Zygmunt Solorz-Żak podczas Międzynarodowej Konferencji i Wystawy PIKE w 2014 r.

Zygmunt Solorz-Żak podczas Międzynarodowej Konferencji i Wystawy PIKE w 2014 r. (fot. Tomasz Stańczak / Agencja Gazeta)

ludzie

Kiedyś szmuglował lizaki z Niemiec do Polski. Dziś jest jednym z najbogatszych Polaków. Tak zaczynał Zygmunt Solorz-Żak

To jedna z najbardziej niezwykłych karier w polskim, a może nawet światowym biznesie. Zygmunt Józef Krok urodził się w biednej rodzinie, z samego dołu wspiął się jednak na szczyt, a jego droga do sukcesu nadawać mogłaby się na scenariusz sensacyjnego filmu.

Spółka pod cmentarzem

Między ulicami Dębową i Limanowskiego w Radomiu, w pobliżu cmentarza, rozciągał się "trójkąt bermudzki". Po zmierzchu nie każdy miał odwagę tamtędy chodzić. Mieszkańcy przywykli do częstych włamań i kradzieży. To tam urodził się 4 sierpnia 1956 roku Zygmunt Józef Krok - tak brzmi rodowe nazwisko Solorza. (...) Sąsiedzi zapamiętali, że Krokowie żyli w biedzie. Zygmunt miał trójkę rodzeństwa. Ojciec był robotnikiem, potem bokserem. Nie mógł utrzymać rodziny, bo po chorobie był sparaliżowany. Matka najmowała się do rozładunku węgla*.

Zygmunt Solorz i Marek Markowski w Polsacie, 1994 r.Zygmunt Solorz i Marek Markowski w Polsacie, 1994 r. (fot. Eastnews)

Podobno Zygmunt zarobił pierwsze pieniądze pod cmentarzem. Sprzedawał świeczki, znicze i dostarczał "darniny na mogiły formowane z ziemi". Taką wersję można znaleźć w książce "Utopić Solorza" z 1994 roku. Autor Jakub Kopeć spisał relację Solorza, który próbował poprawić swój publiczny wizerunek. Książkę dofinansował Universal, wówczas udziałowiec Polsatu. ''Nie był sam w interesie. Razem z Jędrkiem, Frankiem i Wojtkiem stanowili zgraną paczkę, rzetelnie dzielącą między siebie mikroskopijne wówczas dochody. Jeden za wszystkich - wszyscy za jednego; pierwszą zasadą umożliwiającą robienie interesów jest wszak do głębi serca sięgająca wzajemna lojalność''  - pisze autor książki.

Koledzy z Radomia okazali się lojalnymi przez lata współpracownikami Solorza. (...)

Yellow bahama za lizaki

''Większość czasu spędzałem na podwórku z kolegami. Grałem w ping-ponga, w karty i rzucałem monetami (wygrywa ten, kto nakryje swoją monetą monetę przeciwnika). Książek nie czytałem wiele. Wolałem poznawać życie takie, jakim jest naprawdę'' - mówił Solorz ''Gazecie Wyborczej'' w 1995 roku.

Chodził do szkoły zasadniczej, a potem technikum wieczorowego przy Zakładach Mechanizacji Budownictwa ''Zremb''. Nauczyciele wspominają, że niczym się nie wyróżniał. (...)

Solorz: ''Jak w szkole miałem praktyki, zarabiałem miesięcznie 350 zł. Mama mówiła: ''Kup sweter''. A ja nic nie wydawałem i po trzech miesiącach uzbierałem na wyjazd do NRD'' (''Gazeta Wyborcza'' z 22-23 maja 1993).

Solorz-Żak na konferencji prasowej zarządu Polsatu, 1994 r. (fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta)Solorz-Żak na konferencji prasowej zarządu Polsatu, 1994 r. (fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta)

NRD, czyli Niemiecka Republika Demokratyczna, powstała po II wojnie światowej na terenach zajętych przez Związek Radziecki. W Europie była najdalej na Zachód wysuniętym przyczółkiem i ''oknem wystawowym'' komunizmu. Sklepy były tam zaopatrzone najlepiej w całym bloku wschodnim. W latach 70. Polacy zaczęli masowe wyjazdy do NRD. Kupowali, co się dało, aby z zyskiem sprzedać w kraju.

Solorz podpatrzył, co przywożą: damskie bluzki i lizaki. Do torby potrafił upchnąć tysiąc lizaków. Tak dorobił się auta - polskiego fiata 125p w modnym wtedy kolorze yellow bahama. Słabość do samochodów pozostała mu do dziś.

Polskim fiatem po azyl

Latem 1977 roku Zygmunt Krok i dwaj koledzy z podwórka pojechali fiatem yellow bahama do Bułgarii. Ta podróż zmieniła jego życie. Z relacji podanej w książce Kopcia wynika, że koło Warny mieli wypadek. Wtedy wpadli na pomysł, aby przedrzeć się na Zachód. Zgłosili się do konsulatu PRL w Bukareszcie i oświadczyli, że w czasie wypadku zaginęły im dowody osobiste, które były dokumentami podróży w krajach komunistycznych.

Konsul uwierzył. Dostali paszporty na powrót do kraju, ważne przez czternaście dni ''na wszystkie kraje świata''. Według Solorza mieli zadziwiające szczęście. Z takimi paszportami w poobijanym fiacie w sobie tylko znany sposób przekroczyli trzy granice: rumuńsko-bułgarską, bułgarsko-jugosłowiańską i jugosłowiańsko-austriacką.  Dalej relacja Solorza brzmi tak: w Wiedniu poprosił o azyl; trafił do obozu dla emigrantów w Treiskirchen. Jakiś czas potem wsiadł znowu w fiata na polskich numerach i niezatrzymywany przekroczył czwartą granicę - austriacko-niemiecką.

Biznesmen w 1995 r. (fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta)Biznesmen w 1995 r. (fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta)

W Monachium zgłosił się na policję; przedstawił się jako Piotr Podgórski. Twierdzi, że podał fałszywe nazwisko, aby rodzina w Polsce nie miała nieprzyjemności z powodu jego ucieczki na Zachód. Ale powodem mógł być też pechowy incydent - w Austrii miał wejść do domu towarowego z grupą Polaków, z której ktoś dokonał kradzieży. Został zatrzymany przez ochronę i choć na policji niczego mu nie udowodniono, zmienił nazwisko, aby nie mieć dalszych kłopotów. Jako Podgórskiego pamiętają go ci, którzy zetknęli się z nim w Niemczech między 1978 a 1983 rokiem.

Wiele lat później dziennikarze sprawdzili, że nowe nazwisko ''pożyczył'' od kolegi ze szkoły wieczorowej w Radomiu. Prawdziwy Piotr Podgórski mieszkał przy tej samej ulicy co Zygmunt Krok, urodził się w tym samym roku, a nawet miesiącu. Gdy Krok wyjeżdżał do Bułgarii w 1977 roku, Podgórski właśnie zdał egzamin do szkoły wojskowej w Poznaniu. Armię opuścił w 1984; mniej więcej w tym czasie Krok przestał używać jego nazwiska.

Marlboro dla Wałęsy?

Jako Piotra Podgórskiego poznał go ksiądz Jerzy Galiński, szef Polskiej Misji Katolickiej w Monachium. Podgórski pojawił się u niego w 1980 roku. Misja zajmowała się pomocą dla pogrążonej w kryzysie Polski. Zbierała adresy ubogich rodzin, gromadziła dla nich odzież, lekarstwa.

Bal Ludzi Sukcesu. Od lewej stoją: Andrzej Dużyński, Małgorzata Żak, Zofia Czarnecka, Maryla Rodowicz, Zygmunt Solorz-Żak (fot. Eastnews)Bal Ludzi Sukcesu. Od lewej stoją: Andrzej Dużyński, Małgorzata Żak, Zofia Czarnecka, Maryla Rodowicz, Zygmunt Solorz-Żak (fot. Eastnews)

Podgórski zaproponował, że zajmie się wysyłaniem paczek. Dogadali się z księdzem i zorganizowali transporty ciężarówek. W książce z 1994 roku Solorz mówi: ''Misja Katolicka za moje usługi transportowe mogła mi płacić jedną markę za kilogram przesyłki, a to było stanowczo niewystarczające. Koszt przesyłki wynosił około dwu marek. Postanowiliśmy wysyłać do Polski towary, które po zyskownym sprzedaniu przynosiłyby dochód pozwalający pokryć straty. Najbardziej utkwiły mi w pamięci szminki, damskie szminki do ust, nawet niezłej firmy''.

Według Solorza w Polsce towar sprzedawali kierowcy. Nikt ich nie kontrolował: ''Nabrałem przekonania, że jestem naciągany przesadnie. Wtedy włączyłem do tych operacji rodzinę w Radomiu''.

Po latach, w 1995 roku, Solorz wytoczył proces ''Rzeczpospolitej'', która napisała, że na przełomie marca i kwietnia 1983 r. przemycił z Niemiec do Austrii 600 tys. papierosów Marlboro. Według dziennika nie zapłacił cła, bo deklarował, że papierosy jadą do Polski dla górników i działaczy ''Solidarności'' Lecha Wałęsy. Adwokat ''Rzeczpospolitej'' przedstawił wtedy wyrok sądu w Wiedniu z 25 listopada 1995, który ukarał Solorza grzywną 1 mln 190 tys. szylingów z zamianą na dwa miesiące więzienia. Wyrok zapadł po dziesięciu latach, bo wcześniej Solorz nie stawiał się na rozprawy w Austrii.

Solorz domagał się wówczas od ''Rzeczpospolitej'' przeprosin również za inne fakty z jego życiorysu, opisane jego zdaniem niezgodnie z prawdą. Po latach proces zakończył się ugodą.

Solorz-Żak podczas turnieju KGHM Polish Indoors, 2005 r. (fot. Krzysztof Rak / Agencja Gazeta)Solorz-Żak podczas turnieju KGHM Polish Indoors, 2005 r. (fot. Krzysztof Rak / Agencja Gazeta)

Koledzy z Wrocławia

Paczki od Solorza rozprowadzał we Wrocławiu Andrzej Rusko, dyrektor w polonijnej firmie Elvis, która szyła dżinsy. Kilka lat później, w 1988, namówił Solorza do założenia we Wrocławiu firmy Solpol. Importowała maszyny do szycia, telewizory, auta.

Rusko będzie należał przez lata do kilkuosobowej grupy najbliższych współpracowników Solorza. W III Rzeczpospolitej zajmie się organizowaniem zawodów żużlowych. Potem przerzuci się na piłkę nożną - w latach 2005-12 będzie prezesem Ekstraklasy, spółki prowadzącej rozgrywki o Mistrzostwo Polski. Przekona Solorza, aby Polsat transmitował wyścigi żużlowców i mecze piłki nożnej.

Rusko ukończył wrocławską AWF, był działaczem Zrzeszenia Studentów Polskich, które u schyłku PRL było trampoliną do wielu karier. Miał opinię bezwzględnego w interesach. W latach 80. prowadził hotel studenckiego biura podróży Almatur. Barmanem był tam Aleksander Myszka, wówczas student prawa.

Myszka założył kancelarię adwokacką z Józefem Birką. Z czasem obaj stali się przybocznymi prawnikami Solorza. Myszka - drobny z brodą, Birka - masywnej postury, zawsze gładko ogolony. We Wrocławiu krążą o nich sprzeczne opinie.

''Potrafią do maksimum wykorzystać przepisy prawne, w najmniejszym stopniu tym przepisom nie uchybiając'' - mówił o nich naczelnik Urzędu Skarbowego we Wrocławiu w 1994 roku, tłumacząc w ''Polityce'', dlaczego firmy Solorza nie płacą podatku dochodowego.

Biznesmen w warszawskiej siedzibie Telewizji Polsat, 2008 r. (fot. Krzysztof Miller / Agencja Gazeta)Biznesmen w warszawskiej siedzibie Telewizji Polsat, 2008 r. (fot. Krzysztof Miller / Agencja Gazeta)

Birka i Myszka pojawią się w najważniejszych przedsięwzięciach i radach nadzorczych firm Solorza. Będą zmieniać się w fotelu prezesa Telewizji Polsat i podążać za Solorzem jak dwa cienie. Powstaną o tym anegdoty: gdy w latach 90. Solorz, słynący z zamiłowania do aut, kupi sobie jaguara, na parkingu natychmiast pojawią się dwa kolejne, należące do obu mecenasów.

Koledzy z Radomia

Zygmunt Solorz nazywa się tak od 1983 roku. Ożenił się wtedy z Iloną Solorz, emigrantką ze Śląska, obywatelką RFN, i przyjął jej nazwisko. Wtedy postanowił, że zalegalizuje swój pobyt i interesy.

Twierdzi, że po ślubie w Wiedniu poszedł do ambasady PRL, gdzie dostał paszport konsularny. Następnie wrócił do kraju i zgłosił się do MSW; odbył ''spowiedź'' i już legalnie wyjechał do Niemiec.

Po latach wyjdzie na jaw, że musiał podpisać zobowiązanie do współpracy ze Służbą Bezpieczeństwa i wywiadem PRL. ''Ja się broniłem przed aresztowaniem za nielegalny wyjazd - tłumaczył w ''Życiu Warszawy'' w 2006 roku. - Pamiętajmy, że to były inne czasy. To był stan wojenny, ja byłem młody i przestraszony, bojąc się, że w każdej chwili mogą mi założyć na ręce kajdanki''.

Polecono mu podpisać się pseudonimem. ''Spojrzałem na rękę, zobaczyłem swój zegarek i tak powstał pseudonim Zeg jak zegarek'' - wyjaśniał w ''Życiu Warszawy''. Zapewniał, że współpracy nigdy nie podjął i nikomu nie wyrządził krzywdy. Rok później SB wykreśliła go ze swojej kartoteki jako ''nieprzydatnego''.

Solorz-Żak od 2009 r. jest właścicielem klubu piłkarskiego Śląsk Wrocław. Na zdjęciu podczas meczu Ligi Europejskiej Śląsk Wrocław - Dundee United, 2011 r. (fot. Mieczysław Michalak / Agencja Gazeta)Solorz-Żak od 2009 r. jest właścicielem klubu piłkarskiego Śląsk Wrocław. Na zdjęciu podczas meczu Ligi Europejskiej Śląsk Wrocław - Dundee United, 2011 r. (fot. Mieczysław Michalak / Agencja Gazeta)

W Monachium zaczął prowadzić firmę należącą do żony - Solorz Import Export. Wysyłał do Polski używane samochody. Brat Solorza Zbigniew Krok mył je na podwórku kamienicy przy Limanowskiego w Radomiu.

Interes był doskonały. W 1984 roku Solorz podpisał kontrakt na dostawy aut z państwową centralą handlu zagranicznego Polimar. (...)

Frontowymi drzwiami wszedł

W maju 1989 Solorz pożyczył 100 mln starych złotych z Funduszu Obsługi Zadłużenia Zagranicznego. Jako zabezpieczenie wpłacił 70 tys. dolarów. Pożyczkę spłacił po trzech miesiącach.

FOZZ powstał u schyłku PRL. W latach 1989-90 potajemnie skupował długi Polski w zachodnich bankach. Ale w funduszu panował bałagan. Nie księgowano wykupu długów i do dziś nie udało się ustalić, dokąd powędrowała część pieniędzy. Szefowie FOZZ zostali oskarżeni przed sądem, proces ciągnął się przez lata i choć zapadły wyroki skazujące, ''afera FOZZ'' nigdy nie została dokładnie wyjaśniona.

Gdy spotkałem się z Solorzem po raz pierwszy, w 1999 roku, zapytałem, w jaki sposób udało się mu wziąć pożyczkę w FOZZ.

- Frontowymi drzwiami wszedł. Każdy mógł to zrobić. Każdy! - uprzedza jego odpowiedź mecenas Józef Birka.

- Chodziło o wymianę dewizową. To była czysta transakcja kupna-sprzedaży. Nic więcej. FOZZ doradziła mi jedna z pań w banku, w którym miałem konto. To było Pekao SA - dodaje Solorz.

Twierdzi, że na trzy miesiące złożył depozyt w dolarach i w zamian za to dostał złotówki.

Solorz-Żak na Forum Ekonomicznym w Krynicy, 2011 r. (fot. Krzysztof Karolczyk / Agencja Gazeta)Solorz-Żak na Forum Ekonomicznym w Krynicy, 2011 r. (fot. Krzysztof Karolczyk / Agencja Gazeta)

W banku, także Pekao SA, Zygmunt Solorz poznał swoją drugą żonę Małgorzatę Żak. Przyszedł w 1984 roku z dolarami, aby założyć konto.

Obsługiwałam ludzi, którzy sprowadzali z Zachodu samochody po wypadkach. Szukałam kogoś, kto pomoże mi kupić tanie auto. Mieszkałam pod Warszawą i było mi ciężko dojeżdżać do pracy. Jedyną osobą, która potraktowała mnie poważnie, był Zygmunt. To chyba jedyny interes w jego życiu, na którym nie zarobił - mówiła mi w 1999 roku Małgorzata Żak.

Kupiła volkswagena golfa. Twierdziła, że takie auto miał w banku tylko dyrektor i dlatego przez dwa lata nie dostała podwyżki.

W 1991 roku Solorz postanowił wziąć rozwód z Iloną Solorz. Przeprowadzili go dwaj zaufani adwokaci; Zygmunta reprezentował Józef Birka, Ilonę - Aleksander Myszka. Po ślubie z Małgorzatą Żak w 1992 roku Solorz zatrzymał nazwisko byłej żony, dopisując do niego "Żak".

Złotówki na ruble, ruble na marki

Pierwsze prawdziwe pieniądze Solorzowi przyniosły wartburgi i trabanty. W 1990 roku masowo sprowadzał je do Polski z byłej NRD za tzw. ruble transferowe. Były to umowne, absurdalne jednostki, w których rozliczały się kraje bloku komunistycznego. Po upadku komunizmu i zjednoczeniu Niemiec 1 lipca 1990 roku na terenie dawnej NRD wprowadzono marki zachodnioniemieckie. Kontrakty zawarte w rublach trzeba było przeliczyć na marki. Ustalono sztywny kurs. Okazało się to źródłem gigantycznych zysków dla polskich firm sprowadzających towary z byłej NRD. Kupując je, firma przeliczała cenę z rubli na marki, a potem na złote - według ustalonego, sztywnego kursu, jedna marka niemiecka kosztowała 863 stare złote. Ta sama marka kosztowała w Polsce na wolnym rynku 6 tys. starych złotych!

Książka ''Grube ryby...'' ukazała się nakładem Wydawnictwa Agora (fot. materiały prasowe)Książka ''Grube ryby...'' ukazała się nakładem Wydawnictwa Agora (fot. materiały prasowe)

Na taką transakcję trzeba było mieć zgodę Ministerstwa Współpracy Gospodarczej z Zagranicą i podzielić się zyskiem ze skarbem państwa. Prokuratura w Radomiu oskarżyła dwóch współpracowników Solorza o to, że przemycili do kraju trabanty zakupione za ruble transferowe bez zezwolenia. Celnicy dostali fałszywe rachunki z cenami w dolarach. 2 tys. 160 trabantów w wersji Limuzyna i Universal wjechało do wrocławskiego składu celnego należącego do Solorza i dalej pojechało do Radomia.

Z rachunków wynikało, że trabanty wysłała do Polski firma Solorz Import Export z Monachium. Podpisano je ''Solorz''. Ale podpis został sfałszowany i Solorz nie może za to odpowiadać. Prokuratura skierowała do sądu sprawę przeciwko jego współpracownikom; w 1997 roku - po sześciu latach od sprzedaży trabantów. Ale proces zakończył się niczym, a sprawa się przedawniła.

Na podobnej zasadzie Solorz importował dacie z Rumunii. Kto mu podsunął ten pomysł - nie wiadomo.

W 1992 roku po raz pierwszy pojawił się na liście najbogatszych Polaków tygodnika "Wprost" - na 30. pozycji.

*Fragment książki Michała Matysa ''Grube ryby. Jak zarobili swój pierwszy miliard'', którą w promocyjnej cenie można kupić w Publio.pl>>>


Zygmunt Solorz-Żak.
Ur. 1956. Od kilku lat nr 2 na listach najbogatszych Polaków. Szacuje się, że ma 10 mld zł. Zrobił karierę w amerykańskim stylu. Pochodzi z ubogiej dzielnicy Radomia, ukończył tylko wieczorowe technikum mechaniczne, a biznes zaczynał od handlu pod cmentarzem. Ale dotarł na szczyt. Stworzył Cyfrowy Polsat, największy koncern medialno-telekomunikacyjny w Europie Środkowo-Wschodniej. Jako jeden z pierwszych na świecie wprowadził technologię szybkiego mobilnego internetu LTE.

Michał Matys. Ur. 1966. Łodzianin, z wykształcenia archeolog, z przypadku dziennikarz i autor filmów dokumentalnych. W latach 1991-2004 opisywał w "Gazecie Wyborczej" odradzanie się kapitalizmu w Polsce. Potem pisał m.in. dla miesięcznika "Profit" (dzisiejszy "Forbes"), tygodnika "Przekrój", dzienników "Rzeczpospolita", "Polska", "Puls Biznesu". W latach 2008-09 zrealizował dla TVP cykl filmów dokumentów o absurdach PRL "Zagadki tamtych lat". Autor książek: "Towarzystwo. Biznesmeni i politycy" (2003) o najbogatszych Polakach, "Łódzka fabryka marzeń" (2011) o imperium XIX-wiecznego bogacza Izraela Poznańskiego, na którego terenie powstała łódzka Manufaktura, oraz "Absurdy PRL-u" (2014), napisanej z Piotrem Lipińskim. Laureat nagród SDP, Grand Press, Nagrody PAP im. Ryszarda Kapuścińskiego.

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Komentarze (109)
Zaloguj się
  • sraczezwersacze

    Oceniono 21 razy 17

    Przeczytałem. Pierwszy raz pomimo "anonimowości" internetu boję się wprost napisać jednym wyrazem kim jest ten Pan (jak widać ma bardzo dobrych prawników i pół Polski w kieszeni). Ale wszyscy wiemy. Każdy inteligentny człowiek sam wyciągnie wnioski pomiędzy wierszami tego artykułu (czerscy - nie bocie się procesu ?!). W zawoalowany sposób, z wykorzystaniem miliona kruczków prawnych i sztabu bezwzględnych prawników, przekupując urzędników w taki czy inny sposób doszedł do fortuny na plecach nas, podatników. Nic nie wytworzył, nic nie wyprodukował, żerował na nędzy, głupocie i mizerocie tego Państwa. W każdym innym silnym i zorganizowanym kraju, z jasno sformułowaną wykładnią podatkową miałby utrącone łapki. I pomarańczowe wdzianko. Nienawidzę tego Państwa. (nie mylić z krajem - jest piękny)

  • jezioraniagara

    Oceniono 18 razy 12

    Na podobnej zasadzie Solorz importował dacie z Rumunii. Kto mu podsunął ten pomysł - nie wiadomo

    Potwierdzam ,że Solorz sprowadził z Rumuni co najmniej 3 000 Oltcitów nie dużo Daci. Mówiono ,że nawet bez klocków hamulcowych.Klocki hamulcowe były z drewna i w Wrocławiu zakładano zamienniki.(To teoria ale ze względu na braki kooperantów w tym czasie robiono wszystko żeby wyżywić pracowników fabryk?)
    Skąd chłopak z podwórka znał języki,przepisy celne kilka krajów.potrafił przewieść przez granicę tysiące samochodów jak pokonał służby bezpieczeństwa w NRD Stasi,w Rumuni Ceaușescu,w Polsce Kiszczaka?Skąd znał prawo?
    W Komunie był sobie taki Polmot który miał monopol na import i export samochodów .
    Reasumując cały ten artykuł sponsorowany to piękna bajka dla dzieci.

  • Marek Nowak

    Oceniono 15 razy 11

    Co za gigantyczna bzdura heheheh, nic oprócz nazwisk i wąsa nie ma prawdziwego, W Bukareszcie konsulat wydał paszport na wszystkie kraje świata heheheh i może wizy jeszcze w ciagu jednego dnia do Austrii i RFN . Konsulat nie miał uprawnień do wydawania paszportu !!!! mógł wystawić zastępczy dowód osobisty na który w demoludach można było przekraczać granicę !!!!
    wystarczył wpis ( wkładka ) w dowodzie osobistym książeczkowym. To artykuł sponsorowany i opowiadanie dla gimbusów. Tak jak Kulczyk tak i on za pieniadze służb rozkręcał interes wespół ze służbami i zapewniajac miękkie lądowanie dla ludzi służb :-((((

  • wu-du

    Oceniono 20 razy 10

    Najpierw ocieplanie wizerunku Kulczyka, teraz ocieplanie wizerunku Solorza.
    Agora w całej okazałości.

  • jan700

    Oceniono 11 razy 9

    "Każdy człowiek jest jak Księżyc. Ma swoją drugą stronę, której nie pokazuje nikomu" Mark Twain

  • pasmanteria0224

    Oceniono 12 razy 8

    Cuda , cuda , pieknie brzmi a ile w tym prawdy tyle co brudu za paznokciem , tak samo Kulczyk tez cudownie rozmnozyl pieniadze , nic nie produkowal a dorobil sie majatku , piekna bajka o kopciuszku dla dzieci

  • siwywaldi

    Oceniono 7 razy 7

    Z uwagi na upływ lat i znaną prawu instytucje przedawnienia, dziś już MUSIMY przyjąć że początki biznesowej kariery i pierwsze konkretne pieniądze, pana Solorza wyglądały tak a nie inaczej. Podobnie jak to, że Piskorski wygrał w ruletkę w jedna noc parę set razy pod rząd. :-)

    Jedyną pociechą jest to, że obecnie pożytkuje te pieniądze w zgodzie z prawem i że ZAWSZE trzymał się z daleka od ścieżek, którymi chodziły różne Dziady, Pershingi, Masy czy Kiełbasy

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX