(fot. PeopleImages / iStockphoto.com)

reportaż

Czego się boimy? Nie powodzi, tsunami czy upadku meteorytu. Tylko tego, co sami możemy sobie zgotować

Jakub Kornhauser i Katarzyna Bonda. Dzieci i dorośli. Zdrowi i chorzy. Wyborcy PiS i ci, którzy za nic by na tę partię nie zagłosowali. Właściciele aut i posiadaczki sztucznych biustów. Wszyscy ludzie czują strach. Przed czym?

Boję się,

- że stracę ludzi, których kocham;

- że nie będę miała z kim pójść na piwo;

- że nie będzie mnie stać na zakupy w warzywniaku i na kawę raz na jakiś czas;

- starych kobiet, bo kiedyś zamknęli mnie na obozie letnim z emerytowanymi zakonnicami;

- nowych miejsc i znajomości;

- że nie wykorzystam życia tak, jakbym chciała je przeżyć;

- braku miłości;

- dawniej bałem się pająków, ale teraz nie, bo wrzucali mi je do łóżka i mi przeszło;

- siebie, bo znam się sam najmniej;

- córki, bo dojrzewa szybciej, niż przewidywałem;

- wojny - wtedy trzeba będzie podejmować zupełnie inne decyzje.

- I tylko jedna osoba boi się sesji - zauważa Jakub Kornhauser, poeta, wykładowca na polonistyce i romanistyce na UJ, który o strach wypytał swoich studentów w czasie egzaminów. Najwięcej studentów boi się samotności, choroby bliskich, prawie nikt - o pracę, przyszłość.

11.06.2016 Krakow . Opera Krakowska . Gala wreczenia nagrod literackich imienia Wislawy Szymborskiej . W tym roku nagrody otrzymali Jakub Kornhauser (c) , slowenski poeta Uros Zupan , a wsrod tlumaczy wyrozniona zostala Katarina Salamun - Biedrzycka i Miłosz Biedrzycki .
fot. Kuba Ociepa / Agencja Gazeta
SLOWA KLUCZOWE:
poezja nagroda SzymborskaJakub Kornhauser z Nagrodą Szymborskiej (fot. Kuba Ociepa / Agencja Gazeta)

- Mnie tylko dwie rzeczy spędzają sen z powiek: śmierć rodziców, a także dentysta - paniczny strach od dzieciństwa - przyznaje Kornhauser.

Cielesność do mnie mówi

Katarzyna Bonda, zwana królową polskiego kryminału, autorka m.in. "Pochłaniacza" czy "Florystki", boi się piętrowo. Ale wcale nie wtedy, kiedy czyta o makabrycznych zabójstwach, albo w ramach dokumentacji chodzi po cmentarzach, mokradłach czy szuka miejsca, gdzie najczęściej wieszają się mieszkańcy Białegostoku (to do "Florystki"). Jest w pracy, nie myśli o tym.

Na pierwszym piętrze mieszka strach związany z cielesnością. - Po każdej książce jestem fizycznie wyczerpana. Po "Okularniku" moja cielesność do mnie przemówiła: tak drgało mi oko, że trafiłam na ostry dyżur. Okazało się, że mam zaćmę, bo zanadto eksploatuję wzrok, ale mój modus operandi się nie zmieni.

Od tamtej pory nosi trzy rodzaje okularów (do samochodu, czytania i chodzenia, plus to samo w wersji przeciwsłonecznej, w sumie sześć par). Nawilża oko i robi mu ćwiczenia z akomodacji - lekarz zalecił wyjazdy nad ocean i wpatrywanie się w horyzont. Czyta papierowe książki.

- Ale boję się, że stracę wzrok i nie będę mogła pisać. Nie potrafiłabym komuś dyktować książek. Albo że z jakiegoś powodu stracę władzę w nadgarstkach, i nie będę mogła pisać. Że stanie mi się cokolwiek z ciałem, co mi to uniemożliwi.

Na drugim piętrze mieszka lęk przed tchórzami i konformistami. - To najbardziej niebezpieczne jednostki, bo nie mają odrobiny odwagi, by bronić swoich ideałów. Tykające bomby psychologiczne - wyczuwam je jak pies, mam rentgen na tchórzostwo. I wykorzystuję to potem w książkach.

Katarzyna Bonda podczas spaceru na ulicy Piotrkowskiej w Łodzi ze swoimi fanami i czytelnikami (fot. Tomasz Stańczak / Agencja Gazeta)Katarzyna Bonda podczas spaceru na ulicy Piotrkowskiej w Łodzi ze swoimi fanami i czytelnikami (fot. Tomasz Stańczak / Agencja Gazeta)

Na trzecim piętrze rezyduje wojna. - Obawiam się radykalizacji poglądów i wzmocnienia nacjonalizmów na świecie. Obsesyjnie boję się tej wojny nowego kalibru, kiedy  wystarczy, że odłączą nam prąd, a już będziemy w pułapce. Przestanie działać iluzja elektroniki. Mam nadzieję, że nie nastąpi to za życia mojego ani mojej córki.

Nie czekam na zombie

Piotr Czuryłło, założyciel stowarzyszenia i strony Polish Preppers Network, też najbardziej obawia się konfliktu zbrojnego. - Czasy skłaniają do refleksji. Kiedy wybuchła wojna na Ukrainie, ruch na naszej stronie wzrósł do kilkunastu tysięcy wejść w miesiącu, ludzie bombardowali nas pytaniami, co robić. Ze statystyk widzimy, że konflikt zbrojny to najpowszechniejszy lęk. Nie boimy się natury: meteorytu, powodzi, tsunami, ale tego, co sami możemy sobie zgotować.

On też - bo wie, czego spodziewać się po wietrze i powodzi, ale po człowieku? Wojna jest przecież irracjonalna i agresywna. Jednak w przeciwieństwie do Bondy Czuryłło liczy się z jej szybkim nadejściem. Dlatego przeprowadził się z rodziną do lasu pod Olsztynem, mieszka tam razem z kilkoma innymi rodzinami preppersów - osób przygotowujących się na ewentualność wszelkich kataklizmów. - Byłem wcześniakiem. Ważyłem kilogram. Od początku musiałem walczyć o przetrwanie - żartuje Czuryłło. Dziś ma dwa metry wzrostu i waży 110 kg. Survivalem interesuje się od zawsze, bo wiedza minimalizuje lęk. - Strach może paraliżować - znamy z historii przykłady, gdy tysiące ludzi dały się kilku uzbrojonym prowadzić na śmierć. Nas stymuluje to do podjęcia działania, przewidywania sytuacji. Strach jest nieodzowny i trzeba się na niego przygotować.

Od 9 lat określa się jako preppers. Według jego szacunków w Polsce prepperingiem interesuje się 50-60 tys. ludzi, a wśród nich większość stanowią kobiety. - One wiedzą, że trzeba się przygotować do sytuacji kryzysowych - zauważa. - Wbrew temu, co większość ludzi myśli, preppersi to po prostu zaradni, pogodni ludzie, a preppering wcale nie jest egzotyczny - nie siedzimy i nie czekamy, aż przyjdą zombie czy Marsjanie. Oswajamy się z naszymi lękami. Kiedyś się bałem dzików, lasu, teraz poruszam się po nim swobodnie. Nasze dzieci wiedzą, jak zachowywać się wobec zwierzyny, znają rośliny jadalne, potrafią na różne sposoby określić kierunki geograficzne, dać sygnał, że są zagubione, postępować w sytuacji hipotermii. Wciąż od komputera wolą wycieczki do lasu. Przy nich inne dzieci to trochę łamagi, które nie potrafią wejść na huśtawkę.

Zapaliłem, choć nie palę

- Strach jest moim sprzymierzeńcem, bo kiedy ludzie się boją, przychodzą do mnie po pomoc - mówi przewrotnie właściciel firmy ochroniarskiej w Warszawie. - Ale też pracuję pod jego presją. Muszę podejmować decyzje o użyciu siły pod wpływem impulsu. Dobry ochroniarz przede wszystkim myśli i przewiduje zagrożenia. Siła jest na końcu. Wojna jest przedłużeniem dyplomacji.

Ze strachem pracuje od 35 lat (połowę tego czasu w mundurze, drugą - w ochronie). Ma przez to nadciśnienie i skołatane nerwy. Strzeże VIP-ów (rzadko), najczęściej pilnuje obiektów, takich jak sklepy, dyskoteki, kluby. Tam jest najgorzej, bo ludzie są pod wpływem różnych substancji i często "mają włos w du*ie inaczej ułożony", nie szanują innych. Kilka lat temu przed wiejską dyskotekę podjechały auta z zakrytymi rejestracjami. Ochroniarzy było trzech, napastników w kominiarkach i z bejsbolami - 31.

- Policjanci nie wierzyli, że daliśmy radę. Kilka minut po akcji zaczęła mi drżeć noga. Zapaliłem, choć nie palę. Strach przychodzi zawsze chwilę po zdarzeniu, w czasie działania - nie myśli się o tym, że coś może się stać. Adrenalina blokuje strach. I wpływa na pamięć - takie zdarzenia pamięta się wyrywkowo, jak stop-klatki z filmu - opowiada. - Osobiście najbardziej boję się sytuacji, na które nie mam wpływu. Np. zamachu w samolocie. Że ktoś podrzuci walizkę z jakimś gó*nem. Co ja mogę zrobić?

Ochroniarz zamyka drzwi za ostatnim interesantem w jednym z warszawskich banków (fot . Kuba Atys / Agencja Gazeta)Ochroniarz zamyka drzwi za ostatnim interesantem w jednym z warszawskich banków (fot . Kuba Atys / Agencja Gazeta)

Przezywamy się "Ty uchodźco!"

W lutym CBOS spytał Polaków o ich obawy i nadzieje związane z 2017 rokiem. 41 proc. z nas wkroczyło weń z nadzieją (mniej niż w poprzednich latach), a z obawą - 27 proc. (jak zauważają autorzy raportu, to tyle samo, co po analogicznym okresie sprawowania rządów przez koalicję PiS w 2007 roku). Największe obawy (31 proc.) dotyczą spraw kraju: konfliktu, kryzysu politycznego, braku dialogu. 18 proc. boi się sytuacji międzynarodowej, uwarunkowań zewnętrznych - w tym terroryzmu, konfliktów z Rosją i imigrantów. To nasze sztandarowe strachy - w lipcu ubiegłego roku IPSOS na zlecenie OKO.press spytał, co może zagrażać bezpieczeństwu Polski w najbliższym czasie, i też pojawili się terroryści islamistyczni (42 proc.), potem Rosjanie i uchodźcy z Afryki i Azji.

Raport instytucji pokazał też, że tworzymy dwie wspólnoty strachu - boimy się zależnie od opcji politycznej. Liberałowie - autorytarnej władzy i krajowych nacjonalistów. Zwolennicy PiS - KOD-u i zagrożeń zewnętrznych.

- Obecny lęk wynika przede wszystkim z "zarządzania strachem", po które sięgnęli politycy antysystemowi i prawicowi podczas kampanii parlamentarnej i prezydenckiej w 2015 roku. Wiele partii zbudowało swoją przedwyborczą narrację głównie w oparciu o "uchodźców", często nazywanych "imigrantami", tak by zdeprecjonować powody ich przybycia do Europy - tłumaczy mi Marysia Złonkiewicz, aktywistka, współtwórczyni inicjatywy "Chlebem i solą" oraz uchodzcy.info.

''Chlebem i solą a nie pięścią''. Pikieta w obronie uchodźców w Warszawie, lipiec 2016 r. (fot . Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta)''Chlebem i solą a nie pięścią''. Pikieta w obronie uchodźców w Warszawie, lipiec 2016 r. (fot . Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta)

Kiedy niecały rok temu powstał portal, który za cel stawia sobie udostępnianie rzetelnych informacji o migracji uchodźczej, w ciągu kilku dni posypało się ponad 300 maili pełnych "spier****j" i "wypier****j" oraz m.in. takich treści:

- Zdradzieckie psy LGBT!

- Mało wam kut*sów? Potrzebne jeszcze z południa?

- Zabijcie się lewackie szmaty.

- Czy możecie podać mi adres, gdzie mieszkacie? ONR PODHALE

- Czy Wy dalej nie widzicie, że ta islamska nawałnica ma zniszczyć Europę? Jesteście aż tak głupi? Czy ktoś Wam za to płaci? Tak czy siak zdrada to zdrada! Na pohybel.

- Lęk wynika z niewiedzy, a ta prowadzi do przemocy - mówi Złonkiewicz i cytuje statystyki prokuratury, zgodnie z którymi między 2013 a 2015 rokiem dwukrotnie wzrosła liczba zgłoszeń przestępstw z nienawiści. Szczególnie wobec Arabów, muzułmanów lub osób z nimi utożsamianych.  - "Uchodźca" stał się synonimem obcego, nieznanego, a nawet wyzwiskiem. Uczniowie w szkołach podstawowych zaczęli używać słowa "uchodźca", by obrazić inne dzieci. Polacy nie są w tym jednak odosobnieni, sytuacja wygląda podobnie w innych państwach Europy Środkowo-Wschodniej, choć u nas niechęć ta jest zdecydowanie wyższa.

Akcja uliczna 'Kamizelki ratunkowe. Pamiętajmy o uchodźcach' w Warszawie (fot. Agata Grzybowska / Agencja Gazeta)Akcja uliczna 'Kamizelki ratunkowe. Pamiętajmy o uchodźcach' w Warszawie (fot. Agata Grzybowska / Agencja Gazeta)

Uczymy się strachu

- Ludzie uczą się strachu przez warunkowanie - skojarzenie pewnych sytuacji z nieprzyjemnymi doznaniami, a także przez modelowanie, czyli naśladowanie innych, oraz za pośrednictwem języka. Różne rodzaje lęku mogą mieć podobne podłoże mózgowe - lęk przed wężem, przed śmiercią czy przed obcym. Lęki, często nieracjonalne, mogą być uruchamiane przez media - tłumaczy dr hab. Ewelina Knapska, kierownik Pracowni Neurobiologii Emocji w Instytucie Biologii Doświadczalnej PAN w Warszawie. - Strach to najważniejsza, pierwotna emocja, która pozwala nam unikać niebezpieczeństwa -  dzięki niej przetrwaliśmy jako gatunek.

Knapska razem z zespołem bada społeczne przekazywanie strachu - bo emocje się udzielają, zarówno pozytywne, jak i negatywne. Szuka grup neuronów w ciele migdałowatym, które są za to "zarażanie" odpowiedzialne (co w przyszłości może się przydać m.in. w leczeniu osób dotkniętych autyzmem). - Lepiej się dowiedzieć od kolegi, czego się bać, niż przeżyć zagrożenie na własnej skórze - tłumaczy.

Potwierdza to doświadczenie Rafała Sapkowskiego, właściciela firmy ubezpieczeniowej Centrum Ubezpieczeń w Warszawie (od ośmiu lat w branży). - Ludzie najbardziej boją się w obliczu cudzego nieszczęścia. Zwykle jak proponuję ubezpieczenie mieszkania, mówią: a co się może stać. A jak był pożar w jednym mieszkaniu na osiedlu, to na drugi dzień ustawiła się kolejka z całego bloku.

Ma jeszcze kilka innych cennych obserwacji: ludzi bardziej przeraża fakt, że coś może stać się ich samochodowi za 30 tys., niż że mogą stracić życie (wykupują AC, nawet jeśli składka jest wysoka). Ale zauważa, że w ostatnich latach świadomość u klientów jest większa.  - A już szczególnie od momentu, kiedy rządy objął PiS. Może to przypadek, ale żartujemy w pracy z kolegami, że dla nas to dobra zmiana. Klienci często też zawierają klauzulę o utracie pracy. Dziennie sprzedajemy takie dwie, to dużo. A majątkowych ze 30, 40.

O wiele chętniej od wypadku ubezpieczamy nasze samochody, niż nas samych (fot. Franciszek Mazur / Agencja Gazeta)O wiele chętniej od wypadku ubezpieczamy nasze samochody, niż nas samych (fot. Franciszek Mazur / Agencja Gazeta)

Czasem też ludzie ubezpieczają się od niemożności wykonywania zawodu (np. lekarz chirurg na wypadek utraty sprawności w rękach, także piłkarze czy rugbyści). Bywa, że zabezpieczają swoje powiększone piersi (koszt ok. 3,5 tys. zł rocznie).

Mam ochotę uciekać

Dr Knapska ma dla mnie jeszcze jedną cenną obserwację: - Uczymy się strachu przez całe życie. To dobrze, bo warto reagować w sytuacjach, gdy grozi nam śmierć lub zagrożone jest nasze zdrowie. Korzystnie jest zatem bać się pająków i węży czy rozpędzonych samochodów. Strach wtedy jest emocją przystosowawczą. Ale zdarza się, że jest nieadekwatny - wówczas utrudnia nam funkcjonowanie.

Dobrze wie o tym David Kaszlikowski, fotograf i wspinacz-eksplorator, który wytyczył wiele nowych dróg na świecie, a dekadę temu był znany jako "polski Spiderman" (bez asekuracji wspinał się na budynki wieżowców, m.in. warszawskiego Marriotta). - Nie lubię strachu, ale trochę perwersyjnie na niego się wystawiam. To efekt uboczny mojej pasji. Jeśli uda się go utrzymać w ryzach - to znaczy nie przerodzi się w destrukcyjną panikę - działa pozytywnie: napędza, pozwala na lepszą koncentrację. Co zaskakujące dla wielu, to nie wspinaczka jest dla mnie źródłem strachu. Z  każdym rokiem coraz bardziej boję się tłumu. Gdy jestem w masie ludzi, pocą mi się ręce i mam ochotę uciekać.

David wielokrotnie widział, jak u ludzi nakręca się obezwładniająca spirala strachu. Ostatnio na ściance obserwował dzieci, które miały przeskoczyć z barierki wiszącej na wysokości 10 m na drugą przeszkodę. - Sytuacja była zupełnie bezpieczna, miały pełną asekurację z liną od góry. Jeśli skoczyły od razu, nie było problemu. Jeśli stały długo, niby gotowe, irracjonalna spirala się nakręcała. Im dłużej to trwa, tym bardziej się boją. I w końcu - schodzą, choć przecież przełamały ten pierwszy lęk i podjęły decyzję, że wejdą i skoczą.

Warszawskie Śródmieście, w centrum hotel Marriott (fot. Franciszek Mazur / Agencja Gazeta)Warszawskie Śródmieście, w centrum hotel Marriott (fot. Franciszek Mazur / Agencja Gazeta)

Na ich rysunkach spadają bomby

- Dzieci lubią się bać - mówi Olga Ślepowrońska, psycholożka, edukatorka, która prowadzi projekt Czuj Czuj - warsztaty edukacyjne o emocjach na całym świecie, szczególnie wśród narodów bez państwa - Kurdów, Romów - i uchodźców. - Dlatego opowiadają sobie straszne historie. Pierwotne baśnie ludowe, braci Grimm czy Andersena, były przecież okrutne - Kopciuszek ucina sobie piętę, by zmieścić stopę do buta. Dzieci słyszały je od babć czy mam w domu, i w bezpiecznej sytuacji mogły się z nimi zderzyć. To tzw. trening strachu, obecny we wszystkich kulturach. Każda kultura ma swoje czarownice - tłumaczy.

Dzieci cygańskie boją się demonów, kurdyjskie - smoków i duchów, meksykańskie - laleczki Chucky i Llorony, ducha mitycznej kobiety, która zatopiła swoje potomstwo.  - Dzieci żyją tu i teraz i nawet jak wloką za sobą swoje lęki, to nie powiedzą o nich wprost. Może będą się moczyć w nocy, a może je rysować, tak jak kurdyjscy uchodźcy w Iraku. Mówili, że boją się skorpionów, które krążą po obozie. Ale ich rysunki mówią co innego: na nich leje się krew i spadają bomby.

Olga zwraca mi uwagę na różnicę między strachem - ukierunkowanym, np. przed psem, który szczeka, przed przepaścią, a lękiem - nieukierunkowanym, który często nie ma przyczyny i nie jest pożyteczny. - Sama niedawno go odczuwałam - przyznaje się. Jest mamą trzylatka, teraz w drugiej ciąży. - Na początku tej ciąży byłam w obozie dla czeczeńskich kobiet w Brześciu. Znajdują się tam w sytuacji zawieszenia, nie mogą upleść żadnej codzienności. Wróciłam stamtąd i miałam lęki, czy warto rodzić dzieci, sprowadzać je na ten popieprzony świat. Po jakimś czasie przeszły.

- Jest taka teoria psychologiczna, że każda epoka ma swoją chorobę. Romantyzm miał histerię. My mamy paranoję.

Chcą się nażyć

- Najwięcej osób zgłasza się do mnie w związku z lękiem lub jakąś złą relacją. Lęki najczęściej są uogólnione. Klient na co dzień się boi, ale nie wie czego. W czasie terapii najczęściej okazuje się, że to lęk przed śmiercią  i tym, co ona dla niego oznacza - nicość, karę. Albo przed chorobą - bliskich lub własną. Pojawia się on niekoniecznie u osób chorych - opowiada Bożena Szwarc-Budziakowska, psychoterapeutka Gestalt z 12-letnim doświadczeniem, w Krakowie prowadzi terapię indywidualną i par.

Lęki to częsta przyczyna wizyt Polaków w gabinecie psychologicznym (fot. Jan Rusek / Agencja Gazeta)Lęki to częsta przyczyna wizyt Polaków w gabinecie psychologicznym (fot. Jan Rusek / Agencja Gazeta)

Opowiada, że często w czasie terapii okazuje się, że klienci zgłosili się z czymś innym, niż myśleli. Np. mężczyzna, który prowadzi aktywne życie, jest żądny doznań ekstremalnych, skacze ze spadochronem. I przez to nie układa mu się z związku, bo żona w końcu mówi: stop. W czasie terapii dochodzą wspólnie do tego, skąd u niego głód intensywności. - Z lęku przed śmiercią chce się nażyć na zapas. Niektórzy boją się starości, nie mogą zaakceptować swoich zmarszczek, bo to zmiany, które prowadzą do śmierci. Inni z powodu tego lęku nie chodzą do lekarza - bo jeszcze się okaże, że mają raka. I umrą. To najbardziej egzystencjalny, powszechny lęk.

Stoję pod ścianą

Czytam tekst Eli Bednarkiewicz "Kocham cię ciało", która właśnie z takim lękiem się teraz mierzy. Pytam, czy nie miałaby ochoty napisać mi, czego się boi. Po kilku dniach zastanowienia odpowiada, że napisze mi o ścianie:

Koniec możliwości. Koniec pomysłów na co dalej. Brak drogi. Brak przyszłości.

Bycie pod ścianą, to wzbudzało moje największe obawy, wywoływało strach.

Nie myszy, pająki, czy węże. Nie ciemność, nie woda, nie ogień. Ściana.

Dlatego przygotowywałam sobie plan B. Starałam się przewidzieć wszystkie możliwe warianty rozwoju sytuacji. Mieć zawsze wyjście awaryjne, to była moja strategia. Często uspakajałam znajomych. "Spokojnie, nie jesteśmy jeszcze pod ścianą, jest jeszcze kilka możliwości". Sprawdzało się to idealnie w sytuacjach zawodowych.

Jednak mój największy strach wzbudzały sytuacje życiowe, szczególnie te związane z najbliższymi. Ściana z napisem: rak. Ściana z napisem: kalectwo. Ściana z napisem: śmierć bliskich. Dlatego postanowiłam oswajać swój strach. Czytałam, oglądałam, słuchałam. Już wiedziałam, co robić w przypadku raka. Już miałam plan, co w przypadku kalectwa. I wiedziałam, że nie jestem w stanie przygotować się na śmierć bliskich. Ale ogólnie byłam z siebie zadowolona i miałam poczucie, że panuję nad wszystkim.

 Ela Bednarkiewicz (fot. archiwum prywatne)

Życie kilka razy powiedziało mi: "sprawdzam". Pierwszy raz, kiedy na raka piersi zachorowała moja mama. Zdałam na medal. Drugi raz, kiedy udary mózgu przeszedł ojciec. Ocena bardzo dobra. Jednak nieoczekiwanie - to zawsze dzieje się nieoczekiwanie - choroba dopadła mnie. Los, a podobno bardziej statystyka, podarował mi w prezencie mój największy strach.

Oto jestem pod ścianą, moim miejscem grozy. Wyczerpały się już wszystkie plany. Nie ma wyjść awaryjnych. I wiesz co? Pod ścianą da się żyć. Można czytać, słuchać muzyki, oglądać filmy, cieszyć się jedzeniem. Pod ścianą doceniasz drobiazgi. To, że gdy otwierasz oczy, świeci słońce, albo że pada. Cieszyć się z każdego dnia, nawet poniedziałku. Pod ścianą nagle widzisz więcej. Da się zagospodarować ten teren, a nawet posadzić kwiatki.


Maria Hawranek.
Ur. 1987. Wciąż gada i czyta, dlatego została reporterką. Publikuje m.in. w "Dużym Formacie" i "Wysokich Obcasach", miłośniczka Ameryki Południowej i współautorka bloga Intoamericas.com.

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Zobacz także
Komentarze (30)
Zaloguj się
  • gadolinn

    Oceniono 12 razy 10

    Rety! wszyscy powinni byc w Tworkach. Straszne czasy nastaly.

  • roz.dor

    Oceniono 10 razy 8

    tym co powyżej karmi się KK. Ludzie nie dajcie się zwariować. Strach to normalne uczucie napadające każdego z nas. Nie ma co robić z tego psychologicznych rozpraw. A już ten Jakub...lepiej by milczał

  • ar.co

    Oceniono 5 razy 5

    "Dlatego przeprowadził się z rodziną do lasu pod Olsztynem, mieszka tam razem z kilkoma innymi rodzinami preppersów - osób przygotowujących się na ewentualność wszelkich kataklizmów."
    I w ten sposób całe życie podporządkowują lękowi przed czymś, co być może nigdy nie nastąpi. A jeśli nastąpi, to może mieć postać wielkiego błysku i grzyba nad chałupą, na który najbardziej przygotowani preppersi może zdążą popatrzeć, zanim wyparują. A może i nie zdążą.

  • robotnik61

    Oceniono 11 razy 5

    Śmierć,a co to jest. U chrześcijan raj lub piekło, u żydów chyba to samo, u muzułmanów też, ale u muzułmanów przynajmniej nie będzie tak nudno w raju bo każdy będzie miał cztery cały czas cnotliwe panienki, tylko ciekawe czy dla tych panienek też to będzie raj czy piekło. Chrześcijańska wieczna szczęśliwość może być nudna, wygląda na to że wszystko jest względne jak z tymi panienkami, chyba że to nimfomanki.

  • kloceklego

    Oceniono 8 razy 4

    "Boję się,

    - że nie będę miała z kim pójść na piwo;"

    mam nadzieję, że ktoś to powiedział dla jaj

  • popijajac_piwo

    Oceniono 14 razy 4

    "Z lęku przed śmiercią chce się nażyć na zapas. Niektórzy boją się starości, nie mogą zaakceptować swoich zmarszczek, bo to zmiany, które prowadzą do śmierci. Inni z powodu tego lęku nie chodzą do lekarza - bo jeszcze się okaże, że mają raka. I umrą. To najbardziej egzystencjalny, powszechny lęk."

    Niemożliwe, żeby tyle osób bało się śmierci, skoro mamy tylu katoholi. Przeca tam dają gwarancję na życie wieczne. A jak się rzuci raz na czas na tacę to i wieczny raj można kupić. Nijak nie rozumiem tego lęku przed śmiercią katoholickich nawiedzeńców. Kozojeby to przynajmniej mają fantazję rozerwać się raz na czas jakimś pasem szahida czy innym równie genialnym pomysłem...

  • jake210

    Oceniono 11 razy 1

    Współczesny świat na siłę ucieka od tematu śmierci, dlatego staliśmy się bardzo neurotyczni. Kiedyś człowiek dużo częściej obcował ze smiercią, a wobec śmierci wszystkie inne "strachy" to błahostka.
    Natomiast temat uchodźców pasuje tutaj jak świni siodło - tak, Polacy się ich boją, i to nie jest żaden irracjonalny strach - widać co się dzieje za granicą. Można tego w prosty sposób unikąć - pomagać, ale za zdalnie, a nie przyjmując ich do Polski. Koniec kropka. Jeśli ktoś boi się brawurowej jazdy samochodem i śmiertelnego wypadku to lekarstwem jest przepisowa jazda, a nie "leczenie" strachu jazdą 200km/h po zakrętach, a takie właśnie "mądrości" w temacie uchodźców serwuje nam GW.

  • wiesiek_cebertowicz

    0

    A ja sie boje trafić do szpitala.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX