Kobiety i niemieccy żołnierze, Lwów, 1941 r.

Kobiety i niemieccy żołnierze, Lwów, 1941 r. (fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe)

wywiad Gazeta.pl

Seks pod okupacją. Polka, która miała romans z Niemcem, trafiała za karę do burdelu

Choć w okupowanej przez III Rzeszę Polsce Niemcy mieli zakaz kontaktów seksualnych z Polkami, to ani Wehrmacht, ani SS nie potrafiły go wyegzekwować. Maren Röger w książce ''Wojenne związki. Polki i Niemcy podczas okupacji'' przedstawia różne odcienie relacji niemieckich żołnierzy i polskich kobiet.

Urszula Jabłońska: - We wrześniu 1939 roku Niemcy napadły na Polskę, a już w listopadzie pewien esesman opłacił swojej polskiej dziewczynie aborcję. Szybko.

Maren Röger: - Okres niemieckiej inwazji i pierwsze miesiące okupacji szczególnie obfitowały w związki polskich kobiet z niemieckimi mężczyznami. Nagle do Polski wkroczyła ogromna liczba niemieckich żołnierzy, około półtora miliona. W tamtym okresie nikt nie spodziewał się jeszcze, jak brutalna będzie ta okupacja, do jakich zbrodni dojdzie. Obraz Niemców, jaki społeczeństwo polskie miało na tym etapie, nie był jednorodny. Część Polaków była od początku bardzo krytycznie nastawiona, ale część coś dobrego w sąsiadach widziała, miała nadzieję, że po wkroczeniu Niemców będzie lepiej. Funkcjonował choćby stereotyp "niemieckiego porządku".

Natomiast w znajomości z Niemcami angażowały się zwłaszcza młode kobiety, które właśnie wyrwały się spod kontroli rodziny i chciały przeżyć przygodę.

Ale przecież dla Niemców Polki były przedstawicielkami "gorszej rasy".

- Taka była oficjalna ideologia. Niemcy rzeczywiście mieli całkowity zakaz prywatnych kontaktów z Polakami. Ale musimy pamiętać, że oni też mieli w głowie różne obrazy Polaków. Z jednej strony nastawienie antysłowiańskie było bardzo silne w niemieckim społeczeństwie. Z drugiej - mocno zakorzeniony był także obraz pięknej Polki czy Słowianki, który często pojawiał się w niemieckiej literaturze i operze. Te dwa wyobrażenia funkcjonowały równolegle w głowach niemieckich żołnierzy, którzy wkraczali do Polski. Ta sama osoba mogła więc myśleć źle o Polakach i mieć polską dziewczynę.

Niemiecki żołnierz i młoda kobieta podczas przejażdżki dorożką po Krakowie, 1940 r. (fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe)Niemiecki żołnierz i młoda kobieta podczas przejażdżki dorożką po Krakowie, 1940 r. (fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe)

Dlaczego w jednej książce zdecydowałaś się opisać zarówno związki między Polkami i Niemcami, jak i prostytucję i przemoc seksualną?

- Rzeczywistość wojenna była na tyle skomplikowana, że nie zawsze dało się tak łatwo zaliczyć daną relację do jednej z tych trzech kategorii. W każdym wypadku wchodził w grę aspekt władzy, którą Niemcy mieli nad tymi kobietami. Po pierwsze, byli okupantami w ich kraju, a Polki miały niewiele praw. Po drugie, nie bez znaczenia była hierarchia płci - kobiety były wtedy raczej podporządkowane mężczyznom. Więc nawet dobrowolnym kontaktom towarzyszył rodzaj przymusu. Polki, które pracowały z Niemcami, często były szantażowane: jeżeli nie będą świadczyć im usług seksualnych, mogą stracić zatrudnienie. A to w warunkach okupacji było tragedią. Powodem, dla którego kobiety decydowały się na relację z Niemcami, bywała również bieda. W książce opisuję historię pewnej Polki żydowskiego pochodzenia. Na samym początku okupacji zalecał się do niej niemiecki funkcjonariusz, ale ona stanowczo mu odmówiła. Pół roku później była już w zupełnej nędzy, sprzedała nawet większość mebli z mieszkania. Kiedy funkcjonariusz pojawił się znowu, weszła z nim w relację. Widziała ją jako szansę na poprawę swojego losu. Na ile takie relacje można klasyfikować jako dobrowolne?

Niemcy już na samym początku okupacji zabrali się do tworzenia w Polsce burdeli dla żołnierzy. Dlaczego?

- Nie tylko niemieckie wojsko wpadło na taki pomysł. Koncepcja kontrolowanego systemu prostytucji zdobyła w tamtych czasach popularność w różnych armiach, na przykład w japońskiej. Argumentów było wiele. Nie bez znaczenia okazało się przekonanie, że uprawianie seksu ma pozytywny wpływ na zdolność żołnierza do walki. Poza tym Niemcy wręcz histerycznie bali się chorób wenerycznych. Wpłynęło na to doświadczenie pierwszej wojny światowej, kiedy były one bardzo rozpowszechnione wśród żołnierzy. Kontrolowany system prostytucji miał im zapobiec. Władze uznały też, że jeżeli żołnierze będą korzystać z burdeli, nie będą gwałcić Polek ani romansować z nimi. Bały się, że w intymnych momentach mogą zdradzić swoim kochankom jakieś tajemnice wojskowe.

Po lewej prostytutki na ul. Marszałkowskiej w Warszawie, 1925 r. Po prawej panie lekkich obyczajów oczekujące na klientów na krakowskich Plantach, 1934 r. (fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe)Po lewej prostytutki na ul. Marszałkowskiej w Warszawie, 1925 r. Po prawej panie lekkich obyczajów oczekujące na klientów na krakowskich Plantach, 1934 r. (fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe)

Kim były kobiety, które pracowały w takich burdelach?

- Zasadniczo możemy podzielić je na dwie grupy. Po pierwsze, Niemcy gromadzili tam prostytutki, które jeszcze przed 1939 rokiem pracowały w tym zawodzie. Nie mogły już same decydować, gdzie i ile będą pracować, było to odgórnie kontrolowane przez władze okupacyjne.

Drugą grupę stanowiły kobiety zniewolone seksualnie przez Niemców. Mieli oni oficjalny zakaz kontaktów z Polkami ze względu na absurdalną z dzisiejszego punktu widzenia ideologię. Jeżeli Polka miała romans z Niemcem, brukała w ten sposób czystość narodu niemieckiego. W Kraju Warty [okupacyjny okręg administracyjny wokół miast Poznań - Łódź - Inowrocław - przyp. red.] karą dla Polek za niestosowanie się do tego zakazu było umieszczenie w burdelu. I to się rzeczywiście działo. Do burdeli trafiały kobiety, które kilka razy spotkały się z jakimś Niemcem w kawiarni. Dla mnie osobiście jest to jedno z najbardziej szokujących odkryć podczas pracy nad książką.

Oczywiście była też strefa prostytucji półlegalnej lub nielegalnej. Kobiety w trudnej sytuacji materialnej sięgały po radykalne rozwiązania, żeby przeżyć albo utrzymać rodzinę. Jedne okazyjnie przyjmowały Niemców w swoich domach, inne organizowały w prywatnych mieszkaniach małe domy publiczne. Niemcy nawet woleli takie przybytki od oficjalnych. Panowała tam luźniejsza atmosfera, można było się napić alkoholu, porozmawiać. W oficjalnych wszystko odbywało się szybko: stosunek, dezynfekcja i do widzenia. Nie można było nawet zostać na noc.

Jak powszechna była przemoc seksualna?

- Nie do końca wiadomo. Wiemy tylko o pewnym procencie tych przestępstw, ale prawdziwa liczba jest na pewno dużo wyższa. Nawet dzisiaj ofiary często nie zgłaszają się na policję, nie chcą przechodzić procedury obowiązującej przy zgłaszaniu przestępstwa seksualnego. Wstydzą się albo boją. W czasie okupacji zaufanie do władzy było bardzo niskie, więc tych zgłoszeń było jeszcze mniej. Kobiety nie składały skarg na Niemców, bo bały się, że to im tylko zaszkodzi.

Przemoc seksualna była prawnie zakazana nawet w czasach okupacji, ale niewielu żołnierzy, którzy dopuścili się gwałtu było karanych. Na zdjęciu niemieccy żołnierze w towarzystwie kobiet w 1939 i 1943 r. (fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe)Niemieccy żołnierze w towarzystwie cywilnych kobiet w 1939 i 1943 r. (fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe)

"Pod Kielcami pięciu żołnierzy wtargnęło do mieszkania żony kolejarza. Przetrząsnęli wszystko w poszukiwaniu wartościowych przedmiotów i zgwałcili szesnastoletnią dziewczynę". Jednak opisujesz w swojej książce takie przypadki. Skąd o tym wiadomo?

- Dużo pracowałam z aktami policji i sądów. Przemoc seksualna była prawnie zakazana, więc część z tych spraw jednak zgłaszano. Często robiły to osoby trzecie. Ale z akt wynika też, że sprawców nie karano zbyt surowo. Jeżeli żołnierz powiedział, że akurat był pijany, akceptowano jego usprawiedliwienie. Istniało niepisane przyzwolenie na takie zachowania.

W Polsce przeważał schemat szantażu, a nie otwartej przemocy seksualnej. Niemiecki szef przychodził co miesiąc do polskich pracownic i mówił, że chce zorganizować z nimi imprezę. Były też skrajne sytuacje. "Jeśli chcesz pozostać przy życiu, musisz się mi dziś w nocy oddać" - tak powiedział Heinrich R., który był odpowiedzialny za dozór w obozie internowania, do 19-letniej Polki.

Pytanie brzmi, czy te kobiety w warunkach okupacyjnych miały rzeczywistą możliwość odmowy?

A jak było na innych terytoriach okupowanych?

- W Związku Radzieckim bezpośrednia przemoc seksualna zdarzała się dużo częściej. Nie tylko w czasie wkraczania wojsk, kiedy jej poziom zawsze jest wyższy i częściej zdarzają się gwałty zbiorowe, które, jak argumentuje socjologia, budują wśród żołnierzy poczucie wspólnoty. Sama okupacja w Związku Radzieckim była zresztą zdecydowanie bardziej agresywna.

W zachodniej Europie, we Francji czy w krajach skandynawskich, wojsko nie miało zakazu kontaktów z miejscową ludnością. Wręcz przeciwnie - kobiety z tych krajów czasem stały dosyć wysoko w nazistowskiej hierarchii. We Francji również funkcjonował system burdeli dla żołnierzy, ale kobiety nie były zmuszane do prostytucji za karę, jak to miało miejsce w Polsce.

W Polsce skala gwałtów była ogromna podczas pacyfikowania powstania warszawskiego.

- Historycy szacują, że podczas tłumienia powstania warszawskiego zgwałconych zostało kilka tysięcy kobiet. Wtedy poziom agresji i chęć destrukcji były dużo wyższe niż przez cały czas okupacji. Troska o dyscyplinę w armii już nie obowiązywała. Wręcz przeciwnie - do tłumienia zrywu odesłano jednostki działające bez żadnych zahamowań: rosyjską brygadę Waffen-SS pod dowództwem Bronisława Kaminskiego czy brygadę "Dirlewanger", złożoną z żołnierzy będących przed wojną kryminalistami i przestępcami.

Chyba najbardziej w twojej książce zaskoczyło mnie, że podczas okupacji kwitła również polsko-niemiecka miłość. Zdarzały się nawet śluby.

- W samej Warszawie złożono sporo podań o zawarcie związku małżeńskiego. Trzeba jednak pamiętać, że zanim doszło do ślubu, kobieta musiała postarać się o status volksdeutscha. W tym celu należało wyszukać jakiegoś niemieckiego przodka, choćby sprzed 100 lat, i dopiero wtedy otwierała się dla niej możliwość ślubu. Potem przechodziła badanie medyczne, określające, czy jest wartościowa pod względem rasowym jako żona dla Niemca. To był cały zestaw pseudonaukowych kryteriów budowy ciała. Paradoksalnie Polki często dobrze wypadały w tym badaniu. Trafiłam nawet na jeden przypadek, kiedy lekarz zbadał i Niemca, i Polkę, a następnie orzekł, że Polka jest pod względem rasowym o wiele bardziej wartościowa niż Niemiec. To pokazuje schizofrenię tego całego systemu.

Zakazana miłość Polki i Niemca - Bronkę i Gerharda przeprowadzono przez miasto w pochodzie hańby i publicznie obojgu ogolono głowy (fot kadr z filmu ''Zakazana miłość. Historia Broni i Gerharda'' / drab2000 / YouTube.com)Zakazana miłość Polki i Niemca - Bronkę i Gerharda przeprowadzono przez miasto w pochodzie hańby i publicznie obojgu ogolono głowy (fot kadr z filmu ''Zakazana miłość. Historia Broni i Gerharda'' / drab2000 / YouTube.com)

Dużo piszesz o milczeniu kobiet. Po wojnie ukrywały swoje relacje z Niemcami.

- Wszystkie kobiety, które miały jakiś rodzaj kontaktu seksualnego z Niemcami - i te, które zostały zgwałcone, i te, które pracowały jako prostytutki, a zwłaszcza te, które nawiązywały romanse z własnej woli - po wojnie milczały. To była hańba, nie wypadało się do tego przyznawać.

Zresztą jeszcze podczas okupacji działacze ruchu oporu wykonywali wyroki na takich kobietach. Popularną karą było golenie głowy. Włosy długo odrastają, więc to stygmatyzuje kobietę przez wiele miesięcy. Znalazłam też kilka przypadków, kiedy działacze ruchu oporu szantażowali kobiety, że ogolą im głowę, jeżeli nie zgodzą się wyciągać od swoich kochanków informacji i przekazywać ich Polakom.

Z kolei we Francji w pierwszych tygodniach wyzwolenia wybuchła przemoc wobec kobiet, które wiązały się z Niemcami. 20 000 kobiet zostało ogolonych przez Komitety Wyzwolenia i przez zwykłych ludzi na ulicy. Jest takie bardzo znane zdjęcie Roberta Capy, na którym ogolona na łyso francuska kobieta, niosąc na rękach dziecko, idzie przez tłum w miasteczku.

Publiczne golenie głowy kobiecie oskarżonej o romans z okupantem. Francja, 1944 r. (fot. War Archiwes / YouTube.com)Publiczne golenie głowy kobiecie oskarżonej o romans z okupantem. Francja, 1944 r. (fot. War Archiwes / YouTube.com)

W materiałach z Polski jedyną osobą, która w pamiętniku kwieciście opisała swój romans z Niemką, był mężczyzna. "Greta była zachwycona przygodą (...). Niezaspokojona w swych ambicjach Niemka, ba, rozdrażniona, niby niedostępna, śpi z wrogiem, a potem pisze miłosną kartkę, zostawiając ją na stole".

- Ten fragment pamiętnika cytowałam, żeby pokazać, że w przypadku mężczyzn takie relacje były zupełnie inaczej odbierane. Od kobiet wymagało się zdecydowanej, niezłomnej postawy wobec okupanta. Mężczyzna, który wdał się w romans z Niemką, mógł się chwalić, że jest taki sprytny. Autor tego pamiętnika w ogóle się nie wstydzi swojego romansu, mówi o tym na głos. Nie znalazłam takich kobiecych głosów.

Dlaczego postanowiłaś się zająć tym tematem?

- Poprzednią książkę pisałam o tym, jak Niemcy pamiętają proces wysiedlenia. W tych wspomnieniach bardzo często powtarza się motyw przemocy seksualnej sowieckich żołnierzy wobec niemieckich kobiet. On bardzo mocno funkcjonuje w niemieckiej pamięci kolektywnej. Kiedy pracowałam nad tamtą książką, zadałam sobie pytanie, jak to wyglądało w przypadku niemieckich żołnierzy. Próbowałam sobie przypomnieć, czy coś o tym czytałam, potem zaczęłam szukać książek, w których znajdę odpowiedź na to pytanie. W 2009 roku było bardzo mało publikacji na ten temat.

Sądzę, że w Polsce po wojnie mało mówiono o tym problemie dlatego, że automatycznie spowodowałoby to również dyskusję o przemocy ze strony armii radzieckiej, a ta była przecież niemożliwa. Sądzę, że te dwa dyskursy są w polskim społeczeństwie ze sobą związane i tabuizowane. W dodatku cała historiografia, nie tylko polska, ale też niemiecka i międzynarodowa, przez kilka dekad była ślepa na przemoc seksualną.

Natomiast jeżeli chodzi o dobrowolne związki polsko-niemieckie, to kłócą się one z oficjalnym wizerunkiem zachowania polskiego społeczeństwa podczas okupacji. W Polsce podkreśla się obraz wspólnego oporu na wszystkich szczeblach. Rzeczywistość jednak nie była taka jednolita.

Robiłaś wywiady z dziećmi z takich związków. Jak do nich dotarłaś?

- Rozmawiałam głównie z osobami, które same zaczynały szukać swoich ojców. Po pierwsze, wiedziały, że mają niemieckiego ojca - bo przecież na pewno są też ludzie, którzy o tym nie wiedzą - a po drugie, w pewnym momencie decydowały, że chcą się czegoś o nich dowiedzieć. W Niemczech jest urząd, który przechowuje dokumenty byłych żołnierzy niemieckich i kiedy zaczęła się dyskusja o dzieciach z takich relacji w innych krajach Europy - najpierw w Skandynawii, potem we Francji - zaczęli się do niego zwracać także Polacy. Jeżeli znali imię i nazwisko potencjalnego ojca, to tam mogli sprawdzić, czy w ogóle istniał taki żołnierz i gdzie w tamtym czasie stacjonował. Ten urząd pomógł mi się skontaktować z dziećmi z polsko-niemieckich związków. Różne były losy ich rodziców. Czasem były to przelotne znajomości, czasem rozdzielał ich koniec wojny. Zdarzało się, że kobiety z dziećmi z takich związków po wojnie celowo osiedlały się w miejscu, w którym nikt ich nie znał, żeby nie wzbudzać podejrzeń.

Książka ''Wojenne związki. Intymność, przemoc i prostytucja w okupowanej Polsce'' ukazała się nakładem wydawnictwa Świat Książki (fot. materiały prasowe)Książka ''Wojenne związki. Polki i Niemcy podczas okupacji'' ukazała się nakładem wydawnictwa Świat Książki (fot. materiały prasowe)

Które historie najbardziej cię poruszyły?

- Chyba historie kobiet, które zabijały swoje dzieci po porodzie, bo pochodziły od okupanta. Nam, którzy urodziliśmy się długo po wojnie, ciężko dzisiaj sobie wyobrazić, przed jakimi wyborami stawali wtedy ludzie.

Interesowałaś się historią swojej rodziny?

- Moi dziadkowie zmarli już kilka lat temu, a wcześniej ja byłam jeszcze zbyt młoda, żeby się tak na poważnie tym zająć. Ale wiem, że mój dziadek, z wykształcenia hydraulik, był w Wehrmachcie. Podczas wojny bardzo wcześnie został ranny i trafił do lazaretu na Górnym Śląsku. Przebywał tam bardzo długo. Główny lekarz wypisywał mu kolejne zwolnienia, bo potrzebował go na miejscu jako hydraulika. Wiem, że dziadek wtedy zaprzyjaźnił się z rodziną stamtąd. Kiedy zaczynałam pisać tę książkę, ojciec wspomniał, że jedna pani z Górnego Śląska utrzymywała z dziadkiem kontakt jeszcze po wojnie. Babcia nie była z tego zadowolona.

Współpracujący z Maren Röger historyk Jakub Gałęziowski poszukuje osób
urodzonych w czasie II wojny światowej oraz tuż po jej zakończeniu, których
ojcami są okupanci. Osoby, które zechciałyby opowiedzieć o swoich losach, a
także zainteresowane tematem proszone są o kontakt bezpośrednio z
realizatorem badań, Jakubem Gałęziowskim: e-mail jakub.galeziowski@gmail.com;
tel. 573 096 115. Strona internetowa projektu: www.chibow.org


Książka ''Wojenne związki. Polki i Niemcy podczas okupacji'' jest dostępna w promocyjnej cenie w Publio.pl.

Wywiad opublikowaliśmy po raz pierwszy w 2016 roku.


Maren Röger.
Ur. w 1981 roku, studiowała kulturoznawstwo i historię w Lüneburgu i Wrocławiu, doktoryzowała się na Uniwersytecie Justusa Liebiga w Giessen. W latach 2010-2015 była pracownikiem naukowym w Niemieckim Instytucie Historycznym w Warszawie. W 2015 roku objęła stanowisko profesora na Uniwersytecie w Augsburgu.

Urszula Jabłońska. Reporterka współpracująca z "Dużym Formatem" i "Wysokimi Obcasami". Współzałożycielka stowarzyszenia reporterów "Rekolektyw".

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

(fot. Publio.pl)

Zobacz także
Komentarze (175)
Zaloguj się
  • kapitan.kirk

    Oceniono 83 razy 53

    <<<Ten fragment pamiętnika cytowałam, żeby pokazać, że w przypadku mężczyzn takie relacje były zupełnie inaczej odbierane. Od kobiet wymagało się zdecydowanej, niezłomnej postawy wobec okupanta. Mężczyzna, który wdał się w romans z Niemką, mógł się chwalić, że jest taki sprytny. Autor tego pamiętnika w ogóle się nie wstydzi swojego romansu, mówi o tym na głos. Nie znalazłam takich kobiecych głosów.>>>

    Gwoli sprawiedliwości wypadałoby dodać, że Polce za romans z Niemcem groziło więzienie czy zesłanie do burdelu, Polakowi za romans z Niemką groziła natomiast bezwzględna kara śmierci, co bynajmniej nie było teorią (szczególnie wiele takich wyroków wydano na polskich robotników przymusowych w Niemczech).
    Pozdrawiam

  • mietekkowalski

    Oceniono 91 razy 41

    Rosjanie byli okrutni, ale nie zapominajmy dzięki komu mieliśmy ich na karku! Nie wiem jak u was, ale u mnie budzi się wewnętrzny sprzeciw przeciwko opisywaniu tamtych czasów przez przedstawicieli narodu niemieckiego. To jest trochę jak z kostka mydła wrzucona do wanny. Czas mija, niby zrobiono zdjęcie, ale woda coraz bardziej metna. Na początku wszyscy świadkowie mówią to samo, później świadków ubywa, no i okazuje się, że ta kostka miała dla jednych zapach truskawkowy, a dla innych malinowy, konsystencja tez była inna, no i co do koloru nie jesteśmy pewni, bo zdjęcie czarno-biale... Pani dziadek tez był żołnierzem, ale był wcześnie ranny. Co do tego czasu robił nie wiemy i nie wiemy co to znaczy "wczesnie". Niektórzy byli wcześnie ranni, niektórzy sprzeciwiali się, niektórzy siedzieli sobie tylko w Bawarii i sączyli piwo. Gdzie byli w takim razie ci Niemcy, którzy wymordowali połowę narodu, którzy zniszczyli nasza gospodarkę, życie ludzi zamienili w piekło?! No chyba nie wsżyczy byli "bandytami", jak w czasie Powstania Warszawskiego, tylko byli to normalni obywa tele Niemiec, którym podobała się ideologia rasy panów i wprowadzał ja w życie! Jakbyśmy ustawili ukryta kamerę w domu statystycznego Juergena Schmidta i nagrali co przy obiedzie niedzielnym mówi o Polakach, to dużo więcej byśmy wiedzieli o stosunkach polsko-niemieckich...

  • alimazgali45

    Oceniono 42 razy 40

    Przedstawione powyżej zdjęcia pochodzą z unikatowego filmu z 1941 roku !To tragiczna miłość nieznanej z nazwiska 16-letniej Polki Bronisławy i dziewiętnastoletniego Niemca Gerharda Greschocka .Film nagrano we wsi Steinau ,teraz Ścinawa Mała na Opolszczyźnie.Koniec tej historii był tragiczny dla obojga!Według niemieckiej ustawy o czystości rasowej Bronka miała trafić do obozu koncentracyjnego i słuch po niej zaginął ,a on został wysłany na front wschodni,gdzie został ciężko ranny i zmarł w 1945 roku.

  • mietekkowalski

    Oceniono 93 razy 39

    A od kiedy to "czesc Polaków myślała, że pod okupacja Niemiecka będzie lepiej"?!

  • gawelh

    Oceniono 22 razy 16

    to sa fakty powszechnie znane i udokumentowane

    jak Polka na robotach miala sex z niemcem to jesli wygladala na czysta rasowo to proponowali jej DVL i nie karali a jak Polak mial sex z niemka to go wieszali a ja do obozu po uprzednim zniszczeniu w srodowisku

    jak byla wojna to Polki lapano i wysylano do niemieckich burdeli wojskowych - pozniejrobiono to z co ladniejszymi zydowkami
    niemla jak ja zgwalcil zaonierz aliancki nie mogla sie poddac aborcji - tylko aborcja przyslugiwala jak zgwalcil zolnierz bolszewickiej rasy zbrodniczej

  • nabbuko

    Oceniono 45 razy 15

    Pani autorka nie odrobiła lekcji. Brygada Dirlewangera to nie byli przedwojenni przestępcy tylko jak najbardziej wojenni. Znaczna ich część to męty z waffen ss z karnego obozu Matzkau gdzie odsiadywali kary za przestępstwa popełnione w czasie służby. Dlaczego promujecie autorów dyletantów?

  • elkasowa.02

    Oceniono 93 razy 11

    Dziś takie byłyby znanymi aktywistkami i bywalczyniami programów w tefałenie i tokefem!

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX