zdjęcie ilustracyjne

zdjęcie ilustracyjne (fot. Renata Dąbrowska / Agencja Gazeta)

wywiad gazeta.pl

Policjantka pomaga kobietom bitym przez mężów. Sama była ofiarą przemocy. ''Moi koledzy śmieją się z takich osób''

Powinnam była od niego odejść, kiedy mnie pierwszy raz uderzył. A to się stało raptem miesiąc po ślubie - mówi matka trzech córek, która na co dzień, w policyjnym mundurze, jeździ na interwencje wzywana do awantur domowych. Jak doszło do tego, że została ofiarą przemocy?

Ile razy pobił cię mąż?

Młodszy aspirant Katarzyna Wach*: - Kilkadziesiąt.

Czy to, że się nad tobą znęcał, pomaga ci, kiedy bierzesz udział w podobnych interwencjach, pracując w policji?

- Na pewno lepiej rozumiem, co czują kobiety, które są ofiarami przemocy domowej.

Pamiętasz pierwszą taką interwencję? Co czułaś? Déja vu?

- Wydawała mi się z jednej strony śmieszna, z drugiej straszna. Kobieta zgłosiła, że mąż ją bije, wykorzystuje seksualnie, do tego ona jest w ciąży, a on zachowuje się agresywnie. Jak już tam przyjechaliśmy, facet sobie spał. Obudziliśmy go, ale wywiązała się między nami mała awantura. No to trzeba było gościa trochę szarpnąć, skuć i zawieźć na dołek. Wyobraź sobie, że jak ta kobieta to zobaczyła, to zaczęła mówić, że ona go bardzo kocha, nigdzie go nie wypuści i w ogóle jakim prawem my takie rzeczy robimy!

Czym to tłumaczysz?

- Wiesz co? W tych kobietach, które są ofiarami przemocy, zachodzą bardzo dziwne procesy. One są w jakiś sposób uzależnione od tych facetów.

To jest syndrom sztokholmski czy raczej sytuacja, w której ona się boi, że on wróci i ją zleje?

- Są dwie grupy. Jedne się boją, że jak ten facet wróci, to po prostu dokona na nich zemsty. Czyli wleje im albo przestanie dawać pieniądze. Natomiast są też takie, w których nagle budzi się miłość do tego faceta, i to taka autentyczna. W takiej sytuacji policjant nagle staje się oprawcą, a nie tym, który przychodzi pomóc. Tak że nigdy nie wiadomo do końca, czego można się spodziewać na takiej interwencji. Cały czas trzeba zachowywać czujność. Tym bardziej że kobiety potrafią być czasami bardziej agresywne niż faceci. Tak bardzo chcą nieść pomoc swoim partnerom, że trzeba na nie uważać.

Zdjęcie ilustracyjne (fot. pixabay.com)Zdjęcie ilustracyjne (fot. pixabay.com)

Mundur cię jakoś "tuninguje"?

- Nie. Bo ludzi się uczy, że policjant to ma mieć czapkę na głowie, powiedzieć "dzień dobry", przedstawić się i zachować wszelkie procedury. No a my mamy ograniczone możliwości. Zobacz, ja na przykład ważę sześćdziesiąt kilo. Kiedyś jeździłam z chłopaczkiem, który był mniej więcej mojej postury. No to jak taki duet wchodzi do mieszkania, gdzie stoi chłop sto dwadzieścia kilo żywej wagi, to ciężko go obezwładnić.

Jak postępujesz w pracy ze sprawcami, którzy dopuszczają się przemocy domowej?

- Ze swoją siłą fizyczną - nie oszukujmy się - nie dam sobie rady z wielkim chłopem. No więc najczęściej zachowuję się tak, żeby go nie rozjuszyć. Czyli wykorzystuję to, że jestem kobietą. Staram się uśmiechnąć, rozluźnić atmosferę. Można gościa w ten sposób uspokoić. Natomiast jak on zachowuje się agresywnie, to powiem ci, że ja się boję. Naprawdę. I to nawet nie o siebie, bo zawsze jestem na takiej interwencji z kolegą. Ale właśnie o kolegę, któremu nie będę mogła pomóc. W takich sytuacjach najczęściej wyciągam gaz. Bo jak chłopa walnę pałą w plecy, to on nawet nie poczuje. Zwłaszcza jak jest rozjuszony albo pijany i działa na adrenalinie.

(...)

Dlaczego rozwiodłaś się z mężem?

- Powiem ci tak: moje małżeństwo dla kogoś z zewnątrz to była bajka. No bo wiesz, miałam przystojnego męża, który zarabiał kasę, mieliśmy dzieci. Nawet koledzy w pracy postrzegali mnie jako taką pindzię-niundzię. Bo miałam nowego smartfona, niezły samochód, fajne ciuchy, jeździłam na wycieczki zagraniczne.

A co robił twój mąż?

- Prowadził firmę: mydło i powidło, hurtownię niemieckiej chemii i kosmetyków.

Co się popsuło?

- Miał takiego wspólnika, z którego był kawał sku***syna i oszusta. Gość, który nie wiadomo skąd miał kasę. W dodatku zdradzał swoją żonę cały czas i ogarniał najdroższe prostytutki w mieście. No i zaczął w to wciągać mojego męża.

Czyli?

- Zaczęły się wyjazdy, d*py, alkohol. Ja siedziałam w domu z trzema córkami jeszcze pomagałam w firmie, a mój mąż sobie fruwał. Bo ten wspólnik go mamił, że nie wiadomo ile forsy przy nim zarobi. W każdym razie w końcu się dowiedziałam, że mój mąż mnie zdradzał.

Zdjęcie ilustracyjne (fot. istockphoto.com)Zdjęcie ilustracyjne (fot. istockphoto.com)

Jak to wyszło na jaw?

- Powiedział mi o tym.

W jakich okolicznościach?

- Pojechał na wycieczkę do Japonii ze wspólnikiem. Jak wrócił, okazało się, że jestem w ciąży. Czwartej. A przed wyjazdem powiedział mi, że nie chce mieć więcej dzieci. Jak się dowiedział po powrocie, że jestem w ciąży, stwierdził, że mnie zdradzał. Najpierw zaczął od jednej, potem wyszło na jaw, że tych kobiet było więcej. Skończyło się tak, że to dziecko poroniłam. Byłam załamana.

A jak on zareagował?

- Płakał. Bo też się jakoś przyzwyczaił do tego dziecka. Widzisz, mój były mąż to bardzo dziwny człowiek. Dziwny i niedojrzały emocjonalnie. Teraz, jak już jesteśmy daleko od siebie, potrafi okazać mi szacunek.

Daleko w jakim sensie?

- Nie oddaję mu już wszystkiego. Kiedy wyszłam za mąż, cały mój świat kręcił się wokół niego.

Ile miałaś lat?

- Dwadzieścia. Do tej pory zastanawiam się, jak to się stało.

(...)

Jak się poznaliście?

- Przez internet. Na czacie.

Sex czacie?

- Coś ty, aż taka wyuzdana nie jestem! Rozmawiałam z różnymi facetami, a jak mi się spodobał, to umawialiśmy się na randkę. Na początku się stresowałam, ale potem już poszło.

Czemu poznawałaś facetów na czacie?

- To było fajne. Jak widzisz mężczyznę na ulicy, ciężko odgadnąć, jaką ma osobowość. Możesz minąć fajnego, interesującego człowieka, który wygląda nie do końca tak, jak tego oczekujesz. A na tych czatach szybko wyłapywałam gości, którzy mają coś więcej do powiedzenia niż tylko: "Lubisz seks?". Ja lubię poczytać, obejrzeć dobry film, podyskutować i chciałabym mieć faceta, który funkcjonuje na podobnym poziomie. Chciałam też, żeby mi imponował. Bo ja niestety zawsze miałam szczęście do ciap. No i w pewnym momencie pojawił się On. Pewny siebie, w sportowym mercedesie, w garniturze. A ja - świeżo upieczona pani policjantka. I on zaczął mi obiecywać złote góry.

Policyjne ślubowanie / zdjęcie ilustracyjne (fot. Piotr Skórnicki / Agencja Gazeta)Policyjne ślubowanie / zdjęcie ilustracyjne (fot. Piotr Skórnicki / Agencja Gazeta)

Problem w tym, że nie dostrzegałam pewnych rzeczy. Próbowały mi to sygnalizować koleżanki i matka. Ale byłam zakochana i bardzo chciałam mieć rodzinę.

Nie wiem, z czego to wynikało. Być może z tego, że w moim domu nie było ciepła i spokoju, a w nim widziałam taką ostoję. Mówię: no fajny facet, z perspektywami, będzie w stanie zarobić na rodzinę. No i wiesz, rajcował mnie. To nie było takie zimne i wykalkulowane, co mi później zarzucał w wielu kłótniach.

W tych kłótniach następowała ciągła eskalacja?

- Powinnam była od niego odejść w momencie, kiedy mnie pierwszy raz uderzył. A to się stało raptem miesiąc po ślubie.

Jak do tego doszło?

- Byliśmy na wakacjach na Kanarach. W pewnym momencie męża wcięło - poszedł pograć w pokera. A ze mną zaczął rozmawiać chłopak, który był wśród prowadzących kasyno. Bardzo sympatyczny gość. No i jak wrócił mój mąż, to zrobił mi awanturę. - Co ty robisz w ogóle!? Wstyd mi przynosisz! Zachowujesz się jak jakaś szmata!

Potem poszliśmy do pokoju. Wtedy uderzył mnie z liścia i zwyzywał. Później mnie przepraszał. Ale od tego się zaczęło.

Drugi raz mnie poszarpał w sylwestra, jak byłam w ciąży. Dalej nie było lepiej.

Bił cię tylko po pijaku czy na trzeźwo też?

- Jak był pijany. Któregoś razu mu powiedziałam, że to wszystko przez alkohol i że nie może tyle pić. On mi na to, że w takim razie pokaże mi, że na trzeźwo też tak umie. No i uderzył mnie znowu. Miarka się przebrała, jak zaczął mnie bić przy dzieciach.

Pamiętam, jak kiedyś wróciliśmy z imprezy, a on zaczął wrzeszczeć na naszą córkę. Miała wtedy cztery lata. Powiedziałam, żeby ją zostawił, bo to przecież maluch. Ale on był pijany i w furii. Jak stanęłam w jej obronie, zaczął mnie dusić. Przestraszyłam się i zaczęłam krzyczeć. Ogarnął się, jak powiedziałam: - Słuchaj, zabijesz mnie, pójdziesz siedzieć, twoje dzieci wylądują w domu dziecka, bo nikt się nimi nie zajmie, ani twoi rodzice, ani moi. Ostatni raz to zrobiłeś. I jeszcze raz mnie uderzysz, to już nie będę milczeć.

Kampania przeciwko przemocy ze słynnym już hasłem (fot. Sebastian Paroń / Agencja Gazeta)Kampania przeciwko przemocy ze słynnym już hasłem (fot. Sebastian Paroń / Agencja Gazeta)

To szokujące w zderzeniu z tym, że jednocześnie byłaś policjantką.

- Czasem słyszę w pracy, jak moi koledzy śmieją się z ofiar przemocy domowej i mówią, że same są sobie winne. A to wcale nie jest tak. To wydaje się proste dla kogoś, kto stoi z boku. Ja chciałam od niego odejść wielokrotnie.

Ale to jest tak, że kiedy ten człowiek się nad tobą wytrząsa i cię leje, to go nienawidzisz. Za chwilę jednak, gdy cię przeprasza, to myślisz: "O Boże! To jest ostatni raz, on się zmieni". I ja rzeczywiście wierzyłam w to, że on się zmieni, wiesz?

Były momenty, kiedy potrafił okazywać uczucie, miłość. Ale to są właśnie cykle przemocy. Facet cię pobije, później przeprasza, potem jest okres "miesiąca miodowego", następnie okres narastającego napięcia, kiedy zaczyna się już oczekiwanie na kulminację, a potem najczęściej ofiara przemocy sama prowokuje ten moment. Bo jak już dostanie i spadnie napięcie, to znowu będzie fajny czas, kiedy facet przeprasza, przynosi kwiaty i wydaje się, że wszystko uratujesz. Ale nie, tego się nie uratuje.

Sama się o to obwiniałaś? On ci wmawiał, że to twoja wina?

- Wmawiał mi, że jestem niewdzięczna, rozrzutna, że mu nie pomagam. Wiem, że zdarzało mu się wcześniej podnosić rękę na inne kobiety. Ale twierdził, że to ja go denerwuję.

Myślałaś, że to z tobą jest coś nie tak?

- Miałam takie momenty. Aczkolwiek nigdy nie uważałam, że on ma prawo to robić. To bardzo złożony problem.

Nigdy nie byłam typem gospodyni domowej, która przychodzi do domu i piecze ciasto. Zdarzały mi się takie zrywy, ale generalnie byłam chodzącym chaosem. Nie czułam też zrozumienia z jego strony. On nie próbował się zagłębić w moje postrzeganie świata. Ja uwielbiałam z jednej strony sztukę, poezję, dobrą muzykę, a z drugiej techno, disco i szybką jazdę samochodem. To, co niektórzy widzieli we mnie jako zaletę, on postrzegał jako wadę. Na przykład nigdy nie potrafiłam chamsko zwracać uwagi rodzicom albo się od nich odciąć. Było mi z tym ciężko, a on uważał, że robię to przeciwko naszemu małżeństwu i przeciwko naszemu życiu. Że nie stoję po jego stronie.

Tłumaczyłam mu: - Słuchaj, nigdy nie zadzwoniłam na policję, nigdy nie robiłam ci na złość, nie straszyłam, że złożę na ciebie doniesienie. Człowieku, ogarnij się! Ale takim ludziom nic się nie da wytłumaczyć. On twierdził, że jestem najbardziej nielogiczną istotą na tym świecie. Dopiero teraz, gdy jesteśmy po rozwodzie i ja mam swoje życie, traktuje mnie zupełnie inaczej.

(...)

A jak wyglądało twoje odejście od niego? Pewnego dnia spakowałaś rzeczy, wzięłaś dzieci i wyszłaś?

- Nie do końca. Najpierw zaczęłam głośno mówić o tym, że on mnie bije.

Komu?

- Jak mnie pobił przy dzieciach, powiedziałam sobie "koniec". Złapałam za słuchawkę, zadzwoniłam do teściowej i dałam go do telefonu. On się rozłączył i jeszcze raz mnie skopał. Za to, że zadzwoniłam przy dzieciach. Ale ja już wtedy naprawdę miałam dość.

Stwierdziłam, że moje córki nie mogą na to patrzeć, bo będą miały wypaczone dzieciństwo. Znalazłyby sobie potem takich samych facetów, a ja nie mogłabym sobie tego wybaczyć.

Mocno cię przy nich pobił?

- Nie potrafię tego dokładnie odtworzyć. Na pewno leciała mi krew z nosa. Oprócz tego, że mnie skopał, jeszcze okładał mnie pięściami. Ale lepiej niż ciosy pamiętam to napięcie, poczucie krzywdy, niesprawiedliwości. Że ja tego faceta kochałam, szanowałam, oddałam mu wszystko, całe swoje życie podporządkowałam jemu, a on mnie teraz tak traktuje. Lepiej zapamiętałam ten psychiczny ból niż fizyczne maltretowanie. Nie myślałam, że moje życie albo zdrowie jest zagrożone. Ja nie jestem wrażliwa na ból.

No ale jak cię kopał, to przecież mógł doprowadzić do wewnętrznego wylewu.

- To już kulminacja, kiedy przeszedł samego siebie. A wkrótce potem poznał inną kobietę i się rozstaliśmy. To znaczy... wyobraź sobie, że ja jeszcze o niego walczyłam. Byłam tak głupia, że w momencie, kiedy pojawiła się inna kobieta, we mnie wybuchła miłość.

(...)

Zdjęcie ilustracyjne (fot. pixabay.com)Zdjęcie ilustracyjne (fot. pixabay.com)

Zaczęłaś się spotykać z innym facetem, zanim odeszłaś od męża?

- Tak. On się spotykał już wtedy jawnie ze swoją kochanką. A tymczasem zaczął do mnie podbijać kolega z pracy. W sumie nawet nie myślałam o tym poważnie, bo byłam nastawiona na walkę o małżeństwo, ale jednocześnie czułam się coraz bardziej wycieńczona wszystkim. Za dużo mnie to kosztowało.

Ten kolega wiedział o twojej sytuacji?

- Wiedział, że przeżywam trudne chwile. Mówiłam mu, że mam ciężki okres, jeśli chodzi o małżeństwo. Ten facet traktował mnie jak kobietę. A wiesz, to było dla mnie ważne, bo czułam się wtedy strasznie nieatrakcyjna.

Tak ci to podkopało psychikę? Jak siebie widziałaś?

- Stara, brzydka, głupia... zestaw samych wad. Niczego fajnego w sobie nie widziałam. Z kolei kochanka mojego małżonka - cała odwalona, pięknie zrobione paznokcie, rzęsy, włosy. Przy niej czułam się jak stara baba. A tu nagle zainteresował się mną dużo młodszy facet.

Mnie to w pewien sposób podbudowało i zaczęłam sobie myśleć: "Kurde, to ja mam prosić dziada, żeby do mnie wrócił? Nie dość, że wszystko mu poświęciłam, tyle czasu byłam w domu, pomagałam mu we wszystkim, a on mnie bił, znęcał się, to jeszcze mam prosić, żeby do mnie wrócił? Nie! Dość!".

Ile lat ten kolega był od ciebie młodszy?

- Pięć. No i wtedy zebrałam się w sobie. Mąż przyjechał do domu, a ja zapytałam go wprost: -Słuchaj, rzucasz tę swoją d*pę? Wracasz do domu? On na to, że nic mi nie może obiecać. No więc mu powiedziałam, że to koniec. Coś we mnie pękło. I poczułam niesamowitą ulgę.

(...)

A jak wyglądała sytuacja z alimentami?

- Zanim się rozwiedliśmy, dogadaliśmy się, że będzie mi płacił tysiąc siedemset złotych alimentów. Powiedziałam sobie wtedy: "Dobra: tysiąc siedemset złotych alimentów plus niecałe trzy tysiące złotych pensji - dam radę. Ale on później stwierdził, że może mi dać jednak tylko tysiąc dwieście złotych. Okej, poszłam na to. Ale po rozwodzie zaczął mnie straszyć, że da mi jeszcze mniej.

Wiesz, myślę, że on sobie po prostu nie ułożył wtedy wszystkiego w głowie i próbował odzyskać nade mną kontrolę. Bo jakby mi po prostu przestał spłacać ten zaciągnięty kredyt, to ja leżę i kwiczę. Z funduszu alimentacyjnego nic nie dostanę, bo w świetle prawa jestem bardzo bogatą osobą. Żeby dostać kasę z funduszu, muszę mieć dochód do siedmiuset złotych na osobę.

W pewnym momencie mu powiedziałam: "A ch*j ci w d*pę, człowieku!". Bo pomyślałam sobie: "Trudno, kij w oko mojemu byłemu mężowi. Najwyżej pójdę do socjalnego mieszkania, a swoje obecne sprzedam albo wynajmę". Miałam już po prostu dosyć szarpaniny. Był to też czas, kiedy brałam leki.

Kiedy zaczęłaś je brać?

- Jak się rozwodziłam, to poszłam do psychiatry, bo sobie nie dawałam rady. Nie mogłam spać, jeść ani w ogóle nic robić. Nawet mój były mówił: - Boże, weź ty już może nie chudnij, dziewczynko, bo zaczynasz wyglądać jak śmierć.

No i zaczęłam brać leki, żeby jakoś normalnie funkcjonować.

Bałaś się, jak będzie wyglądało twoje życie po rozstaniu?

- Tu chodziło nie tylko o pieniądze, ale bardziej o emocje. Czułam się taka... odrzucona. W takiej sytuacji w głowie człowieka dzieją się niepojęte rzeczy. Przez to wszystko zawaliłam nawet robotę.

W jaki sposób?

- Ukisiłam papiery. Między innymi dlatego teraz pracuję w patrolu.

"Ukisiłam"?

- Po prostu leżały w szafie, a ja nie wiedziałam, że je mam.

Nie mogłaś powiedzieć przełożonemu, jaką masz sytuację?

- Przecież wiedzieli.

(...)

Zdjęcie ilustracyjne (fot. Tomasz Stańczak / Agencja Gazeta)Zdjęcie ilustracyjne (fot. Tomasz Stańczak / Agencja Gazeta)

Praca i dom to mogły być dla ciebie dwa różne światy? Potrafiłaś to oddzielić?

- Próbowałam. Ale cień mojego małżeństwa cały czas nade mną wisiał. Teraz jestem wyluzowanym człowiekiem. Wpadam do pracy, jestem uśmiechnięta, mogę pożartować i jest okej. Kiedyś było mi głupio się odezwać, bo miałam w głowie nauki swojego małżonka - że niby prowokuję nieprzyzwoite sytuacje i zachowuję się jak szmata. W jego oczach byłam największą dziwką, a nie ofiarą.

Jak zdarzały się dwuznaczne sytuacje, że na przykład facet z pracy zaszedł mnie od tyłu, zawsze myślałam: "O Boże! To dokładnie to, o czym mówi mój mąż!". Natomiast samo bicie nie wpływało na moją pracę. Z nią akurat radziłam sobie świetnie. Czasami aż za bardzo się w nią angażowałam.

Zdarzało się, że moje córki były chore, ale trzeba było uzupełnić papiery w pracy i ja do niej przychodziłam. Potrafiłam przyjść nawet, jak miałam urlop. Dlatego najgorsze jest to, że jak sama potrzebujesz pomocy, to nikt takich zachowań już nie pamięta. To problem wielu z nas. Mało jest ludzi, którzy potrafią wyciągnąć rękę, kiedy masz problem.

Myślę, że przez to, co przeżyłam, jestem w stanie lepiej podejść do wielu spraw. Jak jadę na interwencję, gdzie mamy do czynienia z ofiarą przemocy domowej, wiem, że dobrze zrozumiem taką kobietę. Czasami spędzam z nią dużo czasu i próbuję wytłumaczyć to, co sama musiałam zrozumieć.

Co jej mówisz?

- Gdy słyszę na przykład od takiej kobiety, że ona by chciała, żeby mąż ją kochał, mówię jej: - Ale cóż z tego, że ty byś chciała? Jak on nie chce, to choćbyś nie wiem co zrobiła, on cię nie pokocha, twoja wola nie wystarczy. On musi chcieć. I nie walcz o to, dziewczyno, odpuść sobie.

Nie zbawię świata z dnia na dzień i jedna rozmowa nie przewróci jej życia do góry nogami. Ale być może, jak już dojdzie do ściany, to sobie przypomni, o czym rozmawiałyśmy, i będzie wiedziała, co zrobić.

Wiele kobiet myśli, że to one są winne. Bo za mało robią, za mało się starają. Gó*no prawda. To jest największe sku***syństwo ludzi, którzy stosują przemoc fizyczną - wykorzystują słabości osoby, którą chcą zdominować. Są jak pasożyt, który wysysa z ciebie wszystkie siły życiowe i wmawia ci, że to ty jesteś robalem. Dlatego najtrudniej przekonać tego zdominowanego człowieka, że to nieprawda.

A kiedy to do ciebie dotarło?

- Właśnie po policyjnej interwencji. Tłumaczyłam babce, że jak facet pije i ją bije, to się to nie zmieni. Wtedy sobie pomyślałam: "Boże, ale jestem pier*olnięta! Ja tutaj kobiecie tłumaczę takie rzeczy, a sama się łudzę i mam w domu to samo...".

Osobnym problemem jest to, że kobiety są często uzależnione od swoich oprawców finansowo. Jeśli ofiara nie otrzyma opieki od razu, tego samego dnia, to nie poczuje się bezpiecznie.

Powinno być tak, że jednego dnia zawija się drania, a drugiego puka do takiej kobiety pracownik opieki społecznej. Nie mówię, że powinien przychodzić od razu z pieniędzmi, ale chociażby z paczką żywnościową. Opieka psychologiczna też powinna pojawić się od razu.

Ktoś dowiedział się w ogóle w szczegółach o tym, co cię spotkało?

- Mam grono koleżanek i czasami o tym rozmawiamy... Ale w pracy nikomu się nie zwierzałam. Przede wszystkim żeby nie narobić problemów swojemu byłemu mężowi. Poza tym nie chciałam robić z tego sensacji. Postrzegaliby mnie jako ofiarę. A to jest najgorsze. (...)

*Imię i nazwisko policjantki zostało zmienione. Artykuł opublikowaliśmy po raz pierwszy w 2016 roku.

Fragment pochodzi z książki "Pitbull. Niebezpieczne kobiety". Skróty pochodzą od redakcji

(fot. materiały prasowe)(fot. materiały prasowe)

Patryk Vega. Reżyser i scenarzysta. Twórca popularnych filmów i seriali (m.in. "Pitbull", "Służby specjalne", "Pitbull. Nowe porządki", "Pitbull. Niebezpieczne kobiety"). Autor bestsellerowych książek o pracy policjantów, które ukazały się w serii "Złe psy". W książce "Służby specjalne" odkrył tajemnice kontrwywiadu wojskowego, a "Niebezpieczne kobiety" to zapis rozmów z policjantkami o ich codziennej służbie.

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

(fot. Publio.pl)(fot. Publio.pl)

Komentarze (107)
Zaloguj się
  • Sofia Rato

    Oceniono 131 razy 123

    Znam to wszystko z autopsji,po 18 latach podobnych problemow zdobylam sie na to zeby wreszcie zostawoc tego drania.
    Mijaja wlasnie 2 lata jak jestesmy w separacji , odzylam psychicznie i jestem DUMNA z siebie ze daje sobie rada ,mam prace ,dzieci sa ze mna , jestem wolna i spie spokojnie.
    Pozdrawiam bardzo serdecznie Pania policjant oraz Pana Patryka, dobry reportaz.

  • klarb

    Oceniono 77 razy 71

    Moja mama wyszła za mąż w latch 40. ubiegłego wieku. Pochodzila z wielkopolskiej wsi. Mąż tylko raz ją pobił i natychmiast wzieła rozwod. Nie miala źadnego materialnego wsparcia. Z walizką i pierzyną wyjechała na Ziemie Zachodnie i jakoś dala sobie radę. Tu poznala mojego tatę, który pod koniec zycia powiedział, że jeszcze raz by sie z nią ożenił...

  • loneman

    Oceniono 67 razy 61

    A czego oczekujecie chyba nie poparcia ze strony pseudomacho w kraju? Wielu z nich nie ma czym imponowac wiec ponizaniem, wysmiewaniem kobiet i ich problemow wybiela sie na ich tle oraz poprawia humor tlumaczac np to ze zadna ciekawa sie nimi nie interesuje a zone/dziewczyne jesli ma to czesto "z braku laku", dla wygody i by rodzina sie nie czepiala no ale wokolo chwali sie ze mial przygod wiecej niz dni w roku:D...

  • grelg

    Oceniono 97 razy 49

    Przyjdą islamiści i będą bić nasze kobiety! A tylko Polacy mogą bić polskie kobiety!!!

  • nr-m

    Oceniono 60 razy 44

    Wywiad z kobietą bitą przez męża, a połowa komentarzy sugeruje, że takie kobiety są głupie i same sobie winne. Aż się niedobrze robi.

  • ada.p1

    Oceniono 38 razy 38

    Tak, problem zasadza się na felernie, nieudolnie funkcjonującym systemie państwowym, błędnych celach i sposobie widzenia i traktowania społecznej rzeczywistości - w tym szczególnie na problemie władzy wykonawczej.
    Pominę tu jakość intelektualną i moralną ludzi, którzy są w jej strukturach, którzy są tam przyjmowani do pracy, ich poziom świadomości, kultury.
    Pominę ponieważ tak naprawdę na poziom tych cech ma wpływ i kształtuje je w znacznym stopniu system - system społeczny i państwowy właśnie. To władza ustawodawcza decyduje w jakim stopniu będą chronione najsłabsze grupy społeczne.
    W Polsce niestety nie zostały przyznane przez władzę wystarczająco silne preferencje dla ochrony tych grup - np. dzieci i kobiet. Dlatego też w sądzie czy na policji nie ma odpowiednich procedur postępowania i stylu, charakteru postepowania chroniącego przedstawicieli tych grup.
    A powodem głównym tego jest jakość władzy ustawodawczej - jej poziomu intelektualnego, kulturowego. Jeżeli do władzy dochodzą, przejmują ją jednostki prymitywne, funkcjonujące na niskim poziomie, konsekwencjami będzie oczywiście prymitywizacja celów ustawodawczych a za tym prymitywizacja życia państwowego i społecznego.

  • mazuvian

    Oceniono 40 razy 34

    Wiem, że to brzmi tanio, ale naprawdé solidaryzujé sié z tá policjantká i osobami, którym ona pomaga. Oby wszystko sié układało wam po myśli.

  • kieszonkowiec12

    Oceniono 22 razy 18

    Dobrze, że pojawiają się takie artykuły. Wiele kobiet może z nich korzystać i zmienić swoje położenie. Brawo dla pań, które odeszły od sadystów.

  • lukasz2711

    Oceniono 9 razy 9

    Mam 36 lat na uderzenie żony nie zdobyłbym się nigdy. Kobietom uderzonym miesiąc po ślubie radzę jedno zapodać kopa minutę po. Lepiej odejść od razu, od razu!!! czyli wtedy kiedy nie ma jeszcze zobowiązań np kredytowych oraz często i dzieci.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX