Generał Zbigiew Ścibor-Rylski

Generał Zbigiew Ścibor-Rylski (fot. Wojciech Olkuśnik/AG)

wywiad Gazeta.pl

Generał Ścibor-Rylski ujawnia kulisy współpracy z UB. "Byłem wtyczką, ostrzegałem ludzi na celowniku bezpieki"

Stuletni generał Zbigniew Ścibor-Rylski, bohater AK i weteran Powstania Warszawskiego, jest podejrzewany przez IPN o współpracę z UB. Generał twierdzi, że nie był zdrajcą, lecz wtyczką w bezpiece. Oto wersja jego historii, którą opowiedział pracownikom IPN.

Biografia Ścibora-Rylskiego to ścieżka chwały. Weteran września 1939 r., członek ZWZ-AK, partyzant, b. dowódca kompanii Batalionu "Czata 49" w Zgrupowaniu AK "Radosław". Odznaczony, chwalony przez dowódców. Dziś najstarszy stopniem żyjący żołnierz Powstania Powstania Warszawskiego, który w 2012 r. apelował o powagę i szacunek podczas obchodów rocznicy jego wybuchu, gdy zwolennicy PiS oklaskiwali Antoniego Macierewicza i buczeli na ówczesne władze.

W tym samym 2012 roku na wizerunku legendy pojawia się rysa. W 2012 roku ujawniono, że według akt Instytutu Pamięci Narodowej generał Zbigniew Ścibor-Rylski współpracował ze służbą bezpieczeństwa. W 2016 roku rozpoczęto jego proces lustracyjny, ale sąd zawiesił postępowanie ze względu na zły stan zdrowia oskarżonego.

Obchody 70. rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego, przemawia gen. Zbigniew Ścibor-Rylski (fot. Sławomir Kamiński/AG)Obchody 70. rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego, przemawia gen. Zbigniew Ścibor-Rylski (fot. Sławomir Kamiński/AG)

O co dokładnie podejrzewany jest Ścibor-Rylski? O "kłamstwo lustracyjne" - zatajenie związków ze służbami specjalnymi PRL. Jak podawała "Gazeta Wyborcza", według IPN Ścibor-Rylski był tajnym współpracownikiem poznańskiego UB jako TW "Zdzisławski" w latach 1947-64, a potem, po przeprowadzce do Warszawy, miał podjąć współpracę z wywiadem, którą kontynuował do 1981 r. Zdaniem "GW" zachowała się jego teczka personalna i teczka pracy, 34 ręcznie pisane przez niego meldunki oraz kilkadziesiąt raportów ze spotkań z oficerem prowadzącym. Według niej, w IPN generał nie zaprzeczył związkom z UB. Ale powiedział też, dlaczego to zrobił.

Teraz to, co generał powiedział prokuratorom IPN, ujawnił też portalowi TwojaHistoria.pl. W porozumieniu z autorami publikujemy ten wywiad. Oto wersja Ścibora-Rylskiego.

Zuzanna Pęksa: Jak to było naprawdę, panie generale?

Gen. Zbigniew Ścibor-Rylski: Dokładnie opowiedziałem wszystko panu Bułhakowi z IPN-u, ale chętnie opowiem to pani jeszcze raz, by cała historia ujrzała światło dzienne.

To bardzo długa opowieść. Po Powstaniu, gdy żegnałem się z "Radosławem" [Janem Mazurkiewiczem - przyp. red.], on powiedział mi, że dobrze by było mieć kogoś, kto by informował, na kogo "haka" ma UB. On miał do mnie bezgraniczne zaufanie.

Jak się ono przejawiało?

- "Radosław" dał mi na przykład wszystkie pieniądze zgrupowania, bym je wymienił na nowe. Był wtedy w Częstochowie, ja w Milanówku z Witoldem Jaksa Dębickim. Popakowaliśmy stare "pięćsetki" do plecaków [chodzi o okupacyjny 500-złotowy banknot, tak zwanego "górala" - przyp. autorki] i mieliśmy je wymienić w Krakowie. W Krakowie się nie udało, ale w Rzeszowie urzędnik, który był naszym człowiekiem, dokonał wymiany.

Gdy wracaliśmy, w wiosce w połowie drogi zatrzymali nas Rosjanie. Nasz łącznik umiał dobrze mówić po rosyjsku. Zaczęła się popijawa, a jeden z tych Rosjan był z NKWD i nagle uznał, że skoro łącznik tak dobrze mówi, to jesteśmy szpiegami. Na szczęście popili się, pospali i dojechaliśmy do Krakowa bezpiecznie. Z pieniędzmi. Dlatego mówię, że "Radosław" mi bezgranicznie ufał. I dlatego to właśnie mi powiedział, że dobrze by było mieć wtyczkę w UB.

Generał Zbigniew Ścibor-Rylski przy Kopcu Powstania Warszawskiego (fot. Agata Grzybowska/AG)Generał Zbigniew Ścibor-Rylski przy Kopcu Powstania Warszawskiego (fot. Agata Grzybowska/AG)

I pan nią został?

- Trzeba było czekać na sprzyjającą sytuację. Przecież nie mogłem się sam zgłosić. Przyszedł rok 1947. Mój kolega Jędrzejewski kupił samochód ciężarowy i postawił go w Puszczykowie (gdzie mieszkaliśmy z moją żoną) przed domem. Ktoś usłużny doniósł, że ciężarówka tam stoi. Pewnego ciepłego dnia, to już był chyba lipiec, usiedliśmy sobie przed domem. Nagle podjechały dwa samochody. Wysiedli mężczyźni i spytali, czy to nasze auto. Jędrzejewski pokazał papiery, że to jego. Oni się trochę zmieszali, ale mówią: dla porządku pojedziecie z nami na Kochanowskiego [w Poznaniu, mieścił się tam Wojewódzki Urząd Bezpieczeństwa Publicznego, obecnie jest to budynek Komendy Wojewódzkiej Policji, przyp. red.].

Wzięli nas trzech, Jędrzejewskiego, Rachmielowskiego i mnie. Zawieźli nas na Kochanowskiego i kazali pisać życiorysy. Napisaliśmy wszystko, bo przecież nie mieliśmy nic do ukrycia. Każdy z nas siedział osobno, nie mogliśmy się kontaktować. Jeden z tych pracowników UB (przedstawił się jako Włodek) po przeczytaniu mojego życiorysu spytał, czy ja bym nie chciał pomóc im w pracy. Pomyślałem, że to wspaniała okazja. Powiedziałem, że to zależy, w jakiej pracy, co to dokładnie będzie.

Zgodził się pan tego samego dnia?

- Nie. Chciałem jeszcze porozumieć się z żoną. Powiedziałem, że muszę się zastanowić i żeby do mnie zadzwonił za trzy dni. "Włodek" wziął mój telefon. I ponieważ "Radosław" chciał, by był ktoś działający jako wtyczka w UB, gdy za trzy dni "Włodek" zadzwonił, powiedziałem: dobrze, spotkajmy się. Umówiliśmy się w Poznaniu.

Jakie zapadły ustalenia odnośnie współpracy?

- "Włodek" powiedział, żebym informował go, kto jest przeciwko nowej władzy. Jak tylko o kogoś konkretnego się pytał, od razu te osoby ostrzegałem. Dopytywał się o cztery kobiety i trzech-czterech mężczyzn. Podał mi ich dane, w tym adresy, żebym mógł powiedzieć, co o nich sądzę. Przekazałem tym osobom, że interesuje się nimi UB. Że powinni zmienić mieszkania, albo nawet wyjechać z Poznania. Na ten rok był to koniec moich kontaktów ze służbami. Nie miałem od nich żadnych, nazwijmy to, "poleceń".

Kiedy ponownie się skontaktowali?

- Przyszedł rok 1956. Pracowałem wtedy już w INCO [Zjednoczonych Zespołach Gospodarczych INCO, jako inspektor techniczny, przyp. red], brałem udział w targach [Międzynarodowych Targach Poznańskich, przyp. red], szykowaliśmy pawilon. Służby były wtedy bardzo zdenerwowane z powodu rozruchów.

Co chcieli wiedzieć?

- "Włodek" dopytywał, jakie są nastroje. Powiedziałem: no weszli na targi, wołali, że żądają chleba, a myśmy pilnowali naszego pawilonu z Jankiem Jaraczewskim. Powiedziałem, że demonstranci chodzili po terenie targów, ludzie bili im brawa i na tym się skończyło. Służby były wtedy bardzo, bardzo zdenerwowane. I potem nie miałem w Poznaniu kontaktu z "Włodkiem", po roku 1956 wszystko przycichło.

71. Rocznica Powstania Warszawskiego, gen. Zbigniew Ścibor-Rylski (fot. Sławomir Kamiński/AG)71. Rocznica Powstania Warszawskiego, gen. Zbigniew Ścibor-Rylski (fot. Sławomir Kamiński/AG)

Czy to był koniec współpracy, czy historia ma swój dalszy ciąg?

- W latach 60. udało nam się na raty od znajomych w Radości kupić domek. Żona była już rzemieślniczką, zdała egzamin, także troszkę finansowo nam się poprawiło. W Warszawie zgłosił się do mnie mężczyzna, który przedstawiał się jako Henryk. On umawiał się ze mną już tylko na zwykłe rozmowy w kawiarni, niczego nie zapisywał, nigdy niczego nie dał mi do przeczytania, nie dawał mi żadnych zadań.

Po co więc były te spotkania?

- Opowiadałem mu o swoich wyjazdach.

Jakich wyjazdach?

- Wykorzystałem tę nazwijmy to "znajomość" do swoich celów. Mówiąc wprost, dzięki temu razem z żoną i przyjaciółmi wyjeżdżaliśmy. Gdy wracałem, "Henryk" się pytał, jak było, a ja na to, że normalnie, jak to na wycieczce z przyjaciółmi. Nie podawałem mu żadnych szczegółów. To były dwie wycieczki zorganizowane przez Polski Związek Motorowy. Moskwa - Bukareszt - Budapeszt - Praga - Warszawa. Mieliśmy pilota, opiekuna wyjazdu, żadnych sensacyjnych rzeczy tam nie było. Nie wiem, jak "Henryk" spisywał to potem dla przełożonych, jak to redagował i jak to przedstawiał swoim przełożonym. Nigdy nie miałem możliwości ani czasu przeczytać tego, co on po tych rozmowach spisał.

Wykorzystałem te kontakty do maksimum, najpierw żeby ostrzec innych, potem by móc wyjechać, gdy tak trudno było o paszport. Także chyba udało mi się zdobyć ich zaufanie i ostatecznie zwieść. To tyle w bardzo dużym skrócie. Wszystko dokładnie opowiedziałem dyrektorowi Bułhakowi z IPN.

Dr Władysław Bułhak, jako wicedyrektor Biura Edukacji Publicznej IPN, przeprowadził z generałem filmowy wywiad - czyli tak zwaną notację - o jego relacji z oficerami Służby Bezpieczeństwa PRL. Notacja nie została upubliczniona. Dr Bułhaka poprosiliśmy jednak o komentarz do sprawy. Poniżej odpowiedź, którą był uprzejmy nam przekazać.

Pan Generał Zbigniew Ścibor-Rylski był prawdziwym bohaterem wojennym, jednym z najdzielniejszych żołnierzy AK. Jego powojenny życiorys, podobnie jak życiorysy tysięcy podobnych mu ludzi, nie wpisuje się jednak w upowszechniony dzisiaj, uproszczony i czarno-biały schemat, zgodnie z którym jedyną dopuszczalną opcją było kontynuowanie walki z bronią w ręku w szeregach podziemia niepodległościowego.

W moim przekonaniu gen. Ścibor-Rylski wybrał inną drogę; drogę przystosowania i kariery specyficznego biznesmena epoki komunistycznej, wykorzystującego rozmaite luki w systemie. Największą taką luką był wielki koncern przemysłowy stanowiący gospodarcze zaplecze Stowarzyszenia PAX, kierowanego przez Bolesława Piaseckiego. Tutaj właśnie znalazł zatrudnienie gen. Ścibor-Rylski i dziesiątki, jeżeli nie setki podobnych mu osób. Za podobny wybór, dostatniego życia w stalinowskiej, a potem gomułkowskiej i gierkowskiej Polsce, trzeba było jednak zapłacić określoną cenę.

Nie miejsce tutaj na analizę polityki PAX i samego Piaseckiego. W przypadku gen. Ścibor-Rylskiego taką ceną były dwuznaczne, z naszej dzisiejszej perspektywy, "koleżeńskie" relacje z przedstawicielami obozu władzy, w tym funkcjonariuszami UB; głównie z częścią zajmującą się nadzorem nad gospodarką.

Osobiście uważam, że głównym celem tych kontaktów było korumpowanie owych funkcjonariuszy, aby umożliwić działalność gospodarczą PAX i interesy prowadzone przez samego generała. Dzisiaj wszystko to byłyby nie tylko działania legalne, ale wspierane przez państwo. Wówczas - w systemie niszczącym prywatną inicjatywę - takimi nie były. Mało to może wzniosłe, ale to także jest część prawdy o systemie komunistycznym.

"Życie jest, bracie, życie
a tam czysta - nie czysta
zamiast cztery osiemset
na rękę osiem czterysta."

Tak śpiewał o podobnych wyborach Jan Krzysztof Kelus, nota bene również syn wysokiego oficera Komendy Głównej AK.

Całą tę historię Pan Generał opowiedział piszącemu te słowa w obszernej filmowej relacji przechowywanej dziś w sekcji notacji Biura Edukacji Narodowej IPN. Ustami jednego ze swych współpracowników nie zgodził się jednak na jej upowszechnienie w internecie. Nad czym ubolewam, bo jego historia, to także część prawdziwej, nieupudrowanej historii Polski, zaludnionej przez podobnych ludzi z krwi i kości.

Generał Zbigniew Ścibor-Rylski (fot. Sławomir Kamiński/AG)Generał Zbigniew Ścibor-Rylski (fot. Sławomir Kamiński/AG)

Zuzanna Pęksa. Absolwentka filologii polskiej, specjalność filmoznawstwo. Miłośniczka wszystkiego, co związane z dyktatorami. Obecnie opiekun marki TwojaHistoria.pl.

Od redakcji: Władysław Bułhak był w 2012 roku wiceszefem Biura Edukacji Publicznej IPN. Komentował sprawę publicznie, po tym jak na jaw wyszły informacje o współpracy generała Ścibora-Rylskiego z UB. Obecnie Bułhak jest pracownikiem naukowym Biura Badań Historycznych. Portal TwojaHistoria.pl oczekuje na jego komentarz ws. faktów ujawnionych przez generała.

Artykuł ukazał się pierwotnie na łamach portalu TwojaHistoria.pl, należącego do wydawnictwa ZNAK i został przedrukowany za zgodą autorki tekstu. Misją portalu TwojaHistoria.pl jest pisanie o historii i postaciach historycznych w sposób wielowymiarowy, wbrew tendencjom do jednoznacznego ich idealizowania bądź potępiania, a także pokazywanie czytelnikom, jak istotne jest uczciwe badanie przeszłości w kontekście teraźniejszości, wskazywanie błędów, uczenie odróżniania dyskusji od propagandy, podkreślanie wagi faktów i poszukiwanie nowych hipotez i interpretacji historii, wbrew utartym poglądom.

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Zobacz także
Komentarze (179)
Zaloguj się
  • magda3wedel

    Oceniono 39 razy 25

    Na pohybel z nim!
    Jedynym prawdziwym najboharerskim z bohaterów jest Jarosław Nieinternowany. I każdy przez Niego namaszczony również jest bohaterem, choćby był prokuratorem stanu wojennego, czy sędzią socjalistycznego reżimu, czy wreszcie wielkim nieskazanym- i ułaskawionym, albo specjalistą od parówek czy Katarzyny Wielkiej Romanowej.

  • a488151

    Oceniono 36 razy 20

    PiSowskie miernoty plują na każdego, kto miał do czynienia ze służbami PRL. A nie... przepraszam, na prokuratora Piotrowicza, sędziego Kryżego, TW Wolfganaga nie plują, bo to swoi.

  • jamateusz89

    Oceniono 27 razy 19

    No zabierajcie się do nienawiści i oceniania, bo jak wiadomo każdemu tutaj dziś w komfortowych warunkach łatwo nam oceniać innych.

  • kac

    Oceniono 19 razy 15

    Trzeba mieć mały, ciasny umysł aby myśleć, że świat jest czarno biały, że wszystko jest idealnie dobre albo całkowicie złe. Ludzie są różni, popełniają błędy, często dzięki temu potem dokonują rzeczy, których bez tych błędów i późniejszej próby ich naprawy nigdy by nie zrobili. Lepiej się potknąć wstać i ruszyć dalej niż nie potknąć się tylko dlatego, że bało się ruszyć z miejsca. Dzisiaj mamy wielu takich "stojących w miejscu" bohaterów i zasłużonych. Tylko czy na prawdę bohaterów i w czym zasłużonych, w tym, że kiedy było trzeba odwagi im zabrakło ??

  • bkiton

    Oceniono 25 razy 11

    Jakie piękne komentarze. To może porównajmy zasługi tego Pana, do tych co tutaj piszą za kasę.
    A może przy okazji sprawdźmy, kto dzisiaj pojechał z oficjalną delegacją do Katynia.
    Już przeszła martyrologia?????

  • tommms

    Oceniono 21 razy 9

    Bo prawdziwa wtyka była jedna i nazywała się Balbina

  • jonia2012

    Oceniono 13 razy 7

    ten dziadek to zywa legenda, nie trujcie mu ostatnich lat wizyty na tej planecie bo wyniesie z tej wycieczki jedynie niesmak...zajmijcie sie realnymi zagrozeniami, ktorych nie brakuje...tak zeby Polacy mogli sie czuc bezpieczni...

  • fuczang-0_0

    Oceniono 13 razy 7

    Mój wujek był w czasie wojny w AK, kilkakrotnie wyjeżdżał na tzw. likwidacje, był w ochronie sztabu itd... Po wojnie gdy szedł ulicą, podszedł do niego kolega z oddziału, który w tym czasie był w UB i ostrzegł wujka, że dostał wyrok śmierci i że czekają na niego w mieszkaniu. Ten młody chłopak był właśnie taką wtyką w UB i dzięki niemu mój wujek przeżył - udało mu się uciec do Szwecji. Ciekawi mnie, czy jakby ten chłopak dożył dzisiejszych czasów (może dożył?), byłby również ciągany po sądach...

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX