Tony Halik i tsantsa, spreparowana przez Indian Jivara ludzka głowa

Tony Halik i tsantsa, spreparowana przez Indian Jivara ludzka głowa (fot. materiały prasowe)

wywiad Gazeta.pl

Wlekły: Film oparty na przygodach Tony'ego Halika przerósłby wszystkie perypetie Indiany Jonesa razem wzięte

Nie był dobrym reporterem, nie opanował biegle żadnego języka obcego i miał skłonność do ubarwiania każdej historii. Niezwykły portret Tony'ego Halika kreśli Mirosław Wlekły w biografii "Tu byłem. Tony Halik". Opowiada w niej o próbie werbunku przez SB, o skrywanym przez niego wielkim sekrecie, o szalonych wyprawach i szczerej miłości do kraju: - Polskę naprawdę kochał. Potrafił na przykład niemal się pobić z radzieckimi korespondentami w Meksyku o to, że polska wódka jest o wiele lepsza od radzieckiej.

To jest niemożliwe, że ktoś miał takie życie!

- A on je jeszcze ubarwiał.

Kiedy się zorientowałeś?

- Właściwie od początku czułem, że coś tu jest nie tak. Wiele historii Halika wydało mi się podejrzanych. Przez długi czas myślałem nawet, że jego biografia była w rzeczywistości znacznie nudniejsza od tej, którą wykreował. Okazało się jednak, że się myliłem, że prawdziwe historie z życia Halika były znacznie barwniejsze od tych zmyślonych, ale on z jakiegoś powodu się nimi nie chwalił. Tak było choćby z kilkudziesięcioletnią pracą dla NBC. Halik o niej wspominał, owszem, ale nic więcej. Tymczasem współpraca z Amerykanami to fascynujący rozdział jego życia, nie mniej niż późniejsza praca dla Telewizji Polskiej, gdzie był gadającym panem z telewizora i wielkim podróżnikiem, jakim go okrzyknięto za komuny.

Zanim został podróżnikiem, Tony Halik pracował jako budowniczy mostów i dziennikarz (fot. archiwum prywatne rodziny Halików)Zanim został podróżnikiem, Tony Halik pracował jako budowniczy mostów i dziennikarz (fot. archiwum prywatne rodziny Halików)

Ale po obnażeniu wszelkich zmyśleń żywot Halika nadal jest materiałem na film.

- Miałem to poczucie, kiedy oglądałem "Sekretne życie Waltera Mitty", film o upadku legendarnego magazynu "Life", z którym - nawiasem mówiąc - Halik współpracował przez lata. Przygody głównego bohatera łudząco przypominają życie Halika. Kiedy zobaczyłem w tym filmie reportera lecącego z kamerą na skrzydle samolotu nad wybuchającym wulkanem, pomyślałem: to jest Halik! Bo on kiedyś naprawdę wynajął helikopter i kręcił z niego erupcję wulkanu, ryzykując życie własne i pilota. Jestem pewien, że film oparty na przygodach Halika przerósłby bez problemu wszystkie perypetie Indiany Jonesa razem wzięte.

Ale to musiałaby być produkcja amerykańska, bo polska kinematografia nie udźwignęłaby żywota Halika. Nie ma w naszym kraju takich filmowych budżetów.

- Rzeczywiście, Tony Halik miał życie wprost wymarzone dla hollywoodzkiej superprodukcji.

Napisałeś jego biografię z chęci przygody?

- Przygoda śladami Halika była ostatnią rzeczą, która przyszła mi do głowy, bo obaj wiemy, jakie są realia wydawnicze w Polsce. Kiedy wymyśliłem tę książkę, byłem przekonany, że będę ją fastrygował na podstawie tego, co znajdę w Polsce, plus ewentualnie na podstawie telefonów i maili do innych zakątków świata. Wtedy Paweł Goźliński, redaktor naczelny Wydawnictwa Agora, powiedział, że nie ma innej możliwości napisania biografii Halika, jak tylko wyruszenie jego śladami, że muszą się znaleźć na to pieniądze. I Paweł je znalazł. Dzięki temu pojechałem w podróż, o której nawet nie marzyłem.

Tony Halik ze swoją pierwszą żoną, Pierrette Halik (fot. archiwum rodziny Halików)Tony Halik ze swoją pierwszą żoną, Pierrette Halik (fot. archiwum rodziny Halików)

Dzisiaj wiem, że inaczej książka by nie powstała. Wyjazd do Argentyny czy Meksyku był niezbędny, bo opowieści Halika nabierają innej mocy, kiedy są potwierdzone na przykład przez rzecznika prasowego prezydenta Meksyku albo okrzykiem: "Antonio Halik! Mój przyjaciel!", który usłyszałem, kiedy wyciągnąłem jego zdjęcie w knajpie serwującej bycze jądra. Myślę, że bez tej wędrówki musiałbym zrezygnować z pisania o Haliku.

Co o nim wiedziałeś, kiedy zaczynałeś pracę? Dla większości Halik jest sympatycznym podróżnikiem, który z Elżbietą Dzikowską prowadził w telewizji bardzo popularny program "Pieprz i wanilia".

- Znałem kilka historii, jak tę o zestrzeleniu jego samolotu nad Francją, kiedy był rzekomo podczas wojny pilotem RAF-u. Tony Halik opowiadał, że uratowała go piękna Francuzka, z którą po wojnie się ożenił. Brzmi jak scenariusz "Angielskiego pacjenta". Aż się prosi, żeby to sprawdzić i opisać. Wiedziałem też, że z żoną, Pierrette, wyemigrował najpierw do Argentyny, potem do Meksyku. I nic ponad to. A im mniej wiedziałem, tym bardziej byłem ciekaw.

Widziałem też film dokumentalny, w którym Ryszard Kapuściński wypowiada się z największym podziwem o Haliku, sugerując wręcz, że Halik był jego przewodnikiem po Ameryce Łacińskiej. Wydawało mi się, że to taka pośmiertna gloryfikacja. Chciałem sprawdzić, czy Kapuściński aby nie przesadza. Okazało się, że niekoniecznie, bo Tony Halik znał w Ameryce Południowej naprawdę wszystkich.

W 1976 r. Tony Halik i Elżbieta Dzikowska zostali pierwszymi Polakami, którzy dotarli do ruin zaginionego miasta Vilcabamba, ostatniej stolicy Inków. Na zdjęciu Dzikowska i towarzyszący parze w podróży prof. Edmundo Guillén, fotografię wykonał Halik (fot. archiwum prywatne rodziny Halików)W 1976 r. Tony Halik i Elżbieta Dzikowska zostali pierwszymi Polakami, którzy dotarli do ruin zaginionego miasta Vilcabamba, ostatniej stolicy Inków. Na zdjęciu Dzikowska i towarzyszący parze w podróży prof. Edmundo Guillén, fotografię wykonał Halik (fot. archiwum prywatne rodziny Halików)

Zacząłeś pracę od rozmowy z Elżbietą Dzikowską?

- Od niej i od Ryszarda Badowskiego - niesprawiedliwie zapomnianego dzisiaj i nadal aktywnego dziennikarza, który prowadził pierwszy program podróżniczy w Telewizji Polskiej, pod tytułem "Klub 6 kontynentów. Kawiarenka pod globusem". Był także pierwszym Polakiem, który odwiedził wszystkie kontynenty.

Badowski poznał Halika, kiedy ten przyjechał w 1972 roku do Polski wraz z ekipą dziennikarską towarzyszącą prezydentowi Richardowi Nixonowi i przywiózł przy okazji kilka filmów nakręconych dla NBC. Nie muszę dodawać, że Ryszardowi Badowskiemu opadła szczęka, bo Telewizja Polska mogła wtedy o takich filmach tylko marzyć. Szybko się dogadał z Halikiem i zaczął emitować jego produkcje w swoim programie. I w końcu to właśnie Badowski wysłał do Meksyku młodą dziennikarkę magazynu "Kontynenty", Elżbietę Dzikowską, by zrobiła dla telewizji wywiad z Halikiem. W ten sposób się poznali i wkrótce w sobie zakochali.

Rodziny zwykle nieufnie podchodzą do biografów, którzy chcą się zająć żywotami ich najbliższych, czują się strażnikami ich pamięci. Jak było z Elżbietą Dzikowską?

- Czułem olbrzymi opór, to prawda, ale nigdy mnie Elżbieta Dzikowska nie wystawiła za drzwi. Nie jestem jakimś super znanym reporterem, więc - w ramach uwiarygodnienia mojego dziennikarskiego warsztatu - przywiozłem pani Elżbiecie swoją pierwszą książkę "All inclusive. Raj, w którym seks jest bogiem", poświęconą księżowskim skandalom pedofilskim na Dominikanie. To niekoniecznie pomogło, bo książka pokazuje, że interesuje mnie dziennikarstwo śledcze, że chcę wyszukiwać, ujawniać, rozdrapywać. Nigdy oczywiście nie było moim celem wywoływanie sensacji, ale pisanie szczerze i ujawnianie wszystkiego, czego się dowiem.

Tony Halik i Elżbieta Dzikowska podczas podróży po Chinach, 1989 r. (fot. archiwum prywatne rodziny Halików)Tony Halik i Elżbieta Dzikowska podczas podróży po Chinach, 1989 r. (fot. archiwum prywatne rodziny Halików)

Dość długo się z panią Elżbietą oswajaliśmy i chyba po roku zrozumiała, że nie mam złych intencji, że to robota na poważnie. Momentem przełomowym była nasza wspólna wizyta na grobie Halika. Kiedy skończyłem książkę, usłyszałem, że o wielu faktach z życia swojego partnera dowiedziała się ode mnie.

Także o tym największym, skrywanym przed całym światem sekrecie, który Halik chciał zabrać do grobu?

- Elżbieta Dzikowska twierdzi, że o nim nie wiedziała. Coś może kiedyś do niej docierało, ale zawsze na zasadzie pogłosek. Potwierdzają to teczki w Instytucie Pamięci Narodowej, z których wynika, że SB także otrzymywała jakieś sygnały, ale stuprocentowych dowodów nie miała. Ja w końcu je zdobyłem. Potwierdziła je także zawartość koperty z napisem "Nie otwierać! Spalić!", którą zostawił Tony Halik.

To sekret z lat młodości. Nie zdradzajmy jaki, by nie psuć lektury czytelnikom i czytelniczkom. Z tego powodu piszesz książkę "od tyłu"?

- Tak, stąd w dużej mierze wziął się pomysł na konstrukcję tej biografii. Po zebraniu materiału wiedziałem, że muszę odwrócić chronologię - zacząć od dojrzałego Halika i wędrować powoli do jego młodości i dzieciństwa. Wydaje mi się, że ten ryzykowny pomysł działa.

Działa to mało powiedziane. Dzięki odwróceniu chronologii "Tu byłem" czyta się jak najlepszą powieść przygodową z zaskakującym, dla wielu być może nawet szokującym finałem.

- Cieszę się na te słowa, bo ta przewrotka była ryzykowna. Zaczynamy od historii starszego, sympatycznego pana z telewizora i cofając się, odkrywamy kolejne warstwy jego historii: niesamowity rozdział argentyńsko-meksykański, zmyślony okres wojenny czy w końcu młodość.

Tony Halik i Elżbieta Dzikowska przy wjeździe do miasta Corleone (fot. archiwum prywatne rodziny Halików / Wikimedia.org / Domena publiczna)Tony Halik i Elżbieta Dzikowska przy wjeździe do miasta Corleone (fot. archiwum prywatne rodziny Halików / Wikimedia.org / Domena publiczna)

Kiedy przeczytałem po raz pierwszy historię młodego Miecia (Tony urodził się jako Mieczysław), który ucieka z domu, płynie z flisakami na tratwie do Gdyni, żeby dostać się na statek do Brazylii, uznałem ją za kolejną bajkę. Tymczasem dotarłem do relacji jego szkolnych kolegów, którzy potwierdzają tę historię. Mało tego, koledzy opowiadali, jak recytował z pamięci "Odyseję" Homera, jak szpilkami zaznaczał na mapie świata miejsca, które chce odwiedzić, jak się uczył portugalskiego.

Którego nie udało mu się tak do końca opanować.

- Ani portugalskiego, ani żadnego innego, bo Tony Halik posługiwał się kilkoma językami - znał jeszcze angielski, hiszpański, francuski i rosyjski. Żadnym jednak nie mówił poprawnie. Słyszałem wielokrotnie od jego znajomych, że Halik posługiwał się wszystkimi językami naraz, czym zresztą natychmiast zaskarbiał sobie sympatię.

To była jego tajna broń?

- Jedna z wielu, być może strategiczna. Halik był autentycznie lubiany, a do tego bezczelny, w taki - powiedziałbym - uroczy sposób. Dzięki temu mógł przenosić góry, załatwiać niezałatwialne. Wielu ludzi marzyło o takim życiu, jakie miał Tony Halik, niewielu jednak miało determinację, by swoje marzenia zrealizować. On ją miał. Kiedy coś postanawiał, po prostu to robił.

Ale czy można być dobrym reporterem i jednocześnie być tak lubianym? Reporterzy są od trudnych pytań, a trudne pytania denerwują tych, którzy muszą na nie odpowiadać. Nie jest wtedy łatwo o sympatię.

- Właśnie w tym rzecz, że Tony Halik nie był dobrym reporterem. Przyznają to nawet jego przyjaciele. "Problemy to my mieliśmy z Fallaci, Tony nie sprawiał kłopotów" - powiedział mi sekretarz prezydenta Meksyku. Tak rzeczywiście było. Halik nie zadawał trudnych pytań, także dlatego, że zwykle był operatorem kamery, a nie pierwszoplanowym reporterem. Tej pracy zresztą chyba nie cenił, nie była szczytem jego marzeń. Halika bardziej kręciło poznawanie świata Indian w Puszczy Amazońskiej. Nie chciał być Kapuścińskim, chciał być i był podróżnikiem.

Halik podczas jednej ze swoich podróży (fot. archiwum prywatne rodziny Halików / Wikimedia.org / Domena publiczna)Halik podczas jednej ze swoich podróży (fot. archiwum prywatne rodziny Halików / Wikimedia.org / Domena publiczna)

Który z latynoamerykańskich tropików wrócił po latach do szaroburej, zimnej Polski. Rzecz niepojęta.

- Tony Halik Polskę naprawdę kochał. Potrafił na przykład niemal się pobić z radzieckimi korespondentami w Meksyku o to, że polska wódka jest o wiele lepsza od radzieckiej. Tęsknił za rodzinnym krajem, chciał kiedyś do niego wrócić i w decyzji o powrocie pomogła mu na pewno miłość do Elżbiety Dzikowskiej. Mimo że był wtedy u szczytu kariery w NBC, zamieszkał z własnej woli w Polsce Ludowej.

Gdzie próbowała go zwerbować Służba Bezpieczeństwa.

- Halik zgodził się na współpracę, po czym natychmiast rozgadał wszystkim, że SB chciała go zwerbować. Kiedy esbecy wierzyli, że pozyskali bardzo cenne źródło informacji, on im przekazał kilkanaście newsów wyczytanych w meksykańskich gazetach.

To jest bardzo zabawna historia.

- Nie da się ukryć. Rozmawiałem z wieloma ludźmi w wielu krajach i za każdym razem, kiedy się z nimi kontaktowałem i mówiłem, że chcę pogadać o Haliku, reagowali radośnie, wręcz euforycznie. Wszyscy, poza jednym z szefów NBC, chcieli o nim opowiadać, zaznaczając też oczywiście jego przywary: że bajał, że popełniał notorycznie gafy, że mieszał języki.

Ozana Halik na plecach Tony'ego, Honduras Brytyjski, 1960 r. (fot. archiwum prywatne rodziny Halików)Ozana Halik na plecach Tony'ego, Honduras Brytyjski, 1960 r. (fot. archiwum prywatne rodziny Halików)

Mam poczucie, że ta jego barwność powodowała, że przymykano oko na jego konfabulacje.

- Zgoda, ale to było możliwe tylko w czasach, w których żył. Był wtedy w Polsce kolorowym ptakiem w szarej, odciętej od świata rzeczywistości. Dzisiaj internauci wypunktowaliby w sekundę wszystkie jego nieścisłości i kłamstwa.

W życiu Halika były dwie ważne kobiety. Najpierw jego żona Pierrette, a potem jego partnerka Elżbieta Dzikowska. Jakie miał z nimi relacje?

- Halik był podobno bardzo podporządkowanym mężem i partnerem, w tym drugim związku rządziła Elżbieta Dzikowska. Natomiast w sprawach zawodowych do niego należało ostatnie słowo. Kiedy w stanie wojennym pani Elżbieta naciskała, żeby - w ramach bojkotu telewizji - przestać prowadzić "Pieprz i wanilię", Halik się nie zgodził. Ona nie występowała, on tak.

Z Pierrette sprawy są bardziej skomplikowane, bo niestety zmarła siedem lat temu i nie mogłem z nią porozmawiać. To postać niezwykle zagadkowa. Wiemy, że wychowała się we francuskim château, była prawdziwą damą lubiącą wygodę i wytworne jedzenie, ale kiedy wyszła za Halika, spędziła z nim w najcięższych podróżach kilka lat swojego życia. Zrezygnowała z wojaży dopiero po urodzeniu ich syna Ozany. Wtedy też małżeństwo Halików zaczęło się psuć. Tony Halik potrzebował partnerki dzielącej z nim aktywnie fascynacje podróżnicze, gotowej zjeść - tak jak on - jądra byka albo mózg małpy, chcącej płynąć z nim żaglowcem przez największe sztormy. Okazała się nią być do pewnego stopnia Elżbieta Dzikowska.

Trudno się oskrobuje z patyny legendarną postać czy to raczej reporterska przyjemność?

- Nie jestem typem, który odczuwa w związku z tym szczególną przyjemność. Tony Halik był dla mnie bohaterem, wzorem, ale kiedy zabrałem się do jego biografii, musiałem to uwielbienie wyłączyć i to mi się chyba udało. Spędziłem z nim ponad dwa lata mojego życia i to były lata wspaniałe. Muszę ci powiedzieć, że bardzo się cieszyłem za każdym razem, kiedy wychodziły na jaw jakieś ciemne sprawy i zaraz potem okazywało się, że on z nich wychodził obronną ręką. Mam nadzieję, że moja książka nie doprowadzi do gwałtownego zburzenia pomnika Halika.

Książka ''Tu byłem. Tony Halik'' Mirosława Wlekłego ukazała się nakładem Wydawnictwa Agora (fot. materiały prasowe)Książka ''Tu byłem. Tony Halik'' Mirosława Wlekłego ukazała się nakładem Wydawnictwa Agora (fot. materiały prasowe)

Głośna biografia Artura Domosławskiego obaliła pomnik Ryszarda Kapuścińskiego, a przynajmniej sprawiła, że się przechylił.

- Kapuściński pojawiał się kilkakrotnie w mojej pracy nad książką o Haliku. Zresztą to była główna obawa Elżbiety Dzikowskiej, która mi powiedziała wprost: "Boję się, że zrobi pan z Tonym to samo, co zrobiono z Ryśkiem". Nie zaprzeczyłem, ale wszystko, co znalazłem o Haliku, natychmiast pokazywałem pani Elżbiecie, wszystko z nią konfrontowałem, o wszystkim wiedziała. Nie miałem nic do ukrycia. I taka też jest moja książka.

Książkę ''Tu byłem. Tony Halik'' w promocyjnej cenie można kupić w Publio.pl>>>


Mirosław Wlekły.
Reporter "Dużego Formatu", absolwent Uniwersytetu Wrocławskiego i Polskiej Szkoły Reportażu. Autor książki "All inclusive. Raj, w którym seks jest bogiem" i e-booka "Skąd się wziąłeś, Franciszku? Reporterska podróż do kraju papieża". Jest także współautorem reportaży, na podstawie których powstały spektakle w Teatrze Nowym w Poznaniu ("Listy na wolność") oraz Teatrze Polskim w Bydgoszczy ("Swarka" i "Bóg w dom"). Był nominowany do Nagrody Newsweeka im. Teresy Torańskiej i Nagrody im. Beaty Pawlak. 15 marca nakładem Wydawnictwa Agora ukaże się jego najnowsza książka "Tu byłem. Tony Halik" - biografia legendarnego obieżyświata i autora programów podróżniczych.

Mike Urbaniak. Jest dziennikarzem kulturalnym i krytykiem teatralnym "Wysokich Obcasów" oraz weekendowego magazynu Gazeta.pl.

CHCESZ DOSTAWAĆ WIĘCEJ DARMOWYCH REPORTAŻY, POGŁĘBIONYCH WYWIADÓW, CIEKAWYCH SYLWETEK - POLUB NAS NA FACEBOOKU

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Zobacz także
Komentarze (134)
Zaloguj się
  • amorvertical

    Oceniono 80 razy 52

    Moja młodość, moje okno na świat, moje marzenia (częściowo zrealizowane) w czasach, w których moja młodość miała być z góry zdefinowana, moje okno na świat zamknięte, a marzenia niespełnialne. Teraz niestety wraz z PISem te czasy wracają.

  • poszukiwany

    Oceniono 50 razy 38

    Obecnie, wspaniałe prezentujące odległe i nieznane kultury reportaże Halika, zastąpiły produkcyjniaki nijakiego pozera Cejrowskiego. Bezwartościowe i płytkie migawki wakacyjne, nie mające nic wspólnego z reportażem. Kto za tym stoi ?

  • hastatrespasos

    Oceniono 29 razy 25

    Tony Halik był jednym z najciekawszych ludzi jakich w długim życiu poznałem, i kolegów po fachu. Ale wstęp do rozwlekłego wywiadu na jego temat informuje o dziwnych rzeczach: nie opanował biegle żadnego obcego języka... Cóż, czyżby w NBC albo w „Life” jego korespondencje (sądząc z opinii MW – kiepskie) ktoś musiał tłumaczyć z franglais into English? Jak rozmawiał po hiszpańsku i portugalsku miałem wiele okazji słyszeć, od Kuby, przez Meksyk, po Argentynę i Brazylię (pierwszego z tych języków używam codziennie od z górą pół wieku, drugiego zaś od ponad 30 lat). Poza kwalifikacjami i doświadczeniem zawodowym super, Tony miał wiele innych zalet. Łącząc cechy tzw. człowieka starej daty, przedwojenną elegancję, z luzem latynoamerykańskim, był na miejscu i na dyplomatycznych salonach, i w dżungli. Przy stoliku w towarzystwie, gdy kobieta wstawała albo dosiadała się, Tony zawsze także uprzejmie wstawał, co już nie jest powszechnym zwyczajem. Jedno jest pewne: biografie takich jak Tony nietuzinkowych postaci bywają ciekawsze, niż biografie ich autorów.

  • camel_3d

    Oceniono 30 razy 22

    O ile Tony Halik byl bardzo sympatyczny, to nie moge tego powiedziec o pani Dzikowskiej. Zaplanowalem zrobienie wywiadu z nimi do naszej lokalnej gazety. Zadzwonilem do nich, pan Hali od razu sie zgodzil, zaprosil, powiedzial kiedy moze i czy mi tez pasuje ten dzein. Kiedy przyjechalem otworzyla pani Dzikowska i powiedziala, ze nie bedzie rozmawiac bo jej ten dzien nie pasuje i nie ma ochoty. Nawet nie powiedziala dzien dobry..

    Podczas drugiego wywiadu ostentacyjnie wyszla. Chodzilo o wyspy wielkanocne...

    Przyznam, ze bardzo sie do niej zrazilem i do tej pory jej nie lubie ;)

  • n29a

    Oceniono 21 razy 19

    "Pieprz i wanilia" to był magnes... Nie to co gadające głowy i teledyski w "Bliżej świata"..

    Kutwa, ale jestem stary..

  • Oceniono 22 razy 18

    Z zapartym tchem oglądałem programy " Pieprz i Wanilia" , za które dzisiaj bardzo dziękuję panu Halikowi i pani Dzikowskiej

  • Oceniono 20 razy 18

    Jak byśmy nie odnależli Halika , to jedno jest pewne wszepił w nas Polakach miłość do przyrody. Ponownie przypominał i to niezłomnie ,że przyroda jest silna a człowiek malutki. To sie nigdy nie zmieni, Nawet jak człowiek zniszczy planetę Ziemię to ona się odrodzi a człowieka szlag trafi. Dlatego zastanówmy sie nad swoimi poczynaniami.

  • Oceniono 18 razy 18

    Zapomina się o jednym to był człowiek z krwi i kości.. miał swoje słabości, zalety i wady. . Zapewne i wiele porażek..

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX