Prof. Aleksander Skotnicki

Prof. Aleksander Skotnicki (fot. Magnus96 / Wikimedia.org / CC-BY-SA-3.0)

ludzie

Jego babcia zginęła, bo ratowała Żydów podczas wojny. Teraz on szuka ocalałych z Holocaustu. ''Mogę być ich tarczą''

Jego babcia w czasie wojny ratowała życie żydowskim rodzinom. Sama życie przez to straciła. Teraz on, profesor Aleksander Skotnicki, hematolog, opowiada jej historię kolejnym pokoleniom. Ale nie tylko - mówi o całym Holocauście. I znajduje na świecie tych, którzy przeżyli.

Ktoś kiedyś o panu powiedział: profesor Skotnicki jest depozytariuszem pamięci. Tak się pan czuje?

- Mnie chodzi przede wszystkim o zachowanie pamięci - o ludziach, o sprawach, o sytuacjach. Z naciskiem na ludzi.

Bo?

- Bo jestem lekarzem. A jako lekarz zajmuję się człowiekiem. Mój nauczyciel, profesor Julian Aleksandrowicz, mówił, że człowiek jest niepowtarzalną indywidualnością i jednością psychosomatyczną. To każe nam dostrzegać wyjątkowość każdego, jego wady i zalety. Ale ja zawsze szukam w ludziach dobra i piękna. Stąd moi bohaterowie: właśnie profesor Aleksandrowicz, Artur Szyk, Jan Karski, Oskar Schindler. To są ludzie, którzy byli wyjątkowi, bo walczyli o ideały. Schindler dzięki temu uratował tysiąc istnień. Żałuję, że nie poznałem go osobiście - umarł, zanim zacząłem się zajmować historią Żydów. Ale gdybym mógł, na pewno spotkałbym się z nim w Tel Awiwie, gdzie bywał co roku. Poznałem go dzięki ludziom, których ocalił od śmierci. I o nich chcę mówić, żeby ta historia nie umarła razem z nimi.

To jednak trochę brzmi, jakby był pan depozytariuszem pamięci.

- W takim razie mam obowiązek o tym mówić. Ci ludzie, Schindlerowcy, dopuścili mnie do swojego świata, pozwolili patrzeć swoimi oczami na przedwojenny Kraków, więc muszę to teraz przekazać dalej.

Oskar Schindler ratował przed zagładą swoich żydowskich robotników (fot. Yad Vashem / Wikimedia.org / domena publiczna / Noa Cafri / Wikimedia.org / CC-BY-SA-2.5)Oskar Schindler ratował przed zagładą swoich żydowskich robotników (fot. Yad Vashem / Wikimedia.org / domena publiczna / Noa Cafri / Wikimedia.org / CC-BY-SA-2.5)

Po co nam ta pamięć?

- Kiedy jestem zapraszany do szkół, żeby opowiadać o tragedii Żydów w czasie wojny, mówię też o Sprawiedliwych wśród Narodów Świata. I podkreślam, że każdy dziś może być takim sprawiedliwym. Nie chodzi o jakieś wielkie rzeczy, wystarczy pomóc komuś biedniejszemu, choremu czy starszemu. Trzeba wyjść poza własny egoizm - to wymaga wysiłku, kompromisu, ale tak kształtują się charaktery. I tego powinniśmy uczyć już od małego, od przedszkola. Jedną z form edukacji o tym, jak być dobrym człowiekiem, jest mówienie chociażby właśnie o Schindlerowcach i człowieku, któremu zawdzięczają życie. Ale nie tylko. Warto również wspominać, że kiedyś byliśmy współobywatelami. Żydzi mieszkali obok Polaków i wszyscy czerpali z tego korzyści. A teraz czytam w gazecie, że na krakowskim rynku był protest przeciwko migrantom i że uczestniczyli w nim głównie licealiści. Jak to? W miejscu, gdzie przechodził biały marsz po zamachu na papieża, gdzie jest pomnik naszego wielkiego emigranta, Adama Mickiewicza? Wie pani, skąd w tych młodych ludziach taka nienawiść? Obawa przed obcymi? Brak empatii w stosunku do potrzebujących? Brak wrażliwości, znieczulica i egoizm?

Z braku edukacji?

- Właśnie. Z braku edukacji i wiedzy. Prawdziwej etyki chrześcijańskiej nie uczą ani rodzice, ani szkoła, ani Kościół. I nikt nie czuje się za to odpowiedzialny. Napisałem nawet o tym list opublikowany w "Dzienniku Polskim", ale oczywiście nie dostałem odpowiedzi. Nie rozumiem, dlaczego o tym nie uczymy. Nie mówimy, że przed wojną dwie trzecie palestry w Krakowie to byli Żydzi, ponad połowa lekarzy, radni miejscy, wiceprezydenci, architekci, nauczyciele w polskich szkołach - to wszystko byli nasi współobywatele żydowskiego pochodzenia. Od moich przyjaciół wiem, że polskie gosposie zajmowały się żydowskimi dziećmi i zabierały je do kościoła Mariackiego, stroiły choinkę na Boże Narodzenie. Później świętowały żydowskie święta. To dało się pogodzić! A teraz telewizje na całym świecie pokazują, że w Polsce 1 sierpnia idzie marsz narodowców z rasistowskimi okrzykami. Gdzie jak gdzie, ale w Polsce nie powinno być takich zjawisk.

Denerwuje mnie, kiedy myślę, że ludzie nie wiedzą, jak wiele zawdzięczamy tradycji wielonarodowej Rzeczpospolitej od wielkich poetów począwszy. I - co za tym idzie - że nie doceniają wartości wielokulturowości.

Instytut Pamięci Męczenników i Bohaterów Holocaustu Yad Vashem z lotu ptaka (fot. Godot13 / Wikimedia. org / CC BY-SA 4.0)Instytut Pamięci Męczenników i Bohaterów Holocaustu Yad Vashem z lotu ptaka (fot. Godot13 / Wikimedia. org / CC BY-SA 4.0)

To chyba dziś jest tak, że idziemy w złą stronę. Wielokulturowość przedstawia się jako zagrożenie terroryzmem, a nie jako wartość.

- Dobrze to pani ujęła. Nie wolno wychowywać kolejnych pokoleń w nienawiści do kogokolwiek. Polscy Żydzi, którzy przeżyli Holocaust, wyjechali stąd, ale nie zapominają o Polsce. Kiedyś rozmawiałem z Marcelem Goldmanem, uroczym człowiekiem, który ma 90 lat i wciąż jeździ samochodem, jest bardzo żywotny. I on mnie pytał, czy pamiętam, jak nazywała się czarownica w "Ogniem i mieczem" u Sienkiewicza. Pomyślałem sobie, że właśnie tacy ludzie są ambasadorami polskości na świecie. Znają literaturę, kulturę polską. Pamiętają nasz kraj przed wojną i ten dobry obraz utrwalają.

Skąd w profesorze hematologii taka fascynacja losami Żydów?

- Kiedyś odwiedziłem Stellę Miller Madej, przedwojenną krakowiankę żydowskiego pochodzenia. Dałem jej receptę, ona grzecznie podziękowała i dodała: ale swoje życie zawdzięczam Oskarowi Schindlerowi. Moja natura naukowca kazała mi zacząć szukać innych ocalonych przez niego osób. W latach 90. znalazłem ich ponad 60 na pięciu kontynentach. Napisałem o nich książkę. Ujęło mnie w nich, że tak bezinteresownie dbają o pamięć o Schindlerze. Przecież po wojnie niebezpieczne było mówienie o dobrym Niemcu! A oni ryzykowali. Jak mówił profesor Aleksandrowicz: szlachetnością człowieka jest pamięć i wdzięczność.

Prof. Skotnicki z Nachumem i Genią Manorami z Beer Szewy w Izraelu - uratowanymi przez Oskara Schindlera (fot. archiwum prywatne)Prof. Skotnicki z Nachumem i Genią Manorami z Beer Szewy w Izraelu - uratowanymi przez Oskara Schindlera (fot. archiwum prywatne)

Ale przecież o tej historii się słyszy. Chociażby dzięki Hollywood.

- Tak, tak, jest ten wytwór Spielberga, ale, jak mówił Natan Gross: tylko Schindlerowcy mają prawo mówić o Schindlerze. Chodzi o to, że zaczęli pojawiać się dziennikarze, którzy przedstawiali Schindlera jako hochsztaplera. Ja wiem, że tak nie było. Opowiadano mi, że kiedy Schindler jechał do Płaszowa i zobaczył w obozie SS-manów, którzy wieszali jednego z Żydów, zwymiotował. Nie mógł znieść tej brutalności troglodytów niemieckich. Oczywiście, można powiedzieć, że bronię przegranej sprawy, bo to takie grzebanie się w przeszłości. Ale myślę, a nawet jestem pewien, że warto. Zresztą ci, którzy krytykują, wspominają tych, którym Schindler nie pomógł. Tylko że on nie mógł uratować wszystkich! Uratował tysiąc osób, kolejnego tysiąca już nie mógł. Ale zarzuty, że Żydzi jemu płacili za wpisanie na listę, są nieprawdziwe. Był taki Aleksander Białywłos, syn szklarza, sierota z Krosna. Schindler zatrudnił go właśnie jako szklarza i uratował. Białywłos dopiero po latach dowiedział się, że była jakaś lista. Poznałem kiedyś także Zygmunta Rottenberga, który opowiedział mi swoją historię. Nigdy nie miał semickich rysów. Schindler zapytał go: - Ile masz lat? 20? Słuchaj, jeśli będziesz mógł, ucieknij z mojej fabryki, masz szanse na przeżycie, bo nie wyglądasz na Żyda. Zygmunt na potwierdzenie dał mi swoje zdjęcie z czasów, kiedy miał 20 lat. Jest na nim chłopak w kapeluszu, jasnowłosy.

Ogród Sprawiedliwych wśród Narodów Świata (fot. Proesi at German Wikipedia / Wikimedia.org / CC BY-SA 2.0 de)Ogród Sprawiedliwych wśród Narodów Świata (fot. Proesi at German Wikipedia / Wikimedia.org / CC BY-SA 2.0 de)

Pana Babcia, Anna Sokołowska, podczas wojny także ratowała Żydów. Ta historia pojawiła się po drodze, jakoś przy okazji, czy była początkiem pana zainteresowania?

- Myślę, że dzięki niej mam w sobie tę wrażliwość. Moja babcia zginęła za ratowanie Żydów. Ukrywała ich, a swoim uczniom (była profesorem gimnazjalnym) pomagała znaleźć schronienie w chłopskich domach. Ktoś na nią doniósł, Niemcy ją aresztowali, trafiła do Ravensbrück, gdzie zginęła w lutym 1945. Dlatego moim obowiązkiem jest teraz zrobienie czegoś dla narodu, za który umarła. A ten naród posadził na jej cześć sosnę jerozolimską w ogrodach Yad Vashem  i ogłosił "Sprawiedliwą wśród Narodów Świata".

To było powodem pana pierwszej wizyty w Izraelu?

- Pojechałem na światowy zjazd hematologów. Dostałem przy okazji zaproszenie do Instytutu Yad Vashem, więc zabrałem ze sobą moją mamę - spała w moim pokoju hotelowym na waleta. Mieliśmy rozmawiać o historii babci. Poszliśmy na spotkanie z dyrektorem Yad Vashem, ja porozumiewałem się z nim po angielsku, a mama po francusku. Przedtem przeprowadzono proces, mający sprawdzić, czy historia babci jest prawdziwa. Musiałem znaleźć świadków, całość oceniało dwóch sędziów. Potem, kiedy już ogłoszono ją "Sprawiedliwą wśród Narodów Świata", posadziliśmy razem jej drzewko.

Od lewej: prof. Skotnicki ze Stanisławem Borowskim - byłym pracownikiem Fabryki Schindlera i z Moshe Bejskim - sędzią Sądu Najwyższego Izraela, jednym z ocalonych przez Oskara Schindlera (fot. archiwum prywatne)Od lewej: prof. Skotnicki ze Stanisławem Borowskim - byłym pracownikiem Fabryki Schindlera i z Moshe Bejskim - sędzią Sądu Najwyższego Izraela, jednym z ocalonych przez Oskara Schindlera (fot. archiwum prywatne)

Jeździ pan tam co roku.

- Tak, zawsze w maju. Z Tel Awiwu jadę do Jerozolimy. W tym roku też byłem. Moja babcia nie ma swojego grobu, zginęła w obozie, więc idę odwiedzić jej drzewko. Kiedy zasadzaliśmy sosnę, miała może 20 centymetrów, dziś to 6 metrów. Potem odwiedzam grób Schindlera. Jedna z uratowanych przez niego osób powiedziała mi: - Był dla nas wszystkim, ojcem i matką, jedyną wiarą i nadzieją. I nigdy nas nie zawiódł. Czy to nie jest piękne?

Chciałbym, żeby moi pacjenci mówili choć część takich słów o moich lekarzach. Zresztą proszę zauważyć, mój zawód wcale nie jest tak daleki od historii i nie ma nic dziwnego w tym, że pomimo wykształcenia medycznego zajmuję się przeszłością. Często w 15 minut muszę dowiedzieć się jak najwięcej o moim pacjencie - to rodzaj poznawania człowieka, jak w historii.

Czyli to jest tak, że także z powodów rodzinnych broni pan pamięci?

- Także. Ale nie tylko. Znam wielu Żydów, którzy co roku chodzą na grób Schindlera na górze Syjon w Jerozolimie. Nie powinni chodzić tam, gdzie są krzyże, ale łamią tę zasadę dla Schindlera. On uratował tysiąc osób, ale jeśli dodamy do tego ich potomków, robi nam się wiele tysięcy. Pyta pani, dlaczego. Ja jestem młodszy niż Schindlerowcy, mogę być ich tarczą. Mówić o nich, wesprzeć w mówieniu o dobru. I znowu: to nie jest grzebanie się w czasach okupacji, a przesłanie dla dzisiejszych czasów.

Zdjęcia ofiar Holocaustu w Yad Vashem (fot.David Shankbone / Wikimedia.org / CC BY-SA 3.0)Zdjęcia ofiar Holocaustu w Yad Vashem (fot.David Shankbone / Wikimedia.org / CC BY-SA 3.0)

W jaki sposób?

- Schindler był Niemcem, a tak naprawdę był lepszy od wielu Żydów czy Polaków. Jak pisała moja znajoma, Miriam Akavia, nie można nienawidzić ani kochać całego narodu. Nie można generalizować. Chciałbym choć trochę zmienić świadomość ludzi i pozwolić im tę zależność zrozumieć. Dlatego piszę, opowiadam, dlatego teraz z panią rozmawiam. Uważam po prostu, że tak trzeba.

 

Katarzyna Kojzar. Dziennikarka, absolwentka Uniwersytetu Jagiellońskiego i Polskiej Szkoły Reportażu. Autorka książki "Profesor Skalski. Uczeń Religi. Lekarz od cudów". Uzależniona od kawy i reportaży. Nieustannie zachwycona Krakowem.

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

(fot. Publio.pl)

Zobacz także
Komentarze (37)
Zaloguj się
  • jacekkolech

    Oceniono 48 razy 20

    Spod tego artykułu od wczoraj zniknęło 2/3 wpisów.
    Szalom, cenzorze.
    PD - Polacy, pamiętajcie o Jedwabnem. O Wołoniu zapomnijcie.

  • tlss

    Oceniono 70 razy 12

    A może jakaś opowieść o żydzie ratującym polaków przed wywózką na Sybir ? Chętnie przeczytam taki artykuł.

  • wymiatator1

    Oceniono 34 razy 10

    Widzę, że cenzor już wstał bo komentarze znikają.

  • movens100

    Oceniono 19 razy -1

    Wszystko dobrze, ale należy też wspomnieć o tym, jak ciężko było niekiedy "wbić" się Polakom bez pochodzenia żydowskiego do branż palestry. Nie wiedzieć czemu o tym się nie wspomina, a szkoda. To dałoby pełniejszy obraz stosunków społecznych tamtych czasów.,

  • dio62

    Oceniono 57 razy -1

    ja nie rozumiem tego polskiego antysemityzmu przecież Polacy tyle Żydom zawdzięczają

  • aa1000

    Oceniono 105 razy -1

    Cóż tu dodać?
    Polscy politycy z wielebnymi niedawno demonstracyjnie "intronizowali" Żyda na króla, ale nie zdołali zauważyć pałętających się po kraju antysemickich organizacji i ich mentorów.

  • linaleon

    Oceniono 106 razy -2

    Jakoś wolę wierzyć Panu Profesorowi, który spotykał się z ludźmi uratowanymi przez Oskara Schindlera i którego Babcia zginęła za ratowanie ludzi - niż wypisującym swoje żałosne komentarze mądralom...

  • marudna.menda

    Oceniono 23 razy -7

    "Nie powinni chodzić tam, gdzie są krzyże, ale łamią tę zasadę dla Schindlera." - co za brednie!

  • mariushh

    Oceniono 135 razy -7

    jak dla mnie to jest ta prawdziwa polskosc,ta o ktora sie teraz wszyscy ze wszystkimi spieraja.Pozdrawiam Panie Profesorze.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX