(fot. JoeKhouryStudio / iStockphoto.com)

Czosnkiem w raka. Medycyna alternatywna obiecuje pacjentom wyleczenie z nowotworów

Lewatywy, robienie sobie ran na ciele, końskie dawki witamin - to tylko niektóre z metod alternatywnych, rzekomo leczących nowotwory. Ile w tym prawdy? - W całej swojej karierze nie spotkałem się z chorym, któremu my nie umieliśmy pomóc, a który wyzdrowiał po zastosowaniu leczenia alternatywnego - mówi prof. Sergiusz Nawrocki, onkolog z Oddziału Radioterapii Uniwersyteckiego Centrum Klinicznego w Katowicach.

Steve Jobs, miliarder i geniusz informatyczny, diagnozę usłyszał pod koniec 2003 roku. Przypadkowo lekarze wykryli u niego nowotwór trzustki. Typ guza na szczęście dawał szanse na wyleczenie, lekarze natychmiast skierowali więc Jobsa na operację. On jednak na nią się nie zgodził. Zamiast posłuchać specjalistów, przez niemal rok próbował wyleczyć nowotwór za pomocą tak zwanych terapii alternatywnych, w tym akupunktury, seansów u uzdrowicieli i specjalnej diety, mającej rzekomo niszczyć raka. W 2004 roku okazało się jednak, że guz, zamiast się zmniejszać, rozrósł się. Jobs zdecydował się więc na operację. Niestety, było już za późno. Nowotworu nie dało się już tak łatwo usunąć. Pojawiły się przerzuty. Jobs zbyt późno zorientował się, że popełnił błąd. Pod koniec życia przyznał, że żałuje tych prowadzonych na własną rękę eksperymentów, bo gdyby zaczął leczenie tuż po wykryciu nowotworu, szanse na wyleczenie miałby dużo większe.

Steve Jobs prezentuje MacBooka Air 2, 2008 r. (fot. Matthew Yohe / Wikimedia.org / CC-BY-3.0)Steve Jobs prezentuje MacBooka Air 2, 2008 r. (fot. Matthew Yohe / Wikimedia.org / CC-BY-3.0)

Historię Steve'a Jobsa zna cały świat i wydaje się, że powinna być przestrogą dla wszystkich, którzy próbują leczyć się na własną rękę, ignorując zalecenia lekarzy. Niestety, medycyna alternatywna kwitnie i wciąż obiecuje pacjentom wyleczenie z nowotworów, przekonuje, że chemioterapia zabija, a nowotwór da się wyleczyć dietą, witaminą C czy ziołami.

To oczywiste, że człowiek w obliczu potencjalnie śmiertelnej choroby chwyta się wszystkiego, co może pomóc. Pytanie tylko, czy naprawdę pomaga? Lekarze nie pozostawiają złudzeń. - Nie ma żadnych dowodów na to, że jakakolwiek metoda medycyny alternatywnej ma działanie leczące nowotwory - twierdzi stanowczo prof. Sergiusz Nawrocki, onkolog z Oddziału Radioterapii Uniwersyteckiego Centrum Klinicznego w Katowicach. Problem w tym, że pacjenci wiedzą swoje...

Lewatywy i ciecierzyca

Metod, które zdaniem zwolenników medycyny alternatywnej mogą wyleczyć raka, jest co najmniej kilkanaście. Żeby zobaczyć, jak absurdalne rady dawane są chorym pacjentom, wystarczy zajrzeć na jedną z polskich stron poświęconych naturalnym terapiom. Wśród rzekomo skutecznych sposobów na zwalczenie choroby wymieniają one terapię sokową, antyneoplastony [obecne w krwi i moczu białka o rzekomo antynowotworowym działaniu, odkryte przez dr Stanisława Burzyńskiego - przyp. red.] pozyskiwane z moczu, akupunkturę, lewatywy z kawy czy nawet preparaty zawierające cyjanek.

Zdaniem lekarzy w walce z rakiem medycyna alternatywna jest bezradna (fot. Cezary Aszkielowicz / Agencja Gazeta)Zdaniem lekarzy w walce z rakiem medycyna alternatywna jest bezradna (fot. Cezary Aszkielowicz / Agencja Gazeta)

Opisy niektórych terapii mogą wywołać dreszcz przerażenia, nie wspominając o realnym zagrożeniu zdrowia. Na przykład metoda Ashkara polega na zrobieniu sobie rany wielkości ziarnka grochu. Na samookaleczenie rekomendowana jest lokalizacja w okolicy kolana na wewnętrznej stronie łydki. "Jest to niemal bezbolesne, ponieważ do jej [rany - przyp. red.] wytworzenia używa się wyciśniętego czosnku, który przyłożony na kilka godzin wytwarza łatwy do usunięcia pęcherz. Pamiętając o regularnym dezynfekowaniu miejsca spirytusem, przykłada się do znajdującego się w niej spłycenia groch ciecierzycy" - czytamy na stronie Leczenieraka.org. Jak twierdzi George Ashkar, twórca tej metody, z wykształcenia fizyk, ciecierzyca absorbuje szkodliwe substancje wydalane przez układ limfatyczny. "Z początku płyn wydobywający się z rany zdaje się być 'brudny' - możne to być bowiem zainfekowana krew, ropa i inne toksyny (...), skóra wokół rany staje się różowa, czasem nawet brunatna, o czarnym odcieniu" - opisuje obrazowo serwis Leczenieraka.org. Po dwóch miesiącach zazwyczaj krew jest oczyszczona z toksyn, a po nowotworze nie będzie śladu. Tak przynajmniej głosi twórca tej metody.

Polski guru tak zwanych naturalnych terapii, Jerzy Zięba (bynajmniej nie lekarz), rekomenduje inne postępowanie: wlewy z dużych dawek witaminy C, koniecznie lewoskrętnej, do tego picie płynu Lugola i specjalnie opracowaną dietę. Podczas niezliczonych wykładów prowadzonych w całej Polsce zapewnia, że to metoda o wiele skuteczniejsza od chemioterapii, która to rzekomo wpędza chorych szybko do grobu. - To nieprawda - irytuje się prof. Nawrocki. - Te tak zwane konwencjonalne sposoby, czyli leczenie operacyjne, chemioterapeutyczne czy radioterapeutyczne, to jedyne znane nam metody o potwierdzonej skuteczności w badaniach klinicznych. Wiemy na pewno, że dzięki nim guzy nowotworowe zmniejszają się częściej i szybciej niż po użyciu placebo, a pacjenci mają realną szansę na powrót do zdrowia - wyjaśnia.

I rzeczywiście, chorzy szybko się przekonują, że rzekomo cudowna terapia nie działa. Na stronie Jerzego Zięby zrozpaczona kobieta napisała: "2 miesiące wlewów z askorbinianu sodu z Niemiec. 80 gram 3 razy w tygodniu. Do tego płyn Lugola 50 mg dziennie. Dieta. Dziś zrobiłam wyniki. Jest gorzej niż było. Rak znacznie przyspieszył. Są 3 nowe guzy a stare się powiększyły. Niech to będzie ostrzeżenie dla innych".

Na pewno naturalne?

Być może wlewy z witaminy C czy picie dużych ilości soków nikomu nie zaszkodzą, lekarze jednak nie mają takiej pewności w przypadku specyfików sprzedawanych jako alternatywne leki przeciwnowotworowe. Problem nie tylko w tym, że nie działają na nowotwór lub ich działanie jest niepotwierdzone, ale przede wszystkim w tym, że nieznane są także ich interakcje z innymi lekami.

- Nie jest wykluczone, że choć substancje zawarte w tych specyfikach same w sobie nie są trujące, to w połączeniu z lekami cytostatycznymi, używanymi w konwencjonalnym leczeniu, zaczynają być toksyczne i zamiast leczyć, przyspieszają rozwój nowotworu - ostrzega dr Emilia dr Filipczyk-Cisarz z Dolnośląskiego Centrum Onkologicznego. Często jako leki przeciwnowotworowe reklamowane są wieloskładnikowe preparaty ziołowe z dalekich stron świata. - Boimy się ich szczególnie, bo warunki ich produkcji są kompletnie nieznane, robione są niechlujnie, często poszczególne kapsułki tego samego cudownego leku zawierają kompletnie różne proporcje substancji czynnych. Jak coś takiego może skutecznie leczyć? - pyta dr Filipczyk-Cisarz.

Bywa też tak, że producenci tych środków sami dodają do nich leki. Tak było w przypadku nielegalnego specyfiku PC-SPES, rzekomo cudownej mieszanki dalekowschodnich ziół i grzybów, w której składzie chemicy znaleźli między innymi syntetyczny hormon kobiecy - estrogen.

Plantacja marihuany (fot. actv / Flickr.com / CC BY-NC-ND 2.0)Plantacja marihuany (fot. actv / Flickr.com / CC BY-NC-ND 2.0)

Dyskusyjne jest także bezpieczeństwo stosowania najsłynniejszego chyba ostatnio środka  alternatywnego - marihuany. Chorzy na nowotwory zaczęli wierzyć w jej skuteczność, bo wstępne badania prowadzone na zwierzętach wykazują, że składniki czynne marihuany mogą hamować namnażanie się nowych komórek oraz tworzenie naczyń krwionośnych, czyli procesy, które leżą u podłoża tworzenia się guzów nowotworowych, zwłaszcza glejaków, nowotworów układu nerwowego. - Problem w tym, że te wnioski zostały wysnute na podstawie badań na zwierzętach oraz eksperymentalnych terapii z udziałem pojedynczych chorych. A to nie są dowody naukowe, nie dają nam informacji, w jakich dawkach stosować marihuanę, z jakimi lekami nie wolno jej podawać, kiedy może zaszkodzić, a nie pomóc - mówi prof. Nawrocki. Aby lek został uznany za bezpieczny i skuteczny, musi przejść trzy- lub nawet czterostopniowe badania kliniczne, a lekarze muszą być pewni, że chorzy odniosą z tego leku większy pożytek niż szkodę.

Ale nie można też potępiać metod alternatywnych w czambuł, bo mogą znakomicie wspomóc konwencjonalną terapię, poprawiając apetyt, samopoczucie, wzmacniając odporność. - Choćby sok z buraków, który nie ma żadnego działania przeciwnowotworowego, ale za to jest zdrowym pożywieniem, dostarczającym choremu mnóstwa witamin i mikroelementów - mówi prof. Nawrocki. Podobnie jest z marihuaną. - Substancje zawarte w konopiach indyjskich mają udowodnione działanie przeciwwymiotne i przeciwbólowe, poprawiają stan chorego podczas chemii - mówi prof. Nawrocki. Nie bez znaczenia jest także działanie uspokajające i poprawiające nastrój. - Wszystko, co podnosi komfort życia pacjenta, jest warte uwagi, ale nie możemy stosować preparatów nielegalnych, nie tylko ze względów prawnych, lecz również dlatego, że nie mamy pewności, co tak naprawdę w nich się znajduje - mówi prof. Nawrocki.

Chorzy na raka szukają ratunku za wszelką cenę, za pseudoleki - rzekomo skuteczne w walce z chorobą - gotowi są zapłacić ogromne pieniądze (fot. pixabay.com)Chorzy na raka szukają ratunku za wszelką cenę, za pseudoleki - rzekomo skuteczne w walce z chorobą - gotowi są zapłacić ogromne pieniądze (fot. pixabay.com)

Między młotem a kowadłem

Nie oznacza to, że onkolodzy nie rozumieją pacjentów poszukujących dla siebie ratunku w najdziwniejszych terapiach czy pseudolekach sprowadzanych z drugiego końca świata. - Bardzo często obserwuję, że pacjenci, u których zdiagnozowano nowotwór, są pod silną presją rodziny. Kochający bliscy chcą wspomóc i za wszelką cenę ratować chorego, więc za ogromne pieniądze ściągają ze świata cudowne preparaty. Osoba chora czuje się więc zobowiązana, żeby z tych preparatów korzystać - opowiada dr Filipczyk-Cisarz.

Często zdarza się, że pacjenci nie mówią lekarzom, że stosują jakieś alternatywne terapie, i jednocześnie przyjmują konwencjonalne leczenie. - Nie ma co się dziwić, bo wielu lekarzy po prostu nie chce rozmawiać z pacjentami o medycynie alternatywnej, uznając ją za ciemnogród - tłumaczy Magda Zmysłowska, rzeczniczka prasowa projektu Rak Niekonwencjonalnie, prowadzonego przez Polską Ligę Walki z Rakiem. - W Polsce brakuje rzetelnych informacji na temat tych terapii, pacjent z jednej strony słyszy lekarza, który złości się na samo wspomnienie akupunktury czy chińskich ziół, z drugiej czyta w internecie opowieści o rzekomo cudownych uzdrowieniach dzięki tym preparatom - opowiada Magda Zmysłowska. Dlatego Polska Liga Walki z Rakiem postanowiła zebrać w jednym miejscu badania naukowe i informacje na temat metod alternatywnych, opierając się na analizach prowadzonych przez amerykańską National Cancer Institute. - Chodzi o to, aby chorzy mieli dostęp do rzetelnej, sprawdzonej wiedzy i nie dawali się oszukiwać - mówi Magda Zmysłowska.

Najważniejszy jest jednak dobry kontakt z lekarzem prowadzącym. - Staramy się od początku być blisko z naszymi pacjentami i rozmawiać z nimi również o tych niekonwencjonalnych pomysłach na leczenie - mówi dr Filipczyk-Cisarz. Kiedy lekarz otwarcie i życzliwie o tym mówi, ma większą szansę na dotarcie do chorego. - I nie twierdzimy, że chory nie ma prawa korzystać z tych metod. Raczej prosimy, żeby powstrzymał się od nich na czas stosowanego przez nas leczenia. A jeśli ono zawiedzie i my nie widzimy już możliwości, aby pomóc pacjentowi, to dlaczego nie ma on szukać nadziei gdzie indziej? - pyta dr Filipczyk-Cisarz.

Szpitalny oddział onkologiczny dla dzieci w Zabrzu. Malowanie spodków - akcja fundacji Iskierka i ''Gazety Wyborczej'' na 45-lecie hali widowiskowo - sportowej Spodek (fot. Grzegorz Celejewski / Agencja Gazeta)Szpitalny oddział onkologiczny dla dzieci w Zabrzu. Malowanie spodków - akcja fundacji Iskierka i ''Gazety Wyborczej'' na 45-lecie hali widowiskowo - sportowej Spodek (fot. Grzegorz Celejewski / Agencja Gazeta)

Ale o cudowne uzdrowienia w przypadku nowotworów jest bardzo trudno. - Tak, wśród pacjentów krążą opowieści, że ktoś tam nagle wyzdrowiał dzięki postowi, witaminie C czy ziółkom, choć lekarze postawili na nim przysłowiowy krzyżyk - mówi prof. Nawrocki. Te ozdrowienia czy wydłużenie życia najczęściej związane są z bardzo zmienną dynamiką choroby, która może różnić się u poszczególnych pacjentów. Bywa, że chory, któremu dajemy kilka miesięcy życia, przeżywa parę lat, to po prostu specyfika raka. Ale cudów nie ma. - W całej swojej karierze nie spotkałem się z chorym, któremu my nie umieliśmy pomóc, a który wyzdrowiał po zastosowaniu leczenia alternatywnego - twierdzi prof. Nawrocki. Jak jednak mówi mądre przysłowie, nadzieja umiera ostatnia. I tej nie można nikomu odmawiać.

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Zobacz także
Komentarze (188)
Zaloguj się
  • iffa4

    Oceniono 31 razy 17

    Poczytałam forum.
    Niestety ciemnota w narodzie ma się świetnie.
    Ludzie, chcecie to się leczcie witaminą C, wyciągami z rekina, kocim pazurem, cyjankiem, krowim łajnem - co Wam do głowy tylko przyjdzie. Wasza sprawa, jesteście dorośli.
    Tylko jak jednak ten podły rak nie odpuści, nie lećcie do doktorów, nie wpychajcie się w kolejki, nie wrzeszczcie na nikogo i nie miejcie pretensji do całego świata. Bądźcie konsekwentni.
    Opiekowałam się 3 chorymi na raka osobami z mojej rodziny, więc wiem o czym mówię.

  • jestem_katolikiem

    Oceniono 26 razy 16

    Lewacka propaganda! Raka nie leczy się ani cyjankiem ani witaminą C ale codzienną żarliwą modlitwą

  • usmiech_nocy

    Oceniono 31 razy 15

    A najpiękniejsze w tym wszystkim jest to, że 90% komentarzy to będą ludzie, którzy nigdy nie mieli nic wspólnego z
    a. medycyną
    b. farmacją
    c. badaniami klinicznymi
    d. ocenę z biologii mieli max do końca podstawówki

    Ale oni wiedzą najlepiej.
    Bo PRZECZYTALI na forum typu oszołom.pl

  • belanna_torres

    Oceniono 23 razy 11

    Rak pod względem tych bajań o "medycynie alternatywnej" to w sumie pikuś. Tu sprawa jest prosta: albo się stosuje procedury medyczne i BYĆ MOŻE to pomaga, albo stosuje się jakieś zioła z internetu i podobne wynalazki i się umiera (chyba że ktoś akurat szczęśliwie ma jakiś mało agresywny typ nowotworu, wtedy mu te wynalazki nie zaszkodzą, ewentualnie tylko kieszeń przetrzepią). Ja choruję na stwardnienie rozsiane i tu są dopiero jazdy! Na SM się nie umiera, a przebieg choroby jest bardzo indywidualny: można nie brać żadnych leków i czuć się świetnie, można brać leki i czuć się źle, można stosować gusła i czuć się dobrze itd. Żeby dowieść, że leki mają jednak statystycznie większą skuteczność niż gusła, trzeba przeprowadzać skomplikowane badania, których przeciętni ludzie nie rozumieją, więc głoszą spisek Big Pharmy i zachwalają leczenie SM warzywami.

  • nastra

    Oceniono 16 razy 10

    "Dzięki" tej metodzie leczenia, czyli z użyciem ciecierzycy moja siostra mając tylko 61 lat zmarła na nowotwór. Uwierzyła w szarlatańskie metody, faszerowała się też lewoskrętną witaminą C (czytałam, że takiej nie ma). Nie chciała słuchać, że nie tędy droga! Wystarczyło pół roku takiej terapii, żeby się przeniosła na łono Abrahama! Wielu szarlatanów zarobiło na jej chorobie, rak okazał się jednak silniejszy! A ja myślałam, że moja siostra jest mądrzejsza!

  • szmul.bender

    Oceniono 13 razy 9

    Alternatywą dla medycyny jest ostatnie namaszczenie.

  • felis.catus2

    Oceniono 17 razy 9

    Niestety - tak już jest że jedni potrafią korzystać z dostępnej wiedzy, inni nie. Tak już jest, że jedni w Internecie znajdą wyniki badań z PubMed, inni znajdą występ pana Zięby na Youtube.
    W ogóle szarlatani są popularni też z tego powodu, że rzadziej używają zdań złożonych, powtarzają to samo kilkakrotnie, nie mówią o jakimś durnym adenozynotrifosforanie tylko o tym, ze "organizm się zakwasił".
    Problemem jest to, ze decydujesz po której stronie staniesz często już po spłodzeniu potomstwa. Na skutek tego dobór naturalny nie robi odsiewu tak skutecznego, jaki mógłby.

  • ixi77

    Oceniono 8 razy 8

    Cudów nie ma, wszyscy kiedyś umrzemy. Pytanie w jakim stylu

  • popijajac_piwo

    Oceniono 6 razy 4

    Nie rozumiem po co ten artykuł. Darwin tylko ręce w grobie zaciera i przewraca się ze śmiechu...

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX