Demonstracja pod hotelem Donalda Trumpa w Nowym Jorku

Demonstracja pod hotelem Donalda Trumpa w Nowym Jorku (fot. Jose Luis Magana/AP)

polityka

Marsz Kobiet na Waszyngton. Polki w USA podzielone. ''Idę walczyć o nasze prawa''; ''To zagrywka przeciwników Trumpa''

W pierwszym dniu swojej prezydentury Donald Trump może spodziewać się przed Białym Domem jednego z większych protestów w historii Ameryki. Nowy prezydent ma bowiem potężnych wrogów. Amerykańskie kobiety.

- Biorę udział w Womens' March on Washington jako kobieta i matka dwóch córek. Dlaczego jest to dla mnie ważne? Kobiety nie mają równych praw w tym kraju. O nasze prawa ciągle toczy się spór. Np. każdy stan ma własne regulacje dotyczące ciąży, aborcji i planowania rodziny. Kobiecie jest tez ciężej się przebić w korporacji, trudno piąć się w górę, gdy na naszą płeć patrzy się jako na płeć słabszą. Jest 2017 rok, a cywilizowane państwo, jakim są USA, nie miało nigdy kobiety-prezydenta. Jako matki, córki, siostry jesteśmy kontrolowane przez rząd, który chce decydować, co nam wolno, a czego nie wolno - mówi Joanna Wroblewski, Polka, od 26 lat w USA.

Marsz Kobiet na Waszyngton (Womens' March on Washington) zaczął się jako inicjatywa amerykańska, a skończył jako "globalny ruch" - jak mówiła dla "Huffington Post" jedna z rzeczniczek inicjatywy, Yordanos Eyoel. W samych Stanach Zjednoczonych odbędzie się 616 marszów, w tym w największych miastach - Nowym Jorku, Los Angeles, Chicago, Seattle, Portland, Bostonie, Denver i San Francisco. Do tego tak zwanych "marszów siostrzanych" (sister marches - przyp. red.) na świecie zarejestrowano dokładnie 370. Nikt nie organizuje ich odgórnie - to wszystko lokalne inicjatywy z własnymi liderkami, liderami i programem. Do tego siostrzane marsze organizowane są m.in. w 55 dużych miastach na świecie, w tym w Warszawie i Paryżu, ale także w miastach Australii czy Afryki. A Huffington Post, jedno z najpotężniejszych mediów liberalnych w USA, które nawet nie ukrywa, jak bardzo wspiera marsz, pokazuje jako zachętę do wzięcia udziału w tym wydarzeniu zdjęcia z... Czarnego Protestu polskich kobiet:

Zrzut ekranu ze strony Huffington Post

Organizatorki zaklinają się, że chodzi im przede wszystkim o prawa kobiet, o prawa człowieka. O równe płace, o porządną opiekę zdrowotną, o walkę z przemocą seksualną, mizoginią i szowinizmem. O równe traktowanie imigrantów wszelkich religii, osób LGBTQIA, amerykańskich Indian, wszystkich osób o innym niż biały kolorze skóry, osób niepełnosprawnych, biednych. Felietonistka "Washington Post" Petula Dvorak - przestrzegając, by marsz nie zamienił się w rewię kolorowych strojów i przebrań, napisała tak:

"To jest poważna sprawa. Tu chodzi o prawa człowieka. Tu chodzi o to, że 51 proc. naszego społeczeństwa (kobiety) wciąż dostaje niższą pensję na tym samym stanowisku, jest słabiej reprezentowane na urzędach wybieralnych i w korporacjach, ma gorszy dostęp do opieki zdrowotnej i jest narażone na większe niebezpieczeństwo i brak poszanowania praw, niż pozostałe 49 proc. (mężczyźni) naszego głęboko podzielonego narodu".

Ale ani komitet organizacyjny, ani ludzie wybierający się na marsz nie ukrywają, że jednym z czynników, który popchnął ich do działania, jest to, co myślą, mówią i zaczynają już czynić ludzie nowego prezydenta i on sam.

"Marsz Kobiet na Waszyngton wyśle mocny sygnał do całego świata i do naszej nowej administracji już pierwszego dnia jej pracy, że prawa kobiet są prawami człowieka" - czytamy na stronie wydarzenia na Facebooku. Entuzjazm jest ogromny. "Wstałam o 3.00 w nocy, o 5:00 byłam w samolocie. Lecę do Waszyngtonu tworzyć historię!" - napisała Eljay Johnson. O to, czy idą na marsz, a jeżeli tak, to dlaczego, zapytaliśmy mieszkające w USA Polki.

Przygotowania do inauguracji Trumpa na National Mall (fot. John Minchillo/AP)Przygotowania do inauguracji Trumpa na National Mall (fot. John Minchillo/AP)

Joanna Wroblewski przyjechała do USA, gdy miała 14 lat. Mieszka tu już 26, wychowała się w Jersey City w stanie New Jersey pod Nowym Jorkiem. To bardzo wielokulturowe, wielorasowe społeczeństwo. Jest przeciwna rasizmowi i dyskryminacji jakiegokolwiek człowieka. - W Konstytucji napisane jest, że mamy wolność religii. I choć sama nie jestem religijna i nie należę do żadnej grupy religijnej, uważam, że każdy ma prawo wyboru. Tymczasem nowy prezydent wziął na celownik muzułmanów, Meksykanów, kobiety czy osoby niepełnosprawne. Mówimy nie poniżaniu kobiet i traktowaniu ich jak obiektów seksualnych. I chcemy, aby w ten dzień nasz krzyk był jednym z najgłośniejszych na świecie - podkreśla w rozmowie z nami Wroblewski.

- Kobiety się łączą. Nie przegapiłabym tego za nic. Będę maszerować obok innych kobiet, które może różnią się pochodzeniem, kolorem skóry czy religią, ale wszystkie są takie same, jak ja - są kobietami, matkami, córkami, siostrami. I czuję, że to moja powinność, bo nie dość, że jestem kobietą, to jeszcze imigrantką. I choć mam teraz obywatelstwo USA, to zawsze będę też imigrantką, która przyjechała tutaj z nadzieją na lepsze jutro - tłumaczy. I podaje przykład ze swojego życia:

- Przez 15 lat pracuję w administracji państwowej, czyli federalnej, gdzie kobiety nie mają prawa do urlopu macierzyńskiego. Urodziłam dwójkę dzieci bez żadnej pomocy finansowej, bo z mojej pensji nie są na to odprowadzane pieniądze do budżetu stanowego. To jest dziura, w którą wpadają pracownicy urzędów federalnych. Jako matka mogę wziąć do 12 tygodni na opiekę nad dzieckiem - ale bezpłatnych.

Diana Angus na 'siostrzanym' marszu kobiet w Columbus, Ohio, 15.01.2017 (fot. Brooke LaValley/AP)Diana Angus na 'siostrzanym' marszu kobiet w Columbus, Ohio, 15.01.2017 (fot. Brooke LaValley/AP)

Podobną motywację, by pójść na marsz, ma 35-letnia prawniczka Kathy Tuznik. Urodzona w Polsce, ale wychowana w USA kobieta mieszka w Nowym Jorku. Jest w związku partnerskim, nie ma dzieci. Dlaczego idzie na marsz?

- Te wybory i ich rezultat po raz kolejny dowiodły, że lepiej jest być mężczyzną w Ameryce. Komentarze i postawa Donalda Trumpa wobec kobiet i ich praw jasno pokazują, że nasz prezydent-elekt nie akceptuje postulatu, że "prawa kobiet to prawa człowieka". Nie chodzi tylko o to, że Hillary Clinton przegrała. Prezydentura Trumpa oznacza wysokie prawdopodobieństwo tego, że zagrożone będą prawa, o które kobiety walczyły i o które ciągle walczą, m.in. równe płace, dostęp do skutecznej i niedrogiej antykoncepcji, prawa dot. aborcji. Choć zakres praw, o które walczą kobiety, jest znacznie szerszy. W tym marszu chodzi o coś znacznie większego. Ten marsz staje w obronie równości płci i zdrowia reprodukcyjnego (za Wikipedią wg. definicji WHO: "zdrowie reprodukcyjne implikuje, iż ludzie mogą prowadzić odpowiedzialne, satysfakcjonujące i bezpieczne życie seksualne i mają możliwość reprodukowania się oraz wolność decyzji co do tego, kiedy i jak często to robić"), ale także w obronie praw imigrantów i osób LGBTQ. I przeciwko dyskryminacji ze względu na kolor skóry oraz masowym deportacjom - pisze w liście do nas Kathy. I dodaje:

Dla mnie Trump reprezentuje wrogość wobec Innego, wobec każdego, kto nie wygląda, nie myśli i nie mówi jak on. Ale nie uważam, żeby Marsz Kobiet był "marszem protestu", to nie jest marsz stricte przeciwko Donaldowi Trumpowi. To pokaz siły - w liczbach i w jedności. Mój partner będzie szedł w nim ze mną, podobnie jak moja przyjaciółka lesbijka ze swoją żoną i synem. Moi nie-biali przyjaciele i znajomi też tam będą. Ameryka nie jest homogeniczna, nie jest monolitem. Ta Ameryka żąda, by prezydent ją zobaczył i traktował ją na równi z innymi.

A Marie Rudnicki, studentka, wskazuje, jak duże różnice istnieją w społeczności polskiej w USA między generacją jej rodziców a młodym pokoleniem:

- Jestem córką polskiej imigrantki i Amerykanina w pierwszym pokoleniu, pochodzenia polskiego. Znam wiele takich rodzin. Moja mama jako studentka w Polsce sama chodziła na protesty. Ja, zainspirowana jej postawą, też poszłam - na Occupy Wall Street. Mama była temu przeciwna i chciała, żebym została w domu. Nic z tego.

Mama Marie jest katoliczką, więc zagłosowała na Trumpa, ponieważ jego partia wspiera opcję pro-life. - Przed wyborami wielokrotnie się o to spierałyśmy. Próbowałam ją przekonać do zmiany zdania, pokazując, jak Trump traktuje kobiety. Bez skutku - przyznaje Marie. I dodaje:

- Studiuję obecnie w Warszawie - i poszłam na Czarny Protest. I gdybym mogła, oczywiście poszłabym na Marsz Kobiet na Waszyngton. Nie chodzi nawet o to, że nie zgadzam politycznie z działaniami Trumpa. Gorzej - one są niemoralne. Zawstydzające. I są krokiem wstecz w stosunku do kierunku, w którym USA szły przez ostatnie 8 lat.

Jednak są też osoby, które mają inne zdanie. Nie wszystkie obywatelki USA, także Polki mieszkające w Stanach Zjednoczonych, zgadzają się z postulatami i celami protestu. Małgorzata Parlewicz z Nowego Jorku, przedsiębiorca z branży nieruchomości:

- Uważam, że ten marsz jest zwykłą zagrywką polityczną przeciwników nowego prezydenta. Nie mogą się pogodzić z przegraną, więc szukają okazji, żeby dać wyraz swojemu rozczarowaniu. Gdyby naprawdę chodziło tu o prawa kobiet, to znacznie bardziej odpowiednia data na taką imprezę to byłby na przykład 8 marca - Dzień Kobiet. Zresztą każda inna data, nie kolidująca z innym świętem czy wydarzeniem, byłaby OK.

Małgorzata podkreśla, że rzeczywistość w USA, jeśli chodzi o prawa kobiet, niekoniecznie jest tak czarna, jak jest to przedstawiane przez organizatorów Womens' March.

- Jeśli chodzi o prawa kobiet w USA, to ja nigdy nie odczułam, że mi jakiegoś prawa brakuje. Zresztą w Polsce też mi żadnych praw nie brakowało. Nigdy żaden mężczyzna nie dyskryminował mnie w miejscu pracy. Być może niektóre kobiety nie wykorzystują w pełni swoich praw, ale nie mogą za to winić mężczyzn czy rządu, prawda? - pyta w rozmowie z nami Małgorzata. - A taką "walkę" o prawa kobiet, w kraju takim jak Stany, w sytuacji kiedy w innych zakątkach świata kobiety nie mają żadnych praw, uważam za absurd - dodaje.

Micaela Johnson z Leewood w stanie Kansas robi sobie zdjęcie przed Kapitolem. Potem pójdzie w Marszu Kobiet (fot. John Minchillo/AP)Micaela Johnson z Leewood w stanie Kansas robi sobie zdjęcie przed Kapitolem. Potem pójdzie w Marszu Kobiet (fot. John Minchillo/AP)

Pani Małgorzata ma sporo racji np. jeśli chodzi o anty-Trumpowy charakter marszu. Na stronach Womens' March on Washington o nowym prezydencie oficjalnie wiele nie ma, ale kobiety wszelkich ras, kultur, pochodzenia i religii nawet nie ukrywają, że idą protestować również przeciw niemu. W marszu udział planuje też wielu mężczyzn. Kongresman z Illinois Luis Gutierrez w płomiennej mowie wyjaśnił krótko, dlaczego. Jak stwierdził, "nigdy nie zapomni raz usłyszanych przechwałek Trumpa o chwytaniu kobiet za krocze", dlatego zamiast na inaugurację prezydenta pójdzie marsz, trzymając żonę za rękę. Ale to nie jedyny powód. Polityk wytknął Trumpowi jego antyimigranckie, szowinistyczne wypowiedzi i dodał, że jako ojciec dwóch Latynosek i dziadek małego Latynosa nie mógłby pójść na zaprzysiężenie prezydenta, a potem spojrzeć dzieciom i wnukom w twarz. A cytowany przez "Huffington Post" 38-letni Sidney, mąż Robin, stwierdził, że "to jest jego obowiązek - wspierać żonę i być mężczyzną, który stanie w obronie kobiet w dzisiejszych czasach", ponieważ Ameryka "stawia kroki wstecz w walce o równość i prawa kobiet".

Sympatycy Donalda Trumpa na koncercie inauguracyjnym w Waszyngtonie (fot. Shannon Stapleton/Reuters)Sympatycy Donalda Trumpa na koncercie inauguracyjnym w Waszyngtonie (fot. Shannon Stapleton/Reuters)

Waszyngton szykuje się na oblężenie przez tłumy protestujących

Ile naprawdę przyjdzie ludzi na marsz? Czy protesty będą znaczące, czy raczej organizatorzy przeliczą się z siłami? To okaże się w sobotę, ale wiele wskazuje na to, że wczorajszy fatalny frekwencyjnie i wizerunkowo koncert inauguracyjny to nie koniec rozczarowań Donalda Trumpa. Przez Marsz Kobiet Waszyngton szykuje się na oblężenie. Na ulice wyjdą specjalnie ściągnięci policjanci, by kierować ruchem na zatłoczonych ulicach. Przyjezdni mogą spodziewać się wzmocnionych kontroli bezpieczeństwa, w tym sprawdzania bagaży. Władze miasta i media wzywają w szczególności, żeby zostawić w domu broń i - znak czasów - drony. Demonstracja rozpocznie się na rogu 3rd Street i Independence Avenue, skąd protestujący przejdą przez National Mall, czyli rozległy park w dzielnicy rządowej Waszyngtonu, pod tzw. Elipsę - charakterystyczny fragment parku otaczającego Biały Dom w pobliżu pomnika Waszyngtona - czyli słynnego białego obelisku upamiętniającego pierwszego prezydenta Stanów Zjednoczonych.

Na stadionie im. Roberta F. Kennedy'ego w Waszyngtonie na inaugurację Trumpa zarezerwowano miejsce na 200 autokarów, na odbywający się dzień później Marsz Kobiet - na 1200 autokarów.

To olbrzymia dysproporcja. Do tego udziału w koncertach inauguracyjnych odmówiły właściwie wszystkie wielkie gwiazdy muzyki, a kilkudziesięciu kongresmanów - głównie Demokratów - zadeklarowało publicznie, że nie będą uczestniczyć w uroczystościach na Kapitolu. Ponad 200 tys. ludzi zadeklarowało na Facebooku, że pójdą, ale na marsz, a nie na inaugurację. Dzień po niej do Waszyngtonu może przyjechać o wiele, wiele więcej ludzi, niż na uroczysty początek prezydentury miliardera. I będą to ludzie bardzo, bardzo wkurzeni.

Michał Gostkiewicz. Dziennikarz magazynu Weekend.Gazeta.pl. Wcześniej dziennikarz newsowy portalu Gazeta.pl, dziennikarz działu zagranicznego "Dziennika" i działu społecznego "Newsweeka". Stypendysta programu Murrow Program for Journalists (IVLP) Departamentu Stanu USA. Robi wywiady, pisze o polityce zagranicznej i fotografii. Prowadzi bloga Realpolitik, bywa na Twitterze.

Małgorzata Gołota. Dziennikarka prasowa i radiowa. Autorka kampanii "Alimentare znaczy karmić" dedykowanej milionom polskich dzieci, które nie otrzymują od rodziców należnych im alimentów. Współautorka książki "Krótka ulica, długa historia. Próżna, Plac Grzybowski i okolice". Publikowała w toruńskiej "Gazecie Wyborczej", dziale zagranicznym "Polska The Times" i naTemat.pl. Współpracowała z Radiem PLUS, Radiem ZET Gold i Rock Radiem.

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Zobacz także
Komentarze (55)
Zaloguj się
  • zdziwiony6

    Oceniono 19 razy 9

    "Kobiety nie mają równych praw w tym kraju."

    Po ośmiu latach Obamy kobiety nie mają równych praw a ta pani protestuje przeciwko Trumpowi. Głupia.

  • mietekkowalski

    Oceniono 7 razy 5

    Bill Clinton pokazał jak się szanuje kobiety:)

  • kosobudy

    Oceniono 3 razy 3

    wysałać jako braterska pomoc kijowskiego i cała bande kodu!!!

  • tematdnia

    Oceniono 3 razy 3

    Drogie obrazone : a w tym czasie Bill look gdzie:
    youtu.be/ZWQ5McupXVI

    LOL!

  • heliheli

    Oceniono 7 razy 3

    Hilaria nie miala rownych praw w kampanii prezydenckiej ? .....hmmm ... wrecz przeciwnie , dostala 100 mln ton pomocy od establishmentu a mimo to dala dudy .

  • anonim_ka

    Oceniono 6 razy 2

    Jestem dumna , że Czarny Marsz polskich kobiet jest wzorcem dla innych :) w dbaniu o swoje PRAWA .! ! !
    Powodzenia .

  • sparky6

    Oceniono 4 razy 2

    Proszę mi nie mówić o pojednaniu i tym podobnych bredniach. To jest wojna. Jeżeli nie pokonamy lewactwa zamieszkamy w rezerwatach.

  • unterhose

    Oceniono 4 razy 2

    To tak wygląda feminizm? Fuj, jaki on jest brzydki

  • kwiatekkk

    Oceniono 6 razy 2

    Kiedy 20 lat temu milion czarnych mężczyzn maszerował na Waszyngton Gazecie Wyborczej udało się nie wspomnieć o tym, że spora część ich postulatów była skrajnie antysemicka. Po prostu nie pasowało to do waszej narracji o biednych uciśnionych murzynkach.
    Ciekawe co tym razem przekręciliście albo ukryliście?

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX