Dr Ewa Woydyłło-Osiatyńska

Dr Ewa Woydyłło-Osiatyńska (fot. Adam Kozak / Agencja Gazeta)

psychologia

Ewa Woydyłło: Malkontenctwo staje się filozofią życiową. Ale korzyść z narzekania jest żadna

Człowiek to ponury gatunek. Świadomość tego nie przekreśla radości z obcowania z ludźmi, ale uczy wrażliwości na rozpoznawanie ludzkich typów, z którymi jest nam po drodze lub nie - mówi Ewa Woydyłło. Właśnie wydała książkę ''Ludzie, ludzie...'', w której tym ludzkim typom wnikliwie się przygląda. Z nami rozmawia m.in. o tym, dlaczego warto traktować bliskich tak, jakby byli nieznajomymi.

Dowiedziałam się z pani książki, że nawiązywanie relacji z nieznajomymi osobami jest bardzo potrzebne. Zaciekawiło mnie, dlaczego to takie ważne.

- Znajomi nieznajomi to osoby, które stwarzają możliwość do odreagowania konfliktowych relacji z bliskimi. Pomiędzy nami a ludźmi, z którymi żyjemy na co dzień, rodzą się rozmaite zatargi, niepokoje, obawy, zniecierpliwienia, stajemy się dla siebie męczący, uciążliwi, czasem nudzimy się sobą. W domu nam mówią, że w kółko opowiadamy tę samą historię, gdy tymczasem pan, którego imienia i nazwiska nawet nie znam, ale spotykam go codziennie, gdy wychodzimy z psami na spacer, słucha jej z zaciekawieniem. To może być jedna z przyczyn, dla których ktoś, kto na co dzień nie ma dostępu do naszego życia, jest takim miłym towarzystwem. Rozmawiamy o bieżących sprawach lub o sobie, o tym, że jego brat jest chory, a ja szukam dobrej pralni chemicznej. Taka rozmowa nie zobowiązuje, nie wywołuje gorących emocji, jest po prostu miła.

Nawiązywanie nowych relacji odgrywa bardzo istotną rolę w życiu każdego człowieka (fot. g-stockstudio / iStockphoto.com)Nawiązywanie nowych relacji odgrywa bardzo istotną rolę w życiu każdego człowieka (fot. g-stockstudio / iStockphoto.com)

Często się też zdarza, że wiele dobrych słów dostajemy właśnie od obcych ludzi. Pewna psychoterapeutka prowadziła kiedyś warsztat, w którym uczestniczyłam. Jej rada zapadła mi w pamięć i serce: żebyśmy do najbliższych odnosili się tak, jak do obcych ludzi; w naszych rodzinach byłoby od razu mniej awantur, mniej dokuczania, mniej wyzwisk i innych przykrości.

Czyli jak mielibyśmy się do nich odnosić?

- Zwykle wobec ludzi, których mniej znamy, jesteśmy bardziej powściągliwi, taktowni, ostrożniejsi, delikatniejsi. Jednocześnie nie przywiązujemy do tych relacji takiej wagi jak do stosunków z bliskimi znajomymi czy rodziną. Nie zapraszamy tych znajomych nieznajomych na ślub czy przyjęcie urodzinowe. Ale najbliższe otoczenie wcale nie gwarantuje nam i nie musi dawać poczucia emocjonalnej więzi czy bliskości. Nastolatek, który ma kochających rodziców, może czuć się przy nich bardzo samotny, kiedy opowiada o swoich problemach, a w odpowiedzi słyszy, żeby nie wydziwiał i nie przesadzał. Wielkim nieszczęściem człowieka jest samotność. Nawet nie w sensie fizycznej izolacji, lecz subiektywnego poczucia, że otaczający ludzie nie akceptują nas, nie słuchają, nie interesują się, nie dbają o nasze potrzeby.

Tylko czy jest możliwe docenienie tych znajomych nieznajomych, jeśli nie mamy bliskich ludzi, żyjemy samotnie?

- Ależ oczywiście. Kontakt z nimi to także substytut bliskich więzi. Czasem może przeobrazić się w bliską więź, głębszą znajomość a nawet przyjaźń. Fajnie jest mieć willę z basenem, ale kiedy na nią nie stać, to cieszy karnet na basen.

Rodzina i znajomi nie zawsze potrafią zagwarantować nam poczucie bliskości (fot. pixabay.com)Rodzina i znajomi nie zawsze potrafią zagwarantować nam poczucie bliskości (fot. pixabay.com)

"Ersatz, cholera, nie życie" powiedzą na to malkontenci, cytując Agnieszkę Osiecką.

- Malkontenctwo to wyuczona postawa, przeważnie już w dzieciństwie. Dziecko nie ma zastrzeżeń, że mama bez przerwy narzeka, bo tak można stwierdzić, kiedy ma się 35 lat, a gdy ma się trzy i pół roku, to chłonie się wszystko jak gąbka. Więc gdy maluch słyszy od rodziców albo dziadków, żeby nie wchodził na drabinkę, bo spadnie, to niektóre dzieci wejdą mimo to, a jeśli nie spadną, nie przyjmą już tak łatwo kolejnej przestrogi, bo będą wiedzieć, że niekoniecznie jest prawdziwa. Niestety, wiele dzieci odbierze taki komunikat jako informację, że świat jest zagrożeniem, a one są niezdarne, nie uda im się wejść na kolejny stopień i wtedy mogą przestać próbować.

Może być też tak, że półtoraroczny szkrab będzie wyciągać rączkę do obcego człowieka i usłyszy, żeby tego nie robił, bo pan jest zły, może go porwać albo zabrać mu zabawkę. Jeśli ktoś został wychowywany w atmosferze ciągłego zagrożenia, to zostaje zaprogramowany do negatywnego sposobu myślenia o sobie, innych i zdarzeniach w życiu. Rodzic, który ma wiedzę, mądrość i duchową siłę, będzie dostrzegać zło, ale będzie umiał również ufać, a jeśli się zawiedzie, to odejdzie od tego, kto go rozczarował, zamiast skreślać cały świat i taki sposób myślenia i postępowania przekaże dziecku.

Zaraz ktoś nam zarzuci, że teraz jest tyle zagrożeń czyhających na dzieci, że nieodpowiedzialnością byłoby nie mówić im, żeby były ostrożne i raczej uważały z tym zaufaniem do obcych.

- To, co mówimy naszym dzieciom, nie jest aż tak ważne w porównaniu z tym, w jaki sposób się do nich zwracamy i jaki panuje klimat w naszej rodzinie. Jeśli jest pogodny, cieszymy się z tego, że jesteśmy razem, że możemy coś razem zrobić, potrafimy sobie dziękować i prosić o pomoc, to dziecko będzie wiedziało, że tym kilku najbliższym osobom można ufać. Zaufania nie uczymy się teoretycznie, tylko praktycznie, więc nie trzeba mówić wprost, żeby ufać lub nie ufać obcym na ulicy. Rodzina w naturalny sposób może nauczyć życzliwości, współpracy, troski, dobroci, kultury, delikatności, taktu.

Malkontenctwa uczą nas... nasi rodzice (fot. pixabay.com)Malkontenctwa uczą nas... nasi rodzice (fot. pixabay.com)

Ostatnio byłam świadkiem sytuacji, kiedy mama dwuletniej dziewczynki wróciła z zakupów i oglądała przy niej nową bluzkę i sweter. Kiedy nagle do domu wrócił mąż, szybko oderwała metki. Dziecko, widząc to, zapytało mamę, co odrywa, a ona wyszeptała konfidencjonalnie, że cenę. Dzieci są bystre, ta mała będzie wiedziała, że mama chciała coś ukryć. A kiedy chcemy coś ukryć? Gdy nie mamy zaufania albo robimy coś złego.

Albo gdy nie chcemy kogoś zmartwić.

- Na jedno wychodzi, bo po czymś takim, w przyszłości, gdy ta dziewczynka pójdzie do sklepiku, kupi jakiś gadżet, a mama zapyta, skąd go ma, to niewykluczone, że powie, że od koleżanki. Między innymi przez powtarzające się sytuacje tego typu człowiek staje się malkontentem. Uważa, że ludzie źle mu życzą, są niewyrozumiali albo będą chcieli go ukarać.

Jaka jest korzyść z narzekania?

- Żadna. Poza tym, że inni nas żałują, a to dla niektórych jedyny sposób, żeby przekonać się, że są zauważani. Na co dzień okazujemy sobie za mało życzliwości, więc kiedy spotyka nas nieszczęście, ciężko zachorujemy, cierpimy po śmierci kogoś bliskiego, dom nam się spali albo zostaniemy okradzeni, to wreszcie mamy szansę uzyskać to, czego zwykle nie dostajemy - czyjąś uwagę. To niby jest wymierna korzyść, ale bardzo smutna, bo okazując komuś zainteresowanie przez litość, współczucie, żal, stawiamy tę osobę w roli "biednej ofiary losu".

Byłam ostatnio na manifestacji KOD-u, na którą przyszli też kontrmanifestanci, a wśród nich dwóch panów trzymających transparent z wulgarnymi, obraźliwymi treściami. Cały czas mówili o tym, że ich życie pozbawione jest sensu. Obwiniali za to KOD i "złodziei, którzy całe życie ich okradali". Prawdopodobnie od dziecka żyli w przekonaniu, że wszystko, co ich spotyka, jest złe. Mieli pracę, to było źle, bo to była okropna praca. Nie mieli pracy, to też źle, bo oznaczało życie w ubóstwie. Mieli żony - źle, bo co to za żony były, nie mieli żon. itd., itd. A media, ksiądz i pewien prezes umocnili ich w przekonaniu, że życie, które wiodą, jest całkowitą klęską. Ci panowie wyglądali czerstwo i dziarsko, i prawdopodobnie mogliby biegać w maratonach, a jeśli to dla nich za dużo, to w ćwierćmaratonach, i też mogliby poczuć się szczęśliwi. Czasem wystarczy pobawić się z własnym dzieckiem albo z wnukami, żeby przeżyć wielką radość, ale tego jakoś dzisiaj mało kto uczy. I tak malkontenctwo staje się filozofią życiową.

Zwolennicy rządu Prawa i Sprawiedliwości pod budynkiem sejmu, grudzień 2016 r. (fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta)Zwolennicy rządu Prawa i Sprawiedliwości pod budynkiem sejmu, grudzień 2016 r. (fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta)

Po jednej stronie mamy malkontentów, a po drugiej histrioników, którym poświęca pani rozdział w książce. Uśmiecha się pani, kiedy to mówię.

- Tak, bo gdybym musiała wybierać jakieś wady dla siebie albo dla bliskich, to wybrałabym cechy właśnie histrioników. To urodzeni aktorzy i każdą sytuację potrafią zmienić w zabawę. Uwielbiają się popisywać, mają wiele talentów, są charyzmatyczni i rozkwitają, gdy mają poklask.

Ale z drugiej strony pisze pani, że nie poleca pani życia z nimi pod jednym dachem. Dlaczego?

- Dlatego, że przez ich przesadną, wręcz chorobliwą potrzebę eksponowania się w poważnych sprawach mogą, niestety, zawieść. Histrionicy skwapliwie dobierają sobie grono klakierów, którzy ją albo jego będą podziwiać. Żyjąc z taką osobą niekoniecznie można liczyć na to, że zdejmie pióropusz i zabierze się do prania albo czegoś równie przyziemnego.

A czym się różni histrionik od narcyza, skoro jedni i drudzy tak lubią być w świetle jupiterów?

- Dla histrionika ważni są wszyscy ci, którzy stwarzają scenę, na której on może błyszczeć i którzy biją brawo. Narcyz nie musi błyszczeć, bo po prostu czuje, że błyszczy. Jest przekonany o swojej doskonałości i każdego traktuje jak gorszy gatunek. Jednocześnie boi się, że ktoś odkryje, jaki jest naprawdę, więc za wszelką cenę maskuje się, nadrabiając wykreowanym przez siebie wizerunkiem i autorytetem. W gruncie rzeczy czuje się bardzo samotny, bo jak ktoś uważa, że jest ponad wszystkimi, to obok niego nie ma już miejsca dla innych.

(fot. jacoblund / iStockphoto.com)Zmiana tego, jak postrzegamy świat, możliwa jest w każdym wieku (fot. jacoblund / iStockphoto.com)

Media społecznościowe bardzo ułatwiają życie narcyzom. Ostatnio na Facebooku przeczytałam opis zdarzenia, kiedy to młody mężczyzna stał w kolejce do kasy, a przed nim robiła zakupy starsza pani. Po podliczeniu całości poprosiła o usunięcie niektórych produktów. Wtedy ten mężczyzna zaproponował, że zapłaci za wszystko. Czy to sposób na propagowanie dobrych zachowań, czy jednak karmienie własnego ego, bo publicznie opisał swoją szlachetność?

- O każdym świętym, zanim nim został, musiano usłyszeć. Nikt jeszcze nie został wyniesiony na ołtarze tylko dlatego, że dużo się modlił w ciszy i samotności, choć wtedy rzeczywiście można by powiedzieć, że nie był narcyzem. Jeśli robi się coś dobrego dla innych i się o tym publicznie powiadamia, to cudownie, bo ludzie czasem po prostu nie mają pomysłów, jak mogą pomóc innym, a tak ktoś im poddaje pomysł.

Pomyślałam, że gdyby przyleciał do nas Marsjanin, który nic nie wie o ludziach, i jego pierwszym źródłem informacji byłaby pani książka, to mógłby się nami przerazić. Bo w stworzonym przez panią panoptikum przywar znaleźli się, poza malkontentami, narcyzami i histrionikami, ludzie wścibscy, obrażalscy, wampiry energetyczne, "przyjaciółki" cudzych mężów, perfekcjoniści, chomiki, typy zagadkowe, nieokrzesani, kłamczuchy, manipulanci, zero-jedynkowi. Wygląda na to, że jesteśmy ponurym gatunkiem.

- Jesteśmy. I dlatego tak często zacierają się i pogarszają nasze relacje. Dlatego tak wielu ludzi płacze i rozczarowuje się po wielokroć. Świadomość tego nie przekreśla radości z obcowania z ludźmi, ale jest ostrzeżeniem i uczy wrażliwości na rozpoznawanie ludzkich typów, z którymi jest nam po drodze lub nie. Ja na przykład wiem, że nie miałabym nic przeciwko temu, żeby żyć blisko z ludźmi, którzy są kłótliwi.

Dlaczego? Przecież życie z takimi buzującymi emocjami może być męczące.

- Tak, ale wolę to niż zagadkowych milczków. Kłótliwy na ogół wyjawia powód swojej frustracji. Oczywiście nie chciałabym, żeby był jednocześnie nieokrzesany, bo to byłoby nieprzyjemne.

Kłótnia z osobą kulturalną jest wspaniałym doświadczeniem ścierania się różnic albo dostrzegania własnych niedociągnięć. Kłócić się z Leszkiem Kołakowskim, Władysławem Bartoszewskim, Zygmuntem Baumanem, Andrzejem Wajdą czy z Julią Hartwig, Mają Ostaszewską, Magdą Cielecką, Maciejem Stuhrem byłoby ciekawie i inspirująco - ale wymieniam ludzi, którzy byli lub są wzorem kultury. Poza tym, jeśli kłótliwej osobie sprawi się przykrość, to najprawdopodobniej szczerze powie nam, co myśli i odsłoni miejsca, które zostały przez nas w tej relacji naruszone. I to jest dobre i mądre, bo stanowi wskazówkę, co możemy poprawić. Milczek nam nie powie, co jest źle, choć doskonale czujemy, że coś jest nie tak. Dobrze jest więc mieć świadomość ludzkich przywar, żeby je rozpoznawać i nie wchodzić w bliższe relacje z osobami, z którymi będzie nam zbyt trudno się porozumieć i zbliżyć.

Kłótnia, pod warunkiem, że odbywa się ''na poziomie'', może być cenną lekcją na temat własnych i cudzych słabości (fot. princigalli / iStockphoto.com)Kłótnia, pod warunkiem, że odbywa się ''na poziomie'', może być cenną lekcją na temat własnych i cudzych słabości (fot. princigalli / iStockphoto.com)

A jak możemy wpłynąć na zachowania innych?

- Powiem żartobliwie i narcystycznie - dając im moją książkę do przeczytania, a potem o niej rozmawiając, o tym, w jakim typie rozpoznają siebie, a w którym widzą nas. Przy okazji można zapytać, co im w nas przeszkadza i podzielić się tym, co dla nas jest trudne. Tak jest z moją młodszą córką. Gdy zaczynam od dawania jej nieproszonych rad, stopuje mnie i mówi, że chciała mi tylko opowiedzieć o tym, co u niej się dzieje, a jak będzie potrzebowała mojej opinii, to zapyta mnie o zdanie.

Jedynym sposobem na to, żeby ostre kanty międzyludzkie nieco się zaokrągliły, jest rozmowa o nich i danie wskazówki, co można zmienić. Zawsze warto to robić w formie wymiany, jednocześnie pamiętając, że niektóre problemy wymagają pomocy terapeutycznej, bo człowiek może być tak przywiązany do swoich zachowań, że nawet nie dopuści informacji zwrotnej do siebie.

Tylko jak mówić, żeby chciano nas wysłuchać? Sama ostatnio chciałam porozmawiać z koleżanką, którą bardzo lubię i zależy mi na niej, ale było coś w jej zachowaniu, co sprawiało mi trudność i budziło moją złość. Zapytałam, czy mogłabym jej o tym powiedzieć, dostałam zielone światło, po czym jak tylko zaczęłam przytaczać konkretne sytuacje, najeżyła się i ucięła rozmowę.

- Bo słuchać uwag lub wymówek jest bardzo trudno. Wszyscy z trudem przyjmujemy krytykę, a niektóre osoby mają z tym wyjątkowy problem. Wydaje im się, że zwrócenie uwagi oznacza odrzucenie albo deprecjonowanie ich dobrych intencji. Najczęściej takie osoby od dziecka słyszały od najbliższych, że zachowują się źle albo robią wszystko niewłaściwie, więc każdy negatywny komentarz oznacza dla nich, że znów nie spełniają czyichś oczekiwań. Jeśli wiemy, że taka osoba jest drażliwa i z trudem przyjmuje uwagi na swój temat, trzeba zrobić to bardzo delikatnie. Możemy podkreślić, że nie chcemy jej dotknąć, zapewnić, że jest dla nas ważna, lubimy ją i zależy nam na niej, że pamiętamy, jak nam kiedyś pomogła. Powiedzieć, że jest to drobiazg, ale jednak ważny. Powinniśmy postarać się podłożyć miękką poduszkę, żeby nasza pretensja czy zarzut tak bardzo nie zabolały.

A jak słuchać komentarzy na swój temat, żeby je usłyszeć, chcieć się im przyjrzeć i być może coś w sobie zmienić?

- Jeżeli słyszymy je od osoby, do której nie mamy zaufania, to prawie niemożliwym jest, żeby to dobrze przyjąć. Ale warto zawsze uwag wysłuchać, podziękować za nie, a potem się nad nimi zastanowić. Dobrze jest zapytać innych, czy też tak to widzą. Bo jeśli tak, to coś jest na rzeczy. Zawsze lepiej jest pomyśleć nad tym, co się usłyszało na swój temat i nie odrzucać wszystkiego od razu, bo być może właśnie dowiedzieliśmy się o sobie czegoś ważnego i coś będziemy mogli zmienić.

Książka ''Ludzie, ludzie...'' dr Ewy Woydyłło-Osiatyńskiej ukazała się nakładem wydawnictwa Literackie (fot. materiały prasowe / Kuba Atys / Agencja Gazeta)Książka ''Ludzie, ludzie...'' dr Ewy Woydyłło-Osiatyńskiej ukazała się nakładem Wydawnictwa Literackiego (fot. materiały prasowe / Kuba Atys / Agencja Gazeta)

Wierzy pani w to, że zmiana możliwa jest na każdym etapie życia i w każdym wieku?

- Oczywiście. Czasem wystarczy zrobić jeden krok w odpowiednią stronę i to już jest zmiana. Ona nie musi być radykalna, może być powolna i stopniowa. A nawet taka powinna być, żeby samego siebie przekonać, że jest właściwa i korzystna.

Malkontentowi trudno będzie zmienić nawyk narzekania, bo kiedy mówi, że nic nie ma sensu, to on w to szczerze wierzy. Proponuję takim osobom ćwiczenie, żeby codziennie wypisywały trzy, a z czasem więcej, dobre rzeczy, które im się przytrafiają każdego dnia. Na początku malkontent w ogóle ich nie widzi, ale może szukać z pomocą kogoś bliskiego albo terapeuty.

Przychodzi do mnie pani, która opiekuje się chorą kuzynką i nie widzi w swoim życiu niczego pozytywnego. Zapytałam ją, czy fakt, że ona sama jest w pełni sił i zdrowia nie jest już wielkim plusem? I od tego się zaczęło, a potem szukałyśmy w jedzeniu, które jej smakuje, w ubraniach, które nosi i w których czuje się ładna, w rzeczach, które lubi robić. To też są pozytywne strony życia, za które można czuć wdzięczność.

Książki dr Ewy Woydyłło-Osiatyńskiej w promocyjnych cenach możecie kupić w Publio.pl>>>

Ewa Woydyłło, doktor psychologii, psychoterapeutka, publicystka i autorka
książek, m.in. Sekrety kobiet, Podnieś głowę, W zgodzie ze sobą, Buty
szczęścia, Bo jesteś człowiekiem: żyć z depresją, ale nie w depresji.
Prowadzi autorski program dot. coachingu zdrowia w studium podyplomowym w
Collegium Civitas, w Fundacji Batorego kieruje szkoleniem specjalistów
leczenia uzależnień w Rosji, Azji Centralnej  i Europie Wschodniej.
Aktywnie działa w Radzie Kongresu Kobiet. Laureatka Medalu św. Jerzego,
Nagrody Teofrasta oraz wyróżnień państwowych


Ewa Woydyłło. Doktor psychologii, psychoterapeutka, publicystka i autorka książek, m.in. ''Sekrety kobiet'', ''Podnieś głowę'', ''W zgodzie ze sobą'', ''Buty szczęścia'', ''Bo jesteś człowiekiem: żyć z depresją, ale nie w depresji''. Laureatka Medalu św. Jerzego, Nagrody Teofrasta oraz wyróżnień państwowych

Nina Harbuz-Karczmarewicz. Dziennikarka Polskiego Radia. Reporterka, wydawca, prowadząca. Pytanie o to, "jak żyć?" najchętniej kieruje do psychologów w audycji "Problem z głowy" w radiowej Jedynce. Publikowała w "National Geographic Traveler" i "Magazynie Coaching". Absolwentka Gender Studies w IBL PAN. Po godzinach, w garażu na Saskiej Kępie, przeprowadza renowację starych mebli. Efekty można oglądać tutaj.

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Zobacz także
Komentarze (73)
Zaloguj się
  • tinorossi

    Oceniono 12 razy 8

    Wydaje mi sie, ze na osobowosc ma rowniez wplyw klimat: Wlosi, Hiszpanie czy Grecy sa pogodnymi, umiejacymi sie bawic ludzmi. No i niestety, katolicyzm szukajacy wszedzie grzechu nie wplywa dodatnio na usposobienie. Nie mozna zyc z nieustannym poczuciem winy. A bledy w wychowaniu dzieci popelniaja niestety wszyscy rodzice. Nikt nas wlasciwie nie przygotowuje do rodzicielstwa.

  • psineczek

    Oceniono 9 razy 5

    Wydaje sie, ze czytelnicy celowo nie chca zrozumiec tekstu. Celowe przeinaczanie intencji jest wyrazne, przynajmniej dla mnie. Czyzby tak trudno bylo zrozumiec, ze chodzi w tym artykule o problemach wzajemnych relacji miedzyludzkich lacznie z umiejetnoscia przygotowania dzieci do tych relacji w zyciu, tak mlodzienczym jak I doroslym.. Pozdrawiam

  • 1korner

    Oceniono 7 razy 5

    Narzekanie na malkontentów to jest dopiero wyższa szkoła malkontenctwa. Inna sprawa, że w przyrodzie rzadko występują typy idealne, więc taki malkontent może być zarazem pasjonatem filatelistyki i świetnym interlokutorem.

  • mariola_g40

    Oceniono 6 razy 4

    Kiedy zapytasz np. Kanadyjczyka; "jak się masz?", usłyszysz: "OK, w porządku, świetnie...". Kiedy zapytasz o to samo Polaka, usłyszysz: "stara bida, szkoda gadać" albo, w najlepszym wypadku: "po staremu", co być może oznacza: dobrze jak zawsze, ale raczej: niewesoło.
    Malkontent to nie człowiek, który narzeka, bo nie ma nigdy tak, żeby było idealnie; ale malkontent to człowiek, który narzeka na wszystko. To znaczy na byle co też. A ja, choć uważam się za osobę pogodną, to ponarzekam sobie na wstrętnych, złośliwych anonimów, którzy patrzą wyłącznie na czubek własnego nosa, którzy bez skrępowania krytykują innych i bez żenady mieszają z błotem ideały. Wściekła jestem tym bardziej, że żyjemy w jednym kraju i mówimy tym samym językiem. Jestem wściekła i jest mi wstyd!

  • Agnieszka Dorota

    Oceniono 3 razy 3

    Cos w tym jest_ moja mama w starszym wieku te same rady łatwiej przyjmowała od znajomych starszych pań ze sklepu niż ode mnie!

  • swinton

    Oceniono 3 razy 3

    A kto to jest pesymista?
    Pesymista to były optymista który przemyślał sprawę jeszcze raz.

  • dobrochnaa

    Oceniono 5 razy 3

    Osoby krytyczne to nie malkontenci tak jak dyskusja czy nawet spór to nie kłótnia.

  • truten.zenobi

    Oceniono 3 razy 3

    jakie malkontenctwo? takie są właśnie realia tego kraju. byt kształtuje świadomość...

  • jan.go

    Oceniono 7 razy 3

    Brak malkontentów w społeczeństwie kończy się tragedią Z nimi jak z bólem Brak bólu mógłby np spowodować utratę kończyny podczas palenia ogniska

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX