Gerard van den Aardweg

Gerard van den Aardweg (fot. kulturawartosci.pl)

ludzie

Powiązany z Opus Dei, gejów "leczy" modlitwą. Taki właśnie "ekspert" występuje we Wrocławiu

Homoseksualistów zaprasza na terapię. Zapewnia, że uśmiechem i modlitwą przezwyciężą swoją ?słabość?. Jest badaczem parapsychologii katolickiej i członkiem Opus Dei. I został ekspertem Kongresu Społecznego ESK 2016 w Polsce.

Jakby tego było mało, dr Gerard van den Aardweg twierdzi, że partia Hitlera wywodziła się ze środowisk gejowskich, a sam homoseksualizm to choroba. Do tego - uwaga - narzucona światu przez wpływowych bogaczy. Van den Aardweg przekonuje, że homofobia nie istnieje. Bo według niego każdy zdrowy - czyli heteroseksualny - człowiek homoseksualistów się nie boi, tylko czuje do nich odrazę.

Zdaniem Holendra homoseksualizm jest chorobą, którą należy leczyć (fot. Eugenio Marongiu / iStockphoto)Zdaniem Holendra homoseksualizm jest chorobą, którą należy leczyć (fot. Eugenio Marongiu / iStockphoto)

Urodzony w holenderskim Haarlemie psycholog i psychoterapeuta jest blisko związany ze środowiskami katolickimi. Cieszy się szacunkiem wśród konserwatystów i tradycjonalistów. A jednocześnie jest solą w oku tych, którym przyświeca idea seksualnej równości. Bo van den Aardweg orientacje seksualne dzieli jasno i konkretnie na normalne i nienormalne. I - jak nietrudno się domyślić - normą jest tu tylko i wyłącznie heteroseksualność.

- Nikt nie rodzi się ''taki'' - mówił Holender w jednym z wywiadów. - Nie istnieją dzieci geje. Istnieje jedynie gejowska propaganda, która do homoseksualizmu i typowego dla par gejowskich wyuzdanego życia zachęca. Ta sama propaganda chce zadać cios rodzinie i do tego właśnie wykorzystuje ruch homoseksualny.

I taki właśnie człowiek występuje we Wrocławiu w ramach Kongresu Społecznego Europejskiej Stolicy Kultury 2016. Terapię dla homoseksualistów prowadzi od lat sześćdziesiątych ubiegłego stulecia. Czyli właściwie od początku swojej zawodowej działalności, bo doktorat na uniwersytecie w Amsterdamie obronił w 1967 r. Ukończył też psychologię na Uniwersytecie w Lejdzie. Skłonności homoseksualne postrzega jako - jak czytamy na promującej jego pracę stronie homoseksualizm.edu.pl - ''symptom nerwicy związanej z kompleksem niższości męskości/kobiecości'' i często określa mianem choroby. I nieważne, że Światowa Organizacja Zdrowia homoseksualizm z listy chorób wykreśliła już dobre trzydzieści lat temu.

Co więcej, w swoich publikacjach terapeuta pisze np. o "infantylizmie", jaki ma być typowy dla osób o orientacji odmiennej niż heteroseksualna. I punktuje: homoseksualiści użalają się nad sobą, mają poczucie bycia prześladowanymi, które nie odzwierciedla rzeczywistości i nie jest zależne od czynników zewnętrznych.

"Homoseksualizm i nadzieja" oraz "Walka o normalność..." dr Aartwega ukazały się w Polsce (fot. materiały prasowe)

(...) W oparciu o doświadczenie uzyskane w trakcie wieloletnich badań klinicznych van der Aardweg stawia tezę, że "odmienne orientacje seksualne" nie są uwarunkowane genetycznie i można je leczyć. W terapii i powracaniu do normalnych relacji z otoczeniem bardzo ważną rolę odgrywa budzenie w pacjencie nadziei na lepsze życie - podstawowe przesłanie chrześcijaństwa.

W taki sposób reklamowana była książka van den Aardwega "Homoseksualizm i nadzieja". Nawiązuje w niej do filozofii chrześcijańskiej. Jest bardzo związany z Kościołem katolickim. A konkretnie z jedną, dość szczególną organizacją - Opus Dei. Równie kontrowersyjną, co on sam.

Silne przywiązanie do wartości katolickich nie przeszkadza mu jednak w krytyce swoich braci w wierze - duchownych, którym sporadycznie zdarza się opowiedzieć za seksualną równością i tolerancją. Nie wahał się nawet uderzyć w potężnego wiedeńskiego kardynała Christopha Schönborna. Dwa lata temu duchowny publicznie przyznał, że żywi wielkie uznanie dla homoseksualistów, którzy żyją ze sobą, są sobie wierni i wzajemnie się wspierają. Ocenił, że takie zachowanie należy szanować. Riposta van den Aartwega? Stwierdził, że takie słowa to zwykła, ludzka naiwność.

Tyle, że działania samego Aartwega również nieraz były określane jako "naiwne". A nawet gorzej. Aartweg, tak jak i instytut NARTH, w którym do dziś pracuje, jest zwolennikiem terapii konwersyjnej [zwanej też reparatywną - red.] przez środowiska medyczne uznanej za nieetyczną i pseudonaukową. W rozumieniu Aartwega podstawowym elementem warunkującym zmianę orientacji z homo na hetero jest mianowicie... modlitwa.

Stosowanie terapii reparatywnej jest nieetyczne z natury, ponieważ narusza wiele podstawowych zasad etyki terapeutycznej: ignoruje wiedzę naukową, poniża godność pacjentów, powoduje wzrost ich napiętnowania społecznego, w końcu poważnie szkodzi relacjom między pacjentami a ich otoczeniem - Amerykańskie Towarzystwo Psychiatryczne.

Amerykańskie Towarzystwo Wsparcia Psychologicznego przyjęło w 1998 roku stanowisko, w którym sprzeciwia się twierdzeniu, iż osoby LGBT są chore psychicznie w związku ze swoją orientacją seksualną. Jednocześnie wspiera głoszenie prawdziwych informacji o orientacjach seksualnych, zdrowiu psychicznym i właściwych interwencjach psychologicznych celem wyparcia informacji opartych na uprzedzeniach, ignorancji lub błędnych przekonaniach o orientacji homoseksualnej. Ponadto potępia promocję "terapii reparatywnej" jako metody "leczenia" osób homoseksualnych - Amerykańskie Towarzystwo Wsparcia Psychologicznego.

Choć metody naukowe instytutu NARTH spotkały się ze sprzeciwem amerykańskich organizacji psychologów i psychiatrów, poglądy van den Aardwega media określają mianem teorii spiskowych, a środowiska LGBT w wielu krajach świata są zwyczajnie oburzone, holenderski psycholog do dziś z homoseksualizmu leczy i uczy o nim studentów m.in. w USA, Kanadzie czy Brazylii.

We Wrocławiu van den Aartweg jako prelegent weźmie udział w panelu dyskusyjnym ''Dlaczego tak szybko straciliśmy naszą chrześcijańską tożsamość''.

Homoseksualne małżenstwa są - w ocenie van den Aartwega - wymysłem, który ma osłabić znaczenie tradcyjnej rodziny (fot.  lisafx / iStockphoto.com)Homoseksualne małżenstwa są - w ocenie van den Aartwega - wymysłem, który ma osłabić znaczenie tradcyjnej rodziny (fot. lisafx / iStockphoto.com)

Małgorzata Gołota. Dziennikarka prasowa i radiowa. Autorka kampanii "Alimentare znaczy karmić" dedykowanej milionom polskich dzieci, które nie otrzymują od rodziców należnych im alimentów. Współautorka książki "Krótka ulica, długa historia. Próżna, Plac Grzybowski i okolice". Publikowała w toruńskiej "Gazecie Wyborczej", dziale zagranicznym "Polska The Times" i naTemat.pl. Współpracowała z Radiem PLUS, Radiem ZET Gold i Rock Radiem.

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

(fot. Publio.pl)

Komentarze (317)
Zaloguj się
  • smiki48

    Oceniono 125 razy 51

    zabrako mi jednej informacji. JAKA JEST SKUTECZNOŚĆ TERAPII?
    Moze się okazać, ze rzeczywiście pod wpływem tego pana duży procent osób zmieniło orientację seksualną na hetero? A moze nie.
    Ale przydałaby się taka informacja. Bo wówczas można by było ocenic jego działanie.

  • zlosliwyskrzat

    Oceniono 125 razy 49

    "Leczenie wiarą" to absurd, ale nie jest absurdem, że tzw. "zachowania homoseksualne" wynikają nie tylko z uwarunkowań genetycznych oraz związanych z rozwojem płodowym wpływających przede wszystkim na poziom hormonów, ale również z wychowania, co stwierdzają nawet, niektórzy geje, którzy nie są powiązani z określonymi organizacjami lbgtq.
    Moim zdaniem badania nad aspektami wychowania i ich wpływu na seksualność powinny być dalej rozwijane bez zwracania uwagi na takie czy inne lobby włączenie z lobby "opus dei" czy lgbtq, które mają swoją skrajną, ideologiczną i antynaukową agendę.
    Ostatnio słynna była sytuacja, w której "progresywna" matka chciała zrobić ze swojego syna "dziewczynkę". Sprawa wypłynęła bo trafiła do sądu, pod wpływem ojca. Sąd stwierdził zaniechania ze strony pracowników opieki społecznej, którzy tolerowali takie a nie inne zachowania matki uznając jej stwierdzenia, że chłopiec jest "transseksualny". Gdy czyta się opinie sądu można dowiedzieć się, iż pod wpływem ubierania syna w kobiece stroje, forsowania używania określonych zabawek, określonego sposobu wysławiania się czy wyrażania emocji sześcioletni chłopiec zachowywał się jak mała dziewczynka. Jak stwierdził sam sędzia to zachowanie było "grą" ze strony chłopca i dostosowaniem się do wymagań matki, co jednak prowadziło do nienaturalnych zachowań emocjonalnych, które powodowały problemy wychowawcze również poza domem, stąd interwencje ze strony opieki społecznej. Jednocześnie po przekazaniu chłopca ojcu w czasie toczenia się procesu oraz uzyskaniu przez chłopca pomocy psychologicznej nie wykazano żadnych zachowań "transseksualnych" w ramach zachowań chłopca. W krótkim czasie jego zachowanie przestało odbiegać od zachowania typowego dla chłopców w wieku 6-7 lat. Jednocześnie stany neurotyczne, które zdarzały się u chłopca wcześniej zanikły.
    Sąd wydał bardzo ostrą opinię w stosunku do pracowników pomocy społecznej, którzy forsowali to co wskazywała im matka w zakresie sposobów wychowania chłopca.

  • smurfmadrala

    Oceniono 206 razy 48

    Nadchodzi władza "multi-kulti", zniknie kwestia dewiacji.
    Historia współczesna już nie toczy się leniwie, tempo nastało ekspresowe.
    Przegraliśmy demograficznie, kulturowo i finansowo.
    Marksizm judzi, zabija, grabi i ogłupia, marksizm okazał się SAMOBÓJCZY.
    Czy pałki, rakiety, pistolety odwleką koniec europejskiej cywilizacji ?

    Chciałbym nie mieć racji, marzę aby moja opinia była nieprawdziwa.

  • transformator2014

    Oceniono 63 razy 47

    Gej błogosławiony!
    Papież Franciszek nie tak dawno ogłosił błogosławionym Pawła VI - papieża, który kochał Kościół i... pewnego rudego aktora.
    Rekordzistą w ogłaszaniu nowych błogosławionych i świętych był oczywiście Jan Paweł II. Teraz sam cieszy się "chwałą ołtarzy" dzięki swoim kolegom. Franciszek także nie zwalnia tempa. Podczas swojego krótkiego pontyfikatu zdąży już kanonizować Wojtyłę i Jana XXIII, a niedawno beatyfikował Pawła VI. Po bliższym przyjrzeniu się ich życiorysom łatwo zauważyć, że świętość w Kościele definiuje się przede wszystkim jako wierność instytucji. I jej obrona wszelkimi środkami.
    Beatyfikację Pawła VI można uznać za symboliczną - odbyła się na zakończenie synodu biskupów poświęconego rodzinie. Podczas obrad poruszano również temat par i związków homoseksualnych. Chichotem losu wydaje się w tym kontekście historia życia nowego błogosławionego...
    Giovanni Battista Montini - bo tak brzmi prawdziwe nazwisko beatyfikowanego papieża - był bowiem gejem. Przewodził Kościołowi w latach 1963-1978. Jemu przypadło dokończenie prac Soboru Watykańskiego II, zainicjowanego przez Jana XXIII. Mimo swojej orientacji Montini atakował homoseksualistów - zgodnie z nauczaniem Kościoła. Po jednym z takich ataków francuski pisarz Roger Peyrefitte na łamach włoskiego tygodnika "Il Tempo" opisał epizod z życia Pawła VI z czasów, gdy był arcybiskupem Mediolanu. Podobno odwiedził on wówczas dom schadzek dla homoseksualistów. Była to pechowa dla purpurata wizyta, ponieważ został przyłapany przez karabinierów w niedwuznacznej sytuacji z pewnym "rudowłosym aktorem". Chodziło o Paola Carlniego, znanego m.in. z filmu "Rzymskie wakacje". Paolo był wieloletnim kochankiem Montiniego. Nieprzypadkowo po wygranym konklawe kardynał Montini przyjął właśnie imię Paolo (Paweł).
    Po wyborze ich romans trwał w najlepsze. Ale co wolno arcybiskupowi Mediolanu, to nie papieżowi. W styczniu 2006 r. tygodnik "L'Espresso" ujawnił notatki generała Georgia Manesa, szefa karabinierów, z których wynikało, że w 1967 r. szantażowano Pawła VI, grożąc ujawnieniem jego romansu i preferencji seksualnych. Z zapisków wynika, że za próbą szantażowania Pawła VI mógł stać sam ówczesny prezydent Włoch Giuseppe Saragat. "Chadecja chciałaby ocalić papieża, ale S. jest zdecydowany" - to jeden z zapisków Manesa. Sam papież miał się zwrócić o pomoc w tej krępującej sytuacji do premiera Aldoro Moro.
    Homoseksualizm Montiniego - autora encykliki "Humamae vitae", która potępia wszelką "rozwiązłość seksualną" z antykoncepcją na czele - opóźnił nieco proces beatyfikacyjny. W książce "Paweł VI błogosławiony?" ks. Luigi Villa pisał m.in.: "Trzeba być wyzbytym wszelkiej miłości do Kościoła i do dusz, nie mówiąc o zdrowym rozsądku, aby ośmielać się wystąpić z inicjatywą mającą na celu ogłoszenie Pawła VI błogosławionym". No cóż, nie po raz pierwszy Watykan robi krok przeciw logice i prawdzie tylko po to, aby zamknąć usta nie dość wiernym.

  • w11mil

    Oceniono 57 razy 27

    "partia Hitlera wywodziła się ze środowisk gejowskich" - w 1934 Hitler sie odciął od tych środowisk za pomocą Długich Noży

  • qrde_balans

    Oceniono 58 razy 26

    Powinien wystąpić i zostać rozłożony na łopatki w uczciwej dyskusji, bez względu na to, jak idiotyczne poglądy prezentuje. Uciszanie nie jest drogą, to po prostu cenzura.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX