Kadr z filmu ''Sztuka kochania. Historia Michaliny Wisłockiej''

Kadr z filmu ''Sztuka kochania. Historia Michaliny Wisłockiej'' (fot. Jarosław Sosiński / Watchout Productions)

wywiad Gazeta.pl

Boczarska o Wisłockiej: Kiedy się zakochała, to ta miłość nie była jej dana. Jurek miał żonę i córkę

Wisłocka byłaby dumna z naszej emancypacji. Cieszyłaby się, że potrafimy mówić o swoich pragnieniach i że chcemy walczyć o swoje prawa - mówi Magdalena Boczarska, która w filmie ''Sztuka kochania. Historia Michaliny Wisłockiej'' wciela się w postać głównej bohaterki.

Córka Wisłockiej powiedziała ci, że mówisz dużo, tak jak jej mama, ale jesteś od niej dużo ładniejsza.

- Chodziło jej o to, że mamy podobną energię, charyzmę. Zresztą przygotowując się do roli, naoglądałam się nagrań z Wisłocką. Poza tym, co jest też dobre, producenci i reżyserka filmu Maria Sadowska z góry założyli, że nie powinnam oddawać Michaliny Wisłockiej jeden do jednego. Że bardziej chodzi o jej sposób myślenia, styl. Pozostawili mi pole do improwizacji. Starałam się oddać siebie prawdziwie, bo wiedziałam, że resztę zrobią kostium i charakteryzacja.

Kadr z filmu ''Sztuka kochania. Historia Michaliny Wisłockiej'' (fot Jarosław Sosiński / Watchout Productions)Kadr z filmu ''Sztuka kochania. Historia Michaliny Wisłockiej'' (fot Jarosław Sosiński / Watchout Productions)

Wiesz, to, czy jestem podobna do Michaliny Wisłockiej, może ocenić tylko ten, kto ją dobrze znał. A jej córka Krystyna Bielewicz powiedziała mi to jeszcze przed zdjęciami. Pamiętam, jak ważne były dla mnie te słowa, bo oprócz radości z wyzwania, jakim stała się dla mnie ta rola, towarzyszył mi też strach. Najzwyczajniejszy w świecie, taki aktorski i ludzki. Czułam ogromną presję.

Dlaczego?

- Pierwsze próby charakteryzacji były dość nieudane. Szukanie we mnie Michaliny, czyli upodobnianie mnie do niej, było żmudne. Pamiętam, że myślałam sobie: "Kurde, czy to wypali? Jak to wyjdzie?". Słowa córki były wtedy dla mnie bardzo ważne.

Często jestem pytana, co jest w tej roli najtrudniejsze. Długo odpowiadałam, że nic. Tymczasem ona jest dla mnie takim Mount Everestem. Okazało się, że wszystko w niej jest trudne.

Filmowi Stach, Michalina i Wanda - Piotr Adamczyk, Magdalena Boczarska i Justyna Wasilewska (fot Jarosław Sosiński / Watchout Productions)Filmowi Stach, Michalina i Wanda - Piotr Adamczyk, Magdalena Boczarska i Justyna Wasilewska (fot Jarosław Sosiński / Watchout Productions)

Na przykład odważne sceny erotyczne?

- Właśnie że nie. Owszem, one nie były łatwe, ale czasami trudniej jest się obnażyć emocjonalnie. Z czasem na przykład uświadomiłam sobie, że miałam ogromny strach przed zagraniem starszej kobiety [Magdalena Boczarska urodziła się w 1978 roku - przyp. red.]. W filmie poznajemy co prawda młodą Wisłocką podczas wojny, ale akcja toczy się do lat 80. W takiej sytuacji  bardzo łatwo przesadzić, przerysować, przepostaciować. Miałam momenty, kiedy oglądaliśmy nagrania, a ja mówiłam: "Kurczę, przekupa z bazaru!". Że to nie ten rodzaj emocji i energii, że jest za mało szlachetnie. Albo za mało charyzmatycznie, albo że mam za młody głos. Proces pracy nad starszą postacią był dla mnie największym wyzwaniem.

Jaka naprawdę była Wisłocka?

- To była niesamowita postać o tragicznym życiorysie. Tak pięknie mówiła o seksie, tak bardzo potrafiła pomagać innym osobom, a tak bardzo była we własnym życiu nieszczęśliwa. Kiedy spotkała mężczyznę, w którym się zakochała, to ta miłość nie była jej dana. Jurek miał żonę i córkę, a ponieważ Wisłocka miała doświadczenie życia w trójkącie, nie chciała powielać tego schematu. Nie chciała też krzywdzić rodziny Jurka, więc po prostu się wycofała.

W roli Jurka w ''Sztuce kochania...'' wystąpił Eryk Lubos (fot Jarosław Sosiński / Watchout Productions)W roli Jurka w ''Sztuce kochania...'' wystąpił Eryk Lubos (fot Jarosław Sosiński / Watchout Productions)

Jej córka mówiła w wywiadzie, którego udzieliła Violetcie Ozminkowski, autorce książki "Sztuka kochania gorszycielki", będącej inspiracją do filmu, że Michalina umiała kochać, ale nie umiała żyć. Zaproponowała mężowi trójkąt, do którego zaprosiła swoją najlepszą przyjaciółkę i przez parę lat mieszkali razem.

- Wymyślenie i zbudowanie emocjonalnego trójkąta w latach powojennych, takiego, w którym każda ze stron ma równe prawa, to dowód na to, że nie była ofiarą zachcianek swojego męża. Świadomie stworzyła sytuację, w której ona nawiązała z mężem porozumienie psychiczne, sporo rozmawiali o leczeniu i badaniach, a przyjaciółka zaspokajała jego seksualne potrzeby.

Wisłocka, która wtedy za seksem nie przepadała, skupiła się na pracy. Miała poczucie misji, podobnie jak Religa w "Bogach".

- Trudno uciec od tych skojarzeń. Oba filmy mają tych samych producentów i opowiadają o lekarzach, którzy jednocześnie byli społecznikami. Żartuję, że "Bogowie" to fabuła o lekarzu, który leczył mięsień sercowy, a "Sztuka kochania" o lekarce, która też leczyła serce, ale od środka. To film o miłości. Widzę w nim piękną kontynuację historii Religi. "Bogowie" opowiadają o silnym mężczyźnie, a "Sztuka kochania" o niezwykle odważnej kobiecie.

Kadr z filmu ''Sztuka kochania. Historia Michaliny Wisłockiej'' (fot Jarosław Sosiński / Watchout ProductionsKadr z filmu ''Sztuka kochania. Historia Michaliny Wisłockiej'' (fot Jarosław Sosiński / Watchout Productions

Ta odważna kobieta miała niełatwe relacje z córką. Krystyna Bielewicz wspominała, że mamy ciągle nie było. Opowiadała też, że mama przed "pierwszym razem" przecięła jej błonę dziewiczą, bo bała się bólu. Analizowałaś twoją bohaterkę jako matkę?

- Nie wnikałam w to i nie chcę Wisłockiej oceniać. Jej córka powiedziała coś bardzo interesującego - że była okropną matką, ale fantastycznym przyjacielem, więc sporą część życia przeżyły jako przyjaciółki. Potem była cudowną babcią, więc myślę, że spłaciła dług wobec córki. Pamiętajmy, że żyła w innych realiach i nie oceniajmy jej z perspektywy dzisiejszych czasów. Na przykład dzisiaj, kiedy ktoś uderzy dziecko, od razu jest afera i uważam, że słusznie - nie jestem zwolenniczką bicia dzieci. Ale kiedyś wyglądało to zupełnie inaczej. Sama jestem dzieckiem, które niejednokrotnie dostało pasem w tyłek i wtedy było to normalne. Więc nie oceniajmy.

Wisłocka szła pod prąd. Rozdawała prezerwatywy, mówiła kobietom, jak czerpać radość z seksu.

- Nie nazwałabym tego pójściem pod prąd. Myślę, że po prostu była kobietą, która znacznie wyprzedzała swoje czasy. Była nieprawdopodobnie nowoczesna.

Kadr z filmu ''Sztuka kochania. Historia Michaliny Wisłockiej'' (fot Jarosław Sosiński / Watchout Productions)Kadr z filmu ''Sztuka kochania. Historia Michaliny Wisłockiej'' (fot Jarosław Sosiński / Watchout Productions)

I waleczna. Przez długie lata zabiegała o wydanie "Sztuki kochania".

- Wisłocka jak mało kto wiedziała, że taka książka się Polakom należy. Rozumiała doskonale, że brak szczęścia w sferze rodziny, seksu czy partnerstwa rzutuje na wszystko, wpływa na wszystkie nasze relacje. Szczególnie teraz mam poczucie, że film o takiej bohaterce nam się należy. Gdy pracowaliśmy nad nim, doszło do czarnego protestu. A przecież wcześniej nikt z nas się tego nie spodziewał. Kiedy dostałam propozycję zagrania Wisłockiej, pomyślałam wręcz sobie, że to rewelacyjna postać, tylko kogo ona będzie interesować?

Myślisz, że Wisłockiej podobałaby się solidarność kobiet? Że poparłaby czarny protest?

- Byłaby dumna z naszej emancypacji. Cieszyłaby się, że potrafimy mówić o swoich pragnieniach i że chcemy walczyć o swoje prawa. Tak, byłaby z tego dumna. Gdyby żyła w naszych czasach i zobaczyła, co się dzieje, pewnie wzięłaby parasolkę i zaczęłaby nią wymachiwać, może nawet kogoś nią okładać.

Ostatnio stwierdziłam, że Wisłocka nie tylko się dziś przewraca w grobie, co kręci piruety z wku*wu na tę sytuację. Razem byśmy szły w czarnym marszu.

Kadr z filmu ''Sztuka kochania. Historia Michaliny Wisłockiej'' (fot Jarosław Sosiński / Watchout Productions)Kadr z filmu ''Sztuka kochania. Historia Michaliny Wisłockiej'' (fot Jarosław Sosiński / Watchout Productions)

Ty szłaś dlatego, że czujesz wk*rw?

- Tak. Ten protest pokazał, jak bardzo Polki potrafią się zjednoczyć. Na czarnym marszu były przecież przedstawicielki różnych idei. Ten protest połączył nas ponad podziałami i pokazał, że miarka się przebrała. Że nie można mieszać w naszych prawach. Kobietom po prostu się ulało. Powiedziały: dość i basta!

Wkurza mnie, że ludzie, którzy utożsamiają się z czarnym protestem, są przedstawiani przez osoby ortodoksyjne jako zwolennicy aborcji. Nic bardziej mylnego. Ludziom rozum odebrało. Chcę wyraźnie powiedzieć jedną rzecz - nie jestem zwolenniczką aborcji na życzenie, ale wychodzę z założenia, że jeżeli ktoś jest zdeterminowany, to aborcję zrobi, niezależnie od zasobów finansowych. Uważam, że to jest sprawa sumienia i że nie wolno człowieka oceniać do momentu, kiedy się nie znajdziemy w jego skórze.

Nie boisz się mówić o swoich poglądach?

- Nie odcinam się od nich. Choć oczywiście nie twierdzę, że trzeba nimi epatować. Bycie osobą publiczną jest pewnego rodzaju przywilejem i jeżeli mój głos może się do czegoś przydać, to moim obowiązkiem jest powiedzieć, jakie mam zdanie, szczególnie jeśli je mam.

Kadr z filmu ''Sztuka kochania. Historia Michaliny Wisłockiej'' (fot Jarosław Sosiński / Watchout Productions)Kadr z filmu ''Sztuka kochania. Historia Michaliny Wisłockiej'' (fot Jarosław Sosiński / Watchout Productions)

Uważam, że zwłaszcza teraz, kiedy zagrałam taką postać, nie wypada mi milczeć. Nie twierdzę przy tym, że aktor zawsze musi się wypowiadać i utożsamiać ze swoją rolą, ale w tym wypadku nie wypada mi inaczej. Jeśli będzie kolejny czarny marsz, to znowu w nim pójdę.

Jesteś uparta jak Wisłocka. A co was różni?

- Nie umiem znaleźć takiej cechy. Ja ją bardzo pokochałam i bardzo starałam się ją zrozumieć, obronić. Może mamy inny gust, ale to chyba jedyna różnica. Wisłocka jest mi bardzo bliska. Trudno, żeby było inaczej, przecież żyłam z nią ponad rok. Gdybym zagrała na przykład morderczynię, mogłabym się odcinać od roli. Ale zagrałam kogoś, kto zrobił tak wiele dobrego dla innych, kogoś, z kim się totalnie identyfikuję w kwestii poglądów.

Poza tym Wisłocka była kobietą, która w powojennych czasach doskonale wiedziała, że chce być naukowcem. To było wtedy bardzo niepopularne. W dodatku chciała pójść na ginekologię, prowadzić badania, pomagać kobietom. I temu się absolutnie poświęciła. Składam hołd jej misji, społecznictwu, determinacji.

Kadr z filmu ''Sztuka kochania. Historia Michaliny Wisłockiej'' (fot Jarosław Sosiński / Watchout Productions)Kadr z filmu ''Sztuka kochania. Historia Michaliny Wisłockiej'' (fot Jarosław Sosiński / Watchout Productions)

Ty byłabyś w stanie tak się poświęcić dla innych?

- Powiem tak - aktorstwo to jest misyjny zawód. Oczywiście wciąż nie poświęcam się dla innych, ale można powiedzieć, że dla Miśki trochę się poświęciłam przez ostatni rok. Zrobiłam to dlatego, bo uważam, że takiej bohaterce film się należy. Mam też nadzieję, że ten film wywoła dyskusję o sytuacji kobiet, o ich prawach.

Ja po obejrzeniu filmu miałam smutną refleksję, że od lat 70. niewiele się w Polsce zmieniło w podejściu rządzących do spraw związanych z seksem. Znów chcą decydować, co nam wolno, a co nie.

- Jest niestety jeszcze gorzej niż w czasach Wisłockiej. Obawiam się, że dzisiaj dopiero byłaby gnębiona. My, Polacy, wciąż nie odrobiliśmy lekcji z Wisłockiej, dlatego powstała kampania "Kochanie to sztuka". Mamy bowiem ogromny problem z mówieniem o seksie.

Kadr z filmu ''Sztuka kochania. Historia Michaliny Wisłockiej'' (fot Jarosław Sosiński / Watchout Productions)Kadr z filmu ''Sztuka kochania. Historia Michaliny Wisłockiej'' (fot Jarosław Sosiński / Watchout Productions)

Z czego to wynika?

- Może z naszej dulszczyzny? Ludzie nie przejmują się tym, że nie mają odpowiedniej wiedzy, boją się tego, że zostaną wzięci za zboczeńców. Może trudno o tym mówić na pierwszej randce, ale kiedy dopuszczamy kogoś do naszego serca, powinniśmy z nim szczerze rozmawiać, także o intymnych sprawach. Wisłocka jak mało kto rozumiała, że tylko tak zbudujemy szczęśliwe relacje. Twierdziła, że seks jest niezbędnym składnikiem udanego związku. Ale podkreślała też, że sam seks nie wystarczy i sam na dłuższą metę szczęścia nie przyniesie.

Też tak uważasz?

- Tak. Należę do osób stałych w uczuciach. Nie wiem, czy powinnam się z tego zwierzać, ale nie zdarzyła mi się przelotna przygoda. U mnie zawsze kolejność była taka: motyle w brzuchu, zakochanie, pierwsze dwie randki, pocałunek. W tych sprawach, jak widzisz, jestem dość tradycyjna.

Kadr z filmu ''Sztuka kochania. Historia Michaliny Wisłockiej'' (fot Jarosław Sosiński / Watchout Productions)Kadr z filmu ''Sztuka kochania. Historia Michaliny Wisłockiej'' (fot Jarosław Sosiński / Watchout Productions)

A czytałaś "Sztukę kochania"?

- Przeczytałam ją w pełni świadomie dopiero wtedy, gdy wiedziałam, że zagram Wisłocką.

Nie wydała ci się momentami nieco archaiczna?

- Nie zapominaj, że ta książka została wydana ponad 40 lat temu! Mimo to jest nadal bardzo aktualna. Owszem, życie poszło do przodu, ale na przykład rozdział o myciu się, tak bardzo komentowany przez osoby czytające książkę, jest nadal bardzo "na czasie". Badania pokazują, że z higieną bywa u nas różnie.


Książkę ''Sztuka kochania'' Michaliny Wisłockiej w promocyjnej cenie możecie kupić w Publio.pl>>>

Magdalena Boczarska. Pochodzi z Krakowa, skończyła Państwową Wyższą Szkołę Teatralną im. Ludwika Solskiego. Aktorka teatralna i filmowa. Zagrała m.in. w "Różyczce", "Bejbi blues", "W ukryciu" oraz "Sztuce kochania", w której wciela się w znaną seksuolog Michalinę Wisłocką. Zdobywczyni wielu nagród filmowych. Prywatnie związana z Mateuszem Banasiukiem.

Angelika Swoboda. Dziennikarka magazynu Weekend.Gazeta.pl. Zaczynała jako reporterka kryminalna w "Gazecie Wyborczej", pracowała też w "Super Expressie" i "Fakcie". Pasjonatka mądrych ludzi, z którymi chętnie rozmawia zawsze i wszędzie, kawy i sportowych samochodów.

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Komentarze (47)
Zaloguj się
  • mapi7

    Oceniono 17 razy 9

    Michalina Wisłocka to WIELKA rola Magdaleny Boczarskiej! Film - FANTASTYCZNY!!!!!

  • wiesscar

    Oceniono 16 razy 8

    "Różyczka" - wczoraj na Polsat obejrzałem. Piękny.
    "Bogowie" - bez tej aktorki. Piękny.
    Coś się dzieje ciekawego w polskim kinie.

  • niki1611

    Oceniono 8 razy 6

    BARDZO LUBIĘ PANIA BOCZARSKĄ I ZAWSZE BĘDĘ JEJ KIBICOWAĆ. NIESTETY TE NIEKTÓRE KOMENTARZE TO TAKIE NASZE KOŁTUŃSTWO

  • glinda53

    Oceniono 14 razy 6

    Pani Magdaleno kobiety ,ktore NIE "na zyczenie" zachodza w ciaze powinny miec prawo na zyczenie sie jej pozbycia......uzywanie na zyczenie jest uproszczonym do prawa do jej wyboru .......................

  • mietekkowalski

    Oceniono 14 razy 6

    Wszystko fajnie, ale co do marszu to zobaczcie co się stało w .Najnowocześniejszej partii w kraju po aferze ze zdjęciem Rysia. Twarz straciła Lubnauer, a Schmidt (podobno stanowisko), czy coś się stało Petru? W KODzie rządzi Kijowski, który nie placi wszystkich zasadzonych alimentów, wiec tutaj szacunek wobec matki swoich dzieci też jakby kuleje. Jak juz panie protestujecie (slusznie) to zobaczcie kto się podłącza pod protest i czy aby na pewno będzie po zdobyciu władzy realizował wasze postulaty.

  • hhesse

    Oceniono 5 razy 5

    Byłam dziś w kinie na "Sztuce kochania". Czapki z głów dla gry pani Magdaleny! Bardzo polecam. Film o niezwykłej kobiecie, jej determinacji, też o jej pogmatwanym życiu. Warto było poznać Ją lepiej dzięki filmowi.

  • mariola_g40

    Oceniono 9 razy 5

    Sporo komentarzy negujących opinię Boczarskiej, że Wisłocka poszłaby na Czarny Protest, czy ogólniej- że stanęłaby po tej samej stronie... Skąd to przekonanie Boczarskiej? Bo o postawie Wisłockiej świadczy nie tylko książka, którą napisała! O postawie Wisłockiej świadczy jej życie. Za nic nie uwierzę, że tak mogłoby się jej poprzewracać w głowie, że najpierw starała się kobiety wyemancypować, a potem stanęłaby ramię w ramię z tymi, którzy mają chęć je ubezwłasnowolnić.
    A swoją drogą naprawdę trudno mi zrozumieć, jak to jest możliwe, że ten, co o wierze i miłości gada, ma w sobie tyle nietolerancji i pomiata drugim człowiekiem.

  • wiesscar

    Oceniono 4 razy 4

    Podobala mi sie Rozyczka. Ogladalem dwa dni temu na Polsacie.

  • moro11

    Oceniono 2 razy 2

    Polskie kobiety a przede wszystkim "CHŁOPY" !!!!, powinni walczyć o możliwość zakupu,w razie KONIECZNOŚCI..., w aptece "od ręki" ,w przystępnej cenie ,tzw. tabletki "dzień PO" !!!! Aborcja w Polsce była by prawie ZNIKOMA.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX