Jurek Owsiak

Jurek Owsiak (fot. Tomasz Stańczak / Agencja Gazeta)

społeczeństwo

Jasiek ciężko chorował jako niemowlak, dziś jest zdrowy. 13-letni Szymon przezwyciężył chorobę serca. Dzięki WOŚP

Przez 25 lat grania Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy wyrosło nam całe pokolenie Polaków, którzy mogli skorzystać z diagnostyki i leczenia, jakie wcześniej były w polskich szpitalach niedostępne. Sprzęt oklejony charakterystycznymi serduszkami nieraz ratował zdrowie i życie dzieci i dorosłych. Dziś oddajemy głos tym, którzy na własnej skórze przekonali się o niezwykłej sile Orkiestry.

Agnieszka Zielińska. Mieszka w Markach pod Warszawą. Pracuje w firmie farmaceutycznej. Jest mamą Anny, Jana i Ewy. Przy narodzinach Janka (dzisiaj 10-latka) przekonała się, jak wielką moc ma Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy.

Jasiek był moim drugim dzieckiem, urodził się, tak jak jego rodzeństwo, w warszawskim szpitalu na Solcu. Ciąża okazała się bezproblemowa. Nic nie wskazywało na to, by coś złego miało się dziać. Syn przyszedł na świat o czwartej nad ranem. Poród odbył się bez powikłań. Zostaliśmy na sali porodowej, bo wszystkie poporodowe były zajęte. Leżeliśmy sobie, Jasiek koło mnie. Nie zaniepokoiło mnie to, że mały postękuje i ciężko oddycha. Zwróciła na to uwagę dopiero pani fotograf, która robiła zdjęcia do cyklu "Witajcie na świecie" w "Gazecie Stołecznej".

Agnieszka Zielińska z córką Ewą (fot. archiwum prywatne)Agnieszka Zielińska z córką Ewą (fot. archiwum prywatne)

Kiedy w pobliżu pojawiły się pielęgniarki, powiedziałam im o tym ciężkim sapaniu. Zainteresowały się, zabrały syna i zapowiedziały, że będą go obserwować, więc zostałam sama. Myślałam, że synek niedługo wróci. Mijały godziny. Pierwsza, druga, trzecia. Syna nie przywozili. Nie mogłam się ruszyć, zaczynałam się denerwować. W końcu przyszła pani ordynator. Jak tylko na nią spojrzałam, wiedziałam, że sytuacja jest poważna. Powiedziała, że z synem są problemy. Chodziło o kłopoty z oddychaniem. Jego płuca nie pracowały w pełni wydajnie. Powiedziała, że dziecko zostanie na obserwacji, pod opieką pielęgniarek i lekarzy.

Jakiś czas później przeniesiono mnie na salę poporodową, gdzie wszystkie mamy zajmowały się swoimi dziećmi. A ja leżałam sama.

Kiedy w końcu byłam w stanie dojść do sali, na której był synek, zobaczyłam go wśród innych dzieci podłączonych do sprzętów, w inkubatorach, z wenflonami w maleńkich ciałkach. Był golutki, bez żadnego ubrania, tylko z pieluszką. Z nosa wystawały mu rurki, przez igły miał podawane lekarstwo. Okazało się, że te rurki to część aparatu, który dostarcza do jego organizmu tlen i wspomaga oddychanie. Syn był zagrożony niedotlenieniem, a niedotlenienie u noworodka to ryzyko naprawdę poważnych powikłań.


Z czasem okazało się, że syn miał wrodzone zapalenie płuc. Nie wiadomo, skąd się przyplątało. Lekarze zaaplikowali mu antybiotyk o szerokim spektrum działania, bo nie było czasu na robienie antybiogramu, żeby sprawdzić, które dokładnie lekarstwo zadziała na bakterię, która zaatakowała mojego syna. Przez pierwsze dwie doby życia leżał unieruchomiony pod lampą, a ja na aparacie obserwowałam, jak zwiększa mu się saturacja [nasycenie krwi tlenem - przyp. red.].

Udało się. Wyzdrowiał dzięki maszynie wspomagającej oddychanie i po kilku dniach po wrodzonej chorobie nie został ślad. Aparat, który pomógł go wyleczyć, został ufundowany przez Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy.

Kiedy po pięciu dniach wychodziliśmy ze szpitala, z aparatu do wspomagania oddychania korzystał już kolejny maluch. Wtedy dopiero uświadomiłam sobie, że te wszystkie koncerty, licytacje i puszki z serduszkami przekładają się na życie i zdrowie wielu osób.

Dzisiaj Jasiek ma 10 lat, dobrze się uczy, jest wysportowany, energiczny, gra w piłkę. Nie ma żadnych deficytów ani ruchowych, ani intelektualnych. Jestem przekonana, że bez tamtego sprzętu by mu się nie udało.

12. finał WOŚP - Jurek Owsiak prezentuje inkubator, który ufundowała Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy (fot. Igor Morye / Agencja Gazeta)12. finał WOŚP - Jurek Owsiak prezentuje inkubator, który ufundowała Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy (fot. Igor Morye / Agencja Gazeta)

Minęły lata, ale uczucia związane z tamtymi przeżyciami są we mnie do dziś. Patrzę na tego mojego udanego, wspaniałego syna i zastanawiam się, co by się stało, gdyby nie oklejona sercami aparatura. Wdzięczność do WOŚP czuję każdego dnia. Emocje wzbudzają we mnie przeciwnicy Jurka Owsiaka. Nie mieści mi się w głowie, że ktoś może negować jego dokonania. Wystarczy rozejrzeć się wokół albo wejść do dowolnego szpitala i zobaczyć, ile jest tam sprzętu od WOŚP. I ile dzieci zostało dzięki niemu uratowanych.

Barbara Buzek. Mieszka w Łazach, w gminie Jasienica, niedaleko Bielska-Białej, pracuje w biurze firmy, która zarządza nieruchomościami. Jest mamą dwuletniego Adasia, od niedawna jest w drugiej ciąży.

Na cukrzycę pierwszego typu choruję od trzech lat. O tym, że jestem chora, dowiedziałam się na początku pierwszej ciąży, kiedy w badaniu wyszedł podwyższony poziom glukozy. Cukrzycę ciążową reguluje się zwykle dietą albo dostarczając niewielkie dawki insuliny. I rzeczywiście, na początku te wahania cukru nie były duże. Wierzyłam, że poradzę sobie, odstawiając czekoladę, białe pieczywo i nabiał. Okazało się jednak, że w moim przypadku sprawa jest bardziej skomplikowana. Musiałam się stale kontrolować, bo każde wyjście na spacer kończyło się hiperglikemią [stan, kiedy poziom cukru wzrasta ponad normę - przyp. red.], a każda hiperglikemia to było zagrożenie dla dziecka. Ciąża bez pompy insulinowej [dostarcza odpowiednią dawkę insuliny do organizmu - przyp. red.] dla kobiety z cukrzycą pierwszego stopnia to koszmar. Ryzyko poronienia i przedwczesnego porodu było bardzo wysokie. Prawdopodobieństwo donoszenia ciąży - niewielkie. Na szczęście się udało, urodziłam Adasia. Byłam przekonana, że po porodzie problem cukrzycy zniknie. Niestety, tak się nie stało.

Barbara Buzek (fot. archiwum prywatne)Barbara Buzek (fot. archiwum prywatne)

Na co dzień chory na cukrzycę jest sam dla siebie lekarzem, podejmuje szereg medycznych decyzji. Przed każdym posiłkiem musi dokładnie przeanalizować, jak wyglądał jego dzień pod kątem aktywności fizycznej, tego co zjadł, czy się zdenerwował i w jakim stopniu. W ciąży do wahań cukru dodatkowo przyczyniają się hormony. Dlatego kiedy spodziewałam się dziecka, cukier we krwi mierzyłam co 15 minut w ciągu dnia, a w nocy - co 2 godziny. Miałam nieprawdopodobne skoki jego poziomu. Ale to była moja pierwsza ciąża, wtedy mogłam się skupić tylko na sobie i próbować kontrolować sytuację. Po urodzeniu Adasia, z dzieckiem u boku, nie wyobrażałam sobie kolejnej takiej historii.

Jednak bardzo chciałam mieć drugie dziecko. Stało się to możliwe dzięki Wielkiej Orkiestrze Świątecznej Pomocy, która udostępniła mi nie dowolną pompę insulinową, tylko najnowocześniejszy sprzęt na polskim rynku. Gdybym chciała ją kupić, musiałabym wysupłać około 18 000 zł, a potem każdego miesiąca ok. 2000 zł za jej używanie. Mieszkam w niewielkiej miejscowości w pobliżu Bielska-Białej, ale bez większych problemów znalazłam klinikę w Żorach, która oferuje takie pompy. Zgłosiłam się do nich i od razu dostałam potrzebny sprzęt.

Pompa insulinowa (fot. Alden Chadwick / Flickr / CC BY 2.0)Pompa insulinowa (fot. Alden Chadwick / Flickr / CC BY 2.0)

Jak to teraz wygląda? Jestem w drugiej ciąży. Mam wkłucie na brzuchu i maszynkę wielkości telefonu, która cały czas pilnuje, czy nie jestem w niebezpieczeństwie. Mierzy ona poziom cukru we krwi przez cały czas, 24 godziny na dobę. Nie muszę się więc martwić, że jego poziom spadnie, a ja nawet nie będę o tym wiedzieć. Mogę bez stresu pójść spać albo iść na spacer z dzieckiem. Pompa sama zatrzymuje podawanie insuliny na pół godziny przed hiperglikemią.

Dobrze pamiętam lęk o dziecko, który towarzyszył mi przez całą pierwszą ciążę. Kiedy widziałam wahania cukru, byłam przerażona. Teraz jestem spokojna.

Magdalena Boguszewska. Mieszka w Warszawie, prowadzi firmę transportową. Jest mamą dwóch chłopców - Szymona i Aleksandra. Kiedy 13 lat temu urodził się Szymon, sprzęt Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy uratował mu życie.

Orkiestra pojawiła się w moim życiu, kiedy byłam nastolatką. Dwukrotnie, w 1998 i 2000 r., byłam jej wolontariuszką. Cała klasa szła wesprzeć Owsiaka, więc ja też poszłam, ale to nie była świadoma decyzja. A i Orkiestra nie była wtedy jeszcze taką wielką inicjatywą. Koncerty były skromniejsze niż dziś, licytacje mniej spektakularne, nie było też mediów społecznościowych, które dodatkowo napędzają zainteresowanie WOŚP.

Magdalena Boguszewska (fot. archiwum prywatne)Magdalena Boguszewska (fot. archiwum prywatne)

Razem z grupą wolontariuszy na ulicy zbierałam pieniądze, przyklejałam serduszka, ale nie do końca wiedziałam po co. Jedna z pań, którą namawialiśmy, żeby dorzuciła się do puszki, zapytała, jaki jest cel zbiórki - nie potrafiliśmy jej wytłumaczyć.

Kilkanaście lat później urodził się mój syn. O tym, że ma wadę serca - wspólny kanał przedsionkowo-komorowy - dowiedzieliśmy się późno. Szymon miał już wtedy 5 miesięcy. Szybko organizowano operację ratującą jego życie. Trafiliśmy do nieistniejącego już dziecięcego szpitala przy ul. Litewskiej w Warszawie. Na salę operacyjną nie mieliśmy, oczywiście, wstępu, Szymona zobaczyliśmy dopiero w sali pooperacyjnej. Wszystkie urządzenia podające leki oklejone były serduszkami. Tak samo wyglądały sprzęty monitorujące pracę serca. W pierwszej chwili byłam za bardzo zaaferowana stanem dziecka, żeby zauważyć, że historia zatacza koło. Ale wszechobecne serduszka rzucały nam się w oczy od samego początku. W dodatku lekarz powiedział nam: - Podziękujcie Owsiakowi. Gdyby nie on, wszystko tutaj wyglądałoby inaczej. Miałam poczucie, że nie tylko my, rodzice, ale też lekarze są wdzięczni Jurkowi. Mają do dyspozycji bardziej nowoczesny sprzęt, mogą sprawniej, dokładniej leczyć ludzi. Pamiętam, że po operacji ciągle myślałam o tym, że to, co robi Jerzy Owsiak, ma naprawdę wielki sens.

Wolontariusze w Olsztynie podczas ubiegłorocznego 24. finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy (fot. Przemysław Skrzydło / Agencja Gazeta)Wolontariusze w Olsztynie podczas ubiegłorocznego 24. finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy (fot. Przemysław Skrzydło / Agencja Gazeta)

Kiedy przestałam się już bać o życie i zdrowie dziecka, poczułam pokorę wobec losu i zaczęłam widzieć zależność: to trochę tak, jakbym wtedy, jako nastolatka, kwestowała po to, żeby mój syn był teraz bezpieczny. Wcześniej Wielka Orkiestra kojarzyła mi się wyłącznie z tymi styczniowymi dniami, kiedy naklejałam serduszka na płaszcze przechodniów. Ani przez moment nie przyszło mi na myśl, że historia zatoczy koło. Że sprzęt ufundowany przez WOŚP będzie potrzebny mojemu dziecku.


Dominika Buczak.
Dziennikarka, współautorka książek "Gejdar" oraz "Pan od seksu". Publikuje między innymi w "Wysokich Obcasach", "Ja My Oni", "Urodzie życia". Specjalizuje się w wywiadach i reportażach. Najbardziej interesują ją historie wykluczonych, słabszych, bardziej kruchych. Im chce dać głos.




Na Wasze listy czekamy pod adresem listydoredakcji@gazeta.pl. Redakcja zastrzega sobie prawo do niepublikowania wszystkich listów.

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

Zobacz także
Komentarze (291)
Zaloguj się
  • bodzio24680

    Oceniono 53 razy 41

    Nie przemawiają do Was opowieści szczęśliwców, którzy skorzystali ze sprzętu zakupionego przez Orkiestrę? Nie podobają się historie o uratowanych? Lubicie bardziej cudze nieszczęścia? To posłuchajcie innej historii: w 2001r. w szpitalu na Madalińskiego w Warszawie, w środku nocy rozpoczął się przedwczesny poród mojej córki. Szpital nie dysponował sprzętem odpowiednim do ratowania takich wcześniaków. Po kilku godzinach bezskutecznego powstrzymywania porodu za pomocą kroplówki, od której o mało nie wysiadło mi serce, lekarze zdecydowali o przewiezieniu mnie do szpitala na Karową. Jechałam przez Warszawę karetką na sygnale walcząc w niewyobrażalnym bólu o każda minutę. Niestety na uratowanie mojej córki było za późno - umarła pięć godzin po narodzeniu - za długo wstrzymywano poród. Gdyby szpital na Madalińskiego dysponował wtedy odpowiednim sprzętem nie trzymano by mnie pod kroplówką i nie wieziono karetką do innego szpitala - córka miałaby duże szanse na przeżycie. W 2005 roku moja druga córka leżała w szpitalu na Madalińskiego, a jej życie ratował sprzęt, na którym naklejone było czerwone serduszko......... To prawda - pieniądze wpłacane na Orkiestrę nie znaczą wiele przy całym budżecie służby zdrowia w Polsce, ale są one przeznaczane na konkretny cel, na który pieniądze z budżetu nie są przeznaczane. Dlaczego uważacie, że Jurek Owsiak nie powinien utrzymywać się na koszt Fundacji? A dlaczego nie? Wkłada w to więcej pracy niż większość z Was w swoje etaty. I naprawdę uważacie, że zarabia za dużo? Bo więcej niż średnia krajowa? A czy pracując w innym miejscu zarabiałby mniej? Z takimi umiejętnościami i zaangażowaniem? A czy pracując w innym miejscu mógłby zajmować się Orkiestrą? Z czegoś przecież żyć musi. Finanse Orkiestry nie są transparentne? A w jaki sposób księża w kościele rozliczają się z tac? I wrzucacie? Orkiestra prowadzi księgowość, jej sprawozdania finansowe są jawne. Jakie sprawozdania publikuje Wasza parafia? Wiara czyni cuda? I nie ciekawi Was marka samochodu, którym jeździ szanowny ksiądz z Torunia? Nie przeszkadza ugoda, która kosztowała Was 26 milionów złotych? A ile sprzętu do ratowania życia można byłoby za taką kwotę kupić? Lepiej żeby została przeznaczona na baseny termalne dla poprawy statusu życia wybrańców z Torunia? Co roku gram z Orkiestrą i będę grać dopóki będzie to możliwe - jeżeli dzięki temu zmniejszy się liczba osób, które tak jak ja jako prezent gwiazdkowy dla swojego dziecka stawiają świeczkę na jego grobie, będę żyć w poczuciu, że uczestniczę w czymś dobrym...........

  • gerkogerko

    Oceniono 57 razy 39

    Pomyślmy. Kto jest bardziej potrzebny obywatelom?
    Owsiak który od 25 lat pomaga i pozytywnie nakręca Polaków czy Jarosław Kaczyński który od 25 lat niszczy i negatywnie nakręca Polaków ?

  • lukasz2711

    Oceniono 37 razy 29

    Trzymajcie się wszyscy cieplutko 15 stycznia na przekór wszystkiemu mamy do pobicia rekord. Powodzonka wszystkim Jurek jestem z tobą.

  • mxx01

    Oceniono 34 razy 28

    Problem w tym że Kaczyński nie ma dzieci i tego nie rozumie. Wydał polecenie żeby gnoić Owsiaka a stado baranów z PiS posłusznie wykonuje.

  • bezpocztyonline

    Oceniono 26 razy 22

    To nie chodzi o Owsiaka ani o WOŚP ani o zbiórkę pieniężną ani o to, co się z tymi pieniędzmi dzieje.
    To chodzi o możność nienawidzenia, a nienawiść jest aktualnie ukierunkowana na WOŚP i Owsiaka.
    Wróćcie jeszcze raz do lektury "Roku 1984" Orwella, do scen "2 minut nienawiści", to wtedy zrozumiecie. Jak jutro Rydzyk ogłosi na falach Radia Maryją, że teraz Owsiak jest wspaniałym człowiekiem, a wstrętny i bezbożny jest Anzelm Kowalski (imię i nazwisko przypadkowe, wymyślone ad hoc) zamieszkały w Pcimiu Dolnym, to a pojutrze potwierdzi to Jarosław Kaczyński i biskupi, to od pojutrza wszyscy głośno będą nienawidzić Anzelma Kowalskiego z Pcimia Dolnego.

  • Krzysztof Gołąb

    Oceniono 36 razy 18

    Osobiście nie lubię Jerzego Owsiaka , a jednocześnie popieram to co robi . Trzeba było być naprawdę odpornym zdecydowanym i cwanym by to wszystko zacząć teraz jest w TVN poprzednio w TVP , ale na początku tak słodko nie było.Mało kto wierzył że się uda. Piszecie robi przekręty ok ja zapytam : czemu wy nie ruszyliście dupy i nie zorganizowaliście takiego "biznesu"?

  • kotprezesa

    Oceniono 28 razy 16

    Gdyby zbierał na ratowanie stoczni gdańskiej, miałby większe poparcie w pi ssie...

  • napohybelpisimsynom

    Oceniono 23 razy 13

    Jestem calym sercem za orkiestra, ale jak juz w gazwybie piszecie te fejkowe "listy do redakcji" to chociaz pilnujcie faktów. Jakim cudem pani Magda właścicielka firmy transportowej mogła być wolontariuszką Orkiestry w 89 i 90 roku, jak orkiestra gra od 93? Latała z puszką zanim jeszcze sam Owsiak wpadł na ten pomysł? Litości.

  • Bożenna Zembaczyńska

    Oceniono 16 razy 12

    Moja znajoma z jednej z mazowieckich wsi urodziła dziecko. Nic nie byłoby w tym szczególnego , ale to ile słów zachwytu wyraziła na temat sprzętu dla ratowania dzieci w szpitalu oznakowanego " WIELKA ORKIESTRA ŚWIĄTECZNEJ POMOCY" bardzo mnie poruszyło. Byłam bardzo wzruszona z jaka aprobata i zachwytem, opowiadała o tych urządzeniach. Czuła się bezpieczna ,że w razie czego jej dziecko - oczekiwane pzrez prawie 15 lat będzie miało pomoc. Ludzie patrzcie i słuchajcie takich kobiet - matek . Ta wieś to matecznik PIS, który już dziś po tych wszystkich harcach " największych patriotów" zmienia sie w jego gorących przeciwników. Ci ludzie wbrew nakazom jednej słusznej partii i kościoła dają na WOŚP. Chwała im za to ,ze nie dali się zmanipulować do końca, Ja tez daje i będę dawała najwięcej jak będę mogła. Te zajadłe komentarze o wynagrodzeniach Owsiaka i Jego żony to czysta polka bezinteresowna zawiść. Wstydźcie sie Polacy.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX