Radzimir Dębski

Radzimir Dębski (filipbasara.com)

wywiad gazeta.pl

Radzimir Dębski: Jestem snobem, jeśli uznamy, że snob to ktoś, kto aspiruje do czegoś fajnego

Moja buntownicza natura sprawia, że kiedy dostaję zlecenie, to nie mogę go wykonać "po bożemu". Muszę to zrobić po swojemu, po szatańskiemu. Polecieć w swoją, trochę dziwną stronę - mówi Radzimir Dębski. Właśnie nagrywa płytę dla wymarzonej wytwórni.

Spotykamy się tuż przed twoim wyjazdem do Berlina. Zagrasz tam koncert, a potem wejdziesz do studia nagrywać płytę dla Deutsche Grammophon. To kultowa w świecie muzyki klasycznej wytwórnia. Masz zakusy na międzynarodową karierę?

- Nie zastanawiam się nad "karierą". Odpowiem ci jak jakiś piłkarz: Myślę tylko o "tu i teraz", robię to, co mam robić, najlepiej, jak jestem w stanie, na 110 procent. Na 200 procent. Ta taktyka popłaca, bo teraz gram dla Deutsche Grammophon. To trochę jak Bayern, może strzelę tyle bramek co Robert. Jak byłem dzieckiem, to marzyłem o tym logo, ale niczego nie planowałem. Wszystko, co mi się do tej pory udało, to kwestia szczęścia.

Radzimir Dębski na scenie z Miuoshem (od lewej) (fot. filipbasara.com)Radzimir Dębski na scenie z Miuoshem (od lewej) (fot. filipbasara.com)

Naprawdę?

- Naprawdę. Nie mam biznesplanu. Gdybym miał, tobym lepiej na tym wyszedł, na bank, ale nie umiem tak... Pewnie trochę się to zmieni po koncercie w Niemczech. Zauważyłem, że im większy rynek, tym bardziej biznesowe podejście do muzyki. Niemcy w ogóle podchodzą do niej zupełnie inaczej niż my.

Czyli jak?

- Jak się pewnie domyślasz, w Niemczech obowiązuje niemiecki styl organizacji. Właściwie nie wiem, co o nim powiedzieć, bo jest tak genialny, że aż straszny, i tak straszny, że aż genialny. Jest też skuteczny. Moja natura...

...artysty?

- Raczej buntownika. Jak poznawałem wielkich artystów od dziecka, to zwróciłem uwagę, że jakoś żaden z nich nie kazał nazywać się artystą. No więc moja buntownicza natura sprawia, że kiedy dostaję zlecenie, to nie mogę go zrobić "po bożemu". Muszę je zrobić po swojemu, po szatańskiemu. Polecieć w swoją, trochę dziwną stronę.

Dlatego nie chcesz nagrywać ewidentnych płyt, nie bierzesz udziału w programach rozrywkowych i nie wyskakujesz ludziom z lodówek?

- Nie wiem, czemu robię jakieś dziwne symfoniczne rzeczy, takie jak na przykład "Crux", z których jakikolwiek sens wychodzi dopiero po kilku latach. W tym przypadku - koncert z Narodową Orkiestrą Symfoniczną Polskiego Radia i Miuoshem.

No właśnie, dlaczego?

- Muszę działać po swojemu i pod prąd. W moim projekcie hiphopowym to jego niehiphopowość: rasowa symfonika, sonoryzm, neoromantyzm, nawet klasycyzm, filmowa narracja. Rapowanie bez bębnów na przykład wcale nie jest tak łatwe dla raperów, jak się wydaje. Miuosh był otwarty jako artysta, zaufał mi, ciekawiło go nieznane, a jako raper był technicznie na tyle dobry, żeby spróbować czegoś trudnego. Takie sytuacje wydają mi się najciekawsze. Po to działamy, żeby zrobić ten przeciąg. Nie ma sensu robić tego, czego się wszyscy spodziewają, albo dopasowywać do czyichś wytycznych.

A wytycznym z Deutsche Grammophon się poddałeś?

- Hmm, jak by to ująć, żeby nie zabrzmiało to źle... Poziom szaleństwa był od początku wysoki, ale chwilami - jak zwykle - chciałem się wyłamać jeszcze bardziej, jeszcze bardziej odjechać w awangardowe klimaty. Do tego dochodzi życiowość, organizacja. Muszę ten mój kompletny odjazd opanować i zaplanować pieczołowicie krok po kroku.

Dam ci mały przykład, tak prosty, że aż szokujący: ustalanie kolejności koncertu. U mnie to coś, co przychodzi po tym, jak się już ze wszystkim oswoję. Wyłączasz analizowanie, włączasz intuicję. Patrzę, jak co działa i dopiero na koniec odnotowuję poziom "pH" każdego utworu. I ustawiam je w takiej kolejności, żeby zadziałały. Natomiast w Deutsche Grammophon poziom organizacji jest taki, że nuty trzeba oprawić w skórzane okładki na kilka tygodni przed koncertem. Nie mogę więc przełożyć kartek, żeby zmienić kolejność. Nie wolno.

Radzimir Dębski (fot. Tomasz Sikora)Radzimir Dębski (fot. Tomasz Sikora)

I jak się z tym czujesz?

- Oczywiście dostaję wewnętrznego szału, ale wiem, że muszę się dostosować. Rozumiem, że nie jestem sam, że jest cała wytwórnia, że są ludzie, którzy mają swoje zadania do wykonania.

Może jesteś za bardzo odjechany na niemiecki ordnung?

- Po studiach i dużych projektach w Stanach jestem dobrze zorganizowany. A jednak nie nie byłbym sobą, gdybym muzycznie nie kombinował. Tak jak Robert Kubica. Gdyby potrafił wolniej jeździć, nie byłby Robertem Kubicą. W muzyce nie wolno udawać, bo odbiorca to wyczuje. Muzyka musi być niestemperowana, wtedy jest szansa, że do kogoś trafi, że ktoś ją pokocha. Nie lubię kalkulowania. O, to w sumie jest chyba pierwsza konkretna odpowiedź, jakiej ci udzieliłem! I klucz do wszystkiego. W muzyce nie można kalkulować, bo dla kogo ona będzie? Kto dla niej wtedy straci głowę?

Masz granicę muzycznego odjechania?

- Tylko gust. Inne granice i tak ustalają terminy i życie, po prostu. Czyli znowu wraca organizacja szaleństwa. Praca z orkiestrą symfoniczną wymaga ode mnie roboty biurowej. Muszę się zajmować każdym muzykiem osobno. Włącznie z tym, ile jest taktów w linijce i czy zdąży przełożyć kartkę albo zmienić instrument. Siedzenie przy komputerze to największa, a najmniej widoczna część mojej pracy. Zdziwiona? Ty nie widziałaś, ile produkuję papierów. A do tego mam już całe tabelki w Excelu, w których zaznaczam kolorami, na jakim jestem etapie. Wyobrażasz sobie?

Nie za bardzo.

- To powiem ci więcej. Miesiąc temu kupiłem sobie tablicę szkolną, taką do pisania. Piszę teraz utwór dla muzeum POLIN. To poważny utwór i żeby go skonstruować, muszę go najpierw rozrysować. Stąd ta tablica. Czyli paradoksalnie te ograniczenia muszę czasami wprowadzać sam. Muszę odnaleźć w sobie swojego wewnętrznego korpoludka. Koncert to już jest czysta przyjemność, ale moja praca polega też na siedzeniu przed komputerem. Muszę wstać rano i strzelić sobie batem nad łbem, żeby zacząć coś robić.

Radzimir Dębski przed koncertem (fot. Tomasz Sikora)Radzimir Dębski przed koncertem (fot. Tomasz Sikora)

Studiowałeś w USA. Nie masz czasem ochoty wyjechać do Stanów i tam grać?

- Nie mam pomysłu, żeby tam wyjechać, bo latam do USA co chwilę. Na szczęście już nie ma biletów w jedną stronę, podziału świata na lepszy i gorszy. Nie czuję czegoś takiego, jak kiedyś, że "tam jest Ameryka'". Kompletnie nie myślę w ten sposób. Często to u nas jest teraz bardziej dynamicznie niż tam. Jest na pewno bardziej artystycznie niż biznesowo w muzyce. Paradoksalnie jest duża szansa, że Hip-Hop History Orchestrated zaistniała tam mocniej właśnie dlatego, że powstała w takiej egzotycznej Polsce.

W Stanach tak wspaniałe i poważne orkiestry nie zgodziłyby się, żebym z nimi zagrał muzykę ich ulicy. Nawet jeśli, to musiałbym pracować na to przez 20 lat i stopniowo rozwijać się w tym jednym kierunku. W kinie amerykańskim na przykład kompozytorzy nie mają dużo wolności, muszą często powielać swoje pomysły z poprzednich projektów, dzięki którym dostali tę pracę. Nawet John Williams musiał zadzwonić, żeby spytać, czy mógłby dostać "Gejszę", bo wszyscy oczekiwali od niego zawsze czegoś lekko "wojennego", najlepiej "gwiezdnego" (amerykański kompozytor John Williams skomponował muzykę do takich filmów jak "Wyznania gejszy", "Szczęki" i "Gwiezdne wojny" - red.). W Stanach zrobienie takiego projektu, z taką wolnością i ryzykiem, byłoby wręcz niemożliwe.

Wiem od twoich znajomych, że jesteś niezwykle skromny. Ciągle powtarzasz, że NOSPR jest najważniejsza, że projekt jest wasz, a nie tylko twój. Ta skromność każe ci też jeździć starym dużym fiatem?

- Wiem, że w Warszawie szpanuje się lambo. Ale mój fiat jest moim zdaniem najfajniejszy! I to wcale nie jest skromność, tylko największy lans, jaki jestem sobie w stanie wyobrazić. Jak możesz mówić, że to skromność, wiesz jak on jeździ?

I może mi jeszcze powiesz, że jesteś snobem?

- OK. Jeśli umówimy się na definicję, że snob to ktoś, kto aspiruje do czegoś naprawdę fajnego. Dostrzegam pozytywny aspekt snobizmu, moim zdaniem kreowanie mody na chodzenie do teatrów, muzeów jest w porządku. A do filharmonii to już w ogóle! Robię, co mogę, żeby też w tym pomóc. Jeśli zarażę parę młodych głów filharmonią, to będę bardzo szczęśliwy.

Kilkadziesiąt tysięcy osób słuchało koncertu Radzimira Dębskiego z NOSPR podczas Europejskiej Stolicy Kultury Wrocław 2016 (fot. Anna Rezulak Solidarity of Arts/www.solidarityofarts.pl)Kilkadziesiąt tysięcy osób słuchało koncertu Radzimira Dębskiego z NOSPR podczas Europejskiej Stolicy Kultury Wrocław 2016 (fot. Anna Rezulak Solidarity of Arts/www.solidarityofarts.pl)

Jacy są młodzi z twojego pokolenia?

- Zaje***ci! Denerwuje mnie gadanie, że kiedyś to były czasy, kiedyś to ludzie byli lepsi, ciekawsi, mądrzejsi. Nieprawda, zawsze byli ludzie fajni i niefajni. Przeczytałem kiedyś doskonały napis na murze: "Kiedyś było inaczej". Lepiej nie można tego ująć. A dzisiaj mamy tyle możliwości, żeby żyć wartościowym życiem, jak nigdy wcześniej.

Masz poczucie, że wszystko dostajesz od życia na tacy, czy musisz wyszarpywać?

- Nawet boję się o tym mówić, bo wiem, jak to działa. Najlepiej jest robić swoje i nie kalkulować. Głupi ma szczęście, ono wynika z luzu i braku oczekiwań.

Nie przyznajesz się więc, gdy jesteś szczęśliwy?

- Nie do końca mam taką definicję szczęścia jak inni. Szczęściem jest dla mnie zmienianie funkcjonujących porządków, otwieranie ludziom głów i robienie czegoś wartościowego, a największym bogactwem - i z tym bym się chciał obnosić - jest to, że mogę zagrać poważny utwór dla gówniarzy. Taki, którego nigdy wcześniej nie słyszeli.

To twoja fanaberia?

- To, i duży fiat oczywiście.

Radzimir Dębski (fot. Anna Rezulak Solidarity of Arts/www.solidarityofarts.pl)Radzimir Dębski (fot. Anna Rezulak Solidarity of Arts/www.solidarityofarts.pl)

Zdradzisz mi w takim razie jakąś muzyczną fanaberię?

- Zamówiłem sobie w Berlinie do utworu młot jahlerowski! To taki insiderski "myk" z szóstej symfonii. Każda orkiestra ma trochę inną tradycję interpretowania go, ale generalnie chodzi o największy młot uderzający w największe pudło, często wypełnione np. talerzami. Tylko że u Mahlera to było jedno uderzenie w całej symfonii, a u mnie jest z parędziesiąt takich uderzeń w jednym utworze. Czy to jest fanaberia?

Masz dziwactwa?

- Chyba całe mnóstwo, ale pewnie nie zdaję sobie z tego sprawy.

A słabości?

- Pewnie. Na przykład taką, że nie umiem żadnej wymienić. Musiałbym się więcej zastanawiać sam nad sobą, a to już chyba dziwactwo. Aha, mam! Sękacz. Nie zatrzymam się, jak nie zjem całego. I pomelo!

Myślisz, że jesteś utalentowany?

- To już totalnie nie leży w mojej jurysdykcji, żeby to oceniać. Kocham sport, bo daje wynik, daje punkt odniesienia, spokój wewnętrzny. Muzyka, którą robię, nie daje wyniku. Jak to zmierzyć? Czy liczbą ludzi, którzy przyjdą na koncert, czy liczbą sprzedanych płyt? Ani jedno, ani drugie nie jest dla mnie wyznacznikiem, to nie jest mój cel, bo gdyby był, robiłbym kompletnie inną muzę.

Masówkę?

- Dla mnie ten wynik jest ciekawy, jeśli to jest na przykład "Crux", który nie powinien mieć na YouTube dziesięciu tysięcy, bo to dziwna symfoniczna muzyka, a ma ponad 600 tysięcy. To dla mnie sukces, z tego się cieszę najbardziej na ziemi. W muzyce symfonicznej fajna jest ta organizacja - że te 75 osób gra razem. Ale zabawa jest znacznie fajniejsza, jak im zaplanujesz szaleństwo. Zaplanujesz rewoltę. Zorganizowane przestępstwo.

 

Radzimir Dębski, pseudonim JIMEK. Absolwent wydziału kompozycji na Uniwersytecie Muzycznym Fryderyka Chopina w Warszawie. W 2012 roku wygrał konkurs na remiks piosenki "End of Time" Beyoncé. Wraz z raperem Miuoshem i Narodową Orkiestrą Symfoniczną Polskiego Radia wydał koncertowy album "2015". Materiał z płyty "Miuosh x Jimek x NOSPR" wykonał m.in. we Wrocławiu w ramach Europejskiej Stolicy Kultury Wrocław 2016. We wrześniu zagrał koncert w berlińskiej Konzerthaus, podczas którego poprowadził Konzerthausorchester w symfonicznych aranżacjach niemieckiego rapera MoTripa. Materiał zostanie wydany przez Deutsche Grammophon i Universal Music Deutschland. Syn kompozytora Krzesimira Dębskiego i piosenkarki Anny Jurksztowicz.

Angelika Swoboda. Ekspert showbiznesowy portalu Gazeta.pl. Komentuje życie gwiazd w Polsat Cafe, TVN i Superstacji. Zaczynała jako dziennikarka kryminalna w "Gazecie Wyborczej", pracowała też w "Super Expressie" i "Fakcie". Pasjonatka mądrych ludzi, z którymi chętnie rozmawia zawsze i wszędzie, kawy i sportowych samochodów.

Polub Weekend Gazeta.pl na Facebooku

(fot. Publio.pl)(fot. Publio.pl)

Zobacz także
Komentarze (11)
Zaloguj się
  • asior34

    Oceniono 27 razy 25

    Robi rzeczy, które nie są stricte w moim muzycznym zainteresowaniu, ale szacunek. Ambitny artysta, który nie jest nakierowany na mainstream. I bardzo dobrze; w Polsce jest paru takich muzyków. Ja uwielbiam Wojciecha Waglewskiego, znakomity gitarzysta. Bardzo twórczy i świadomy. Zresztą jak całe Voo Voo. Ogólnie ta bardziej "alternatywna" scena ma się okej - Hemingwaya, Lao Che czy Brodki w TV praktycznie nie ma, a na jakichś Opolach i Sopotach ciągle Marylki i Kombii jakieś, fe.

  • eselk

    Oceniono 25 razy 15

    No mistrz w swojej branzy.
    Z Waglewskimi moglby zrobic projekt.

  • maly_zlosliwiec

    Oceniono 2 razy 2

    Nie znam sie kompletnie na muzyce. Co to jest ten "młot jahlerowski"?
    Udalo mi sie znalezc tylko "młot" Mahlera.

  • vinnocente

    Oceniono 2 razy 0

    Mówienie o TYM fiacie, że jest stary, śmierdzi laicyzmem na kilometr! Tożto jedyny taki 125p coupé!

  • login-xyz

    Oceniono 9 razy -1

    Wczoraj w nocy napisalem tekst i co? Dlaczego wykasowaliscie? Ludzie sie tu produkuja i co? Rano juz nie ma? To jest weekend, czy nie? Doopa nie gazeta jestescie i tyle..

    Radzimir chyba przystojny facet, jego osobowosc i calokrztalt artysty mi sie podoba. Dla mie Radzimir jest prawdziwym artysta. Podoba mi sie jego zamilowanie do muzyki, to jego pasja. To widac po jego zachowaniu, twarzy, oczach. Niestety malo jest takich ludzi w Polsce. Super facet i tyle.

    Muzyka do Wiadomosci TVP1 mi sie niestety nie podoba a tu zarobil chyba sporo pieniedzy. No ale tu taki rynek - jedno wielkie pole cebuli. No holednerskich pol tulipanow tu nie ma. Ok, rozumiem wszystko. Powiedzmy tak, jaka oprawa graficzna oraz wystruj oraz jakosc techniczna obrazu HD, taka muze i gral. Logo Polsatu kojarzy mi sie tez tylko z jakims kanalem Pakistanskim. Ach te sloneczko w kraju ksiezyca.. :)

  • ina2222

    Oceniono 8 razy -6

    Powyższa kompozycja omal mnie nie zachwyciła. Jednak usłyszałam tam Alexandra Desplat'a ....

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX