Chcesz mieć zdrową skórę? Dziennie nie powinieneś używać więcej niż pięciu kosmetyków o możliwie prostym składzie

Chcesz mieć zdrową skórę? Dziennie nie powinieneś używać więcej niż pięciu kosmetyków o możliwie prostym składzie (fot. AJ_Watt / iStockphoto.com)

Skóra, instrukcja obsługi: Każdy prysznic z użyciem mydła, kąpiel, mycie włosów to katastrofa dla naszego ciała

Skóra to największy i wyjątkowo odporny organ naszego ciała, którego właściwości pozwoliły nam stać się dominującym gatunkiem na tej planecie. Ewolucja wyposażyła ją w skuteczne mechanizmy obronne, które my - ludzie cywilizowani i nieźle wyedukowani - kompletnie ignorujemy, a nawet próbujemy z nimi walczyć.

Przeciętnie ma niecałe dwa metry kwadratowe powierzchni, a jej grubość waha się od 1,5 do 5 milimetrów. Niewiele, biorąc pod uwagę, że stanowi pierwszą i najważniejszą barierę organizmu przed groźnymi intruzami, jak drobnoustroje chorobotwórcze, toksyny czy alergeny. Skóra jest również naszą nieustannie działającą anteną, odbierającą informacje o temperaturze czy wilgotności powietrza; odpowiada za termoregulację, przekształcając pobierane światło w ciepło, a w razie konieczności odprowadzając jego nadmiar w postaci potu. Pozwala nam na kontakt z rzeczywistością poprzez włoski i receptory czuciowe. Tych ostatnich na jednym tylko centymetrze kwadratowym opuszka palca jest aż 2500! Skóra jest fenomenem ewolucji. Dzięki temu, że tak łatwo dostosowuje się do zmieniającego się otoczenia, nasz gatunek zaszedł tak wysoko. A z drugiej strony, jak przekonuje w swojej książce "Skóra fascynująca historia" dr med. Yeal Adler, "Chociaż może to zabrzmieć szokująco, nasze ciało i skóra wciąż tkwią w epoce kamiennej, kiedy to w każdej chwili zagrażał nam atak rozmaitych drapieżników. To, że tymczasem zamieniliśmy rozległe stepy na wielkomiejską dżunglę, było z naszej strony aktem samowoli, swego rodzaju wypadkiem przy pracy, którego nikt w ewolucji nie przewidział".

Na każdym centymetrze kwadratowym opuszka palca jest aż 2500 receptorów czuciowych, to dzięki nim tak łatwo dostosowujemy się do otoczenia (fot. pixabay.com)Skóra to nieustannie działająca antena, sonda zbierająca informacje o temperaturze i wilgotności otoczenia i przekazująca te dane do mózgu (fot. pixabay.com)

Wszystko ma jakiś cel

Nic, co produkuje nasze ciało, nie jest zbędne, a mimo to np. pot nas obrzydza. Budzi pozytywne odczucia, tylko kiedy kojarzony jest z treningiem sportowym. W innym wypadku ślady potu na ubraniu, spocone stopy czy dłonie wydają się być problemem nie tylko kosmetycznym, ale i zdrowotnym. A przecież dłonie czy stopy są wręcz zaprojektowane do tego, by się pocić. Ich skóra jest grubsza niż ta w innych partiach ciała, w dodatku pozbawiona gruczołów łojowych oraz włosów. Wyposażona jest za to w większą liczbę gruczołów potowych, które powodują, że zarówno stopy, jak i dłonie są nieustannie nieco wilgotne. To pozostałość po naszych przodkach.

"Z ewolucyjnego punktu widzenia występowanie potu w tych miejscach ma głęboki sens. Pot zwiększa przyczepność skóry - na spoconych stopach łatwiej się biegnie, a spocone dłonie pomagają we wspinaczce" - wyjaśnia w książce dr Adler.

A woskowina uszna? Niepomni nawoływań laryngologów, próbujemy pozbyć się jej za wszelką cenę, przekonani, że tak najlepiej zadbamy o swoje zdrowie. Prawda jest dokładnie odwrotna. Uszy, jak i wszystkie inne otwory naszego ciała, wyposażone są w zaawansowane biologicznie systemy ochronne, które strzegą organizmu przed wniknięciem do niego niepożądanych substancji. Wnętrze naszego ucha wyściela wyjątkowo gorzka woskowina, którą wytwarzają gruczoły zapachowe i duże gruczoły łojowe. Woskowina stanowi zaporę ochronną przed atakiem insektów, przed kurzem, wodą czy zarazkami. Tak naprawdę usuwanie jej jest zbędne - w normalnych warunkach wystarczy uszy przemywać ciepłą wodą, a usuwać należy jedynie tę część woskowiny, która odpadnie bez naszej ingerencji. Najgorsze, co możemy sobie zrobić, to czyścić uszy patyczkami kosmetycznymi, gdyż w tej sposób wpychamy woskowinę głębiej do środka, przez co mogą tworzyć się czopy możliwe do usunięcia dopiero w gabinecie lekarskim.

Popularne patyczki kosmetyczne do czyszczenia uszu mogą nam w utrzymaniu higieny ucha bardziej zaszkodzić niż pomóc (fot. phasinphoto  / iStockphoto.com)Popularne patyczki kosmetyczne do czyszczenia uszu mogą nam w utrzymaniu higieny ucha bardziej zaszkodzić niż pomóc (fot. phasinphoto / iStockphoto.com)

Równie naturalne jest łuszczenie się skóry. Komórki naskórka żyją cztery tygodnie i w tym czasie przechodzą od warstwy podstawowej, poprzez kolczystą i dorosłą, aż do warstwy rogowej. "Absolutnie wszyscy przez cały czas gubimy pojedyncze rogowe łuseczki, które nie są już potrzebne, zwalniając w ten sposób miejsce dla nowych komórek w rogowej warstwie naskórka" - pisze autorka książki "Skóra fascynująca historia". Każdy z nas traci około 40 tysięcy takich łuseczek na minutę! Dziennie spada z nas około 10 gramów martwej skóry. To właśnie nieustanne gubienie przez nas łuseczek warstwy rogowej skóry pozwala psom tropiącym znaleźć nasz ślad, ponieważ każda z nich nasycona jest naszym zapachem.

Wzmożone łuszczenie się skóry zawsze zwiastuje jakiś problem, z którym organizm próbuje sobie poradzić, skracając czas życia komórek naskórka. Niezależnie czy wywołał je alergen, zarazek, nadmierne przesuszenie czy inny typ podrażnienia, nasz naskórek uważa, że najszybciej pozbędzie się problemu, zwiększając tempo wymiany komórkowej. W przypadku wyprysków lub łuszczycy czas wymiany skraca się nawet do pięciu dni, choć w normalnych warunkach komórki skóry żyją przez miesiąc.

Życie w stanie wojny

Nie jesteśmy sami. Na naszym ciele oraz wewnątrz nas żyją miliony mikrobów; tysiące gatunków bakterii, roztoczy, wirusów i drożdżaków toczy nieustanną wojnę na śmierć i życie. Tylko jedna na cztery komórki ludzkiego organizmu jest rzeczywiście ludzka. Cała reszta, czyli jakby nie liczyć aż 75 procent, to przybysze. Na każdym z nas żyje kolonia bakterii tysiąckrotnie przewyższająca liczebnością populację ludzi na całym świecie. Najwięcej mikroorganizmów żyje na skórze, w jamie ustnej, w pobliżu odbytu oraz w jelitach. Ludzki mikrobiom - bo taką nazwą określamy całe to mikrotowarzystwo - rozwijał się przez miliony lat ewolucji. Każdy centymetr naszej skóry zasiedlają miliony lokatorów, którzy w podziękowaniu za gościnę wchodzą w rolę ochroniarzy - bardzo sprawnych, świetnie wyszkolonych, wytwarzających rodzaj naturalnych antybiotyków. Bez ich pomocy nasza skóra byłaby niemal bezbronna. Aby mikrobiom właściwie pełnił swą funkcję, musimy pozwolić naszej skórze zachować jej naturalny kwaśny płaszcz ochronny.

Escherichia coli i Bacillus cereus - dwa gatunki mogące wchodzić w skład ludzkiego mikrobiomu, pierwszy zwykle nieszkodliwy, drugi często wywołujący zatrucia pokarmowe (fot. Bibliomaniac15 / Wikimedia.org / CC BY 3.0)Escherichia coli i Bacillus cereus - dwa gatunki mogące wchodzić w skład ludzkiego mikrobiomu, pierwszy zwykle nieszkodliwy, drugi często wywołujący zatrucia pokarmowe (fot. Bibliomaniac15 / Wikimedia.org / CC BY 3.0)

Jesteśmy z natury kwaśni. Kwas żołądkowy ma pH równe 1-1,5, śluz w kobiecej pochwie ma odczyn pomiędzy 3,8 a 4,5, a powierzchnia ludzkiej skóry ma lekko kwaśny odczyn o pH w granicach 4,7 do 5,5. Większość kwasów na skórze to produkty przemiany materii, metabolity warstwy rogowej oraz łój i pot, zawierający kwas mlekowy oraz rozmaite "kwasy owocowe",  które znamy z reklam kremów obiecujących łagodny peeling skóry. Wszystkie te kwasy tworzą powłokę na warstwie rogowej naskórka oraz wiążą wodę, co pozwala zatrzymać wilgoć w najbardziej zewnętrznej warstwie skóry. Są to tzw. naturalne nawilżacze, określane skrótem NMF, czyli natural moisturizing factors. Te same, które - regularnie i wciąż bezskutecznie - próbują skopiować producenci kosmetyków.

Ten kwaśny płaszcz jest nam niezbędny. Utrzymuje nasz mikrobiom w równowadze, chroni skórę przed wysuszeniem i uszkodzeniem. I wszystko byłoby dobrze, gdyby nie... mycie.

A na chorobę to mycie?

Przeciętny Polak poświęca na mycie się i ubieranie średnio 57 minut każdego dnia - tak przynajmniej wynika z przeprowadzonego przez Główny Urząd Statystyczny badania budżetu czasu ludności w 2013 roku [regularne, odbywające się co kilka lat badanie przeprowadzane przez GUS - przyp. red.]. Kobiety na te czynności poświęcają dziennie około godziny, natomiast mężczyźni 52 minuty. Kąpiemy się, myjemy pod prysznicem, szorujemy nawet kilka razy dziennie w przekonaniu, że nic lepszego nie możemy dla siebie zrobić. "To, co wyprawiamy ze skórą każdego dnia - a może nawet wiele razy dziennie - zdecydowanie odbiega od tego, co wymyśliła matka natura. Gdy setki tysięcy lat temu nasi przodkowie żyli w lasach, polując na zwierzynę i zbierając korzonki, nie mieli mydeł ani kremów pod oczy. Nie używali dezodorantów i nie depilowali nóg. Co prawda od tamtej pory minęły wieki, a nawet tysiąclecia, ale z punktu widzenia skóry nie zaszły żadne znaczące zmiany ewolucyjne" - twierdzi dr Adler.

Zwykły, codzienny prysznic to dla skóry katastrofa - przekonują naukowcy (fot. Anna_Om / iStockphoto.com)Zwykły, codzienny prysznic to dla skóry katastrofa - przekonują naukowcy (fot. Anna_Om / iStockphoto.com)

Każdy prysznic z użyciem mydła, każda kąpiel, mycie włosów to prawdziwa katastrofa dla naszego ciała. Wymywamy nawilżający nas i ochraniający włosy łój, zmieniamy kwaśne środowisko naszej skóry na zasadowe, w którym świetnie rozwijają się chorobotwórcze zarazki, wreszcie fundujemy sobie bliskie spotkania z ogromną liczbą związków chemicznych zawartych w kosmetykach... Nasze codzienne ablucje to dla skóry prawdziwy horror.

Jest pewne miejsce na naszym ciele, które szczególnie lubimy terroryzować.  "Skóra wokół odbytu jest bardzo wrażliwa, a dzięki znajdującym się w niej licznym zakończeniom włókien nerwowych cała ta okolica jest ważną sferą erogenną. Jednocześnie obficie występująca tu flora bakteryjna, dużo gruczołów potowych i zapachowych, ciągłe ocieranie się skóry podczas ruchu oraz zabiegi higieniczne związane z utrzymaniem pupy w czystości sprawiają, że fałd pośladkowy to rejon niezwykle delikatny i podatny na rozmaite infekcje" - przekonuje autorka książki "Skóra fascynująca historia".

Skóra wokół odbytu jest tak delikatna, że wystarczy drobna ranka czy otarcie, by w fałdzie pośladkowym pojawiło się nieznośne swędzenie. Zresztą najczęstszą przyczyną swędzenia tej części ciała jest... zbyt intensywne namydlanie i pocieranie podczas mycia. Mimo to my, czując swędzenie czy inny dyskomfort, zwykle dochodzimy do wniosku, że czas na porządne mycie i maltretujemy dalej cienką skórę tej wysłużonej i trzymanej z dala od świeżego powietrza części ciała. Jeśli jednak po kąpieli dojdziemy do wniosku, że mimo zastosowania wszelkiej maści kosmetyków okolica naszej pupy wciąż wydziela zapach, czynność ponawiamy, serwując sobie dodatkowe i przy okazji zdecydowanie zbędne cierpienie, ponieważ czego jak czego, ale zapachu intymnego nie pozbędziemy się nigdy. Po prostu nigdy. Jego przyczyną nie są brud, resztki kału, tylko nasze własne gruczoły zapachowe, których w tym miejscu jest najwięcej.

Szczególnie wrażliwa i łatwa do podrażnienia jest skóra... w okół odbytu (fot. yurok / iStockphoto.com)Szczególnie wrażliwa i łatwa do podrażnienia jest skóra... wokół odbytu (fot. yurok / iStockphoto.com)

Gruczoły zapachowe rozwijają się dopiero w wyniku zmian hormonalnych w okresie dojrzewania. Ich wydzielina jest nieco lepka, ma białawy kolor i lekko zasadowy odczyn. Do pracy pobudza je część naszego układu nerwowego, tzw. układ współczulny, odpowiadający za stres i mobilizację. Jeżeli więc na przykład na widok psa przestraszymy się i poczujemy zdenerwowanie, gruczoły zapachowe zaczną intensywniej pracować. I paradoksalnie dopiero wtedy pies może się nami naprawdę zainteresować. A jeśli o psach mowa - często przy pierwszym kontakcie psy nieelegancko obwąchują nas między nogami. To też jest sprawką gruczołów - ze względu na nie nasz zapach w tym miejscu jest najbardziej intensywny.

Myj się z głową

Prawdziwą plagą są dziś alergie skórne. Zdaniem wielu naukowców sami możemy być winni takiemu stanowi rzeczy. - Nawet poważne choroby alergiczne są generowane w dzieciństwie w wyniku zbyt sterylnego otoczenia czy nieustannego mycia - twierdzi dermatolog i wenerolog  lek. med. Bartosz Pawlikowski. - Są badania, które pokazują jasno, że dzieci z rodzin o niższym standardzie materialnym, w których nie przykłada się tak dużej wagi do częstych kąpieli, nie używa wielu kosmetyków, znacznie rzadziej zapadają na choroby alergiczne skóry niż ich rówieśnicy wychowywani w bardziej sterylnych warunkach .

W ogóle sterylność otoczenia nie wpływa dobrze na nasz system odpornościowy. Z danych opublikowanych w periodyku medycznym "Jama Pediatrics" wynika, że dzieci wychowywane w domach, w których przebywają zwierzęta, są aż o 13 procent mniej narażone na rozwinięcie się astmy i chorób płuc niż te dzieci, które od najmłodszych lat były pozbawione bliskości zwierząt. Z innych badań, przeprowadzonych w Szwajcarii na grupie ponad 14 tysięcy dzieci, wynika, że te spośród nich, które wyrastały na farmach lub po prostu w otoczeniu zwierząt, aż o połowę rzadziej zapadały na astmę nie tylko w okresie dziecięcym, ale także później, w czasach szkolnych.

Dzieci, które wychowują się blisko natury i mają regularny kontakt ze zwierzętami, o wiele rzadziej zapadają na choroby płuc (fot. Yarinca / iStockphoto.com)Dzieci, które wychowują się blisko natury i mają regularny kontakt ze zwierzętami, o wiele rzadziej zapadają na choroby płuc (fot. Yarinca / iStockphoto.com)

Czy oznacza to, że wbrew współczesnej kulturze mamy powrócić do czasów, gdy kąpiel była rarytasem dostępnym raz na kilka tygodni? - Nie, ale musimy dostosować częstotliwość i sposób mycia się do własnych potrzeb - przekonuje dermatolog Bartosz Pawlikowski. - Jeśli nie pracujemy fizycznie i nie mamy skłonności do nadmiernego pocenia się, to wystarczy codziennie umyć miejsca najbardziej narażone na rozwój chorób, czyli pupę i jej okolice. Zmywamy również makijaż, myjemy pachy z pozostałości specyfików antyperspiracyjnych oraz oczywiście myjemy ręce. Kąpiel czy prysznic bierzemy raz na kilka dni i nawet wówczas dokładne namydlenie całego ciała jest zbędne - wystarczy woda z szamponem, którym myjemy włosy.

Praktyka codziennych kąpieli jest szczególnie niebezpieczna dla skóry małych dzieci. - Dzieci nie pocą się tak, jak dorośli, dlatego codzienna kąpiel nie jest im do niczego potrzebna. Przeciwnie, może zniszczyć ich delikatną skórę, wysuszyć ją i doprowadzić do nadwrażliwości na różne substancje, również te zawarte w kosmetykach - przekonuje lekarz i dodaje, że młode mamy chętnie dają sobie wmówić, że każda część ciała dziecka wymaga innych kosmetyków i nieustannej pielęgnacji, przez co same narażają dzieci na zetknięcie się ze zbyt wieloma potencjalnie groźnymi substancjami. - Im mniej kosmetyków, tym lepiej - mówi.  

Kosmetyczne imperium

Sole do kąpieli, żele pod prysznic, mydła, szampony, odżywki, maski, kremy na każdą część ciała i każdą jej przypadłość, mgiełki, oliwki, balsamy, masła, peelingi, boostery, serum, toniki... - wyliczanka specyfików do pielęgnacji urody nie ma końca, a firmy kosmetyczne dbają o to, by ciągle tworzyć nowe potrzeby na kolejne kremy czy pianki. Z danych Comtrade wynika, że w 2014 roku międzynarodowe obroty wyrobami przemysłu kosmetycznego wynosiły około 100 miliardów dolarów i były aż o 30 procent wyższe niż w 2010 roku. Niemal 40 proc. z tej sumy, czyli prawie 40 milionów, przypada na same kosmetyki do pielęgnacji skóry i do makijażu. Na perfumy i wody toaletowe przypada 17 proc. obrotów, na kosmetyki do pielęgnacji włosów - 13 proc., preparaty do golenia, środki do kąpieli, depilatory i dezodoranty - 12 proc., na mydła - 10 proc., a środki do higieny jamy ustnej - 16 proc. i na olejki esencyjne i balsamy - 4 proc. Największą marką w tej branży jest francuski L'Oréal, który zagarnął dla siebie ponad 1/4 światowych obrotów całego przemysłu kosmetycznego.

Wśród kosmetyków do pielęgnacji i koloryzacji twarzy jest wiele specyfików, które nie służą naszej skórze (fot. didecs / iStockphoto.com)Wśród kosmetyków do pielęgnacji i koloryzacji twarzy jest wiele specyfików, które nie służą naszej skórze (fot. didecs / iStockphoto.com)

Nie znalazłam nigdzie badań jednoznacznie określających, ile kosmetyków posiadamy w naszych domach. Poprosiłam kilkoro znajomych, by policzyli, jak wiele produktów kosmetycznych - zarówno myjących, pielęgnujących, jak i kolorowych - mają w swoich łazienkach i zwykle liczba ta oscylowała między 80 a 120. Większość zapytanych przeze mnie kobiet przyznała, że do chwili wyjścia do pracy używa średnio około 15 kosmetyków: od szamponu i odżywki do włosów, przez dezodorant i perfumy, po puder i pomadkę.

"Przemysł kosmetyczny nie tylko sprzedaje nam te wszystkie produkty odpowiedzialne za katastrofę naszej skóry, lecz także od razu opracowuje nowe, za pomocą których możemy uporać się ze spowodowanymi przez siebie samych szkodami. Jak na ironię komponowane są całe serie pielęgnacyjne, które mają właśnie taki cel: najpierw mydło, by radykalnie odtłuścić skórę; potem kolejny wynalazek przemysłu kosmetycznego, czyli płyn do "tonizacji" skóry (...); wreszcie krem pozwalający przywrócić skórze odpowiedni poziom natłuszczenia i nawilżenia" - napisała Yael Adler.

Tymczasem nasze ciała nie dość, że nie potrzebują kosmetyków, to w dodatku mogą naprawdę źle na nie reagować. Dorosły człowiek powinien używać dziennie nie więcej niż 3 do 5 kosmetyków o możliwie ubogim składzie. Nie oznacza to, że powinniśmy szukać kosmetyków byle jakich, tanich, z niesprawdzonych źródeł, ale takich, które mają niezbyt długą listę komponentów - im krótsza, tym lepiej. - Mam starsze wiekiem pacjentki, które przez większość życia używały jedynie klasycznego kremu Nivea lub Eucerin, nie słyszały o kremie pod oczy, serum czy wielu innych obecnych w drogeriach kosmetykach, a ich skóra jest w naprawdę dobrym stanie. Często kosmetyki przynoszą odwrotny skutek do zamierzonego, szczególnie niedostosowane do skóry i aplikowane w nadmiarze - przekonuje Bartosz Pawlikowski.

Dorosły człowiek powinien używać codziennie maksymalnie 3-5 kosmetyków możliwie delikatnych dla skóry. Obowiązkiem są natomiast kremy chroniące naszą skórę przed szkodliwym działaniem promieni słonecznych (fot. roboriginal / iStockphoto.com)Dorosły człowiek powinien używać codziennie maksymalnie 3-5 kosmetyków możliwie delikatnych dla skóry. Obowiązkiem są natomiast kremy chroniące naszą skórę przed szkodliwym działaniem promieni słonecznych (fot. roboriginal / iStockphoto.com)

Skoro będące produktem przemysłu chemicznego kosmetyki nie sprzyjają naszej skórze, może rozwiązaniem są naturalne, w pełni ekologiczne produkty? Ostatnie lata to wielki triumf "olejowania", a olejki arganowe, makadamia, ze słodkich migdałów czy klasyczna oliwa z oliwek są prawdziwymi hitami zdolnymi "sprzedać" praktycznie każdy kosmetyk. Jednak tak naprawdę wszelkie olejki mogą służyć do oczyszczenia skóry, ale nie jej nawilżenia. Specjaliści twierdzą, że jako kosmetyk pielęgnacyjny olej jest absolutnie niewskazany, wiąże się bowiem z cennymi lipidami zawartymi w naskórku i po prostu je z niego wypłukuje.

W takim razie jak dbać o tego czułego barbarzyńcę, czyli naszą skórę? Wygląda na to, że przede wszystkim trzeba zajmować się nią jak najmniej. Do mycia się wystarczy sama woda, brud znakomicie się w niej rozpuszcza, za to kwaśny płaszcz naskórka nie jest zagrożony. Włosy myjemy nie za często i przy użyciu delikatnych, słabo pieniących się szamponów. Balsamów, najlepiej z wiążącym wodę i całkowicie nietoksycznym mocznikiem, powinniśmy używać skąpo i tylko na szybko przesuszające się części ciała, jak ręce czy nogi. Skóra twarzy, jeśli nie będzie maltretowana dziesiątkami odtłuszczaczy, świetnie poradzi sobie sama, a jeżeli bardzo chcemy jej pomóc, to wystarczy używać prostego kremu nawilżającego o możliwie krótkiej liście składników.

Za to bezwzględnie musimy zabezpieczać skórę przed słońcem. Nasza pigmentacja, która świetnie chroniła nas przed promieniami UV w czasach sprzed dziury ozonowej i wtedy, gdy całe pokolenia nie zmieniały zamieszkiwanej szerokości geograficznej, jest obecnie niewystarczająca. Dopóki mądra ewolucja nie znajdzie sposobu chronienia nas, krem  z wysokim filtrem jest prawdziwym i tak naprawdę jedynym "must have".

Ewelina Zambrzycka-Kościelnicka. Dziennikarz, redaktor, związana m.in. z "Życiem Warszawy" i "Echem Miasta".

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Zobacz także
Komentarze (109)
Zaloguj się
  • no.idea.pro

    Oceniono 24 razy 12

    Nietrudno zauwazyc, ze im wiecej kobieta sie maluje (a co za tym idzie wciera, sciera, tonizuje, oczyszcza), tym po latach starzej wyglada. Nie trzeba einsteina, zeby zrozumiec, ze im starzej wyglada, tym lepiej dla przemyslu kosmetycznego. Nie ma przypadkow.

  • lcf7519

    Oceniono 15 razy 11

    Czyli śp. Kałużyński miał rację gdy mawiał: częste mycie skraca życie. Skóra się wyciera i człowiek umiera.

  • metropolitanmuseum90

    Oceniono 14 razy 10

    No nie wiem. Jeśli ktoś ma przetłuszczającą się skórę głowy, to nie dość, że włosy wyglądają okropnie, to jeszcze po dwóch dniach niemycia pojawia się naprawdę silne podrażnienie skóry. To samo ze skórą twarzy. Opłukanie wodą nie wystarczy - pojawiają się wypryski, pieką oczy. Nie wyobrażam sobie puszczenia takiej cery 'na żywioł".

  • Oceniono 10 razy 8

    "młode mamy chętnie dają sobie wmówić, że każda część ciała dziecka wymaga innych kosmetyków i nieustannej pielęgnacji, przez co same narażają dzieci na zetknięcie się ze zbyt wieloma potencjalnie groźnymi substancjami"
    A gdzież to podziewają się wtedy młodzi tatusiowie, którzy na pewno niczego nie daliby sobie wmówić?

  • tpdlagier

    Oceniono 20 razy 8

    Niestety artykuł powiela prawdę znaną od lat. Niestety, bo iż stare zabawne powiedzonka typu "częste mycie skraca życie bo skóra się ściera i człowiek umiera" albo "ludzie w brudzie żyją dłużej" są w świetle danych naukowych dużo bliższe prawdy niż się nam wydaje. Zresztą wystarczy spojrzeć na niektóre choroby bogatej cywilizacji - jak choćby podagra która kiedyś była chorobą królewską a wynikała z niewłaściwej diety, ubogiej w witaminy, ubogiej w warzywa które kiedyś były synonimem biedy. I nie ma co wychwalać zwyczajnych brudasów, bo artykuł kilkakrotnie nawołuje do umiaru i zdrowego rozsądku.

  • uthark

    Oceniono 19 razy 7

    We wszystkim trzeba zachować umiar. Jak się pobrudzimy, spocimy, to trzeba się wykąpać, żeby nie śmierdzieć.

    Nie rozumiem, dlaczego ludzie biorą prysznic rano i wieczorem. Po wieczornym prysznicu poranny prysznic nie jest konieczny - ktoś się z czymś w nocy bije albo śpi w błocie?

  • wranek

    Oceniono 16 razy 6

    Wszystko na tak, z wyjątkiem zabezpieczania skóry przed słońcem.
    Przed słońcem mozna sie zabezpieczyc odzieżą. Kremy z filtrami są też szkodliwe.
    Nalezy jednak, w godzinach 11 - 13, wystawić sie na ok. 30 min na słońce. Jest to konieczne do produkcji witaminy D.

  • krashan.bhamaradzanga

    Oceniono 13 razy 5

    W sumie - kto się umywa tego ubywa 😊

  • voyager74

    Oceniono 4 razy 4

    I jak można pisać takie rzeczy w kraju, gdzie ludzie zwyczajnie śmierdzą, co czuć latem w komunikacji miejskiej. Może nie nie mam racji, ale prysznic rano i wieczorem to rzecz oczywista.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX