Światowa Organizacja Zdrowia już jakiś czas temu uznała miłość za niepodlegającą leczeniu chorobę...

Światowa Organizacja Zdrowia już jakiś czas temu uznała miłość za niepodlegającą leczeniu chorobę... (fot. iStockphoto.com)

psychologia

Seryjni monogamiści na tropie idealnych genów. O tym, czy miłość istnieje, czy jest tylko oszustwem ewolucji

Czy zdrada jest czymś więcej niż konsekwencją bycia człowiekiem? Dlaczego się zakochujemy i czy monogamiczna miłość istnieje? A może powoli staje się przeżytkiem i niedługo tworzenie równoległych związków z wieloma kobietami i mężczyznami stanie się normą? Antropolog Robin Dunbar, autor "Anatomii miłości i zdrady", twierdzi, że miłość, tak jak i inne nasze zachowania, przechodzi nieustanną ewolucję.

Kobieta spotyka mężczyznę. On jest zabawny, ona śmieje się i poprawia włosy. Potem przechadza się, prezentując krągłe biodra i wąską talię. On z kolei pręży się i stara się nadać swojej sylwetce możliwie okazały kształt. Niezależnie w jakim kierunku będzie zmierzać ich rozmowa, w jej trakcie oboje będą oceniać się nawzajem: sprawdzona zostanie symetria twarzy i ciała, gęstość i jakość włosów, stan skóry, inteligencja. Taniec godowy w pełni.

Żadnego elementu tej gry nie można przeoczyć. Warto dyskretnie, lecz śmiało zaprezentować swoje najlepsze cechy. Od tego zależy, czy zakończy się tę noc samotnie, czy w objęciach godnego siebie partnera; czy uda się podbić swoją wartość w skali reprodukcyjnej atrakcyjności, czy po odrzuceniu spadnie się w rywalizacji o kilka oczek. A stawka tej gry, wbrew pozorom, jest wysoka i leży u podstawy naszego istnienia.

Odkąd eony temu starożytna Ewa obudziła się pewnego ranka i jej serce stopniało na widok stojącego przed nią Adama, zakochanie się jest uniwersalnym doznaniem ludzkości: występuje w każdej kulturze i w każdych czasach*.

Najlepsi są wysocy bruneci

Cel jest jeden - wydać na świat i utrzymać przy życiu potomstwo. Nieistotne, czy świadomie chcemy je mieć, czy nie, czy planujemy tworzyć długotrwały związek, czy też decydujemy się na samotne życie.

Kelly Brook - brytyjska aktorka, prezenterka i modelka uznana przez naukowców za najbliższą męskiemu ideałowi kobiecości i Aidan Turner - irlandzki aktor uznany za najseksowniejszego mężczyznę 2016 roku przez magazyn Kelly Brook - brytyjska aktorka, prezenterka i modelka uznana przez naukowców za najbliższą męskiemu ideałowi kobiecości i Aidan Turner - irlandzki aktor uznany za najseksowniejszego mężczyznę 2016 roku przez magazyn "Glamour" (fot. Beach Photoshoot / Lexi Jones / WENN)

U podstaw naszego popędu płciowego leży potrzeba przekazania genów! I to nie "jakichś tam genów", tylko najlepszych, ponieważ to właśnie da naszemu potomstwu większą szansę na przeżycie. Dlatego kobiety szukają mężczyzn o określonych cechach fizycznych oraz kompatybilnych z własnymi systemami immunologicznymi, a mężczyźni przywiązują tak wielką wagę do kobiecych atrybutów młodości: lśniących włosów, zdrowej skóry, pełnych piersi i wąskiej talii. Naszej uwadze nie umyka też wzrost.

Danielowi Nettle'owi, profesorowi nauk behawioralnych z Uniwersytetu w Newcastle, w wyniku zakrojonego na szeroką skalę badania udało się znaleźć korelację pomiędzy wzrostem a częstotliwością zawierania małżeństw oraz ilością potomstwa. Wynika z niej, że jeśli tylko sytuacja demograficzna pozwala kobietom na większą wybredność w wyborze partnera, mężczyźni o wzroście wyższym od przeciętnego są w ich oczach zdecydowanie bardziej pożądanymi kandydatami. Zwykle z łatwością wchodzą w relacje damsko-męskie oraz mają zdecydowanie więcej dzieci niż ich niscy koledzy. Natomiast w przypadku kobiet wysoki lub bardzo niski wzrost (poniżej 150 cm) wywołuje poważne trudności ze znalezieniem partnera i wejściem w długotrwałą relację. Mężczyźni ewidentnie preferują kobiety o średnim wzroście, lecz - co ciekawe - z badania wynika, że to panie o wzroście w granicach 150 cm są najbardziej płodne. Naukowcy określają to stabilizującym działaniem selekcji naturalnej, którego celem jest utrzymanie wzrostu naszego gatunku na w miarę stałym poziomie.

Wybór idealnego towarzysza jest nie lada wyzwaniem - musimy wziąć pod uwagę i zrównoważyć wiele różnych aspektów, z których każdy może w pewnym momencie okazać się kluczowy. Prawdziwym problemem jest jednak to, że cena, jaką płacimy za złą decyzję, jest wyjątkowo wysoka. W przypadku dożywotniej monogamii kiepski wybór może być, dosadnie rzecz ujmując, katastrofą, i to nie tylko na płaszczyźnie osobistej*.

Poza wzrostem wyjątkowo wnikliwie oceniamy twarz. Nie jest żadną tajemnicą, że kobiety wybierają najchętniej panów o typowo męskiej urodzie, a panowie preferują panie o mocno kobiecych rysach. Tyle co do zasady, a co dokładnie się za tym kryje?

Najpierw zawsze zauważamy twarz. Zanim zdążymy mrugnąć nasz mózg określi już symetrię twarzy, stan skóry i gęstość włosów potencjalnego partnera (fot. iStockphoto.com)Najpierw zawsze zauważamy twarz. Zanim zdążymy mrugnąć nasz mózg określi już symetrię twarzy, stan skóry i gęstość włosów potencjalnego partnera (fot. iStockphoto.com)

Kobiety pożądają mężczyzn z silnie zarysowaną szczęką, szerszymi kośćmi policzkowymi, wystającą dolną częścią twarzy, większymi oczami, wydatnym łukiem brwiowym, ciemniejszą karnacją - wszystkie te elementy są warunkowane wysokim poziomem testosteronu, czyli męskiego steroidowego hormonu płciowego. Produkcja testosteronu bardzo obciąża układ immunologiczny mężczyzn. Sprawia, że są oni bardziej narażeni na działanie bakterii i wirusów. Co za tym idzie, kobiety, spotykając na swojej drodze mężczyzn o silnie testosteronowych rysach, łatwo dostrzegają wysoką jakość ich genów, ponieważ one bezpośrednio odzwierciedlają zdolność organizmu do radzenia sobie z napięciem wywoływanym przez produkcję tego hormonu.

Co ciekawe, kobiece preferencje związane z wyglądem męskiej twarzy zmieniają się w trakcie cyklu menstruacyjnego: w okresie jajeczkowania panie wolą partnerów o silnie męskich rysach, w innych momentach cyklu preferują tych o łagodniejszej, bliższej kobiecej urodzie. - Tę taktykę można by podsumować następująco: pocznij dziecko z najlepszym genetycznie samcem, jakiego możesz znaleźć, a potem usidlij najbardziej troskliwego, żeby pomógł ci je wychować - przekonuje w książce "Anatomia miłości i zdrady" Robin Dunbar.

Natomiast mężczyźni, niezależnie od miejsca urodzenia czy kultury, w jakiej się wychowali, najbardziej pożądają kobiet o twarzach neotenicznych, czyli. przypominających dziecięce buźki. W połowie lat 90. ubiegłego wieku Doug Jones, naukowiec związany z katedrą antropologii na Uniwersytecie Cornella, przeprowadził zakrojone na międzynarodową skalę badania łączące wygląd fizyczny z atrakcyjnością oraz właśnie rysami neotenicznymi. Jones odkrył, że mężczyźni najwyżej oceniali atrakcyjność tych kobiet, u których występowała znaczna różnica między wiekiem przewidywanym a faktycznym. Im młodsza twarz, w porównaniu z wiekiem metrykalnym, tym większa atrakcyjność danej kobiety.

To nie przypadek, że mężczyzn tak pociągają kobiety o dziewczęcych, wręcz dziecięcych rysach twarzy. W ten sposób oceniają płodność ewentualnej partnerki (fot. iStockphoto.com)To nie przypadek, że mężczyzn tak pociągają kobiety o dziewczęcych, wręcz dziecięcych rysach twarzy. W ten sposób oceniają płodność ewentualnej partnerki (fot. iStockphoto.com)

Badacz przeanalizował również modelki z kolorowych magazynów i okazało się, że w porównaniu ze standardowym wykresem kształtu-do-wieku twarze modelek są przesadnie neoteniczne, odpowiadające cechom siedmiolatek. Niestety, zamiłowanie to ma też swoje ciemne strony i upatruje się w nim jednej z przyczyn pedofilii.

Ale nie tylko od wzrostu i urody zależy nasze miejsce na drabinie atrakcyjności; tam, gdzie natura zawiodła, próbujemy podnieść swą wartość sprytem i osiągnięciami.

Gra pozorów

W królestwie zwierząt dobór naturalny działa w mało skomplikowany sposób: samce często brutalnie rywalizują o samicę, a ta wybiera spośród nich najlepszego. W szczególny sposób swoje zalety pokazują pawie: ustawiają się na arenie godowej, a kiedy zbliża się samica, prezentują swój ogon i postawę. Ona wybiera partnera, odchodzi z nim na stronę, a po spełnieniu obowiązku on wraca na wybieg i reklamuje swe wdzięki kolejnej wybrance.

Wśród ludzi procedura jest nieco bardziej skomplikowana, a na pawi wybieg wychodzą zarówno mężczyźni, jak i kobiety. Trzeba przyznać, że przynajmniej przez pierwszą połowę swojego życia kobiety mają łatwiej: do zdobycia odpowiedniego partnera wystarczy im tak naprawdę młodość i witalność, reszta cech schodzi na plan dalszy. Wynika to z faktu, że w odróżnieniu od zwierząt mogących wydawać na świat potomstwo przez całe dojrzałe życie, kobieca płodność ma swoje granice, a kończy ją menopauza przypadająca zwykle między 40. a 55. rokiem życia. Mężczyzna, który może płodzić potomstwo od wczesnej młodości do późnej starości, niezależnie od rozsądku czy chęci, zawsze skupi się na kobiecie w płodnym okresie życia.

Z wiekiem szanse na znalezienie partnera maleją. Zwłaszcza kobiet (fot. barnimages.com / Flickr / domena publiczna)Z wiekiem szanse na znalezienie partnera maleją. Zwłaszcza kobiet (fot. barnimages.com / Flickr / domena publiczna)

Innymi słowy, dopóki kobieta jest młoda, a jej uroda oraz atrybuty kobiecości kuszące - może dowolnie przebierać w partnerach. Badania wskazują, że większość mężczyzn zdecydowanie preferuje kobiety między 25. a 30. rokiem życia. Z wiekiem sprawa się komplikuje. Jednak panie również mają swój pawi ogon i wiedzą, jak go wykorzystać.

Jedna z głównych ról w tej sztuce uwodzenia przypadła makijażowi: wiemy na pewno, że już w 1400 roku p.n.e. damy dworu egipskiego faraona Totmesa III przyciemniały powieki kredką i nakładały na policzki róż. Wbrew temu, co tak ochoczo głosimy, że makijaż to jedynie podkreślenie urody, jego zadanie jest jedno: nadanie twarzy młodego, a w zamyśle płodnego wyglądu. Zaróżowione policzki wiążą się bezpośrednio z podnieceniem seksualnym, a pociemniałe powieki, które są charakterystyczne dla zwiększonego przepływu krwi w trakcie owulacji, sugerują płodność. Jeśli dodamy do tego czerwone wargi, powstaje obraz kobiety zmysłowej, gotowej na seks i co najważniejsze - płodnej.

Badania taktyk godowych, prowadzone przez Karla Grammera z Uniwersytetu Wiedeńskiego, pokazały wyraźnie, że pewne kobiece zachowania nieodmiennie wiążą się z okresem jajeczkowania. Panie w okresie płodnym m.in. znacznie bardziej kołyszą biodrami i odsłaniają zdecydowanie więcej ciała niż w okresach pozaowulacyjnych. Cóż prostszego niż wykorzystać to w praktyce i włożyć nieco krótszą spódnicę i szpilki, które wzmagają kołysanie bioder oraz wymuszają napięcie mięśni nóg, nadając im bardziej sprężysty, a co za tym idzie - młodszy wygląd.

Uznawane za fetysz szpilki sprawiają, że kobieta skupia męską uwagę na swoich kołyszących się biodrach i sprężystych nogach(fot. pexels.com)Uznawane za fetysz szpilki sprawiają, że kobieta skupia męską uwagę na swoich kołyszących się biodrach i sprężystych nogach (fot. pexels.com)

Ważny jest też śmiech - nie ulotne uśmieszki, ale prawdziwy, pełny, niekontrolowany śmiech odsłaniający zęby i wymuszający zmrużenie oczu, czyli tzw. śmiech Duchenne'a. Jeśli kobieta jest faktycznie zainteresowana mężczyzną, śmiejąc się, będzie pochylała się ku niemu, potrząsała głową i przeczesywała włosy. Przytrzyma wzrokiem jego spojrzenie tak, by widział jej rozszerzające się źrenice (rozszerzone źrenice wskazują na zachwyt, fascynację, miłość), po czym skromnie spuści wzrok. Chociaż wymienione zachowania są instynktowne i częściowo nieświadome, to panie, którym udało się je opanować, będą miały znacznie szerszy krąg adoratorów. Im więcej adoratorów, tym atrakcyjniejsza staje się samica i tym większe prawdopodobieństwo, że przyciągnie samca o dobrych genach, a także cechach dających szansę na odchowanie zdrowego, dobrze odżywionego potomstwa.

W tradycyjnych społeczeństwach ludzie nie zawierali małżeństw z miłości, lecz ze względów ekonomicznych lub politycznych. (...) Ludzie zawsze byli wyrachowani i brali ślub dla ekonomicznej lub politycznej wygody: aranżowane małżeństwa istniały w każdej ludzkiej kulturze na całym świecie.

Jak już zauważyliśmy, mężczyźni, bez względu na wiek, wybierają kobiety przede wszystkim z uwagi na ich możliwości reprodukcyjne. Będą zatem skupiali swoją uwagę na paniach przed trzydziestką. W przypadku kobiet kwestia wyboru partnera jest znacznie bardziej skomplikowana i nieodmiennie wymusza pewien kompromis. Właściwy partner powinien odznaczać się trzema cechami: dobrymi genami, możliwością utrzymania rozrastającej się rodziny oraz zaangażowaniem. Niestety, w świecie rzeczywistym nieczęsto pojawia się samiec posiadający wszystkie wymienione cechy a jeśli już jest, to możliwość jego "ustrzelenia" jest niemal bliska zeru. Dlatego kobiety, wybierając partnera, nieodmiennie muszą rozstrzygać, która ze wzmiankowanych cech jest w ich przypadku tą najbardziej pożądaną. Wysoka jakość genów, objawiająca się m.in. testosteronową urodą, ma swoje olbrzymie znaczenie dla zdrowia przyszłego potomka, jednak w razie braku zaangażowania mężczyzny w rodzinę oraz marnych możliwości jej utrzymania może okazać się niewystarczająca.

Te wszystkie elementy to system naczyń połączonych: słabsze geny mężczyzna jest w stanie zrównoważyć poprzez zaangażowanie i zamożność, które dadzą możliwość rozwinięcia nad potomstwem parasola ochronnego, zapewnienia mu większej ilości pożywienia, dostępu do procedur medycznych czy lepszej edukacji. Mniejsze możliwości zarobkowe zrównoważy głębokie zaangażowanie w opiekę nad potomstwem oraz jego matką.

- Zgodnie z teorią ewolucji kobiety powinny być bardziej wymagające i wywierać większą presję, by postawić na swoim, ponieważ mają więcej do stracenia niż mężczyźni - twierdzi Robin Dunbar, a jako przykład skrajnych punktów tego zjawiska podaje życie gwiazd światowej muzyki. Otóż kobiety interesują przede wszystkim mężczyźni trzy do pięciu lat starsi od nich. Jest to optymalny wybór i dobrze wpisuje się w przedstawiony powyżej system kompromisów, czyli naczyń połączonych. Ale co, jeśli jakaś cecha wyjątkowo góruje nad innymi?

Gwiazdy rocka przez wiele lat żyją otoczone pięknymi, młodymi kobietami. Widok 60-letniego dinozaura sceny pod rękę z młodziutką modelką nie budzi zdziwienia, co najwyżej lekki uśmiech na twarzy. I chociaż takie związki kończą się zwykle szybko, bo starzejący się gwiazdor nie może dotrzymać kroku młodej ukochanej lub po prostu w glorii supersamca odchodzi z tego świata, są zwykle satysfakcjonujące dla obu stron. Mężczyzna po raz kolejny ma szansę na przekazanie swoich genów, a kobieta ma pewność, że nawet jeśli nie będą to geny najwyższej dostępnej jakości, to przynajmniej taka relacja zapewni jej możliwość utrzymania ewentualnych dzieci na wysokim poziomie ekonomicznym.

Chociaż ten proces przez wielu, szczególnie tych będących na straconej pozycji we wzmiankowanej konkurencji, określany jest mianem wyrachowania, to tak naprawdę jest to wyrachowanie kodowane w nas przez czystą biologię, w dodatku kodowane przez szereg tysięcy lat ewolucji, analogiczne do preferowania młodych, płodnych kobiet przez mężczyzn. Dlaczego? Ponieważ celem podstawowym naszego istnienia jest przekazanie swoich genów! Czy może dziwić zatem, że ci, którzy mają na to małe szanse, buntują się przeciwko systemowi? W końcu godzi on w ich podstawową, choć nieuświadamianą potrzebę pozostawienia czegoś po sobie. To wymusza na nas ciągłe lawirowanie, wysyłanie i odbieranie skomplikowanych sygnałów, werbalnych i pozawerbalnych, skłania do nieustannego poszukiwania kolejnych kandydatek i kandydatów na partnerów.

Elon Musk - milioner i wizjoner, założyciel m.in. serwisu PayPal i jeden z najbardziej pożądanych współcześnie mężczyzn (fot. Heisenberg Media / Wikimedia.org / CC BY 2.0)Elon Musk - milioner i wizjoner, założyciel m.in. serwisu PayPal i jeden z najbardziej pożądanych współcześnie mężczyzn (fot. Heisenberg Media / Wikimedia.org / CC BY 2.0)

Można to kwestionować, mówiąc, że żyjemy teraz w innych czasach. W epoce, w której kobiety mają dostęp do edukacji, dobrze płatnej pracy i mogą się utrzymywać bez wsparcia ze strony mężczyzn. Ba, często to robią i świetnie im to wychodzi! Ale nawet będąc wyjątkowo samodzielne, podświadomie wciąż będą poszukiwały mężczyzn o najlepszych możliwych genach, choćby miała to być relacja na jedną noc. Wraz z rozwojem technologii to nie mężczyźni o wyjątkowo okazałej testosteronowej posturze stają się tymi najbardziej pożądanymi, ale niepozorni z wyglądu geniusze, pokroju Billa Gatesa czy Elona Muska. To oni teraz stoją na najwyższych szczeblach drabiny atrakcyjności. Czyli najbardziej pożądane cechy ulegają zmianie, jednak sam proces pozostaje niezmienny.

Mono czy stereo

A skoro przez całe życie rozglądamy się za kolejnymi kandydatami na partnerów, to czy monogamia leży w naszej naturze? Z punktu widzenia biologii jest całkowicie bezcelowa. Namiętna miłość jest w stanie połączyć nas na około 18 do 36 miesięcy, które mają pozwolić na spłodzenie, urodzenie i wstępne odchowanie potomka. Możemy ten czas wydłużyć przez wspólne i regularne wyrzuty endorfiny i oksytocyny, czyli po prostu seks. Człowiek jest pod tym względem wyjątkowy, może uprawiać seks niezależnie od okresu płodnego. Ale czy to wystarczy do funkcjonowania w pełnej monogamii?

San Francisco. Parada zwolenników poliamorii - związków, w których każda ze stron może mieć wielu partnerów (fot. Pretzelpaws / Wikimedia.org / CC BY-SA 3.0)San Francisco. Parada zwolenników poliamorii - związków, w których każda ze stron może mieć wielu partnerów (fot. Pretzelpaws / Wikimedia.org / CC BY-SA 3.0)

Popularność związków poligamicznych w wielu kulturach wskazuje, że monogamia jest tylko jednym z możliwych rozwiązań. Do poligynii (związku jednego mężczyzny z wieloma kobietami) dochodzi często w środowiskach o znacznej różnicy zamożności. Jeżeli mężczyzna w takiej relacji jest w stanie utrzymać jednocześnie wiele kobiet i zrodzonych ze związku z  nimi dzieci, to mimo faktu, że trzeba się nim dzielić, jest wciąż atrakcyjniejszy od mężczyzny, którego można mieć na wyłączność, lecz jego możliwości opieki nad rodziną są mizerne lub zerowe. Analogicznie działa to w odwrotną stronę i np. w środowisku o małej dostępności samic braciom łatwiej jest poślubić jedną kobietę i wychowywać z nią wspólnie dzieci ze świadomością, że przekazuje się rodzinne geny, niż zdecydować się na samotne życie, a co za tym idzie - na niemożność przekazania genów.

Seks pozamałżeński dotyczy zarówno kobiet, jak i mężczyzn. W badaniach około 30 procent mężczyzn żyjących w związkach przyznaje się do realizowania swoich potrzeb seksualnych również poza relacją. W związku z faktem, że kobiety niechętnie odpowiadają na pytania o seks pozamałżeński w ankietach, w tym wypadku trudno o wiarygodne dane, ale szacuje się, że przynajmniej jedna na dziesięć kobiet nie była wierna stałemu partnerowi, co zresztą świetnie tłumaczy chęć znalezienia najlepszych genów. Tak naprawdę to, czy w danej chwili skłaniamy się ku monogamii, czy poligamii, jest związane wyłącznie ze strategią, która ma pozwolić na odbycie jak największej ilości stosunków seksualnych. Jeśli na rynku matrymonialnym kobiet będzie mało, to mężczyźni będą woleli trzymać się wiernie wybranki, wręcz pilnować jej przed zakusami innych samców, co pozwoli im nie stracić jej, a co za tym idzie - dostępu do seksu. Kiedy jest naddatek kobiet w stosunku do mężczyzn, łatwiej o częstszą zmianę partnerek i nieustanny dostęp do seksu, więc obciążenia wynikające z relacji monogamicznej łatwo zniechęcają mężczyzn, przez co pojawia się specyficzna forma poligynii.

Współcześnie coraz częściej mówi się o zjawisku seryjnej monogamii. Znajdujemy odpowiadającego naszym możliwościom partnera, z którym spędzamy w związku monogamicznym kilka lat. Według danych statystycznych najczęściej są to trzy lata. Po tym czasie relacja chyli się ku upadkowi, a my wiążemy się z kolejnym partnerem, znów na zasadach monogamii. Tworzy się skomplikowany i rozległy układ obecnych, przeszłych i przyszłych małżonków, dzieci, dziadków, kuzynów, przyjaciół.

Czy to w niedalekiej przyszłości zaprowadzi nas związków poliamorycznych - takich, w których każda osoba utrzymuje równoległe relacje z innymi, a rodzina jest swego rodzaju komuną, gdzie członkowie mają równe prawa, ale i równe obowiązki? Z punktu widzenia ewolucji relacji wydaje się to być całkiem możliwe. W końcu taki układ jest w stanie zaspokoić większość wymienionych potrzeb: dostęp do dobrych genów, zaangażowanie i ekonomiczne zabezpieczenie dla kobiet i dzieci oraz dużą liczbę stosunków dla mężczyzn.

Co miłość ma z tym wspólnego

To najdziwniejsza rzecz, jaka kiedykolwiek nam się przytrafi. Mam na myśli zakochanie się. Idziemy sobie niewinnie przez dzieciństwo, robiąc rzeczy, które zwykle robią dzieci, i nagle: bum! - wkraczają hormony. A potem zakochujemy się.

Przez całe nasze dojrzałe (de facto dojrzałe do prokreacji) życie nie przestajemy zwracać uwagi na płeć przeciwną. Ta potrzeba jest tak duża, że nawet w zatłoczonym miejscu publicznym jesteśmy w stanie wyczuć, czy zbliżająca się do nas, lecz wciąż niewidoczna dla naszych oczu osoba jest płci przeciwnej. Stale próbujemy też podnieść swoją atrakcyjność, by móc aspirować do wyższej grupy, dającej większe szanse na silne genetycznie i zadbane potomstwo. Dopiero wyczuwając, że nasz wyścig prokreacyjny ma się ku końcowi i na mecie możemy pozostać całkowicie sami, obniżamy wymagania i jesteśmy skłonni wejść w relację z osobnikiem o niższym poziomie atrakcyjności niż nasz.

Seryjna monogamia - tak specjaliści określają współczesną skłonność do krótkotrwałych, choć monogamicznych związków. Zwykle relacje takie nie trwają dłużej niż trzy lata (fot. Jennifer Pahlka / Wikimedia.org / CC BY-SA 2.0)Seryjna monogamia - tak specjaliści określają współczesną skłonność do krótkotrwałych, choć monogamicznych związków. Zwykle relacje takie nie trwają dłużej niż trzy lata (fot. Jennifer Pahlka / Wikimedia.org / CC BY-SA 2.0)

Potrzeba połączenia naszego genomu z innym, kompatybilnym do niego i dającym szanse na udane potomstwo, jest wyjątkowo silna. Właśnie to zwykle motywuje nas do zdrady: dobre geny i młodość. Nawet pocałunki, zarówno dla kobiet, jak i mężczyzn, stanowią pretekst do potwierdzenia jakości genomu i zdrowia ewentualnego kochanka. Ma to związek z układem odpornościowym i leżącymi u jego podstawy genami MHC (ang. major histocompatibility complex) odpowiadającymi za zgodność tkanek. I ponownie - kiedy my oddajemy się radości całowania i zapominamy o całym świecie, nasze osobiste komputery pokładowe nie przestają zbierać i analizować danych o ewentualnych korzyściach lub stratach związanych z połączeniem się z tą drugą osobą.

Ale skoro tym, co leży u podstawy naszego łączenia się w pary jest potrzeba przekazania genów, to czy miłość, ta piękna, upajająca, wzniosła i doprowadzająca do rozpaczy nie istnieje? Czy nieprzespane noce, wypełniające po brzegi łaknienie bliskości oblubieńca lub oblubienicy, wreszcie wyznania o wiecznej miłości to brednie sprzedawane nam m.in. przez egzaltowany amerykański przemysł filmowy? Na szczęście nie! Bo choć zakochanie to niepodlegająca leczeniu choroba związana z zaburzeniami psychicznymi, która została sklasyfikowana przez WHO (World Health Organization) pod numerem F 63.9 i u podstaw której stoją gwałtowne wyrzuty oksytocyny, wazopresyny, dopaminy i endorfin, to dla naszego mózgu jest to całkiem klarowny i rzeczywisty obraz. Niewiele jest konstrukcji psychofizycznych bardziej nieuchwytnych od miłości. Nawet jeśli nazwiemy ją 'matrixem' wciąż nie zmienia to faktu, że pozostaje najbardziej uniwersalnym i pożądanym uczuciem, jakie istnieje. Co więcej - zakochiwanie się, a wreszcie miłość są stanami czysto ludzkimi, nie obserwowalnymi u innych ssaków. I chociaż upośledzają nasz odbiór rzeczywistości, to niczego tak nie pragniemy jak kochania i bycia kochanym.

* Cytaty pochodzą z książki "Anatomia miłości i zdrady" Robina Dunbara

Książka w formie ebooka jest dostępna w księgarni Publio.pl >>

Robin Dunbar (fot. Festival della Scienza / wikimedia.org / CC BY-SA 2.0)Robin Dunbar (fot. Festival della Scienza / wikimedia.org / CC BY-SA 2.0)

Ewelina Zambrzycka-Kościelnicka. Dziennikarz, redaktor, związana m.in. z "Życiem Warszawy" i "Echem Miasta".

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

 

Komentarze (192)
Zaloguj się
  • Ewa Kędziora

    Oceniono 153 razy 87

    To wciąż bawi, kiedy ludzie tak bardzo boją się nauki i nieustannie są zszokowani i oburzeni jej istnieniu. Wszystko to, co zostało tutaj opisane jest od wielu lat opracowywane i znane w dziedzinie nauk przyrodniczych, antropologicznych czy psychologicznych, nie ma tam nic odkrywczego. A jednak, okazuje się, że jest grupa ludzi, która jest zdziwiona, że biologia determinuje u nas w sposób dominujący większość wyborów i zachowań, w tym wybór partnera/ojca naszych dzieci/kochanka. Nie, to nie jest żadna magiczna, metafizyczna, boska flegma, która wylewa nam się do serduszka i się zakochujemy. To po prostu fenyloetyloamina, przykro mi.

  • naturelovers

    Oceniono 93 razy 69

    I jeszcze:
    "panie, którym udało się je opanować, będą miały znacznie szerszy krąg adoratorów. Im więcej adoratorów, tym atrakcyjniejsza staje się samica i tym większe prawdopodobieństwo, że przyciągnie samca o dobrych genach, a także cechach dających szansę na odchowanie zdrowego, dobrze odżywionego potomstwa."

    Mam w kregu znajomych kilka takich specjalistek od uwodzenia. Faktycznie ich dzieci sa ladne, proporcjonalne i zdrowe. Tylko niestety wszystkie wychowywane sa przez samotne matki, ktore nadal "szukaja".

  • sorrry

    Oceniono 87 razy 45

    Nie dziwią mnie te głosy pałające świętym oburzeniem, wszakże w powyższym tekście całkowicie pominięte zostało, najważniejsze dla prawdziwych intelektualistów i humanistów, kryterium pobożności i dziewictwa przed ślubem, bez uwzględnienia których cały ten pseudonaukowy wywód traci jakikolwiek sens:))))

  • bene_gesserit

    Oceniono 161 razy 41

    Nie wiem, dla mnie takie rewelacje to rzewne pitolenie, bez obrazy.
    Badania atrakcyjności i jak ludzie reagują na kogo, jakie mają ideały urody itd nie mają sensu, bo nie przekładają się na życie. Co z tego, że pani z tego obrazka wydaje się być idealna, jesli przy wyborze partnerki nie kierujemy się wyłącznie wyglądem i relacją bioder do talii? Co z tego, że większości kobiet podobają się faceci ze szczękami jak z komiksu o superbohaterach, skoro szukają kogoś, kto przede wszystkim będzie je rozśmieszał czy z kim się będą po prostu dobrze czuły, niezależnie od kształtu jego szczęki? Itd itd.

  • m-isio

    Oceniono 43 razy 33

    Kurcze, to ja muszę być odpadem ewolucji bo nic mnie tak nie zraża jak głupota i lalkowata uroda kobiet, a mruganie oczami mogę skomentować co najwyżej bezczelnym żartem. Podobają mi się za to inteligentne, eleganckie i świadome swojej wartości, przy tym wysokie - ale to w dalszej kolejności..

  • mniklasp

    Oceniono 58 razy 14

    mali Meksykanie maja 2-3 zony - 4 kochanki oraz 5-7 dzieci > jest ich 110 ml . co na to badania naukowe?

  • emeni

    Oceniono 23 razy 13

    No nie wiem, w śniadaniówce mówili, że ranking facetów najbardziej pożądanych przez Polki wygrał Michał Szpak -niebrunet niewysoki bez masywnej szczęki i chyba raczej nie śniadolicy :D
    Dla mnie ideałem jest Benedict Cumberbatch, też odbiegający od opisywanego wzorca, którego jakoby poszukują kobiety.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX