Stalin z córką Swietłaną

Stalin z córką Swietłaną (fot. Eastnews)

Ta ucieczka mogła zmienić bieg historii. Kulisy dramatycznego zniknięcia z ZSRR córki Stalina

W wieku 41 lat, w połowie życia, Swietłana Alliłujewa postanowiła uciec z ZSRR. Kiedy w końcu otrzymała wizę turystyczną i zgodę na przyjazd do USA, Amerykanie witali ją jako najsłynniejszą w historii uciekinierkę z sowieckiego reżimu. Córka Józefa Stalina bez wątpienia nią była.

Jej życie w ZSRR było drogą przez mękę. Matka, Nadieżda Alliłujewa, popełniła samobójstwo, gdy Swietłana miała zaledwie sześć i pół roku. W czystkach, które Stalin przeprowadził wśród rodaków w latach 30., ucierpieli krewni. Ukochana ciotka Maria i wuj Aleksander Swanidze - brat i szwagierka pierwszej żony Stalina - zostali aresztowani i straceni jako wrogowie narodu. Ich syn, Johnik, towarzysz zabaw małej Swietłany, zniknął bez śladu. Wujek Stanisław Redens, mąż siostry Nadii, Anny, również został skazany na śmierć. Wuj Swietłany, Paweł, brat matki, zmarł na atak serca wywołany miesiącami życia w panicznym strachu. Kiedy Swietłana miała 17 lat, ojciec skazał jej pierwszego ukochanego, Aleksieja Kaplera, na 10 lat Gułagu*. (...)

Już po śmierci Stalina w 1953 roku nastąpił szereg kolejnych tragicznych zdarzeń. Starszy brat Swietłany, Wasilij, został aresztowany, a w 1962 roku zapił się na śmierć. Przyjaciele z kręgów literackich w połowie lat 60. jeden za drugim trafiali do obozów pracy. Kiedy Swietłanie udało się odnaleźć spokój w ramionach Brajesha Singha [indyjski polityk, w Moskwie pracował jako tłumacz - przyp. red.], odmówiono jej prawa do zamążpójścia, chociaż ukochany był na łożu śmierci. Pozwolono jej jednak potem zabrać prochy wybranka do jego ojczystych Indii. (...)

Mała Swietłana z ojcem (fot. Eastnews)Mała Swietłana z ojcem (fot. Eastnews)

Nad wodami Gangesu**

Kiedy w towarzystwie swojej opiekunki, pani Kassirowej, Swietłana wysiadła z samolotu, który 20 grudnia wylądował w Delhi, przywitał ją drugi sekretarz, Surow, oraz dwóch innych urzędników sowieckiej ambasady. Zabrali ją z lotniska tak szybko, że indyjska prasa nie zdążyła wpaść na jej trop. Pracownicy placówki dyplomatycznej skonfiskowali jej paszport, wizę i bilet lotniczy. Swietłana planowała zatrzymać się w domu bratanka Brajesha, Dinesha Singha, lecz przewieziono ją do domu gościnnego przy ambasadzie sowieckiej w centrum Delhi. W jej pokoju były tylko łóżko i stół. Wszystko zabrano, zniknął też telefon. Jeśli miała ochotę gdzieś zadzwonić, musiała udać się do budynku ambasady i rozmawiać w obecności pracowników, których oddelegowano do nadzoru jej rozmów.

Ambasador J.A. Benediktow był akurat w podróży, ale do opieki nad Swietłaną skierował Nikołaja Smirnowa. (...) Ustalono, że Swietłana może wybrać się do starożytnej miejscowości Kalakankaru na pogrzeb ukochanego, o ile jej podróż pozostanie tajemnicą. Surowo zabroniono jej kontaktów z prasą. W podróży miała towarzyszyć jej pani Kassirowa. Data powrotu do Moskwy nie podlegała negocjacji. (...)

25 grudnia poleciała do miejscowości Lucknow. (...) Na lotnisku czekał już samochód, którym Swietłana, Reva i pani Kassirowa udały się w trzygodzinną podróż. W Kalakankarze zatrzymały się w Raj Bhavan, pałacu radżów (...).

Ceremonia pogrzebowa rozpoczęła się zaraz po przyjeździe Swietłany. Suresh wziął urnę z prochami z rąk ukochanej swojego zmarłego brata. Ruszył na czele pochodu zmierzającego w stronę piaszczystego brzegu. Urnę wolno było nieść tylko mężczyźnie. Swietłana i kobiety przyglądały się z tarasu, jak łódki wyruszają na głęboką wodę. W połowie rzeki prochy Brajesha zanurzono w nurcie Gangesu. Swietłana zapłakała, nie mogąc dłużej hamować łez, które wstrzymywała od wielu miesięcy. (...) Wszystko tutaj zgadzało się z opowieściami Brajesha. Piękno rzeki, ogrody, piaski, rodzinne sprzeczki. Postanowiła nie wracać do Moskwy 4 stycznia, tylko zostać w Indiach na dłużej. Wizę podstemplowano z miesięcznym terminem ważności, moskiewski dział konsularny nie mógłby się więc sprzeciwić. Zamierzała mieszkać tam aż do końca, do 20 stycznia. Kolejnego dnia napisała list do Smirnowa i ambasadora Benediktowa, informując ich o swoich planach. Poleciła pani Kassirowej zabrać list do Delhi. W ten sposób chciała się sprytnie pozbyć swojej opiekunki. Kassirowa wpadła w panikę, obawiając się, że taki krok podopiecznej zrujnuje jej karierę. Swietłana nie miała jednak ochoty zmienić zdania. (...)

Swietłana z bratem Wasilijem i ojcem (fot. Eastnews)Swietłana z bratem Wasilijem i ojcem (fot. Eastnews)

Miała nadzieję, że uzyska pozwolenie na zamieszkanie w Kalakankarze. Jak miałaby to zorganizować? Pomyślała o rękopisie [ autobiograficznej książki, ostatecznie wydanej jako ''Dwadzieścia listów do przyjaciela'' - przyp. red.]. Może udałoby się go sprzedać? Tekst nie miał, jej zdaniem, charakteru politycznego. Było to raczej coś na kształt rodzinnego dziennika. Mimo to Swietłana wiedziała, że może zdobyć spore zainteresowanie czytelników. Pisała przecież o rodzinie Stalina. (...)

Napisała do Paryża, do Luby Krassin, żony wydawcy, Emmanuela d'Astiera, który odwiedził ją kilkukrotnie w Moskwie. Wyznała w liście, że przebywa w Indiach i nie chce wracać do ZSRR. Czy jej zdaniem udałoby się wydać jej książkę za granicą? Korespondując z Lubą, Swietłana wiele ryzykowała, ale i tak było to mniej kłopotliwe niż prośba o pomoc skierowana do kogokolwiek na miejscu. Kilka dni później otrzymała krótki telegram z Paryża: TAK, MOŻLIWE. (...) Zaczęła wyobrażać sobie, że odwiedza budynek amerykańskiej placówki w Delhi, obok której przechodziła kilkukrotnie miesiąc wcześniej. (...)

Ucieczka

List Swietłany z prośbą o zgodę na dłuższy pobyt przesłano prosto do Moskwy. To nie mogło pomóc, ale Swietłana wiedziała, że zyska trochę czasu. (....) Wkrótce Surow poinformował Swietłanę, że jej pobyt trwa już zbyt długo. Zrobiła przecież to, po co przyjechała. Mimo to indyjski minister spraw zagranicznych przedłużył jej wizę do 15 marca. Terytorium kraju musi opuścić 8 marca.

Ostatecznie Swietłana zgodziła się wrócić do Delhi z Surowem. (...) 5 marca przyjechała do Delhi. (...) Wieczór spędziła w domu ambasadora Kaula [Triloki Nath Kaul, indyjski dyplomata - przyp. red.]. (...) Rano 6 marca Surow odebrał ją od Kaulów i przewiózł do sowieckiej placówki. W domu gościnnym i całej ambasadzie trwały gorączkowe przygotowania do obchodów Międzynarodowego Dnia Kobiet. Planowano wykłady i program artystyczny. Na samą myśl o strumieniach wódki, które leją się przy takich okazjach, Swietłanie zrobiło się niedobrze. Pracownice ambasady rozmawiały ciągle o zakupach i o wszystkich tych rzeczach, które kupią w Indiach, a potem sprzedadzą na czarnym rynku w Moskwie. Nic się nie zmieniło.

Wrzesień 1935 r. Swietłana siedzie na kolanach szefa NKWD, Ławrentija Berji. W tle Stalin przy pracy (fot. Eastnews)Wrzesień 1935 r. Swietłana siedzie na kolanach szefa NKWD, Ławrentija Berji. W tle Stalin przy pracy (fot. Eastnews)

Surow zabrał ją do domu ambasadora Benediktowa na obiad. Stół był suto zastawiony, ale Swietłana prawie nie tknęła jedzenia. (...) Gospodarz pogratulował Swietłanie wszystkich sukcesów, które osiągnęła podczas długiego pobytu. Był dumny z "ustępstw", które udało im się wspólnie poczynić. - Myślę, że nie macie powodów do niezadowolenia, towarzyszko.

Swietłana z trudem powstrzymała ostrą replikę, która cisnęła jej się na usta. Musiała przecież poprosić go o zwrócenie jej paszportu. - No dobrze, już jestem spakowana, prezenty dla rodziny czekają w walizkach. Mogłabym prosić o mój paszport i dokumenty?

Ku jej ogromnemu zdumieniu Benediktow poprosił Surowa o przyniesienie dokumentów. Coś takiego było wbrew przepisom. Paszporty zwracano podróżnym dopiero na lotnisku. Gafę tego kalibru można wyjaśnić wyłącznie tym, że Benediktow musiał czuć ogromną ulgę z powodu wyjazdu kłopotliwego gościa. Swietłana rozegrała swoją partię wzorowo.

Wróciła do pokoju o trzeciej po południu. Początkowo planowała zjeść kolację z Kaulami, a do amerykańskiej ambasady udać się następnego ranka. Spakowała wielką walizkę, w której umieściła rękopis i prezenty. Wyszła z budynku. Podeszła do hinduskiego wartownika, aby zapytać, jak się zamawia taksówkę. Pokazał jej, gdzie jest budka telefoniczna. Miała zamiar zadzwonić po samochód po śniadaniu. Z pewnością nikt nie podejrzewał, co Swietłana zamierza.

Spacerowała energicznym krokiem po pokoju. Wyprasowała apaszkę, podarowaną jej przez Preeti Kaul. Spojrzała jeszcze raz na prezenty, które kupiła dzieciom. Rozmyślała nad szczegółami swojego planu. Płaszcz na lewym ramieniu, drugą ręką pociągnie wielką walizkę. Potem zadzwoni po taksówkę.

Swietłana w latach '40 (fot. Eastnews)

Swietłana w latach '40 (fot. Eastnews)

Nagle zrozumiała. Dlaczego miałaby czekać? Musi to zrobić od razu. Kto wie, czy nie zmieni zdania. Rano wszędzie będzie dużo ludzi. Mogłaby spanikować. Lepiej uciec pod osłoną nocy. Ambasada sowiecka organizowała bankiet na cześć marszałka Matwieja Zacharowa, dowódcy rosyjskich sił zbrojnych. Przyjęcie z okazji Międzynarodowego Dnia Kobiet trwało w najlepsze w klubie dyplomatycznym. Wszyscy pili zapewne na umór. Benediktow i jego ludzie myślą, że Swietłana jest u Kaulów. Nikt nie będzie jej szukał. Ucieknie tego wieczoru! (...)

Nieco po szóstej wieczorem Swietłana wyszła z pokoju, aby zadzwonić po taksówkę. W budce było ciemno. Nie bez trudności wybrała numer. Dyspozytor spytał, skąd dzwoni. Ambasada rosyjska? Nie, sowiecki dom dla gości. (.) Swietłana wróciła szybko po walizkę i wskoczyła na tylne siedzenie auta.

- Zna pan drogę do ambasady amerykańskiej? - spytała.

Oczywiście, przecież to niedaleko.

Jednak zamiast zawrócić, kierowca najpierw ruszył w ciemną uliczkę, a dopiero potem skierował się bezpośrednio do budynku placówki Stanów Zjednoczonych. Zupełnie jak gdyby rozumiał zamysł pasażerki. (...)

''Zabierzcie ich stąd!''

Na korzyść Swietłany działało 10 godzin różnicy czasu lokalnego między Waszyngtonem a New Delhi. Zanim amerykańska machina dyplomatyczna zaczęła działać na pełnych obrotach, córka Stalina była już na pokładzie samolotu zmierzającego do Rzymu. Podsekretarz stanu Foy Kohler wpadł w złość, gdy dowiedział się o pochopnej decyzji ambasadora Bowlesa. Szybko podjął więc działania zaradcze.

6 marca sekretarz stanu Dean Rusk wysłał tajny telegram do Llewellyna Thompsona, amerykańskiego ambasadora w ZSRR, informując go, że Swietłana Josifowna Stalina, córka Józefa Stalina, poprosiła o azyl w Stanach Zjednoczonych. Na pokładzie samolotu komercyjnych linii lotniczych podróżowała właśnie do Rzymu w towarzystwie jednego z urzędników ambasady amerykańskiej. Nie miała jeszcze rezerwacji biletu na kolejny etap podróży.

Poinformowaliśmy ambasadora Reinhardta [amerykańskiego dyplomatę we Włoszech], że naszym zdaniem niedobrze by było, gdyby Swietłana kontynuowała podróż do USA. Powody dotyczyły zarówno kwestii politycznych, jak i jej własnego bezpieczeństwa. Uważamy, że należy dołożyć wszelkich starań, by zorganizować azyl w Szwajcarii, Hiszpanii lub we Włoszech. Poprosiliśmy więc ambasadora Reinhardta, aby zrobił, co w jego mocy, by wyjaśnić Swietłanie, że takie rozwiązanie jest w jej interesie. (...)

Swietłana decydując się na ucieczkę, zmuszona była zostawić w ZSRR dwoje dzieci - Józefa i Katię (fot. Eastnews)Swietłana decydując się na ucieczkę, zmuszona była zostawić w ZSRR dwoje dzieci - Józefa i Katię (fot. Eastnews)

Administracja amerykańska nie miała najmniejszej ochoty na przygody tego typu. Swietłanę należało zatrzymać w Europie. (...) Kiedy 7 marca o godzinie szóstej rano Swietłana i Bob Rayle wysiedli z samolotu linii lotniczych Qantas na płytę rzymskiego lotniska, Amerykanin sądził, że pobyt we Włoszech ograniczy się do szybkiej przesiadki do samolotu zmierzającego do USA. Zdumiał się ogromnie, kiedy zastępca ambasadora w Rzymie wyszedł mu na spotkanie w hali przylotów i przekazał złe nowiny.

Rayle'a poinformowano, że Departament Stanu zdecydowanie odmawia pomocy i zakazuje dalszej podróży do Stanów Zjednoczonych. Foy Kohler twierdził, że stosunki dyplomatyczne z ZSRR uległy w ostatnim czasie znacznemu ociepleniu - można było mieć nadzieję na pewien rodzaj odwilży. Rayle (i wielu jego kolegów) sądził, że wizja odwilży "jest mało prawdopodobna - to tylko nadzieja, która zrodziła się w głowie Kohlera". Decyzja urzędników oznaczała jednak, że Swietłana zostanie uziemiona. Z lotniska przewieziono ją do bezpiecznego lokum, gdzie w towarzystwie Rayle'a miała czekać na rozwój wypadków.

Kiedy admirał Henke poinformował Fanfaniego [Amintore Fanfani, ówczesny minister spraw zagranicznych Włoch - przyp. red.], że córka Stalina wylądowała tego ranka we Włoszech, minister wpadł w szał:

Zabierzcie ich stąd! I to już! Usuńcie dowody. Nie chcę żadnych śladów ich obecności!

Dobrze, będziemy utrzymywać, że strefa międzynarodowa na lotnisku obejmuje również międzynarodowe mieszkanie, w którym się tymczasowo zatrzymali - odpowiedział admirał.

Dzięki takiemu wybiegowi Swietłana i Rayle z punktu widzenia prawa wcale nie znajdowali się na terytorium Włoch. W ciągu kolejnych kilku dni amerykański Departament Stanu skontaktował się z rządami Australii i Nowej Zelandii. Oba odmówiły udzielenia azylu. RPA była skłonna się zgodzić, ale Swietłana nie chciała brać takiej możliwości pod uwagę, znając problemy tamtejszego apartheidu.

Szwajcaria wyraziła zgodę na przyjęcie Swietłany na krótki okres. Zgodę musiała jednak potwierdzić szwajcarska Rada Ministrów, a ta zbierała się dopiero za kilka dni. Opóźnienie doprowadzało włoską stronę do rozpaczy. Mimo to, jak twierdził Rayle, "admirał Henke nie miał ochoty nas deportować". Departament Stanu obiecał Włochom, że jeśli delegacja szwajcarska nie zjawi się do piątku do rana, dwoje uciekinierów natychmiast wyruszy do Ameryki.

Zanim córce Stalina udało się dotrzeć do USA, trafiła do Szwajcarii. Na zdjęciu Alliłujewa wysiada z samolotu, którym z Rzymu dotarła do Genewy 11 marca 1967 r. (fot. Eastnews)Zanim córce Stalina udało się dotrzeć do USA, trafiła do Szwajcarii. Na zdjęciu Alliłujewa wysiada z samolotu, którym z Rzymu dotarła do Genewy 11 marca 1967 r. (fot. Eastnews)

W Szwajcarii

Swietłana i Rayle zaprzyjaźnili się. W mieszkaniu był mały salon i jedna sypialnia, którą przydzielono Swietłanie. Telefon dzwonił bez ustanku. Po każdej rozmowie Rayle wyglądał coraz bardziej blado. Pozytywnie zaskoczył go za to względny spokój towarzyszki. Swietłana opowiadała później: "Przecież przez całe życie uczyłam się cierpliwości i godnej postawy w obliczu decyzji, na które nie miałam wpływu". (...)

W piątek o trzeciej nad ranem Rayle'a i Swietłanę obudziła wiadomość, że prasa dowiedziała się o ich pobycie w Rzymie. Włosi żądali ich natychmiastowego wyjazdu. Dali im pięć godzin na opuszczenie terytorium kraju. Dwoje podróżników wyruszyło na lotnisko w towarzystwie strażników i zmierzali do samolotu odlatującego do Londynu - i dalej do USA. Rayle zadzwonił do przyjaciela z ambasady, aby się pożegnać. "Nie wsiadajcie na pokład", polecił kolega. Szwajcarzy przyjechali po Swietłanę. (...)

Samolot pasażerski Vickers Viscount czekał już w odległym krańcu lotniska na wylot do Genewy. Poza załogą na pokład wsiedli tylko Rayle i Swietłana. Wystartowali o godzinie pierwszej w nocy. Swietłana leciała więc w swoją pierwszą prawdziwą podróż do Europy. Pobyt w Rzymie według oficjalnej wersji nigdy się nie odbył. (...)

Wczesnym rankiem 11 marca Swietłana "przekroczyła niewidzialną granicę między światem tyranii a światem wolności". Sprawy nie były jednak tak proste, jak mogłoby się wydawać. Przedziwna podróż drugiej połowy jej życia właśnie się rozpoczęła. Jeśli Swietłana spodziewała się, że po latach życia w cieniu ojca nareszcie uda się jej wyrwać, bardzo się myliła. (...)

Swietłanę zawieziono do zajazdu w okolicach Beatenbergu, niedaleko szczytu Jungfrau w Alpach Berneńskich. (...) Departament Stanu USA przekazał całą odpowiedzialność za Swietłanę w ręce Szwajcarów. Ci nalegali jednak, by Amerykanie czekali w pogotowiu - na wypadek nieprzewidzianych wydarzeń. Sprawą Swietłany zajął się Antonino Janner, 55-letni dyrektor Departamentu do spraw Europy Wschodniej w szwajcarskim Ministerstwie Spraw Zagranicznych. Kiedy okazało się, że całe zastępy zagranicznych dziennikarzy ruszyły w stronę Beatenbergu, Swietłanę najpierw przewieziono do schroniska prowadzonego przez siostry zakonne przy domu opieki dla księży w Saint Antoni, a potem do klasztoru wizytek w okolicach Fryburga - przez cały czas zachowując jej tożsamość w tajemnicy. Siostrom nie wolno było zadawać pytań. (...)

21 kwietnia 1967 r. Swietłana Aliłłujewa na nowojorskim lotnisku im. Kennedy'ego, tuż po swoim przylocie ze Szwajcarii (fot. Eastnews)21 kwietnia 1967 r. Swietłana Aliłłujewa na nowojorskim lotnisku im. Kennedy'ego, tuż po swoim przylocie ze Szwajcarii (fot. Eastnews)

W piątek 10 marca były ambasador, George Kennan, odebrał telefon. Dzwonił Donald ("Jamie") Jameson, przyjaciel Kennana, a zarazem ekspert od spraw ZSRR pracujący dla CIA. "Jamie", oznajmił: "Mamy tu znakomity wręcz przypadek ucieczki politycznej". Poprosił Kennana o przeczytanie pewnego rękopisu i ocenę jego treści. Chodziło oczywiście o książkę Swietłany. CIA dopilnowało, by rękopis został wielokrotnie skopiowany jeszcze w Rzymie. Jameson zapytał, czy po lekturze tekstu Kennan miałby ochotę spotkać się ze Swietłaną w Genewie.

Kennana do spotkania ze Swietłaną wskazał Chester Bowles. Napisał do Deana Ruska: "Powinniśmy traktować ją [Swietłanę] jako szansę na utrwalenie celów naszej polityki zagranicznej". Tylko ktoś taki jak Kennan mógł nawiązać odpowiednie stosunki i sprawić, że "kobieta zrozumie, jak bardzo może się przydać w procesie naprawy stosunków między ZSRR a USA". Kennan miał jej również doradzić w sprawie publikacji. "Ponieważ rozpaczliwie szuka źródła utrzymania, bardzo prawdopodobne, że w sprawie rękopisu podejmie pochopne decyzje", ostrzegał Bowles. (...)

Kiedy kopia rękopisu dotarła do Stanów Zjednoczonych i została dostarczona do domu Kennana 16 marca, były ambasador, pomimo choroby, przeczytał ją w ciągu jednej nocy. Był głęboko poruszony. Uważał, że książka jest fascynująca i że zainteresuje setki tysięcy czytelników. (...) Kennan poleciał do Szwajcarii 22 marca. Jego przyjazd trzymano w tajemnicy. Aby uniknąć wścibskich dziennikarzy, przygotował wytłumaczenie - odwiedzał córkę w szkole, do której uczęszczała, a przy okazji miał wygłosić wykład na Uniwersytecie w Genewie. Janner poinformował Swietłanę o wizycie. "To wielki zaszczyt spotkać tak znaczącą osobistość. To jeden z największych znawców spraw rosyjskich. Przyniosę pani jego książki".

We Włoszech Swietłanę zdumiała wiadomość, że USA nie chce przyjąć jej do siebie. Tym razem również nie wiedziała, czego się spodziewać po obietnicach Kennana. Kiedy uprzejmy dyplomata zjawił się w domu Antonia Jannera, pogratulował Swietłanie świetnych zapisków. Szybko stało się jasne, że czytał bardzo uważnie. Podjął już decyzję. Miał zamiar chronić Swietłanę - również przed próbami wykorzystania jej w USA jako narzędzia antysowieckiej propagandy. Jak się później okazało, w stosunkach z córką Stalina zawsze łączył dwa czynniki - "szczery podziw dla Swietłany oraz dbałość o powierzone mu obowiązki". Po latach powiedział reporterom "New York Timesa", że pomocy zaczynającej nowe życie Swietłanie musiały udzielać "osoby prywatne, a nie rządy lub osoby zainteresowane sukcesem handlowym". Jednak w praktyce za sznurki i tak pociągał Departament Stanu.

Kennan zapewnił Swietłanę, że jeśli ma ochotę wyruszyć do Stanów Zjednoczonych, na pewno znajdzie tam wydawcę. (...) 29 marca Swietłana podpisała dwa upoważnienia dla firmy Greenbaum, Wolff & Ernst - jedno dotyczyło wszelkich czynności zmierzających do załatwienia jej spraw związanych z imigracją, a drugie - przenosiło na firmę prawa autorskie do wydania książek jej autorstwa, zarówno już istniejących, jak i przyszłych. Podpisując dokumenty, Swietłana miała w głowie tylko jedną myśl: współpracuj! Wiedziała, jak świat działa w takich sytuacjach. Ktoś na górze powie jedno słowo i już cię nie ma. (...)

Swietłana w telewizyjno-radiowym show ''Meets the Press'' nadawanym z Waszyngtonu, 1969 r. (fot. Eastnews)Swietłana w telewizyjno-radiowym show ''Meets the Press'' nadawanym z Waszyngtonu, 1969 r. (fot. Eastnews)

Tymczasem szwajcarskie władze zaczęły nalegać, by Amerykanie zabrali Swietłanę z ich terytorium. Chociaż kobieta nie sprawiała kłopotów, ochrona, którą jej przydzielono, była dla Biura Spraw Zagranicznych dość dużym obciążeniem. Sekretarz stanu, Dean Rusk, zasugerował prezydentowi, Lyndonowi Johnsonowi, by ten zezwolił Swietłanie na pobyt w celach prywatnych.

Departament Stanu poinformował media, że córka Stalina przyjedzie do USA na podstawie półrocznej wizy turystycznej wydanej w oparciu o zaproszenie przesłane Rosjance przez kancelarię prawną Greenbaum, Wolff & Ernst, która chciała z nią omówić kwestie związane z wydaniem książki. Z oficjalnego punktu widzenia Departament Stanu nie miał więc ze sprawą nic wspólnego.

Nowe życie

Wczesnym rankiem 21 kwietnia Alan Schwartz wyszedł z hotelu. Swietłana czekała już w samochodzie. Mieli wsiąść na pokład samolotu linii Swissair lecącego do Nowego Jorku i odbyć podróż pod fikcyjnymi nazwiskami. Schwartz wspominał: "Na lotnisku było mnóstwo uzbrojonych strażników. Zarówno mi, jak i Swietłanie zależało, by jak najszybciej się stamtąd wydostać". W powietrzu Schwartz zapytał swoją klientkę:

- Kiedy przylecimy na miejsce, będą prosili, by coś pani zrobiła. Czy chciałaby pani, żebym mówił w pani imieniu?

- Nie, nie trzeba, sama z nimi porozmawiam - odpowiedziała Swietłana.

Pracę nad wizerunkiem Swietłany prawnicy powierzyli już jednak firmie Hill & Knowlton. Kennan spisał tekst wystąpienia, które miała wygłosić po przylocie: Przybywam do tego kraju, ponieważ muszę zacząć nowe życie poza granicami Rosji. Chciałabym też poznać nieco Stany Zjednoczone. Spotkam się tu z wieloma osobami w sprawie książki, którą napisałam. Mam nadzieję na owocną współpracę z moimi wydawcami. Nie wiem, jak długo zostanę. [...] Jestem zmęczona podróżą, chciałabym odpocząć przez kilka dni, zanim znów spotkam się z przedstawicielami mediów.

Zadaniem Kennana było tak pokierować Swietłaną, by nie zaszkodzić stosunkom Ameryki z ZSRR. Były ambasador nie znał Swietłany wystarczająco dobrze. Córka Stalina nie miała zamiaru korzystać z jego zgrabnie spisanych przemówień. Zamierzała jasno wytłumaczyć, dlaczego opuściła Rosję. Głównym powodem nie była książka, lecz chęć wyrażenia protestu przeciwko skandalicznemu traktowaniu artystów i intelektualistów rosyjskich przez rząd sowiecki.

''Córka Stalina'' Rosemary Sullivan w Polsce ukazała się nakładem Wydawnictwa Znak (fot. materiały prasowe)''Córka Stalina'' Rosemary Sullivan w Polsce ukazała się nakładem Wydawnictwa Znak (fot. materiały prasowe)

Gdyby ktokolwiek z Departamentu Stanu USA pytał Swietłanę o zdanie, kobieta wyjaśniłaby, że Kremla nie da się ugłaskać. Nic, co Amerykanie powiedzą, nie przekona Sowietów, że CIA nie "przygotowało, zorganizowało i sfinansowało" ucieczki Swietłany. Sowieccy oficjele musieli wierzyć, że córkę Stalina porwano. Nie mogli przecież przyjąć do wiadomości, że działała z własnej woli. Chcieli więc zabrać ją z powrotem. W wywiadzie udzielonym w sierpniu w domu wiceprezesa firmy Harper & Row Swietłana wyjaśniała to wszystko dziennikarzom zdumionym agresywną reakcją Kremla:

Oni nie potrafią zrozumieć, że jednostka, człowiek, istota ludzka może podejmować decyzje samowolnie. Nie rozumieją, że wyjechałam z Rosji z własnej woli, że to nie był spisek ani zorganizowana zasadzka. Taki scenariusz jest dla nich nie do pomyślenia. Przyjmują do wiadomości tylko takie działania, które wynikają z inicjatywy jakichś organizacji - z woli zbiorowej - i wpadają w złość, gdy okazuje się, że 50 lat tresowania ludności rosyjskiej wciąż nie pozwoliło im utrwalić tej niedorzecznej pochwały dla jednolitego obrazu świata, tego samego politycznego punktu widzenia. Kiedy widzą, że te 50 lat starań poszło na marne i że ludzie wciąż mają coś do powiedzenia, wpadają w straszliwy gniew.

*Fragment książki ''Córka Stalina'' Rosemary Sullivan w przekładzie Miłosza Wojtyny.

** Wybrane śródtytuły pochodzą od redakcji.


Rosemary Sullivan.
Kanadyjska poetka, pisarka i biografka.

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Zobacz także
Komentarze (17)
Zaloguj się
  • astachanowicz

    Oceniono 17 razy 13

    Niestety wypowiedź córki Stalina kończąca ten tekst jest aktualna. Cholernie aktualna, nie tylko w Rosji, ale teraz również w Polsce...

  • romikus

    Oceniono 12 razy 10

    .." że to nie był spisek ani zorganizowana zasadzka. Taki scenariusz jest dla nich nie do pomyślenia. Przyjmują do wiadomości tylko takie działania, które wynikają z inicjatywy jakichś organizacji - z woli zbiorowej"....
    W naszej Polsce jest coś takiego jak zamach Smoleński.

  • titta

    Oceniono 3 razy 3

    Jak widac sowiecka tresura nie poszla na marne. 25 lat minelo a do wladzy nadal dochodza ludzie nie wierzacy w samostanowienie jednostki i doszukijacy sie wszedzie spiskow.

  • haslotrzy

    Oceniono 3 razy 3

    Uwaga do podpisu pod jedno ze zdjęć: w 1935 roku Beria nie był szefem NKWD, był nim wówczas Gienrich Jagoda.

  • adam545

    Oceniono 1 raz 1

    Bardzo odważna kobieta ,ktorej w kazdej chwili grozila smierć

  • justas32

    Oceniono 1 raz 1

    Córka Putina też mieszka w Holandii. Ciekawe czy Putinowi nie wstyd - że nie potrafił doprowadzić Rosji do poziomu życia i wolności zwykłej Holandii . A my właśnie skręciliśmy w polityce w stronę azjatyckiej dziczy ...

  • Anna Stępień

    Oceniono 1 raz 1

    A mnie ciekawi inna rzecz. Co sie działo z jej dziećmi po jej ucieczce, skoro przez władze rosyjskie tyle jej bliskich ucierpiało to nieobawiała sie o los swoich dzieci. Dziwne

  • adam

    Oceniono 9 razy 1

    Szkoda, ze taka zgraja podlych zloczyncow (Stalin, Lenin, Dzierzynski...i wielu,wielu im podobnych takze w innych krajach) zniszczyla idee nowej, wiekszej sprawiedliwosci spolecznej. Mysle, ze nie warto pogrzebac socjalizmu...

  • callmenigel

    Oceniono 5 razy 1

    Stuj Chalina!

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX