Kadr z filmu

Kadr z filmu "Zaćma" (fot. Jacek Drygała)

Sadystka, nimfomanka, twarz komunistycznej bezpieki. Jak powstała legenda Krwawej Luny

Partię kochała bardziej niż własną rodzinę. Z pejczem w ręku przesłuchiwała więźniów. Była donosicielką, sadystką, nimfomanką i zagorzałą komunistką. Żydówką, która nawróciła się na chrześcijaństwo. O Julii Brystygier vel Krwawej Lunie do dziś krąży wiele opowieści. Po latach jesteśmy bliżej prawdy o kobiecie, która stała się twarzą bezpieki.

W filmie "Zaćma" w reżyserii Ryszarda Bugajskiego jest scena, kiedy Julia Brystygier pyta siedzącego w celi mężczyznę, czy wie, czemu znalazł się w więzieniu. - By umrzeć - odpowiada osadzony. Chwilę potem kobieta bije go w szale pejczem, wygląda na to, że na śmierć. Po wszystkim maluje sobie usta czerwoną szminką.

Zbrodnicze monstrum, poetka tortur, stalinowska zbrodniarka - to tylko niektóre z długiej listy epitetów, jakimi określano już za życia Julię Brystygier. Dziś ta najbardziej znana twarz Urzędu Bezpieczeństwa jest symbolem okrucieństwa komunistycznych władz. Kojarzy się z torturami, wieloletnimi wyrokami więzienia, niewyjaśnionymi zniknięciami opozycjonistów.

Wiadomo, że była doktorem filozofii, osobą wybitnie inteligentną, władała kilkoma językami, miała talent pisarski. Mogła być, kim chciała. Dlaczego została Krwawą Luną? I czy rzeczywiście była krwawa? Na te pytania próbują odpowiedzieć: książka "Krwawa Luna" Patrycji Bukalskiej, która właśnie pojawiła się w księgarniach, oraz wspomniany już film "Zaćma", który pod koniec listopada trafi do naszych kin. Współcześnie o Lunie mówi się i pisze jedynie w kontekście stosowanych przez nią rzekomo tortur. Powiela się obraz rozbuchanej erotycznie dominy, która niszczyła młodych więźniów, a pod koniec życia, skruszona, przyjęła komunię. Tymczasem jej postać jest dużo bardziej złożona, a życiorys pełen niespodzianek.

Olga Bołądź jako młoda Julia Brystygier (fot. Jacek Drygała)Olga Bołądź jako młoda Julia Brystygier (fot. Jacek Drygała)

U Pana Boga za piecem

- Myślę, że nie miała traumatycznego dzieciństwa, jej dom rodzinny był ciepły i dobry - mówi Bukalska. - W młodości miała podcięte krócej włosy, musiało to wzbudzać zainteresowanie. Widzę ją jako taki typ niecierpliwej, zbuntowanej nastolatki, która miała zamienić się w rewolucjonistkę - dodaje.

Życie małej Julii, zwanej przez bliskich niewinnie Luną, było spokojne i szczęśliwe. Urodziła się w 1902 roku na Podolu, w miasteczku Stryj, ale wychowała w Jagielnicy, gdzie wśród trzech tysięcy mieszkańców żyli Polacy, Ukraińcy i Żydzi. Miała dwóch braci i siostrę, a ojciec, Herman Preiss, aptekarz, i matka, Berta, stworzyli im ciepły i kochający dom. W jej wspomnieniach pozostał obraz wsi spokojnej, bliskiej natury.

Rodzicom zależało na kształceniu dzieci, po pracy ważna była muzyka - w domu stał fortepian. Choć oboje byli pochodzenia żydowskiego, nie kultywowali wiary, a Julia od zawsze deklarowała się jako niewierząca. Gdy wybuchła I wojna światowa, Preissowie wyjechali na kilka lat do Wiednia, gdzie Luna uczęszczała do gimnazjum. Musiała być zżyta z rodzicami, bo po ślubie, ciężarna, na rozwiązanie przyjechała ze Lwowa do Jagielnicy. W 1921 roku, w wieku dziewiętnastu lat, urodziła swoje jedyne dziecko, syna Michała.

Mąż nie mąż

Po rodzicach Preiss, po mężu Brüstiger. Wariacji jej nazwiska było więcej, nawet w partyjnych dokumentach Brystiger zmieniano na Bristigier lub na Brystygierową, podobnie Preiss na Prajs. Ta niepewność w zapisie nazwiska przypomina trochę jej biografię - wiele tu niedopowiedzeń, plotek i niepotwierdzonych informacji.

Po lewej książka  Po lewej książka "Krwawa Luna" Patrycji Bukalskiej. Po prawej fotografia Julii Brystygier pochodząca z wystawy "Twarze bezpieki 1944-1990" przygotowanej przez Instytut Pamięci Narodowej

Książka "Krwawa Luna" jest dostępna w Publio.pl>>>

Pierwszy mąż Julii, Chaim Nuta Brüstiger, był od niej 12 lat starszy. Lwowski socjalista i syjonista, przekonany o konieczności stworzenia państwa żydowskiego w Palestynie, prawnik, choć filozof z zamiłowania. Łączył ich społecznikowski duch, bo syjonizm do Julii Brystygier nie trafiał. Nuta chciał powstania państwa Izrael w granicach Palestyny, Lunie bliższy był los robotników. I to pewnie te różnice w poglądach spowodowały rozpad, w 1923 roku, tego kilkuletniego zaledwie małżeństwa. Lunie zostało po nim nazwisko i syn Michał. - Był mieszczaninem - Luna krótko podsumowała związek z Nutą w życiorysie pisanym na prośbę partii. Z Leonem Grosfeldem związała się już jako zagorzała komunistka, na początku lat 30. Grosfeld był członkiem Komunistycznej Partii Zachodniej Ukrainy, razem działali w partii. Ona napisała o nim w notatce dla partii "mój mąż", on w partyjnym życiorysie podsumował ich znajomość słowami "towarzyszka Brystiger". Trudno więc o wyjaśnienie tego zagadkowego związku.

Jak hartowała się stal

Chciwość materialna kleru, specyficzne warunki rodzinne, chęć utrzymania się na parafii, ostre tarcia wewnętrzne na tle ambicyjnym, oportunizm niektórych księży [...]. Celibat księży stwarza złudzenia, iż księża nie mają rodziny. Stąd też nasze urzędy z reguły widzą gospodynię czy kochankę księdza, nie widzą zaś jego rodziny, do której w większości wypadków ksiądz jest przywiązany - to fragment "Wytycznych dla szefów WUBP i Naczelników Wydziałów V WUBP w sprawie pracy agenturalno-operacyjnej po linii V Wydziału", który przygotowała Julia Brystygier, od grudnia 1944 roku dyrektorka Departamentu V Społecznego w owianym złą sławą Ministerstwie Bezpieczeństwa Publicznego.

Podobno nie chciała tej posady, ale partia nakazała, więc rozkaz trzeba było przyjąć. Przekonali ją Bierut i Gomułka. Złożyła zobowiązanie pracownika bezpieki i została dyrektorem resortu, miała zajmować się sprawami kleru i środowisk twórczych.

Jej resort bezpieczeństwa otrzymał niemal nieograniczoną władzę i ogromne środki finansowe. Często wychodziła przed szereg, nie konsultowała się z przełożonymi, pisała instrukcje przesłuchań, jak znajdować i wykorzystywać słabe punkty u aresztowanych. Miała zmysł psychologiczny, wiedziała, jak łamać charaktery i zdobywać informacje. No i miała doświadczenie wielu lat w partii.

Krwawa Luna wiedziała, jak łamać charaktery (fot. Jacek Drygała / film Krwawa Luna wiedziała, jak łamać charaktery (fot. Jacek Drygała / film "Zaćma")

Swoją działalność wywrotową zaczęła od organizacji strajku nauczycieli w Wilnie w 1929 roku. Dwa lata później trafiła po raz pierwszy do więzienia - za redagowanie komunistycznego "Przeglądu współczesnego". W sumie za kratkami spędziła ponad trzy lata, ale nie był to czas stracony - po każdym pobycie w więzieniu jej pozycja w Komunistycznej Partii Zachodniej Ukrainy była coraz mocniejsza. W tym czasie o Michała dbali dziadkowie. - Jej życie, również prywatne, było podporządkowane pracy dla partii, i w tym należy, w mojej opinii, upatrywać powodów jej wszystkich decyzji - tłumaczy Patrycja Bukalska.

Po ostatniej odsiadce wyszła na wolność w kwietniu 1939 roku. Nie wiadomo, czy zdawała sobie sprawę, że pobyt w więzieniu prawdopodobnie uratował jej życie - w tym czasie Stalin dokonywał czystek w szeregach polskich komunistów przebywających w ZSRR. W swoim życiorysie wycięła pamięć o ataku ZSRR na Polskę. Dla niej historia zaczęła się na nowo "wraz z przyjściem władzy radzieckiej", jak pisała w swoich partyjnych biogramach. 28 czerwca 1941 roku, dzień przed wkroczeniem Niemców do Lwowa, Julia wyjechała najpierw do Charkowa, potem do Samarkandy, gdzie pomagała politycznym emigrantom, przede wszystkim partyjnym towarzyszom. Uniknęła okupacji niemieckiej i nie podzieliła tragicznego losu członków swojej rodziny - jej ojca Niemcy rozstrzelali w jednym z galicyjskich miasteczek. Z hitlerowskich rąk zginęło też całe rodzeństwo matki Luny - jej wujek i ciotki. Syn tułał się po całej Europie, cudem przeżył wojnę.

W maju 1943 roku ściągnęła Julię do Moskwy przyjaciółka, Wanda Wasilewska, akurat na I Zjazd Związku Patriotów Polskich. Brystygier w pełni popierała działania Moskwy, zmierzające do podważenia legalności emigracyjnego rządu polskiego w Londynie oraz przejęcia władzy przez komunistów i zmiany ustroju. Bezwzględnie ufała władzom radzieckim. W listopadzie 1944 roku, podczas posiedzenia Zarządu Głównego ZPP w Lublinie, wiadomo już było, że "towarzyszka Brystygier" jedzie do Warszawy urządzać Polskę.

Wanda Wasilewska, przyjaciółka Julii Brystygier (fot. autor nieznany / wikimedia.org / domena publiczna)Wanda Wasilewska, przyjaciółka Julii Brystygier (fot. autor nieznany / wikimedia.org / domena publiczna)

Metalową linią po głowie

- Przypisuje się jej okrutne metody znęcania się nad aresztowanymi, ze szczególnym podkreśleniem maltretowania młodych mężczyzn. Jednak w mojej opinii pasują one raczej do prymitywizmu tortur stosowanych przez ubeków niższego szczebla, jak np. sadzanie na nodze odwróconego stołka czy śrubie, co raniło odbyt - mówi Bukalska. - Nie znalazłam dowodów, że to była ona. Myślę, że źródło jej legendy leży wśród mężczyzn, kolegów z ministerstwa, zazdrosnych o jej władzę - dodaje.

Brystygier kierowała departamentem operacyjnym, umiejscowionym przy Koszykowej. Podejrzani mieli być tam jedynie wstępnie przesłuchiwani. Na dalszą część przesłuchań prowadzono ich pod upiorny adres katowni przy Rakowieckiej. Ale często działania departamentu Luny zazębiały się z Departamentem Śledczym. I do brutalnych przesłuchań dochodziło także w nim, kilka pięter pod biurem Brystygier. Stąd miał się wziąć jej przydomek - od krwawych tortur, na które osobiście pozwalała Krwawa Luna i których sama dopuszczała się na więźniach. Podobno.

Niektóre informacje o brutalności Luny pojawiły się w 1957 roku, już po jej odejściu z pracy. Opowiadano o nich na procesie trzech funkcjonariuszy MBP - Romana Romkowskiego, Józefa Różańskiego i Anatola Fejgina, którzy zostali oskarżeni o wymuszanie na więźniach zeznań torturami. Stanisław Szopiński, żołnierz Armii Krajowej i powstaniec warszawski, mówił, że Brystygierowa potrafiła brać "metalową linię i bić po głowie". Choć jednocześnie ten sam Szopiński dodał, że sam tego nie widział, a jedynie słyszał. Przesłuchiwany przez Lunę Andrzej Cielecki, który zmarł w 2016 roku, opowiadał, że ta mu jedynie groziła, ale po rozmowie z nią trafił do innych "fachowców". Stefan Staszewski (polityk i minister rolnictwa w latach 50. - przyp. red.) i Józef Światło (były funkcjonariusz MBP, który w 1953 roku uciekł do Berlina) także nie wspominali o prowadzonych przez nią przesłuchaniach.

- Skąd się wzięła informacja o znęcaniu się nad więźniami i początek legendy Krwawej Luny? To niestety jedno z wielu pytań bez odpowiedzi - tłumaczy Bukalska - Okazało się, że Bolesław Szafarzyński, który miał umrzeć w wyniku odniesionych podczas przesłuchania obrażeń, wcale nie umarł, wyszedł z więzienia w 1956 roku i miał rodzinę. Nie znalazłam relacji na temat osobistego znęcania się nad więźniami przez Lunę, a te, które są znane, albo się nie potwierdzają, albo ich oryginalne źródło jest nieznane - dodaje.

Kadr z filmu Kadr z filmu "Zaćma" (fot. Jacek Drygała)

Na sumieniu

Biła czy też nie, Luna była ważnym trybikiem systemu. Często z Koszykowej słychać było wycie torturowanych więźniów. Niemożliwe, żeby nie wiedziała o tych przesłuchaniach. Poza tym to ona podpisywała nakazy aresztowań i przesłuchań, decydowała o czyimś życiu lub uwięzieniu. Miała choćby na sumieniu Jana Rodowicza "Anodę" z batalionu "Zośka". Przesłuchiwał go Wiktor Herer, podwładny Luny i jej protegowany, a także przyjaciel. Do dziś nie wiadomo, co takiego wydarzyło się 7 stycznia 1949 roku. Rodowicz - prowadzony na kolejne przesłuchanie z Hererem - zginął nagle, rzekomo wyskakując przez okno.

Z powodu podpisu Luny pod nakazem aresztowania na 9 lat wylądował w więzieniu inny żołnierz batalionu "Zośka", Henryk Kozłowski "Kmita", zostawiając niedługo po Bożym Narodzeniu żonę i dwuletniego synka. Żona zresztą także została aresztowana, na wiele lat, zaledwie kilka dni później. Ich synka wychowywała w tym czasie babcia. Takich historii zniszczonych życiorysów było wiele. Sam plan aresztowania żołnierzy batalionu "Zośka" objął 30 osób i rozrósł się o innych powstańców. W sumie aresztowano i rozpracowywano około 90 osób, a skala przesłuchań i związanej z nimi przemocy była przerażająca.

Jednocześnie Brystygierowa podejmowała decyzje zupełnie wbrew linii partii. Jak ta o wypuszczeniu z aresztu historyka i pisarza Pawła Jasienicy w 1949 roku. Zadecydowało spotkanie z nim i długa rozmowa. Podobno Luna miała po niej powiedzieć, że "to historyk o wielkim talencie literackim i dobrze by było, gdyby mógł coś pisać, publikować". Wcześniej, w 1948 roku, zwolniła z więzienia Marię Okońską, współpracowniczkę księdza prymasa Stefana Wyszyńskiego. Sama Luna spotkała się z prymasem rok później. O czym rozmawiali? Czy, tak jak w scenie kulminacyjnej "Zaćmy", pytała go, czy możliwa jest zmiana, stanie się nowym człowiekiem bez wiary w Boga? Po tej rozmowie Okońska miała przekazać Brystygierowej Nowy Testament od Wyszyńskiego oraz wiadomość, że ksiądz prymas modli się za nią codziennie. Podobno Luna wyznała, że Wyszyński to najpiękniejszy człowiek, jakiego spotkała. A mimo to doprowadziła do jego aresztowania w 1953 roku. Wtedy prymas miał o niej powiedzieć: "straszna kobieta".

Jan Rodowicz po aresztowaniu 24.12.1948 - ostatnie zdjęcie (fot. Ministerstwo Bezpieczeństwa Publicznego / wikimedia.org / domena publiczna)Jan Rodowicz po aresztowaniu 24.12.1948 - ostatnie zdjęcie (fot. Ministerstwo Bezpieczeństwa Publicznego / wikimedia.org / domena publiczna)

Erotomanka

Rozpasana seksualnie, o ogromnym apetycie na mężczyzn. Typ dominy, była jednocześnie kochanką Jakuba Bermana i Hilarego Minca, swoją pracę referowała im... nocami - tak życie partyjno-intymne Brystygierowej miał przedstawić na Zachodzie Józef Światło. To ciekawe, że za tymi plotkami stoją mężczyźni, jak Światło, choć główni zainteresowani nigdy się do związków z Julią nie przyznali. Berman w rozmowie z Teresą Torańską nie potwierdził nocnych referatów, przyznał jedynie, że Luna potrafiła przeforsować swoje stanowisko. Była lepiej wykształcona niż większość jej partyjnych kolegów i to musiało budzić do niej niechęć.

- Mam wrażenie, że przekaz o swobodnym życiu intymnym Julii jest kolejnym elementem legendy o niej. Wydaje mi się, że mit Krwawej Luny i jej seksualnych upodobań wymyślili jej koledzy z ministerstwa - mówi Bukalska. - To jakoś w powszechnym postrzeganiu idzie w parze - jak kobieta ma władzę, to pewnie jeszcze jest rozwiązła, sadystyczna, zboczona, wulgarna, rozpasana - dodaje. Gdy obejrzy się na spokojnie scenę biczowania więźnia w "Zaćmie", trudno uniknąć wrażenia, że Luna z pejczem, w sukience zapiętej pod samą szyję, która bije niemal nagiego więźnia, to wyjątkowo prymitywna fantazja seksualna.

Możliwe, że te plotki o sobie prowokowała. W Warszawie mieszkała sama pod ekskluzywnym adresem Aleja Przyjaciół 6. Ubierała się elegancko, używała dobrych perfum. Wybierała ciemne kostiumy, włosy zaczesywała do tyłu, nosiła się trochę w stylu angielskim. "Była wyjątkowo inteligentną kobietą o dosyć miłej powierzchowności, choć niezbyt zgrabna" - opisał ją wspomniany Jakub Berman w rozmowie z Torańską. - Energiczna i stanowcza. A poza tym? Elegancka, to prawda, wszyscy to podkreślają, ale w taki stonowany, dyskretny sposób. Podobno nie nosiła munduru, choć oczywiście go miała. Wódkę pewnie piła jak wszyscy wtedy, ale również koniak, przekląć może też potrafiła - opowiada Bukalska. Po związku z Grosfeldem z nikim się nie związała, ale plotki o jej bujnym życiu erotycznym krążyły zarówno za jej życia, jak i po śmierci.

Kadr z filmu Kadr z filmu "Zaćma" (fot. Jacek Drygała)

Nowy początek

Druga połowa lat 50. to początek odwilży, ale też czas nadchodzących zmian. W Ministerstwie Bezpieczeństwa Publicznego coraz częściej słychać krytykę metod przesłuchiwania więźniów. W lipcu 1956 roku Luna pisze list do tow. Pszczółkowskiego, przewodniczącego Komitetu ds. Bezpieczeństwa Publicznego, odżegnując się od insynuacji, jakoby stosowała przemoc wobec więźniów. Twierdzi, że nigdy nie była w katowni na Mokotowie, ani owianym złą sławą więzieniu w Miedzeszynie. Gdy po procesie Fejgina, Różańskiego i Romkowskiego oskarżyciele składają wniosek, by i ją pociągnąć do odpowiedzialności, blokuje go Gomułka, teraz pierwszy sekretarz. Spłaca dług wdzięczności - gdy pod koniec roku 1939, uciekając przed wojną, przybył do Lwowa bez grosza przy duszy, ona załatwiła mu pracę dyrektora w małym zakładzie wyrobów papierniczych. Gomułka nie zapomniał.

Z bezpieki Brystygier odeszła w listopadzie 1956 roku, po cichu, bez skandalu, na własne życzenie. W resorcie bezpieczeństwa przepracowała 12 lat. Wysługę lat dla partii wyliczono na 32 lata i osiem miesięcy.

Gdy Krwawa Luna przeszła na emeryturę, objawiła się Julia Prejs, pisarka. I to dobra. Wydała trzy książki: dwa zbiory opowiadań i "Krzywe litery", jedyną powieść. Mimo dobrych recenzji jej prośba o członkostwo w Związku Literatów Polskich została odrzucona. To policzek, bo z reguły takich wniosków nie odrzucano. W odpowiedzi Luna przestała publikować, skupiła się na pracy redaktorki w Państwowym Instytucie Wydawniczym.

Wiedziała, że jest śledzona, a jej życie domowe i towarzyskie brane jest pod lupę. Zdawała sobie sprawę z podsłuchów zainstalowanych w jej mieszkaniu. Gdy spotykała się ze znajomymi, zwykle zabierała ich na spacer albo do kawiarni, by ich także nie narażać na podsłuchy. SB założyło jej teczkę o kryptonimie Egoistka. Podobno służby bały się, że wykorzysta wiedzę, którą dysponuje. Miała kiedyś powiedzieć, że jeśli coś jej się stanie, to ze skrytki we Francji trafi na Zachód całe jej archiwum, kwity na każdego. Może dlatego SB nie spuszczało jej z oka. Dwa razy udało jej się spotkać z rodzeństwem we Francji. Te spotkania były dla niej ważne, w końcu z bratem i siostrami nie miała kontaktu przez niemal pół wieku. Za trzecim razem, na rok przed śmiercią, jej prośba o wydanie paszportu została odrzucona.

Kadr z filmu Kadr z filmu "Zaćma" (fot. Jacek Drygała)

Służby wiedziały wszystko - także to, że swoim jasnozielonym moskwiczem jeździ na rozmowy do podwarszawskich Lasek, do Ośrodka dla Niewidomych. Pierwszy raz w Laskach znalazła się w 1961 roku, na zaproszenie siostry Katarzyny Steinberg, którą spotkała podczas pobytu w szpitalu. Steinberg przyszła wówczas odwiedzić niewidomą siostrę Bonifację, z którą Luna się zaprzyjaźniła i której czytywała Ewangelię. Czy Brystygier w Laskach znalazła ukojenie? Możliwe.

Bukalska cytuje w swojej książce fragment rozmowy z Marią Okońską, która miała tak powiedzieć Brystygierowej w 1948 roku: "Jeśli ma pani doktorat z filozofii, to znaczy, że jest pani człowiekiem myślącym. A jeśli pani myśli, to niemożliwą rzeczą jest nie dojść do wiary w Boga. Jak pani mogła do tego nie dojść?". Ale lekarka Luny, Eleonora Reicher, także Żydówka która przeszła na katolicyzm, nie potwierdziła jej nawrócenia. Na pewno Lunę fascynowała religia, ale nie ma dowodów na to, że przyjęła chrzest czy się nawróciła. Zmarła w 1975 roku, po ciężkiej chorobie. Na jej grobie na Powązkach, do dziś często oblewanym czerwoną farbą, nie ma symboli religijnych. Chociaż wiemy o Krwawej Lunie więcej niż jeszcze kilka lat temu, wciąż pozostaje zagadką.

Katarzyna Kazimierowska. Dziennikarka, współpracuje z takimi tytułami jak "Zwierciadło", "Sens", "Tygodnik Powszechny". Stała autorka felietonów w Kulturze Liberalnej, koordynatorka takich inicjatyw jak "Pracownie" i "Wiersze w Metrze", feministka, kocha Portugalię i ucieczki poza miasto. Czyta nałogowo.

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

(fot. Publio.pl)(fot. Publio.pl)

Komentarze (86)
Zaloguj się
  • y0rg

    Oceniono 8 razy -4

    Do podwarszawskich Lasek jeździła do zaprzyjaźnionych zakonnic, które ją przygarnęły i u których zamieszkała - ponoć nie za darmo , ale KK wszystko wybacza , jeśli jest odpowiednia kasa.

  • zalka1

    Oceniono 2 razy -2

    Gdyby autorki tego panegiryku pisały dziś o doktorze Mengele to zapewne powstałaby biografia światłego lekarza, nie rozumianego przez zacofane środowisko, który rozwijał wiedzę o nowoczesnej medycynie. Bestialskie tortury i eksperymenty to tylko plotki i nie ma na ich potwierdzenie żadnych twardych dowodów, bo wszyscy świadkowie już nie żyją.
    Tak przy okazji to dość specyficzne podejście, żeby pisać o oprawcy nie pytając o zdanie ofiar. No ale skoro ofiary nie przetrwały przesłuchań to znaczy, że żadnych tortur nie było, a opowieści o nich to tylko prymitywne wymysły, prymitywnych zazdrosnych ubeków- mężczyzn. I ani słowa o tym, że Krwawa Luna musiała się mocno zasłużyć żeby dostać tak eksponowane stanowisko. Tak przy okazji warto pamiętać, że seks to zasadniczo prymitywny instynkt, a czerpanie przyjemności ze znęcania się nad drugim człowiekiem, jest w literaturze fachowej dość dobrze opisane.

  • aaa.dziewczyny.zatrudnie

    Oceniono 18 razy -2

    Czekam jeszcze tylko na rehabilitację Trynkiewicza.

  • Maria Koperska

    Oceniono 12 razy -2

    No właśnie,gnębiła powstańców i AK-owców, aresztowała i torturowała,a tatuś Kaczyński,niby powstaniec,a dostał posadę na uczelni i mieszkanie na Żoliborzu?

  • 0roman0

    Oceniono 7 razy -1

    A co tam u Stefana? Michnika Stefana.

  • darazetes9898

    Oceniono 3 razy -1

    Mysle ze bylo to zupelnie normalna kobieta w trudnych czasach . O ukladzie politycznym zdecydowal ktos inny miedzy innymi ci ktorych teraz lizecie . 90 proc. waszych orgii myslowych o Lunie to klamstwa , legenda miejska . Probowalem dzisiaj znalezc ilosc ludzi zabitych przez sowietow miedzy 39 a 45 sililem sie sililem i oklamujac sie dokladajac znalazlem okolo 40.000 zabitych . Wasza rusofobia powala , poniza okrada nasza pamiec , gdzie sa niemcy w tym wszystkim z ich 6 ma milionami . ? Okazuje sie ze Stalin nie zabil 40 milionow , 20 10 ,, A 6, 7 MILINOW swojego jakby nie bylo narodu . Probowalem spojrzec na swoje 30 lat SOCJALIZMU i znowu k u pa .... nic nic zadnej molestacji ideolo przez 30 lat zero , null NADA ...opamietajcie nowo polacy zejdzcie z tej rosji !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

  • wasiliuk

    Oceniono 11 razy -1

    WKURZYŁEM SIĘ!
    Wyszło na to, że to dobra kobieta była!
    I że absolutnie się nie nawróciła.

    A było dokładnie na odwrót!
    To była straszna suka, niewyobrażalna sadystka. I ta sadystka, zła kobieta, nawróciła się. Naprawdę się nawróciła.

    A dowody?
    Czy ktoś widział dowody winy Stalina, czy Hitlera?
    Ja nie widziałem, a mimo to jestem przekonany, że to byli źli ludzie.

    I bardzo się cieszę, że Luna się nawróciła! Tak jak nawrócił się Jaruzelski.
    To dowodzi czym jest wiara. Jak marne są idee komunistów.

  • Jan Kotowski

    Oceniono 4 razy 0

    Tu nie ma nic do dodania i analizy - zwykła UB-ecka kur...wka która robiła wszystko dla kariery i pieniędzy. Prostaczka żydówka nienawidząca Polaków. Jakie to znajome nawet dzisiaj.

  • elemir

    Oceniono 4 razy 0

    Himmler był wegetarianinem i uwielbiał psy.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX