż mam wrażenie, że dopiero liznąłem temat. Jeszcze dużo przede mną. Ale to też jest podniecające, na świecie dzieje się tyle ciekawych rzeczy. W zasadzie każdy region ma swoją unikatową, interesującą i prawie zawsze wartą uwagi fotografię.

''Girl & fish'' (fot. Tomasz Wysocki)''Girl & fish'' (fot. Tomasz Wysocki)

Jak na tym tle wygląda polski rynek? Czy z jego młodości wynikają dla kolekcjonerów jakieś korzyści?

- Tak. Mamy w Polsce grupę - nie bardzo liczną, ale zawsze - bardzo dobrych lub bardzo dobrze się zapowiadających fotografów. W większości młodych. Jeżeli niczego po drodze nie zepsują, zrobią fantastyczne kariery. A ponieważ w Polsce rynek niemalże nie istnieje, ich prace wciąż można kupić za bezcen, czyli za 2, 3, 4 tysiące złotych - a trzeba państwu wiedzieć, że mówimy o pracach, które, jeśli wszystko dobrze pójdzie, będą już za kilka lat warte wielokrotnie więcej. Dowodem na to jest kariera Kacpra Kowalskiego, który podczas swojej pierwszej dużej wystawy w naszej galerii, w styczniu 2014 r., wystawiał swoje prace w cenach od 1600 do 10 tysięcy złotych. Dwa lata później w Nowym Jorku sprzedawał swoje prace za dziesiątki tysięcy dolarów. Taka przebitka jest nielichą zaletą tego rynku. Jest jeszcze jedna - kolekcjonowanie fotografii to dzisiaj w Polsce bardzo elitarne hobby. W naszym kraju jest raptem kilkunastu poważnych kolekcjonerów - i mówiąc "poważnych", mam na myśli osoby, które nie kupują prac po to, żeby powiesić je na ścianie, bo tam już nie mają miejsca. Nie, oni kupują po to, żeby budować kolekcję, z myślą, że kiedyś tę kolekcję przekażą jakiejś instytucji publicznej. Na świecie tak się właśnie myśli o kolekcjonowaniu, w taki sposób wspiera się instytucje. W Polsce ten zwyczaj dopiero zaczyna się pojawiać, i dobrze. Kolekcjonowanie polskiej fotografii daje poczucie wyjątkowej elitarności.

A czy nasz rynek ma w takim razie jakieś wady?

- Ma. Po pierwsze, fotografia ze świata jest dla nas potwornie droga. Dla większości Polaków kilka tysięcy złotych za pracę polskiego artysty to już jest bardzo dużo. Natomiast kilkadziesiąt tysięcy euro za pracę artysty uznanego w świecie wprost nie mieści się w głowie. Osób, które wydają tego rzędu pieniądze, jest w Polsce tylko kilka. Po drugie, nasz rynek jest relatywnie niewielki, co wpływa na niego negatywnie, bo sprawia, że polscy fotografowie nie są w stanie sprzedawać swoich prac za godziwe pieniądze. W efekcie po jakimś czasie zaczynają się zajmować czym innym, np. fotografią komercyjną, marnując swój czas i talent, zamiast szlifować kunszt.

(''Nailing Love) The Anatomy Lesson 2015'' (fot. Wojtek Wieteska)(''Nailing Love) The Anatomy Lesson 2015'' (fot. Wojtek Wieteska)

Czy planując stworzenie kolekcji, powinniśmy posiąść jakąś wiedzę techniczną?

- Tak. Od razu poczynię zastrzeżenie dla wyjaśnienia pojęć: to, o czym chciałbym państwu opowiedzieć, dotyczy fotografii współczesnej. Fotografia dawna rządzi się nieco innymi prawami i stawia się przed nią inne wymagania. Podam przykład: zdjęcie Witkacego może być zgięte wpół, z oderwanym rogiem, podpisane tylko odciskiem palca umoczonym w winie, wyblakłe i poplamione, a i tak będzie warte krocie, bo zrobił je wielki artysta, który już nie żyje, więc nie zrobi kopii. Wiadomo, że tego typu obiektów jest na rynku bardzo niewiele, dlatego ich wartość jest wysoka i z roku na rok rośnie. My natomiast próbujemy zajmować się sztuką współczesną. Jest to materia o tyle ciekawa, że osiem spośród dziesięciu najdroższych fotografii na świecie (mówimy o milionach euro) to obiekty współczesne, autorstwa żyjących artystów. Zupełnie inaczej niż choćby w przypadku malarstwa. A więc gdy zachce nam się kolekcjonować współczesną fotografię, należy zwrócić uwagę na kilka aspektów.

Jakich?

- Fotografia kolekcjonerska musi być wykonana w określony sposób pod względem technicznym. Po pierwsze, powinno być jasne, na jakim papierze została wydrukowana czy odbita, jakich metod do tego użyto - a powinny to być to tzw. metody archiwalne, czyli gwarantujące trwałość fotografii, która dzisiaj, przy współczesnych technologiach, jest liczona w setkach lat. Druga rzecz to wielkość edycji. Fotografia kolekcjonerska musi być limitowana. Nie ma twardego wymogu, jak wysoki powinien być limit, i jest na świecie wielu twórców, którzy mogą sobie pozwolić na to, żeby limitować prace do dwustu egzemplarzy i nadal sprzedawać je za dziesiątki tysięcy dolarów czy euro. W naszym przypadku - współczesnej fotografii na niezbyt dojrzałym rynku - limitowanie powinno jednak mieścić się w zakresie kilku-kilkunastu odbitek. Amerykanie uważają przy tym, że wartość fotografii jako dzieła sztuki, konkretnego motywu, to zbiorcza wartość wszystkich odbitek, które powstały. A więc jeśli mamy pracę Steve'a McCurry'ego albo Edwarda Burtynskiego w cenie 5 tysięcy euro i nakładzie 50 egzemplarzy, to de facto wartość tego konkretnego zdjęcia wynosi 250 tysięcy euro. Dlatego zdarza się, nieczęsto niestety, że przychodzi klient, widzi na wystawie "jedynkę", czyli pierwszą odbitkę w serii, i mówi: "Kocham to zdjęcie, chcę ten egzemplarz, ale chcę też negatyw albo oświadczenie na piśmie, że więcej odbitek nie powstanie. Mogę zapłacić pięć razy tyle". Zdarza się też, że klient wykupuje cały nakład. Obok jakości i techniki wykonania trzeba też wymagać od artysty albo galerii certyfikatu autentyczności, na którym widnieje metoda wykonania, informacja o nakładzie i numerze odbitki w serii. Istotna jest także sygnatura, czyli podpis artysty - bezpośrednio na pracy lub na certyfikacie naklejonym na pracę.

''Martwe natury'' (fot. Paweł Żak)''Martwe natury'' (fot. Paweł Żak)

Znaczenie ma też oprawa, która poza walorem estetycznym powinna też w odpowiedni sposób zabezpieczać zdjęcie. Fotografie należy przechowywać w środowisku bezkwasowym - nawet śladowe ilości kwasów, zawarte na przykład w klejach używanych do produkcji tanich ram, mogą zniszczyć cenną pracę. Ogromne znaczenie ma również szkło używane do oprawy. Współcześnie wykorzystuje się tak zwane szkło muzealne, pokryte filtrami optycznymi, eliminującymi większość promieniowania UV, które także z czasem niszczy fotografie. Szkło takie jest również antyrefleksyjne, więc praca nim przykryta wygląda po prostu lepiej. Niestety, dobrze wykonana rama jest kosztowna - dość powiedzieć, że muzealne szkło ma cenę kilkanaście razy wyższą od "zwykłego".

Na koniec liczy się jeszcze sposób ekspozycji zdjęcia na ścianie - czyli miejsce, w którym wisi oraz sposób oświetlenia. To osobny, ogromny temat i przynajmniej na początku warto korzystać tutaj z doświadczenia fachowców - galerzystów czy projektantów wnętrz. Ale koniec końców nie to wszystko jest w kolekcjonowaniu najważniejsze.

A co jest?

- Najważniejsze jest to, czy dana praca nam się podoba. Przekonuję wszystkich, by kupowali oczami i sercem. Jeśli widzimy pracę, która teoretycznie jest warta miliony, a dzisiaj można ją kupić za pół ceny, to jeśli nam się nie podoba, nie kupujmy jej. Kupmy taką, która spełnia te wszystkie warunki, ale przy tym chwyta nas za serce. Zwłaszcza jeśli ma zawisnąć na naszej ścianie. Po drugie - kupujmy tych artystów, którzy naprawdę mają coś do powiedzenia.

''Parrots'' (fot. Tomasz Wysocki)''Parrots'' (fot. Tomasz Wysocki)

Zdjęcie może dziś zrobić każdy, jeśli ono się udało, to można, a nawet trzeba, pokazać je w internecie, ale nie staje się ono automatycznie przedmiotem kolekcjonerskim czy dziełem sztuki. To, co warto kupić, to opowieść kogoś, kto ma coś do powiedzenia. To powinien być artysta, który chce nam coś przekazać, ma jakąś spójną wizję świata - możemy się z nią zgadzać lub nie, ale ją zauważamy i pozostaje ona w naszej głowie. Jeżeli trafimy na kogoś takiego, nie ma znaczenia, czy używa on aparatu fotograficznego, pędzla, dłuta czy pióra. A kiedy przyjdziemy do domu po wystawie, na której nasze serce skradła jakaś praca, wyszukajmy jej twórcę w internecie, zobaczmy, co dotychczas zrobił, albo jak rokuje. Nie oceniajmy artysty na podstawie jednego zdjęcia - tak jak nie oceniamy muzyka na podstawie jednego przeboju.

Kogo by pan polecał spośród artystów tworzących spójnych narrację?

- Mogę powiedzieć o tych, którzy się najlepiej sprzedają. Gigantyczny sukces odniósł Kacper Kowalski, ale za jego prace trzeba dziś słono zapłacić. Czasy, gdy kupowało się go za niewielkie pieniądze, już minęły. Jego pejzaże są za to bardzo piękne i na pewno docenią je nasi znajomi, nawet ci niekoniecznie zorientowani w sztuce.

Interes możemy potencjalnie zrobić na Pawle Żaku, którego wystawa wisi właśnie w naszej galerii. Paweł jest artystą dojrzałym i bardzo utytułowanym - jego prace znajdują się w wielu poważnych kolekcjach (w tym np. w Muzeum Narodowym, w CSW, a także we francuskiej Bibliotheque Nationale w Paryżu). Mimo to ich ceny są nadal przystępne (kilka tysięcy złotych), a na ścianie wyglądają po prostu fantastycznie (sam mam u siebie kilka jego martwych natur). Jest też kilku artystów młodych, na których warto zwrócić uwagę - choćby Tomek Wysocki, ciągle jeszcze student łódzkiej Filmówki. Jest to artysta o niezwykłej wrażliwości, a przy tym wyjątkowo pracowity. Myślę, że ma przed sobą ogromną karierę. W tym zestawieniu nie może także zabraknąć Wojtka Wieteski, jednego z najbardziej utytułowanych polskich fotografów, którego praca trafiła kilka lat temu na okładkę albumu "Collecting Fine Art Photography". Wieteska bywa nierówny i szalony, czasem trudno za nim nadążyć, ale ma taki poziom komunikacji z widzem, że na całym świecie ludzie wyławiają wzrokiem jego prace na wystawie i mówią: O, to jest dobre. Wielu młodych musi się tego jeszcze nauczyć.

A można się tego nauczyć?

- Można, ale wymaga to "sprzężenia zwrotnego" - kontaktu z widzem. Czyli trzeba zrobić wiele wystaw, wernisaży i spotkań autorskich, odbyć szereg rozmów z ludźmi, żeby zrozumieć zasady komunikacji z publicznością. I to nie znaczy, że trzeba się do tych zasad stosować, ale warto wiedzieć, że istnieją. Wieteska ma to w małym palcu. Może sobie pozwolić na jazdę bez trzymanki, której sensu nie rozumie nikt, czasem nawet on sam. Ale gdzieś obok pokazuje takie prace, które od razu ujawniają, że mamy do czynienia z mistrzem świata.

''Flights 91_08'' (fot. Wojtek Wieteska)''Flights 91_08'' (fot. Wojtek Wieteska)

Wieteskę też można kupić za bezcen, bo taki jest rynek w Polsce. Każdy z tych artystów za granicą byłby wart co najmniej kilka razy więcej...


II.
Ważne nazwiska. Zestawienie najciekawszych artystów, których prace warto śledzić. Przygotowała je dla nas Marta Czyż - kuratorka, krytyczka sztuki, współautorka książki "W ramach wystawy" poświęconej strategiom kuratorskim.

Moja wymarzona kolekcja fotografii stanowiłaby przekrój prac od egzemplarzy o dużej wartości historycznej, dokumentującej świat sprzed wieku, po współczesne, które stanowią odrębny język artystycznej wypowiedzi. Z tych najstarszych wybrałabym Zofię Chomętowską, Zbigniewa Dłubaka i Zofię Rydet, ze szczególnym uwzględnieniem Dłubaka, który eksperymentował z obrazem fotograficznym na pograniczu abstrakcji.

Muzeum Sztuki Nowoczesnej. Wystawa 'Zofia Rydet. Zapis, 1978-1990'. Cykl fotograficzny ''Zapis socjologiczny'' (fot. Waldemar Gorlewski / Agencja Gazeta)Muzeum Sztuki Nowoczesnej. Wystawa 'Zofia Rydet. Zapis, 1978-1990'. Cykl fotograficzny ''Zapis socjologiczny'' (fot. Waldemar Gorlewski / Agencja Gazeta)

W mojej kolekcji na pewno znalazłoby się miejsce dla kilku fotografii Tadeusza Rolkego ze względu na jego bogate życie i wnikliwe oko dokumentalisty. Wybrałabym na przykład zdjęcia Niemiec w latach 70. czy Polski w latach 90., pionierskie fotografie mody i portrety polskich gwiazd. Marzyłabym również choć o jednej pracy duetu KwieKulik (Zofia Kulik i Paweł Kwiek) z lat 70. z cyklu "Działania z Dobromierzem" - konceptualnych portretów syna artystów z czasów niemowlęcych. Na mojej wish-liście jest też Zbigniew Libera - jego inscenizowane fotografie z cyklu "Pozytywy" lub "Wyjście ludzi z miast". Na mojej ścianie nie zabrakłoby też Anety Grzeszykowskiej i Jana Smagi. Cenię zarówno ich prace tworzone w duecie, jak i osobno. Bardzo bym również chciała mieć pracę Joanny Piotrowskiej oscylującą między performansem a socjologicznym zapisem. Moją kolekcję wzbogaciłyby też prace Rafała Milacha i Andrzeja Tobisa, będące efektem skrupulatnie przemyślanych i realizowanych projektów. Obowiązkowo pokusiłabym się o jedną wielkoformatową fotografię Szymona Rogińskiego, z którego bogatego zbioru wybrałabym jedno zdjęcie z serii "Warszawa", gdzie tak szczerze i doniośle dokumentuje moje ukochane miasto.

Mój zbiór zamknęłyby trzy młodsze nazwiska: Janek Zamoyski, Kuba Dąbrowski i Weronika Ławniczak, za wnikliwe i eksperymentalne podejście do medium fotografii, ale także za genialne portrety. Najchętniej poprosiłabym ich o zrobienie mojego.

Prace Tadeusza Rolkego (fot. Tadeusz Rolke / Agencja Gazeta)Prace Tadeusza Rolkego (fot. Tadeusz Rolke / Agencja Gazeta)


III. Najlepsze adresy. Gdzie warto szukać polskiej fotografii? Poleca Anna Theiss, konsultantka do spraw sztuki, designu, komunikacji. Buduje prywatne i korporacyjne kolekcje sztuki.

Fundacja Archeologii Fotografii

Tu warto skierować pierwsze kroki, jeśli rozglądamy się za fotograficzną klasyką. Fundacja Archeologii Fotografii specjalizuje się w dbaniu o to, co zostało po wybitnych polskich fotografach. Porządkuje i upublicznia archiwa, z erudycją i swadą interpretuje spuściznę po wielkich - organizuje świetne wystawy (m.in. zeszłoroczny pokaz prac Wojciecha Zamecznika w warszawskiej Zachęcie), wydaje popularyzatorskie książki. Kolekcjonerów kusi reprintami zdjęć m.in. Zbigniewa Dłubaka, Tadeusza Sumińskiego, Zofii Chomętowskiej. Wszystko bardzo tak jak trzeba - perfekcyjnie technicznie, w małych edycjach, dostępnych cenach (od ok. 400 zł). Przepastne szuflady FAF kryją też oryginalne, wykonane przez artystów, odbitki. Już dla zaawansowanych (również budżetowo) kolekcjonerów. Dobra propozycja dla tych, którzy niekoniecznie szaleją za dzisiejszymi fotograficznymi eksperymentami albo chcieliby dobudować historyczny przypis do swojej kolekcji.

Raster

Klasyka na drugą nóżkę. To w Rastrze wykluła się gwiazda współczesnej sztuki kojarzona z fotografią, czyli Aneta Grzeszykowska. Galeria pracuje zresztą z całą plejadą polskich artystów, których prace dostępne są dla kolekcjonerów w formie fotografii (m.in. Zbigniewem Liberą, Oskarem Dawickim). Warto mieć na radarze, co też majstrują galerzyści i artyści z Rastra, bo to zawsze ciekawe formalnie i wystawienniczo. Na przykład Salon Nowej Fotografii - próba pokazania w konwencji salonu najciekawszych indywidualnych obsesji artystów młodego i średniego pokolenia. Jeśli ktoś zbiera fotografię na poważnie, to nie wyobrażam sobie ominięcia tego adresu. Ostatnio moją uwagę zwróciły świetne fotograficzno-kolażowe prace Jana Smagi. 25 000 zł, ale naprawdę dobrze wydane.

''Ole Nythal Lama. Buddyzm'' (fot. Jan Zamoyski / Agencja Gazeta)''Ole Nythal Lama. Buddyzm'' (fot. Jan Zamoyski / Agencja Gazeta)

Aukcje Fotografii Kolekcjonerskiej

Koń pociągowy polskiego kolekcjonowania fotografii. Projekt promujący kolekcjonowanie polskich zdjęć, zrównujący fotografię dawną i najnowszą, wyznaczający standardy cenowe i techniczne. 18. edycja wystawy poprzedzającej aukcję oraz sama aukcja odbędą się w dniach 19 maja - 13 czerwca. Fotografia Kolekcjonerska to zresztą nie sama aukcja i wystawa, ale strona, profil facebookowy i w zasadzie społeczność skupiona wokół zbierania, wystawiania, produkowania i rozmawiania o fotografii.

Rodriguez Gallery

Nie jestem wielką fanką traktowania fotografii jako medium bardzo, bardzo rozłącznego od reszty produkcji artystycznej (chociaż zgoda, że ze względu na podłoże, techniki i edycje zdjęcia kolekcjonuje się nieco inaczej niż inne media). Rosnąca w siłę Galeria Rodriguez zgrabnie ogrywa to, że fotografia to jednocześnie "to samo, chociaż trochę coś innego". W portfolio galerii wiele (ale to naprawdę wiele!) prześwietnych prac fotograficznych - chociażby Doroty Buczkowskiej czy Michała Smandka, czyli niezupełnie "wyłącznie fotografów", ale za to superartystów, którzy z maestrią opanowali i to medium.

Michał Sandek z meteorytem, jednym z elementów swojego projektu ''Discover'' w Galerii Kronika (fot. Dawid Chalimoniuk / Agencja Gazeta)Michał Sandek z meteorytem, jednym z elementów swojego projektu ''Discover'' w Galerii Kronika (fot. Dawid Chalimoniuk / Agencja Gazeta)


IV. Do poczytania. Trzy najciekawsze książki dla aspirujących kolekcjonerów fotografii polskiej

"Przewodnik kolekcjonera sztuki najnowszej", Piotr Bazylko, Krzysztof Masiewicz, 2008

Choć książka ta ma już kilka lat i dotyczy kolekcjonowania sztuki polskiej w ogóle, wciąż jest wyjątkowym na naszym rynku przewodnikiem zbierającym w jednym miejscu informacje na temat istniejących kolekcji publicznych oraz prywatnych, podstawowych zasad kolekcjonowania i opinie o naszym rynku padające z ust jego "aktorów". Intrygującym zabiegiem jest umieszczenie w książce również sylwetek 66 artystów, których autorzy - twórcy poczytnego bloga kolekcjonerskiego ArtBazaar - uznali za najbardziej inspirujących w 2008 roku. Dziś ta lista z pewnością wyglądałaby inaczej, ale dzięki temu stanowi swoistą migawkę z ówczesnego stanu rzeczy, z którym możemy porównywać się dziś. Tym bardziej że z publikacji wyłania się przede wszystkim obraz wielkiego, niewykorzystanego jeszcze potencjału rodzącego się na naszych oczach rynku sztuki.

"Sztuka w naszym wieku", publikacja zbiorowa pod redakcją Magdaleny Miecznickiej, wydana na 15-lecie Kolekcji Sztuki Polskiej ING, 2015

Zbiór tekstów tuzów polskiej sceny artystycznej, którzy w esejach na pięć tysięcy znaków odpowiadają na niewinne z pozoru pytania sformułowane w duchu idei "wszystko, co chcielibyście wiedzieć o sztuce, ale boicie się zapytać". I tak profesor Maria Poprzęcka wyjaśnia, czy sztuka jest w Polsce do czegoś potrzebna, galerzysta Dawid Radziszewski zdradza, co składa się na ceny prac w galeriach (mówiąc przy tym, że "że nigdy nie wiadomo, kto zrobi karierę, ale zwykle wiadomo, kto nie zrobi"), a kolekcjoner Krzysztof Nowakowski i kuratorka Marta Czyż opowiadają, jak i po co kolekcjonować sztukę. Wśród tekstów są takie, które szczerze bawią (jak odpowiedź Doroty Jareckiej na pytanie o to, kto decyduje o tym, że coś jest dziełem sztuki, czy wgląd Jakuba Banasiaka w codzienność artysty romantycznego), jak i takie, które same w sobie są formą ekspresji artystycznej (wypowiedź Oskara Dawickiego). Warto na tę książkę zapolować, bo nie tylko pokazuje, jak w danym momencie historycznym definiuje się rozmaite pola artystycznej rzeczywistości (z trudem), lecz także dosłownie unaocznia bogactwo prac zgromadzonych w Kolekcji Sztuki Polskiej ING, z której wybór pieczołowicie na jej kartach zaprezentowano.

(fot. materiały prasowe)(fot. materiały prasowe)

"Decydujący moment. Nowe zjawiska w fotografii polskiej po 2000 roku", Adam Mazur, 2012

Rzadka na polskim rynku publikacja albumowa, która pochyla się nad polską fotografią najnowszą, prezentując sylwetki 92 artystów (wraz z pół tysiącem zdjęć) tworzących zarówno fotografię stricte artystyczną, jak i reportażową czy modową. Adam Mazur, krytyk sztuki i kurator, autor monograficznej "Historii fotografii w Polsce 1839-2009", a nade wszystko baczny obserwator polskiej sceny artystycznej, poprzedza swój wybór historyczno-eseistycznym wstępem, w którym określa ten "decydujący moment" w historii najnowszej fotografii. Tworzyły go wybrane wystawy, debiuty, wydarzenia na rynku technologicznym czy pojawiające się pisma branżowe. Przy okazji autor zgrabnie uzasadnia pominięcie w swojej publikacji dziesiątków innych interesujących artystów, których starczyłoby na kolejny, nie mniej kompletny album. Do dzisiaj praca Mazura to najbardziej wyczerpujące kompendium wiedzy o polskiej fotografii najnowszej zebranej w jednym tomie.


Agata Michalak.
Dziennikarka, redaktorka, z wykształcenia kulturoznawczyni, pisze o przyjemności płynących z kultury (i) jedzenia. Współtworzyła i prowadziła magazyn kulturalno-kulinarny "Kukbuk", szefowała miesięcznikowi "Aktivist", pisała do berlińskiego dwutygodnika "Zitty", "Wysokich Obcasów" i "Exklusiva". Prowadziła autorską audycję w Radiu Roxy i bloga o ekodizajnie. Ciekawi ją życie wielkich miast. Autorka książki "O dobrym jedzeniu. Opowieści z pola, ogrodu i lasu", która ukazała się nakładem wydawnictwa Czarne.

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Komentarze (7)
Zaloguj się
  • Małgorzata Bajur

    Oceniono 1 raz 1

    Dobrą fotografię m.in. T. Rolke, Z. Rydet, W. Wieteska i wiele innych można nabyc podczas aukcji Artyści dla Olinka.
    Zapraszam do sledzenia na FB

  • student_zebrak

    Oceniono 4 razy -4

    zbyt wielu hochsztaplerow udajacych nawiedzonych i niezrozumianych artystow
    btw - na scianie wisza od 25 lat zdjecia moich dzieci, bez specjalnych ramek, papierow itd szklo normalne.
    Tylko trzeba uzywac odpowiedniego materialu i obrobki.

  • errorem

    Oceniono 1 raz 1

    Własna "stajnia artystów", upodobania i preferencje, to oczywistość, więc "każdy galerzysta swój ogon chwali" ;>
    A aby kupić dobrą fotografię, niekoniecznie trzeba się kierować wskazaniami handlarzy-galerników. Trzeba się tylko rozejrzeć się po galeriach, stronach artystów w necie, jak i absolwentów studiów fotograficznych.
    Przy założeniu, że chce się mieć oryginalny obraz, a nie reprodukcję z marketu.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX