Hotel Bristol w 1910 r.

Hotel Bristol w 1910 r. (fot. Wikimedia.org / Domena publiczna)

Hotel nad hotele. Bristol to nazwa, która w głowach musuje jak szampan

W hotelu Bristol, gdzie niedawno Jarosław Kaczyński spotkał się z Angelą Merkel, nocowali swego czasu Pablo Picasso, Pablo Neruda czy Marlena Dietrich. Zatrzymał się tu też Jan Kiepura, który śpiewał z balkonu do zachwyconych warszawiaków, a później gwiazdor rocka Mick Jagger i trzech prezydentów USA. O pokój w Bristolu trudno było zwykłym śmiertelnikom. Przeszkodę stanowiły nie tylko ceny.

Każde miasto ma swój hotel nad hotele. Miejsce, w którym odpoczywają koronowane głowy i arystokracja kultury, milionerzy i ci, którzy chcieliby się nimi poczuć. W Warszawie wybór mają teraz większy niż kiedykolwiek, ale ten adres jest jeden - Krakowskie Przedmieście 42/44, przez ścianę z Pałacem Prezydenckim. Bristol - nazwa, która w głowach warszawiaków musuje jak szampan.

Bristol ok. 1901 r. (fot. Wikimedia.org / Domena publiczna)Bristol ok. 1901 r. (fot. Wikimedia.org / Domena publiczna)

Od początku był pomyślany jako najlepszy w mieście. Konkurencja co jakiś czas zabierała mu palmę pierwszeństwa, ale ta prędzej czy później do Bristolu wracała. Elegancki budynek na rogu Krakowskiego Przedmieścia i ulicy Karowej jest produktem inwestycyjnej gorączki, która ogarnęła Warszawę pod koniec XIX wieku. Miasto, połączone koleją z Europą i z Rosją, bogaciło się i rosło w iście amerykańskim tempie. Łapczywie chłonęło nadwyżki ludności ze wsi i miasteczek, które zostawiła w tyle rewolucja przemysłowa. W 1892 roku mieszkało w Warszawie 500 tysięcy osób, w 1900 - już 700 tysięcy. Rocznie wznoszono 400-500 nowych domów. Miasto, skrępowane kordonem rosyjskich fortyfikacji, nie mogło się jednak rozrastać na boki, zabudowa gęstniała i rosła w górę, a historyczne budynki musiały ustępować nowym. Padały kilkusetletnie kościoły i kamienice, a przede wszystkim rezydencje - od parterowych dworków po wielkie pałace magnackie, które wraz z bezużytecznymi z punktu widzenia spekulantów ogrodami zajmowały niekiedy najlepsze działki przy Trakcie Królewskim.

Urzędowej ochrony zabytków jeszcze nie było, a lektura gazet z epoki dowodzi, że i opinia publiczna raczej cieszyła się, gdy wysłużone budynki ustępowały nowym. Warszawa nie miała porządnego muzeum, filharmonii, a nowoczesny, komfortowy hotel był tylko jeden - Europejski. Stanowczo za mało jak na miasto aspirujące do rangi wielkiego ośrodka wymiany handlowej między Europą a Azją. Tym bardziej nikt nie płakał, gdy grupa inwestorów kupiła pałac Tarnowskich, zajmujący działkę vis-?-vis Europejskiego na rogu Krakowskiego Przedmieścia. Posesja ciągnęła się na kilkaset metrów wzdłuż Karowej, aż do skraju warszawskiej skarpy. Dziś oprócz Bristolu wypełniają ją cztery okazałe kamienice. Przed rozbiórką pałacu Tarnowskich miłośnicy zabytków uratowali jedynie trochę cennych detali. Rokokowe boazerie kupione przez kolekcjonera Antoniego Strzałeckiego można dziś podziwiać na Zamku Królewskim, gdzie wmontowano je podczas powojennej odbudowy.

Delegacja angielskiego PEN Clubu przed hotelem Bristol. Widoczni m.in.: Artur Lynch, W. Hale, H. Simpson, Colly Barley-Scott, E. Raymond, Oven Rutter, 1936 r. (fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe)Delegacja angielskiego PEN Clubu przed hotelem Bristol. Widoczni m.in.: Artur Lynch, W. Hale, H. Simpson, Colly Barley-Scott, E. Raymond, Oven Rutter, 1936 r. (fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe)

Apartament 109

Pałac Tarnowskich burzył nie byle kto, bo Ignacy Paderewski. W 1895 roku działkę kupiła spółka założona przez pianistę i odpowiedzialnych za mnożenie jego majątku Stanisława Roszkowskiego i Edmunda Zarembę. Paderewski, wówczas jeden z najlepiej zarabiających muzyków na świecie, pieniędzy miał w bród, chętnie je rozdawał i inwestował, a swoim wspólnikom ufał z początku bezgranicznie. Warszawę obiegła plotka, że wirtuoz kupił cenną działkę przy Krakowskim Przedmieściu z przeznaczeniem na własną rezydencję połączoną z salą koncertową. Nawet jeśli brano pod uwagę taki wariant, ostatecznie przeważył pomysł zainwestowania w hotel. Koncertujący po obu stronach Atlantyku gwiazdor był przyzwyczajony do życia na walizkach, nic więc dziwnego, że zamiast rezydencji wolał przy Krakowskim Przedmieściu utrzymywać na stałe hotelowy apartament - ostatecznie zarezerwował dla siebie narożny, numer 109, który znajdował się na pierwszym piętrze.

Budynek, który dziś znamy z Krakowskiego Przedmieścia, powstał w latach 1899-1901. Wielu przewodników podaje go za przykład architektury secesyjnej, ale to tylko pół prawdy. Krakowscy architekci Tadeusz Stryjeński i Władysław Mączeński, którzy wygrali konkurs na projekt obiektu, owszem, zaproponowali elewacje utrzymane w tym awangardowym wówczas stylu, ale inwestor uznał je za zbyt odważne. Ostateczny kształt opracował jeden z najbardziej rozchwytywanych warszawskich architektów Władysław Marconi. Z wersji Stryjeńskiego i Mączeńskiego wziął układ wnętrz i zasadniczą kompozycję elewacji, ale dla dekoracji wybrał styl neorenesansowy, bardziej zrozumiały i akceptowalny dla konserwatywnych odbiorców.

Przyjazd Ignacego Jana Paderewskiego do Poznania, 1918 r. (fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe)Przyjazd Ignacego Jana Paderewskiego do Poznania, 1918 r. (fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe)

Wyjściowy budżet inwestycji był gigantyczny i sięgał 1,5 miliona rubli. To o sto tysięcy więcej niż kosztowały budowane równocześnie przez magistrat Hale Mirowskie. Ostatecznie kosztorys przekroczył 2 miliony. Większość wyposażenia została zaprojektowana i wykonana w Warszawie lub w zaborze rosyjskim, ale wielkie szyby do witryn przyjechały aż z Petersburga. Zagraniczne były windy, zbudowane przez znaną do dziś amerykańską firmę Otis. Pierwszą windą w Warszawie mógł się pochwalić hotel Europejski, ale w Bristolu było ich aż jedenaście - wszystkie elektryczne. Dziesięć przeznaczono dla obsługi i dostaw, ale ta jedna jedyna dla gości robiła na wszystkich wrażenie. "Kryształowa, przezroczysta, o białych ramach żelaznych, robi wrażenie karety z bajki" - zachwycały się ówczesne media.

Bristol był budynkiem nieco schizofrenicznym. Na elewację inwestor wybrał bezpieczny, wychodzący z mody neorenesans, ale w środku pozwolił architektom na więcej swobody. Do stworzenia projektu wnętrz dla gości - holu, czytelni, recepcji  czy najbardziej reprezentacyjnej Sali Kolumnowej - zaproszono wybitnego reprezentanta wiedeńskiej secesji Ottona Wagnera juniora. Niektórzy twierdzą, że było to pierwsze w Europie tak szerokie zastosowanie nowego stylu w architekturze hotelowej.

Od wojny do wojny

Ponoć aby nie stracić klasy, zachować sprawność techniczną i nadążać za modą, wnętrza hotelu należy gruntownie odświeżać co siedem lat. Cykl ten był kiedyś trochę wolniejszy, ale i Bristol musiał się wciąż zmieniać. Zużyte i dawno niemodne secesyjne wnętrza Wagnera pożegnano bez żalu po niecałych 30 latach. W Bristolu naturalne zużycie przyspieszył przymusowy kwaterunek wojskowy. Podczas I wojny światowej warszawskie hotele musiały przeznaczyć do jednej czwartej pokoi dla żołnierzy. Dodatkowo restauracja miała obowiązek wydawać żołnierzom i cywilom tanie "obiady wojenne". Wojsko płaciło wprawdzie za pokoje, ale poniżej rynkowych stawek, a stacjonujący żołnierze z koszarową subtelnością obchodzili się z wyposażeniem.

Hotelowa kawiarnia zaprojektowana przez Otto Wagnera juniora (fot. Wikimedia.org / Domena publiczna)Hotelowa kawiarnia zaprojektowana przez Otto Wagnera juniora (fot. Wikimedia.org / Domena publiczna)

Nowe czasy nastały dla podupadłego Bristolu w lutym 1928 roku, gdy przejął go poznański Bank Cukrownictwa. Architekta Antoniego Jawornickiego, który dla Banku zaprojektował także gmach biurowy na sąsiedniej posesji, oraz dyrektora hotelu Mariana Szaniawskiego inwestor wysłał w podróż po Europie. Pojechali do Budapesztu, Wiednia i Paryża po to, by podpatrzeć najlepsze rozwiązania w architekturze i najwyższe standardy obsługi gości. Wzbogaceni o te doświadczenia przystąpili do modernizacji Bristolu. Hotel remontowano, zamykając kolejne piętra. Jak w ''Atlasie dawnej architektury ulic i placów Warszawy'' napisał varsavianista Jarosław Zieliński, zmiany "objęły przede wszystkim pokoje, w których usuwano secesyjne dekoracje i wprowadzano łazienki" . Przedtem bowiem tylko nieliczne pokoje miały własne sanitariaty - większość gości musiała korzystać ze wspólnych urządzeń na piętrach. Na przełomie lat dwudziestych i trzydziestych do wszystkich 250 pokoi doprowadzono wodę, a w 80 urządzono w pełni wyposażone łazienki. Wymieniono tapicerki, większość mebli, pościel, dywany i chodniki. Secesyjne ozdoby zniknęły też z holu, potem z restauracji w Sali Kolumnowej. Jawornicki zaskarbił sobie zaufanie właściciela, który powierzał mu kolejne przeróbki. W 1937 roku pod dach Bristolu zawitał luksusowy modernizm - w ciągu trzech miesięcy powiększono i kompletnie przemeblowano cocktail-bar z dancingiem. Na środku pomieszczenia, otoczony niskimi kanapami i stolikami, królował krąg taneczny.

W pierwszych dniach września 1939 roku hotel działał bez większych zakłóceń, ale wkrótce został zajęty na zaimprowizowany szpital. Pod koniec miesiąca, po kapitulacji Warszawy, odbył się tu posępny pożegnalny bankiet dla polskich oficerów - obrońców miasta, którzy po wejściu wojsk niemieckich mieli pójść do niewoli. Wszystko bez prądu, przy świecach. Generał Juliusz Rómmel wspominał: "Czułem się na tym obiedzie-stypie jak na swoim własnym pogrzebie". Niemcy szybko zajęli hotel dla siebie, utrzymując jednak dawny polski zarząd. Niezastąpiony architekt Antoni Jawornicki dokonał kolejnych przeróbek - tym razem zaprojektował piwiarnię i winiarnię nur für Deutsche.

Przyjęcie na cześć brygadiera Józefa Piłsudskiego w hotelu Bristol, 1916 r. ewski (3. z lewej), płk Edward Rydz-Śmigły (4. z lewej), Józef Piłsudski (5. z lewej), Walery Sławek (3. z prawej), kpt. Julian Stachiewicz (1. z prawej). W I rzędzie stoją m.in.: kpt. Czesław Jarnuszkiewicz (4. z prawej, z wąsami i brodą, w mundurze), Tadeusz Piskor (7. z lewej). W II rzędzie stoi m.in.: Wacław Denhof-Czarnocki (3. z prawej, w muszce). Przed stołem leżą m.in.: Bolesław Wieniawa-Długoszowski (4. z lewej) i Władysław Belina- Prażmowski (5. z lewej) (fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe)Przyjęcie na cześć brygadiera Józefa Piłsudskiego w hotelu Bristol, 1916 r. ewski (3. z lewej), płk Edward Rydz-Śmigły (4. z lewej), Józef Piłsudski (5. z lewej), Walery Sławek (3. z prawej), kpt. Julian Stachiewicz (1. z prawej). W I rzędzie stoją m.in.: kpt. Czesław Jarnuszkiewicz (4. z prawej, z wąsami i brodą, w mundurze), Tadeusz Piskor (7. z lewej). W II rzędzie stoi m.in.: Wacław Denhof-Czarnocki (3. z prawej, w muszce). Przed stołem leżą m.in.: Bolesław Wieniawa-Długoszowski (4. z lewej) i Władysław Belina- Prażmowski (5. z lewej) (fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe)

Picasso i inni

Jeszcze przed wojną Bristol przyjmował dostojnych gości, był też sceną wydarzeń politycznych. To tutaj Paderewski, w 1919 roku krótko piastujący urząd premiera, w swoim apartamencie 109 prowadził poufne rozmowy. To tu w 1923 roku marszałek Józef Piłsudski ogłosił, że wycofuje się z życia politycznego (wytrzymał trzy lata). W kolejnej dekadzie zadomowił się w hotelu Wojciech Kossak. W dawnym atelier fotograficznym na piątym piętrze urządził sobie pracownię. Pamiątką po tym była udekorowana jego płótnami sala na parterze - płodny malarz w gorszych finansowo chwilach regulował rachunek obrazami.

Dopiero jednak po II wojnie światowej Bristol rozkwitł jako miejsce odpoczynku i spotkań największych sław. W zniszczonym mieście po prostu nie miał konkurencji. Z uszkodzoną elewacją, spalonym dachem i ostatnim piętrem, częściowo rozszabrowany przez wycofujących się Niemców, nadawał się do szybkiej odbudowy i już w 1947 roku mógł przyjąć pierwszych gości.

To tu nocował podczas swojego pobytu w Warszawie Pablo Picasso. W zbiorach Muzeum Warszawy zachował się ślad wizyty malarza: porcelanowy spodeczek z zamaszystym napisem:

Picasso

Varsovie

Bristol

6. IX. 1948

Talerzyk jest do dziś świadectwem najwyższej rangi, jakiej nabrał Bristol po wojnie.

Spodek z autografem Pabla Picassa z zastawy hotelu Bristol. Obiekt pochodzi ze zbiorów Muzeum Warszawy i będzie eksponowany na wystawie głównej 'Rzeczy Warszawskie' (fot. Muzeum Warszawy)Spodek z autografem Pabla Picassa z zastawy hotelu Bristol. Obiekt pochodzi ze zbiorów Muzeum Warszawy i będzie eksponowany na wystawie głównej 'Rzeczy Warszawskie' (fot. Muzeum Warszawy)

Kolejne dobre hotele otwarto w Warszawie nieco później. W 1954 roku ukończono reprezentacyjny hotel Warszawa w przedwojennym wieżowcu Prudentiala, następnie Grand Hotel przy Kruczej, a największy przedwojenny konkurent, czyli pobliski Europejski, zaczął przyjmować gości dopiero w 1962 roku. Nic dziwnego, że przez kilkanaście pierwszych powojennych lat to w Bristolu "kładziono" wielkich artystów i polityków.

Oprócz Pabla Picassa hotel gościł Pabla Nerudę czy Marlenę Dietrich. Według Jerzego Waldorffa gwiazda miała początkowo spać w Europejskim, ale po przekroczeniu progu hotelu krzyknęła: "W tej trupiarni? Nigdy!" i poszła do Bristolu. W 1958 roku zatrzymał się tu - tak jak przed wojną - Jan Kiepura, który przez lata nie miał wstępu do kraju. I tak samo jak przed wojną zaśpiewał z balkonu do zachwyconych warszawiaków. O pokój w Bristolu trudno było zwykłym śmiertelnikom. Przeszkodą były nie tylko ceny. Miejsca blokowali zagraniczni dyplomaci czy przedsiębiorcy, którzy mogli sobie pozwolić na wielomiesięczny wynajem pokoi hotelowych na biura czy mieszkania.

Od Orbisu do upadku

Bank Cukrownictwa (podobnie jak przedwojenni właściciele hoteli Polonia i Centralnego) starał się o odzyskanie budynku, ale w połowie 1948 sprawa została załatwiona odmownie. Komisja do spraw upaństwowienia przedsiębiorstw uzasadniła decyzję poziomem zatrudnienia (upaństwawiano wszystkie firmy powyżej 90 osób) oraz faktem, że remont uszkodzonego podczas wojny budynku został sfinansowany ze środków publicznych.

Tabliczki z nazwiskami najsłynniejszych gości w holu hotelu (fot. Adrian Grycuk / Wikimedia.org / CC BY-SA 3.0 pl)Tabliczki z nazwiskami najsłynniejszych gości w holu hotelu (fot. Adrian Grycuk / Wikimedia.org / CC BY-SA 3.0 pl)

Ostatecznie w 1952 roku Bristol przejęło państwowe przedsiębiorstwo Orbis i postanowiło z niego zrobić swój najbardziej reprezentacyjny stołeczny hotel. Z myślą o tym w latach 1952-1953 przebudowano część wnętrz (projektowali architekci Kazimierz Biernacki, Jerzy Świdliński i Stanisław Tomaszewski). Prace rozpoczęto "od zlikwidowania okupacyjnych przeróbek i naleciałości poniemieckich, których przykładem były szpetne kominki w holu i czytelni" - informował tygodnik "Stolica". Nie oznaczało to jednak powrotu do form sprzed wojny - ani pierwszej, ani drugiej. Niewątpliwie jednak był to powrót do przepychu. Trochę aluzji do secesji, trochę ludwików, tu kopia Canaletta, tam mosiężny żyrandol. Motywy mitologiczne sąsiadowały ze stosownymi w gastronomii alegoriami obfitości oraz pożądanymi ideologicznie motywami z polskiej wsi. Wchodząc do restauracji w Sali Kolumnowej (nazwanej nieco surrealistycznie Gospodą Ludową), goście chwytali za secesyjnie wygięte mosiężne klamki w kształcie syren, zaprojektowane przez rzeźbiarza Stanisława Sikorę. Wentylację schowano za nawiązującym do antyku fryzem, na ścianach pojawiły się płaskorzeźby, a na suficie bajecznie bogata polichromia Leona i Haliny Michalskich z motywem instrumentów muzycznych. Projektując od nowa Salę Malinową, Tomaszewski nawiązał do warszawskiego klasycyzmu - ulubionego przez architektów i konserwatorów w pierwszej dekadzie odbudowy. Ozdobą wnętrza stał się wyszperany w Desie flamandzki gobelin z pierwszej połowy XVIII wieku, przedstawiający dzieje Achillesa. Szklane żyrandole wykonane w Hucie Julia w Jeleniej Górze wkrótce posłużyły za prototyp dla niektórych wnętrz Pałacu Kultury.

Dziennikarz "Stolicy" narzekał, że tuż po konferencji prasowej część wytwornych mebli zniknęła, a kierownictwo hotelu upstrzyło wnętrze przypadkowymi dywanikami, chodnikami i pomocnikami dla kelnerów. Orbisowska modernizacja nie objęła też pokoi, które intensywnie eksploatowane szybko popadły w ruinę. Wytworne wnętrza na parterze i pierwszym piętrze skrywały więc smutną prawdę o tym, co działo się na górze.

Sesja fotograficzna w Hotelu Bristol, 1969 r. (fot. Tadeusz Rolke / Agencja Gazeta)Sesja fotograficzna w Hotelu Bristol, 1969 r. (fot. Tadeusz Rolke / Agencja Gazeta)

Pierwsze starania o generalny remont przeprowadzono już w 1957 roku, a projekty powstały na początku kolejnej dekady. Aby zaoszczędzić na personelu, na kosztach prania czy przygotowania posiłków, w 1963 roku połączono Bristol w jedną firmę z Europejskim, a w kolejnej dekadzie ze zbudowaną przez Szwedów luksusową Victorią (dzisiejszy Sofitel). W 1968 roku premier Józef Cyrankiewicz przeznaczył 90 milionów ówczesnych złotych na remont, ale nie udało się znaleźć wykonawcy, który podjąłby się tej koronkowej roboty. Rok później zezłomowano słynną windę-karetę, która służyła gościom od 1901 roku. W 1973 roku Bristol zdegradowano z pierwszej do drugiej kategorii.

Cztery lata później kolejny premier, Piotr Jaroszewicz, postanowił przekazać kłopotliwy budynek Uniwersytetowi Warszawskiemu na bibliotekę. Pomysł upadł, ale nie powstrzymało to upadku Bristolu, który w 1981 roku zamknął swe podwoje dla gości. Flamandzki gobelin z Sali Malinowej powędrował na odbudowywany Zamek Królewski, a wnętrza niszczały. "W oknach wieczorami nie jarzą się już światła. Tynki pokryły się liszajami zacieków. Osypuje się sztukatorska dekoracja elewacji" - pisali w 1984 roku w monografii hotelu Ewa Pustoła-Kozłowska i Jacek Pustoła. Nikt nie wiedział, kiedy Bristol znów przyjmie gości, a - jak pisano w "Życiu Warszawy" - "kłopoty z jego remontem stawały się niemalże symbolem nieudolności władz" schyłkowego PRL.

Bristol w latach '70 (fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe)Bristol w latach '70 (fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe)

Nowy Bristol

Dopiero w grudniu 1992 roku "Życie Warszawy" mogło napisać: "Bristol wreszcie gotów. Dłużej remontowali, niż kiedyś budowali". Dłużej, czyli jedenaście lat. Remont dokończyła spółka zawiązana w 1990 roku przez Orbis z brytyjską firmą hotelarską Forte rękami austriackiego wykonawcy. Nad pracami czuwała komisja konserwatorska pod kierunkiem dyrektora Łazienek Marka Kwiatkowskiego.

Z zewnątrz zmieniło się niewiele - największą, z początku dość szokującą zmianą było dodanie mansardowego dachu nad gzymsem. Zmieściło się za nim dodatkowe piętro. Za to w środku wymieniono prawie wszystko. "Całe wyposażenie będzie nowe - donosiła "Gazeta Stołeczna". - Spółka zrezygnowała z renowacji części zabytkowych mebli z powodu zbyt wysokich kosztów. Oddano je pobliskiemu Hotelowi Europejskiemu". Kwiatkowski przekonywał, że nie był możliwy ani powrót do wnętrz z lat pięćdziesiątych ("w stylu socrealistycznym"), ani do pierwotnych. Malowidła, rzeźby i płaskorzeźby z lat pięćdziesiątych oraz resztki oryginalnego wystroju zastąpił pastisz, luźne nawiązanie do wiedeńskiej secesji. Dla gości najważniejsze było to, że ostatecznie rozwiązany został problem sanitarny - w przeszło dziewięćdziesiąt lat po otwarciu nareszcie każdy pokój doczekał się łazienki.

Bristol w 2011 r. (fot. Adrian Grycuk / Wikimedia.org / CC BY-SA 3.0 pl)Bristol w 2011 r. (fot. Adrian Grycuk / Wikimedia.org / CC BY-SA 3.0 pl)

Prawie dwadzieścia lat później Bristol kolejny raz zmienił się od środka. Nawiązania do secesji stały się mniej oczywiste, dominuje globalna estetyka luksusu - uproszczone formy, kosztowne materiały - od złota do skóry węgorza, którą wykończono ladę w recepcji. Ale o ile goście mogą spać spokojnie, hotelarze - już nie. Historyczny konkurent Bristolu, nieczynny od kilkunastu lat Europejski, wraca do gry. Inwestorzy zapowiadają, że tak luksusowego hotelu Warszawa jeszcze nie widziała, a przekonać się o tym mamy jeszcze w tym roku.


Grzegorz Piątek.
Krytyk i badacz architektury, publicysta. Autor książek, m.in. "Lukier i mięso. Wokół architektury w Polsce po 1989 roku", "Sanator. Kariera Stefana Starzyńskego", obecnie pracuje nad książką o odbudowie Warszawy. Prezes Fundacji Centrum Architektury. W 2012 roku kurator programu kulturalno-edukacyjnego "Le CorbusYear" poświęconego wpływowi Le Corbusiera na polską architekturę.

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Komentarze (24)
Zaloguj się
  • tinorossi

    Oceniono 5 razy 3

    W latach 60 - 70 w kawiarni w Bristolu przebywali b czesto studenci UW. Kawa i jedno ciastko ( podawane do wyboru na srebrnej, przynajmniej z koloru, tacy) byly jednak w ich zasiegu. Kelnerki byly eleganckie, zastawa trzymala fason. Wiem, ze w Bristolu nie mozna bylo rozkladac ksiazek ani zeszytow. Jesli ktos chcial sie uczyc musial isc do Harendy. Ten hotel kryje z pewnoscia wiele tajemnic mniej lub bardziej waznych, mieszkalo w nim , rowniez na stale, wielu ciekawych ludzi.To taki polski, paryski Ritz. Czytalem niedawno ksiazke Hotel Ritz w Paryzu. Mysle, ze Hotel Bristol bylby rownie ciekawy.

  • tom_aszek

    Oceniono 2 razy 2

    "Według Jerzego Waldorffa gwiazda [Marlene Dietrich] miała początkowo spać w Europejskim, ale po przekroczeniu progu hotelu krzyknęła: "W tej trupiarni? Nigdy!" i poszła do Bristolu."

    Ja słyszałem wersję, że żadna "trupiarnia", tylko szafy nawet w najlepszych pokojach "Europejskiego " okazały się za małe na garderobę, jaka pani D. przywiozła ze sobą. :)
    I stąd zmiana hotelu na "Bristol", bo tam w którymś apartamencie jej bagaże się pomieściły.

  • mr.superlatywny

    Oceniono 10 razy 2

    "Każde miasto ma swój hotel nad hotele." A wiec dlaczego nie piszecie o kazdym miescie i tamtych hotelach ?
    Dlaczego nudzicie na ogólnopolskim forum 40.000.0000 ludzi w kólko tylko ta warszawa ????

  • pzgr

    Oceniono 1 raz 1

    A w początku lat 90-tych peezele umawiały się na tajne narady w "saly malynowej w Brystolu". Ulubione miejsce spotkań elit...

  • cmok_wawelski

    Oceniono 2 razy 0

    Czy to oznacza, ze w roku Panskim 2017 nie ma juz ekskluzywnych prostytutek w hotelu Bristol?

  • tom-ish

    Oceniono 1 raz -1

    Krakowskie Przedmieście 42/44, a nie 22/24 :)

  • Oceniono 2 razy -2

    Wówczas konkursów nie było tak jak obecnie, a nasze mienie hrabiów Tarnowskich rozgrabiono . Ponadto podają publikacje, że Ignacy Paderewski nie była zamożny, co stoi w sprzeczności. Podstawienie nastąpiło pod Radziwiłłów i podmieniono mojej babci matkę Różę Lubomirską z domu Zamojską herbu Jelita i podstawiając pod Wojciech Jaruzelskiego, kryjąc za Ignacym Paderewskim i udając obecnie, że był herbu mojej prababci , co jest nieprawdą. Podstawiono Ignacego Paderewskiego pod Ignacego Krakowiak jako brata Katarzyny Krakowiak mojego dziadka matki czyli księżnej Radziwiłł i podstawiono po zamachu na drugiego dziadka carewicza Romanow czyli Brunon Mariana Bochyńskiego czyli moją rodzinę podstawioną Później po zamachu w Kruszynie na moją babcię księżna Marię Lubomirską spaloną w Kruszynie za którą występowała Bolesława Bochyńska z domu Podczaska. Naprawdę była siostrą mojego dziadka czyli Maria Romanow i ukryta w rodzinie Podczaskich, co spowodowało podstawienie Eugeniusza Ignacego Podczaskiego pod Ignacy Krakowiak i kryjąc za pałacem jako daru Polaków dla Ignacy Paderewskiego do którego wprowadzono agenta z jego żoną Bohdana i Marię Żakiewicz podstawionych pod pod moją spaloną prababcię i babcię w Kruszynie oraz zastrzelonego pradziadka, który szedł im na pomoc. Mojej mamy ojciec hrabia Jan Tarnowski ukrywał się jako Franciszek Jan Mazurek i dlatego podstawiono Jana Kiepurę i muzyczne rodziny w tym Ignacy Paderewski, dlatego dziadek czyli hrabia Jan Tarnowski nie śpiewał. Dziadka podstawiono pod drugiego dziadka a za nich obecnie podstawiono Papieża Franciszka i dane dla mnie eksmisję, aby ukryć istnienie mojej rodziny, skazując mojego męża w celu wytworzenie roszczenia do kradzieży mienia przez dług na fałszywych spadkobierców . Dlatego Bohdan Żakiewicz wystąpił przeciwko mojemu mężowi którego bezprawnie skazano, przez fałszywych spadkobierców i podszyto się pod nasze mienie na świcie w tym w Anglii, USA, Niemczech, Szwajcarii , Polsce itd.

  • mniklasp

    Oceniono 10 razy -2

    zatrzymalem sie wBristolu z zona w lipcu ubieglego roku, mielismy suite. Hotel bardzo wygodny , poniewaz podrozujemy bardzo duzo po swiecie , zwykle zatrzymujac sie w Sheraton ten hotel dla zony byl szczegolnie wazny poniewaz kiedy byla studentka prawa w Warszawie 40 lat temu Bristol byl dla "specjalnych gosci" i super prostytutek. Teraz dla nas nie bylo to cos super, mieszkamy w Kaliforni od 30 lat i jestesmy dosyc zamozni, ciekawe ze w tym czasie byo bardzo duzo Arabow w hotelu i widok jest bardzo dobry na Warszawe. Suite byl dobry poniewaz niestety zona byla na telefonie sluzbowo z USA a tojest 9 godzin roznicy w czasie

  • Jan Staszic

    Oceniono 14 razy -4

    W artykule brakuje ze "podczas wojny w restauracji tego hotelu polki z dobrych domow wlasnie tu zapoznawaly wyzszych oficerow SS i SD stajac sie ich utrzymankami".
    To miejsce szczegolne dla stosunkow polsko-niemieckich :)

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX