Prof. Deborah Lipstadt

Prof. Deborah Lipstadt (fot. materiały prasowe)

wywiad Gazeta.pl

Deborah Lipstadt: Obawiam się, że rewizjoniści Holocaustu wkrótce powrócą

Kiedy słyszę, że Donald Trump jest jak Hitler, myślę: ''To nie jest takie proste'' - mówi nam Deborah Lipstadt, oskarżona o zniesławienie przez człowieka, który zanegował Holocaust. Rozmawiamy z nią nie tylko o sądowej batalii o prawdę o Zagładzie, ale i postprawdzie oraz rosnącej w siłę prawicy.

W 1998 roku David Irving, publicysta, autor książek historycznych, jeden z czołowych rewizjonistów Holocaustu, pozwał amerykańską historyk Deborah Lipstadt i jej wydawcę Penguin Books o zniesławienie. Lipstadt w swojej książce "Denying the Holocaust: The Growing Assault on Truth and Memory" oskarżyła Irvinga o szerzenie kłamstw na temat Zagłady Żydów. Prawie 20 lat po tamtych wydarzeniach wchodzi do kin film "Kłamstwo" Micka Jacksona z Rachel Weisz i Timothym Spallem, który przybliża kulisy sądowej batalii o prawdę na temat Holocaustu.

Małgorzata Steciak: Skąd bierze się w człowieku potrzeba wypierania prawdy?

Deborah Lipstadt: - Istnieje coś takiego jak koncepcja teorii spiskowych, przekonanie, że oficjalna wersja wydarzeń to wyłącznie przykrywka dla wielkiego spisku, który jest trzymany przed światem w tajemnicy. Antysemityzm jest jedną z najsłynniejszych teorii spiskowych. To forma uprzedzenia, podobnie jak rasizm, ale jej źródło nie leży w przekonaniu, że Żydzi są słabsi albo gorsi, tylko że są potężni i niebezpieczni. Ludzie są niewyobrażalnie podatni na tego typu bzdury, szczególnie w Stanach Zjednoczonych.

Rewizjonizm Holocaustu powstał w oparciu o taki mechanizm?

- Rewizjonizm Holocuastu jest teorią spiskową. To antysemityzm, któremu nazistowska ideologia dała kształt i sens. Jest niebezpiecznym połączeniem uprzedzeń i wiary w nazistowskie teorie o czystości rasy z przekonaniem, że Żydzi są w istocie potężni i podstępni. I to oni wyrządzili Niemcom niewyobrażalną krzywdę, zrzucając na nich winę za zbrodnie, których ci nie popełnili. Trzecia Rzesza nie była wcale taka zła, a właściwie to może naziści byli całkiem kulturalnymi, miłymi ludźmi?

Jeżeli ktoś ma tak spaczone spojrzenie na rzeczywistość, nie przekonają go nawet tysiące stron niezbitych dowodów. On będzie wiedział lepiej.

Pani do walki z Davidem Irvingiem, jednym z czołowych negacjonistów, została niejako zmuszona. W "Kłamstwie" w jednej ze scen Irving wdziera się na pani wykład i obiecuje tysiąc dolarów nagrody za namacalny dowód, że Holocaust miał naprawdę miejsce. Jak walczyć z takimi populistami?

- To było dla mnie największe wyzwanie. Kompletnie nie wiedziałam, jak się zachować. Jak dyskutować z antysemitą, rasistą, homofobem? Jak zmierzyć się z kimś, kto bezczelnie kłamie? Zwracając uwagę na negacjonistę, robisz mu niepotrzebną reklamę. Walcząc z nim, kwestionując jego słowa, dodajesz jego argumentom mocy, sprawiasz, że stają się przedmiotem akademickiej dyskusji. Z drugiej strony, jeśli zdecydujesz się na zignorowanie kłamcy, mimowolnie doprowadzasz do sytuacji, w której mówienie nieprawdy uchodzi komuś na sucho.

Prof. Deborah Lipstadt (z prawej) i wcielająca się w jej rolę w filmie ''Kłamstwo'' Rachel Weisz (fot. materiały prasowe)Prof. Deborah Lipstadt (z prawej) i wcielająca się w jej rolę w filmie ''Kłamstwo'' Rachel Weisz (fot. materiały prasowe)

Co pani czuła, kiedy Irving pozwał panią o zniesławienie?

- Kiedy spotkałam się z moim prawnikiem Anthonym Juliusem w jego biurze jeszcze przed procesem, powiedziałam mu, że chcę zniszczyć tego człowieka. Byłam tak wściekła. A on powiedział mi wtedy: "Deborah, to nie jest takie ważne". Nie mogłam tego zrozumieć. Pytałam: "Anthony, pracujesz nad tą sprawą za darmo, poświęcasz jej swój czas i energię, jak możesz mówić, że to nie jest ważne?". A wtedy on powiedział coś, co mi utkwiło w pamięci na całe życie: "Pomyśl o walce z Davidem Irvingiem jak o wdepnięciu w gó*no na ulicy. Ta kleista, śmierdząca maź nie ma większego znaczenia, chyba że nie zmyjesz jej z butów od razu, wniesiesz ją do domu i pobrudzisz sobie nowy dywan w salonie. Kiedy w twoim domu są ślady gó*na, masz problem. Musisz wyczyścić podłogę, oddać dywan do pralni albo go wyrzucić. To jest nieprzyjemny i czasochłonny proces. Można go uniknąć, jeśli wytrzesz gó*no z butów, zanim wejdziesz do domu". Te słowa towarzyszyły mi podczas całego procesu.

To prawda, że zachęcano panią, by rozwiązać tę sprawę poza sądem? Pójść na ugodę?

- Namawiała mnie do tego grupa brytyjskich Żydów - w Wielkiej Brytanii toczył się proces. Oni mieli swoje powody. Byli przestraszeni. Brytyjska społeczność żydowska jest bardzo mała i stara się nie wchodzić nikomu w drogę. Oni nie kłócą się, nie wywyższają. Idą na nie zawsze wygodne kompromisy, by zaskarbić sobie czyjąś przychylność albo po prostu mieć święty spokój. Bali się, że Irving zyska zainteresowanie mediów i dzięki procesowi wypromuje się. Przekonywali mnie, że nie jest tego wart, że nawet jeśli przegra, zdobędzie to, na czym mu zależy, czyli rozgłos.

Do ugody namawiali mnie też moi koledzy po fachu, wybitni historycy, którzy uważali, że proces jest po prostu stratą czasu. Twierdzili, że wszyscy wiedzą, że Irving jest kłamcą i należy go zignorować. Ja jednak nie mogłam sobie na to pozwolić.

Davida Irvinga w ''Kłamstwie'' zagrał Timothy Spall (fot. materiały prasowe)Davida Irvinga w ''Kłamstwie'' zagrał Timothy Spall (fot. materiały prasowe)

Rozprawa przyniosła Irvingowi rozgłos, ale kompletnie ośmieszyła go w oczach opinii publicznej. Jak wyglądało dociekanie prawdy podczas procesu?

- Nie zrobiliśmy nic niezwykłego, po prostu analizowaliśmy każdy przytoczony przez niego cytat ze źródłem. Irving twierdził na przykład, że ma dostęp do dokumentu, z którego wynika, że Hitler przebudził się w środku nocy, gdy trwała "noc kryształowa", i kiedy dowiedział się, co się wydarzyło, miał powiedzieć: "Zatrzymajcie to szaleństwo". Okazało się, że w rzeczywistości Irving cytuje teleks, na którym w istocie było napisane: "Podpalanie żydowskich sklepów ma zostać zatrzymane". Ogień nie wybiera - mógł rozprzestrzenić się na domy nie należące do Żydów.

Nie stosowaliśmy żadnych prawniczych sztuczek, nie uciekaliśmy się do podstępu. Po prostu sprawdziliśmy przypisy (śmiech). Sprawiliśmy w ten sposób, że Irving wyszedł na głupka.

Ale gdyby mnie nie pozwał, nikt nie poświęciłby tyle energii na dociekanie prawdy o Holocauście. Bo kto ma czas, żeby udowadniać winę każdemu kłamcy? Nie po to poszłam na studia i spędziłam tyle czasu na uczelni, żeby pochylać się nad twórczością ludzi,  którzy którzy szerzą plotki i oszczerstwa. Moim zadaniem jest otwierać umysły, zapełniać białe plamy historii, odkrywać nowe fakty. Nigdy w życiu nie chciałoby mi się udowadniać, że David Irving jest kłamcą. To on zmusił mnie, żeby poświęcić mu czas i w konsekwencji kompletnie ośmieszyć jego tezy.

Wyobrażam sobie, że trudno było pani powstrzymać emocje podczas procesu. Pani prawnicy podjęli kontrowersyjną decyzję, by nie zeznawała pani w procesie i nie rozmawiała z prasą.

- To było nie do wytrzymania! Przyjaciele, którzy znają mnie od lat, twierdzili potem, że moje milczenie było aktem nieludzkiego wysiłku. Jestem straszną gadułą.

Ufała pani prawnikom, że obronią panią bez pani udziału?

- Nabrałam zaufania z czasem. Ale szybciej niż sugeruje to film.

Kadr z filmu ''Kłamstwo'' (fot. materiały promocyjne)Kadr z filmu ''Kłamstwo'' (fot. materiały promocyjne)

Dlaczego nie powołaliście na świadków ocalałych z Zagłady?

- Z kilku ważnych powodów. Przede wszystkim to nie była manifestacja ani lekcja historii, tylko proces. Musieliśmy zdecydować, co będzie najlepszą strategią prawną.

Inna sprawa, że kiedy sprawa trafiła do sądu, nie było już zbyt wielu naocznych świadków procesu zabijania. Na przykład niewielu członków Sonderkommando przeżyło wojnę, nie mieliśmy możliwości, by powołać świadka, który zeznałby, że widział, jak zamykano ludzi w komorach gazowych i zabijano ich cyklonem B. Mieliśmy za to kontakt z wieloma osobami, które chciały zeznawać, że w obozie rozdzielano je z rodzinami, że ludzie byli transportowani do miejsc, z których nigdy nie wracali. Nie chcieliśmy jednak, by Irving, który w procesie reprezentował sam siebie, miał możliwość upokorzenia ocalałych. Ci ludzie przeżyli piekło, a jest bardzo łatwo manipulować emocjonalnie osobą, która doświadczyła traumy.

Nie potrzebowaliśmy ich zeznań, by udowadniać, że zagłada milionów Żydów w trakcie II wojny światowej miała miejsce. To przecież zostało historycznie dowiedzione.

Już po tym, jak wygraliśmy proces, zdałam sobie sprawę z jeszcze jednej kwestii powodu.

Jakiej?

- Kiedy odejdą już ostatni świadkowie, czy wtedy ludzie głoszący rewizjonizm Holocaustu będą mogli bezkarnie podważać wiarygodność wydarzeń II wojny światowej? Obroniliśmy się, bazując wyłącznie na dokumentach z tego czasu. Skorzystaliśmy również z zeznań świadków, ale spisanych jeszcze w latach 40., tuż po wojnie.

Świadkowie Holocaustu nie mieli do państwa pretensji, że nie pozwoliliście im zeznawać?

- Niektórzy tak, inni - nie. Pewien mężczyzna podszedł do mnie niedawno i powiedział, że jest bardzo rozczarowany, że świadkowie nie mogli zeznawać na naszą korzyść. Zapytałam go: "Widział pan, co się wydarzyło pod koniec procesu?". "Co pani ma na myśli?", dopytał, wyraźnie zbity z tropu. "Odnieśliśmy ogromne zwycięstwo".

Kadr z filmu ''Kłamstwo'' (fot. materiały promocyjne)Kadr z filmu ''Kłamstwo'' (fot. materiały promocyjne)

Myśli pani, że wasze zwycięstwo na dobre zniechęciło innych rewizjonistów Holocaustu do głoszenia swoich poglądów?

- Dzisiaj jest coraz mniej negacjonistów, ale obawiam się, że wkrótce powrócą. Świat od kilku lat wyraźnie skręca w prawo, wybory na całym świecie wygrywają konserwatyści. Nawet w Niemczech coraz większą popularność zyskuje partia nacjonalistyczna Alternatywa dla Niemiec (AfD). Nie dalej jak kilka dni temu przeczytałam w "The New York Times", że jej członek, Björn Höcke, podczas swojego przemówienia w Dreźnie otwarcie namawiał do zmiany w niemieckiej kulturze pamięci i nazwał Pomnik Pomordowanych Żydów Europy w Berlinie "pomnikiem hańby".

Myśli pani, że obecne nastroje przypominają te z lat 30. XX wieku?

- Nie wiem. Nie jestem zwolenniczką porównań. Kiedy słyszę, że "Donald Trump jest jak Hitler", myślę: "Chwila, moment. To nie jest takie proste".  Uważam, że takie sformułowania wypaczają historię, upraszczają pewne zjawiska, których nie da się zamknąć w jednym określeniu. Nie trzeba uciekać się do tak mocnych porównań.

"Kłamstwo" wchodzi do kin kilkanaście lat po procesie, ale jest zaskakująco aktualne. To również film o naszych czasach, kiedy słowem roku jest "postprawda", a populizm staje się ważniejszy od faktów.

- "Kłamstwo" opowiada o Holocauście, ale dotyka znacznie szerszego tematu. Jak walczyć z ludźmi, którzy kłamią, którzy kierują się uprzedzeniami? Jak radzić sobie z hejterami w taki sposób, by nie sprawić, że staną się traktowani poważnie?

Kadr z filmu ''Kłamstwo'' (fot. materiały promocyjne)Kadr z filmu ''Kłamstwo'' (fot. materiały promocyjne)

Mam wrażenie, że dzisiaj, kiedy liczą się emocje i tempo podania informacji, mało kogo interesują "nudne" fakty i sprawdzanie źródeł...

- Niedawno Newt Gingrich, były spiker Izby Reprezentantów Stanów Zjednoczonych, konserwatywny polityk zaangażowany w kampanię wyborczą Donalda Trumpa, udzielił wywiadu jednej z amerykańskich telewizji. Kiedy dziennikarka odniosła się do statystyk, które wskazują, że przestępczość w Stanach Zjednoczonych spada, przerwał jej i powiedział, że to nieprawda, bo "ludzie nie czują, żeby tak było". Reporterka nie dawała za wygraną i przytaczała dane zebrane przez ekspertów FBI, ale Gingricha to nie przekonało. Mówił, że ona ma swoich ekspertów, a on, jako polityk, "woli stać po stronie ludzi". Żyjemy w czasach, w których jedna z najpotężniejszych osób w kraju ogłasza oficjalnie, że od faktów i głosów ekspertów ważniejsze są emocje.To  kompletny idiotyzm. I mówi to człowiek, który ma doktorat. Z historii! A Donald Trump to osobny temat...

Właśnie został 45. prezydentem Stanów Zjednoczonych.

- Chyba się załamię... Naszym rządzi ktoś, kto powiedział, że widział, jak 11 września 2001 roku amerykańscy muzułmanie tańczyli ze szczęścia na ulicach USA. Owszem, jeżeli przyjrzymy się faktom, przekonamy się, że coś podobnego miało miejsce... ale w Jerozolimie. Jeżeli jednak wytykasz Trumpowi kłamstwo, on brnie w nie jeszcze bardziej. Wygłasza opinie niepoparte rzetelną wiedzą, obietnice bez pokrycia - liczy się tylko atrakcyjny przekaz. Emocje stały się ważniejsze niż fakty. Dla mnie to przerażające.

Nastały trudne czasy dla historyków. Doświadcza pani postprawdy na własnej skórze?

- Kiedy słyszę od kogoś, że "przeczytał coś w internecie", pytam go, czy wie, kto to powiedział i jakie przedstawił dowody na poparcie swojej tezy. Zwykle się nie udaje tego dociec. I nawet jeśli koniec końców okazuje się, że to była zwyczajna plotka, ludzie wciąż wierzą w bzdury, które przeczytają w sieci.

Kadr z filmu ''Kłamstwo'' (fot. materiały promocyjne)Kadr z filmu ''Kłamstwo'' (fot. materiały promocyjne)

Myśli pani, że to wina Internetu?

- Internet jest jednym z najwspanialszych wynalazków ludzkości. Zarówno pani, jak i ja nie mogłybyśmy bez niego tak dobrze wykonywać swojej pracy. Jeśli chce pani sprawdzić, czy dobrze zacytowałam Newta Gingricha, wystarczy 30 sekund i ma pani dostęp do źródłowego materiału. To cudowne narzędzie, infostrada, jak powiedział Al Gore, która pomaga nam zdobywać wiedzę w niewyobrażalnej wcześniej skali. Wraz z możliwościami przychodzi jednak ogromna odpowiedzialność.

Wyobrażam sobie, że kiedy Gutenberg wynalazł druk, prawdopodobnie w jakimś klasztorze siedziała grupa mnichów, która spędziła całe życie na ręcznym kopiowaniu dokumentów. Co pomyśleli, kiedy dowiedzieli się, że ktoś skonstruował maszynę umożliwiającą drukowanie tysięcy kopii książek, na których przepisywanie oni poświęcili długie lata? Podejrzewam, że ich pierwsza reakcja brzmiała: "O mój Boże, to niebezpieczne". Masowa produkcja zawsze sprawia, że pojawia się większy margines błędu, a to prosta droga do manipulacji i kłamstwa. Druk stał się początkiem rewolucji, która umożliwiła dostęp do nauki milionom ludzi, ale miał też inne, niewyobrażalne konsekwencje. Podobnie jest z Internetem.

Internet daje nam nieograniczone możliwości, a my i tak używamy go do publikowania zdjęć naszych śniadań i oglądania śmiesznych kotów.

- Och, lepiej obejrzeć filmik ze śmiesznym kotem, niż udostępniać nieprawdziwe informacje (śmiech).

No dobrze, ale na poważnie: jak wygrać z ludźmi pokroju Trumpa? Sprawdzanie faktów w erze postprawdy jest nudne, nieatrakcyjne.

- Docieranie do prawdy jest czasochłonnym procesem, wymagającym dużych pokładów energii, cierpliwości i umiejętności. Nie mam na to lepszego pomysłu niż to, co zrobiliśmy podczas procesu z Irvingiem, żmudnie porównując fakty z kłamstwem, analizując każdy cytat i źródło, z którego zostało zaczerpnięte. Tylko tyle i aż tyle. Doskonale sobie jednak zdaję sprawę, z tego że mój skromny sposób nie rozwiąże problemu. Przed nami bardzo trudne wyzwanie.

A ja po prostu nie wiem, co innego można zrobić.


Deborah Lipstadt.
Amerykańska pisarka i historyk pochodzenia żydowskiego. Profesor Uniwersytetu Emory w Atlancie. Autorka książek "Denying the Holocaust", "History on Trial: My Day in Court with a Holocaust Denier" i "The Eichmann Trial". W 2000 wygrała proces o zniesławienie z negacjonistą Davidem Irvingiem. W 2016 roku powstał film "Kłamstwo" przedstawiający kulisy ich sądowej batalii.

Małgorzata Steciak. Dziennikarka. Publikowała m.in. w ''Polityce'', ''Gazecie Wyborczej'', ''K-MAG-u'' czy w serwisie dwutygodnik.com. Wcześniej była m.in. redaktorką portali Onet.pl, Gazeta.pl.

Zobacz także
Komentarze (33)
Zaloguj się
  • mia2002

    Oceniono 13 razy 9

    Mało co uradowało mnie tak, jak zmiażdżenie kłamstw Irvinga podczas porocesu.

  • 5-mamuska

    Oceniono 12 razy 8

    Świetny artykuł .
    Co za czasy, aby procesować się z kłamcą o prawdę historyczną, pomimo niepodważalnych dokumentów i świadectw świadków..

  • data1

    Oceniono 8 razy 4

    To niesamowite jak trzeba walczyć mając cały aparat przymusu po swojej stronie. Mając po swojej stronie wszystkie media. Cały aparat państwowy. A z drugiej strony grono szaleńców-zapaleńców pragnących podważyć coś co nie jest do podważenia.

  • bene_gesserit

    Oceniono 5 razy 3

    Fantastyczna historia. Niesamowita osoba. Fajnie, że umie o tym opowiadać tak spokojnie, jasno i spokojnie.

    Szkoda tylko, że do zagrania kobiety o całkiem przeciętnym wyglądzie wybrano aktorkę-ślicznotkę. Po co? Ta historia doprawdy tego nie potrzebuje.

  • buwalker

    Oceniono 2 razy 2

    Myślę, że o zbrodniach ludobójstwa, dokonywanych przez hitlerowców, powiedziano tyle, że nikt tego już nie podważy, natomiast z pewnością mamy do czynienia z zakłamywaniem historii tego, jak doszło do owych makabrycznych wydarzeń: Vichy, operacja "Dynamo" i pakt Ribbentrop-Mołotow, czy na przykład zajęcie przez Wojsko Polskie Zaolzia po inwazji hitlerowców na Czechosłowację. Wielcy obrońcy prawdy, skorzy do użerania się z wariatami, szukający chwały w możliwości pokonania paranoików, jakoś nie są już tak chętni do komentowania polityki determinowanej potrzebą obrony tak zwanych "terytoriów zamorskich", gdy tymczasem w centrum Europy odbywał się Holocaust. Oznaczałoby to konflikt z grupami wpływu, którym współcześnie taki wizerunek jest bardzo nie na rękę, stąd bardzo często mam wrażenie, że chodzi o koniunkturalizm, a nie walkę o obronę prawdy, ci sami ludzie funkcjonując w reżimie hitlerowskim być może skłonni by byli głosić zupełnie inne treści. Stąd moim zdaniem potrzeba uchwalenia przez ONZ ustawy o programie nauczania, we wszystkich krajach tak samo, na koniec podstawówki osobny, certyfikowany podręcznik, Asch, Milgram, Zimbardo, i historia ludobójstw dokonanych w kontekście dehumanizującej propagandy, zbrodniczych ideologii i tak dalej, z wyliczeniem wszystkich najważniejszych tego typu wydarzeń, ale bez wyróżniania któregokolwiek z nich (historia zbiorowych mordów dokonywanych przez Azteków były tak samo wstrząsająca, jak Holocaust). Komu coś takiego się nie opłaca, i kto taki pomysł zbojkotuje - ano widzisz.

  • pachikun

    Oceniono 3 razy 1

    przy tej okazji warto wspomniec o innym holocauscie, ktory nieustannie sie odbywa to holocaust zwierzat, ktore codziennie za rogami miast, na przedmiesciach w szczelnie zamknietych pomieszczeniach by nikt niue widzial przechodza swoj holocaust, poniewaz nie sa ludzmi nie maja zadnych praw dokladnie tak samo jak nie mieli zadnych praw ci mniej wartosciowi podludzie, wlasnie dlatego Izaak Bashevis Singer, w opowiadaniu “Listy do Pisarza” napisał: Dla zwierząt wszyscy ludzie to naziści, a ich życie to wieczna Treblinka."

  • buwalker

    Oceniono 1 raz 1

    Wbrew pozorom zaprzeczanie prawdzie o Holocauście może być mniej niebezpieczne, niż wykorzystywanie wizerunkowych odniesień do hitleryzmu. Chodzi wszak o narrację, realizowanie skryptu, wzór. Niejeden raz zauważyłem, że ktoś, kto pozornie krytykuje hitleryzm, tak naprawdę wykorzystuje symbolikę nazistowską do wypromowania się przez szokowanie, i nawet, jeśli sto razy powie, że to bardzo źle, utrwali niepożądany przekaz. Moim zdaniem, zespół psychologów, etyków i mnemotechników pod egidą ONZ powinien raz na zawsze ustalić, jak o tym mówić, przygotować projekt nauczania historii XX wieku dla szkół, a pisanie książek i robienie filmów o II wojnie światowej każdorazowo powinno wiązać się z potrzebą uzyskania pozwolenia. Niepotrzebny mi kolejny "bohaterski badacz tajemnic", który niby to broniąc pamięci pomordowanych, obwiesza się swastykami, i pokazuje, jak nie wolno robić.

  • sukces-bdg

    Oceniono 15 razy 1

    Szanowna Pani walczy z przekłamywaniem, zupełnie tak samo jak Polacy z których się po 70 latach robi nazistów i sprawców holocaustu . Co ciekawe , te same środowiska które walczą o pamięć o holocauście nie mają nic przeciw zakłamywaniu historii II WW o Polsce a nawet czasem są jej inicjatorami .

  • leje-sie

    Oceniono 3 razy 1

    "Wyobrażam sobie, że kiedy Gutenberg wynalazł druk, prawdopodobnie w jakimś klasztorze siedziała grupa mnichów, która spędziła całe życie na ręcznym kopiowaniu dokumentów. Co pomyśleli, kiedy dowiedzieli się, że ktoś skonstruował maszynę umożliwiającą drukowanie tysięcy kopii książek, na których przepisywanie oni poświęcili długie lata? Podejrzewam, że ich pierwsza reakcja brzmiała: "O mój Boże, to niebezpieczne"."

    Pierwszy znany z imienia i nazwiska drukarz rosyjski, Iwan Fiodorow, prowadził drukarnię w Moskwie około roku 1564. Nie zdążył opublikować więcej niż jedną książkę i kilka drobniejszych druków o charakterze liturgicznym (innego pisarstwa w tej semi-teokracji nie znano) nim tłum rozwścieczonych mnichów-skrybów spalił drukarnię do cna, wymusił zakaz druku a sam Fiodorow ratował się ucieczką do Polski, gdzie mógł działać w ówczesnym klimacie tolerancji

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX