Nazwisko pani mamy nie znalazło się na tablicy w KPRM.
- To po prostu porażające.
Piotr Gliński zdziwił się nawet, że Izabela Jaruga-Nowacka była wicepremierem.
Byli kiedyś ludzie, którzy zapraszali na spotkania nieżyjącego pana Józefa Czapskiego. (w 1996 r. "Gazeta Wyborcza" napisała , że ówczesny minister kultury Zdzisław Podkański chciał umówić się na spotkanie z nieżyjącym pisarzem i malarzem Józefem Czapskim - przyp. red.)
A teraz u władzy są ludzie...
- Którzy nie wiedzą, kto zginął w katastrofie smoleńskiej. Cóż, Piotr Gliński jest ignorantem.
Musi być pani tak po ludzku przykro.
- Jestem wściekła. My wszyscy, my - bliscy ofiar katastrofy smoleńskiej - walczymy o dobrą pamięć. To dla nas fundamentalne. Czasem nie zgadzamy się politycznie. Ale pamiętamy o zasługach tych osób. Staramy się też pamiętać nie tylko o swoim cierpieniu, ale też o cierpieniu pozostałych rodzin. Pilotów, stewardes, oficerów BOR-u, działaczy organizacji pozarządowych. Bardzo nas to połączyło. A tutaj nagle okazuje się, że według tych, którzy najwięcej mówią, że trzeba godnie pamiętać, ta godna pamięć jest tylko dla wybranych.
Jestem też wściekła jako Polka, jako obywatelka Rzeczpospolitej, bo widzę, jak się na moich oczach gumkuje historię, jak się usuwa ludzi, którzy nie byli z PiS-u. Katastrofa smoleńska dotknęła całe społeczeństwo, a Jarosław Kaczyński odbiera prawo do żalu ponad połowie z nas. Ci z "lepszego sortu" mają prawo do żalu, a ci spoza PiS-u nie.
Słyszę, że jest pani poruszona.
- Bo nie zgadzam się, by tak nachalnie wycinano z historii ważnych ludzi.
Zamierza pani coś z tym zrobić?
- Na razie patrzę na festiwal bredni pisowskich aktywistów. Przedziwnie tłumaczą, że mama nie miała gabinetu w KPRM. Przecież była wicepremierem, to jak mogła nie mieć? Oczekuję, że wytłumaczą, o co chodzi. Bo nie wymienili wszystkich osób, które pracowały w KPRM. Mają jeszcze czas.
Co ja mogę zrobić? Nie postawię sobie tablicy. Mogę tylko zadbać, jak już odsuniemy PiS od władzy, by pamięć była o wszystkich. A co może zrobić rodzina Jerzego Szmajdzińskiego z tym, że w MON już nie ma sali poświęconej panu ministrowi?
Naprawdę?
- Tak. Nie pozwolę, by PiS mówiło, że dba o pamięć, a jednocześnie ją deptało. Wicepremier nie wie, kim była moja mama? Wstyd! Przyzwoitość to obce im słowo. I jaka hipokryzja! Prezydent Duda mówił, by pamiętać o wszystkich, a okazuje się, że wśród ofiar katastrofy są równi i równiejsi.
Nie przyzwyczaiła się pani jeszcze do tego?
- To, co się dzieje wokół katastrofy, od dawna jest jej nieładnym wykorzystywaniem. Platforma też ma swoje za uszami. PiS udaje, że poszkodowani są tylko ludzie z PiS, a PO udawała, że prawie nic się nie stało. Wykonywali obowiązkowe gesty, ale niewiele ponad to. Jednego roku Donald Tusk nie miał czasu na państwowe obchody. To, że złoży wieniec na Powązkach to jedno, a to, że chcieliśmy wspólne uroczystości, to drugie.
Katastrofa wciąż jest silnie związana z polityką.
- Czy chcemy, czy nie, zmieniła nas i wpływa na nasze życie polityczne. A my, rodziny, chcemy tylko dobrego uhonorowania pamięci naszych bliskich. Chodzi o godny pomnik, a teraz dodatkowo o to, by nie zakłamywać tej historii. Nie rozmawiamy na przykład o tym, jak piękne życie mogła mieć najmłodsza ze stewardes. Jak dobrze dla kraju pracowali oficerowie BOR-u.
W tym wszystkim niknie dziedzictwo Lecha Kaczyńskiego. Siłą tej delegacji miało być to, że bez względu na poglądy polityczne leciała uczcić pamięć ofiar zbrodni katyńskiej. I na zaproszenie ówczesnego prezydenta polecieli wszyscy - od lewa do prawa. Chodziło o umiejętność zrobienia ważnych rzeczy razem. A PiS nawet i to potrafi zniszczyć.
Uważa pani, że to właśnie robi Jarosław Kaczyński - niszczy?
- Robi to każdego dziesiątego dnia miesiąca. Nie rozmawia wtedy o swoim bracie, ale toczy walkę z opozycją. Katastrofa smoleńska jest katastrofą narodową, a nie partyjną. To upartyjnianie jest obrzydliwe. A mówienie o godnej pamięci staje się hipokryzją. Co będzie dalej z naszym społeczeństwem, które świadomie jest dzielone? Bo przecież skłóconymi łatwiej jest rządzić.
Poza tym - ile można żyć w przeszłości? Ile można zaniedbywać sprawy państwa? Gdzie jest nowy samolot? Nie ma. Za to co rusz słyszymy o kolizjach najważniejszych osób w państwie, narażaniu życia przez niefrasobliwość. Niedawno Beata Szydło leciała ze zbyt dużą delegacją.
Słuchała pani 10 kwietnia informacji o rzekomych nowych przyczynach katastrofy?
- Spędziłam ten dzień, wspominając piękne życie mojej mamy. Oglądaliśmy z córką i synem jej zdjęcia. Spotkaliśmy się z przyjaciółmi na jej grobie, potem usiedliśmy pogadać. Natomiast to, co zaprezentowano 10 kwietnia, jest pseudonaukowe. Obraża intelekt nas wszystkich.
Te teorie wykluczają się nawzajem. Albo kontrolerzy celowo wprowadzili załogę w błąd, albo bomba, albo nie widziano wskaźników. Do tego rzekoma bomba, po której nie zostają ślady, a czarne skrzynki nie zdążą nic zarejestrować. Nie wiem jak to możliwe, żeby wypowiadali to ludzie z tytułami naukowymi.
Po co to robią?
- To ciąg dalszy dzielenia Polaków. Z jednej strony jest narracja "tylko nasi zginęli", z drugiej "nie zginęli, tylko polegli, bo to był zamach". Ci dobrzy są "osaczeni", a wokół "złe siły" przeszkadzają i mówią, że było inaczej. Taką narracją umacniają swój elektorat. Nie muszą się zajmować dobrą polityką społeczną czy służbą zdrowia, nie muszą dbać o bezpieczeństwo Polski. Oni "docierają do prawdy". A jak już ją poznamy, to w Polsce zawsze będzie dobrze. No, jeszcze trzeba będzie ukarać winnych.
A przecież miało być zupełnie inaczej. Mówili, że nie będą wykorzystywać katastrofy do walki politycznej. Tymczasem komisja prezentowała wyniki swoich ustaleń 10 kwietnia. Czy zakończyła prace 11? Może by jednak przeczytała te materiały i zwołała konferencję 12 kwietnia? Użyli tej daty zupełnie świadomie, bo jądrem politycznej walki wokół katastrofy są teorie spiskowe. Chcą trzymać władzę i nie zawahają się przed niczym, w tym przed wykorzystaniem pamięci ofiar. A ja miałam nadzieję na spokojną siódmą rocznicę, na wspomnienia.
Pamiętam jak wszyscy, łącznie z rodzinami związanymi dzisiaj z PiS, byliśmy oburzeni, że podobne nowe ustalenia i nowe nagrania rozmów w kokpicie tupolewa wypuszczono tuż przed 10 kwietnia 2015 roku. Liczę, że rodziny zaangażowane dziś po prawej stronie powiedzą o ostatniej konferencji "tak, to nie był dobry termin".
Słyszała pani takie głosy?
- Nie.
Jakie są relacje między rodzinami smoleńskimi?
- Parę dni temu rozmawiałam w programie telewizyjnym z panią Mertą. Opowiadałyśmy sobie, jak wyglądały ostatnie dni naszych bliskich, jak wygląda Smoleńsk. Katastrofa wydarzyła się zaraz po Wielkanocy. Teraz za chwilę będą święta, bardzo ciężko jest się więc oderwać od przygotowań, o tym też pani Merta opowiadała. Normalna rozmowa.
Tak to właśnie wygląda?
- Nie umiem powiedzieć. Ja przyjaźnię się od siedmiu lat z Kasią Deresz-Lewandowską. Jesteśmy w podobnym wieku. Nasze córki, obie urodzone po katastrofie, też się lubią. Z wieloma rodzinami spotykam się bardzo rzadko, raz do roku na cmentarzu. Tam nie mamy podziałów politycznych. Jesteśmy ludźmi, których siedem lat temu spotkało to samo nieszczęście. Gdy spotykamy się na przykład na spotkaniu zwołanym przez Antoniego Macierewicza, to uśmiechamy się do siebie, mówimy sobie "dzień dobry".
Ma pani, poza wspólnym pomnikiem, jakieś inne oczekiwania wobec rządzących?
- Oczekuję jedynie, żeby przestali manipulować. I zachowali godną pamięć o ofiarach katastrofy.
A jak pani ocenia zachowanie w tym wszystkim prezydenta Dudy?
- Ciężko mi mówić o Andrzeju Dudzie jako o kimś, kto faktycznie sprawuje urząd prezydenta. Już dawno przestał być prezydentem wszystkich Polek i Polaków.
Dlaczego?
- Mówi o wspólnocie, a włącza się w walkę polityczną. Stał się wyłącznie prezydentem osób, którym bliskie są teorie spiskowe, zaadresował swój przekaz wyłącznie do grupy wyborców Prawa i Sprawiedliwości. Nawet dla części osób z prawicy jego wystąpienie było trudne do zaakceptowania. Nie chcę rozmawiać o Andrzeju Dudzie.
Porozmawiajmy więc o fundacji imienia pani mamy.
- Fundacja im. Izabeli Jarugi-Nowackiej powstała w 2011 roku. Jestem jej wiceprezeską. Już niedługo, bo 19 kwietnia, przyznajemy doroczną nagrodę "Okulary równości". Kiedy moja mama była pełnomocniczką rządu ds. równego statusu kobiet i mężczyzn, ufundowała tę nagrodę dla osób szczególnie działających na rzecz równości.
Nasza fundacja to kontynuuje. Nagrodę przyznajemy w trzech obszarach: przeciwdziałania dyskryminacji ze względu na płeć, przeciwdziałania dyskryminacji ze względu na przynależność do mniejszości (np. ze względu na wiek czy orientację seksualną) oraz w obszarze przeciwdziałania ubóstwu. Przyznajemy też skierowania do okulisty osobom, którym najbardziej się przyda - w przenośni - poprawienie punktu widzenia. I dbamy o symbole pamięci mojej mamy, np. rondo w Gdyni.
Myślę, że pani mamie nie podobałoby się to, co się teraz dzieje w Polsce.
- Była człowiekiem dialogu i porozumienia. Potrafiła współpracować z politykami i polityczkami prawicy, o czym oni doskonale wiedzą. Wiedzą to i Beata Kempa, i Tadeusz Cymański, i Jarosław Kaczyński. PiS popierało projekty społeczne mojej mamy. A teraz nie mogą zdzierżyć, że ktoś inny był dobry, mądry, odważny i chcą o nim zapomnieć.
Jako wicepremier moja mama wprowadziła program dożywiania dzieci w szkołach, także w wakacje. Ale jak rozumiem, nie jest to powód, by upamiętniono ją na tablicy w KPRM. Tam wpisuje się tylko tych, którzy są z PiS. Jednak ja się nie boję walki o pamięć mojej mamy.
Barbara Nowacka. Polityczka i działaczka feministyczna, z wykształcenia informatyczka. W 2016 trafiła na coroczną listę FP Top 100 Global Thinkers czasopisma "Foreign Policy". W wyborach 2015 r. była liderką koalicji Zjednoczona Lewica i jej kandydatką do Sejmu. Zdobyła 75 813 głosów, lecz nie uzyskała mandatu, ponieważ ZL nie przekroczyła progu wyborczego. W lutym 2016 została współzałożycielką stowarzyszenia Inicjatywa Polska.
Angelika Swoboda. Dziennikarka Weekend.gazeta.pl. Zaczynała jako reporterka kryminalna w "Gazecie Wyborczej", pracowała też w "Super Expressie" i "Fakcie". Pasjonatka mądrych ludzi, z którymi rozmawia także w Radiu Pogoda, kawy i sportowych samochodów.