Le Corbusier

Le Corbusier (fot. Eastnews)

ludzie

Le Corbusier. Architekt, który gdyby mógł, nawet kontynenty poustawiałby inaczej

W zeszłym roku UNESCO wpisało na listę światowego dziedzictwa siedemnaście dzieł jednego architekta - Le Corbusiera. I nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby chodziło o statecznego klasyka, a nie o twórcę, którego dorobek i życiorys mimo upływu lat wciąż budzą skrajne uczucia.

Le Corbusier umarł i został pochowany ze wszystkimi honorami w 1965 roku. Od tamtego czasu usiłowano go na wiele innych sposobów pogrzebać. A on ciągle wraca, nie przestaje inspirować i bulwersować kolejnych pokoleń. Dla jednych "papież architektury", wizjoner, przepojony głębokim humanizmem. Dla innych - nieludzki demiurg, na którego można zrzucić winę za każdy problem - od cieknących dachów po przestępczość na blokowiskach.

Właśnie ukazała się biografia "Le Corbusier. Architekt jutra" pióra Anthony'ego Flinta. Rzuca ona nowe światło na człowieka, który wierzył, że może od A do Z zaprojektować otoczenie współczesnego człowieka, od fotela i kuchennego zlewu, przez samochód, mieszkanie, blok, miasto, region. Gdyby mógł, nawet kontynenty poustawiałby inaczej.

Dom, w którym pada

Jednym z obiektów, które niedawno trafiły na listę UNESCO, jest willa w podparyskim Poissy, ukończona w 1930 roku. Nieskazitelnie biała, płaska bryła unosi się na filigranowych słupach wyrastających z trawnika idealnego jak sukno na stole bilardowym. Klienci Le Corbusiera, państwo Savoye, mogli zaparkować swój samochód między słupami na parterze i suchą nogą dostać się do wejścia.

Willa Savoye'ów (fot. Valueyou / Wikimedia.org / CC BY-SA 3.0)Willa Savoye'ów (fot. Valueyou / Wikimedia.org / CC BY-SA 3.0)

Z przeszklonego holu schody prowadzą na piętro, gdzie zadziwia ultranowoczesna, funkcjonalna kuchnia oraz wielki pokój kąpielowy. Wyżej, na całej powierzchni płaskiego dachu, znajduje się taras z solarium, czyli osłoniętą od wiatru, jasno tynkowaną wnęką do opalania.

Zdjęcia willi, starannie wystylizowane pod okiem wyczulonego na punkcie wizerunku autora projektu, obiegły cały świat. Willa Savoye'ów wygląda na nich na szczyt komfortu. W końcu to Le Corbusier powiedział, że "dom jest maszyną do mieszkania", czyli posłusznym, funkcjonalnym narzędziem służącym użytkownikom. Anthony Flint opisuje jednak gehennę państwa Savoye'ów, którzy nie dość, że musieli znosić wycieczki gapiów i wielbicieli architekta, to jeszcze borykali się z wadami eksperymentalnego budynku: "Eugénie Savoye, (...) ujęła to zwięźle: ''W moim domu pada''. Woda wlewała się przez korytarz wejściowy. Ściana garażu przeciekała. Łazienka też. Wilgoć była szczególnie poważnym problemem, ponieważ syn właścicieli, Roger, miał kłopoty z płucami. Na dodatek deszcz okropnie hałasował, tłukąc w okna i inne powierzchnie willi Savoye'ów tak, że w nocy nikt nie mógł zasnąć''.

Willa Savoye'ów do dziś budzi duże zainteresowanie turystów (fot. Ing.Manga / Wikimedia.org / CC0)Willa Savoye'ów do dziś budzi duże zainteresowanie turystów (fot. Ing.Manga / Wikimedia.org / CC0)

Le Corbusier zachowywał się, jakby nie miał sobie nic do zarzucenia. Ignorował skargi albo odpowiadał na okrągło, że zawsze będzie przyjacielem swoich klientów. Można złośliwie powiedzieć, że ostatecznym przeznaczeniem dzieł Le Corbusiera jest turystyka - jego budynki nie zawsze sprawdzały się w działaniu, ale wciąż zachwycają formą.

Reżyser życia i śmierci

Jest wiele powodów, by Le Corbusiera znienawidzić. Bo za co go lubić? Z biografii Flinta wyziera potworna twarz megalomana i narcyza, który, by zrealizować swoje ambicje, jest w stanie poświęcić wszystko i wszystkich.

Jak we wspomnieniach "O architekturze i Le Corbusierze" wspominał jego polski współpracownik, Jerzy Sołtan, "Już za życia wykreował się na legendę". Legendzie pomagało znakomite pióro. Le Corbusier pozostawił po sobie mniej więcej tyle książek, ile budynków. W paszporcie w rubryce zawód wpisał nie architecte, lecz homme des lettres - literat, człowiek słowa. Architekt Lech Niemojewski nazwał jego książki "pisaną architekturą". Pierwsza z nich, "W stronę architektury", to prawdopodobnie najważniejszy tekst o tej dziedzinie, jaki powstał w XX wieku. Atrakcyjnie zilustrowany, napisany stylem, w którym agitka miesza się z czystą poezją, a trafne diagnozy z demagogicznie prostymi receptami i bojowymi okrzykami.

Le Corbusier (fot. Susleriel / Flickr.com / CC BY-SA 2.0)Le Corbusier (fot. Susleriel / Flickr.com / CC BY-SA 2.0)

"Architektura albo rewolucja" - pisał, siedząc na ubożuchnym strychu, między stosami książek a barłogiem, w którym przyjmował podrzędne prostytutki (kobiety były jego nałogiem, nie przepuszczał żadnej okazji). Jak nikt inny potrafił napompować swoje znaczenie odpowiednio wzniosłą retoryką. Uwielbiał używać liczby mnogiej - nawet gdy podczas spotkania z klientem na bieżąco wymyślał i szkicował kolejne rozwiązania. Tak jakby za gryzmołem stała armia fachowców, a nie samotna improwizacja.

Już w pierwszych latach kariery przyjął pseudonim (prawdziwe nazwisko to Charles-Édouard Jeanneret-Gris, czyli banalny Karol Edward Januszewski-Szary) i zbudował wokół swojej genealogii legendę sięgającą średniowiecza. Łaknął uwagi i cierpiał, gdy jej nie czuł. Gdy w 1935 roku pierwszy raz znalazł się w USA, spodziewał się, że po zejściu ze statku od razu oblegną go dziennikarze. Aby zaspokoić narcyza, opiekujący się nim przewodnik poprosił ulicznego fotografa, by udał fotoreportera. Następnego dnia Le Corbusier przejrzał wszystkie nowojorskie gazety, gorączkowo i bezowocnie szukając swojego zdjęcia.

Możliwe, że elementem wizerunkowej gry, wyrafinowanej automitologizacji, była nawet jego śmierć. Biografowie, łącznie z Anthonym Flintem, do dziś nie są pewni, czy utonięcie na Lazurowym Wybrzeżu było nieszczęśliwym wypadkiem starszego pana, czy też starannie wyreżyserowanym samobójstwem.

Pawilon Le Corbusiera w Zurychu - pomysłodawczynią założenia muzeum dedykowanego twórczości architekta była Heidi Weber (fot. Roland Fischer, Zürich (Switzerland) / Wikimedia Commons / CC-BY-SA-3.0)Pawilon Le Corbusiera w Zurychu - pomysłodawczynią założenia muzeum dedykowanego twórczości architekta była Heidi Weber (fot. Roland Fischer, Zürich (Switzerland) / Wikimedia Commons / CC-BY-SA-3.0)

Ofiary Le Corbusiera

Dążąc do sławy, nie wahał się umniejszać cudzych zasług. Lista ''ofiar'' jest długa. Swoją pierwszą i pewnie najważniejszą książkę, "W stronę architektury", napisał do spółki z Amédée Ozenfantem - przyjacielem i mecenasem. Ale w jednym z kolejnych wydań Le Corbusier usunął z okładki pseudonim kolegi (Saugnier) i do dziś jest ona wznawiana z pominięciem drugiego autora.

Umniejszał też rolę swojego brata Pierre'a Jeannereta, który być może nie miał takiej iskry bożej, ale przez kilkanaście lat prowadził z Le Corbusierem pracownię i sygnował jej projekty. Wielką nieobecną, której historia dopiero ostatnio zaczęła zwracać należne miejsce, była też Charlotte Perriand, faktyczna autorka lub współautorka projektów "jego" mebli. Kanciasty fotel Grand Confort do dziś jest sprzedawany (za kilka tysięcy euro sztuka) z inicjałami LC.

Fotel Grand Confort w dwóch wersjach kolorystycznych (fot. Christopher Söhngen / Wikimedia.org / CC-BY-SA-4.0)Fotel LC2 (fot. Christopher Söhngen / Wikimedia.org / CC-BY-SA-4.0)

Le Corbusierowi było też wszystko jedno, dla kogo pracuje. Kusił Rockefellera i Mussoliniego, przyjmował zlecenia od Nehru, od dominikanów i od Stalina. Zabiegał o projekty o globalnym znaczeniu: siedzibę Ligi Narodów w Genewie, Pałac Sowietów w Moskwie i - z połowicznym skutkiem - gmach ONZ w Nowym Jorku [Le Corbusier był autorem ogólnej koncepcji, projekt stworzyło gremium architektów - przyp. red.].

Podczas II wojny światowej zalecał się do rządu Vichy, który na krótko uczynił go swoim specjalistą do spraw mieszkalnictwa. Wtedy właśnie rozeszły się jego drogi z bratem i Charlotte Perriand, którzy jednoznacznie opowiedzieli się po stronie lewicy i ruchu oporu. Po wojnie Le Corbusier pomagał administracji wyzwolonej Francji. Może był niezastąpiony?

Holenderski architekt Rem Koolhaas porównał go w książce "Deliryczny Nowy Jork" do księcia z "Kopciuszka", który "wędrując od jednej metropolii do drugiej, wszędzie taszczy ze sobą kolosalny szklany pantofelek" - pomysł na idealny budynek, idealne miasto. To dlatego dziś tak łatwo przykleić mu dowolną polityczną łatkę - komunisty, faszysty, syndykalisty, przyjaciela kapitalistów. Ale jemu było wszystko jedno, z kim pracuje, dopóki miał pewność, że mecenas da mu twórczą wolność.

Kaplica w Ronchamp, jeden z projektów Le Corbusiera (fot. Valueyou / Wikimedia.org / CC BY-SA 3.0 / HAF 932 / Wikimedia.org / CC-BY-SA-1.0)Kaplica w Ronchamp, jeden z projektów Le Corbusiera (fot. Valueyou / Wikimedia.org / CC BY-SA 3.0 / HAF 932 / Wikimedia.org / CC-BY-SA-1.0)

Postać chrystusowa

Zapyta ktoś - dlaczego więc interesować się tym potworem? Trudno uciec od faktu, że żaden inny architekt w dziejach nie miał takiego wpływu na to, jak budujemy i jak mieszkamy. Le Corbusier jak nikt potrafił wskazać problemy i - dzięki charyzmie, wyczuciu formy i talentowi literackiemu - narzucić swoje rozwiązania.

W pierwszej połowie XX wieku wszyscy narzekali na to, że miasta są przeludnione, za gęste i żyje się w nich koszmarnie. Gdy II wojna światowa zrównała część z nich z ziemią i nadarzyła się szansa odbudowy bez powtarzania błędów przeszłości, Le Corbusier czekał już ze swoimi "szklanymi pantofelkami". Prefabrykowane bloki i domki tonące w zieleni, połączone siatką estakad dla samochodów. Miasta podzielone racjonalnie na strefy mieszkalne (osiedla), tereny rekreacyjne (wokół bloków i w specjalnie wyznaczonych strefach zieleni), miejsca pracy i załatwiania interesów. Skąpane w słońcu, działające jak starannie zaprojektowany, niestety dość sztywny mechanizm.

Po lewej słynna jednostka mieszkalna w Marsylii - unite d'habitation Marseilles, po prawej makieta miasta współczesnego dla trzech milionów mieszkańców - ville contemporaine (fot. Jean-Pierre Dalbéra / FLickr. com / CC BY 2.0 / Amber Case / Flickr.com / CC BY-NC 2.0)Po lewej słynna jednostka mieszkalna - unite d'habitation, po prawej makieta miasta współczesnego dla trzech milionów mieszkańców - ville contemporaine (fot. Jean-Pierre Dalbéra / FLickr. com / CC BY 2.0 / Amber Case / Flickr.com / CC BY-NC 2.0)

Le Corbusier stworzył język architektury XX wieku. Nawet gdy czerpał z cudzego repertuaru, czynił go swoim. Banalna rampa - od wieków stosowana w budownictwie - prowadząca z piętra na piętro, stawała się w jego projektach "promenadą architektoniczną", starannie zaprojektowanym doświadczeniem dla osoby, która się po niej wspina. Nie wymyślił ani foteli z giętych rurek, ani domów z żelbetowych prefabrykatów, ale pomysły te przetworzył, udoskonalił i złożył w jedną autorską całość. Płaskiego dachu też nie wymyślił, ale uszlachetnił go, czyniąc słonecznym tarasem, który pozwala cieszyć się naturą nawet w środku wielkiego miasta. Co z tego, że czasem taras ciekł?

Jerzy Sołtan we wspomnieniach "O architekturze i Le Corbusierze" pisał: "Był nieskończenie wymagający, jeśli chodzi o oddanie pracy i jej jakość. Mówił: l faut coucher avec l' architecture (Trzeba sypiać z architekturą)". Każde zlecenie traktował nieskończenie poważnie, a jego poczucie sprawczości i misji imponuje do dziś. "Żyję jak mnich i nienawidzę się pokazywać, ale noszę w sobie ideę walki" - mówił dziennikarzom podczas wspomnianej podróży po Ameryce.

Jego ulubioną książką był "Don Kichot". Zaczytywał się też w "Żywocie Jezusa" Ernesta Renana i sam kreował się na postać chrystusową, otoczoną barwnym tłumem apostołów, którzy budując na jego wzór, zanieśli dobrą nowinę na wszystkie kontynenty. Uwiedzeni przez charyzmatycznego przywódcę, mniej lub bardziej trafnie kopiowali i rozwijali jego pomysły.

Kościół Saint-Pierre w Firminy był ostatnią ważną pracą Le Corbusiera. Budowę kaplicy zakończono w 2006 r., czterdzieści jeden lat po śmierci architekta (fot. lapin.lapin / Wikimedia.org / CC BY-SA 2.0 / Richard Weil / Flickr.org / CC BY-SA 2.0)Kościół Saint-Pierre w Firminy był ostatnią ważną pracą Le Corbusiera. Budowę kaplicy zakończono w 2006 r., czterdzieści jeden lat po śmierci architekta (fot. lapin.lapin / Wikimedia.org / CC BY-SA 2.0 / Richard Weil / Flickr.org / CC BY-SA 2.0)

Jak pisał Charles Jencks w książce "Le Corbusier. Tragizm współczesnej architektury", "formy kaplicy w Ronchamp pojawiły się w budynkach banków w Los Angeles". Opływowe kształty Ronchamp odnajdziemy też w Polsce - w słynnym kościele Arka Pana w Nowej Hucie. Jednostka mieszkalna, czyli samowystarczalny, inspirowany transatlantykami i klasztorami blok, to inspiracja dla katowickiej Superjednostki. Powojenne polskie osiedla zbudowane zostały w mniejszym lub większym stopniu według recept zawartych przez Le Corbusiera w "Urbanistyce" czy "Karcie Ateńskiej". Ich autorzy mogli sobie nawet z tego nie zdawać sprawy, niczym Molierowski pan Jourdain, który nie wiedział, że całe życie mówił prozą. Ta proza architektury nowoczesnej to właśnie Le Corbusier.

Już w 1934 roku Lech Niemojewski nazwał Le Corbusiera uwodzicielem. W miesięczniku "Architektura i Budownictwo" pisał: "Nikt z tych, którzy go atakują, nie zaprzeczy, że jest on kimś. Że takich jak on nie spotyka się na ulicy co dzień. Corbusier nawet wtedy, gdy się myli, jest ciekawszy od wielu, wielu innych, którzy, jak wzorowy kasjer, nie mylą się nigdy".

W naszych czasach Watykan przyznał papieżowi prawo do pomyłki. Przyznajmy je i ''papieżowi architektury''.

Biografię Le Corbusiera ''Le Corbusier. Architekt jutra'' autorstwa Anthony'ego Flinta w przekładzie Dominiki Cieśli-Szymańskiej w promocyjnej cenie możecie kupić w Publio.pl>>


Grzegorz Piątek.
Krytyk i badacz architektury, publicysta. Autor książek, m.in. "Lukier i mięso. Wokół architektury w Polsce po 1989 roku", "Sanator. Kariera Stefana Starzyńskego", obecnie pracuje nad książką o odbudowie Warszawy. Prezes Fundacji Centrum Architektury. W 2012 roku kurator programu kulturalno-edukacyjnego "Le CorbusYear" poświęconego wpływowi Le Corbusiera na polską architekturę.

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Zobacz także
Komentarze (24)
Zaloguj się
  • dobrochnaa

    Oceniono 4 razy 4

    Architektura miast powinna wprowadzać jak najwięcej urozmaicenia, wiele fantazyjnych form. Ważne są pod tym względem projekty fasad. Nasze miasta są odrażająco szarobure, nieciekawe. Nie dość, że żyjemy w ponurym klimacie, gdzie miesięcy depresogennych jest znacznie więcej niż pozytywnie słonecznych, to ta kolorystyka jest na domiar złego depresyjna. Mamy tak wiele uczelni artystycznych, dlaczego studenci nie mogliby robić prac dyplomowych w obszarze tych miastach - ciekawe,barwne murale, małą architekturę, zdobnictwo architektoniczne...
    Miasta współczesne powinny wnosić wiele fantazji, fantazyjnych kształtów, struktur, kolorów, całych projektów jak z baśniowego, może surrealistycznego, cudownego snu. Ludzie byliby w takich miejscach lepsi...

  • apollo1966

    Oceniono 8 razy 4

    Ludzie nie zawsze umieją korzystać z pomysłów pomysłowych umysłów, takich jak Le Corbusier. On założył, że ludzie/mieszkańcy będą chcieli żyć obok siebie, a przestrzeń zostawić przyrodzie, gdzie będą gośćmi. Tak jak inni architekci tamtych czasów - Frank Lloyd Wright, Mies van der Rohe. Wierzyli w ludzi. Marzyli o wielkich miastach, gdzie gospodaruje człowiek, i cieszy się z bliskości drugiego człowieka, i o czystej naturze, która jest azylem dla ludzi i którą ludzie szanują. A tu się okazało, że człowiek nie tylko drugiego nie szanuje, ale się od niego izoluje i w końcu ma ochotę go zniszczyć, a naturę niszczy od razu, nie czekając na nic. Oskarżanie Le Corbusiera o klęskę architektury, to tak samo jak oskarżanie Nietzschego o faszyzm - bardzo głupie.

  • wuetend

    Oceniono 2 razy 2

    Warszawskiej "Żelaznej Bramy" aby nie pobłogosławił? ;-)

  • dobrochnaa

    Oceniono 1 raz 1

    Wiele pięknych projektów ale ta "jednostka mieszkaniowa" i "miasto dla milionów" to projekty, które zdecydowanie należałoby wyrzucić do kosza. W najstraszniejszym koszmarze pojawiają się tylko takie wizje miejsc, w których mogłabym mieszkać. Wyobraź sobie, że jesteś mieszkańcem tego geometrycznego, kubistycznego potworka, idealnie symetrycznego, w którym nie ma żadnych fikuśnych ozdób, żadnych urozmaiceń. Wielkie blokowisko, w którym jesteś zamknięty jak w rodzaju więziennego labiryntu - gdziekolwiek nie pójdziesz, tam przez następne kilkadziesiąt kilometrów będzie ciągnąć się niezmiennie takie samo betonowe, geometrycznie identyczne blokowisko. To jakby znaleźć się pomniejszonym w mieście z sześciennych klocków, w którym nie ma nic więcej i będziesz musiał żyć wśród tych brył .już do samej śmierci. Nie zauważyłam tam nawet miejsca na park czy chociażby większy skwer.

  • zosima

    Oceniono 1 raz 1

    To nie jest Grand Confort tylko fotel LC2. A na drugim zdjęciu nie jest żadna wersja kolorystyczna tylko fotel z betonu.

  • hatifnata

    0

    jakaś prywata w tym artykule, każdego kto umarł 100 lat temu najłatwiej zjechać i to jeszcze ze wspołczesnej perspektywy. myślę że te projekty jego są i tak dużo lepsze niż większość brył z betonu które na co dzień widujemy i chyba dobrze by było gdyby architekci mieli bardziej artystyczną wizję niż matematyczną (tak uważam). poza tym pasy zieleni i oddzielenie mieszkalnych stref od pracy trudno uznać za niegodne uwagi nawet jeśli mogą się wydawać racjonalne, nie wyobrażam sobie po prawdzie irracjonalnego projektu miasta, architektura jako dyscyplina chyba jest z zasady jakoś racjonalna, dlatego odrzucając racjonalność idąc tym tropem należałoby odrzucić w ogóle architekturę. chyba na tym etapie już jest na ta za późno a obecna budowa miast koncentrycznych jest tragiczna w polsce i skoro już istnieje architektura to można by ją chociaż jakoś wykorzystać jako antidotum

  • wentyl77

    0

    Polecam te akapity o kłopotach pogodowych klientów. Kiedyś ze Szpilek wyciąłem satyryczny rysunek, na którym dwa typki zawinięte w koce dzwonią do architekta, a w "otwartą przestrzeń" okna wali ile sił nawałnica. Widz domyśla się, że to sprawa osobista, bo trzymają w rękach strzelbę... Jednym słowem: dobra architektura do łagodnego klimatu, bezwietrznego i ciepłego, czyli nie - polskiego. W Polsce te rampy, po których wiatr hula i świszczy się nie sprawdzą, to samo tarasy na dachu (wtf?).
    W Bydgoszczy mieliśmy słynną restaurację kaskadę, zaciekle zwalczaną jako symbol PRL-u, a w duchu Corbusiera..

  • zikzik

    Oceniono 2 razy 0

    ta " jednostka mieszkanowa" w Berlinie KAPITALNA :-) , i tam chce sie mieszkac ;-)
    kapitalny "blok" - bylem specjalnie zobaczyc lata temu ... i nikt tam mieszkania nie chce sprzedac

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX