Potencjalne lokalizacje Centralnego Portu Lotniczego

Potencjalne lokalizacje Centralnego Portu Lotniczego (fot. Istockphoto/Grafika: Marta Kondrusik/Gazeta.pl)

gospodarka

Będzie Centralny Port Lotniczy za 30 miliardów złotych. Tylko po co?

To już pewne - w Baranowie koło Grodziska Mazowieckiego powstanie Centralny Port Lotniczy. Ogromny hub ma konkurować z największymi lotniskami Europy. Pierwsze samoloty mają z niego odlecieć - według zapowiedzi rządu - już za dziesięć lat. Koszt - 30 miliardów złotych. Politycy przekonują - to będzie wielki sukces polskiej gospodarki. Eksperci nie są tak entuzjastyczni.

Wystarczyła jedna wypowiedź posła Kaczyńskiego, by cała Polska usłyszała o Centralnym Porcie Lotniczym.

- Czy w kraju, który ma co prawda dość znaczną powierzchnię, ale taki dosyć okrągły kształt, jest sens budowania dużej ilości lokalnych lotnisk? Czy nie lepiej w tej chwili mieć takie potężne lotnisko międzynarodowe, światowe, gdzieś niedaleko Warszawy? Ja nie ukrywam, że wypowiadam się za tą drugą ewentualnością, bo Polska nie może być prowincją - mówił prezes PiS 16 lutego na antenie Radia Białystok.

Przy okazji pewnie pogrzebał szanse Białegostoku na własny port lotniczy.

Poseł Kaczyński uderzył w tony patriotyczne. - Nie możemy zgodzić się na to, że my jesteśmy tylko krajem, w którym lotniska są początkiem drogi do innych wielkich lotnisk, np. do Frankfurtu czy teraz, jak często nam proponują, do Berlina - dodał.

Lotnisko Chopina (fot. Adam Stępień/AG)Lotnisko Chopina (fot. Adam Stępień/AG)

Okazało się jednak, że decyzja o budowie Centralnego Portu została już podjęta "ponad wszelką wątpliwość i konsensualnie", podczas obrad Komitetu Ekonomicznego Rady Ministrów. Taką informację podał szef resortu infrastruktury Andrzej Adamczyk. Pierwsze samoloty mają odlecieć z superlotniska najpóźniej w 2028 roku.

Według ekspertów to niekoniecznie dobra wiadomość.

Projekt sprzed 50 lat

Pomysł z Centralnym Portem nie jest nowy.

-  Ta sprawa się ciągnie, odkąd zbudowano Centralną Magistralę Kolejową - przypomina sobie profesor Włodzimierz Czyczuła z Politechniki Krakowskiej, ekspert lotniczy. - To były lata siedemdziesiąte. Już wtedy zaczęły się analizy, czy takie centralne lotnisko z dużą przepustowością jest nam potrzebne.

W wolnej Polsce pomysł wrócił m.in. za poprzednich rządów PiS, a ostatnio - w 2011 roku, za kadencji Cezarego Grabarczyka jako szefa resortu infrastruktury. Liczba pasażerów rodzimych lotnisk już wtedy rosła lawinowo (z 5,8 mln w roku 2000 do 20 mln  w  roku 2008), a prognozowano jeszcze większy wzrost. Eksperci się nie pomylili: w tym roku w powietrze w Polsce wzbiły się 34 miliony pasażerów. To dużo, a będzie jeszcze więcej. Według statystyk Urzędu Lotnictwa Cywilnego w 2030 roku polskie lotniska obsłużą 60 milionów gości.

W planach Grabarczyka superlotnisko miało powstać między Łodzią a Warszawą. Dojazd tam jest świetny. W pobliżu przecinają się autostrady A1 i A2, w okolicy jest ekspresowa ósemka do Wrocławia. Wśród lokalizacji wymieniano Mszczonów w powiecie żyrardowskim, Babsk w pobliżu Rawy Mazowieckiej oraz Baranów nieopodal Grodziska Mazowieckiego, który ostatecznie wygrał w tej rywalizacji.

Potencjalne lokalizacje Centralnego Portu Lotniczego (fot. Istockphoto/Grafika: Marta Kondrusik/Gazeta.pl)Potencjalne lokalizacje Centralnego Portu Lotniczego (fot. Istockphoto/Grafika: Marta Kondrusik/Gazeta.pl)

Plan Grabarczyka nie wypalił, bo na fotelu ministra zastąpił go Sławomir Nowak. Ten ukręcił łeb projektowi poprzednika. Nowak tłumaczył, że na inwestycję nie ma pieniędzy, a przez najbliższe 20 lat taki kolos nie będzie potrzebny.

Dziś Grabarczyk, choć jest posłem PO, to wyjątkowo przyznaje prezesowi PiS rację. - Zawsze pozostałem zwolennikiem Centralnego Portu Lotniczego. Czy Polska ma dostarczać pasażerów transkontynentalnych innym portom europejskim, czy też mamy zdolność do przejęcia strumienia pasażerów i przychodów z branży lotniczej? Ja odpowiadam - tak, jesteśmy gotowi. Jest jedno "ale" - z tą ekipą to się nie uda. To nie są ludzie, którym można powierzyć taki projekt. Właśnie dowiedzieliśmy się, że rząd nie zbuduje drogi ekspresowej nr 14, czyli zachodniej obwodnicy Łodzi. Jeszcze przed chwilą obiecywali co innego. Oni nie udźwigną tak wielkiej inwestycji - twierdzi Cezary Grabarczyk.

Inna rzecz, że tej inwestycji nie udźwignął też rząd Platformy - ani żadne wcześniejsze gabinety w wolnej Polsce.

17 tysięcy metrów kwadratowych lotniska

Za czasów Grabarczyka powstało opracowanie, które pokazuje sensowność budowy CPL. Liczby robią wrażenie. Twórcy raportu ocenili, że na superlotnisku pojawi się maksymalnie 45 milionów pasażerów rocznie. Niemało, jeśli zważymy, że w zeszłym, rekordowym roku Okęcie obsłużyło 12 milionów pasażerów. W Centralnym Porcie znajdą się dwa pasy startowe, każdy o długości 3700 metrów. Łączna powierzchnia części dla pasażerów (poczekalnia, odprawa pasażerów, kontrola paszportowa, odbiór bagaży) to 17 tysięcy metrów kwadratowych. Do tego parking na 23 tysiące samochodów. Przepustowość obsługi bagażowej to 5300 sztuk na godzinę.

Równie wielkie byłyby wydatki. Eksperci ocenili, że wszystkie koszty (m.in. wykup gruntów, budowa lotniska, pasów startowych, dróg dojazdowych, kolei) to 20 miliardów złotych. Dziś minister Adamczyk mówi nawet o 30 miliardach. Dla porównania - 19-kilometrowy odcinek ekspresówki S2, czyli południowej obwodnicy Warszawy (razem z tunelem pod Ursynowem i mostem przez Wisłę), będzie kosztował 2,5 miliarda złotych.

Różnica jest taka, że do budowy trasy ekspresowej dołoży się Unia. Według profesor Anny Konert, dyrektor Instytutu Prawa Lotniczego i Kosmicznego Uczelni Łazarskiego, megalotnisko jest bez szans na unijne dofinansowanie. Za całość musielibyśmy zapłacić z podatków.

Problemem jest też termin, jaki rząd PiS sobie narzucił. Jeszcze niedawno politycy rządzącej partii twierdzili, że lotnisko da się wybudować do 2022 roku. Aktualna wersja zakłada, że lotnisko powstanie w dziesięć lat. To nadal ekspresowe tempo.

- Niemcy budują taki port już od 20 lat i nic nie wskazuje na to, że inwestycja zostanie wkrótce zakończona. A podkreślić należy, że CPL w Polsce ma być większy niż ten niemiecki - przestrzega prof. Konert.

Nie brać wzoru z Niemców

Berliński gigant to czarny sen wszystkich speców od lotnictwa. Po dziesięciu latach od rozpoczęcia budowy port Berlin-Brandenburg im. Willy'ego Brandta nie odprawił ani jednego samolotu. I nic nie wskazuje na to, by szybko się to zmieniło.

Lotnisko Berlin-Brandenburg (fot. Robert Aehnelt/Wikimedia Commons/CC BY-SA 3.0)Lotnisko Berlin-Brandenburg (fot. Robert Aehnelt/Wikimedia Commons/CC BY-SA 3.0)

System oddymiania berlińskiego lotniska od 2012 roku nie został dopuszczony do użytku przez straż pożarną, przez co otwarcie lotniska jest niemożliwe. Wymogów przeciwpożarowych nie spełniała też część ścian. Trzeba je było rozbierać i stawiać od nowa. Taśmociągi bagażowe są za krótkie - i tak dalej. Koszt inwestycji potroił się względem planowanych wydatków i dziś oscyluje w okolicy 6 miliardów euro (24 miliardy złotych). Do tego dochodzi skandal korupcyjny. Budująca system przeciwpożarowy firma Imtech miała rzekomo płacić menedżerom lotniska za przymykanie oczu na fuszerkę. Wszystko to spowodowało, że data otwarcia była wielokrotnie przekładana. Nowy termin to 2019 rok. Niewiele osób wierzy, że tym razem się uda.

Berliński port dowodzi, jak trudne są wielkie inwestycje w infrastrukturę. A w Polsce, mówiąc delikatnie, nie mamy szczęścia do takich projektów. Wystarczy przypomnieć opóźnienia przy budowie autostrady A1 pod Łodzią czy dowolny remont kolejowy.

- Ale pokazywanie Berlina jako negatywnego przykładu jest niesprawiedliwe - twierdzi Bartosz Baca z firmy BBSG, analityk rynku lotniczego. - Mówimy o jednej z największych porażek inwestycyjnych w powojennych Niemczech. W Berlinie splotło się wiele patologii, które nie muszą powtórzyć się u nas.

Baca współpracował przy tworzeniu raportu Grabarczyka. Jest optymistą, jeżeli chodzi o Centralny Port Lotniczy, ale do otwarcia w 2028 roku podchodzi z dużą rezerwą.

Kluczowym tematem jest dojazd do superlotniska. Najlepiej, żeby ze stolicy do nowego portu pasażerowie mogli dotrzeć w kilkanaście minut. Nie tylko samochodem, ale też koleją. Entuzjaści CPL marzą, by pociągi z Warszawy dojeżdżały tam w kilkanaście minut. To oznacza budowę nowej linii od podstaw. Co więcej -  najlepiej, by była to kolej dużych prędkości. Taki zresztą był pierwotny plan Grabarczyka, który chciał połączyć Warszawę, Łódź, Poznań i Wrocław linią kolejową, po której pociągi jeździłyby ponad 300 kilometrów na godzinę. Odnoga linii dochodziłaby też do wielkiego lotniska. Pomysł upadł za ministra Nowaka.

- Budowa CPL ma sens tylko razem z koleją dużych prędkości. A nie słychać, by rząd PiS wrócił do tej koncepcji - twierdzi Cezary Grabarczyk.

Wygramy z Niemcami?

Głównym argumentem za budową Centralnego Portu ma być fakt, że lotnisko na Okęciu ma problem z przepustowością. Nie da się go bardziej rozbudować, bo znajduje się blisko centrum miasta i osiedli mieszkaniowych. W godzinach szczytu (czyli około godz. 7- 9) brakuje tam miejsca. Do tego nie da się tu latać nocą - ze względu na hałas. A CPL będzie działał całą dobę.

Hala dla pasażerów w III terminalu lotniska w Łodzi im. Wladyslawa Reymonta (fot. Tomasz Stańczak/AG)Hala dla pasażerów w III terminalu lotniska w Łodzi im. Wladyslawa Reymonta (fot. Tomasz Stańczak/AG)

O tym, że Okęcie się zapycha, alarmują zarówno menedżerowie lotniska, jak i prezes LOT Rafał Milczarski. Dla narodowego przewoźnika powiększone lotnisko to priorytet. Maksymalna przepustowość drogi startowej Lotniska Chopina to 48 operacji na godzinę. W Centralnym Porcie ten wskaźnik będzie dwa razy większy. Na zbyt małym Okęciu LOT nie może się rozwijać i proponować nowych połączeń na duże odległości. A ambitna rozbudowa firmy to kolejny plan PiS.

- To nie jest tak, że dojdziemy do momentu, gdzie nie będzie można latać z Lotniska Chopina. Po prostu jego potencjał nie będzie wykorzystywany. Pojawi się na przykład przewoźnik z Azji, który chciałby latać z Polski, a nie będzie miał jak. Ten moment zbliża się nieubłaganie. CPL rozwiązałby problem, bo będzie dużo większy, a do tego będzie działał całą dobę. Poza tym potrzebny jest port będący hubem dla narodowego przewoźnika - czyli miejscem, gdzie będą przesiadać się pasażerowie z różnych samolotów, którzy chcą kontynuować podróż. Centralny Port Lotniczy da LOT- owi kopa do dalszego rozwoju - przewiduje Bartosz Baca z BBSG.

Ale aspiracje rządu idą dalej. Nie chodzi bowiem o duże lotnisko krajowe. Polska ma być ważnym graczem na arenie międzynarodowej. Centralny Port konkurowałby z największymi lotniskami w Europie. Czy mielibyśmy szansę w tej rozgrywce?

Centralny Port Lotniczy i Berlin-Brandenburg byłyby dla siebie konkurencją (Grafika: Marta Kondrusik/Gazeta.pl)Centralny Port Lotniczy i Berlin-Brandenburg byłyby dla siebie konkurencją (Grafika: Marta Kondrusik/Gazeta.pl)

- Rzeczywiście obserwujemy dynamiczny wzrost liczby pasażerów, ale to wciąż nie jest taki poziom jak w innych państwach. Polacy średnio latają raz w roku. Jest to zdecydowanie za mało, by tworzyć Centralny Port Lotniczy - mówi prof. Anna Konert.

- W lotnictwie odległość 200-300 kilometrów to nie tak dużo. Patrząc na to w ten sposób, mamy obok siebie Frankfurt i Monachium, nieco dalej Londyn. To są prawdziwe huby przesiadkowe, obsługujące międzykontynentalne loty. Wygrać z nimi byłoby ciężko - prognozuje prof. Włodzimierz Czyczuła.

- Hub robi się po to, żeby zbierać pasażerów z innych krajów. Inaczej będzie ich za mało i lotnisko na siebie nie zarobi. A trudno sobie wyobrazić, że ktoś z Niemiec będzie przyjeżdżał specjalnie do portu w Warszawie, jeśli pod nosem ma dwa swoje huby. Chyba że ceny biletów u nas byłyby znacznie tańsze. Ale jeśli zbudujemy port za miliardy złotych, to będziemy chcieli szybko odrobić ten wydatek. Trudno będzie to zrobić tanimi biletami. A w Unii działają instytucje, które nie będą pozwalały na dowolne obniżanie cen. Marzenia o naszym własnym hubie przesiadkowym mają podstawy ambicjonalne, ale nie racjonalne. Chyba że absolutnie zmieniłaby się sytuacja międzynarodowa i Polska byłaby ostoją spokoju w Europie - dodaje ekspert.

Lotnisko Berlin-Brandenburg w 2012 r. (fot. Łukasz Cynalewski/AG)Lotnisko Berlin-Brandenburg w 2012 r. (fot. Łukasz Cynalewski/AG)

Centralny Port Lotniczy przegrałby konkurencję z Niemcami?

CPL miałby też problem w starciu z portem Berlin-Brandenburg. Przecież Niemcy kiedyś wreszcie go skończą. Berliński hub z czterema pasami startowymi przyjmie 60 milionów pasażerów rocznie.

Prof. Czyczuła wyjaśnia, że dojazd z Warszawy, Krakowa, Katowic choćby do Monachium nie jest dużą uciążliwością. Trudno oczekiwać, żeby każdy port obsługiwał wszystkie loty dalekiego zasięgu, takie jak Malezja, Australia, Japonia, Chiny. W Polsce jest za mało pasażerów do obsłużenia tych wszystkich połączeń. Do tego dochodzi jeszcze rozbudowa narodowej floty. Co prawda LOT odbił się od dna, ale do stabilnej sytuacji jeszcze daleka droga.

- Można patriotycznie założyć, że rozbudowujemy naszą flotę i wszystkie międzykontynentalne loty obsłużymy naszym przewoźnikiem. Ale z samych ambicji ciężko zbudować biznesowy projekt. Przypomnijmy sobie polskie linie - niewypały, takie jak Air Polonia czy OLT. Nie mamy jeszcze pewności, czy wielki port lotniczy nie będzie miał sensu. Ale muszą to sprawdzić eksperci, nie politycy - postuluje prof. Czyczuła.

Wyburzamy Okęcie?

To, co dla jednych jest marzeniem, dla innych jawi się jako koszmar. Ogromny port w środku Polski oznacza ogromne kłopoty dla innych lotnisk. Na razie jednak samorządy bagatelizują zapowiedzi PiS-u.

- Centralny Port, jeśli w ogóle powstanie, będzie gotów za 10-12 lat. Trudno przewidywać, co się wtedy wydarzy. Nie sądzę, by była to dla nas konkurencja. To ma być lotnisko transatlantyckie i będzie realizować zupełnie inne połączenia niż my - mówi Wioletta Gnacikowska, rzeczniczka lotniska Lublinek w Łodzi.

Ale to raczej urzędowy optymizm. Badania zrobione w 2010 roku pokazują, że na budowie Centralnego Portu łódzkie lotnisko straciłoby 24 procent ruchu. Przez ostatnie lata Port Lotniczy Łódź-Lublinek im. Władysława Reymonta miał kłopoty. Spadek dochodów o jedną czwartą oznaczałby jego śmierć. A co z Okęciem?

- Lotnisko Chopina czekać będzie zamknięcie i wyburzenie. Nie widzę żadnego uzasadnienia, po co pozostawiać ten port przy życiu, skoro rolę huba dla LOT-u będzie pełnić nowy port - wyjaśnia Bartosz Baca.

Tyle że władze tego lotniska właśnie zapowiedziały dalsze inwestycje. Tylko w 2017 roku pójdzie na nie 226 milionów złotych. To tylko pozornie bezsensowne. Bartosz Baca tłumaczy, że "Chopin" musi jakoś funkcjonować, póki nie powstanie nowe lotnisko centralne.

Zagadką pozostaje, jak otwarcie CPL wpłynęłoby na drugie lotnisko stolicy, czyli Modlin. Analizy przygotowane dla Grabarczyka nie uwzględniały tego portu, bo wtedy jeszcze nie istniał. I to właśnie Modlin jest kością niezgody między zwolennikami i przeciwnikami Centralnego Portu.

Lotnisko Modlin (fot. Franciszek Mazur/AG)Lotnisko Modlin (fot. Franciszek Mazur/AG)

Czy Modlin da się zmienić w Centralny Port Lotniczy?

- Po wybudowaniu CPL Okęcie i Modlin pójdą do zamknięcia. Padnie Łódź, Radom, zapewne Bydgoszcz, stracą też Katowice. Zmarnujemy ogromne pieniądze, które już inwestowaliśmy w te lotniska - przewiduje Adrian Furgalski z zespołu doradców gospodarczych TOR. - Okęcie osiąga już swój sufit, jeżeli chodzi o przepustowość. Alternatywą jest rozbudowa Modlina. Ale zwolennicy Centralnego Portu zachowują się, jakby ten port nie istniał. Zgoda, dzisiaj to biedalotnisko. Ale jeśli podejmiemy decyzje, że stamtąd będą odbywały się główne operacje LOT-u, to możemy inwestować w budowę nowego pasa, porządnych terminali, kolei między terminalami. Nie ma żadnych przeszkód, żeby to było lotnisko z prawdziwego zdarzenia. Tam są grunty należące do skarbu państwa. Co więcej, Modlin jest blisko Warszawy. Wystarczy zbudować pięć kilometrów torów ze stolicy, a nie pięćdziesiąt. Rozbudowa Modlina to koszty rzędu 8 miliardów złotych. Znacznie mniej, niż kosztowałby Centralny Port w szczerym polu - dodaje ekspert.

Furgalski podpowiada jeszcze jedno rozwiązanie - połączenie Modlina i Okęcia koleją. Wtedy działałyby jako podwójny port. Pomysł duoportu podoba się też prof. Czyczule.

- Londyn ma trzy porty: Heathrow, Gatwick i Stansted. Paryż również ma kilka lotnisk. Można sobie radzić, nie mając wielkiego hubu przesiadkowego - podkreśla ekspert.

Tak mogłoby wyglądać połączenie kolejowe Modlina i Okęcia (Grafika: Marta Kondrusik/Gazeta.pl)Tak mogłoby wyglądać połączenie kolejowe Modlina i Okęcia (Grafika: Marta Kondrusik/Gazeta.pl)

Bartosz Baca z BBSG zwraca uwagę, że z rozbudową Modlina do wielkości CPL mogą być problemy. Nie ma danych, jak zwiększenie liczby lotów wpłynie na ekologię. Niedaleko jest m.in. Kampinoski Park Narodowy. Już przy budowie Modlina pojawiały się limity na ilość operacji, jakie mogą tam być wykonywane.

- Poza tym Modlin nie wpisuje się w kolej dużych prędkości, nie jest blisko sieci autostrad. To nie jest najszczęśliwsza lokalizacja - dodaje Baca.

Eksperci są zgodni w jednym. Bez względu na to, na którą opcję stawiamy: rozbudowę Modlina czy nowy port - działania trzeba podjąć szybko. Cały polski rynek lotniczy czeka na to od lat. Nie można dłużej zwlekać.

Bartosz Józefiak. Mieszka w Łodzi. Pracował w gazetach lokalnych w Łodzi, Wrocławiu i Pabianicach, współpracował z "Dużym Formatem" i "Tygodnikiem Powszechnym". Jest absolwentem Polskiej Szkoły Reportażu i swoją przyszłość wiąże właśnie z reportażem.

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Zobacz także
Komentarze (516)
Zaloguj się
  • dorot.ka

    Oceniono 100 razy 82

    A moim zdaniem chodzi tylko o to, żeby nowe lotnisko nosiło imię Lecha Kaczyńskiego.....

  • jakobhorner

    Oceniono 60 razy 56

    Za te forsę mamy elektrownie atomową, albo kasę na rozwój zielonej energii. Badania, rozwój i realne inwestycje.

  • tilow3

    Oceniono 44 razy 40

    Jak za komuny! Władca wymyślił, suweren wykona. I tak powstał "pałac kultury" "Nowa huta" czy tysiące innych zbędnych inwestycji. Realia? Za 2 lata stracimy wszystkie unijne środki. Budować będziemy z własnych środków wypruwając żyły. Po co? By spełnić marzenie prezesa. Prawdziwa komuna.

  • mlhm

    Oceniono 44 razy 38

    Czy Polska odkryła złoża gazu, ropy lub pokłady złota??? Bo inaczej z czego to sfinansują:
    - 500+
    - przekop mierzei
    - teraz port lotniczy (i podobno kolejowy też)
    - mieszkanie +
    - obniżony wiek emerytalny
    - zapowiedzi podwyżek
    - "daniny" dla kościoła
    - repolonizacja wszystkiego
    - bajdurzenia Morawieckiego o innowacyjności
    itp, itd...

  • kyosunim

    Oceniono 41 razy 37

    Patronem lotniska będzie facet, który zginął w katastrofie lotniczej. Sukces murowany.

  • salisbury8591

    Oceniono 27 razy 23

    Okazuje się, ze Polska to jeden z bogatszych krajów na świecie. Na wszystko nas stać.
    A moja żona po 40 latach pracy zarabia 1400zł.

    Rząd strzela sobie w stopę i buduje drugi Radom.
    Kiedy skończy się ten cyrk.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX