(fot. Albert Pocej / www.pocej.com/)

seks

Tajemnice kobiecego orgazmu. Polka krzyczy ''już, już!'', Francuzka ''mon dieu!'', Hiszpanka ''madre mia''

Każdego dnia 240 milionów ludzi uprawia seks. Tylko w tej chwili oddaje się tej przyjemności około miliona osób, a 500 tysięcy z nich ma właśnie orgazm. Jednak wyłącznie damska część tej grupy przeżywa uniesienie, którego celem jest tylko i wyłącznie przyjemność. W dodatku może tę przyjemność przeżywać nawet 134 razy w ciągu godziny.

Z punktu widzenia fizjologii orgazm to wyjątkowo prosty proces: dzięki stymulacji następuje wzrost napięcia mięśni, co uwidacznia się grymasem i wykrzywieniem twarzy. Źrenice rozszerzają się, serce bije nawet do 180 uderzeń na minutę, wzrasta również o kilkanaście milimetrów słupka rtęci (mm HG) ciśnienie tętnicze skurczowe i rozkurczowe. Dodatkowo pojawia się charakterystyczna wysypka, zwana rumieńcem seksualnym.

Jednocześnie zewnętrzna część pochwy w wyniku przekrwienia naczyń i napięcia tworzy tzw. platformę orgazmiczną, która podczas szczytowania rytmicznie się kurczy, a im skurcze są silniejsze, tym mocniejsza rozkosz. Pojedynczy orgazm trwa średnio 23 sekundy.

Badania mózgu z użyciem rezonansu magnetycznego (fMRI) oraz pozytonowa tomografia emisyjna (PET) wykazały, że w trakcie stymulacji pochwowo-szyjkowej aktywuje się jądro podwzgórzowo-trzykomorowe, kora obręczy, hipokamp, wyspa, zwoje podstawy, jądro półleżące prążkowane, struktury niższego pnia mózgu, a nawet móżdżek. Równocześnie dochodzi do dezaktywacji ciała migdałowatego, co prowadzi do zatracenia się w akcie miłosnym, ponieważ odpowiada ono za odczuwanie strachu i niepokoju. Poza tym wzrasta temperatura ciała oraz zmienia się próg bólu. Po namiętnej nocy budzimy się więc obolali, często podrapani i poocierani. Po prostu w trakcie seksu nie czujemy, że dywan jest szorstki, a namiętne wbijanie paznokci w skórę ją kaleczy.

(fot. Albert Pocej / www.pocej.com/)(fot. Albert Pocej / www.pocej.com/)

Niezależnie od tego, czy orgazm jest wynikiem stosunku hetero- czy homoseksualnego, jest spowodowany stymulacją mechaniczną, masturbacją, pieszczotami stref erogennych czy po prostu wyobrażeniami, jest zawsze jednakowy. Naturalnie natężenie przyjemności może się różnić, lecz schemat pozostaje identyczny. Ale tylko w obrębie jednej płci. W odróżnieniu od mężczyzn, dla których orgazm jest zjawiskiem wrodzonym, prostym, koniecznym do oddania nasienia i jednorazowym, kobieta uczy się przeżywania przyjemności, lecz kiedy już przyswoi tę lekcję, może szczytować raz po raz, wielokrotnie, nawet do 50 razy w trakcie jednego stosunku. I jej orgazm nie ma związku z zapłodnieniem.

Prezent od natury

Rozkosz jest premią natury za trud płodzenia i rodzenia - twierdził Zygmunt Freud i temu stwierdzeniu nie sposób odmówić pewnej racji. Otóż kobiecy orgazm jest fenomenem w świecie zwierząt, ponieważ nie stoi za nim żaden inny cel niż głęboka przyjemność. Nie ma on, jak w przypadku samic pozostałych gatunków, przełożenia na większe prawdopodobieństwo zapłodnienia - na przykład maciory poddawane inseminacji specjalnie się stymuluje, by dzięki orgazmowi niejako "wciągnęły" podawane nasienie, co bezpośrednio przekłada się na zwiększenie skuteczności samego zabiegu.

Orgazm u kobiet (i innych samic) nie jest niezbędny - jak ma to miejsce u mężczyzn (i innych samców) - do wydzielenia nasienia. Chociaż niektórzy biolodzy ewolucyjni sugerowali, że następujący w jego trakcie wyrzut oksytocyny uwalniał zapłodnione jajeczka, to żadne badania tego nie potwierdziły. Wygląda na to, że ten wyjątkowy stan jest specjalnym prezentem ewolucji dla kobiet - tak jak chciał to widzieć Freud. A Elisabeth A. Lloyd, amerykańska profesor biologii i filozofii związana z Instytutem Kinseya, powiedziała nawet, że najlepszym wyjaśnieniem fenomenu orgazmu kobiety jest fakt, że nie pełni on żadnej funkcji i... tak jest dobrze. Jednak w patriarchalnym, obłożonym zakazami religijnymi świecie orgazm był raczej złem niż nagrodą. Ale po kolei.

"Najważniejsze jest, by umieć przelecieć to, co się chce, nie odczuwając wstydu"

Madonna

Mężczyźni ze swoimi krótkotrwałymi i pojedynczymi orgazmami są niekompatybilni z kobietami zdolnymi do orgazmów wielokrotnych - twierdzi psycholog ewolucyjny Christopher Ryan, autor książki "Sex at Dawn: The Prehistoric Origin of Modern Sexuality". Jego zdaniem powielane wyobrażenie o seksualności naszych prehistorycznych przodków, w którym to potężny samiec ciągnie samicę do jaskini, by zaspokoić swoje żądze, jest kompletnie błędne. Wyglądało to raczej tak, że jeden samiec przyglądał się kopulującej parze i czekał na swoją kolej. Stosunek był krótki i nie zaspokajał pragnień samicy, a same samice były wyjątkowo promiskuityczne, czyli dążyły do wielu kontaktów seksualnych z różnymi partnerami, a sam seks pozbawiony był walorów uczuciowych. Wydaje się to mieć związek z faktem, że w odróżnieniu od pozostałych zwierząt ludzie mają bardzo niski wskaźnik przełożenia liczby stosunków na zapłodnienie. Dlatego częsty seks z wieloma partnerami daje znacznie większe szanse na ciążę.

(fot. Albert Pocej / www.pocej.com/)(fot. Albert Pocej / www.pocej.com/)

Zdaniem Ryana próba uciszenia naszego biologicznego promiskuityzmu, obłożenie go zakazami religijnymi i wtłoczenia w ramy małżeństwa to powody problemów seksualnych współczesnych ludzi. Ta naturalna sfera została poddana ścisłej kontroli. A to obudziło poczucie wstydu wynikające z niemożności zaspokojenia potrzeb seksualnych i ogólny lęk przed ujawnianiem swej seksualności. Seks stał się tabu. W szczególny sposób odbiło się to oczywiście na kobietach, które nie dość, że są w stanie wywoływać w mężczyznach seksualne pragnienia, to w dodatku mogą czerpać ze zbliżeń znacznie więcej radości niż oni. Od tego już tylko krok do zarzutów o nieczystość, magię i prób całkowitego odarcia z seksualności całej żeńskiej populacji.

Orgazm jest grobem moralności i czyni człowieka niezdolnym do myślenia oraz niszczy jego ducha - twierdził święty Augustyn, którego fiksacja na punkcie ludzkiej seksualności do dziś kładzie się cieniem na tej sferze. Ojcowie Kościoła postrzegali seks jedynie w kontekście rozrodczym, a nieprowadzące do zapłodnienia cielesne igraszki, nawet uprawiane w łożu małżeńskim, uznawane były za grzech. Zresztą trudno tu mówić o igraszkach, skoro jedyną właściwą i akceptowaną przez religię pozycją seksualną była ta "na misjonarza", o jakiejkolwiek grze wstępnej nie było mowy. Tomasz z Akwinu uważał nawet, że już samo dotykanie kobiety, nawet bez podtekstów erotycznych, jest grzechem, a włoski teolog Piotr Lombard dodawał, że mąż nie powinien kochać żony zbyt żarliwie, bo to grzech gorszy niż cudzołóstwo. Nic dziwnego, że w takiej sytuacji kobiecy orgazm mógł pojawić się jedynie przypadkowo i w ukryciu. Zapomnieniu uległy więc różnorodne techniki miłosne, to samo spotkało całą poezję miłosną, a także wiedzę medyczną w tym zakresie. A przecież już Hipokrates wiedział, czym jest i jak niezwykłą ma funkcję niewielkie wzgórze, któremu dopiero w XVI wieku Mateo Renaldo Columbus nadał grecką nazwę clitoris...

"Nie mam pojęcia o seksie, bo zawsze byłam zamężna"

Zsa Zsa Gabor

Clitoris to ulegający erekcji żeński narząd płciowy położony w przedsionku pochwy. Czyli łechtaczka. Jak przekonuje seksuolog i autor książki "Tajemniczy świat kobiecego orgazmu" Zygmunt Zdrojewicz, jest to szlachetny organ mający wyjątkowy przywilej bycia jedyną strukturą w całej anatomii ludzkiej, której zadaniem jest wyłącznie dostarczanie przyjemności. Łechtaczkę tworzy wiązka od 8000 do 17 000 włókien nerwowych i jest to najbardziej unerwione miejsce kobiecego ciała - znacznie bardziej niż końce palców, usta czy język. I dwukrotnie bardziej niż męski członek. To właśnie łechtaczka jest najbardziej orgazmogennym - obok mózgu - organem w kobiecym ciele. Co więcej, kobiecy orgazm osiągany drogą masturbacji jest znacznie bardziej intensywny od tego wynikającego z samej penetracji. Jednak ten szlachetny narząd przez wieki postrzegany był jako siedlisko wszelkiego zła, które - dosłownie - starano się wypalić żelazem.

(fot. Albert Pocej / www.pocej.com/)(fot. Albert Pocej / www.pocej.com/)

Praktykujący na przełomie XIX i XX wieku amerykański lekarz John Harvey Kellogg, którego nazwisko znajdujemy po dziś dzień na paczkach popularnych płatków śniadaniowych, bo był ich wynalazcą, wypowiedział wojnę masturbacji. Jego zdaniem miała dla człowieka jak najgorsze, wręcz śmiertelne skutki. Zalecał nawet, by dziewczętom przyłapanym na masturbacji polewać łechtaczki czystym kwasem karbolowym, co miało je chronić przed zgubną namiętnością. Kwas ten, czyli popularny fenol, w niskim stężeniu stosowany był jako środek bakteriobójczy, w wyższym doprowadzał do poparzeń i martwicy. Był również stosowany w nazistowskich obozach koncentracyjnych do uśmiercania więźniów. Artykuły z XIX-wiecznych czasopism medycznych pełne są opisów podobnych kuracji z użyciem tego i innych środków. I tak Demetrius Alexander Zambaco, wpływowy paryski lekarz oraz kawaler Legii Honorowej, opisał przypadek dwóch sióstr w wieku 10 i 6 lat, z których starszą skazano na chłostę za zagrażającą jej zdrowiu i reputacji masturbację. Mimo kary dziewczynka nie porzuciła swych "występnych skłonności", przez co ona oraz narażona na jej zachowania młodsza siostra zostały poddane "leczniczej" kauteryzacji bez znieczulenia.

"Doktor Zambaco, nie szczędząc szczegółów dotyczących krępowania rąk i nóg dziesięcioletniej pacjentki donosi, że zastosował początkowo elektrokauteryzację, ale bardziej efektywne okazało się tradycyjne przyżeganie rozgrzanym w gorących węglach żelazem, zastosowane wielokrotnie do łechtaczki i sromu i raz tylko do pośladków w formie kary. W konkluzji artykułu, niemalże pornograficznego i pełnego drastycznych szczegółów niewyobrażalnego cierpienia dwojga dzieci, Zembaco zachęca do zdecydowanego stosowania gorącego żelaza we wczesnych fazach klitoralnej i waginalnej masturbacji małych dziewczynek, ponieważ terapia ta przynosi bardzo dobre skutki" - opisuje w swojej nowej publikacji prof. Zdrojewicz.

Warto przypomnieć, że fundament masturbacyjnej fobii stworzył w połowie XVIII stulecia szwajcarski lekarz Samuel-Auguste Tissot, a wzmocnili go swoimi autorytetami m.in. Kant i Wolter. To właśnie Tissotowi zawdzięczamy termin "wściekłość macicy", która odzierała kobiety ze skromności i rozumu, czyniąc z nich "lubieżne bydlęta". Od tego już tylko krok do zapoczątkowanej w 1860 roku klitoridektomii, czyli częściowego lub całkowitego usunięcia łechtaczki, a czasem również warg sromowych mniejszych, zaś niedługo później również owariotomii (usunięcia jajników). Na szczęście w sukurs kobietom przychodziła histeria...

Choroba zmysłowych kobiet

W starożytności wierzono, że macica jest żywym zwierzęciem, które wędruje w górne partie ciała i tam, uciskając poszczególne organy, powoduje rozmaite dolegliwości, zwłaszcza charakterystyczną duszność. Tę dziką bestię próbowano zwabić w dół za pomocą m.in. przyjemnych zapachów. Choroba opisywana była już w IV i V wieku przed naszą erą m.in. w Corpus Hippocreaticum, pojawia się nawet w egipskich papirusach. Była tak częsta, że w XVII stuleciu uznano histerię - bo tak ją w końcu określono - za drugą, zaraz po gorączce, najczęściej występującą chorobę. Na histerię chorowały zazwyczaj kobiety samotne, dziewice i wdowy, najrzadziej cierpiały na nią mężatki, co przekonywało, iż najlepszą terapią jest stosunek seksualny. Jeśli jednak kobieta nie była w związku, lekarze zalecali jej specjalny masaż, który miał zakończyć się histerycznym paroksyzmem.

(fot. Albert Pocej / www.pocej.com/)(fot. Albert Pocej / www.pocej.com/)

Jak się taki masaż wykonywało, opisuje holenderski lekarz Pieter van Foreest w swoim kompendium medycznym wydanym w 1653 roku: "Kiedy pojawią się te symptomy, uważamy, że jest rzeczą konieczną prosić akuszerkę o asystę, by wykonała ona masaż genitaliów z jednym palcem w środku, stosując olejek liliowy lub piżmowy (...). I w ten właśnie sposób cierpiąca kobieta powinna być doprowadzona do paroksyzmu. Ten rodzaj stymulacji za pomocą palca zalecany jest m.in. przez Galena i Awicennę, szczególnie w wypadku wdów, kobiet, które żyją w czystości..." [cyt. za "Tajemniczy świat kobiecego orgazmu" pod redakcją Z. Zdrojewicza - przyp. aut.].

"Seks jest jak gra w brydża. Jeżeli nie masz dobrego partnera, to musisz mieć
przynajmniej dobrą rękę"

Woody Allen

Tego typu masaże przepisywane były kobietom przez kilka wieków. Poza akuszerkami wykonywali je przede wszystkim lekarze, którzy z niewiadomego powodu nie łączyli ich w żaden sposób z przyjemnością seksualną. Chorujące na histerię kobiety były wręcz idealnymi pacjentkami: leczenie nie wywoływało niepożądanych - przede wszystkim śmiertelnych - skutków, a panie wracały na zabiegi regularnie, często raz w tygodniu. Jednak sam masaż był dla lekarzy uciążliwy i chętnie cedowali to zadanie na pielęgniarki, bo rozbudzenie i doprowadzenie do orgazmu kobiety w zimnym, pozbawionym intymności gabinecie potrafiło trwać nawet godzinę i więcej. Kłopot z przerzuceniem terapii na pielęgniarki był jeden - trzeba było dzielić się z nimi opłatą, a tego faktu duma lekarska długo nie mogła zdzierżyć. Tym bardziej że w połowie XIX wieku szacowano, iż już co czwarta kobieta cierpi na histerię, a pod koniec stulecia uznano, że nawet trzy na cztery panie potrzebują pod tym względem profesjonalnej opieki...

Wibrator na receptę

Z czasem masaż wykonywany ręcznie zaczęto zastępować stymulacją z użyciem różnych urządzeń. Pomysł na hydroterapię, czyli stymulację wodą, zapoczątkowali w Niemczech w połowie XIX wieku Vincent Priessnitz oraz ksiądz Sebastian Kneipp. Maszyny do tej specyficznej masturbacji dostępne były w znanych miejscowościach uzdrowiskowych Europy i Ameryki przez niemal sto lat. Na przykład francuskie urządzenie zakończone było dodatkowo specjalnym wężem, który wyrzucając wodę pod wysokim ciśnieniem, doprowadzał pacjentki do paroksyzmu nawet w cztery minuty - jak zachwalały uzdrowiska. Lekarze natomiast zaopatrzyli się w pierwszy mechaniczny i nakręcany wibrator w 1870 roku. Nie zrobił on jednak dużej furory, ponieważ w wyniku zastosowania zbyt krótkiej sprężyny za szybko tracił moc. Pierwszy elektromechaniczny wibrator zastosowano do leczenia w 1873 roku we francuskim szpitalu dla umysłowo chorych. Zaledwie dwa lata później światło dzienne ujrzał specjalny stół zabiegowy zbudowany na bazie maszyny parowej. Urządzenie dobrze spełniało swoje zadanie, było jednak wielkie i... nieco przerażające.

(fot. Albert Pocej / www.pocej.com/)(fot. Albert Pocej / www.pocej.com/)

Pierwszy wibrator na baterię zaprojektował brytyjski lekarz Kelsey Stinner na początku lat osiemdziesiątych XIX wieku. Niedługo później powstały również wibratory na prąd elektryczny z sieci. Dostarczały one wibracji o częstotliwości impulsów od 1000 do 7000 na minutę. Były wibratory stojące, zwisające z sufitu, a nawet wielofunkcyjne: oprócz masażu erotycznego służyły do robienia masła, miksowania, rozdrabniania, polerowania, a nawet napędzania wentylatora. Należy dodać, że wibratory zagościły pod strzechami znacznie szybciej niż pralka, odkurzacz czy inne urządzenia użytku domowego. Reklamowano je jako urządzenia, które doceni każda kobieta, a wywoływane przez nie wibracje miały ujędrniać skórę, przeciwdziałać zmarszczkom i sprzyjać powstaniu zdrowych rumieńców. Panów zachęcano do kupowania żonom wibratorów, bo dzięki nim w kobiecie "zawibrują wszystkie dary młodości". Szacuje się, że w okresie pierwszej wojny światowej w USA wibrator był bardziej powszechnym urządzeniem domowym niż opiekacz do chleba.

Orgazm statystyczny

Po latach funkcjonowania w ukryciu ludzka seksualność nie dość, że - dzięki rewolucji seksualnej lat 60. i 70. ubiegłego wieku - została wyciągnięta na światło dzienne, to w dodatku precyzyjnie zmierzona i policzona, co zawdzięczamy takim tuzom światowej seksuologii, jak Alfred Kinsey, Wiliam Masters i Virginia Johnson.

Okazuje się, że przeciętna osoba odbywa w trakcie swego życia około 4500 stosunków, a łączny czas orgazmów to - jak wynika z badań Unimil - około 10 godzin. Średnia długość orgazmu to od 20 do 29 sekund, orgazm długotrwały liczy się od 30 sekund w górę. Orgazm wielokrotny (od kilku do 50 orgazmów w trakcie jednego stosunku) przeżywa około 40 procent kobiet, rekordowy czas osiągnięcia orgazmu to 15 sekund, a rekordowa liczba orgazmów w trakcie godziny to 134 [dane za Z. Zdrojewicz, "Tajemniczy świat kobiecego orgazmu" - przyp. aut.].

Regularne orgazmy zwiększają kreatywność kobiet oraz wzmacniają ich pewność siebie. Jednocześnie większa kreatywność zwiększa możliwość osiągania pełniejszych, bardziej rozbudowanych orgazmów. Według raportu Zbigniewa Lwa-Starowicza "Seksualność Polek", 80 procent naszych rodaczek osiąga orgazm w trakcie penetracji, a 50 procent w trakcie seksu oralnego. Aż 72 procent Polek twierdzi, że osiągają orgazm poprzez stymulację łechtaczki, 11 procent ma orgazm w czasie pocałunków, a 4 procent w trakcie kontaktów analnych.

"Kiedy widzę twarz kobiety odmienioną przez orgazm, który wspólnie osiągnęliśmy, wtedy wiem, że się spotkaliśmy"

Leonard Cohen

Badacze są tak precyzyjni, że wiemy nawet, w jaki sposób kobiety z poszczególnych krajów wokalizują swoją rozkosz. Jak czytamy u prof. Zdrojewicza, Polka najczęściej krzyczy "już, już!", Francuzka "mon dieu!", Włoszka "madonna", a Hiszpanka "madre mia". Mieszkanki Rumunii podkreślają rozkosz słowami "a termina", Japonki krótkim "iku" (dochodzę), a Angielki wzywają Boga na świadka swej ekstazy, krzycząc "oh God". (Z. Zdrojewicz, "Tajemniczy świat kobiecego orgazmu").

(fot. Albert Pocej / www.pocej.com/)(fot. Albert Pocej / www.pocej.com/)

Jednak niezależnie od tego, czy przeżywając rozkosz wzywamy matkę, Madonnę czy samego Boga, czy dojście do orgazmu zajmuje nam 15 sekund, czy 30 minut, przeżywamy go samodzielnie, w parach czy grupowo, w małżeńskim łóżku, na kuchennym stole czy tylnym siedzeniu samochodu, to warto się kochać. Dobry seks zakończony orgazmem skutkuje szybszym myśleniem, większą odpornością, lepszym nastrojem. Niweluje też stres, a nawet dba o nasze serce - bo nie tylko utrzymuje ten życiodajny mięsień w dobrym stanie, ale także przyczynia się do utrzymania dobrych relacji partnerskich. Przeciwwskazaniem do seksu nie jest nawet przysłowiowy ból głowy, bo właśnie dotleniający organizm seks i orgazm działają lepiej niż każda przeciwbólowa tabletka. Kochajmy się dla zdrowia!

Od redakcji: artykuł pierwotnie ukazał się w grudniu 2016 roku.

*Przygotowując materiał, korzystałam przede wszystkim z książki: "Tajemniczy świat kobiecego orgazmu" pod redakcją Zygmunta Zdrojewicza, wydanie II uzupełnione i poszerzone. Poza tym m.in.: "Bzyk. Pasjonujące zespolenie nauki i seksu" Mary Roach i "Sex at Dawn: The Prehistoric Origin of Modern Sexuality" Christopher Ryan.

** Wszystkie zdjęcia pochodzą z sesji ''Orgasm'' Alberta Poceja.

Ewelina Zambrzycka-Kościelnicka. Dziennikarz, redaktor, związana m.in. z "Życiem Warszawy" i "Echem Miasta".

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

(fot. Publio.pl)

Komentarze (161)
Zaloguj się
  • wrb.gazeta

    Oceniono 272 razy 52

    Stwierdzanie że orgazm jest dla orgazmu i tylko dla przyjemnośći i nie ma żadnej funkcji jest ogolnie głupie. Lewactwo libertyńskie, próbuje forsować teze że seks służy do robienie sobie dobrze, a jego skutkiem ubocznym jest "narośl" w brzuchu kobiety, która na pewno nie jest dzieckiem, i którą wg widzi misie moze sobie "usunąć" - i to jest jej niezbywalne prawo.
    Orgazm akurat u kobiety powoduje przy okazji wydzielanie oksytocyny, która powoduje uczucie przywiązania do partnera. A czesto jego osiagniecie wiaze sie z miloscią, poczuciem bezpieczenstwa itp. Wiec nie jest to tylko zabawa dla zabawy.
    Nawet taki zwierzak z malym mozgiem jak kogut nie dopusci innego koguta do kopulowaia z jego kurami, a chcecie powiedziec ze wczesni ale mimo wszystko ludzie, uprawiali orgie w jaskiniach i herszt plemienia pozwalal komu popadnie wlazic na jego kobiety? To sie nie klei kupy.
    Cały artykól naszpikowany jest bzdurami. Orgazm to nie tylko zabawa, zycie to nie tylko hedonizm.
    Milosc i seks nie są na przeciw sobie, sa zwiazane i to dosc czesto. Chcecie sprowadzic ludzi z warsawshore kopulujacych w brudnych ubikacjach na tanich dyskotekach na piedestał kultury? Bo to wlasnie robicie.

  • majacywszystkogdzies

    Oceniono 51 razy 13

    Juz pokazywaliście te zdjęcia. A może coś o masturbacji za pomocą czosnku.

  • welcometopoland

    Oceniono 110 razy 12

    Taaa.... trzeba to przypominać feministkom biadolącym, że zarabiają mniej i mają mniejsze prawa niż mężczyźni ! :)
    W orgazamach rządzą, są właścicielkami dzieci przed porodem i po rozwodzie, seks to u nich nr 1 karta przetargowa (a w razie bezrobocia mogą zarabiać dupką) + setki innych korzyści - prezenty, sponsoring, dłuższe życie.

  • pawelo73

    Oceniono 19 razy 7

    nie dotyczy Polek - żeby ktoś przypadkiem nie dostał dysonansu poznawczego

  • dobrylos

    Oceniono 24 razy 6

    Twoje konto bankowe gwarantuje twoją atrakcje i orgazmy twej kobiety....najczesciej udawane.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX