Kamila i Michał Niewiadomscy

Kamila i Michał Niewiadomscy (fot. Rafał Nowak)

im się udało

Młodzi Polacy założyli cyrk i odnieśli sukces. ''Ale ludzie do dziś nie traktują nas poważnie''

Kiedy mieliśmy po 19 lat, pojechaliśmy w podróż po Europie z ledwie tysiącem złotych w kieszeni. Żeby trochę zarobić, wystawialiśmy na ulicach miast pantomimę. Ludzie się śmiali i dawali nam pieniądze. Wtedy pomyśleliśmy, że może warto założyć firmę, która będzie kojarzyła fajnych artystów z ludźmi, którzy chcą ich oglądać. Dziś mamy własny cyrk - mówią Kamila i Michał Niewiadomscy, właściciele Agencji Artystycznej Mimello, która rocznie obsługuje kilkaset imprez w kraju.

Dlaczego w waszym cyrku nie ma zwierząt?

Kamila: Dlatego, że stawiamy na sztukę ludzkiego ciała. Chcemy pokazywać kunszt artystów cyrkowych, którzy często poświęcają całe swoje życie na szlifowanie cyrkowych umiejętności. Chcemy, by artyści mogli dzielić się z publicznością swoją pasją i dzięki niej zarabiać na życie. A zwierzęta niech będą tam, gdzie ich miejsce - w swoim naturalnym środowisku gdzieś w Afryce czy Azji.

Artyści Mimello podczas występów na gali CEEQA w warszawskiej Soho Factory (fot. Rafał Nowak)Artyści Mimello podczas występów na gali CEEQA w warszawskiej Soho Factory (fot. Rafał Nowak)

Michał: To zasada, która nam przyświeca, choć od razu zaznaczę, że nie każdy treser w cyrku maltretuje zwierzęta. Patologie oczywiście się zdarzają, ale często zwierzaki są dla cyrkowców najlepszymi przyjaciółmi i artyści kochają je całym sercem. Jednak wierzymy, że przebywanie w ciągłym zamknięciu, stres związany z występami, nieustanny transport to jest coś, co nie jest zgodne ze zwierzęcą naturą i niezbyt dobrze na nią wpływa.

To dlatego zajęliście się sztuką Nowego Cyrku?

Michał: Sztuka Starego Cyrku sprowadza się do przedstawień, w których biorą udział zwierzęta i które odbywają się wewnątrz namiotu. Nowy Cyrk dzieje się poza nim, a w show nie uczestniczą zwierzęta.

Kamila: Dla mnie to jest też taki rodzaj sztuki, którym każdy może się bawić i który daje wiele możliwości. Nowy Cyrk jest po prostu bliższy naszej codzienności. Na przykład ja, nie będąc artystką cyrkową, mogę wziąć kilka piłek i iść z dziećmi do parku, żonglować albo kupić linę, rozłożyć ją między drzewami i po niej spacerować.

Artyści Mimello w sopockiej Zatoce Sztuki (fot. Rafał Nowak)Artyści Mimello w sopockiej Zatoce Sztuki (fot. Rafał Nowak)

Dla czystej rozrywki?

Kamila:
Nie tylko. Dzięki żonglerce rozwija się mózg, nie tylko u dzieci, ale też u dorosłych. Żonglowanie trzema piłeczkami może rozwijać tkankę mózgu w sposób podobny do tego, w jaki sposób ćwiczenia na siłowni rozwijają mięśnie. Za granicą, np. w Niemczech, gotowe zestawy do nauki żonglowania często są dostępne dla dzieci w świetlicach.

Wy jednak - chcąc promować ten rodzaj sztuki - założyliście cyrk w Polsce, choć nie jesteśmy krajem, który kojarzy się z żonglerką, pantomimą czy szeroko rozumianym kuglarstwem...

Michał: Uznaliśmy, że właśnie dlatego warto to zrobić.

Żeby wypełnić lukę?

Michał: Żeby dać ludziom to, czego chcą i potrzebują.

A o tym, że chcą i potrzebują wiecie z...?

Michał: Z autopsji (śmiech). Kiedy mieliśmy po 19 lat, pojechaliśmy z Kamilą w podróż po Europie. Na całą wyprawę mieliśmy tysiąc złotych, a więc niezbyt dużo. Podróżowaliśmy autostopem przez Niemcy i Belgię do Francji, wracaliśmy przez Włochy i Austrię.

Kraina Kinder Niespodzianki w Zabrzu (fot. Rafał Nowak)Kraina Kinder Niespodzianki w Zabrzu (fot. Rafał Nowak)

Żeby trochę zarobić, w mieście, w którym akurat byliśmy, wychodziłem na ulicę z twarzą umalowaną na biało, zakładałem melonik i robiłem przedstawienie jednego mima. W wielu miejscach zatrzymywały się tłumy. W Brukseli na taki "show" przyszło około dwustu osób. Ludzie się śmiali, wrzucali nam pieniądze. Tam zarobiliśmy około stu euro.

Dla nas to było niesamowite. To zainteresowanie jest najlepszym dowodem, że ludzie chcą i potrzebują takiej formy rozrywki. Wtedy pomyśleliśmy, że może warto założyć firmę, która będzie kojarzyła klientów i fajnych artystów. Taką, która da ludziom dużo radości, a artystom pracę.

Kamila: Zastanawialiśmy się, w jakich momentach codzienności artyści cyrkowi są albo mogliby być ludziom potrzebni. I okazało się, że takich wydarzeń jest mnóstwo!

Na przykład?

Kamila: Choćby urodziny dziecka! W takim dniu występ klauna, magika czy brzuchomówcy sprawdza się idealnie. Zaraz potem są śluby czy wesela - bardzo często nasze anioły na szczudłach proszone są, by np. obsypać parę młodą płatkami róż przy wyjściu z kościoła. Nasi mimowie na weselach przedstawiają etiudę pantomimiczną o młodej parze! Firmy organizują też konferencje czy bankiety, na których pokazy akrobatów, mimów czy tancerzy są główną atrakcją wieczoru. Są też pikniki miejskie i firmowe.

(fot. Mimello)(fot. Mimello)

W Polsce też robiliście uliczne próby, tak jak za granicą, zanim zdecydowaliście się założyć firmę?

Michał: Tak. 

I też był pozytywny odzew?

Michał: Bardzo pozytywny! 

Kamila: Myślę, że to także dlatego, że Michał nie jest takim ulicznym "staczem". Jego występy nie sprowadzają się do tego, że stoi nieruchomo, a porusza się dopiero, jak ktoś rzuci mu pieniądze. Michał gra całe etiudy, angażuje w to publiczność. Na przykład kiedy wcielał się w rolę kucharza i gotował zupę, to nagle pół ulicy gotowało i potem jadło razem z nim. Jak zbierał kwiatki, żeby się oświadczyć jakiejś kobiecie na końcu ulicy, dopingowała go cała ta ulica. Każdy jego występ jest zbudowany na emocjach. 

Michał: Mam wszystko wcześniej przygotowane. Zanim zacząłem występować, przez kilka lat uczyłem się pantomimy. Jeszcze kiedy mieszkałem z rodzicami, w Makowie Mazowieckim, poszedłem na warsztaty z pantomimy i tańca współczesnego, i poczułem, że to jest coś, co mi się bardzo podoba. Potem przez dwa lata, dwa razy w tygodniu, jeździłem na warsztaty do Warszawy. Stawałem przed lustrem i ćwiczyłem. Dopiero gdy nauczyłem się, jak się myśli pantomimicznie, wyszedłem na ulicę i zacząłem korzystać z tego, że wiem, jak zamienić myśli w ruch. To, co tworzyłem i tworzę nadal, jest inspirowane osobami, które napotykam.

Gotowa recepta na sukces.

Kamila: Kompletnie nie (śmiech). Na samym początku wiedzieliśmy tylko, że nie nadajemy się do pracy w korporacji, że chcemy zaryzykować i założyć własną firmę.

Michał: My nawet nie myśleliśmy wtedy o pieniądzach. Chcieliśmy to zrobić dla samej frajdy i satysfakcji. Żeby było nam jak najłatwiej, zaczynaliśmy w Inkubatorach Przedsiębiorczości w Warszawie, nie płaciliśmy ZUS-u, a mieliśmy osobowość prawną. Na założenie tej firmy wydaliśmy dwa tysiące złotych. I myśleliśmy sobie: "kurczę, jak nam się nie uda, będziemy bankrutami" (śmiech).

Kamila: Przez pierwsze pół roku nie mieliśmy żadnych zleceń. Żeby trochę dorobić, ja stawałam w supermarketach jako hostessa, Michał nocami chodził do drukarni, rozdawaliśmy ulotki. W tym czasie tworzyłam też bazę artystów, którzy mogliby dla nas pracować, a Michał spotykał się z potencjalnymi klientami, opowiadał o tym, co możemy dla nich robić. Naszym pierwszym klientem była Fundacja Spełnionych Marzeń. Zlecili nam występ dla dzieci leżących na szpitalnym oddziale onkologicznym. To było bardzo trudne.

Kraina Kinder Niespodzianki w Zabrzu (fot. Rafał Nowak)Kraina Kinder Niespodzianki w Zabrzu (fot. Rafał Nowak)

Dlaczego?

Kamila: Ze względu na rodziców. Kiedy widzisz ich niewyspane twarze, strach w oczach i obawę, czy ich dziecko przeżyje kolejny dzień i kolejną noc, ten nastrój zaczyna ci się udzielać. Tymczasem jesteś tam po to, żeby wszystkich rozśmieszać.

Michał: Ale to pierwsze wrażenie zwykle trwa tylko chwilę. Potem i dzieci, i rodzice wchodzą w nasz cyrkowy świat, zapominają o rzeczywistości. A my właśnie w takich chwilach czujemy swoją misję, wiemy, że idziemy tam zanieść radość i uśmiech. Dlatego każdy kolejny występ dla tej Fundacji robiliśmy już za darmo, jako wolontariusze.

Fundacja była pierwsza. A potem?

Kamila: Później rzeczywiście wszystko zaczęło się powoli rozkręcać.

Michał: Zgłaszały się do nas kolejne małe fundacje, lokalne domy kultury. Klienci, którzy byli z naszej pracy zadowoleni, polecali nas znajomym. Aż doszliśmy do punktu, w którym w ogóle zrezygnowaliśmy z promocji, tak dobrze działała poczta pantoflowa.

Artyści Mimello na dachu jednego z warszawskich budynków (fot. Rafał Nowak)Artyści Mimello na dachu jednego z warszawskich budynków (fot. Rafał Nowak)

Ile dziś robicie imprez?

Michał: Około 200 rocznie.

A przez pierwszy rok było ich...?

Kamila: Zaledwie kilka. W sumie zrobiliśmy wtedy trzy tysiące złotych obrotu (śmiech), ale się nie poddaliśmy.

Michał:Dziś, po ośmiu latach działalności, mamy obrót rzędu kilkuset tysięcy złotych. Do obsługi wydarzeń zatrudniamy rocznie około setki artystów, magików, brzuchomówców, szczudlarzy. Wszyscy dostają umowy o dzieło lub zlecenie, pieniądze na czas, co w Polsce, w branży cyrkowej, w ostatnich latach bardzo kulało.

Cyrkowych artystów zatrudniano na czarno?

Kamila: W Polsce przez wiele lat branża cyrkowa była branżą państwową. W PRL-u nasi artyści jeździli po całym świecie, kiedy przeciętni Polacy mieli problemy z wyjazdem z kraju. Sytuacja pogorszyła się stosunkowo niedawno, w latach 90., kiedy ten sektor został sprywatyzowany.

Michał: Wtedy też trudniejsza stała się kontrola tego biznesu - jakości przedstawień, cen biletów czy praw pracowników. Myślę, że to jeden z powodów, dla których dziś cyrk źle się wielu ludziom kojarzy. Pewnie zdarzyło się, że zapłacili dużo za bilet, a spektakl był taki sobie, może do namiotu wpuszczał ich podpity bileter...

To, co my robimy, to jest cywilizowanie tego polskiego, cyrkowego rynku.

Umów o pracę jednak nie dajecie.

Michał: O etatach nie ma mowy, bo do każdego występu artystów dobieramy indywidualnie z bazy liczącej pięćset osób. Same występy zaś często trwają zaledwie kilka minut.

Tylko tyle?

Kamila: Mieliśmy kiedyś klienta, który poprosił, by klaun wystąpił na 50. urodzinach jego przyjaciela. Impreza odbywała się na stadionie Widzewa Łódź. Stoliki poustawiane, był szampan, grała nastrojowa muzyka, a konferansjer tak podkręcił atmosferę, że wszyscy spodziewali się, iż z tortu wyskoczy zaraz naga kobieta. Wtedy na salę wjechało wielkie pudło, wyskoczył z niego klaun, przybił jubilatowi piątkę i dał mu balonika (śmiech). Goście byli bardzo zaskoczeni, ale w pozytywnym sensie. To zlecenie trwało około pięciu minut.

Kraina Kinder Niespodzianki w Warszawie (fot. Rafał Nowak)Kraina Kinder Niespodzianki w Warszawie (fot. Rafał Nowak)

Michał: Mieliśmy też zamówienie na występ podczas podpisywania umowy przejęcia jednej firmy przez drugą. Przygotowywaliśmy się wtedy, jak zawsze, układając konkretną etiudę, dobierając muzykę przez kilkanaście godzin. Jechaliśmy z Warszawy do Sopotu siedem czy osiem godzin, bo akurat nad Polską przechodził orkan Alex. Po drodze wiatr zdmuchnął nas do rowu, ostatecznie dojechaliśmy na dziesięć minut przed występem, który trwał dokładnie osiem minut (śmiech).

Z kolei nieco dłuższy występ mieliśmy ostatnio w pociągu. Ekipa pewnej firmy jechała z Warszawy do Krakowa na imprezę integracyjną w klimacie weneckim. Razem z nimi jechało ośmiu naszych mimów w kostiumach z epoki, którzy już w pociągu wprowadzali ich w atmosferę imprezy.

Słyszałam, że ludzie, nawet w kontaktach prywatnych, nie traktują was do końca poważnie. Dlaczego?

Kamila: Często nawet rodzina patrzy na nas z przymrużeniem oka. Nie mówią do nas Michał czy Kamila, tylko Mimello (śmiech). A kiedy zaczynamy opowiadać o naszych planach biznesowych, o tym, że się szkolimy - Michał niedawno skończył studia MBA - kwitują to pobłażliwym uśmiechem.

Impreza w stylu weneckim. Artyści Mimello na dworcu PKP Kraków Główny (fot. Rafał Nowak)Impreza w stylu weneckim. Artyści Mimello na dworcu PKP Kraków Główny (fot. Rafał Nowak)

Michał: Na szczęście jesteśmy osobami obdarzonymi dużym poczuciem humoru, więc generalnie mamy z tego ubaw po pachy.

A znajomi? Reagują podobnie?

Michał: Lepiej, ale ten specyficzny uśmiech, kiedy opowiadamy o naszej pracy, u nich też się pojawia.

Kamila: Na szczęście wśród tych, którzy patrzą na nas z przymrużeniem oka, są też tacy, którzy zwyczajnie potrzebują takich artystów jak my.

Myślicie jeszcze czasem, żeby rzucić Mimello i znaleźć "normalną" pracę ?

Kamila: Nie, już nie. Mamy za to kolejne pomysły na to, co chcemy zrobić, choć wolelibyśmy na razie nie zdradzać szczegółów (śmiech).


Michał: Misja Mimello, czyli stworzenie miejsca, w którym artyści będą mieli pracę, jest spełniona. Mamy poczucie, że zrobiliśmy to, na czym nam zależało. Kilka tygodni temu wydaliśmy książkę "Moje życie to cyrk", która jest wspaniałym zwieńczeniem lat spędzonych na zajmowaniu się sztuką cyrkową.

Kamila: Chcieliśmy przedstawić artystów, którzy często całe życie poświęcili swojej pasji. Pasji, o której istnieniu tak niewiele osób w Polsce wie. Naszym celem było pokazanie, że można z tworzenia cyrku żyć i że to życie może być fajne, że w cyrku można zrobić fantastyczny show, nie wykorzystując do tego zwierząt. Bo my chcielibyśmy, żeby właśnie po to ludzie chodzili do cyrku - by oglądać artystów.

(fot. materiały prasowe)(fot. materiały prasowe)


Kamila i Michał Niewiadomscy. Małżeństwo z pasją, które lubi podejmować wyzwania. Autorzy pierwszej w Polsce książki o Sztuce Nowego Cyrku pod tytułem "Moje życie to cyrk", która ma promować Sztukę Cyrkową, ale tę bez zwierząt. W 2009 roku stworzyli Agencję Artystyczną Mimello, która skupia artystów z całej Polski. Michał to mim z zamiłowania, kocha występować. Jest absolwentem Państwowej Szkoły Sztuki Cyrkowej w Warszawie, MBA na ASBIRO i Łazarskim oraz zarządzania na SGGW. W domu - wspaniały mąż i tata. Kamila to zakochana w ludziach z pasją absolwentka psychologii społecznej na SWPS oraz pedagogiki specjalnej na APS ze specjalizacją andragogiki specjalnej i doradztwa zawodowego. Uwielbia kolory, pszczoły i podróże. Na co dzień Matka Polka dwóch synów - Eliasza i Wita.

Małgorzata Gołota. Dziennikarka i redaktorka Weekend Gazeta.pl. Autorka kampanii "Alimentare znaczy karmić" dedykowanej milionom polskich dzieci, które nie otrzymują od rodziców należnych im alimentów. Współautorka książki "Krótka ulica, długa historia. Próżna, Plac Grzybowski i okolice". Publikowała w toruńskiej "Gazecie Wyborczej", dziale zagranicznym "Polska The Times" i serwisie naTemat.pl. Współpracowała z Radiem PLUS, Radiem ZET Gold i Rock Radiem.

Zobacz także
Komentarze (7)
Zaloguj się
  • lech-ech

    Oceniono 4 razy 4

    Super! Trzymam za Was kciuki. Fajni, pozytywni z Was ludzie. Pozdrawiam.

  • romikus

    Oceniono 5 razy 3

    W cyrku na ulicy Wiejskiej w Warszawie klauni którzy na siebie mówią elita narodu więcej zarabiają.

  • darkoxx

    0

    Bardzo pozytywni wspaniali ludzie! I znam ich wąłśnie z występu na oddziale szpitalnym zorganizowanym przez Fundację Spełnionych Marzeń!!!

  • pabloosc

    Oceniono 1 raz -1

    Dalej wciskajcie kit w jakim to wspaniałym kraju żyjemy z super możliwościami. Pamiętam jak spotkałem takiego 25 latka, jego celem życiowym było dorobienie się do 30 lat miliona dolarów haha.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX