(fot. Mateusz Skwarczek / Agencja Gazeta)

reportaż

Z wizytą u Nocnych Wilków. Kim są rosyjscy motocykliści, których nie wpuszczono do Polski?

Kiedy pojawiła się propozycja spędzenia kilku dni w moskiewskiej siedzibie Nocnych Wilków, nie mogłem jej odrzucić. Dziennikarze odwiedzają to miejsce niezmiernie rzadko, a do naszych mediów rosyjscy motocykliści są mocno uprzedzeni. Co zobaczyłem?

Nocne Wilki to rosyjski klub motocyklowy, o którym jeszcze niedawno niemal nikt w naszym kraju nie słyszał. Nawet w środowisku bikerów niespecjalnie było o nim głośno. Członkowie Wilków w większych grupach nie zapuszczali się zresztą w głąb naszego kraju, ale pojawiali się niekiedy na zlotach blisko wschodniej granicy, głównie na Mazurach. Nieco więcej mogli o nich powiedzieć organizatorzy i uczestnicy słynnych Rajdów Katyńskich - corocznych, długodystansowych wypraw szlakiem martyrologii Polaków podczas II wojny światowej. Członkowie Nocnych Wilków od kilkunastu lat czynnie wspomagają polski rajd, eskortując, pomagając przy organizacji wiz czy noclegów na terenie Rosji i Białorusi, a do niedawna także Ukrainy.

Maj 2016 r. Oświęcim. Nocne Wilki (głównie Słowacy i Czesi ) z polskimi uczestnikami Rajdu Katyńskiego złożyli wieniec w KL Auschwitz (fot. Mateusz Skwarczek / Agencja Gazeta)Maj 2016 r. Oświęcim. Nocne Wilki (głównie Słowacy i Czesi ) z polskimi uczestnikami Rajdu Katyńskiego złożyli wieniec w KL Auschwitz (fot. Mateusz Skwarczek / Agencja Gazeta)

Głośniej o klubie zrobiło się dopiero latem 2015 roku, roku okrągłej rocznicy zakończenia II wojny światowej, gdy polskie władze zdecydowały o niewpuszczeniu rosyjskiego motocyklowego rajdu na teren naszego kraju. Członkowie Nocnych Wilków, a w zasadzie ich oddziału "Drogi Zwycięstwa'' chcieli na motocyklach uczcić zwycięstwo w Wielkiej Wojnie Ojczyźnianej, podążając szlakiem II Frontu Białoruskiego z Moskwy do Berlina.

Cały rajd składał się z kilkudziesięciu motocykli, do polskiej granicy dotarło już zaledwie kilkanaście. Polskie media oceniły rajd jednoznacznie - prasa, telewizja i media społecznościowe zarzucały Wilkom skrajny nacjonalizm, bliskie związki z Putinem i mafijno-militarny charakter organizacji. Jednak głównym zarzutem było propagowanie symboli komunistycznych, co w naszym kraju jest zabronione. Część członków narodowo-patriotycznego Rajdu Katyńskiego pod wodzą komandora Wiktora Węgrzyna [pomysłodawca i organizator Rajdów Katyńskich, zmarł 17 stycznia tego roku - przyp. red.] ruszyła na granicę, aby wspierać Rosjan w ich podróży.Tu doszło także do przepychanek między polskimi motocyklistami a członkami prorosyjskiej partii Zmiana, którzy również chcieli eskortować motocyklistów. Ogromna awantura na szczeblu dyplomatycznym wisiała w powietrzu, ale Rosjan koniec końców nie wpuszczono i sprawa jakoś rozeszła się po kościach. Co ciekawe, analogiczne rajdy Rosjan przez Polskę w dwóch poprzednich latach przebiegły bez najmniejszego echa.

Główna brama do siedziby Nocnych Wilków jak z filmu ''MadMax'' - armaty, czołg i samolot robią ogromne wrażenie (fot. Lech Potyński)Główna brama do siedziby Nocnych Wilków jak z filmu ''MadMax'' - armaty, czołg i samolot robią ogromne wrażenie (fot. Lech Potyński)

Kiedy więc pojawiła się propozycja spędzenia kilku dni w moskiewskiej siedzibie Nocnych Wilków, nie mogłem jej odrzucić. Dziennikarze odwiedzają to miejsce niezmiernie rzadko, a do naszych mediów rosyjscy motocykliści są mocno uprzedzeni. Dwa lata wcześniej, przy okazji rajdu Moskwa - Berlin, jedna z polskich telewizji kręciła reportaż na temat Wilków i, w ocenie klubu, wyemitowany materiał był tendencyjny, nierzetelny, stronniczy i całkowicie wypaczający istotę imprezy. A przecież główne zarzuty - nacjonalizm, wspieranie polityki Putina, afirmacja Stalina oraz czynny udział w akcjach militarnych na Krymie czy w Donbasie - są całkowicie zasadne. Jednak według Nocnych Wilków u podstaw ich działań leżą głęboka miłość do ojczyzny i patriotyzm.

Po kilkutygodniowych negocjacjach i załatwieniu rosyjskiej wizy (to też nie jest prosta sprawa) gotów byłem do podróży. W programie miałem ekskluzywny wywiad z prezydentem Nocnych Wilków - Aleksandrem Załdostanowem "Chirurgiem", udział w celebracji jego urodzin oraz w oficjalnym nadaniu "barw" polskiemu oddziałowi, czyli grupie motocyklistów działających do tej pory jako "Drogi Zwycięstwa Polska" (klub stowarzyszony z Wilkami), która po kilku latach starań i aktywnej działalności stała się pełnoprawnym członkiem klubu.

Po naszywkach na kamizelkach wtajemniczeni poznają z jakiego oddziału człowiek pochodzi, jaki ma statut i jaką pełni funkcję (fot. Lech Potyński)Po naszywkach na kamizelkach wtajemniczeni poznają z jakiego oddziału człowiek pochodzi, jaki ma statut i jaką pełni funkcję (fot. Lech Potyński)

Dzień pierwszy

Na lotnisku Szeremietiewo ląduję wczesnym popołudniem. Plan jest napięty - zameldować się w hotelu i pędem do siedziby klubu, gdzie o godz. 18.00 zaczyna się "Choinka" - coś w rodzaju świątecznego przedstawienia dla dzieci. O 22.00 natomiast umówiony jestem z "Chirurgiem" na wywiad. Niby nic trudnego, trzeba jednak wziąć pod uwagę odległości. Z lotniska do hotelu jedzie się w najlepszym razie ponad godzinę, a z hotelu do klubu co najmniej tyle samo. Moskwa to niezmiernie rozległe miasto. Oficjalnie mieszka tu 20 milionów ludzi, nieoficjalnie - drugie tyle.

Trudności pojawiają się już na lotnisku. Telefon nie chce przełączyć się na lokalną sieć i nikt nie wie dlaczego. Tu po raz pierwszy zaznaję rosyjskiej gościnności. Zaczepiona przypadkowo starsza pani po prostu pożycza mi swój telefon, mogę więc skontaktować się z czekającym na mnie człowiekiem.

Pod "Biker Center", główną siedzibę klubu, dojeżdżamy z pewnym opóźnieniem, impreza się już zaczęła, ale ja zamiast się spieszyć, nie mogę oderwać oczu od widoku klubu z zewnątrz. Jedyne określenie, jakie przyszło mi do głowy, to cytat z filmu "Kiler", gdy "Siara" Siarzewski mówi: "Mają rozmach sku***syny!". Czegoś takiego nie widziałem jeszcze nigdy w życiu! Bramę wjazdową "zdobią" czołgi, armaty i inny ciężki sprzęt wojskowy. Całość umiejętnie podświetlona robi naprawdę duże wrażenie. Forteca z filmu "Mad Max" to mały pikuś w porównaniu z tym, jak ogrodzony jest klub. W dodatku podejrzewam, że na potrzeby filmu stworzono dekoracje z tektury i papier-mâché, ewentualnie plastiku, a tu wszystko jest prawdziwe.

Przed wejściem głównym do ''Bike Center'', oprócz monstrualnych rozmiarów motocykla, postawiono też rzeźbę wilka i prawosławny krzyż (fot. Lech Potyński)Przed wejściem głównym do ''Bike Center'', oprócz monstrualnych rozmiarów motocykla, postawiono też rzeźbę wilka i prawosławny krzyż (fot. Lech Potyński)

Porządku na bramie pilnują klubowicze w nieodłącznych kamizelkach udekorowanych naszywkami, które wtajemniczonym mówią wiele. Po nich można rozpoznać, z którego oddziału pochodzi członek klubu, jaki ma status i jaką funkcję pełni. Tę tradycję zaczerpnięto z amerykańskich gangów powstałych tuż po II wojnie światowej takich jak Hells Angels czy Banditos, ale to już zupełnie inna, chociaż równie fascynująca, historia.

Impreza jest otwarta, więc wpaść może każdy. Klub szczyci się tym, że organizuje wiele wydarzeń dla "cywilów". Pieniędzy na ten cel raczej mu nie brakuje. Na przykład pod koniec 2016 roku Wilki otrzymały kremlowski grant wysokości 3,1 mln rubli na "jednoczenie narodów słowiańskich poprzez dyplomację społeczną".

Dziedziniec siedziby Nocnych Wilków jest ogromny. Okalają go zamontowane na stałe solidne trybuny, które mogą pomieścić ponad 1000 osób. Tym razem zajęte są do ostatniego miejsca, a wśród widzów przeważa moskiewska dzieciarnia pod opieką rodziców. Nie mam wrażenia, że widzowie zdają sobie w ogóle sprawę, jak złą sławą w Europie owiane są siedziby klubów MC. Mimo przenikliwego mrozu duzi i mali bawią się doskonale, a dwugodzinne widowisko wyreżyserowane i zorganizowane jest w sposób absolutnie profesjonalny. Mechaniczne smoki, miotacze ognia i fajerwerki przeplatają się z ludowymi tańcami, wampirami, złymi i dobrymi mocami. Zawodowi aktorzy, nagłośnienie, oświetlenie i efekty specjalne musiały kosztować majątek, ale widać Wilki dobrze umieją wykorzystać kremlowskie granty. Całość kojarzy mi się z moimi młodymi latami, gdy duże zakłady pracy organizowały "choinki" dla dzieci pracowników. Tylko tu wszystko ma nieporównywalnie większy rozmach i bardzo narodowy charakter.

Widowisko w klubie było połączeniem ludowych legend z obrazkami z czasów stalinizmu (fot. Lech Potyński)Widowisko w klubie było połączeniem ludowych legend z obrazkami z czasów stalinizmu (fot. Lech Potyński)

Po przedstawieniu na placu w otoczeniu licznej świty pojawia się wreszcie prezydent klubu Aleksander Załdostanow "Chirurg". Wśród zgromadzonych wzbudza niemal euforię. Tysiące zdjęć, uścisków dłoni, tradycyjnych uścisków "na niedźwiedzia". Wygląda na to, że mój wywiad mocno się opóźni, ale Anna Komarowa - oficer prasowy "Chirurga" - pilnuje czasu. To zaskoczenie, ale Nocne Wilki są doskonale zorganizowaną instytucją pod każdym względem (przy okazji - pytania do prezydenta musiałem wysłać do akceptacji tydzień przed wyjazdem).

Tuż przed dziesiątą wieczór arena pustoszeje, a my udajemy się do jednego z pomieszczeń klubowych. Przy gorącym pikantnym naparze, w zacisznym pokoju, siadamy do rozmowy. We trójkę, bo mimo pobierania nauki rosyjskiego w podstawówce, ogólniaku i na studiach nie czuję się zupełnie pewnie w mowie Puszkina. Towarzyszy nam więc tłumaczka.

Przygotowując pytania zakładałem, że nie będzie łatwo. Przecież nie będziemy marnowali czasu na rozmowy o tym, jaki jest ulubiony motocykl "Chirurga", ile ma lat i czy dobrze czuje się w roli prezydenta klubu. Pytam więc o udział Nocnych Wilków w militarnych operacjach na Krymie, w Donbasie, o Czeczenię, o stosunek do Polski, wydarzeń związanych z Rajdem Katyńskim i niewpuszczeniem Wilków do Polski. Odpowiedzi padają szybko, bez zastanowienia. Widać, że nie jestem pierwszą osobą, która o te sprawy pyta.

Na scenie w klubowych pomieszczeniach kolejne oddziały Wilków składają podarki i życzenia urodzinowe Chirurgowi. Celebracje trwały całą noc (fot. Lech Potyński)Na scenie w klubowych pomieszczeniach kolejne oddziały Wilków składają podarki i życzenia urodzinowe Chirurgowi. Celebracje trwały całą noc (fot. Lech Potyński)

Czy walczą w Donbasie, czy pomagali na Krymie?

- Oczywiście, przecież to nasz patriotyczny obowiązek. Co prawda klub oficjalnie tam nie działał, ale przecież wszyscy klubowicze to wolni ludzie i niczego zabronić im nie można, a noszenie klubowych barw jest obowiązkowe w każdej sytuacji.

Polska?

- Kochamy ją, tylko politycy w porozumieniu z mediami usiłują niszczyć przyjaźń między narodami. Wszyscy wszak jesteśmy Słowianami i powinniśmy się razem trzymać.

Ukraina?

- To sprawka Amerykanów, ale wierzę, że nasz bratni ukraiński naród kiedyś przejrzy na oczy i połączy się ze swoją prawdziwą ojczyzną.

Putin?

- Prawdziwy mąż opatrznościowy Rosji. Zwrócił nam należne poczucie godności i odbudowuje imperium.

Stalin?

- Jest częścią naszej historii, symbolem zwycięstwa w Wojnie Ojczyźnianej, lubimy jego wizerunkiem ozdabiać nasze pojazdy.

Kto może, a raczej kto nie może zostać Nocnym Wilkiem?

- Nie przyjmujemy kobiet [jak wszystkie kluby MC - przyp. red.], ale mają one do dyspozycji damski klub "Nocne Walkirie". Również nie tolerujemy homoseksualistów ani wyznawców ortodoksyjnych sekt religijnych. Oficjalnie wspiera nas rosyjska Cerkiew prawosławna. Ale w klubie są przecież wyznawcy innych religii, jak nasi bracia z Czeczenii - muzułmanie czy katolicy. Poza tym każdy, kto ma taką wolę, może zostać naszym bratem. Trzeba jednak być jednomyślnym z naszym klubem, mieć podobny pogląd na świat, mocno czuć "braterstwo", być zdeterminowanym i mieć bardzo silną motywację.

W taksówce zaczynam się zastanawiać nad tym, co usłyszałem, i konfrontować wypowiedzi "Chirurga" ze zdobytymi do tej pory informacjami z innych źródeł. Czy nacjonalistyczna narracja wynika rzeczywiście jedynie z wyznawanych poglądów, czy jest też częścią obowiązującego wizerunku klubu? Znany moskiewski politolog Aleksiej Makarkin ocenia, że dotychczasowe rządowe subwencje dla Nocnych Wilków przekroczyły sumę 50 mln rubli. Granty tej wysokości z pewnością pozwalają bardziej kochać ojczyznę.

Nocne Wilki nie przyjmują w swoje szeregi kobiet, dlatego panie mają własny klub - Nocne Walkirie (fot. Lech Potyński)Nocne Wilki nie przyjmują w swoje szeregi kobiet, dlatego panie mają własny klub - Nocne Walkirie (fot. Lech Potyński)

Do hotelu wracam, sam nie wiem, o której godzinie, z pełną świadomością, że dopiero następnego dnia czeka mnie spore wyzwanie - urodziny "Chirurga".

Dzień drugi

Celebrowanie urodzin zaczyna się w klubie wczesnym popołudniem. W przepastnym labiryncie większych i mniejszych sal, ciągnącym się nie wiadomo jak daleko, urzędują początkowo tylko członkowie klubu. Zebrali się na tajne posiedzenie, na którym omawiane są najistotniejsze dla Nocnych Wilków sprawy, do których nie dopuszcza się osób postronnych. Jednym z punktów jest nadanie barw polskiemu oddziałowi klubu.

Krótko po zmierzchu rozpoczyna się kolejny etap urodzin. Na trybunach zasiadają wyłącznie zaproszeni goście. Tym razem żaden "cywil z miasta" bez pozwolenia tu nie wejdzie. Powtarza się show z dnia poprzedniego, ubogacony jednak o dodatkowe elementy. Na początek na plac wjeżdża garbata pobieda, znana u nas jako warszawa M20, przyozdobiona wizerunkiem Stalina i otoczona wianuszkiem diabłów, wampirów i innych wysłanników piekieł. Po krótkiej walce pobieda zostaje odbita przez prosty lud i przekazana "Chirurgowi". Następnie nadjeżdża potężna amerykańska ciężarówka, z której wysiada... Donald Trump. Tu wszystko jest możliwe. Oddycham swobodniej, kiedy Trump w imieniu swoim oraz całego narodu amerykańskiego składa jubilatowi życzenia łamaną angielszczyzną z silnym rosyjskim akcentem. Jednak sobowtór.

Przedstawienie na klubowym placu zorganizowane jest z pełnym rozmachem. Sa ziejące ogniem smoki, wampiry i .... pobieda M20 wymalowana aerografem w sceny batalistyczne i portret Stalina (fot. Lech Potyński)Przedstawienie na klubowym placu zorganizowane jest z pełnym rozmachem. Sa ziejące ogniem smoki, wampiry i .... pobieda M20 wymalowana aerografem w sceny batalistyczne i portret Stalina (fot. Lech Potyński)

Tuż przed dwudziestą impreza przenosi się do pomieszczeń klubowych. Zaproszono ponad 1200 osób i wygląda na to, że co najmniej tyle się zjawiło. Stoły uginają się pod ciężarem napojów i zakąsek. Z niedowierzaniem patrzę na całą sytuację. Przed wyjazdem wyobrażałem sobie, że - wzorem amerykańskich klubów MC - na imprezie będą królowały sex, drugs and alcohol, tymczasem muszę uczciwie przyznać, że to jeden z przyzwoitszych motocyklowych bankietów, na jakim miałem okazję być. Alkohol - owszem, cała reszta jednak jest całkowicie zakazana i wszyscy skrupulatnie przestrzegają tej zasady.

Główny punkt imprezy - życzenia i podarki dla prezydenta klubu - rozpoczyna się tuż przed 22.00. Patrzę i oczom nie wierzę! "Chirurg" na scenie, otoczony wianuszkiem najwyżej postawionych członków klubu, podejmuje kolejne delegacje: ministerstwa sportu, ministerstwa kultury, organizacji, szkół, stowarzyszeń i wszelakich instytucji państwowych oraz społecznych. A w przerwach występy chórów, poetów, pieśniarzy i innych artystów.

Prezenty robią wrażenie - samurajskie miecze od Wilków z Syberii, beczka kawioru - od oddziału z Astrachania, ikony (Rublow? To nie może być oryginał! Chociaż, kto wie? Na scenie jest też prawosławny duchowny.), dalej rzeźby, obrazy i wiele, wiele innych cennych upominków. A wszystko wręczane drżącymi z przejęcia rękoma i z oczami pełnymi łez wzruszenia. Mam wrażenie, że wszystko to jest szczere, i uwielbienia oraz szacunku, jakim darzą swojego prezydenta Nocne Wilki, nie da się podrobić. Mimo późnej pory kolejka chętnych, by złożyć życzenia, ciągnie się jeszcze długo. Przez chwilę mam wrażenie, że uczestniczę we wręczaniu czapki Monomacha carowi przez ruskich bojarów.

Klubowy bar jest dobrze zaopatrzony. Mrozu w pomieszczeniach nie ma, ale czapka uszatka zawsze dodaje barmanowi fasonu (fot. Lech Potyński)Klubowy bar jest dobrze zaopatrzony. Mrozu w pomieszczeniach nie ma, ale czapka uszatka zawsze dodaje barmanowi fasonu (fot. Lech Potyński)

I nagle przychodzi olśnienie - Nocne Wilki to niemal to samo co amerykańskie kluby MC, tyle tylko, że "obrządku wschodniego". Do spokojnej hotelowej przystani dobijam tuż po 7 rano...

Dzień trzeci

Do siedziby klubu udaję się (a jakże!) Uberem tuż po południu, bo obiecane mam rozmowy z nieco bardziej "szeregowymi" członkami Nocnych Wilków. Na głównej imprezie urodzinowej spotkałem żołnierzy z Czeczenii, bojców z Donbasu i chłopaków z Sewastopola. Jest o co wypytywać. Tu spotyka mnie rozczarowanie - wszyscy mówią to samo: obrona Matki Rosji przed wrogami, patriotyzm, poczucie słowiańskiej wspólnoty. Wróg w zasadzie jest tylko jeden - amerykański imperializm, który różnymi sposobami militarnymi (kolejne bazy NATO lokujące się na obrzeżach Rosji), gospodarczymi (embarga i sankcje) i politycznymi usiłuje pozbawić Rosję niezależności.

Wilki zapraszają mnie do udziału w kolejnej edycji rajdu Moskwa - Berlin, którą chcą organizować już wiosną, oraz na potężny międzynarodowy zlot motocyklowy na Krymie w środku lata. Podobno co roku zjeżdża tam ponad 300 tysięcy maszyn z całego świata. To taki rosyjski odpowiednik amerykańskiego "Sturgis". Panowie gwarantują pełne bezpieczeństwo, pomoc przy organizacji wiz dla mnie i innych motocyklistów z Polski, obstawę, przewodnika. Sam nie wiem, czy się wybiorę. Z jednej strony to daleko i mimo zapewnień chyba trochę niebezpiecznie, ale z drugiej strony obowiązek dziennikarski (i zapewne własna ciekawość) podpowiada, żeby samemu sprawdzić, co robią na zlotach motocykliści na Wschodzie i jak wygląda nowa rzeczywistość na Krymie. Na pożegnanie dostaję znaczek z symbolem wilka i napisem "Rosyjski motocyklista''.

Rosyjski motocykl Ural po metaloplastycznych przeróbkach. Nocne Wilki lubują się w takiej mało praktycznej, ale działającej na wyobraźnię stylistyce (fot. Lech Potyński)Rosyjski motocykl Ural po metaloplastycznych przeróbkach. Nocne Wilki lubują się w takiej mało praktycznej, ale działającej na wyobraźnię stylistyce (fot. Lech Potyński)

Na chłodno

Cztery dni spędzone w mroźnej Moskwie to zbyt mało, by poznać czy choćby częściowo zrozumieć naturalne środowisko Nocnych Wilków. Jedno stwierdzenie będzie z pewnością prawdziwe: jest inaczej niż w starej Europie, inaczej nawet niż w Polsce. Tutaj rzeczywiście można uwierzyć, że "Rosja to stan umysłu", ale czy nie da się tego samego od pewnego czasu powiedzieć o naszym kraju? W Rosji, a szczególnie jej części kultywującej imperialno-narodowe wartości, Nocne Wilki wpisują się w wizerunek motocyklisty-nacjonalisty.

A nie zawsze tak było. U zarania swojej działalności, w czasach pierestrojki na przełomie lat 80. i 90., klub zrzeszał ludzi wzorujących się na bikerach z Zachodu. Nocne Wilki dosiadały maszyn zachodnich, często harleyów, wzorem amerykańskich MC, a ich ulubionym bohaterem popkultury był Mad Max - postać kreowana przez Mela Gibsona w kultowej dla motocyklistów serii filmowych dystopii.

Z czasem jednak organizacja zaczęła ewoluować w kierunku narodowym, w dodatku mocno związanym z Cerkwią prawosławną. Trudno zrozumieć, jak można w jedną spójną całość połączyć ideologię imperialno-carskiej Rosji z tą obowiązującą w Związku Radzieckim, ale przywódca Nocnych Wilków, Aleksander Załdostanow "Chirurg", nie ma z tym większego problemu. Imperium Rosyjskie jest jedno, wielkie i niepodzielne, a prezydent Putin przy wsparciu Rosyjskiego Kościoła Prawosławnego zwrócił narodowi należną dumę. Wydaje się, że z takim poglądem zgadza się większość obywateli kraju. Z oficjalnych statystyk (sondaż niezależnego centrum Lewady z końca ubiegłego roku) wynika, że po aneksji Krymu i interwencji w Donbasie poparcie dla putinowskich działań wzrosło i za słuszne uważa je niemal 90 proc. społeczeństwa.

Co z tego że Mercedes Gelanda a nie Gazik? Wojenno-patriotycznymi scenami da się upiększyć każdy pojazd (fot. Lech Potyński)Co z tego że Mercedes Gelanda a nie Gazik? Wojenno-patriotycznymi scenami da się upiększyć każdy pojazd (fot. Lech Potyński)

Czując dobrze kierunek, w którym wieje wiatr historii, Nocne Wilki już kilkanaście lat temu symbolicznie przestały kreować się na bikerów i teraz określają się jako "rosyjscy motocykliści". Z dumą wożą się na rodzimych motocyklach marki Ural, przez dziesięciolecia używanych we wszystkich republikach Związku Radzieckiego i traktowanych jak "swoje", mimo że konstrukcyjnie jest to kopia niemieckiego BMW, do tego, delikatnie mówiąc, technologicznie odbiegająca od współczesnych standardów światowych.


Lech Potyński.
Motocyklista z długim stażem i doświadczeniem. Współzałożyciel najstarszego i największego branżowego pisma w Polsce - "Świata Motocykli" . Publikuje w nim nieprzerwanie od roku 1993. Od 2008 r. pełni też funkcję redaktora naczelnego pisma. Prywatnie miłośnik motoryzacji zabytkowej, bez podziału na kategorie. Kolekcjonuje i reanimuje z jednakowym zapałem jedno- i dwuślady.

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Zobacz także
Komentarze (21)
Zaloguj się
  • lodzermensz1

    Oceniono 12 razy 12

    Czym ten rosyjski nacjonalizm różni się od polskiego à la skrajne frakcje PIS i ONR? Właściwie niczym. To samo całkowicie bezkrytyczne uwielbienie dla własnej przeszłości, gloryfikowanie wątpliwych bohaterów, czołobitność wobec wszystkiego co owi bohaterowie zrobili, nawet jeśli było to zwykłe ku..stwo.
    Myśmy się po prostu w naszej historii nie dorobili Stalina. I to jest cała różnica. Po prostu nie było okazji - вот не получилось.

  • zagraniczny-online

    Oceniono 9 razy 7

    taka mala obserwacja, Rosjanie jezdzili trasa swoich zwyciestw podczas drugiej wojny,
    natomiast nasi motocyklisci zdecydowali sie odwiedzac miejsca martyrologii Polakow ...
    Szkoda, mozna by trase duzo lepiej zaplanowac, ja bym zaczal od Kircholmu, dalej poprzez Kluszyn, miejsc zwycieskich bitew z Rosjanami naprawde nie brakuje, koniec rajdu oczywiscie w Moskwie, pod drzwiami cerkwi Wasyla blogoslawionego, gdzie napis na drzwiach glosi od pozaru, zarazy i Polakow chron nas panie

  • wiesscar

    Oceniono 4 razy 2

    Naród rosyjski lubi rzady centralistyczne silnej ręki.
    Monarchie absolutne jak carat, rządy bolszewików z gensekiem czy obecnie rządy prezydenckie oparte o resorty siłowe.

  • janptak

    Oceniono 4 razy 2

    Zdumiewające jest to, że tak wielbią Stalina, który doprowadził do zagłady wielu milionów Rosjan. Faktem jest, że pod kierownictwem partii komunistycznej zindustrializowali Związek Radziecki, ale być może dało się to zrobić sprawniej i z mniejszą ilością ofiar, a następnie nie dać się tak sromotnie rozwalić Niemcom (wiem, ostatecznie wygrali, ale było to w sumie pyrrusowe zwycięstwo)

  • mz123

    Oceniono 2 razy 2

    Małe sprostowanie: liczba mieszkańców Moskwy wg oficjalnych statystyk 12,3 mln. Poza tym artykuł dość ogólnikowy, bez szczegółów...

  • pyosalpinx

    Oceniono 1 raz 1

    Populizm funkcjonuje wszdzie tak samo...znajdzie sie cwaniak ktory opowiada bajki o wielkim panstwie, dobrobycie, powoluje sie na narodowe symbole....i pierze mozgi imbecylom ktorzy w to wierza.....Erdogan, Kaczynski, Putin, Kim....nie ma roznicy....

  • i.l

    Oceniono 1 raz 1

    może autor zna się na motocyklach, ale dziennikarstwo słabiutkie. Szkoda było tych trzech dni, bo więcej na temat
    można znaleźć w googlach. Miało być straszno, a wyszło byle jak. Jeśli wypowiedzi są autentyczne, to są dowodem,
    że homo sovieticus ma się dobrze, bez różnicy czy na motocyklu, czy w czołgu. ,,Pierekowka dusz'' jest bardziej trwała niż jej organizatorzy. Wilki niczym nie odbiegają w swej retoryce od swich dziadków i ojców i to jest groźne.

  • popijajac_piwo

    Oceniono 15 razy 1

    "udział w (...) w oficjalnym nadaniu "barw" polskiemu oddziałowi, czyli grupie motocyklistów działających do tej pory jako "Drogi Zwycięstwa Polska" (klub stowarzyszony z Wilkami), która po kilku latach starań i aktywnej działalności stała się pełnoprawnym członkiem klubu."

    Honorowymi członkami są zapewne Ciepłe YaYco i Antoś z zespołem...

  • Anna D

    0

    Przepraszam, ale artykuł trochę o niczym.. Bardzo miło, że pan motocyklista pojechał do innych motocyklistów i tam go zaproszono na oficjalne imprezki, a potem podstawili kilku chłopaków, z którymi mógł pogadać. Nie bardzo rozumiem czego autor oczekiwał. Że go zaproszono, żeby opowiedzieć okrutną "prawdę" jak to źle i tragicznie w Rosji? Pana zaprosili, pan pojadł, pan posłuchał, fajnie, ale co z tego?
    "Trudno zrozumieć, jak można w jedną spójną całość połączyć ideologię imperialno-carskiej Rosji z tą obowiązującą w Związku Radzieckim" - tutaj cieszę się, że jednak me studia kulturoznawcze na coś się przydały i nie mam z tym problemu.
    PS. "Prezydent" to głowa państwa w języku polskim. Panu chodziło o przewodniczącego albo o prezesa, tak się tłumaczy to słowo z języka rosyjskiego.
    PS.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX