Prof. Zbigniew Mikołejko

Prof. Zbigniew Mikołejko (fot. Adam Kozak/AG)

wywiad gazeta.pl

Prof. Mikołejko: Religia smoleńska jest złem. Kiedy się wypali, Polska będzie musiała przejść narodową psychoterapię

Czy Polska dzieli się na tę przed i po Smoleńsku? - Nie. Katastrofa tylko przyspieszyła zmiany. Była katalizatorem zamętu, który w nas tkwił. Jego owocem jest świecka religia smoleńska, która wyciąga pewne elementy z wiary katolickiej za przyzwoleniem Kościoła - mówi religioznawca i filozof, prof. Zbigniew Mikołejko.

Od katastrofy smoleńskiej minęło siedem lat. Od przejęcia władzy przez Prawo i Sprawiedliwość obchody rocznicowe, wcześniej "opozycyjne" wobec władz, zlały się w jedno z uroczystościami państwowymi. Słynne "miesięcznice" są już rytuałem. Ich religijna oprawa - też. Polska rzeczywistość polityczna na trwałe się zmieniła. A sami Polacy? O to, czy i co zmieniła w nas katastrofa, zapytaliśmy człowieka, który ukuł termin "religia smoleńska", filozofa i religioznawcę, prof. Zbigniewa Mikołejkę.

Była w ogóle szansa, żebyśmy my, Polacy, o ten Smoleńsk się nie pokłócili, nie pożarli, nie podzielili?

- Mogliśmy wyjść z tej traumy bez wstrząsów, gdyby ta tragedia została wyjaśniona, poddana sensownym analizom - na powierzchni życia publicznego, transparentnie.

Przecież było państwowe śledztwo, raporty, prezentacje wyników.

- Ale wokół nich, zwłaszcza w obliczu ich rzekomych błędów, wybuchły od początku polityczne gry. A to właśnie zgoda na scenie politycznej był warunkiem, żebyśmy z tego wyszli. Gdy gry się raz zaczęły, to na nic wszelkie racjonalne wyjaśnienia.

Dla części społeczeństwa takie racjonalne wyjaśnienia nastąpiły, a dla części nie.

- I ta druga część została "zagospodarowana" przez religię smoleńską.

10.03.2017 Warszawa , ulica Krakowskie Przedmiescie . Obchody 83 miesiecznicy katastrofy Smolenskiej . Fot. Adam Stepien / Agencja GazetaObchody 83 miesięcznicy katastrofy smoleńskiej (fot. Adam Stępień/AG)

RELIGIA

Czy religia smoleńska to dobre czy złe zjawisko?

- Religia smoleńska jest złem. Jest zamętem. Chaosem duchowym. Dużo obiecuje, a tak naprawdę niczego nie daje.

A na czym właściwie polega?

- W największym skrócie: z wiary katolickiej wyjmowane są, za przyzwoleniem części Kościoła, pewne elementy. Rytuały i niektórzy ludzie Kościoła pojawiają się zawsze "na wyjściu" w uroczystościach smoleńskich - zawsze jest więc msza, którą prowadzą katoliccy księża, a miesięcznice i rocznice mają charakter procesyjny.

A prowadzi je główny kapłan?

- Więcej niż kapłan. Przecież w wywiadzie Torańskiej mówił, że chce być emerytowanym zbawcą narodu. A to jest heretyckie, bo zbawienie nie jest z tego świata. Jak jednak widać, części hierarchów to nie przeszkadza. W słowach Kaczyńskiego na miesięcznicach smoleńskich są ponadto elementy gnostyckiego radykalnego podziału: swój - obcy, światło - ciemność, my - oni.

Szef PiS próbuje wyznaczać granice dobra i zła?

- W tradycyjnym gnostycyzmie są dwa światy. Materialny, mroczny, demoniczny, pozbawiony duchowości, który idzie ku zatraceniu - i świat dobry, uduchowiony, pełen światłości. Gnostycyzm dzieli też ludzi. Są ci, którzy posiedli gnozę - wiedzę o lepszym świecie, o zbawieniu i zbawcy - i ci "materialni", szatańscy, którzy zostaną zatraceni.

Kaczyński nie waha się więc wskazywać, w kim i czym widzi zło?

- Już w 2007 roku odwołał się do passusu "inni szatani też byli czynni" z "Chorału" Kornela Ujejskiego. Tylko, że Ujejski pisał to po rzezi galicyjskiej 1846 roku!

(Od redakcji: 30 czerwca 2007 r. na konwencji PiS ówczesny premier Jarosław Kaczyński, odniósł się w ten sposób do protestu pielęgniarek. W swoim tekście z 1847 roku Kornel Ujejski w dyskretny sposób wskazuje odpowiedzialnego za galicyjską rzeź - nie samych jej wykonawców, a austriackiego kanclerza Klemensa Metternicha i zaborczych starostów).

Na smoleńskich marszach kultywowana jest ponadto demonizacja przeciwnika, najostrzej wyrażona pierwszy raz w wierszu Jarosława Marka Rymkiewicza "Do Jarosława Kaczyńskiego". O dwóch Polskach, które się nie złączą.


Panie profesorze, przypomnijmy fragment tego wiersza:

To co nas podzieliło - to się już nie sklei
Nie można oddać Polski w ręce jej złodziei
Którzy chcą ją nam ukraść i odsprzedać światu
Jarosławie! Pan jeszcze coś jest winien Bratu!


Te wersy brzmią groźnie. I są samospełniającą się przepowiednią.

- Bo po prostu u Rymkiewicza jest idealnie oddane to gnostyckie rozdarcie.

10.03.2017 Krakow . Obchody 83 miesiecznicy smolenskiej  .  Fot. Michal Lepecki / Agencja GazetaObchody 83 miesięcznicy katastrofy smoleńskiej (fot. Michał Łepecki/AG)

POLSKIE EMOCJE

Co religia smoleńska obiecuje?

- Jej wyznawcy to bardzo głęboko zróżnicowane środowisko. Pierwsza grupa to ludzie, którzy - mówiąc nieładnie i pospiesznie - przegrali na transformacji, na swoistym i bezkrytycznym wobec siebie mesjanizmie liberalnym. Odtrąceni przez radosny reformizm, naznaczeni, napiętnowani przez innych jako ci "gorsi" i rzekomo sami winni swej podłej kondycji. Druga grupa to ludzie roszczeniowi, kierujący się zawistnym egalitaryzmem. Powodzi im się całkiem nieźle, ale komuś powodzi się jeszcze lepiej. A zatem, jak mawiał kanclerz RFN Ludwig Erhard, chcą żyć z ręką w kieszeni sąsiada.

Jest też sporo młodych.

- Którzy czują się przegrani, bo słyszą, jak fajnie było za komuny, a teraz nie ma roboty i perspektyw. Wyznawcy religii smoleńskiej to też między innymi ludzie o mentalności postkomunistycznej, z obszarów, które kiedyś głosowały na SLD, a teraz przeniosły swe nadzieje na PiS. W tej grupie są również "kibole", młodzi nacjonaliści. I im wszystkim potrzebny jest jakiś zwornik jednoczący, jakieś lepiszcze. Religia smoleńska jest więc tu jednoczącym mitem. Czynnikiem, na którym się opiera, jest wiara, a nie wiedza. Używanie wiedzy, racjonalnych argumentów przeciw tej wierze - skądinąd kiepskiej i poskładanej z byle czego, z tego, co jest jakby "pod ręką" - jest bezużyteczne. Ona posługuje się fantazmatami, mitami, zasklepia się w sobie i jeży na wszelkie inne myślenie.

Każda religia ma mity. I bohaterów. Tu też są bohaterowie. Jest dobry prezydent, który zginął, jest "zły", który niby mącił i bratał się z wrogiem. Są rytuały - miesięcznice i rocznice. Są groby - na Wawelu. I rekwizyty: pochodnie, transparenty.

- I jest ofiara założycielska. Pierwszy użył tych słów Ludwik Dorn, w wywiadzie dla "Tygodnika Powszechnego", zaraz po katastrofie pod Smoleńskiem. Brzmiała tu w tle, jak sądzę, myśl z tekstu Mircei Eliadego o jego ulubionej balladzie rumuńskiej - "Legenda o mistrzu Manole". Eliade powiada tam, że aby budowla - fizyczna czy też duchowa - została zwieńczona sukcesem, u jej fundamentów musi zostać spełniona ofiara z życia. Dorn wspomina też legendę założycielską Rzymu - która przecież jest o tym, jak jeden bliźniak zabił drugiego, aby zbudować Miasto. To powiązanie Smoleńska z odniesieniami mitologiczno-religijnymi jest wypowiedziane przez najbliższego niegdyś współpracownika Kaczyńskich prawie otwartym tekstem. A dalej mówi on po prostu, że katastrofa smoleńska jest ofiarą założycielską IV Rzeczypospolitej.

Przy czym PiS rządzi, a koncepcja IV RP umarła i raczej nie zmartwychwstanie.

- Tak, bo w tamtej "teologii" osadzonej w starych praktykach i mitach to, co religijne, stawało się polityczne. Dziś natomiast odwrotnie: to, co polityczne, przeobraża się w to, religijne. I zamiast IV RP mamy religię smoleńską. To więc, co się dzieje 10 kwietnia na Krakowskim Przedmieściu, to po prostu rytuały religijne.

Pełne emocji.

- Bo obecna polska religijność wyrasta z kontrreformacyjnej religijności szlacheckiej. Z jej sarmackim rozbuchaniem, barokową bombastycznością, niechęcią do obcych, żałobnymi rytuałami, zwanymi "pompa funebris", w które angażowane były wielkie pieniądze i mnóstwo ludzi. Później, w XIX wieku, ta szlachecka religijność przeszła do religijności ludowej. A w XX stuleciu, wraz komunistyczną - w znacznej mierze pozorną - urbanizacją, przeniosła się wraz z ludzkimi masami, niemal nieskażona, do miast. I trwa w tej archaicznej polskości, i jest łatwa do uruchomienia. I wyraża się też w architekturze sakralnej, w projektach takich jak Licheń, Świętokrzyska Golgota albo Świebodzin. Charakteryzuje je wyolbrzymienie, gigantyzm, neobarokowa struktura i rozmach. No i widoczne jest to również w naszej pompie żałobnej, w tych masowych i widowiskowych pogrzebach.

18.12.2016 Krakow . Krakowianie blokuja wjazd kolumny rzadowej na Wawel . Fot. Michal Lepecki / Agencja GazetaBlokada przejazdu rządowej kolumny w Krakowie (fot. Michał Łepecki/AG)

EKSHUMACJE

Teraz niektórzy też trumny wykopują. Smoleńskie trumny.

- Bo one mają ciągle grać w tej historii.

Wykopią, zbezczeszczą, pochowają ponownie, uświęcą. Było profanum, było sacrum, kult trwa.

- Jest takie pojęcie w antropologii - "drugie życie trupa", które odnosi się do sytuacji, w której zmarli dostają się w ręce żyjących. Kiedy stają się figurami politycznymi, za pośrednictwem których można emocjonalnie rozgrywać rozmaite gry. To też jest wprawdzie scenariusz romantyczny, ale obecnie przemieniony w polityczną karykaturę. Wawel przemienił się w XIX-XX wieku w polską Akropolis, w święte miasto polskiego ducha - o czym pisał m.in. Wyspiański. Dzisiaj stał się natomiast miejscem, gdzie dzieją się straszne i doraźne rzeczy polityczne.

Kaczyński na grobie brata i protestujący z krzykiem kładący mu się pod samochód...

- W latach 30. podobne kontrowersje wybuchły przy okazji pochówku Marszałka Piłsudskiego na Wawelu. A wracając do tematu: religia smoleńska to jest religia narodowa o dziewiętnastowiecznych korzeniach. Publiczna, świecka, oddana w służbę - jak by powiedział słynny socjolog przedwojenny, Stefan Czarnowski - "nacjonalizmu wyznaniowego". Cały zatem konglomerat jej rytuałów rozgrywa się poza Kościołem, na placach i ulicach. I została już wprowadzona w kolejny etap.

Jaki?

- Święta państwowego. To już zatem nie IV Rzeczpospolita, tylko Polska Zmartwychwstała i Polski Kościół Narodowy.

Nie każdy Polak-katolik chce się zapisać do tradycyjnego, patriotycznego, polskiego Kościoła Narodowego.

- W Polsce są miliony katolików, z których znaczna część czuje, że jest okradana z tego, co religijne. I ma poczucie, że coś im zabrano, zawłaszczono dla innych celów.

Rok po katastrofie pisał pan, że "ktoś tu chce się posłużyć religią jako formą życia politycznego".

- Trzy godziny po katastrofie w rozmowie z "Newsweekiem" powiedziałem, że jeśli to wydarzenie nie zostanie "przepracowane" w świadomości zbiorowej, to się zaskorupi w niedobrym symbolizmie religijnym. Jak się zna świadomość odwiecznych, atawistycznych postaw Polaków wobec katastrof i traum, to trudno było zresztą liczyć, że stanie się inaczej.

10.03.2017 Warszawa , ulica Krakowskie Przedmiescie . Obchody 83 miesiecznicy katastrofy Smolenskiej . Fot. Adam Stepien / Agencja GazetaObchody 83 miesięcznicy katastrofy smoleńskiej (fot. Adam Stępień/AG)

ŚWIECKA RELIGIA

Stąd to przekonanie o zamachu, spisku, oparte na wierze, że "coś tam było nie tak"?

- Właśnie: na wierze. I problem w tym, że według badań ta wiara w zamach pogłębia się. Z rok na rok coraz więcej Polaków uznaje, że "coś" w rodzaju zamachu tam w tej mgle nad lotniskiem nastąpiło.

Po co ludziom potrzebne jest to "coś", skoro do dyspozycji są wyjaśnienia logiczne i racjonalne?

- Dla wielu ludzi teorie spiskowe są jedynym możliwym wyjaśnieniem takiego zdarzenia. Dlaczego? Otóż podejrzewają oni, że we wszystkim, co istnieje i dzieje się na świecie, działa jakieś zagrażające im utajone zło. Nie szukają racjonalnych wyjaśnień, bo się boją. Katalizatorem teorii spiskowych jest lęk.

Czy ten lęk nie wynika też z przekonania, że świat jest chaotycznym, niebezpiecznym miejscem?

- Wynika. I ludzie mają potrzebę nasycenia i ukojenia tego lęku. Jeśli więc nie dostanie on odpowiedniej pożywki, to stanie się lękiem zrozpaczonym, bezradnym. Lękowi części Polaków się "udało" - dostał pseudo-wyjaśnienie katastrofy w postaci zamachu. Dzięki temu się ustabilizował i umocnił. Ludzie zjednoczeni we wspólnym strachu już tak go nie nazywają. W jego miejsce pojawiła się wierząca zbiorowość.

Może ta zbiorowość sprawi, że kościoły w Polsce przestaną pustoszeć?

- Oj nie. Badania prowadzone co roku przez Instytut Statystyki Kościoła Katolickiego pokazują, że jest wręcz przeciwnie. Po raz pierwszy tzw. "magiczna liczba" dominicantes, czyli tych wiernych, którzy są na mszy co niedziela, spadła poniżej 40 proc. w skali kraju.

Ale nadal większość Polaków to katolicy. Jak wielu z nich czyta Biblię?

- Są katolikami tylko z nazwy. Badania prof. Ireny Borowik z początku lat dwutysięcznych na temat wiedzy religijnej w Polsce przyniosły ciekawy rezultat: Polacy mają szczątkową wiedzę religijną. Nawet lekarze, architekci, naukowcy, inżynierowie, inteligencja, wszystko, co wiedzą o własnej wierze, pamiętają z okresu pierwszej komunii. Jedni chodzą więc na msze, nie rozumiejąc, co się na nich dzieje, a drudzy odrzucają religię, też nic z niej nie rozumiejąc. Na tym polega dramat. Przez tysiąc lat chrześcijaństwa w Polsce nie dorobiliśmy się ani jednego wybitnego teologa, naprawdę ponadczasowego klasyka chrześcijaństwa. A zarazem w naszym - ponoć głęboko religijnym - kraju nie ma, poza Krakowem i moją małą grupą, świeckiej instytucji badawczej zajmującej się religią. We Włoszech albo laickiej bardzo Francji takie instytucje są na wszystkich uniwersytetach.

Tam się bada, u nas się wierzy.

- Co pokazuje, że nie ma wśród Polaków chęci, żeby czytać i uczyć się o własnej religii. Albo o religii, od której się odchodzi. Jest katolicyzm kapliczkowy, który sprawdza się w rytuałach. I równie emocjonalna niezgoda na tę religię. Wyrażająca się na ogół, jak mówił Jan Paweł II, w "ateizmie praktycznym" - stopniowym odchodzeniu od religii w życiu codziennym, bez dokonywania na ogół ideowych wyborów.

18.12.2016 Krakow . Krakowianie blokuja wyjazd kolumny rzadowej z Wawelu . Fot. Michal Lepecki / Agencja GazetaBlokada przejazdu rządowej kolumny w Krakowie (fot. Michał Łepecki/AG)

CZY POLSKIE SPOŁECZEŃSTWO PRZED I PO KATASTROFIE JEST INNE?

Czy można podzielić Polskę na "smoleńską" i "nie-smoleńską?"

- Nie. Bieda i bogactwo nie przekładają się wprost na liberalizm i konserwatyzm. Na przykład Warmia, jeden z biedniejszych regionów, jest liberalna.

A jest podział na Polskę posmoleńską i przedsmoleńską? Czy przed katastrofą Polska była inna, a teraz jest inna?

- Też nie. Nie ma Polski przed- i posmoleńskiej. Katastrofa była tylko katalizatorem zmian - i w istocie katalizatorem zamętu, który już w nas tkwił od dawna, a teraz ujawnił się z całą swoją jaskrawością.

Czyli nie można mówić o tragedii smoleńskiej jako dacie granicznej, która zmieniła polskie społeczeństwo?

- Niektóre zmiany i procesy przyspieszyły. Pewne zjawiska stały się wyraźniejsze. Ale wszystkie już wcześniej istniały. Dzisiejszy "lud smoleński" był przecież wcześniej u władzy. Co chwila też pojawiały się przecież rozmaite populizmy. Ten Tymińskiego, potem Leppera, a teraz Kaczyńskiego i Kukiza.

Mówił pan rok-dwa po katastrofie, że musiałby przyjść kryzys, przesilenie, żeby Kaczyński i religia smoleńska zdobyli władzę. Kryzysu nie ma, a tu proszę.

- Był kryzys.

Jaki? Gospodarczy był wcześniej.

- Kryzys moralny i emocjonalny. Istnieje bowiem coś takiego, co nazywam "interesem emocjonalnym". Jest on tak samo ważny dla człowieka jak interes ekonomiczny. Czasem nawet ważniejszy. A mamy kłopot z rozpoznaniem, czy jest on zaspokojony, ponieważ tradycyjne narzędzia socjologiczne tego nie mierzą. A ja uważam, że o podziałach w Polsce decydują właśnie w znacznej mierze emocje. Są naszym narzędziem reakcji na rzeczywistość. Innych nie mamy, bo niby skąd? Skąd mamy brać narzędzia rozpoznania, zrozumienia i opisu świata, gdy kapitał społeczny zniszczyła II wojna światowa? Skąd, skoro dziś edukacja w Polsce została zastąpiona mechaniką rury - ilu na wejściu, tylu na wyjściu? W efekcie ludzie, aby ten świat opisać, sięgają po te języki, które znają. Język prostej religii i język serialu. To śmieszne, ale najwięcej, jeśli chodzi o edukację, zrobił PRL. Przy całej represyjności szkoły, przy cenzurze. Ale gdy dom i szkoła nie nauczą, jak rozumieć świat, to nauczy tego ulica. I populiści doskonale to wykorzystują.

Jaki będzie ciąg dalszy, panie profesorze?

- (długie milczenie) Nie wiem. Ale jestem w tym względzie dość smutny. Oczywiście "wykolebiemy się" kiedyś z objęć religii smoleńskiej. I pewnie znów, jak podejrzewam, ugrzęźniemy w rozliczeniach, przepychankach słownych. Zamiast rozliczyć się raz a dobrze. Zamiast odsunąć ludzi oddanych złu i szaleństwu od funkcji publicznych. Ale obawiam się, proszę pana, że w Polsce - jak zawsze - ludzie odpowiedzialni za wyrządzenie zła jakoś przemkną się przez sito. A ja chciałbym, może idealistycznie, żebyśmy, jak już religia smoleńska odejdzie, jasno ukazali sobie samym jej zgubny charakter.

Kiedy nastąpi to odejście? Kiedy się ten "bank gniewu", by zaczerpnąć pojęcie Petera Sloterdijka, wyczerpie?

- Wtedy, gdy pewne grupy wspierające dzisiejszy obóz władzy zorientują się, że z tych kapitałów w "banku gniewu" nie dostaną nic. Albo dostaną mało. Albo przyjdzie im dopłacać do tego interesu. I to już się dzieje. Być może pierwszym takim sygnałem była awantura o projekt metropolii warszawskiej. Wtedy to niektóre środowiska propisowskie, ale te koniunkturalne, a nie ideowe, zorientowały się, że postawiły na kiepskiego konia.

Dlaczego?

- Bo próbowano im zabrać coś materialnego. Fakt, dla polityki, dla idei, choćby wariackiej, wielu ludzi jest gotowych pójść na kompromis i pogodzić się ze stratami materialnymi. Ale to właśnie one najmocniej wpływają na zmiany postaw.

Co wtedy, gdy te postawy się zmienią i kult się wypali?

- Wtedy powinniśmy przejść jakąś wielką narodową psychoterapię.

Jaką?

- Jej elementem musi być to coś, czego nie waham się nazwać karą.

Za "rozpętanie" religii smoleńskiej?

- Mamy w Polsce doświadczenie, że wyrządzane przez różne grupy społeczne i środowiska zło nie było, z rozmaitych historycznych względów, osądzane.

Najświeższy przykład to komuniści i ich aparat represji.

- Ale także i wcześniej, jak sanacyjni czarni pułkownicy, którzy doprowadzili do katastrofy 1939 roku. Jak tych 16-18 tys. policjantów "granatowych", jak chmary szmalcowników czy uczestników pogromów w czasie wojny i po niej. Nie osądzony został też stalinizm, chociaż - to paradoksalne - on jeszcze najbardziej.

Obawiam się, że znowu nie będzie kar, że wszystko rozejdzie się po kościach.

- Chyba, że przywróci się znaczenie systemowi prawnemu. To zresztą nie jest tak, że PiS nie ma kompletnie racji, piętnując np. przewlekłość postępowań sądowych w Polsce.

Tylko według prawników, z którymi rozmawiałem, zamiast leczyć ranę maścią chcą ją wypalać.

- Chcą amputować kończyny i potem przyprawić protezy. A żadna proteza nie będzie nigdy działać tak dobrze jak nawet nie do końca sprawna noga czy ręka. Co gorsza, czasem mam wrażenie, że chcą nam też amputować głowy.

Ale jeśli będą kary, to wpadniemy w błędne koło zemsty.

- I chodzi o to, że musimy wymierzyć między prawdą i sprawiedliwością, a zemstą. To jest niezwykle trudne.

I kiepsko Polakom wychodzi.

- Ja nie chcę, żeby to była zemsta. Chcę, żeby to była - dla jednostek i różnych grup społecznych - lekcja moralności: że nie opłaca się kolaborować ze złem.

13.07.2010 WARSZAWA , PROFESOR ZBIGNIEW MIKOLEJKO - FILOZOF RELIGII , ESEISTA , WYKLADOWCA AKADEMICKI I PISARZ .  FOT. ADAM KOZAK / AGENCJA GAZETAZbigniew Mikołejko (fot. Adam Kozak/AG)

Prof. Zbigniew Mikołejko. Filozof i historyk religii, eseista, pedagog, doktor habilitowany nauk humanistycznych w zakresie filozofii. Kierownik Zakładu Badań nad Religią i profesor nadzwyczajny w Instytucie Filozofii i Socjologii PAN w Warszawie, członek Amerykańskiej Akademii w Rzymie (1996), profesor Warszawskiej Wyższej Szkoły Humanistycznej im. Bolesława Prusa (2001-2011). Wykłada również filozofię i logikę w Wyższej Szkole Informatyki Stosowanej i Zarządzania w Warszawie, a także wstęp do wiedzy o religii na Podyplomowym Studium Wiedzy o Kulturze przy Instytucie Badań Literackich Polskiej Akademii Nauk. Opublikował ponad 800 tekstów, z których wiele wydane zostało w językach: angielskim, francuskim, hiszpańskim, niemieckim, portugalskim, rosyjskim, ukraińskim i włoskim.

Michał Gostkiewicz. Dziennikarz magazynu Weekend.Gazeta.pl. Wcześniej dziennikarz newsowy portalu Gazeta.pl, działu zagranicznego "Dziennika" i działu społecznego "Newsweeka". Stypendysta Murrow Program for Journalists (IVLP) Departamentu Stanu USA. Absolwent Polskiej Szkoły Reportażu, publikował w "Dużym Formacie". Prowadzi bloga Realpolitik, bywa na Twitterze.

Komentarze (96)
Zaloguj się
  • pyosalpinx

    Oceniono 19 razy 17

    Dzis ma sie wrazenie, ze to obchody rocznicy smierci prezydenta....ale zginelo tam rowniez 95 innych osob....kazde zycie jest tyle samo warte panie wichrzycielu Kaczynski....stawianie pomnikow nie pomniejszy pana winy w tej katastrofie...

  • Frania Boguś

    Oceniono 27 razy 13

    Żal mi tych ,którzy zginęli ale Smolenskiem rzygam. dajcie tym ludziom umrzec do konca. To hanba zbijac na zmarłych polityczny kapitał.

  • wranek

    Oceniono 14 razy 10

    Propagując morderstwo smoleńskie, PiS chce pokazać Polakom,że pasażerowie samolotu zostali zabici z udziałem Polaków. Ma to na celu utrwalanie podziału na my-smoleńsk, prawdziwi Polacy i oni - Tusk i Europa.
    Celem( oprócz uczynienia swiętymi Lecha i Jarosława) ma być wyprowadzenie Polski z Unii.

  • no.idea.pro

    Oceniono 11 razy 9

    Gdy widzę tych starszych ludzi na miesięcznicach, nie mogę oprzeć się wrażeniu, że oni je tak kochają, bo pozwalają im znów poczuć się dzieckiem, poczuć się tak, jak podczas wojny i po wojnie, poczuć się znowu w tamtym świecie definiowanym przez akty przemocy.

  • jg_gw

    Oceniono 8 razy 8

    Mocny tekst. Warto o tym podyskutować, problem w końcu realny aż do bólu i jak się to będzie tak dalej rozwijało to i bólu będzie coraz więcej.

    >> Obawiam się, że znowu nie będzie kar, że wszystko rozejdzie się po kościach.

    pewnie wszyscy mają nadzieję, że w końcu rozejdzie się po kościach i będzie "po staremu", czyli byle jak. Cwaniacy znowu zgarną swoje.

    To musi mieć związek faktycznie ze specyfiką naszego katolicyzmu i kiepską edukacją publiczną. Ciemniacy i kult cwaniactwa to efekt tej sytuacji. Nb., sukces partii rządzącej dowodzi, że mechanizm działa znakomicie.

  • no.idea.pro

    Oceniono 10 razy 8

    Jak katolik może obchodzić miesięcznice katastrofy samolotowej, a nie obchodzić miesięcznic Bożego Narodzenia? To drugie to w jego pojęciu - jak się domyślam - najważniejsze wydarzenie w dziejach świata, a pierwsze to epizod, więc gdzie tu logika? Tak, tak wiem, tu nie ma logiki

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX