Marzena Domaros w 1992 r.

Marzena Domaros w 1992 r. (fot. Michał Mutor / Agencja Gazeta)

fenomen

Seks, kłamstwa i Sejm. Anastazja P. - fałszywa hrabina, która wywołała największy obyczajowy skandal w III RP

W listopadzie 1992 roku III RP wstrząsnął obyczajowy skandal. To właśnie wtedy ukazał się ''Pamiętnik Anastazji P. Erotyczne immunitety''. Wciąż nie jest jasne, kim była autorka książki opisującej łóżkowe wyczyny ówczesnych posłów. Jej pikantne relacje z poselskiego hotelu można dzisiaj czytać również jako dokument epoki, w której popularne książki sprzedawano na straganach, a ludzie oburzali się z powodu reklam podpasek w telewizji.

Duchologię (spolszczenie angielskiego terminu "hauntology"), jako metodę opisywania przeszłości, spopularyzowała u nas antropolożka Olga Drenda. W książce "Duchologia polska. Rzeczy i ludzie w latach transformacji" pisała tak: "(...) kluczem do hauntology jest pamięć niewyraźna, widmowa, zmutowana i zdeformowana przez nacisk nakładających się na nią warstw informacji". Jednym słowem - coś pamiętamy, ale nie wiemy, czy widzieliśmy to na własne oczy, ktoś nam powiedział, czy gdzieś przeczytaliśmy reportaż na ten temat. Ze skrawków wspomnień i migawek układamy sobie jakiś obraz i na hasło: "Pamiętnik Anastazji P." wygrzebujemy z pamięci pojedyncze fakty, opinie, impresje, skojarzenia. Znajomy, od którego pożyczyłam książkę, przypomina sobie na przykład, że kiedy afera wybuchła (był wtedy uczniem szkoły podstawowej), po raz pierwszy zetknął się ze słowem "immunitet" - słowo "erotyczne" było mu już wcześniej znane.

Gdy zagadnęłam Drendę o "Pamiętnik", odpowiedziała: Z fragmentów, które pamiętam, wyłania się obraz Sejmu jako zbiorowiska nieokrzesanych, obleśnych samców, którym aż paruje z uszu. Niesamowite, jak łatwo udało się przeprowadzić całą tę mistyfikację. Czytałam gdzieś, że główna bohaterka po prostu sama podrobiła sobie dowód osobisty. Podobno za całą intrygą stał Jerzy Urban. Pamiętam też dalszą monetyzację sukcesu Anastazji - książka miała sequel, wyszła też kabaretowa kaseta "Oczy Stefana".

Domaros dostała prasową akredytację podając się za Anastazję Potocką, korespondentkę francuskiego dziennika ''Le Figaro'' (fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta)Domaros dostała prasową akredytację podając się za Anastazję Potocką, korespondentkę francuskiego dziennika ''Le Figaro'' (fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta)

Hasło uruchamia więc całą masę pikantnych i sensacyjnych skojarzeń: obleśna samczość, podrobiony dowód osobisty, Jerzy Urban jako szara eminencja tej mistyfikacji. A jeszcze kwestia popularności, chwilowej sławy autorki i finansowego sukcesu publikacji, którą czytali tzw. "wszyscy": od prawa do lewa i od kierowcy autobusu po uniwersyteckich profesorów. A słyszeli o niej nawet uczniowie szkoły podstawowej.

Seks, kłamstwa i Sejm

Kim była Anastazja P.? Naprawdę nazywała się Marzena Domaros, pochodziła z pegeerowskiej wsi Góra pod Starogardem Gdańskim. Do Sejmu pierwszej kadencji trafiła wiosną 1992 roku, przyjmując fałszywą tożsamość Anastazji Potockiej i akredytując się jako korespondentka "Le Figaro", co również nie odzwierciedlało stanu faktycznego. Nim trafiła do Warszawy, pracowała w "Wieczorze Wybrzeża" i zniknęła stamtąd, gdy wyszły na jaw defraudacje, których się dopuściła, posługując się służbową pieczątką. Nie przeszkodziło jej to przenieść się do stolicy i wejść nie tyle na salony, co politykom do łóżka. Nie było to trudne. W "Pamiętniku" opisała to tak: Jak poszła fama o moim udokumentowanym pochodzeniu hrabianki, Andrzej Potocki (ówczesny rzecznik Unii Demokratycznej - przyp. red.) zaczął mnie od razu nazywać kuzynką. Obejmował mnie w holu i pytał: "Co słychać, kuzyneczko?". Wtedy się zorientowałam, że on taki sam hrabia, jak ja hrabianka.

Ten krótki fragment doskonale oddaje klimat "Erotycznych immunitetów" - panowie posłowie chętnie obejmują Anastazję i wchodzą z nią w poufałe relacje. Jest tu też szczypta złośliwości wobec opisywanych "samców", którym autorka generalnie nie szczędzi ostrych słów: "Posłowie z PSL lubią trzy rzeczy: pić, piep***ć i bić się". "Każdą najbrzydszą babę wystarczyłoby wpuścić do Sejmu na 24 godziny, a wyleczono by ją tam z kompleksów do końca życia. Tam jest taka atmosfera, że właściwie wszystko, co nie jest mężczyzną, jest do przewalenia" - pisała Domaros. "Każdy facet miał to w oczach: zerżnął by nas na każdym stopniu schodów". "Większość myśli tylko o tym, żeby się napić i popiep***ć. Seks, wóda i ploty".

Domaros w 1993 r. (fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta)Domaros w 1993 r. (fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta)

Taki pieprzny, brukowy i niezawoalowany przekaz bez trudu przykuł uwagę odbiorców. Zwłaszcza że pikantnych detali było w dziełku Potockiej/Domaros sporo - "hrabina" chętnie dzieliła się z czytelnikami swoją opinią na temat erotycznej sprawności znanych polityków. Z Aleksandrem Kwaśniewskim "nie było to imponujące przeżycie, wszystko trwało krótko, za krótko". Z Leszkiem Millerem było dobrze, "chociaż w łóżku nie wykazywał się szczególną inwencją". Zaś Stefan Niesiołowski, opisywany jako "psychopatyczny erotoman", miał jej jakoby zaproponować "różowy trójkąt" - z Kwaśniewskim.

Jednak oprócz funkcji peep show - jak określił to Jacek Wasilewski, specjalizujący się w komunikacji społecznej politolog i medioznawca - czyli możliwości podglądania w sytuacji intymnej ludzi znanych ze świecznika, książka podpisana nazwiskiem Domaros spełniała też inne zadanie. Obciążała opisanych bohaterów znacznie poważniejszymi grzechami niż tylko łóżkowa nieporadność. Kwaśniewski miał mieć ewidentnie problem z alkoholem. Niesiołowski - złamać się i sypać kolegów w więzieniu, zaś najcięższe działo zostało wytoczone przeciwko ówczesnemu wicemarszałkowi Sejmu Andrzejowi Kernowi. Domaros opisała brutalny gwałt, którego miał się na niej dopuścić prominentny wówczas polityk. Taki pocisk musiał eksplodować.

Prof. Antoni Dudek, politolog:

Afera oczywiście zaszkodziła bardziej prawicowemu Kernowi niż opisanym w książce politykom lewicy. Jednak przypadek Stefana Niesiołowskiego pokazuje, że pojawienie się na stronach "Erotycznych immunitetów" nie musiało oznaczać końca kariery politycznej. Dla mnie politycznie znaczenie tej sprawy polega na tym, że wpisała się w ciąg afer i skandali, które przyczyniły się do skompromitowania całego Sejmu I kadencji.

Chłopcy z UOP

- Myślę, że to była jedna ze spraw, które przyczyniły się do tego, że w Polsce polityków nie traktuje się poważnie i nie udziela się im kredytu zaufania - tak o efekcie, jaki wywołała publikacja, mówi Olga Drenda. - Lata 90. były pełne takich historii, prawdziwych albo mistyfikacji - dodaje. - Wtedy to podziałało, jak otwarcie puszki Pandory, bo to był czas sprzed tabloidów. Teraz takie rzeczy stały się w pewnym sensie codziennością. Oczywiście, seksafera w Samoobronie czy doniesienia o senatorze Piesiewiczu nadal są poruszającym opinię publiczną skandalem, ale raczej spodziewamy się, że takie rzeczy się dzieją - zauważa z kolei Jacek Wasilewski.

Jednym z kochanków Anastazji P. miał być Aleksander Kwaśniewski. Na zdjęciu w środku, pomiędzy Krzysztofem Kozłowskim i Januszem Lewandowskim, w 1993 r., po odebraniu Nagrody Kisiela (fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta)Jednym z kochanków Anastazji P. miał być Aleksander Kwaśniewski. Na zdjęciu w środku, pomiędzy Krzysztofem Kozłowskim i Januszem Lewandowskim, w 1993 r., po odebraniu Nagrody Kisiela (fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta)

W listopadzie i grudniu 1992 roku "Pamiętnik Anastazji P." był tematem, o którym rozpisywały się gazety. Marzena Domaros stała się obiektem powszechnego zainteresowania, zapraszano ją również do telewizji, gdzie chętnie udzielała wywiadów, m.in. Małgorzacie Ziętkiewicz. Nieoczekiwanym kosztem gwiazdorstwa okazało się jednak zainteresowanie prokuratury. I to nie dlatego - jak moglibyśmy się dziś spodziewać - że wytoczono Domaros liczne sprawy o zniesławienie (w istocie jedyną osobą, która poszła z Domaros do sądu i wygrała, był Stefan Niesiołowski), ale dlatego, że okazało się, że jest już ścigana za pospolite przestępstwa: oszustwa i wyłudzenia. Dwa dni po nadaniu w "Panoramie" wywiadu z fałszywą hrabiną Anastazją Potocką rozesłano do wszystkich komend policji w kraju list gończy za Marzeną Domaros. Jak mówił wówczas w głównym wydaniu "Panoramy" przedstawiciel prokuratury: - Dla nas ona nie jest żadną tajemniczą, czy mityczną osobą, a wręcz oszustką. Jedyną korzyścią dla prokuratury z ujawnienia sprawy pani Marzeny jest to, że wreszcie ustalono, że ona jest w kraju i można ją dla celów postępowania sprowadzić, i że wreszcie będzie można to postępowanie zakończyć. Jednak, mimo aresztowania, Marzena D. została szybko zwolniona. Wielu uważało, że za sznurki pociągnęli wówczas politycy, na których "hrabina" mogła mieć jeszcze jakieś mocniejsze "haki".

Szybko też pojawił się wątek agenturalny. Domaros miała działać na zlecenie lub z inspiracji UOP. Zresztą w samej książce pojawia się (dość bełkotliwy i niejasny) fragment o "miłych chłopcach z UOP", którzy mieli się z autorką kontaktować i poddawać ją interrogacji. Hipoteza taka nie została nigdy ostatecznie potwierdzona ani odrzucona. Na pewno nazwisko Domaros wypłynęło ponownie przy tak zwanej sprawie "szafy Lesiaka" - pułkownika SB, szefa zespołu specjalnego UOP, który zgromadził wiele, do dziś nieodtajnionych, dokumentów. W jego zbiorach odkryto m.in. rachunki, które opłacał Domaros Urząd Ochrony Państwa. Jak mówił Zbigniew Siemiątkowski, który w roku 1997 ujawnił aferę z szafą Lesiaka, widział m.in. rachunki za garderobę, dokumenty świadczące, że Domaros mieszkała w lokalu konspiracyjnym UOP. Były też dokumenty mówiące o tym, że jeden z oficerów UOP służył jej za ochroniarza i kierowcę.

Domaros w swojej książce twierdziła, że ówczesny wicemarszałek Sejmu, Andrzej Kern, brutalnie ją zgwałcił (fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta)Domaros w swojej książce twierdziła, że ówczesny wicemarszałek Sejmu, Andrzej Kern, brutalnie ją zgwałcił (fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta)

Narodziny gwiazdy

To niejedyny sensacyjny trop w tej sprawie, mogący świadczyć o tym, że celem publikacji "Pamiętnika" była polityczna kompromitacja m.in. Niesiołowskiego i Kerna, który ostatecznie wycofał się z polityki i wrócił do zawodu prawnika. Był wówczas negatywnym bohaterem jeszcze jednej - jak się po latach okazało - sztucznie nakręconej afery, związanej z rzekomym porwaniem i zamążpójściem jego córki, wtedy 16-letniej Moniki. Na podstawie sensacyjnych prasowych doniesień powstał nawet nakręcony przez Marka Piwowskiego film "Uprowadzenie Agaty", jednak jego akcja nie oddawała rzeczywistego przebiegu wydarzeń. W tle sprawy Moniki przewijała się postać Jerzego Urbana, który odegrał również rolę akuszera "Pamiętnika".

Na łamach "NIE" ukazał się pierwszy wywiad z Anastazją, a następnie Urban "przekazał" Domaros i jej opowieści Romanowi Górskiemu, szefowi potężnego wydawnictwa BGW, które miało nomenklaturową proweniencję, a na rynku zaistniało dzięki bestsellerowi w postaci wywiadu rzeki z Edwardem Gierkiem "Przerwana Dekada". Sprzedało się wówczas około miliona egzemplarzy tej pozycji. "Pamiętnik" również był hitem, choć Górski oficjalnie zaprzeczał, że to on był wydawcą. Faktycznie książkę opublikowała powołana specjalnie w tym celu firma krzak Dom Wydawniczy Refleks.

Jednak udział Górskiego w całym przedsięwzięciu (nie mówiąc o czerpaniu zysków) potwierdzają zarówno Urban, jak i Jerzy Skoczylas, krakowski dziennikarz, któremu wydawniczy bonzo powierzył zadanie literackiego uładzenia słowotoku Domaros. Jak po 20 latach od afery opowiedział Cezaremu Łazarewiczowi, na potrzeby tekstu opublikowanego w "Newsweeku", Skoczylas: - Górski zadzwonił i zapytał: czy słyszałeś o tej k..., co się pi... z połową posłów z Sejmu? Skoczylas słyszał i podjął się zadania spisania jej wspomnień. Opłaciło się. Zainteresowanie książką było ogromne. Sprzedało się 400 tys. egzemplarzy, z czego w ciągu pierwszego tygodnia 100 tys. - Dzięki tej książce przez dwa lata mogłem nie robić nic i żyć bardzo rozrywkowo - mówił Skoczylas w "Newsweeku".

Roman Górski w 1993 r. (fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta)Roman Górski w 1993 r. (fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta)

Wyblakła okładka

Co z tego wszystkiego zostało po latach, gdy opadły bieżące polityczne emocje, a sensacja zblakła w porównaniu z codzienną dawką plotek i skandali? Mała, niepozorna książeczka, wydana byle jak, pospiesznie, na kiepskim papierze. Okładka posługuje się estetyką tabloidową - przedstawia odgięty róg kołdry, za którym majaczy gmach Sejmu. Okrągłe liternictwo tytułu to czcionka Blippo, jak mówi Olga Drenda, bardzo typowa dla późnych lat 80. Wystarczy jedno spojrzenie, by przypomnieć sobie, że wiele książek wyglądało wówczas podobnie. Kiczowate okładki, źle sklejone grzbiety, amatorski skład, krzywo przycięte strony. Sprzedawano je na ulicznych stoiskach, bazarach, poza oficjalnym rynkiem dystrybucji. Taka swoista kontynuacja peerelowskich tradycji, gdy w podobny sposób dystrybuowano bibułę. - Na początku lat 90. krążyło mnóstwo pamfletów politycznych, sprzedawanych po kioskach, targach. Zwykle to były jakieś żenujące pseudosatyryczne produkty - mówi badaczka. - Popularne były też wtedy różne wywiady rzeki, w których politycy z PRL ujawniali kulisy swoich działań, zaglądanie za oficjalną zasłonę i wyciąganie stamtąd brzydkich rzeczy - dodaje.

Również tekst "Pamiętnika" mocno rozczarowuje. Jest chaotyczny, pełen mniejszych i większych sprzeczności, powtórzeń i sztucznie rozdęty za pomocą wstawionych w narrację biogramów opisywanych postaci. W jakimś stopniu te niedoróbki tłumaczy tempo, w jakim książka powstawała. Relację Marzeny Domaros redaktor Skoczylas spisał w cztery dni, pracując od rana do nocy. Jak zauważa jednak Jacek Wasilewski, ten brak profesjonalnej edycji tekstu, paradoksalnie, mógł dodawać wyznaniom sejmowej call girl autentyzmu i wiarygodności. - Ta sfera ciągle była tabu. To był czas, kiedy ludzie się oburzali, że podpaski są reklamowane w telewizji. Więc poruszenie tematu związanego z seksem było na tyle rewolucyjne, że kwestia profesjonalnego dopracowania tekstu to była mniej istotna sprawa - ocenia Wasilewski.

Domaros/Potocka w Sejmie, 1993 r. (fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta)Domaros/Potocka w Sejmie, 1993 r. (fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta)

- Rzeczy, które najprawdopodobniej działy się wtedy w hotelu poselskim, dziś dzieją się na każdej imprezie integracyjnej. Tyle że pierwszy raz zostało to wyciągnięte na światło dzienne, w sytuacji, gdy nie było jeszcze na polskim rynku tabloidów. I na tym polegał szok. To było wyjście z cenzury - uważa. W publikacji pamiętnika widzi też zapowiedź postępującej tabloidyzacji przekazu, z którą mamy do czynienia od drugiej połowy lat 90.

Z kolei Drenda wskazuje prawdopodobną genezę fenomenu "Pamiętnika": - Wbrew pozorom kultura masowa lat 80. miała w sobie dużo nastawienia na sensację i skandal, w prasie, telewizji, kinie pojawiało się dużo (w porównaniu z poprzednimi, bardziej pruderyjnymi dekadami) treści związanych z erotyką, często w dość brukowym wydaniu. Pamiętam "Fikcje i fakty", pierwsze kalendarze z "gołą babą", komedie erotyczne, magazyny naturystyczne i dział dla naturystów w "Veto", który był często pretekstem do pokazania golasów. Myślę, że to była odpowiedź na wpływy z importu, których nie dało się zahamować, bo zbyt wiele osób miało dostęp do telewizji satelitarnej czy kopiowanych kaset wideo. Na sensacyjne treści był popyt - "Detektyw", czyli połączenie magazynu reporterskiego z brukowcem, wychodzi od 1987 roku, na samym początku lat 90. ukazują się różne produkcje typu soft porno po polsku. Historia z Anastazją P. to jest dla mnie konsekwencja tej szemrano-sensacyjnej kultury.

Duch Anastazji

A co stało się z Domaros? Nikt nie wie. Mimo zapowiedzi prokuratury nie trafiła do więzienia za oszustwa, choć spędziła jakiś czas w areszcie. W 1993 roku wydała kontynuację "Pamiętnika" - "Anastazja P. raz jeszcze", ale książka przeszła bez większego już echa. Próbowała kariery wokalnej, wydając na poły kabaretową płytę "Oczy Stefana", ale jej gwiazda szybko zgasła. Nigdy nie wróciła do rodzinnej wsi. Zerwała kontakty z rodzicami, którzy przez lata wychowywali jej córkę Nadzieję. Jerzy Urban twierdził, że pojawiła się u niego po latach, proponując biznes. Nie skorzystał. W 2001 roku była przesłuchiwana przez warszawską prokuraturę w związku z dokumentami Lesiaka. Opisywała oficerów UOP, którzy odwiedzali ją w domu. - W trakcie tych spotkań wypytywali mnie na temat różnych osób, w tym wiele z Solidarności z Gdańska, w tym Panów Pusza, księdza Jankowskiego, również o osoby z Sejmu - takie zeznania Domaros pojawiły się w mediach.

Jak dotąd nie udało się wyjaśnić co stało się z Domaros po tym, jak zniknęła z życia publicznego (fot. Sławomir Kamiński / Michał Mutor / Agencja Gazeta)Jak dotąd nie udało się wyjaśnić co stało się z Domaros po tym, jak zniknęła z życia publicznego (fot. Sławomir Kamiński / Michał Mutor / Agencja Gazeta)

Na zdjęciach wydaje się ładna, eteryczna, choć Jerzy Dziewulski mówił, że miała zbyt pulchną, pospolitą twarz. Lubiła nosić garsonki z krótkimi spódnicami i ciasnym żakietem na gołe ciało. Wkładała białe pończochy do czarnych butów na obcasie i czarny kapelusz z dużym rondem. Na tle zamieszczonych w "Pamiętniku" zdjęć niedoprasowanych garniturów i źle ostrzyżonych włosów ówczesnych posłów wydaje się postacią z innego świata. Dla dziennikarzy i historyków, próbujących ustalić, czy była agentką, bezczelną oszustką w typie Nikodema Dyzmy, czy może chorą psychicznie mitomanką, pozostaje nieuchwytna. Może wyjechała z Polski, może zmieniła nazwisko, może siedzi w więzieniu? Jej widmowy obraz drga i rozmywa się, jako jeszcze jeden powidok czasów, które wydaje nam się, że dobrze pamiętamy.


Katarzyna Nowakowska. Redaktor naczelna serwisu Foch.pl. Jest założycielką (nie)oficjalnego kultu Davida Bowie i współtwórczynią "Bachora". Dla niepoznaki za dnia pisze kulturalne teksty ("Dziennik Gazeta Prawna"), a nocą wyżywa się w internetach.

 

Ebook "Duchologia polska. Rzeczy i ludzie w latach transformacji" dostępny jest na publio.pl >>

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

(fot. Publio.pl)

Zobacz także
Komentarze (108)
Zaloguj się
  • wojtek2784

    Oceniono 48 razy 36

    Tragikomiczna tranformacja polska zmieniała oblicze. Dawne "Anastazje" zostały później "wdowami smoleńskimi" i w maglu zwanym Sejmem pyskują z "wdowami po komunie". które przebrały się w stroje żałobne obrońców demokracji , której broni już tylko tylko Antoni M. kupując za pożyczone pieniądze rakiety dalekiego zasięgu.

  • epoxy1 x

    Oceniono 26 razy 24

    Ani nie siedzi, ani nie wyjechała. Załatwiała jeszcze wcale nie tak dawno "niezałatwialne" pozwolenia na transport międzynarodowy. Pani po prostu dalej ma plecy szerokie jak poselskie ławy...

  • czarna_brygada09

    Oceniono 27 razy 23

    Cyt.; 'Tam jest taka atmosfera, że właściwie wszystko, co nie jest mężczyzną, jest do przewalenia" - pisała Domaros. "Każdy facet miał to w oczach: zerżnął by nas na każdym stopniu schodów". "Większość myśli tylko o tym, żeby się napić i popiep***ć. Seks, wóda i ploty".'

    Sądząc po informacjach posłanki Joanny Scheuring-Wielgus o sejmowym bagnie i seksizmie, to chyba w tym 'jądrze ciemności' zwanym Sejmem RP, niewiele się zmieniło. Możliwe, ze nawet jest jeszcze gorzej, gdyż poziom intelektualny obecnych wybrańców suwerena, jest zdecydowanie na niższym poziomie niż w sejmie I kadencji.

  • wranek

    Oceniono 20 razy 18

    Nieważne kim była Anastazja P. Ważne, kim byli ci, których wykorzystywała i robiła w konia.
    Bo ci, zrobieni w konia, to nasza Władza.

  • rikol

    Oceniono 17 razy 17

    Jasne, że przynajmniej część tego, co ona tam opisała,, to prawda. Wystarczy spojrzeć na zdjęcie śliniącego się posła powyżej. Niedobrze się robi.

  • Beata Pisda

    Oceniono 17 razy 15

    niby taka sprytna a Jarka Kaczyńskiego nie podeszła ...
    ciekawe dlaczego? :-)

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX